Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 lutego 2026

HÉR - Monochrome, czyli surowość północy i jazzowe szaleństwo

W ubiegłym roku muzyki na Notatniku było niewiele, na pewno jednak dużym zaskoczeniem było dla mnie pojawienie się jazzu (m.in. Omasta) nie tylko w trakcie roku, ale i w podsumowaniach (Nene Heroine). A przecież dotąd tego nie słuchałem w większych dawkach, nie rozumiałem, drażniło mnie. Teraz odkrywam po raz kolejny jak różne oblicza może ta muzyka mieć. W wykonaniu gdańskiego zespołu HÉR przenosi ona nas w bardzo zaskakujące klimatu - surowej północy, nordyckiej mitologii, ale i jakiegoś world music przypominającego wciągające i transowe melodie tworzone przez ukochane przeze mnie od lat Dead Can Dance. 
 

Co kawałek, to zaskoczenie. No bo jest i gardłowy śpiew, są jazzowe wariacje na skrzypcach, ale jest i rytm, bardziej mroczny, rockowy, z wokalem opowiadającym jakąś historię. Ich odniesienie do Islandii, do dalekiej północy, czuje się w tej muzyce, czyni odsłuch podróżą w jakieś fantastyczne krainy. 

czwartek, 8 sierpnia 2024

Na Podlasie, czyli U Pana Boga przy stole i Przewodnik po krainie otwartych okiennic

Dziś wyruszyliśmy rodzinnie na krótki wypad na Podlasie, więc i na Notatniku niech pojawią się kolejne dwie książki od Wydawnictwa Paśny Buriat, które skupione jest właśnie na tym regionie kraju. Przypominam pierwszą notkę gdzie pojawiły się zarówno kulinaria jak i trochę informacji o regionie Suwalszczyzny (kliknij tu), a dziś raczej południe.

U Pana Boga przy stole to był pierwszy przewodnik po lokalnych przysmakach Podlasia, autorstwa Pawła Kotwicy i Michała Skoczka. Przemierzają o różnych porach roku cały ten region, podpytują lokalsów, szukają poleceń na forach dla smakoszy, a potem biesiadują, nie ograniczając się raczej do skubnięcia po kawałeczku.  
Warto więc ostrzec, że przy lekturze może Wam ślinka polecieć, bo wszystko co zamówią fotografują, a smaki i swoje wrażenia opisują tak barwnie, iż samemu ma się ochotę natychmiast na zjedzenie czegoś wyjątkowego. 


No właśnie - wyjątkowego, bo niezależnie czy to przydrożne bary, kuchnia regionalna czy pięciogwiazdkowe lokale, autorzy szukają dań lokalnych, specyficznych dla Podlasia i wschodniej Polski. Zapijają kwasem chlebowym, albo i mocniejszymi trunkami, a my się nie możemy nadziwić ich możliwościom, bo pewnie każdy z nas po babce, kartaczach, pierogach nie dałby rady już nic więcej przełknąć a dla nich to zwykle przekąska...

sobota, 20 lipca 2024

Kulturowo, historycznie i kulinarnie, czyli Wigry i Suwalszczyzna zapraszają nie tylko do lektury

Parę lat temu trafiłem za radą koleżanki na stronę wydawnictwa Paśny Buriat i wziąłem kilka książek Wojciecha Koronkiewicza, które połknąłem z zachwytem. Od tego czasu podglądam ich ofertę i czasem coś tam wezmę - szykujcie się więc, że niedługo będzie duuuużo o Podlasiu i o wschodnich terenach Polski, bo właśnie tamte rejony wydawnictwo postanowiło promować.
Ja dziś trochę bardziej na południe, na Lubelszczyźnie, a niedługo jeszcze niżej, ale Notatnik póki co zostaje bardziej na północ. 


