środa, 30 czerwca 2021

Uszedłem tylko ja sam, czyli ponura komedia?

Dziwny spektakl. Szczerze przyznam, że nie jestem w stanie określić co „poeta miał na myśli” pisząc tę miniaturkę. Jak dla mnie udziwniony zbyt mocno. Jest w nim i opowieść obyczajowa, trochę kryminału, katastroficzne wizje świata i przypowieść biblijna.

W przydomowym ogródku spotykają się trzy sąsiadki, może nawet przyjaciółki. Prowadzą banalne rozmowy o rodzinach, znajomych, dzieciach. Omawiają co w pobliżu zostało zamknięte a co otworzono. Ot, takie zwykłe babskie gadanie przy herbacie i ciasteczku. W pewnym momencie dostrzegają, że przygląda się im kolejna kobieta, pani Jarrett, która wydaje się być im znana, ale… i tu robi się trochę dziwnie. Wszystkie bowiem witają przybyłą bardzo serdecznie, jednak nie zadają jej żadnego pytania. Tak jakby znały ją zbyt dobrze albo wiedziały co im powie i nie bardzo chciały to słyszeć. Dalej prowadzą zwykłe kobiece pogaduszki, jednak co jakiś czas, pani Jarrett jakby przenosiła się do innego wymiaru – zaczyna przedstawiać coraz to nowe wizje klęsk i kataklizmów jakie nawiedzają Ziemię. Stelaż parasola ogrodowego zaczyna świecić, a na ekranach pojawiają się grafiki symbolizujące to o czym mówi aktualnie pani Jarrett. Nagle wszystkie kobiety zatrzymują się w jakiejś ponurej autorefleksji, by po chwili wrócić do przerwanej rozmowy o niczym. Żadna z kobiet nie nawiązuje do tego co przed chwilą się stało. Jednak między tymi ploteczkami zaczynają przebijać się niepokojące wiadomości o bohaterkach spektaklu; jedna panicznie boi się kotów, druga cierpi na depresję z objawami agrofobii i boi się wychodzić z domu, a trzecia zamordowała męża i cieszy się, że już wyszła z więzienia choć prześladuje ją jego duch. Każda z nich w swoim własnym monologu przedstawia sposób w jaki mierzy się i walczy z własnymi demonami. Trójka przyjaciółek niby razem, ale jakby oddzielone od reszty własnym strachem. Natomiast monolog przybyłej zamyka się w dwóch słowach: „straszna wściekłość”, powtarzanym wielokroć.

wtorek, 29 czerwca 2021

Wrócę przed nocą - Jerzy Szperkowicz, czyli to wciąż boli

Poruszający reportaż i powrót do wspomnień z dzieciństwa. Próba konfrontacji z bolesną przeszłością i znalezienia w sobie spokoju. Piękna i wzruszająca proza.

I w sumie tyle można by było zostawić, nie trzeba nic dodawać. Trudno bowiem się nawet pisze o takiej prozie, pełnej bardzo osobistych refleksji, obrazów, bólu, który po wielu latach powraca. On był cały czas, ale być może lepiej go było nie ruszać. Przyszedł jednak czas, by zamknąć i ten rozdział. Możemy mieć tylko nadzieję, że ukojenie udało się znaleźć, mimo, że miejsca pochówku rodziców wciąż pozostaje nieznane. 

poniedziałek, 28 czerwca 2021

Noc na blokowisku - Marta Matyszczak, czyli ech te człowieki

Kryminał pod psem - tom 9. I czyżby finał? Solański z Różą już po ślubie, Gucio nie musi się aż tak bardzo nimi martwić, główny czarny charakter złapany, a i agencja detektywistyczna chyba wychodzi na prostą... Na razie autorka zaczyna nowy cykl z kotem w tle. Ale może Gucio jeszcze powróci?
W sumie on był chyba najbardziej sympatyczną częścią ekipy bohaterów - Solański był raczej nieporadny w relacjach z ludźmi, zbyt często uciekał, Róża Kwiatkowska to był żywioł ale o dziwnie destrukcyjnej sile, aspirant Barański to taka niedojda, że nawet po podsunięciu mu sprawcy pod nos, jeszcze by się pytał czy to na pewno ten, podejrzewając wszystkich innych. A Gucio jak to on - wywącha, przy okazji coś podje, podsunie ludziom tropy, a potem będzie obserwował jak się cieszą ze swojej przenikliwości. Ech te czlowieki. 

