Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teatr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teatr. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 sierpnia 2026

Upiór w kuchni, czyli tym razem w podwójnej dawce z Teatru Telewizji

Do niektórych sztuk powracam kilkukrotnie, zwykle jednak towarzyszy temu spora przerwa, która nie odbiera przyjemności oglądania tego samego po raz wtóry. Tym razem jednak postanowiłem zrobić sobie "seans porównawczy" i z repertuaru Teatru Telewizji (wiadomo gdzie oglądać online prawda?) a dokładniej z sekcji Kobry, czyli Teatru Sensacji wybrałem sobie dwie wersje "Upiora w kuchni". W dodatku obie w reżyserii Janusza Majewskiego tyle że różni je prawie 20 lat. A dla tych, którzy chcą to zobaczyć na żywo wciąż zdaje się jeszcze gra to Teatr Kamienic (pisałem o nim tak). 

To zabawne doświadczenie, gdy słyszysz ten sam tekst słowo w słowo, ale widzisz jak dużo też może włożyć od siebie aktor i pewnie swoje dokłada reżyser. No i autor, który ukrywa się za pseudonimem Patrick G. Clark, by jeszcze bardziej sprawiało to wrażenie brytyjskiej czarnej komedii w starym stylu. 

piątek, 7 sierpnia 2026

Wieczór Trzech Króli, czyli rozłóż się na trawie i po prostu się baw

Drugie moje spotkanie z projektem Szekspir w Parku w tym roku - Wilanów ma klimat i zbudowana w tym roku specjalna scena rzeczywiście jest idealna na takie wieczory, gdy publika na trawie lub na leżaczkach może bawić się przy komediach Szekspira. 

Gdy pisałem o Komedii Omyłek wspominałem, że udaje się klasyczny tekst przedstawić w dość lekki, współczesny sposób. W przypadku Wieczoru Trzech Króli jest jeszcze bardziej na luzie - nawet w strojach, które jedynie delikatnie nawiązują elementami do przeszłości. Gdyby przyjrzeć się fabule to widać jak często pewne motywy u Szekspira się powtarzają - burza, katastrofa statku, bliźniaki, które potem mylone (bo siostra przebiera się za mężczyznę). Skomplikowane to nie jest, fajnie zarysowane są wątki komediowe (muzycy, wuj imprezowicz), choć chwilami mam wrażenie że już całość zaczynała się dłużyć. Dwie i pół godziny bez przerw to jednak dość dużo, nawet przy lekkich spektaklach. 

czwartek, 6 sierpnia 2026

Tomek, czyli jak trudno wyjść z cienia

Przestrzeń 71. Ta scena to nowa siedziba Teatru Druga Strefa na czas remontu. Przestrzeń ukryta w ciszy z kameralną sceną, na której wiele się dzieje. To tu, w ramach ósmej edycji mini-festiwalu #PolacyRobiąTeatr #PolkiRobiąTeatr w lipcu tego roku odbyło się kilka spektakli, a w tym monodramy, które bardzo lubię. Dwa z nich obejrzałam. Przegląd ten prezentuje dorobek polonijnych twórców teatralnych, a gospodarzem projektu jest właśnie Teatr Druga Strefa i jej dyrektor Sylwester Biraga.


Monodram „Tomek” to historia geja, który doznawszy w kraju rodzinnym nietolerancji emigruje do Wielkiej Brytanii i tam próbuje odnaleźć swoją tożsamość i wyjść „z szafy”. To spektakl poruszający i surowy w swojej wymowie. Mówi o samotności i wykluczeniu, a także o tęsknocie za domem, który go odrzuca i strachu za dalszym wykluczeniem. Opisuje też walkę samego ze sobą o własną tożsamość, o odwagę by wyjść z cienia i zawalczyć o siebie. Na scenie autor, reżyser i wykonawca – Sebastian Pałka, aktor, którego tembr głosu wywołuje dodatkowe emocje. Tym głosem powinno się czytać tylko radosne wiadomości, oświadczać światu radość i szczęście, a nie opowiadać dramatyczne przeżycia. Jednak tak skrajne połączenie wywoduje w słuchaczu jeszcze większy smutek, że ta niezawiniona „inność” tak mocno rozdziera od środka. Ten aktor Big Boots Theatre z Londynu momentami nas bawi, ale gdy jest boleśnie szczery – to ogarnia nas wręcz żałość, że jako ludzkość potrafimy być tak podli.

wtorek, 21 lipca 2026

Komedia omyłek, czyli czy Szekspir wciąż bawi

Projekt Szekspir w Parku, czyli wystawianie latem w ogrodach Pałacu Króla Jana III w Wilanowie komedii mistrza ze Stratford ma już dziesięcioletnią tradycję. Ludzie kupują bilet do parku, przynoszą sobie kocyki, leżaki i inne siedziska, niektórzy nawet kosze piknikowe, by w sielskich warunkach oglądać przedstawienia, które mam wrażenie mają w sobie trochę ducha z oryginału. Przecież słynny dramaturg chciał wzruszać i bawić nie tylko bogaczy na dworach, ale wszystkich, którzy mogli za niewielki datek wejść i zająć miejsca stojące pod chmurką.  