Dziś o dwóch pozycjach, świeżutkich i jeszcze pachnących farbą. Wigry - Przewodnik Kulturowy,
nosi podtytuł Opowieści o miejscu utkanym z drzew, wody, mgieł i ludzkich pragnień. Poetycko i zagadkowo. Czego się spodziewać po książce Macieja Ambrosiewicza?

środa, 6 września 2023

Jezus umarł w Polsce - Mikołaj Grynberg, czyli czy można być obojętnym

Bolesna lektura. I może warto o niej napisać właśnie teraz, gdy film Agnieszki Holland oklaskują widzowie w Cannes. Czy poruszy serca ludzi, czy zmieni sposób myślenia o tym co się dzieje na naszej wschodniej granicy?
Mikołaj Grynberg stworzył reportaż dość dziwny, bo trudno powiedzieć, by nakreślił szeroki obraz tego jak narastało napięcie na granicy z Białorusią, by oddał głos obu stronom konfliktu. Czy jednak rzeczywiście powinniśmy stawiać takie oczekiwanie przed każdą książką dotykającą jakichś ważnych kwestii społecznych, by pisarz/dziennikarz starał się równo wyważyć racje i argumenty, by pozostał bezstronny? Jeżeli coś go porusza, ma prawo o tym napisać, a do nas należy wysłuchanie go i refleksja nad tym co nam opowiada. Nie jest niczym polityk, mówiący: to jest prawda i inni kłamią. On wydaje się szczerze mówić: po tym co zobaczyłem i usłyszałem, moje serce mi mówi, że nie można znaleźć uzasadnienia takich metod postępowania z imigrantami, których Białoruś za wszelką cenę chcę przepchnąć na naszą stronę. Nie udaje że wie wszystko, że wszystko widział lub słyszał, ale szuka ludzi, którzy byli w samym centrum, może tuż przy samym murze, to przy ich domach pojawiali się niczym duchy, ci którym jakoś udało się przejść. To jest ich opowieść. Emocjonalna. Może i chwilami aż nazbyt, ale czy człowiekowi można odbierać prawo do emocji, gdy czymś jest głęboko poruszony?

wtorek, 16 maja 2023

Prymityw – Marcin Kołodziejczyk, czyli już kraina absurdu?

Jeśli ktoś po przeczytaniu lub wysłuchaniu tej książki powie, że Polska w niej pokazana jest nieprawdziwa, to tylko mu pozazdroszczę bańki w jakiej żyje. Nie ma się co sprzeczać z twierdzeniem, że bohaterowie są podkoloryzowani, bo są, w sumie to powieść; jednak prześmiewczy obraz polskiej rzeczywistości oddaje mentalność naszych rodaków rodem z prowincjonalnego miasteczka. A przecież rzecz dzieje się w Warszawie, w tej rzekomo „gorszej” jej części, bo na prawobrzeżnej Pradze. Jednak wszędzie spotkać możemy takich ludzi, na przykład jako sąsiadów, pasażerów w komunikacji miejskiej. To rezydenci ławeczek i miejsc wokół sklepów z tanim alkoholem, mentalnie zbliżeni do bohaterów ostatnich programów p. Elżbiety Jaworowicz: „Sprawa dla reportera”. Bohaterowie to degustatorzy tanich win, dorywczej pracy, cwaniaczki łasi na socjal, „słoiki” z wiosek gdzie wrony mają pętlę. To również wszelkiej maści pseudointelektualiści, którzy zazwyczaj szukają szybkiej drogi „do koryta”, to także wszelkiej maści lumpenproletariat, w którym ilość wypitego alkoholu jest miernikiem patriotyzmu, katolicyzmu i mądrości wszelakiej.

poniedziałek, 20 marca 2023

Nie zbiera się jabłek z tego sadu - Wojciech Koronkiewicz, czyli podróż do grobów, duchów i ukrytych skarbów Podlasia