W Nocy na blokowisku Matyszczak rozgrywa podobne karty jak dotychczas - jest sprawa z przeszłości, którą śledzimy równolegle z wydarzeniami teraźniejszymi, próbując odgadnąć jak tamte tajemnice mogły wpłynąć na to co mamy dziś. Tym razem śledztwo jest dość zwariowane, bo nie dość że jest trup, że jest on w bloku Barańskiego, to z początku wszystko wskazuje, że zamordowanym jest... Solański, który zniknął przed końcem własnego wesela.

niedziela, 27 czerwca 2021

Świece w pogańskim gaju - Jiří Kamen, czyli ach co za wyobraźnia

Kolejna rzecz z serii Stehlik, czyli wybór tego co ciekawe z literatury czeskiej dokonany przez Mariusza Szczygła. Nie tylko cudne okładki, ale niezła porcja dobrej literatury, dobrego humoru.
Choć w tym przypadku ten humor dość gorzki. Zachwyca wyobraźnia autora, to jak bawi się wymyślaniem tytułów, zakończeń, zwrotów akcji, ale to nie są proste komedie. W oparach absurdu (chwilami), w realiach Czechosłowacji (najczęściej) dotykamy bowiem ludzkich charakterów, wyborów i postaw, w których raczej niewiele jest do śmiechu. Sporo tu normalnego świństwa, tyle że próbuje się wytłumaczyć, a na pewno niewiele prawdziwego szczęścia. Znaleźć drugą połówkę i przeżyć z nią szczęśliwie całe życie - tylko pomarzyć. Ale może wtedy nie byłoby o czym pisać? Skoro pojawia się zdrada, kłamstwa, jakieś złe decyzje, od razu robi się ciekawie...

sobota, 26 czerwca 2021

Kamienny sufit - Anna Król, czyli opowieść o pierwszych taterniczkach

Choć już dawno nie miałem okazji być w Tatrach, nie przestałem ich kochać i z przyjemnością zanurzam się w historię z nimi związane. Nawet jeżeli bliżej mi do turysty, bo łażę tylko po szlakach, nie mam nic wspólnego ze wspinaczką, z fascynacją przyglądam się tym, którzy swej pasji nie ograniczają tylko do wyznaczonych dróg, a sami próbują je wyznaczać. Dziś o to trudniej, ale przecież ktoś zawsze zrobił to pierwszy.
I właśnie o takich ludziach jest ta książka, tym bardziej zaskakująca, bo udowadniająca, że nie brakowało wśród tych "pierwszych" kobiet, choć napotykały na swojej drodze dużo więcej przeciwności niż mężczyźni. Góralki pluły na ich widok, mężczyźni często uważali za słabsze, a społeczeństwo z każdego wypadku robiło sprawę narodową, natychmiast uderzając w tony, że to zbyt niebezpieczne, a rolą kobiety jest przecież wychowywanie dzieci i dbanie o ognisko domowe, a nie narażanie życia.
A mimo to wciąż pojawiały się kolejne dziewczyny i kobiety, dla których miłość do gór i pasja były silniejsze niż jakiekolwiek konwenanse i opinia publiczna. Wspinały się z mężczyznami, ale i wspinały się tylko w swoim gronie, udowadniając tym samym, że wcale nie są gorsze.

piątek, 25 czerwca 2021

Wioska kłamców - Hanna Greń, czyli czy to możliwe żeby on?

Nie tak dawno marudziłem, że chcąc sprawdzić kolejne nazwisko z nurtu kryminalnego, trochę zawiodłem się przy Hannie Greń, bo to co trafiłem raczej kryminałem nie było. Jak się okazuje w swojej bibliotece upolowałem jednak i serię kryminalną jej autorstwa. Dioniza (sic!) Remańska to młoda kobieta, która po różnych przejściach prywatnych i zawodowych rzuciła pracę w policji i próbuje znaleźć dla siebie nowe miejsce. 

Akcja pierwszej książki z jej udziałem umiejscowiona jest w niewielkiej wiosce o nazwie Strzygom. Mała społeczność żyje blisko siebie, wspiera się w miarę potrzeby, choć okoliczni żartują z nich, że te więzi i nieufność do obcych to efekt pewnej klątwy z przeszłości. Tym razem ważne będą jednak nie wątki paranormalne, a zwyczajne niesnaski między ludźmi - co ich poróżniło, że zamordowany został policjant, a podejrzewanych o ten czyn jest jego dwóch dobrych kumpli. Bohaterka przyjeżdża tam trochę kierowana ciekawością, chcąc poznać rodzinę biologicznego ojca, ale i nie zamierza zostawiać sprawy morderstwa w spokoju, choć ma nadzieję, że nikt nie dojdzie do koligacji rodzinnych jakie wiążą ją z ofiarą.

