środa, 30 listopada 2022

Męskie Granie 2022, czyli to lepsze niż mecze

Mecz pozostawię bez komentarza, ale mi pozostała jeszcze jedna notka na listopad. I niech to będzie coś muzycznego. Wczoraj słuchałem tego albumu kilka razy, wychwytując sobie kilku wykonawców, których twórczość znałem mniej, żeby sobie ich sprawdzić i od razu Wam powiem, że już mam kilka pomysłów na odsłuchy grudniowe :)

O Męskim Graniu można by długo - jedni czują już przesyt, inni wciąż się zachwycają, ale na pewno energia na koncertach jest świetna, album więc wypada w wersji live naprawdę fajnie. No i nie ma inne trasy, która co roku, zbierałaby tak wielu wykonawców i pokazywała ich w ciekawych połączeniach albo w nowym repertuarze. Niby część się powtarza od lat (Zalewski, Igo, Organek), ale za każdym razem jest trochę nowych twarzy (dla mnie w tym roku m.in. RiTa Pax i Ania Leon). No i te nowe wersje znanych numerów - już tylko dla tych coverów warto przesłuchać tą płytę.

wtorek, 29 listopada 2022

Diamentowa uroczystość, czyli w podzięce przyjaciołom

Swoją miłość do baletu zawdzięczam składance baletowej, którą oglądałam niemal pół wieku temu w Teatrze Wielkim w Warszawie. Lata płynęły a ja, całkowity laik, cały czas miałam ją przed oczami; choreografia do części „Symfonii fantastycznej” Berlioza, tańców Debussy’ego i „Bolera” Ravela w mojej głowie została na zawsze. Tak jak miłość do różnorodności w balecie.

Diamentowa uroczystość to podziękowanie przyjaciołom Royal Opera House w Londynie, którzy 60 lat temu założyli organizację, która za zadanie miała wspieranie działania ROH na wszelkie sposoby. Ta gala była hołdem dla ich wsparcia a jednocześnie przeglądem tego co było, co dzieje się obecnie i jakie plany snute są na przyszłość. Program przemyślany, różnorodny, a wykonawcy dali z siebie wszystko.

poniedziałek, 28 listopada 2022

Sandman. Tom 2 - Neil Gaiman, czyli wciągający wir pełen mroku

Serial Sandman wciąż sobie odkładam, na chwilę gdy będę miał więcej czasu, by nie oglądać po kawałku i w biegu. Ale może nawet lepiej, bo mogę dzięki temu nadrabiać zaległości i poznawać tą historię w oryginalnej wersji. Ach, ile tu wątków, ile pomysłów, ile mroku. No i ile pomysłowości nie tylko w scenariuszu, ale i w tym jak oddać wizje Gaimana na ograniczonej przestrzeni kadru. Czasem te rysunki wychodzą poza ramy, otwierają pole do wyobraźni, a niedopowiedzenie uruchamia masę naszych poszukiwań i kombinowania.
Generalnie wznowienie wydawane przez Egmont w Polsce zawiera po 7-9 zeszytów cyklu w każdym tomie, a że cena jest dość atrakcyjna, nie dziwne że tom drugi, chyba najbardziej kultowy "Dom Lalek" jest raczej trudny do zdobycia.  
Wchodzenie w tą historię jest jak zanurzenie się w sen, gdzie różne płaszczyzny czasowe, postacie, mieszają się i łączą w jakąś zwariowaną opowieść. Bóg i diabeł, dobro i zło, często są tu w jakiś sposób obecne, ale raczej nie w takich wizjach, jakich byśmy się spodziewali. Zbiegli z królestwa Morfeusza jego dawni poddani i wykonawcy poleceń, czyli Brutal, Glob i Koryntczyk bawią się ludźmi uważając się za wszechmocnych. I dopiero wracający Władca Snów będzie musiał przywrócić odpowiedni porządek i ukarać tych, którzy wykorzystali jego nieobecność.

Blackway, czyli ja ci pomogę

Widać Anthony Hopkins stara się jakoś dobierać sobie role, firmuje filmy nawet jako producent, więc niby nie powinno być takich gniotów jakie zdarzają się innym aktorom starej daty, widać jednak czasem jest pokusa, by zagrać w czymś prostszym. W Blackway wszystko jest niestety dość łopatologiczne i przewidywalne, więc trudno mówić o jakimś pozytywnym zaskoczeniu. No chyba, że ktoś staruszka uwielbia i mógłby go oglądać w każdej roli. Nawet tak sztampowej.
W Blackway wszystko toczy się od lat według podobnego schematu i nikt ani nic nie jest specjalnie w stanie nic zmienić. Różne grzeszki są tolerowane, a jeżeli ktoś zajdzie za bardzo za skórę to wymierza się sprawiedliwość samemu. No chyba, że ten ktoś jest na tyle wredny, że zastraszy wszystkich, nikogo się nie boi, wtedy jedyną radę jaką mają dla kogoś kto zostanie wzięty na cel - lepiej stąd uciekaj, bo nikt ci nie pomoże.

niedziela, 27 listopada 2022

Człowiek z bieguna, czyli nie wiem czy podołam, ale bardzo bym chciał

Zupełnym przypadkiem trafiony obraz i banan na twarzy. Ja wiem, że przy chorobie dwubiegunowej bywa różnie i nie ma co tego bagatelizować, a tu jednak wychodzi trochę sielankowo, za to ile tu pozytywnych emocji! Od stanów maniakalnych do depresji, do tego dodajcie alkohol, papierosy i jeszcze wybuchy agresji. No jazda bez trzymanki. A jednak twórcy opowiadają nam historię o tym, że mimo dość poważnego stanu, człowiek może opiekować się samotnie dziećmi. I choć wiele rzeczy z tego co widzimy, powinno powodować interwencję opieki społecznej i odebranie praw rodzicielskich, tu okazuje się, że to wszystko nieważne, bo dzieci czuły się kochane. No jasne, w fazie maniakalnej, gość potrafił nieba uchylić i zdobyć się na największe szaleństwo, a to że czasem nawalał, dzieci mu wybaczały, bo były świadome jego choroby. I w sumie nie miały wyjścia.

sobota, 26 listopada 2022

Życzę mu śmierci - Matt Witten, czyli nigdy nie wybaczę

Niby nie kryminał, niby jest trochę dziwnych fabularnych uproszczeń, ale i tak kurcze słucha/czyta się to z przyjemnością i zainteresowaniem. Może ze względu na tak wiele emocji jakie udało się zawrzeć w tej książce? Oto towarzyszymy kobiecie w jej drodze przez kilka stanów, żeby mogła wziąć udział w egzekucji człowieka, który zgwałcił i zamordował przed laty jej siedmioletnią córeczkę. Całe miasteczko zbierało kasę na tą podróż, bo pewnie nie byłoby jej stać. Od lat jest w dołku, nie mogła się pozbierać po tym co się stało, mąż ją porzucił, ale to że może być przy śmierci człowieka, który skrzywdził jej dziecko, jest jedną z rzeczy, która daje jej siłę i motywację do działania. Choćby los rzucał jej kłody pod nogi, zrobi wszystko, by tam dotrzeć.

Ta podróż wszystko zmieni. Może marzyła o tym, że przyniesie jej ulgę, ale czy mogła przewidzieć to wszystko co wydarzy się po drodze?

piątek, 25 listopada 2022

Porzuceni - Maciej Kaźmierczak, czyli gdzie jest moje dziecko

Kaźmierczaka poznałem w tym roku dzięki lekturze Nikt (patrz zakładka przeczytane na górze bloga). I widzę, że to autor, który buduje dość mroczne, klimatyczne i nie pozbawione przemocy historie. Tym razem Łódź i trochę inne jej oblicze. Nie blokowiska, ale raczej dzielnice z kamienicami, trochę zaniedbanymi parkami, ogródkami działkowymi... No i kanały i tereny pofabryczne, które będą tu miały swoją ważną rolę w finale. W tamtej powieści chodziło o przemoc wobec kobiet, tym razem ktoś znęca się nad zwierzętami i porywa dzieci. Gdy policja znajduje pierwszy grób, w którym zakopane są psy i pod nimi chłopiec, jeszcze nie zdaje sobie sprawy, że to początek poważniejszych problemów. Po jakimś czasie jednak zaczyna z przerażaniem zbierać informacje o zaginionych dzieciach z różnych dzielnic i uświadamia sobie sprawę, że śledztwo będzie trudniejsze niż im się wydawało. Do Łodzi przyjeżdża również oficer z Gdańska, bo u nich wydarzyło się bardzo podobne morderstwo. Ktoś najpierw porywa dziecko, często wychodzące na spacer z psem, a potem ciało odnajdywane się zakopane w ziemi. Ślady wskazują na to, że chłopcy wcześniej są przetrzymywani w jakichś ciasnych miejscach. 