W grudniu zachwycałem się książką Koronkiewicza "Z Matką Boską na rowerze", ale ponieważ kupiłem na stronie wydawnictwa Paśny Buriat pakiet trzech pozycji tego autora, oto notka na temat drugiej z nich. Sam tytuł i podtytuł mówi wiele. Styl pozostał podobny jak w tamtym przypadku - autor opisuje swoje wędrówki po Podlasiu śladem różnych historii, miejsca i opowieści z nimi związane. W tamtym tytule (zerknijcie w spisie książek przeczytanych na górze) były to miejsca kultu religijnego, jakoś związane z duchowością, tym razem chodzi o miejsca pamięci, które wciąż mają ślad również namacalny w topografii (pomniki, krzyże, cmentarze) lub też takie, które zostały jedynie we wspomnieniach nielicznych świadków lub ich dzieci, które słyszały jakieś opowieści. Środkiem transportu dla autora najczęstszym pozostaje wciąż rower, więc równie istotne jest samo miejsce, jak i droga nie niego, czasem wcale niełatwa do odnalezienia. Miejscowi wiedzą, a obcy czego ma tu szukać?
A mimo wszystko prawie zawsze udaje się kogoś namówić także na rozmowę i one są tu niejednokrotnie ładnym postscriptum do tego co opowiada autor. Czemu o jednych wydarzeniach mówi się niechętnie, a o innych z tak wielką dumą, podkreślając też pamięć o nich w jakiś namacalny sposób?
Historia regionu, w którym przecież egzystowały obok siebie kultury, narody i religie, nagle okazuje się, że ma być jednolita, pozbawiona "obcych wpływów", pielęgnująca to co "nasze". Smutne to czasem refleksje, choć ważne że wciąż są ludzie, którzy starają się iść trochę pod prąd jedynej słusznej polityki i narracji historycznej.

piątek, 23 grudnia 2022

Z Matką Boską na rowerze - Wojciech Koronkiewicz, czyli jak co roku: lektura i życzenia

Co roku na Notatniku w okolicach Wigilii znikam na trochę z sieci, a zostawiam Was z jakąś wyjątkową notką i życzeniami, niech tak będzie więc i w tym roku. Czego Wam życzyć? Pewnie tego samego, czego chciałbym i dla siebie.
Pisząc niedawno życzenia dla świetlic do których z pracy wysyłaliśmy paczki z grami i książkami, napisało mi się tak:

By to co dobre i piękne zawsze przynosiło wiele radości i pozytywnych emocji, a to co trudne i bolesne nie odbierało sił i nadziei.

I to chyba sedno. Zabiegani wokół gotowania, przygotowań, sprzątania, myśląc o prezentach i innych rzeczach, które wydają się ważne, zapominamy o tym co najważniejsze. Boże Narodzenie jak chyba żaden inny czas, zwraca nam uwagę na potrzebę bliskości, wartość rodziny, uczy nas opiekowania się słabszymi, wymagającymi wsparcia. Biegając po sklepach i skupieni na pieniądzach, zapominamy że ważniejsze od tego jest obecność, bliskość, szczerość, czas spędzony razem. Wtedy może narodzić się przebaczenie, wdzięczność, radość i miłość. Tego więc Wam życzę. Żebyście nie czuli się samotni i żebyście dostrzegali innych, którzy mogą tak się czuć. Byście byli dla innych i czuli, że ktoś chce się odwdzięczać tym samym wobec Was.

I dorzucam lekturę, która mnie zachwyciła. Czy osoba, która jak sama o sobie pisze - jest lewakiem i nie do końca czuje religijne uniesienia, może napisać z wrażliwością dla sacrum książkę o miejscach, do których pielgrzymowały setki tysięcy ludzi? Koronkiewicz udowadnia że jak najbardziej. To reportaż, migawki pełne ludzi, magicznej atmosfery Podlasia, ale i ciekawe zderzenie historii i współczesności, kultur, narodów, religii, emocji. Wschód i Zachód. Tu się spotykają, przenikają, pozwalają dotknąć. Tu ikony wiszą w kościołach katolickich, a ksiądz i batiuszka potrafią z równą pasją opowiadać o ich historii, o cudach za jakie przychodzili dziękować wierni. Warto mieć otwarte oczy i uszy, bo czasem najciekawszych rzeczy można doświadczyć wcale nie tam gdzie spotyka się tłumy wiernych. 