czwartek, 24 czerwca 2021

W tym domu straszę - Kaja Herman, czyli ja się babcią zaopiekuję

Lato sprawia, że szukam lektur lżejszych (a przynajmniej pomiędzy tymi poważniejszymi), więc na tapecie różne komedie kryminalne. Niestety jak się okazuje to gatunek wcale nie taki prosty.
"W tym domu straszę" trudno nazwać nawet kryminałem, choć jakaś zagadka tam jest. Nie nazwałbym tego niestety również komedią, no chyba że ktoś ma bardzo specyficzne poczucie humoru. Co może być zabawnego drodzy Państwo w tym, że ktoś zakłada za luźną spódnicę i potem ona spada w jakiejś super poważnej sytuacji... Ha ha ha, no boki zrywać. Bohaterka, czyli młoda dziewczyna o imieniu Iskra jest dość zakręcona, popełnia sporo błędów, jest jednak w tym wszystkim średnio zabawna. To co gdzieś w głowie sobie powtarza, robiąc bardzo często rzeczy, których by nie chciała, jakoś nie wywołuje śmiechu.
Całość zresztą jest napisana dość chaotycznie, więc nawet jeżeli byłyby jakieś zabawne sceny (potencjał ma babcia, którą Iskra ma się opiekować, a która ma niespożyte siły witalne), to one się rozmywają w ogólnym galimatiasie. Jakieś duchy, jakieś udawanie duchów, kłamstwa, domysły, ukrywanie... Żeby to sensownie ułożyć w fabułę, może i coś by z tego wyszło, autorka chyba jednak przekonana była, że wystarczy zwariowany ciąg scen, których nie trzeba tłumaczyć ani wiązać (bo finał to raczej kpina), bo w jej głowie to wszystko się łączy i jest zabawne.

środa, 23 czerwca 2021

Kwartet czyli starość nie jest dla mięczaków

MaGa: Starość. Temat niełatwy, odpychany od siebie najdłużej jak się da, ale i tak nadejdzie. Istotne jest tylko jak się w niej każdy z nas odnajdzie, a spektakl „Kwartet” w Ateneum daje nam niejako gotową receptę na lepszą jej jakość.

R.: Na pewno można powiedzieć o tym spektaklu, że jest pełen ciepła, że jest trochę sentymentalnym spojrzeniem wstecz. W końcu raczej nie ma nic wesołego w tym, że dawna sława przemija, a bywa też tak, że twój dalszy byt jest uzależniony od opieki społecznej, bo nie stać cię już na nic. To, że bohaterowie mogą egzystować w miarę przyzwoitych warunkach, to nie znaczy, że są szczęśliwi, że nie pragną powrotu do lat gdy mogli robić co chcieli. Co jest wesołego w tym, że jedną z niewielu radości jest posiłek, o ile zdążysz dopaść stołów przed innymi i nie zostaną dla ciebie resztki? Niby nie brakuje tu żartów z samych siebie, ale jak dla mnie to raczej gorzki spektakl, w którym nie tyle się śmiejemy, ale mamy z sympatią i szacunkiem spojrzeć na los dawnych gwiazd.

wtorek, 22 czerwca 2021

Patriotów 41 – Marek Ławrynowicz, czyli historia pewnej kamienicy…

Historia pewnej kamienicy, a właściwie historia mieszkańców kamienicy w Miedzeszynie przy ul. Patriotów 41. Wybudowana przez kilku warszawskich, bogatych Żydów w 1933r. miała im służyć jako dom spokojnej starości. Zatrudnili opiekunów, pielęgniarki i pragnęli tam spędzić ostatnie lata życia. Koło historii zniweczyło te plany, getto przyszło do nich z Warszawy i zabrało ze sobą na zagładę. W czasie wojny kamienicę zagarnęli niemieccy oficerowie, folksdojcze i ich poplecznicy, a kiedy losy wojny przechyliły się na ich niekorzyść – wynieśli się z domu po cichu i na zawsze. Przez chwilę stał pusty, ale z czasem zasiedlali go ludzie szukający dachu nad głową i swojego miejsca na ziemi. I właśnie to oni stają się bohaterami opowieści. Narratorem jest jeden z powojennych mieszkańców kamienicy, wówczas mały chłopiec.

poniedziałek, 21 czerwca 2021

Minari, czyli podążając za amerykańskim snem

Gdy już jesteś zmęczony polityką, dramatycznymi historiami, w których problemy współczesnego świata oglądane są przez lupę z różnych punktów widzenia, trafiasz na taki film jak Minari i jesteś nieźle zaskoczony. Tak kameralne kino, w którym wszystko jest takie codzienne, zwykłe, wygrywa nagrody i zbiera brawa od publiczności? Chyba pandemia sprawiła, że tęsknimy za powrotem do prostoty. Jak bowiem inaczej to tłumaczyć?
Owszem - film jest ładny, czy jednak będziemy o nim pamiętać za miesiąc czy dwa? Obawiam się, że nie. I to nie tylko z powodu tego, że to historia osadzona w latach 80, gdy wszystko wydawało się prostsze, a ludzie naiwnie wierzyli, że własnymi rękoma są w stanie osiągnąć sukces, banki chcą im jedynie pomóc, a do bogactwa jest jedynie jeden krok. Dziś też jest sporo takich ludzi, którzy szukając lepszego życia wędrują do innego kraju, tyle że przyjmowani są trochę inaczej niż wtedy. Staliśmy się bardziej zamknięci i egoistyczni? A jednak wzrusza nas los tej koreańskiej rodziny, trzymamy kciuki za to, by im się udało.
Mam wrażenie, że nie będziemy pamiętać tego obrazu z powodu tego co jest jednocześnie jego siłą - reżyser Lee Isaac Chung unika jakiegokolwiek budowania dramatyzmu, wielkich napięć, skupiając się na tym, by pokazać rodzinę, próbującą przetrwać mimo trudności z jakimi się zmaga.