czwartek, 24 listopada 2022

Zdechąć trzeba żebyście przyjechali, czyli spokoju nawet przy końcu świata

Mecze jakoś mało mnie interesują, więc odpoczywam wieczorami przy jakichś nagranych filmach lub przy książkach. A dziś produkcja, która mnie zainteresowała tytułem. No powiedzcie sami, czyż nie ciekawy?
No i to kino rosyjskie, które wciąż potrafi nam zafundować ciekawe rzeczy. Tym razem to rzecz trochę z gatunku tych co "ryją banię". O ile pamiętacie Ładunek 200, to tu może natężenia przemocy nie ma aż takiej, ale pewnego rodzaju bezmyślność podlana alkoholem jest tak podobna. Gdy ziemi zagraża koniec świata, bo zbliżająca się kometa może przynieść całkowite zniszczenie, ludzie reagują różnie. Na prowincji młodzi się bawią, a starsi raczej robią sobie jakieś podsumowania życia. I próbują na ostatnią chwilę wprowadzać jakieś własne porządki. Nawet siłą. Bo w końcu jutro już pewnie nikt ich za to nie ukarze.

środa, 23 listopada 2022

Afera na tuzin rysiów - Aneta Jadowska, czyli lepiej z nią nie zadzieraj

I kolejne fantasy i odrobina rozrywki. Co prawda żałuję, że nie znałem wcześniej lepiej Nikity, czyli bohaterki kronik sąsiedzkich - poznałem wcześniej odrobinę Dorę Wilk, więc samo uniwersum już niby liznąłem, ale chyba nie na tyle, żeby łapać wszystko. Zwłaszcza, że sporo tu nawiązań do poprzednich przygód Nikity, więc być może sporo straciłem frajdy.
Powiedzmy kim ona jest. Niedawna członkini Zakonu Cieni, obecnie najemniczka działająca na własny rachunek, kobieta, która nosi w sobie... berserka, czyli nieustraszonego wojownika, który wpada w szał walki. Nie znaczy to oczywiście, że jest niepokonana, powiedzmy jednak, że jej możliwości raczej są niedoszacowane, co zwykle pozwala na to, żeby wciąć przeciwnika z zaskoczenia. Poznajemy ją gdy liże rany po ostatniej misji, ale dość szybko ładuje się w kolejne kłopoty i to takie, które ewidentnie przekraczają nawet jej możliwości.

wtorek, 22 listopada 2022

Samosiejki - Dominika Słowik, czyli roztopić się, zatracić

W tym roku w ramach akcji Czytaj.pl udało się wybrać dla siebie dwa tytuły i z obu jestem zadowolony, bo to wcale nie jakaś lekka beletrystyka, ale coś ciut bardziej smakowitego. I choć dwa wcześniejsze tytuły Dominiki Słowik chwaliłem z pewną ostrożnością, byłem bardzo ciekaw jej kolejnej książki, tym razem zbioru opowiadań. I mam wrażenie, że znowu mam w sobie podobne emocje, może nawet zwielokrotnione, bo też zbyt dużo w tych tekstach podobieństw. Biję więc brawa za nastrój, ale kierunek w jakim podąża fabuła jest trochę zbyt udziwniony. I nie chodzi nawet o brak realizmu, ale raczej powtarzalność pewnych rozwiązań, dość jednoznaczne interpretacje jakie się nasuwają.
Dało się to trochę odczuć w powieściach i to powracanie po raz kolejny do różnych symboli, wątków, obrazów, jest jeszcze wyraźniejsze w opowiadaniach. Zapamiętuje się jedno, dwa, może trzy, ale w większej dawce potem już wszystko się rozmywa i traci na uroku.

poniedziałek, 21 listopada 2022

Błaganie o śmierć - Marek Krajewski, czyli to jeszcze walka o sprawiedliwość czy jedynie zemsta

Pamiętam mój zachwyt przy pierwszych tomach o Breslau i z Eberhardem Mockiem w roli głównej. Ten mrok, te detale, ta mieszanka rozpusty, hedonizmu, a jednocześnie walki o zasady, o sprawiedliwość. To opowieści o policjancie, który czasem idzie pod prąd rozkazom przełożonych, oczekiwaniom społecznym. Ma swoje wady i to wcale nie błahe, a jednocześnie niejednokrotnie udowadnia, że ma w sobie więcej z człowieka, niż ci którzy ględzą o moralności.
Błaganie o śmierć to już 13 spotkanie z Mockiem. Kilku z tych nowszych, gdy autor powrócił do wcześniejszych spraw, jeszcze nie czytałem, ale pewnie teraz pora żeby nadrobić może zaległości i jednocześnie cały cykl. Przecież Marek Krajewski właśnie ogłosił że żegna się ze swoim najsłynniejszym bohaterem. Mam ochotę na ten powrót, bo najnowsza książka trzyma dobry poziom i dostarczyła mi takich emocji jakie pamiętam sprzed lat. Śledztwo w sprawie jakiejś zagadki, napięcie, ale wciąż towarzyszący Mockowi i czytelnikowi dziwny fatalizm, że choćby nie wiem co się robiło, sprawa i tak jest przegrana. Wszystko jakby sprzysięga się przeciw Eberhardowi. 

niedziela, 20 listopada 2022

Gniewa - Katarzyna Berenika Miszczuk, czyli ziółka tu nie wystarczą

Wspominałem już chyba, że ostatnimi czasu czuję się trochę zmęczony kolejnymi kryminałami i thrillerami, a przecież wciąż ich tyle na półkach zgromadziłem, że żal oddać nie przeczytawszy. Znalazłem jednak sposób - przeplatam sobie różne tytuły ze zbrodnią w tle, czymś dużo lżejszym i stąd w tym roku obecność kilku nazwisk, które wcześniej jakoś trochę omijałem: Miszczuk, Jadowska, Mortka. Cieszy możliwość poznania kolejnego autora/autorki, którego polecali znajomi, a jeszcze parę nazwisk z naszego krajowego poletka mam w zanadrzu. A dziś Katarzyna Berenika Miszczuk, którą do tej pory poznałem z jakichś kryminałków (takich bardziej obyczajowo-pikantnych), a przecież jej najbardziej znaną serią jest ta zbudowana wokół słowiańskiej mitologii. Zanurzmy się więc w świat szeptuch, kapłanów dawnych bogów, klątw, ziół i czarów. Co prawda nie wchodzę w niego od początku, a zdaje się że jakby od końca, ale co mi tam, akurat powieść od Mięty wpadła mi w ucho i ręce.

sobota, 19 listopada 2022

Słoiczki - Maja Jaszewska, czyli ech ta stolica

Najpierw trochę przeleżał ten tytuł na półce czekając na swoją kolej, ale gdy znalazłem wersję audio, stwierdziłem że to dobra okazja by sobie go słuchać w trakcie przejazdów do pracy, a czytać w papierze w domu. I tak oto 119 książka przeczytana w tym roku odhaczona :) Śmieję się czasem sam z siebie, że przy równoległym czytaniu najwolniej idą mi tytuły poważniejsze, bo te lżejsze, jak choćby i Słoiczki, łykam szybko i zaczynam kolejne czytatło. Pomiędzy kryminałami ta obyczajówka wpasowała się bardzo przyjemnie. Choć zaczęła się trochę jak satyra na pracę w modnym czasopiśmie dla kobiet, im dalej, tym robiło się bardziej zwyczajnie, znajomo i sielsko.
I może to naturalne? Mimo tego, że życie w stolicy kusi możliwościami, krzyczy o tym, że wreszcie nabierzesz klasy, będziesz żyć naprawdę, bo gdzieś tam, na peryferiach prawdziwego życia nie ma, prawda przecież często jest odwrotna.
To problemy jakimi żyje się w Warszawie często są wydumane i o ile w domu rodzinnym martwią się o czy będzie co jeść, w stolicy to dotyczy raczej kolejnej butelki ulubionego wina, codziennej kawki z kawiarni, czy wypadu do klubu. Wiem, przerysowuję, ale trochę takim przerysowaniem posługuje się też ta książka. Redakcja Przemian, w której pracują bohaterki tej książki, dziewczyny które znalazły w Warszawie dobrą pracę, to miejsce gdzie "wykuwa się" nową kobietę - wyzwoloną z więzów patriarchatu, obowiązków rodzinnych, tradycji, ograniczeń itp. I bohaterki też trochę żyją treściami, które same przygotowują - tu dieta, tu najmodniejszy look, przyjemność z przygodnych związków itp. A w duchu?

czwartek, 17 listopada 2022

Leopoldstadt, czyli pamięć i tożsamość

MaGa: Kolejna odsłona dziejów rodziny żydowskiej na przełomie XIX i XX wieku. Niby dużo jest takich opowieści i z zasady wiemy jaki będzie finał, jednak za każdą z nich są inni ludzie, inne dramaty i inne spojrzenie na to co się działo, jak doszło do tego co ich spotkało i czy można było tego uniknąć. W tej opowieści zapisano losy Żydów wiedeńskich, choć ich korzenie sięgały krajów Europy Wschodniej.