czwartek, 11 sierpnia 2022

Kocham kłopoty - Cała Góra Barwinków, czyli weź się wyluzuj

I jeszcze jeden krążek z tych odkrytych na nowo podczas podróży na PolandRock. Tym razem bardzo pozytywna, wibrująca mieszanka reggae i ska. Chwilami może przypominać to rzeczy, które znam jeszcze z lat 80, czyli szalone Madness, czy Talking Heads. To że jest melodyjnie to nie minus, a jak najbardziej plus płyty. Ważne jednak żeby poza melodią było też ciekawie w tle, żeby te aranżacje były rozbudowane. A tu właśnie tak jest. I nóżka się kiwa, całe ciało przeszywa prąd, kołyszemy się i nucimy. O to właśnie chodzi.

niedziela, 9 sierpnia 2020

Kierunek Dolny Śląsk, czyli wciąż nam mało

Długa przerwa na blogu, ale ani kompa ze sobą nie brałem, ani nawet jakbym go miał i tak pewnie bym nic nie pisał. Intensywne kilka dni urlopu zaplanowanego na ostatnią chwilę, a potem jeszcze bonus, czyli doba spędzona z przyjaciółmi w drugim końcu Polski. Prawie półtora tysiąca km. w 6 dni. Ale ile wspomnień. I ile zdjęć. Dlatego postanowiłem popełnić kolejną notkę krajoznawczą.
Wracamy w region, który kiedyś już "liznęliśmy" (kto ma ochotę niech zajrzy tu), już jednak wiemy, że będziemy do niego wracać, bo jeszcze wiele przed nami, lista jest dłuuuga, a niektóre miejsca odwiedzone chcemy zaliczyć raz jeszcze. W dobie koronawirusa niestety wiele rzeczy jest mocno ograniczonych (wszystkie atrakcje ekstremalne) lub nie starczyło na nie czasu. Ale po kolei.


wtorek, 16 stycznia 2018

Dyktator - Mariusz Zielke, czyli samotny facet z kotem

Mariusz Zielke gościł już u mnie na blogu przy okazji dwóch powieści, dwie jeszcze czekają na półkach na swoją kolej, a ja wciąż zastanawiam się jak mam potraktować ich autora. Nie chodzi nawet o sam warsztat, bo całkiem sprawnie potrafi pisać thrillery sensacyjne, potrafi stworzyć wrażenie, że sięga po autentyczne tematy, prowadzi dziennikarskie śledztwo, a potem dopiero je obudowuje akcją, wypełnia bohaterami, którzy mają odkrywać prawdę. Kłopot polega na tym, że ten sam chwyt stosowany kilkukrotnie po prostu przestaje działać. Ile razy można jechać na reklamie: nikt nie chce mi tego wydać, bo jest zbyt ostre, zbyt prawdziwe, mogłoby rozwalić całą scenę biznesową/polityczną/sądowniczą, próbują zatkać mi usta, grożą mi, ale ja się nie poddaję i oto udostępniam Wam ten zakazany owoc w formie elektronicznej, bierzecie i czytajcie. Ach, ale oczywiście kupujcie, bo nie ma nic za darmo. Może i jest coś na rzeczy, wierzę że przy pierwszej mogło tak być, ale potem? Za każdym razem podobna sztuczka, argumenty, nowa strona internetowa (teraz zapowiedź całej serii powieści "z kluczem" - odważnych i bez cenzury - www.zkluczem.pl). Przeczytajcie zresztą jak reklamowany jest "Dyktator".