niedziela, 20 czerwca 2021

I love Korea - Daniel Tudor, czyli K-pop, kimchi i cała reszta

Nie przepadam za tego typu książkami, bo mam wrażenie, że to jedynie tzw. liźnięcie tematu. Nie da się opowiedzieć o wszystkim, a jeżeli się próbuje, w efekcie będzie to skrótowe. I takie wrażenie sprawia ta pozycja: to raczej bardzo hasłowe podanie czytelnikowi spraw, które mogą z Koreą się kojarzyć lub też pozwolą mu lepiej ją zrozumieć.
Autor okrasza te informacje jakimś subiektywnym komentarzem, podaje swoje propozycje tego co warto z danej dziedziny poznać (od muzyki, przez turystykę aż do seriali), co jest na pewno ciekawym uzupełnieniem, ale zaznaczmy jednak, że nie są to propozycje uwzględniające ostatnie lata (a w kulturze szybko wszystko się zmienia), bo to tłumaczenie książki z roku 2014. 

sobota, 19 czerwca 2021

Coś tu nie gra, czyli polityka na wesoło

„Coś tu nie gra” to polityczna farsa. Sztuka napisana przez dwójkę Kanadyjczyków, przepięknie wpisuje się w rozgrywki polityczne w każdym kraju i na każdym kontynencie. Polityczne wojenki pomiędzy lewicą a prawicą mogą rozgrzewać do białości, mogą z przeciwników zrobić wrogów i podzielić naród. Tu każde chwyty dozwolone, pomówienia są na porządku dziennym i nigdy nie wiadomo jak się to skończy. Cóż za pole do popisu dla autorów.

Prawicowa pani premier usiłuje przeszkodzić lewicowemu kandydatowi na prezydenta w jego wystąpieniu w Domu Kultury w jego rodzinnym mieście. A ma poważny powód – jego wystąpienie może jej mocno zaszkodzić. Traf chce, że akurat w tym czasie trwają tam próby do spektaklu, w którym gra brat bliźniak kandydata, człowiek apolityczny, za to nie wylewający za kołnierz. Poza jedną „czarną owcą” wszyscy aktorzy są za lewicowym kandydatem, co nie dziwi, bo w nazwie ma „kolorowa”, a w ekipie aktorskiej pani reżyser jest lesbijką, jedną z głównych ról gra gej, a na dodatek najmłodsza aktorka jest z tych, co ciągnie do łóżka wszystko co się rusza. Ludzie nasłani przez panią premier usiłują przeszkodzić kontrkandydatowi , ale wiecznie potykają się o aktorów i mało co im wychodzi z ambitnych planów. I tak w scenicznie realnym życiu świat ludzi polityki spotyka się ze światem sztuki i w żaden sposób nie może sobie z nim poradzić. Tym bardziej, że bliźniacy nie ułatwiają nikomu sprawy, a nieudolni poplecznicy pani premier sami miotają się w swoich kłamstwach i intrygach. Czy Raymond Bream wygra ten pojedynek i wystąpi na mównicy? Musicie to Państwo odkryć samemu, a uwierzcie, że warto to sprawdzić.

piątek, 18 czerwca 2021

Dziewczyna, która patrzyła w słońce - Anna Szczęsna, czyli czy da się ożenić romans i horror?

 Słońce praży i chyba mnie też jakieś lenistwo ogarnęło letnie, bo sięgam po lektury, po które zwykle nie sięgam. Skoro jednak Allegro sobie życzy, to oświadczam, że nie będzie popeliny - recenzja powstanie, książka przeczytana, a że to czytadło lekkie to i nawet dużo czasu lektura nie zajęła.
Od razu trzeba zastrzec, że to pierwszy tom cyklu, więc nie wiem jak sobie poradzę psychicznie wyglądając kontynuacji - chyba zaczynam rozumieć fanki, które naciskają na autorki i błagają o więcej. To prawie jak z serialem, gdzie musisz czekać na ciąg dalszy. Tyle, że może czas oczekiwania będzie krótszy, bo chyba takie książki pisze się trochę szybciej niż trwa nakręcenie kolejnego sezonu. Może autorka naśladując wykreowaną bohaterkę potrafi w kilka tygodni coś takiego wyprodukować spod pióra i niczym Mróz wrzucać co kwartał kolejne tytuły? Wtedy pewnie dałoby się nawet wyżyć z takiej pracy. O ile wynegocjowało się dobre warunki.
Ten wstęp to nie żadne wyzłośliwianie się tylko nawiązanie do fabuły. Dziewczyna, która patrzyła w słońce ma bowiem bardzo specyficznych bohaterów: pisarkę powieści obyczajowych i pisarza horrorów i mrocznych thrillerów. Poznajemy więc trochę ich tryb pracy, różne problemy i dylematy. Czy prawdziwe? 