R.: Tu warto by dodać, że autor sztuki Tom Stoppard, znany dramaturg i zdobywca Oscara za scenariusz do Zakochanego Szekspira, napisał rzecz mocno osobistą, bo choć zdawał sobie sprawę ze swoich żydowskich korzeni, dość późno zainteresował się losem swoich przodków. Jest to więc taka trochę próba nie tylko opowiedzenia ciekawej historii, ale i przepracowania jej dla samego siebie. Czy pamięć o przodkach, o tym kim byli powinna mieć dla nas znaczenie? Co ona zmienia? Czy dzięki temu i ja jestem kimś innym? To fascynujące pytania nie tylko w kontekście narodu wybranego, choć ze względu na holokaust na pewno w szczególny sposób ważne właśnie dla Żydów. W końcu tyle gałęzi drzew genealogicznych wtedy zniszczono...

Korona Gór Polski w TVP, czyli a już się ucieszyłem

Od kilku lat w sposób błyskawiczny przyrasta ilość osób zainteresowanych różnymi wyzwaniami, możliwością poprawiania swojej kondycji fizycznej, a jednocześnie zbierania jakichś certyfikatów, medali itp. Sam się na tą falę załapałem, więc rozumiem trochę motywację ludzi, choć więc chwilami mam wrażenie, że za dużo w tym hałaśliwego zwracania na siebie uwagi, a za mało frajdy z samej aktywności, trzymam kciuki za ludzi, którzy się takich wyzwań podejmują. Jednym z bardziej w tej chwili popularnych jest Korona Gór Polski, czyli możliwość zdobycia 28 szczytów z różnych pasm górskich, które wskazane zostały jako punkty do zdobycia. W specjalnej książeczce zbierasz pieczątki, wklejasz swoje zdjęcia, a potem stajesz przed komisją i zdobywasz oficjalny certyfikat zdobywcy. Ja swój zdobędę prawdopodobnie lada chwila. Ale czemu o tym wszystkim piszę?


Ano nie będę pisał o swoich wyprawach i odczuciach, bo o tym pisałem na swoim prywatnym FB. Powodem notki jest fakt, iż TVP dostrzegło fenomen i postanowiło zrealizować cykl filmów dokumentalnych, trochę niczym reportaż, każdy odcinek poświęcając jednemu ze szczytów Korony, a dodatkowo prowadząc rozmowy z ludźmi, którzy po górach chodzą. Pomysł zacny, a jak wyszło? 

wtorek, 15 listopada 2022

Wrony - Petra Dvořáková, czyli nie mów: i czemu znowu płaczesz?

Wrony Petry Dvořákovej można by potraktować jako kolejną lekturę dla nastolatków. W końcu to młodziutka dziewczyna jest w centrum, chwilami jej opowieść może wydawać się nam nawet dość infantylna. Nie zgadzam się jednak z przyczepieniem takiej łatki tej cieniutkiej książce. Wręcz odwrotnie - uważam, że to lektura przede wszystkim dla rodziców, dla osób dorosłych. To, że młodzi czasem wściekają się na rodziców, lubią się polenić, jest w sumie naturalne i chyba nawet dorośli zdają sobie z tego sprawę. To czego może są mniej świadomi albo o czym zapominają na co dzień, to fakt iż dzieci mają prawo do szacunku, że nie mamy prawa przerzucać na nich własnych frustracji i zmęczenia. I tu dorośli mogą najwięcej skorzystać z tej lektury, uświadamiając sobie jak wielka przepaść może dzielić dwa światy, które przecież są obok siebie i powinny się wspierać i uzupełniać. Oczekiwania, wymagania, frustracje, porównania ze starszym rodzeństwem, które zawsze jest we wszystkim lepsze, poniżanie, lekceważenie, a wreszcie bicie... Czy naprawdę nie potrafimy inaczej, w dialogu, tłumacząc nasze uczucia, wsłuchując się w to co może powiedzieć nam dziecko? Żebyśmy potem nie żałowali, gdy będzie już za późno.

poniedziałek, 14 listopada 2022

Alicja w Krainie Snów, czyli liryka i metafizyka, bajka i psychologia

Zrobił mi się mały cykl kilku notek o tytułach skierowanych do nastolatków :) Wczoraj dla młodszych, dziś chyba raczej dla tych starszych. Choć oryginalna powieść Carolla o Alicji, która pobiegła za królikiem, czytana jest nawet przez najmłodszych, to spektakl inspirowany tą historią, który trafił niedawno na deski Teatru Ateneum, nie zatrzymuje się na kolorowym i dziwnym świecie do którego trafia bohaterka. Traktując jej przygody raczej w wymiarze symbolicznym, twórcy postanowili opowiedzieć o tym jak młoda osoba postrzega dorosłość, czego się boi, czego oczekuje i jakie przeżywa w związku z tym dylematy. Ciekawość zostaje... no właśnie - ukarana? Chyba nie, bo choć chwilami Alicja żałuje tego, że pobiegła za królikiem, to potem po prostu stara się zrozumieć to co ją spotyka, wyciągać z tego jakieś wnioski. Chwilami oczywiście ma dość i chciałaby szybko wrócić, potem jednak znów wciągają ją jakieś wydarzenia, przyciągają napotkane postacie i ich sprawy. Sen, jawa, marzenia i lęki przeplatają się w przedziwnym pomieszaniu, co w sumie jest bliskie duchowi powieści. Tam jednak wszystko było bardziej dziecinne, tu wydaje się dojrzalsze i poważniejsze - od pytań jakie zadaje bohaterka, po historie jakie niosą ze sobą ci których spotyka.

niedziela, 13 listopada 2022

Hydropolis. Uciekaj - Zygmunt Miłoszewski, czyli gdy wokół same zakazy

Zygmunt Miłoszewski jako autor książek dla dzieci i młodzieży? Po kryminałach i ostatnich powieściach zdecydowanie dla dorosłych, to spore zaskoczenie, pamiętajmy jednak, że jedną z pierwszych książek ten autor popełnił właśnie w tym gatunku. A teraz? Może szukał odmiany, może miał potrzebę, by zafundować coś swojemu dorastającemu dziecku? Nic tylko się cieszyć, bo zapowiada się dłuższy cykl, a pierwszy tom daje nadzieję, na niezłą dawkę przygody. W końcu dlaczego wciąż tak mało mamy fajnych, polskich powieści dla nastolatków? Ciekawych zarówno od strony literackiej, jak i graficznej (uwielbiam ilustracje w książkach!).

Przyjmuję więc z radością, z zainteresowaniem obserwując jak nawet tu można przemycać jakieś swoje poglądy i ważne sprawy (np. to, że jako dość oczywiste dla bohatera są związki jednopłciowe rodziców) i próbując poczuć się jak nastolatek. Nie oszukujmy się - takie książki zdecydowanie lepiej odbierają młodzi ludzie, bo dla nich to wszystko może być bliższe ich własnym emocjom - pierwszy pocałunek, jakieś sekrety przeżywane z przyjaciółmi, marzenia, ekscytujące i nie zawsze dozwolone przez dorosłych przygody...

sobota, 12 listopada 2022

Na pełny etat, czyli tylko jak to zrobić?