Tak mocnej powieści o polskich elitach jeszcze nie było!
Prezes partii rządzącej jest już zmęczony nieustającym pasmem wyborczych zwycięstw. W skromnym domu na warszawskich peryferiach, u boku ukochanego kota, zmęczony, samotny i osaczony wspomina wzloty i upadki.
„Dyktator” to pełna spisków i intryg, na przemian zabawna i przerażająca historia o tym, do czego prowadzi szerzenie nienawiści i kult jednostki. Powieść została zamówiona przez wydawcę, który zalecał, by promowała sukcesy polskiego rządu. Autorowi wyszło coś innego i powieść trzeba było opublikować poza oficjalnym rynkiem wydawniczym.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Ile można zobaczyć w pięć dni, czyli ruszamy na południe


Dotąd często urządzaliśmy sobie rodzinne wypady w różne miejsca Polski na góra trzy dni, tym razem udało się na ciut więcej, a po uzgodnieniach rodzinnych postanowiliśmy połączyć dwie miejscówki już nam znane: Sandomierz i Ojców.
Jak to zwykle bywało trasa sobie, a rzeczywistość sobie, bo stałe są jedynie punkty noclegowe - poza nimi robimy to na co mamy ochotę, nic na siłę, aby nikt potem nie marudził. Głosowanie: zatrzymujemy się, skręcamy, jemy itp. Czasem zdarzają się też niespodzianki.
Choćby po drodze do Sandomierza: ruiny zamku w Iłży ciut rozczarowały, więc córa stwierdziła, że chce jechać bezpośrednio do celu.
Gdy została przegłosowana w sprawie fabryki porcelany w Ćmielowie (ja przegrałem głosowanie w sprawie Krzemionek i kopalni krzemienia) chodziła naburmuszona strasznie. Do czasu gdy zobaczyła pierwsze cudeńka ręcznie robione i malowane.










sobota, 3 grudnia 2016

Miasto Archipelag. Polska mniejszych miast - Filip Spinger, czyli jadę i nie wiem do końca co tam znajdę, kogo spotkam

Lektura tej książki to nie wszystko, bo mam wrażenie, że warto się zainteresować całym projektem - sam autor mówi, iż w książce zamieścił raptem może z 10 procent zebranego materiału. 31 miast, w każdym z nich raptem po kilka dni, ponad pół roku w trasie, mnóstwo napotkanych ludzi, ciekawych zdjęć. I w efekcie książka. Ale podobno nie skończy się tylko na jednej. 

Byłe miasta wojewódzkie. Straciły swój status w 1999 po reformie administracyjnej, a co za tym idzie zniknęły z oczu stolicy, spadło ich znaczenie, możliwości finansowe. Kiedyś posiadanie Urzędu Wojewódzkiego, władz u siebie, oznaczało konkretne profity, inwestycje, miejsca pracy. A teraz? Jak się tam żyje ludziom po 16 latach? Nie chodzi tylko o pracę, ale co np. można robić w weekendy albo wieczorami? Praktycznie w prawie każdym z nich zmniejsza się liczba ludności, ale może to kwestia szerszych zmian społecznych, emigracji? Czy rzeczywiście jest tak dołująco, jak by można było sobie to wyobrażać?

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Ona wraca na dobre - Grażyna Jagielska, czyli zupełnie nietypowa powieść o kobiecych problemach


Tym razem lektura od Włodka, ale pozwalam sobie dać słowo wstępu. Po prostu po rozmowie z nim, byłem ciekaw na ile będziemy się różnić w opiniach. Dopisuję więc (już po przeczytaniu, po kilku tygodniach) kilka zdań od siebie. Spodziewam się czegoś osobistego w stylu Miłości z kamienia, a nie powieści obyczajowej...