Cynkowi chłopcy – Swietłana Aleksijewicz, czyli niezgoda na bezsensowne wojny

Ta książka to relacje naocznych świadków i uczestników (żołnierzy, lekarzy, sanitariuszy itp.), którzy przeżyli koszmar wojny rosyjsko-afgańskiej prowadzonej w latach 1979-1989 na terenie Afganistanu. To również zbiór rozmów z matkami, ojcami, żonami i narzeczonymi, którzy po powrocie żołnierzy z frontu patrzyli na to co ta wojna uczyniła z ich bliskimi… Nie jest to łatwa lektura. Wielokroć czytając dziękowałam opatrzności, że nikt z moich bliskich nie musiał doświadczać tego, co ci młodzi ludzie mówiący po rosyjsku.

czwartek, 17 czerwca 2021

Na rauszu, czyli chyba zbyt często się z tego śmiejemy

Z racji swojego zawodu, powinienem mocno oburzyć się na ten film, bo jego wymowa nie jest tak jednoznaczna jak by się tego oczekiwało. Muszę jednak przyznać, że gdy nie będziemy tak mocno skupiać się na tym co rzuca się na pierwszy rzut oka, czyli radości życia jakie zdaniem bohaterów tego obrazu daje picie alkoholu, trafnie pokazuje on pewne mechanizmy psychologiczne. Trudno więc przekreślić go, obrażając się za to, że publiczność może go odbierać poprzez pryzmat scen pełnych luzu, zabawy, wywołujących pozytywne skojarzenia związane z piciem. Ta akceptacja, czy nawet tęsknota do wyjścia poza pewne ograniczenia, zwolnienia hamulców, jest tu wyraźniejsza niż szkody, które alkohol wyrządza w życiu ludzi. Imprezowanie do upadłego, rzyganie, jakieś ekscesy są bagatelizowane lub obśmiewane jako mało istotne. I to mnie trochę uwiera w tym obrazie. Dotyka on jednak w ciekawy sposób źródła i potrzeby sięgania po substancje psychoaktywne, czyli zagłuszania własnych lęków, niepewności, kompleksów, ucieczki od problemów.

Pieprzenie i wanilia – Joanna Jędrasik czyli w pogoni za czułością

Nie mam pojęcia czy główna bohaterka książki, Asia, to sama autorka czy to jej duchowe alter ego. W sumie to nieważne, bo ją polubiłam, choć jej poczynania – może z racji różnicy lat – wprawiały mnie momentami w zażenowanie.

Jakże wiele razy w ciągu naszego życia niejedna kobieta miałaby ochotę postąpić tak jak śpiewała Halina Kunicka: „Oj, rzucić oj rzucić to wszystko i z jedną jedyną walizką, nieważne, daleko czy blisko zwiać. Zwiać od tego prania, prasowania, gotowania…” i Aśka to czyni. Odprawa z korpo pozwala jej na dłuższą podróż do Ameryki; teraz będzie nareszcie wolna, będzie mogła robić to o czym marzyła: zwiedzać, spotykać się z ciekawymi ludźmi, poznawać, randkować, kochać się, pić drinki z palemkami, jednym słowem - realizować marzenia z czasów nieudanego (jak się okazało) małżeństwa i absorbującej pracy w korporacji.

środa, 16 czerwca 2021

Tango - Ewa Cielesz, czyli czy to miłość, czy...

Kolejna książka Ewy Cielesz za mną - czy mówiłem, że mam słabość do tej autorki? Po raz kolejny dostarcza czytelnikom historię, która może poruszać, pokrzepiającą, ale nie w sposób banalny, tylko pokazując prawdziwe życie. Tym razem, jak sama wyznaje, sięgnęła po historię dość osobistą, bo zainspirowaną doświadczeniami własnej córki.
Bohaterki Cielesz często startują z poziomu Kopciuszka, tylko że choć czasem może i marzą o balu i księciu, żadna wróżka nie zmieni im życia - one same muszą wykorzystać szanse i ominąć pułapki, rozpoznać je, uczyć się na błędach i podejmować własne decyzje. Nie jest to oczywiście proste, szczególnie jeżeli ktoś nie miał rodziców, którzy by go wspierali, wierzyli w jego możliwości i pchali do przodu.
Bohaterka powieści, czyli Alicja nigdy specjalnie nie otrzymywała wiele ciepła - matka wychowywała ją sama, stawiając raczej kolejne wymagania i rzadko okazując wdzięczność czy pochwały. To dom w którym niewiele jest przytulania i okazywania uczuć i może dlatego Alicja tak bardzo ich pragnie, tak bardzo jej ich w życiu brakuje.