Tytuł brzmi "Na pełny etat" choć mam wrażenie, że nie oddaje w pełni sensu tej historii. Tak naprawdę nie chodzi o jeden etat, a raczej od dwa etaty, czyli o łączenie konieczności pracy zawodowej, łatania domowego budżetu, opieki nad dziećmi i wszystkich prac domowych. Żyjemy w takich czasach, że coraz więcej ludzi żyje jak w kołowrotku, pędząc, cały czas w niedoczasie, wciąż zmęczeni, a świat jeszcze ich poucza, że mają być uśmiechnięci, mają spędzać więcej czasu z dziećmi, znaleźć chwilę na przyjemności dla siebie... A tu nawet gdy przychodzi weekend, jedyne o czym marzysz to wyspać się, a i to nie zawsze będzie ci dane. Spraw jest wciąż tyle do załatwienia... Gdy jest dwoje dorosłych, można jeszcze się wspierać, choć nie oszukujmy się, często i tak rodzą się konflikty i ktoś czuje się niedoceniany, sfrustrowany. Ale gdy zostaje tylko jeden rodzic, a drugi na dodatek trochę miga się od obowiązków, od alimentów? 

O tym jest właśnie ten film. Bohaterka przez długi czas pracuje jako sprzątaczka w ekskluzywnym hotelu, dużo poniżej swoich kwalifikacji, ale co zrobić - takie czasy. Gdy jednak do różnych kłopotów dochodzą strajki jakie kilka lat przeżywała Francja, czyli totalne kłopoty z komunikacją, jej plan, który tak misternie sobie budowała szybko się wali. Wychodzi z domu w nocy i wraca po nocy, bo kiedyś wymarzyli sobie, że dla dzieci przedmieścia i dom z ogródkiem będą lepsze niż małe mieszkanko w bloku. No to teraz musi się nasłuchać jaka to jest nierozsądna i rad co powinna zrobić, żeby się wiecznie nie spóźniać.

piątek, 11 listopada 2022

Śpiąca królewna, czyli bajka opowiedziana tańcem

To już kolejna moja baletowa „Śpiąca królewna”, a druga w ramach kinowych retransmisji z wielkich scen operowych; tym razem oglądałam – z ogromną przyjemnością - zespół baletowy Opery Paryskiej. Nie da się uniknąć porównań z mistrzowskim wykonaniem tej bajki przez Balet Bolszoy z Moskwy i oczywiście jest to wzór niedościgniony, jednak balet paryski wprowadził w swoją inscenizację odczuwalną nutę młodzieńczej żywiołowości i naturalności. Nie było może za mocno wyeksponowanych obcisłymi trykotami mięśni panów, skoki nie były może wyśrubowane do granic możliwości, jednak wszystko było dopracowane, wykonane bardzo poprawnie, było widowiskowe i bardzo dobrze się to przedstawienie oglądało.

Bez granic - Jørn Lier Horst, czyli nie ignoruj przeczucia

Moje szesnaste spotkanie z komisarzem Williamem Wistingiem, czyli bohaterem kryminałów autorstwa Jørna Liera Horsta. I jeszcze mi się nie znudziło, a nawet stwierdza, że poziom trzymany jest dość wysoko. Zmienia się sytuacja w jednostce bohatera, pojawia się coraz więcej formalności, utrudnień, mimo wszystko jego intuicja i upór wciąż są potrzebne. I dobrze, że nie rezygnuje, bo młodsi mają od kogo się uczyć, pokazuje im co to znaczy zaangażowanie w sprawę. Jak choćby tu: przecież telefon od dziewczyny z zagranicy, że od kilku dni w sieci nie odzywa się ktoś kogo zna jedynie z pseudonimu na forum, ale podejrzewa, że ta jest z Norwegii, to nie jest powód do tego żeby rozpoczynać oficjalne poszukiwania. Ani nie wiedzą kim ona jest, ani też nie mają żadnych zgłoszeń o osobach w jej wieku, które by zniknęły z domu. Wistinga jednak coś w tej sprawie niepokoi i próbuje pociągnąć ją dalej. I jak się okazuje, dzięki temu uruchamia lawinę z tajemnic, które wcześniej skrywały nie jedną, ale wiele ofiar na przestrzeni lat.

środa, 9 listopada 2022

Premiera - Voo Voo, czyli beztrosko, bez sensu, bez saxu i jeszcze inne przyjemności

Voo Voo - jak dla mnie jeden z zespołów, który towarzyszył mi od zawsze, pamiętam ich pierwszą płytę i mam ją nawet na czarnym krążku, wielokrotnie byłem na koncertach, a mimo że grają wciąż podobne rzeczy, nie nudzą mi się wcale. Oczywiście - jedne płyty są spokojniejsze, inne bardziej energetyczne, czasem bywa przebojowo, innym razem bardziej eksperymentalnie i improwizacyjnie, a jednak to brzmienie można rozpoznać prawie od pierwszych dźwięków. Głos, saksofon, charakterystyczne brzmienie gitary, chórki Pospieszalskiego...
Z przyjemnością więc zanurzam się w kolejną porcję dźwięków od Wagla i jego kompanii. Mimo prawie 4 dekad na scenie, bez ścigania się z kimkolwiek, udowadniania czegokolwiek, robią po prostu to co lubią. I to słychać.

Salome, czyli mroczna noc przemocy i pożądania

Jednoaktowa opera Ryszarda Straussa została napisana na początku XX w., a libretto oparte zostało o dramat Oscara Wilde’a pod tym samym tytułem. Jej wystawienie wywołało spore poruszenie i często pisze się o niej jako o operze wyklętej.

Muzyka tej opery nie zachwyciła mnie w żaden sposób. Ciężka, bez ciągłej linii melodycznej, bez jednej frazy, którą chciałoby się zapamiętać. Jednak trzeba przyznać, że świetnie pasowała do podkreślenia wydarzeń tej mrocznej nocy. Nocy niezdrowego pożądania, rozpusty, kazirodztwa, upadku i zbrodni.

wtorek, 8 listopada 2022

Wyszyński. Zemsta czy przebaczenie, czyli miłujcie nieprzyjaciół swoich

Jeżeli ktoś spodziewałby się biografii, jakiegoś epickiego dzieła, o jakich marzy chyba czasem w swoich mokrych snach minister kultury (i jakoś każde "patriotyczne" dzieło okazuje się gniotem), srodze się zawiedzie. Produkcja o Prymasie Wyszyńskim ma te same wady jak większość ostatnich tworów firmowanych przez TVP, czyli m.in. łopatologię, patos, nachalność, nędzę scenariuszową i ogólną drętwotę.
Mimo tego, że chwilami naprawdę trzeba się było wsłuchiwać w każde słowo (czemu mamy tak słabe nagłośnienie w naszych filmach), obejrzałem jednak z ciekawością i doceniam sam pomysł. To nie jest bowiem film o człowieku, którego chcemy stawiać na pomniku, a o człowieku, który zmaga się z wątpliwościami, który pyta i szuka odpowiedzi. To doświadczenie być może go zmieniło, ale pewnie jeszcze długo dojrzewał do mądrości, do tej duchowej siły, dzięki której był przywódcą i głową Kościoła, nawet po tym jak go uwięziono i próbowano złamać.
To byłby dobry materiał nie na wielką filmową produkcję, a np. na teatr telewizji, coś co mogłoby przy pewnych uproszczeniach, skróceniu, stać się podstawą do dyskusji na lekcjach etyki, filozofii, czy religii. I przypomina mi się mądry ksiądz, który prowadził lekcje w mojej klasie maturalnej (jeszcze załapałem się na "reformę" i wprowadzenie religii do szkół), który nie oczekiwał od nas klepania regułek i powtarzania dogmatów, ale zadawał pytania i rozmawiał o tym jak my widzimy różne sprawy. A o jakich sprawach moiw ta produkcja?

poniedziałek, 7 listopada 2022

Dlaczego mnie zabiłaś? Andrzej Marek Grabowski, czyli życie po życiu

Pomysł, by do kryminału wprowadzić wątek paranormalny, czyli ofiara obserwuje sobie potem z góry jak prowadzone jest śledztwo w jej sprawie, brzmi ciut infantylnie, ale kurcze, w przypadku powieści Andrzeja Marka Grabowskiego (znany dotąd raczej z twórczości dla dzieci), wyszło całkiem fajnie. Oczywiście, wszystkie rozmowy między duszami martwych i próby wyjaśniania okoliczności śmierci również w zaświatach, nie wszystkich będą rajcować, bo to do kryminałów pasuje średnio, ale gdy przymkniemy oko na pewną konwencję, potem pozostaje już tylko zabawa formą i treścią. Mamy więc ofiarę - młodą dziewczynę, która wyszła na chwilę do parku, usiadła na ławce, a tam została zastrzelona. Mamy zagadkę, bo sprawa jest tajemnicza i choć pewnie można znaleźć kilka osób, którym można by przypisać jakiś motyw, to nic nie wskazuje na to, by rzeczywiście te osoby były do takiego czynu zdolne. Przypadek, zbrodnia szaleńca, czy może jednak coś zaplanowanego i dobrze zatarte ślady?