Książki o problemach kobiet są w Polsce pisane według standardowego schematu: kobieta ma problemy emocjonalne, porzucił ją mężczyzna, straciła pracę i sens życia. Wyjeżdża więc na wieś, nad rozlewisko, do rodziców (niepotrzebne skreślić), gdzie w krótkim czasie nie tylko godzi się ze światem i z samą sobą, ale znajduje wielką miłość. Jakże często tak to właśnie jest, prawda?
Grażyna Jagielska napisała zatem całkowicie niestandardową książkę poświęconą swoim problemom. Podróżniczka, żona Wojciecha Jagielskiego, przez całe lata  nie potrafiła poradzić sobie z pasjami męża. Obawy o jego życie paraliżowały ją, a niemożność poradzenia sobie z problemami codzienności doprowadziły do półrocznego pobytu w szpitalu psychiatrycznym.
Książka jest zapisem sposobu, w jaki autorka starała się powrócić do rzeczywistości po pobycie w „psychiatryku”. Okazuje się, że najlepszą metodą na odnalezienie siebie, jest bardzo daleka podróż. Pisarka wyrusza więc w wymarzoną jeszcze w dzieciństwie podróż w głąb amazońskiej dżungli, w górę Rio Negro. Ta podróż ma jej przypomnieć, kim jest, a także: co przynosi szczęście… Czy ta  przygoda faktycznie pozwoli jej dotrzeć do źródeł swoich problemów i unicestwić je? Musicie przeczytać książkę, by się tego dowiedzieć.

czwartek, 31 lipca 2014

3 i pół roku, hip hip hurra, czyli notka krajoznawcza i odrobina radości

Dziś mija 3,5 roku blogowania. I oto w kolejnym miesiącu udało się napisać tyle notek ile dni :) Frajda niesamowita.
Licznik odwiedzin zbliża się do 500 000, a notek nawet nie zauważyłem kiedy zrobiło się ponad 1300.

Po kilku kryzysach i wciąż powracających pytaniach w stylu: co by tu zmienić, Notatnik wkracza w kolejny miesiąc. 

I niby to miesiące wakacyjne, a ja jeszcze przed urlopem i to nawet bez jakichś większych planów... Dobrze, że chociaż jest możliwość organizowania krótszych wypadów. Dziś więc mniej kulturalnie, a bardziej krajoznawczo. I nie zapomnijcie zajrzeć do zakładki z konkursami! Do jutra zgłoszenia, a potem kolejne książki wpadną do koszyka. Po notkach o wyprawach weekendowych w okolice Sandomierza, oraz Biskupina, pora na kolejny region. Polska jest piękna!   
I tylko żal, że tym razem nie całą rodzinką. Trochę się bałem marudzenia albo kłótni moich dziewczyn, którym charakterki z wiekiem raczej się zaostrzają, ale bardzo miło mnie zaskoczyły. Wyjazd okazał się męczący jedynie od strony fizycznej (upały i intensywność zwiedzania).

sobota, 28 grudnia 2013

Polonez na polu minowym - Dorota Wodecka, czyli co tam nam siedzi w głowach i w sercach

Książka do zdobycia w najnowszej rozdawajce (patrz zakładka: konkursy).

Trochę się zawahałem przy wpisywaniu autora, bo tak naprawdę mamy do czynienia z wywiadami i jak to zwykle bywa, ich wartość zależy przede wszystkim od klasy rozmówcy, od tego co ma do powiedzenia, a nie jedynie od talentu samego dziennikarza. Pani Dorota zasługuje na to miano jednak nie tylko ze względu na wybór rozmówców, ale i ciągnięcie tych rozmów w pewnym określonym kierunku. Jak czytam na okładce:

Mocno, ostro, bez litości o współczesnej Polsce i Polakach.
Słaby, rozchwiany, neurotyczny i zakompleksiony zawistnik, czyli obraz patrioty w oczach wybitnych polskich pisarzy.