Mrs. America, czyli wyjść z cienia mężczyzn

Pewne zaległości z notkami, ale i roboty sporo, więc dziś krótko |(a przynajmniej taki jest plan). Mrs. America nie zachwyca specjalnie ani fabułą, ani grą aktorską, opowiada za to o ciekawej (i chyba mało znanej) batalii w USA z lat 70, w której starli się nie tylko demokraci i republikanie, ale przede wszystkim organizacje kobiece. Z jednej strony ruchy feministyczne, z drugiej różne ugrupowania konserwatywne. O co szła walka? O poprawkę do konstytucji, gwarantującą kobietom równe prawa. Dziś może wydawać się to sprawą dość oczywistą, ale przecież nadal mamy takie środowiska, które doszukują się w różnych sensownych deklaracjach mających na celu ochronę słabszych, drugiego albo i trzeciego dna. Tam było podobnie i choć batalia wydawała się na finiszu, w sensie formalnym trwa do dziś, bo poprawka do chwili obecnej nie weszła do konstytucji. Wymóg, by została przyjęta przez wszystkie stany, okazał się przeszkodą nie do przebycia - wtedy zabrakło jedynie kilku, potem na jakiś czas demokraci utracili przewagę w kongresie i chyba zabrakło motywacji na nową walkę. A i same organizacje skupiły się chyba na sprawach praktycznych, a nie deklaracjach.

wtorek, 15 czerwca 2021

Kolacja dla głupca, czyli jak w jeden wieczór zmienić patrzenie na świat

Och jak cudownie wrócić do przeżyć teatralnych, do tych wyjątkowych wieczorów, których się wyczekuje i potem z uśmiechem wspomina. Po długiej przerwie chyba wszyscy jesteśmy stęsknienie - i widzowie i aktorzy. Zwłaszcza gdy przygotowywane przez nich spektakle długo czekały na premierę. W przypadku "Kolacji dla głupca" zdaje się, że od pierwszych przedpremierowych pokazów upłynął rok. I wreszcie oficjalna premiera na scenie SPEKTALOVE, czyli w Małej Warszawie, a następnie pokazy w całej Polsce. Warto więc szukać na stronach z biletami spektakli w swojej okolicy. To przecież nie tylko dobry tekst komediowy Francisa Vebera, który od lat wystawiany jest z powodzeniem w różnych teatrach (m.in. w Ateneum), ale i obsada wyborna.
Choć być może wiele osób przyciągnie początkowo nazwisko Cezarego Żaka (nie tylko jedna z głównych ról, ale i reżyseria), to zapewniam, że i pozostali aktorzy dostarczą Wam sporo dobrej zabawy. A niezaprzeczalną gwiazdą tego wieczoru okazał się...

poniedziałek, 14 czerwca 2021

Francisco de Goya w serii Malarstwo światowe, czyli nie tylko portrety

W domu całkiem spora kolekcja albumów malarstwa światowego, ale wciąż jeżeli tylko mam okazję, uzupełniam swoją kolekcję. Tym razem w ręce wpadł jeden z tomików wydawanych przez Wydawnictwo BOSZ. Francisco de Goya y Lucientes to (1746-1828), jeden z najważniejszych artystów hiszpańskich, który pewnie większości kojarzy się z portretami, jakie malował na dworze królewskim, może ktoś zna (choćby z okładki książkowej) jego słynny obraz "Saturn pożerający własne dzieci" i cykl tzw. czarnych obrazów. Ciekawie jest jednak zobaczyć cały przekrój jego dzieł, pojawianie się motywów ludowych, czy wreszcie to co malował pod koniec swojego życia na ścianach swojego domu (tak - te obrazy, które wiszą w muzeach to często kopie przenoszone na płótno przez kogoś innego).

niedziela, 13 czerwca 2021

Wiedźmy - Ewa Cielesz, czyli czy wszystko jest kwestią motywacji?

Mam słabość do książek Ewy Cielesz, choć zwykle jakoś nie przepadam za literaturą obyczajową. U tej autorki rzadko jednak bywa słodko, ckliwie i wzdychająco, co zwykle kojarzy się z takimi książkami. Ona wrzuca swoje bohaterki w dość dramatyczne sytuacje, nie rozdrabniając na części pierwsze wszystkich uczuć i myśli, a pokazując proces radzenia sobie z trudnościami, konsekwencje pewnych wyborów i decyzji. Życie drodzy Państwo - samo życie. I choć wiele z tych sytuacji ktoś inny rozpisał by może jeszcze bardziej emocjonalnie, wyciągnął z nich więcej, choć czasem mam wrażenie, że zbyt szybko autorka przechodzi do kolejnego etapu, czytam jej powieści z dużą przyjemnością. Może dlatego, że ma dar, byśmy jako czytelnicy przejęli się losami wykreowanych przez nią postaci, nawet jeżeli nie do końca akceptujemy ich wybory?