niedziela, 6 listopada 2022

Bo we mnie jest seks, czyli ludzie nie lubią jak ktoś się wyróżnia

Kalina Jędrusik na pewno na tle siermiężnego PRL-u mocno się wyróżniała, miała klasę i seksapil, który pielęgnowała, którym mocno grała. Kusiła, żyła według własnych zasad, nic dziwnego, że dla wielu osób była kimś kto drażni, kto pociąga, komu się zazdrości, o kim się mówi. Czy film zrobiony przez kobiety może pokazać jej fenomen?
No wyszło szczerze dość średnio. Skupienie się na jakimś wycinku z jej życiorysu, granie faktami, interpretowanie ich po swojemu, nie wychodzi temu filmowi na dobre. Podobać zaś może się konwencja - mimo  poważnej tematyki dość lekka, z elementami musicalowymi, które nawet są trochę odrealnione. Obraz gwiazdy jaki dostajemy mam wrażenie, że jest jednak dość przekłamany - nawet sama historia o wyrzuceniu jej na jakiś czas z telewizji nie ma przecież wiele wspólnego z tym, że odmówiła przespania się z dyrektorem odpowiedzialnym za rozrywkę. Z tego co pamiętam chodziło raczej o ekscesy związane z alkoholem i fakt iż władzom nie zawsze podobało się to połączenie noszonego przez nią krzyżyka z wydatnym i eksponowanym biustem. Bardziej więc polityka, a nie żadne tam me too, walczący feminizm i obrzydliwi faceci (choć w tej polityce to rzeczywiście sami faceci).

Sieroty - Igor Brejdygant, czyli czy zdołasz się podnieść po tym jak zniszczono ci życie?

I kolejna lżejsza lektura. Tym razem dobry początek, ale potem narastająca irytacja. Dziwne, bo autor dotąd raczej nie popuszczał chyba aż tak bardzo wodzy fantazji, tu mam wrażenie że go poniosło, a finał przez to staje się mało wiarygodny.
Zacznijmy od bohaterów. Rodzeństwo Ania i Marcin trafili do domu dziecka po tym jak zamordowano ich rodziców. Dziewczyna już jakiś czas temu się usamodzielniła i radzi sobie nieźle, choć wiele osób kręciłoby nosem, na to jak zarabia pieniądze. Jest już na takim etapie że sama wybiera klientów, możemy sobie jednak wyobrażać jak wyglądały początki jej "pracy". I tu jest pierwsza ciekawa sprzeczność - jak na traumę jaką przeżyła Ania, zadziwiająco lekko podchodzi do swojej pracy. Sprawa rodziców sprzed lat, niewyjaśniona przez policję miałaby ciążyć bardziej niż to, że ją gwałcono, zmuszano do kontaktów z mężczyznami? Ale zostawmy na razie wątpliwości i idźmy dalej. Dziewczyna wyciąga z placówki swojego brata i rozpoczynają śledztwo, w trakcie którego szybko odkrywają jak wiele szczegółów zignorowano w sprawie ich rodziny. Ich działania jak się okazuje dość szybko przykuwają uwagę ludzi, którym zależy na tym, żeby przeszłości nie ruszać, kilkukrotnie więc cudem uciekają przed śmiercią.

sobota, 5 listopada 2022

Odwal się od kotów. Polowanie na internetowego mordercę, czyli akcja rodzi reakcję?

Na konferencji na której niedawno byłem podłapałem kilka ciekawych tytułów filmów dokumentalnych, które pokazują kwestie nowych mediów i uzależnień cyfrowych w ciekawym świetle, więc nie mogłem się powstrzymać, żeby szybko je nadrobić. I oto pierwszy z nich - mini serial dokumentalny o autentycznej sprawie, w której internauci odegrali ogromną rolę. Ale nie jest to wcale tak oczywista kwestia jak się wydaje. Czemu tak uważam? 

czwartek, 3 listopada 2022

Paranoja - Lisa Jackson, czyli gdy wszyscy myślą, że jesteś winna

Wspominałem już chyba nie raz, że kryminały i thrillery połykam z pasją (choć coraz częściej nie dostarczają tyle emocji ile bym oczekiwał), jeden kończąc i od razu kolejny zaczynając. To dla mnie sposób na odstresowanie, ale i na odskocznię przy niektórych trudniejszych lekturach, czytam je równolegle, korzystając z tego, że coraz częściej mogę posuwać się z lekturą do przodu wszędzie, podczytując na komórce, czy słuchając wersji audio w drodze. Może i faktycznie, o większości z tych tytułów za kilka lat nikt nie będzie pamiętać, bo mody na autorów przemijają, a kolejne "bestsellery" setkami wlewają się na nasz rynek. Wszystkiego i tak nie przeczytasz. Może więc czasem po prostu warto szukać autorów, którzy podpasując ci bardziej i im pozostać wiernym? Szczególną frajdę sprawiają mi autorzy z Polski, trudno jednak raz na jakiś czas nie sprawdzić głośnych tytułów z zagranicy.
Komu spodoba się "Paranoja" Lisy Jackson? Miłośnikom thrillerów psychologicznych, gdzie traumy z przeszłości nie dają o sobie zapomnieć, a to co otoczeniu wydaje się przesadzoną ostrożnością, jednak okaże się jak najbardziej uzasadnione. Skoro ktoś próbuje wrócić do sprawy sprzed lat, dawne demony na pewno powrócą, a wraz z nimi, być może również ci, którzy poszukują zemsty.

wtorek, 1 listopada 2022

Nie ma - Mariusz Szczygieł, czyli a może kompot przed końcem świata?

Dziś Wszystkich Świętych, jutro Zaduszki, więc pora gdy jakoś w szczególny sposób myślimy o sprawach ostatecznych, o tych, którzy odeszli. I wreszcie siadam do notki, którą odkładam już chyba z rok albo i dłużej. Zwykle piszę na świeżo, żeby było to jak najbardziej "moje", żeby wszystko pamiętać, ale przy tej książce miałem ewidentną trudność. Trudno ją rozpatrywać w kategoriach "czy dobrze się czyta", trudno mówić o tym co ważne przy reportażach, czyli czy autor sięgnął po ciekawą sprawę i czy budzi ona emocję. Gdyby szukać w takich kryteriach, to chyba jedynie jeden z rozdziałów, pasowałby tu w miarę dobrze, gdyby nie to, że Mariusz Szczygieł opublikował go tu z własnym komentarzem pisanym po jakimś czasie, co zmienia zupełnie jego sens. To już nie "interwencja", a raczej pytania o kwestie etyczne pracy dziennikarza, o odpowiedzialność za to, co może nastąpić na skutek jego tekstu. I choćby nie miała sobie zbyt wiele do zarzucenia, to i tak, jak widać, zadaje sobie pytania i coś go dręczy. Tak - być może pamiętacie tą sprawę, chodzi o tekst o kobiecie skazanej za przemoc wobec dzieci, która po latach znalazła się na liście ekspertów do spraw wychowania i edukacji przygotowanej przez MEN. Ten tekst tu się wyróżnia, ma najbardziej charakter reportażu do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni, ale jak wspomniałem, nawet on, zmienia swoją wymowę poprzez spojrzenie na niego po latach. Tym co jakoś łączy go z pozostałymi jest coś bardzo nieuchwytnego, próba spojrzenia bardziej na to czego "nie ma", niż to co da się uchwycić jako fakt. Pierwszy, dość emocjonalny tekst o kobiecie, był właśnie taki, ale spojrzenie na to, jak on rezonuje w ludziach, że być może nie niesie wcale dobra, a coś mrocznego, co niestety potem musi znaleźć ujście, jest już zupełnie inne.

poniedziałek, 31 października 2022

Silent twins, czyli to co mogłoby drażnić, najbardziej tu zachwyca

Nic tylko życzyć polskim twórcom takiej dojrzałości jaką pokazała Agnieszka Smoczyńska swoim pierwszym "międzynarodowym" filmem. Zawsze miała ciągoty, żeby tworzyć "coś innego" i na szczęście nie traci wrażliwości, wyobraźni. Silent twins zachwycają nie tylko świetną grą aktorską (Letitia Wright i Tamara Lawrence), ale i pomysłami na to jak zabrać widza w świat bohaterek tego filmu, do ich głów i serc. Gdybyśmy pozostali jedynie na poziomie realności, byłaby to zdecydowanie pełna bólu historia o tym jak społeczeństwo nie potrafiło pomóc, wolało skazać na izolację i zamknąć za kratami, zamiast podejmować kolejne starania. Smoczyńska jednak nie chciała pozostać jedynie na tym poziomie i dlatego ten obraz może tak fascynować i poruszać, mimo wszystkich niedopowiedzeń i braku napięcia.