Komedia omyłek, nowa produkcja w ich repertuarze, a zarazem jedna z pierwszych sztuk napisanych przez Szekspira, ma w sobie spory potencjał by rozbawić i przyciągnąć uwagę publiczności nawet w takich bardziej warunkach rozluźnionych, gdzie ludzie mogą sobie wstawać, chodzić, rozmawiać, jeść... Ba, robić zdjęcia albo nagrywać filmy, bo ekipa wręcz do tego namawia. Na szczęście nie ma unoszonych w górę telefonów jak na koncertach, bo jednak większość publiki kulturalnie woli cieszyć się po prostu tym co widzą. 

piątek, 17 lipca 2026

Sen nocy letniej, czyli Szekspir pod gwiazdami

Szekspir pod gwiazdami i to w sensie jak najbardziej dosłownym, bo spektakl kończy się już po zachodzie słońca, a oglądamy go w pięknej scenerii Ogrodów Zamku Królewskiego w Warszawie. 

Wybrano na warsztat Sen nocy letniej, jedną z bardziej znanych komedii mistrza, w której nie brakuje przecież fajnego materiału dla popisów aktorskich. Przy dobrej obsadzie to po prostu samograj! Reżyserujący spektakl Jakub Krofta specjalnie nie eksperymentował, postawił raczej na stroje i aktorstwo a nie na scenografię, współczesny język, dodał muzykę i pozwolił by lekka fabuła szła swoim rytmem. I to działa! 

Sztuka mimo że trwa przecież ponad dwie i pół godziny nie ma przestojów, a obecność Puka (akurat ja trafiłem na kapitalnego Bartosza Bielenię) za każdym razem wywołuje aplauz publiczności.  

Premiera rządzi się swoimi prawami, pogodę też trafiliśmy słabą (organizatorzy za to stanęli na wysokości zadania przygotowując dla każdego ciepły koc i pelerynkę od deszczu), różne słabostki zrzucam więc na karb warunków, a mimo zmiennej obsady myślę że kolejne wieczory dostarczą widzom świetnej zabawy. 

czwartek, 9 lipca 2026

Ezi, czyli a jutro komu będziesz kibicował?

W wakacje Teatr Telewizji premier nie pokazuje, za to możemy cieszyć się powrotem do dawnej serii spektakli spod znaku Kobry, a ja uświadomiłem sobie że wciąż sobie obiecuję obejrzenie kolejnych rzeczy już na stronie, a nie piszę o tym co już zobaczyłem. Dziś więc jeden z takich spektakli.

Ezi to spektakl kameralny, ale z ciekawą historią w tle, no i z fajnymi kreacjami aktorskimi. Co prawda nie brakowało głosów, że Zbigniew Zamachowski trochę przerysował postać trenera Kazimierza Górskiego, to chyba jednak było zamierzeniem twórców - wydobyć z niego przede wszystkim sentymenty Lwowiaka. Przecież przeszłość jest tu nawet ważniejsza niż teraźniejszość - postacie spotykają się bo to ona ich łączy, o niej chcą rozmawiać. 

Czy takie spotkanie mogło się odbyć? Pewnie tak. Ernest "Ezi" Wilimowski – genialny napastnik, który przed wojną grał dla Polski, a w czasie okupacji przyjął niemieckie obywatelstwo, mógł przecież próbować rozmawiać z trenerem naszej słynnej jedenastki podczas Mistrzostw Świata w Niemczech w 1974 roku. 

czwartek, 2 lipca 2026

Eks, czyli co zrobiliśmy ze swoim życiem

To chyba jedna z lepszych rzeczy jaką widziałem w tym kończącym się sezonie teatralnym w Warszawie. Wiem - jeżeli to było raptem kilkanaście spektakli to nie mogę twierdzić, że widziałem wszystko, ale mówię o swoich subiektywnych wrażeniach. Świadom też tego, że nie wszystkim pewnie ten tekst podejdzie, bo niestety mam wrażenie że widz masowo szuka tego co lekkie, łatwe i przyjemne. "Eks" dostarcza nam dobrego tekstu i świetnego wykonania, ale bez obietnicy że to będzie w tych klimatach jakie wymieniłem :)