Po trylogiach przychodzi czas na powieści, które są pewną zamkniętą całością (wszystkie linki do recenzji książek Ewy Cielesz na moim blogu znajdziecie na górze w zakładce Przeczytane). "Wiedźmy" to nie jedna, a nawet trzy historie, przeplatające się i uzupełniające. Trzy kobiety, jedno miejsce i gdzieś w tle wyraźny wątek ezoteryczny, który niezależnie czy bohaterki będą w te siły wierzyć czy nie, będzie wpływał na ich życie. 

czwartek, 10 czerwca 2021

Minetti. Portret artysty z czasów starości, czyli doceniajmy wielkich

MaGa: Jak cudnie jest wrócić do spektakli teatralnych na żywo. W dodatku wróciliśmy do teatru na spektakl wyśmienity. Teatr Polonia zafundował nam ucztę duchową, a Jan Peszek po raz kolejny dowiódł, że WIELKIM AKTOREM JEST.

R.: Każdemu aktorowi można życzyć takiej roli i takiego tekstu, gdzie może pokazać swoją klasę. Tym razem jest to pewnego rodzaju gra z widzem, bo oglądamy aktora z pokolenia mistrzów teatru, a jednocześnie gra ona rolę starzejącego się, samotnego aktora, który ma marzenie: zagrać jeszcze raz.

MaGa: Foyer hotelu, na kanapie kobieta w czerwonej sukni popijająca wino z kieliszka, paląca papierosy, gdzieś w tle przewijają się różni ludzie wsiadający i wysiadający z windy, ale – mimo, że to noc sylwestrowa – w tym pomieszczeniu raczej panuje dojmująca, niepokojąca cisza. I w tę ciszę wkracza on, Minetti, wielki aktor…

wtorek, 8 czerwca 2021

Trzydziestka - Tomasz Żak, czyli królowi wolno wszystko

Szekspirowski dramat - tak postrzegają wydarzenia w jakich uczestniczą bohaterowie i tak też trochę odbiera to czytelnik. Władza, zbrodnia, zemsta, zazdrość, miłość, ludzkie ambicje i demony - a wszystko to w scenerii niewielkiego miasteczka, na które wyklinają wszyscy młodzi, chcąc z tego miejsca uciekać jak najdalej.
W małych miejscowościach układy i układziki są jeszcze silniejsze niż w wielkiej polityce, bo są mniej podatne na sympatie wyborców, łatwiej manipuluje się ludźmi. Zgrabne obietnice, tuszowanie afer, zasada dziel i rządź, są sposobem na to, by wygodnie zbudować sobie całe życie wokół stołka i profitów jakie można z niego czerpać.
To jednak nie tylko opowieść o starszym pokoleniu, które rozgrywki o władzę przerabia od lat, manipulując, lawirując i budując swoją pozycję. To także opowieść o kolejnym pokoleniu, które ma swoje pomysły na życie, równie łatwe i wygodne, choć nie zawsze zgodne z prawem. Kto więc jest prawdziwym królem i ma władzę nad ludźmi? Kto pisze scenariusz tego dramatu, rozstawiając ludzi niczym pionki na planszy?

Banksterzy, czyli czy banki mają się czego bać?

Jak widzę obsadę to spodziewałbym się raczej kolejnej komedii, a tu chyba ktoś miał ambicję nagrać film w miarę aktualny, mocny i w stylu trzymającego w napięciu thrillera. A wyszło tak jak i z większością komedii w Polsce. Dość żenująco.
Zdecydowanie: sprawa tak bolesna dla wielu Polaków jak kredyty, na które zostali namówieni, by zaciągać je we frankach szwajcarskich, zasługuje na lepszy film. Ten jest tak przerysowany, że aż oczy chwilami bolą. Oczywiście - wszyscy pracownicy banków to roboty bezduszne, pazerne i w dupie mające klientów, liczące na premię za zdobycie kolejnej duszy, a ich szefowie to diabły wcielone, które nie tylko myślą o kasie, ale i są za pan brat ze wszystkimi grzechami głównymi. 

poniedziałek, 7 czerwca 2021

Biel - Małgorzata Oliwia Sobczak, czyli wszystko ma słony smak

Trzecia część cyklu z kolorami w tytule - Kolory zła, choć można czytać każdy tom oddzielnie, wszystkie łączą w pewien sposób postacie pierwszoplanowe, czyli para prokuratorów i zaprzyjaźnieni z nimi policjanci.
W tym tomie pozornie Leopold Bilski znowu będzie prowadził sprawę sam (i wróci do Sopotu!), a Górska będzie z boku. Sprawa, która początkowo wydaje się banalna, czyli samobójstwo studentki prawa, zaprowadzi Bilskiego daleko w przeszłość i głęboko w życie podskórne miasta. Co dzieje się w klubach nocnych, w zamkniętych posiadłościach, gdzie zjeżdżają się bogaci klienci o mniej typowych upodobaniach seksualnych. 