Najgorszy człowiek na świecie, czyli czego tak naprawdę chcę

Mam trochę problem z tytułami chwalonymi przez krytyków, nagradzanymi i takimi o których bardzo głośno - jak tu potem napisać że coś się nie podoba, skoro cały tłum mówi ci że ma się spodobać?
Październik skończę na Notatniku dwoma filmami, ale jak zwykle będzie to coś od siebie, a nie próba wpisania się w chór innych głosów. Najgorszy człowiek na świecie chyba bardziej czytelny jest dla młodych ludzi i tych w średnim wieku, bo to o problemach, które rozumie ich pokolenie - starszym pewnie wydać się to może trochę naciągane i raczej niedojrzałe, nie zrozumieją tego, że ktoś naprawdę może czuć się tak długo źle sam ze sobą. Czy jednak kilka dekad temu nie mieliśmy wokół siebie takich wolnych duchów, które skakały z kwiatka na kwiatek, nie mogąc znaleźć sobie miejsca? Wtedy jednak szybko ściągano ich na ziemię - jeżeli nie byli silni, nie mieli wymówki, że są artystami, społeczeństwo szybko wymuszało na nich jakąś rolę. Dziś to nie jest takie oczywiste, bo też nic nie jest już taką mocną normą jak dawniej - rodzina, stała praca, własne mieszkanie, związek... Po co pytają trzydziestolatkowie i chcą żyć po swojemu - mieszkanie można wynająć, dzieci nie chcą, pracę można zmienić i nawet wizyty u rodziców i ich odwieczne pytania, spływają po nich jak woda po kaczce.

niedziela, 30 października 2022

Żona, czyli nie niszcz tego co budowaliśmy tyle lat

Przyzwyczajony do tego, że Adam Sajnuk swoim nazwiskiem rzeczy niebanalne, z ciekawością poszedłem na najnowszą premierę Spektaklove w Małej Warszawie. No i cóż... Nie jest to raczej spektakl, do których przyzwyczaił nas Teatr WARSawy, a rzecz z rodzaju tych lżejszych, które mają bawić, a jednocześnie skłaniać do refleksji. Na szczęście nie jest to też głupiutka farsa, choć chwilami wchodzimy w takie rejestry. Fabuła może wydawać się z początku ciut absurdalna, sprawy jakich dotyka jednak sztuka autorstwa Jade-Rose Parker, są całkiem poważne. Przy całej poprawności politycznej, tak popularnych hasłach o tolerancji, akceptacji i wspieraniu, siedzi w nas jeszcze całkiem dużo hipokryzji. Co ważne jednak - nie chodzi tylko o zmierzenie się z tym: co byś zrobił osobiście, gdybyś usłyszał, że ktoś bliski, ktoś kogo znasz jest transpłciowy, nie chodzi tylko o twoje obawy co na to otoczenie. Dotykamy bowiem również bardzo delikatnych kwestii zaufania (nie tylko tego deklarowanego), potrzeby bliskości, która niestety często przeradza się w bycie obok siebie, a także narzucania własnych wizji bliskim. Jeżeli się zmieniasz, robisz coś nie po mojej myśli, to co dzieje się z moimi uczuciami? Kocham za coś, czy jednak wbrew wszystkiemu?
Sporo refleksji jak na sztukę, która pozornie może wydawać się pełna przerysowań.

sobota, 29 października 2022

Którędy na K2 - Marta Zima, czyli droga równie ważna jak i sam szczyt

Pisanie o tej książce powinienem zacząć od tego jak poznałem Martę. Otóż razem szliśmy na Camino i od słowa do słowa okazało się, że wraz z mężem prowadzą gospodarstwo agroturystyczne w górach, tuż przy Głównym Szlaku Beskidzkim, który jest moim kolejnym wyzwaniem/marzeniem. Mam więc już przynajmniej jeden nocleg pewny :) Może łatwiej będzie mi się zmobilizować. A potem wchodząc na ich profil znalazłem również informację o książce i z ciekawością zacząłem o nią podpytywać. Marta oczywiście krygowała się, że to nic takiego, ot po prostu zapiski, które były dla niej istotne, a które zebrała razem. Ale powiedzcie - czyż to mogłem przegapić, skoro to tak bliskie też mojemu podejściu do prowadzenia notatnika. U mnie to podporządkowane recenzjom, choć pewne refleksje osobiste nie raz przemycam, u niej dużo za to spotkań z ludźmi, szczególnie z gośćmi jacy do nich zaglądali w drodze po GSB. Za każdym takim spotkaniem kryje się przecież jakaś historia, jakieś wspomnienie, a niektóre są na tyle ważne i poruszające, że człowiek chce się nimi podzielić. I tak właśnie powstawało "Którędy na K2". Będzie o górach, ale również o wędrowaniu przez życie pokonując szczyty nie mniejsze niż Himalaje. Przecież każdy czasem staje przed takim wyzwaniem. Ci zdrowi, pełni sił, porywają się na to co wydaje się niemożliwe, ale czasem spotkają na swojej drodze kogoś przed kim i oni z podziwem muszą westchnąć, że walczą z nie mniejszym uporem i to latami z czymś dużo trudniejszym niż zdobyte przez nich szczyty czy pobite rekordy.

piątek, 28 października 2022

Tove, czyli Muminki zna każdy

No właśnie: Muminki zna każdy. Ale w sumie o ich twórczyni, czyli fińskiej artystce Tove Jansson wiemy chyba dużo mniej. A to postać na pewno ciekawa, niebanalna. Córka znanego rzeźbiarza, artystka, która jakoś nie mogła przebić się ze swoją twórczością, pisarka (nie tylko bajek), a tu kojarzona jest jedynie z serią, która początkowo była dla niej kreśleniem bazgrołków, zabawą, potem sposobem na zarabianie na życie. Czy to spełniało jej ambicje artystyczne? Nie bardzo. Czy wyrażała w ten sposób swoją wrażliwość? Jak najbardziej. Każdy kto czytał Muminki wie, że tam pełno spraw, które są nie tylko dziecięce. Warto więc pogrzebać więcej i zainteresować się postacią Tove Jansson, co zamierzam w niedługim czasie nadrobić (nawet gdzieś na horyzoncie miałem jej biografię i jakąś pozycję niedawno u nad wydano, ale stosy do czytania takie, że ciężko czasem nadążyć z tym wszystkim co by się chciało pomiędzy tym co czasem trzeba szybko przeczytać).
A na razie film Tove. Melancholijny. Skupiony na jej życiu uczuciowym (delikatnie powiedzmy, że skomplikowane), na niespełnionych ambicjach artystycznych. Nie znajdziemy za to tu...

środa, 26 października 2022

Golem - Maciej Płaza, czyli tęsknota, przeczucie, pogodzenie się z losem

 Poprzednia książka Maciej Płazy wciąż na półce, ale chyba teraz już nie będę jej dłużej odkładał. To jak on pisze, jakim językiem się posługuje, jak wciąż mnie kompletnie w świat o którym opowiada, ma w sobie coś magicznego. I choć to nie jest na pewno lektura łatwa, można się początkowo zniechęcić, to potem już pozostaje tylko zachwyt. Nawet nie zwykła ciekawość - co będzie dalej - bo to się jakoś przeczuwa, a raczej fascynacja tym, jak bardzo żywy stał się dla nas świat, którego tak naprawdę już namacalnie nie ma. 
Opowiadanie o świecie żydowskich miasteczek i wspólnot, jakich na początku XX wieku na terenach Europy Wschodniej nie brakowało, budzi dziś ciekawość jako możliwość dotykania historii, po której pozostało w Polsce niewiele śladów. Można przypomnieć z ostatniej dekady przynajmniej kilka książek, które podążały w tym kierunku. Powieść Macieja Płazy nie jest, jak wiele innych, jedynie próbą odtworzenia jakichś zewnętrznych dekoracji, czy wykorzystaniem postaci cadyków, rabinów i ludzi, którzy uważają ich za swoich przewodników, niczym tła w wymyślonej przez siebie historii. To nie stylizacja, a raczej zaproszenie do wejścia w ten świat, również od strony duchowej, psychologicznej, całym sobą, do zanurzenia się w zwyczajach, języku, ale i codziennych sprawach społeczności. Bliżej tej książce do twórczości Isaaca Singera, niż do współczesności. I to jest tu najciekawsze.