Hanna Krall, Andrzej Stasiuk, Joanna Bator, Krzysztof Varga, Wojciech Kuczok, Szczepan Twardoch, Magdalena Tulli, Marian Pilot, Janusz Rudnicki, Jan Jakub Kolski, Igor Ostachowicz, Mariusz Sieniewicz, Tomasz Piątek, Ignacy Karpowicz, Eustachy Rylski. Z tego zestawu nazwisk widać, że ta "wybitność" jest trochę na wyrost, bo część z tych pisarzy to ludzie młodzi z niewielkim dorobkiem, zabrakło za to wielu innych naprawdę wielkich. Ale już nie czepiajmy się słówek.

czwartek, 12 lipca 2012

Bon Appetit, czyli marzy mi się knajpa i przygotowanie do wyjazdu

Pamiętacie Rezerwat? Lubicie takie "naturszczykowskie" klimaty? To może spodoba się Wam ten ciekawy krótki dokument Kuby Maciejko. Film zdobył w 2011 nagrodę im. Macieja Szumowskiego na Krakowskim Festiwalu Filmowym, a historia dzieje się na Warszawskiej Woli. To jeszcze bardziej przyciągnęło moją uwagę, bo może nie za dobrze, ale znam tamte rejony, łaziło się trochę w tamtych okolicach, często też mój szlak komunikacyjny (oczywiście autobus albo tramwaj) wiódł właśnie tamta drogą. Człowiek więc trochę ocierał się o lokalną atmosferę - od dresiarzy, aż po starszych ludzi, często nieźle zawianych. To dzielnica Warszawy równie ciekawa jak i Praga, ale niestety coraz bardziej traci swój charakter zabudowywana kolejnymi biurowcami.

środa, 14 marca 2012

Operacja "Chusta" - Tomasz Terlikowski czyli czyje serca krzepi?

Między jedną i drugą "poważniejszą" lekturą czasem najdzie człowieka jakaś ochota na coś lżejszego. Parę miesięcy odkładałem lekturę książki Terlikowskiego i wreszcie doczekała się na swoją kolej i został połknięta w jeden dzień. Jeżeli będziecie przeglądać recenzje tej pozycji to z góry nastawcie się na skrajną dwubiegunowość  - środowiska "konserwatywne" będą książkę chwalić za prawdę, walkę z kołtuństwem, odwagę itd., a "liberalne" zgnoją ją za fanatyzm, nachalność, manipulację itd. Bądź tu człowieku mądry i oceń sam.
Jeżeli chodzi o pomysł to rzecz można by wrzucić do worka pt. political fiction, choć ze względu na to, że dominującą treścią tu są odniesienia do religii to często  modyfikuje się w tym przypadku to określenie na "theological fiction". Prosty zabieg - jeżeli widzę jakieś zagrożenia dla ważnych dla mnie wartości, środowiska to pod płaszczykiem powieści fantastycznej wyolbrzymiając te zagrożenia piętnuję to wszystko co moim zdaniem jest złe - ostrzegam, wskazuję kierunek, który mnie przeraża. Na tym można poprzestać. Terlikowski przy okazji postanowił dać też jednak trochę nadziei, czyli "ku pokrzepieniu serc" myślących jemu podobnie wpisał w ten świat walkę dobra ze złem i bohaterów, który mimo przegranej pozycji nie zamierzają się poddać bez walki. Kto czasem zerka na jego felietony ten pewnie słyszał już te hasła i nawoływanie do wojny, walki, obrony itd. Tu możemy przyjrzeć się trochę temu jak tę walkę sobie wyobraża.

środa, 31 sierpnia 2011

Sandomierz i okolice, czyli notka krajoznawcza i fotograficzna

Tym razem notka mniej kulturalna, ale robię wyjątek i będzie trochę bardziej krajoznawczo. Opisów zbyt duzo nie będzie żeby nie przynudzać, ale za to wrzucam trochę fotek...
Pamiętam pierwsze swoje dłuższe zetknięcie z Sandomierzem i od dawna obiecywałem sobie, że zajrzę w te okolice z całą rodznką, a nie tylko sam czy ze znajomymi z pracy. No i się udało! Wyjazd zaplanowany na 3 dni, różne opisy wydrukowane, mapa mniej więcej rozpracowana, planów co niemiara...