Surface Sounds - Kaleo, czyli cudowna rdza w głosie

Na prośbę córki pojawia się jeden z jej ulubionych wykonawców. W sumie większość tego co ona teraz słucha dla mnie jest trochę "na jedno kopyto", słucham tego na tyle często, że melodie wydaja się bardzo znane. Jak więc napisać coś sensownie, choćby w kilku zdaniach, poza ogólnikami? Spróbuje jednak.
Na początek Kaleo i ich najnowszy krążek. Charakterystyczny głos, dotąd raczej kojarzyłem ich ze spokojniejszych numerów, a tu proszę - poza balladami chwilami wchodzą na rejestry bliższe dziadkom z Rolling Stones. Nadal to jednak zespół, który będzie kojarzony chyba z graniem spokojniejszym, co najwyżej "rozpędzającym się", z ciekawymi gitarowymi wstawkami. Blues? Chyba najbliżej, ale chwilami kawałki nabierają pazura, wokal wchodzi w ostrzejsze rejestry i robi się z tego hard rock. 

sobota, 5 czerwca 2021

Tajemnica Lasu umarłych, czyli nie daje mi to spokoju

 Niemiecka produkcja na początku nie wzbudziła mojego wielkiego entuzjazmu - wydawało, się że wszystko się trochę ślimaczy, że tajemnicze zbrodnie nie zostały rozegrane z wystarczającym napięciem, żeby potem z ciekawością śledzić dalsze śledztwo. A jednak. Kolejne odcinki obejrzałem z ciekawością, nawet nie tyle dla samej sprawy kryminalnej, co trochę po to by obserwować dalsze przemiany bohaterów, ich emocje.
Scenariusz oparto na faktach, jest to jednak trochę sprawa "z archiwum X", czyli odkopywana po latach, jedynie dzięki uporowi pewnych osób, którym nie dawała ona spokoju. Przede wszystkim jest to jedna z grubych ryb w policji, który od początku zaginięcia jego siostry porusza niebo i ziemię, by sprawą zajmowano się ze szczególną uwagę, niestety to nie jego teren i wszelkie próby oficjalnej ingerencji mogą być bardzo źle postrzegane.

czwartek, 3 czerwca 2021

Dziki łubin - Charlotte Link, czyli skąd siła by przetrwać

Już dość dawno pisałem o pierwszym tomie tej sagi (link tu), ale to dlatego, że jakoś rozmiary każdego tomu nie sprzyjają czytaniu w autobusie i z doskoku - to takie cegły, z którymi najlepiej rozłożyć się w fotelu na wiele godzin.
Charlotte Link, znana z kryminałów, postanowiła napisać rozbudowaną sagę historyczną o losach rodziny, z mocnym rozwinięciem postaci kobiecych. To ich dramaty, dylematy sercowe stanowią centrum tej opowieści. Panowie są jakby w tle - walczą, cierpią, znikają i wracają, a to panie czekają na nich, próbują ogarniać sprawy codzienne, żyją w pełnym wymiarze.

środa, 2 czerwca 2021

Weselny toast, czyli czy istnieją związki idealne?

Co prawda oficjalna premiera tego filmu dopiero w wakacje, to oglądać go będzie można już niedługo w ramach Przeglądu Nowego Kina Francuskiego, więc sprawdzajcie program na stronach Instytutu Francuskiego (link tu) a w Warszawie na stronach kina Muranów (link tu). Rozgraniczam to nie bez przyczyny - poza Warszawą, festiwal obejmie jeszcze 13 innych miast, więc warto rozglądać się za biletami w swojej okolicy.

"Weselny toast" łączy pewnego rodzaju nostalgię, z inteligentnym humorem, może więc okazać się jednym z przebojów wakacyjnych w kinach. Może nie na miarę "Nietykalnych", ale to taki rodzaj produkcji, z których wychodzi się z ciepełkiem na serduchu.

wtorek, 1 czerwca 2021

Ta druga - Therese Bohman, czyli marzenia o lepszym życiu

Lektura z ostatniego DKK, choć nikogo nie zachwyciła, okazała się całkiem inspirującym tematem do długiej dyskusji - nie tylko na temat książki, ale wielu wątków, które każdy na własną rękę sobie w niej znalazł jako warte poruszenia. Przeszliśmy od analizy upadku obyczajów (sic!) i rodziny tradycyjnej (!), przyglądaniu się moralności młodych ludzi i ich systemowi wartości aż po pytanie na ile podziały społeczno-klasowe, wciąż mogą determinować czyjś los.
Jak widać cienka książka i dość prosta fabuła wcale nie musi oznaczać, że nie ma o czym rozmawiać. Nawet jeżeli bohaterka irytuje, to chce się ją lepiej zrozumieć, zastanowić nad tym jaką dla niej przyszłość widzimy.