Dziewczyny z tylnych ławek, czyli cokolwiek w twoim życiu się wydarzy

Polecone przez znajomą i choć to na pewno serial, który na pewno lepiej będzie odbierany przez kobiety, to oglądam go z ciekawością. Czy da się utrzymać więzi ze szkoły, mimo że nasze drogi się rozchodzą? Czy można być dla siebie wsparciem, nawet jeżeli widzimy się jedynie raz na jakiś czas, np. raz do roku wyjeżdżamy na kilka dni razem? Więzi budowane przez lata mogą okazać się nawet cenniejsze niż bycie z kimś razem dzień w dzień - przyjaciółki w końcu wiedzą nie tylko o tym kim jestem teraz, ale znają mnie taką jaką byłam, widzą zmiany, mogą szczerze czasem potrząsnąć i powiedzieć: zmieniasz się ale to nie jest dla ciebie naszym zdaniem dobre. Albo przeżywasz coś trudnego, ale choćby wszystko się waliło, nie jesteś sama, bo chcemy ci towarzyszyć. Piękna więź i to jest tu najciekawsze. 
Bywa chwilami zabawnie bo bohaterki potrafią być szalone i wzajemnie się nakręcać, każda jest trochę inna, ale gdy są razem trochę zapominają o swoich barierach, kompleksach, problemach i rzucają się w wir zabawy. A potem bywa kolejny poranek dość trudny. Pogaduchy i śmiech z tego co się wydarzyło też ustawia wszystko trochę w innym świetle, nie musimy się wpędzać w poczucie winy lub wstydu.

Wilkołaki, czyli jeżeli pamiętasz Mafię...

I jeszcze jeden nowy tytuł, którego wczoraj spróbowaliśmy. Rzecz idealna przy okazji Haloween, imprezowa, dość prosta, ale może się spodobać szczególnie w większym gronie. Czemu akurat tak? Ano gry typu Mafia, a ta właśnie do nich należy sprawdzają się najlepiej gdy graczy jest więcej i kolejne postacie i ich funkcje można włączyć do mechaniki gry. I chyba twórcy i producenci Wilkołaków to czują, bo z góry zaplanowali kilka wersji dodatkowych z dodatkami, czyli postaciami ożywiającymi rozgrywkę.
Nowością jest tu na pewno aplikacja, dzięki której nawet bez mistrza gry znającego dobrze zasady, spokojnie można sobie poradzić. Szkoda tylko, że nie wykorzystano jeszcze bardziej możliwości zbudowania klimatu gdy, rozbudowania opowieści. Dzieciaki lubią dreszczyk strachu, więc mogłoby to być ciekawe. Oto wioska, gdzieś na odludziu, w której pojawiło się ogromne zagrożenie - wilkołaki. Mieszkańcy mogą zażegnać niebezpieczeństwo jeżeli w porę będą potrafili odnaleźć zarażone osobniki i je odizolować. Jeżeli tego nie zrobią, wkrótce ofiar będzie więcej.

Gra w zielone, czyli no z czym ci się to kojarzy

 Ostatnie dni dość intensywne, bo próbuję połączyć udział w konferencji, równoległe pilnowanie pracowych zadań i jeszcze złapanie choć kilku chwil nad morzem. Łatwo nie jest, ale mimo zmęczenia, lubię takie wyjazdy, bo potem jest sporo miłych wspomnień. Siedzenie w hotelu nawet z książką, nie zastąpi tych wyrywanych z dnia by pospacerować lub posiedzieć ze znajomymi. Albo pograć w planszówki, co stało się tradycją na tych konferencjach - nawet jak czasem trwa to od 22 do 24, to i tak nie zrezygnuję. A przy okazji można zawsze poznać nowe tytuły. Jak choćby i dziś.
Gra w zielone spodobała nam się nie tylko ze względu na to, że to kooperacja (a jak wiadomo im mniej rywalizacji w pracy z dziećmi z grup ryzyka tym lepiej), ale i prostotę w mechanice, przy jednoczesnym zmuszeniu do wysiłku intelektualnego.
Jak jednym słowem połączyć dwa zupełnie inne, tak by pozostali gracze to odgadli? Banalne, prawda? No to utrudnijmy.

Rumble of Thunder - The Hu, czyli metal z domieszką egzotyki

Jako wstęp do tej notki powinienem napisać chyba o ostatnich poszukiwaniach muzycznych mojej starszej córki - po serialach o wikingach, różnych fascynacjach, zaczęła poszukiwania muzy, która by pasowała do filmów, gier, sprawdzać różnych wykonawców. I tak trochę zaczęliśmy wzajemnie podrzucać sobie różnych wykonawców: a sprawdź to. Męskie głosy i klimat, to jej punkt wyjścia, a mnie zaprowadziło to nie tylko do Skandynawii, ale też skojarzyło się z jednym z najbardziej niesamowitych sposobów śpiewania, czyli mongolskim śpiewem gardłowym. I tak właśnie przypomniałem sobie The Hu, które kiedyś mi się spodobało, a które jak się okazuje właśnie wydało kolejny krążek. Ich oryginalność to właśnie między innymi wokal, ale i elementy folku, egzotyki, które potrafią wpleść w to co grają w ciekawy sposób.

niedziela, 23 października 2022

Wielka woda, czyli tu przecież od lat był spokój...

Produkcja Netflixu osnuta wokół powodzi z roku 1997 na Dolnym Śląsku od strony wizualnej robi duże wrażenie. I brawa za to ogromne! Nie chodzi jedynie o same zdjęcia z kolejnymi zalewanymi fragmentami Wrocławia, ale również o atmosferę, ubrania, detale. Lata 90 jak nic. I pewnie wiele osób, które pamiętają tamte dni, oglądały ten obraz z wielkimi emocjami. Bo tu nie o samą fabułę przecież chodzi. Darujmy sobie więc spory na temat tego, że niby zasługi hydrolożki wyolbrzymione, a fachowcy ze sztabu pokazani jako idioci. To film, który musiał pewne postacie wypchnąć na pierwszy plan, żeby była większa dramaturgia, ale przecież tu bohaterami są przede wszystkim wszyscy ci zwyczajni ludzie, którzy musieli skonfrontować się z nieoczekiwaną i groźną sytuacją, którzy pomagali innym. Jak ci lekarze i pielęgniarki, jak ci żołnierze pływający z pieczywem, czy sąsiedzi pomagający potrzebującym.

sobota, 22 października 2022

The Cure, czyli to ile już lat minęło?

Nawet nie pamiętam kiedy usłyszałem pierwszy raz The Cure i zainteresowałem się ich twórczością. Pewnie jeszcze w podstawówce, może przy audycjach Beksińskiego w dwójce? W każdym razie pamiętam, że te albumy wywoływały masę emocji i choć później zdarzało im się zaskakiwać słuchaczy radosnymi rockowymi brzmieniami, to jednak zawsze dla mnie będą przede wszystkim kapelą, która wniosła do postpunkowej rzeczywistości coś troszkę depresyjnego, mrocznego, ale jakże klimatycznego.
Z tamtego okresu została mi fascynacja kilkoma kapelami (m.in. Dead Can Dance), ale z The Cure jakoś się rozstałem bez żalu, od czasu do czasu coś tam sobie puszczając, ale w swojej kolekcji mam może raptem ze dwa krążki. Żona trochę mnie zaskoczyła, gdy w prezencie ofiarowała mi bilety na ich polski koncert, ale pomyślałem sobie: może to ostatnia okazja, żeby zobaczyć ich na żywo? W końcu grają ponad 40 lat i nie wiadomo co im strzeli do głowy.
I wiecie co? Choć Atlas Arena nie zrobił na mnie jakiego wyjątkowego wrażenia od strony organizacyjnej i nagłośnienia, to koncert był świetny!

czwartek, 20 października 2022

Nie ma tego złego - Marcin Mortka, czyli jak nie piąchą to sposobem

Ależ to była fajna zabawa to spotkanie z kompanią Edmunda zwanego Kociołka i chyba jeszcze niedługo wrócę do nich, bo przecież mam jeszcze kilka tomów do wyboru. Dla tych co lubią przygodowe fantasy, z humorem, ale i z żywą akcją, z barwnymi postaciami i odrobiną pieprzu, powieść Marcina Mortki zapewni doskonały wieczór albo jak pracujecie to ze dwa (bo nie można wtedy specjalnie nocy zarwać, nie?). Lekkie, zabawne, ale i wciągające.
Może i o samej krainie w której działają bohaterowie nie dowiemy się wiele, kilka nazw i imion królów, fragment historii zmagań o władzę, to ciut mało, za to bohaterowie są tak sympatyczni, że wybaczam autorowi ten brak. Chciał napisać coś lekkiego, a nie tomiszcze miary Tolkiena.

Mayerling czyli baletowa śmierć Arcyksięcia Rudolfa


To niebywała okazja zobaczyć jedną z najciekawszych choreografii XX wieku, w rewelacyjnym wykonaniu tancerzy Royal Opera House z Londynu.

Główny bohater spektaklu, Rudolf – arcyksiążę Austro-Węgier, syn cesarza Franciszka Józefa i cesarzowej Elżbiety, bierze ślub z narzuconą mu księżniczką belgijską – Stefanią. Jawnie okazuje jej swoją niechęć co nie podoba się rodzicom. Wprawdzie nowo poślubiona żona robi co może by zwrócić na siebie jego uwagę, jednak Rudolf ostentacyjnie ją lekceważy. Złośliwie kokietuje siostrę swojej żony – Luizę, obok niego nieustannie krąży była kochanka, hrabina Larish, która „podsuwa” mu swoją następczynię – młodziutką baronównę Mary Vetserę, na zapleczu czeka stała kochanka, ekskluzywna prostytutka Mitzi Caspar. Sam Rudolf, to jednocześnie człowiek rozchwiany emocjonalnie, narkoman i człowiek szalony, zafiksowany na śmierci. Zapatrzona w niego młodziutka Mary podziela jego fascynacje, co w finale doprowadzi do ich śmierci w pałacu Mayerling.

środa, 19 października 2022

Bohater, czyli a co ci mówi sumienie

Premiera najnowszego filmu Asghara Farhadiego dopiero za dwa tygodnie, ale ponieważ miałem okazję zobaczyć go na pokazie prasowym, więc notkę zostawiam Wam na zachętę. Kto zna i lubi filmy tego reżysera, dwukrotnego zdobywcy Oscara, ten wie czego się spodziewać - skomplikowane relacje międzyludzkie i w wydawałoby się prostej historii, masa emocji i dylematów. Powracając do Iranu z planem zdjęciowym najnowsza produkcja zyskuje jeszcze trochę czegoś dodatkowego, czyli lokalnego kontekstu, obrazu dla nas trochę mniej znanych rozwiązań kulturowych i społecznych. System w którym dłużnik zostaje wsadzony do więzienia, gdzie tym bardziej nie jest w stanie pracować i oddać długu, wydaje się absurdalny, ale już pokazana tu sieć wsparcia rodzinnego i środowiskowego, jaką można uruchomić, by poprzez zobowiązania dać drugą szansę, choć jakby rodem sprzed wieków, ma w sobie coś intrygującego.

wtorek, 18 października 2022

Słońca bez końca. Biografia Kory - Beata Biały, czyli co pozą, a co poza sceną

Czy da się napisać biografię, która wszystkich, niezależnie czy znali jej bohatera, czy nie, usatysfakcjonuje i można powiedzieć o niej, że oddało się uchwycić całą postać z jej wadami i zaletami? Pewnie nie jest to proste i można by w przypadku biografii Kory również sporo wytoczyć dział, że czegoś tu brakuje. Zaangażowania społecznego, politycznego, licznych wywiadów, opinii krytyków na temat jej twórczości, czy najważniejszego - wspomnień najbliższych jej ludzi. Rodziny zabrakło. To nie znaczy, że to książka zła, że nie udało się uchwycić sylwetki Kory takiej jaką była w kontakcie z ludźmi. Beata Biały zbudowała swoją książkę z niewielkich okruchów wspomnień masy ludzi, którzy z Korą się przyjaźnili w jakimś okresie jej życia, współpracowali (choć nie ma tu ludzi z jej zespołów), którzy ją poznali, którzy byli nią zafascynowani. Rzadko się zdarza, by np. fani byli proszeni o opowieść o tym jak poznali swoją idolkę, co dała im ta znajomość. 

I choć pytania wciąż powtarzają się podobne, to jednak czyta się to z ciekawością, mimo że przyjęta konstrukcja czasem okazuje się trochę groteskowa (przedstawianie po kilka razy tych samych rozmówców, rozmowy jakby ucięte, dużo powtórzeń tych samych scen). Jaka więc Kora była?

poniedziałek, 17 października 2022

El author, czyli życie najlepszym materiałem na powieść

Film polecony, więc długo go nie odkładałem, zresztą po powrocie z różnych wyjazdów trochę nadrabiam i lekturowo i filmowo. No i ponieważ produkcja hiszpańska, to wciąż jeszcze gdzieś myślami mogę być w tym kraju, w ciepełku, przy dobrej kawie i smacznych posiłkach. 

Historia urzędnika z kancelarii notarialnej, który marzy o tym by napisać książkę, jest tak naprawdę opowieścią o obsesji. Skoro uważam, że moje życie nie jest specjalnie interesujące i wciąż nie znajduje w nim materiały na powieść, która by zachwyciła innych, to może trzeba zacząć przyglądać się życiu innych ludzi? I tak dokonuje się w dotąd raczej nudnym życiu rewolucja. Zdradzony przez żonę, której zazdrości sukcesu (jej powieść choć pretensjonalna odniosła spory sukces), Álvaro postanawia wykorzystać propozycję szefa by zrobić sobie dłuższy urlop i wynajmuje mieszkanie, by zmienić otoczenie. I próbuje pisać...

niedziela, 16 października 2022

Baśniowa opowieść - Stephen King, czyli by pomagać innym trzeba mieć wielkie serce

Jak ja dawno nie sięgałem po Kinga i to takiego z odrobiną fantastyki (mniej tu grozy). Po kryminałach można by mieć nawet obawę czy wróci jeszcze do takich bardziej klasycznych historii, ale oto jest! Długa, rozbudowana, pełna fantazji baśń. Nawet morał się znajdzie. I choć można być zaskoczonym jak udaje się przechodzić płynnie od rzeczy, które są raczej rodem z bajek dla dzieci, do scen raczej z koszmarów dorosłych, King robi to jak zwykle od niechcenia i człowiek i tak nie odrzuca książki w kąt.
Po pierwszych rozdziałach zastanawiałem się: kiedy to się rozkręci, ale cholera, nawet ta historia o chłopcu, który w zamian za to żeby ojciec przestał pić, obiecał w modlitwie Bogu jakiś wyjątkowy czyn, wciąga i zaciekawia. Niby mało się tam dzieje, ale czujemy, że to przydługi wstęp do jakiejś dalszej części. Charlie przypadkiem znajduje się przy posesji sąsiada, gdy ten potrzebuje pomocy z powodu złamanej paskudnie nogi. Dotąd pan Bowditch raczej stronił od towarzystwa i zniechęcał do bliższej znajomości, ale teraz chłopak przełamuje tą barierę, bo ujrzał w tym szansę wypełnienia swojego "zobowiązania" wobec siły wyższej. Ten dobry uczynek okazuje się jednak obciążony dość dużym ryzykiem, a potem popycha chłopaka do jeszcze bardziej niebezpiecznych kroków. 

Johny, czyli ksiądz też człowiek

Długo odkładałem napisanie notki o tym filmie, bo nie jest mi wcale łatwo o nim napisać. Postać księdza Kaczkowskiego jest dla mnie osobiście ważna, czytałem jego książki, obserwowałem jego poczynania, oglądałem wywiady i uważam, że jak mało kto zasługuje na to by o nim powiedzieć: owoce zostawił po sobie dobre. Nie był na pewno ideałem, ale potrafił pociągnąć za sobą innych do tego by czynić dobro, fascynował, a jego doświadczenie choroby i cierpienia jest ogromną lekcją dla nas wszystkich - znaleźć sens nawet w tym co trudne i przekuć to na coś dobrego... Dlatego film również jest dla mnie ważny i cieszyłem się na niego bardzo. Nie uważam jednak go za arcydzieło, dlatego tak trudno mi było zebrać się do napisania różnych refleksji po jego obejrzeniu. Na pewno zasługuje na duże brawa kolejna świetna rola Dawida Ogrodnika - to co wyczynia ten facet przeobrażając się w kolejne postacie jest fenomenalne. Udało się też...