„Eks” Mariusa von Mayenburga w tłumaczeniu Karoliny Bikont to bowiem psychologiczny dramat o tym jak czasem w poukładanych wydawałoby się związkach kotłuje się od emocji, frustracji i goryczy. Dokonaliśmy pewnych wyborów, byliśmy szczęśliwi, dorobiliśmy się nie tylko dzieci, ale i jakiejś stabilizacji... Lepiej jednak nie patrzeć wstecz, bo gdy czasem przyjdzie taka myśl "co by było gdyby?" "czy byłbym w innym miejscu?" może zrobić się niewesoło. Teraz - mając już bliżej do 50 niż do 40 raczej za późno na robienie rewolucji życiowych, można więcej stracić niż zyskać. 

piątek, 26 czerwca 2026

Tygrysice, czyli przecież jeszcze coś nam się od życia należy

Trzy przyjaciółki, wdowy, które po mężach mają na tyle stabilną sytuację majątkową że specjalnie nie muszą się o nic martwić, szukają sposobu na to, by trochę wnieść kolorów do swojego życia. Wymyśliły więc, że skoro wszyscy mogą pojawiać się w TV z różnymi talentami to i one mogą. Co z tego, że może już nie mają po 20 lat, co zwykle kojarzy nam się z girls bandami - one po prostu chciałyby poczuć się jak za dawnych lat: pożądane, w centrum uwagi, obdarzane komplementami. 

Oczywiście są doświadczonymi kobietami i wiedzą, że wielu chętnie by im owe komplementy prawiło ze względu na ich majątki, więc starają się sprawy stawiać jasno: oddzielając interesy i sprawy zawodowe od życia prywatnego. A przynajmniej tak im się wydaje. 

Charyzmatyczny instruktor Julio Torres, zatrudniony by przygotować je do występów przed kamerą, wywraca bowiem ich życie do góry nogami. 

niedziela, 21 czerwca 2026

Iwona, księżniczka Burgunda, czyli no ukłoń się i podziękuj


Po całkiem udanej adaptacji Ferdydurke w Och Teatrze, pojawia się kolejna próba podejścia do Gombrowicza i powiem Wam że naprawdę warto wybrać się na nią do Teatru Ateneum. W dość surowej scenografii, bez wielkich fajerwerków, tym lepiej jednak wybrzmiewa pewna sztuczność i zadęcie ludzi władzy, którzy prezentują pewność siebie, mimo że wewnątrz pełni są lęków i jakichś paranoicznych urojeń. Nikt dotąd nie odważył się im tego pokazać, obnażyć tego jak łatwo nimi wstrząsnąć.  

Przedstawienie w reżyserii Anny Augustynowicz może wydawać się dość "szkolne", może nawet upraszczające pewne myśli które próbował przekazać Gombrowicz, ale nie ma co się za to obrażać, tylko może właśnie za to docenić? Nie ma kombinowania, na siłę wpychania współczesności, kto przecież odczyta przesłanie, będzie widział jak ono może się przekładać na analizę mechanizmów władzy, na to jak czasem mimo sprzecznych interesów, ci na górze potrafią łączyć siły byle usunąć kogoś kto ich kłuje w oczy. 

środa, 17 czerwca 2026

Chłopki, czyli kobieta NIKT


Szczerze powiem, że nie miałam ochoty na „Chłopki” w Teatrze Współczesnym. Nie dlatego, że książka Kuciel-Frydryszak mi się nie podobała, bo wręcz przeciwnie, ale się bałam, że znów mi się nie spodoba adaptacja. Wcześniej obejrzałam (w ramach Spotkań Teatralnych) spektakl oparty na tej książce w wystawieniu Teatru z Legnicy. I zwątpiłam w teatr. Rozumiem, że wyraz artystyczny twórców teatralnych może być różny, rozumiem, co chciał przedstawić duet Piaskowskiego i Sulimy, ale w moim mniemaniu poszli w taką stronę i tak daleko, że nie powinni powoływać się na książkę Kuciel-Frydryszak. I nie ja jedna miałam takie odczucie. Rozumiem prowokację, ale nie muszę jej jako widz przyjmować i się z nią godzić, zwłaszcza w odniesieniu do tej książki.


Teraz jestem szczęśliwa, że obejrzałam spektakl „Chłopki” we Współczesnym w reżyserii Sławomira Narlocha, którego premiera odbyła się w grudniu 2025 roku. Tworząc teatralną adaptację książki „Chłopki. Opowieść o naszych babkach” Joanny Kuciel-Frydryszak stworzył wydarzenie nieoczywiste, w którym pamięć jego własnej prababki splata się w całość z losami bohaterek książkowych. I nie jest to obraz sielski, anielski. To obraz kobiet sprowadzonych do roli roboczego wołu, rzeczy, którą można kopnąć, nałożnicy, którą można wykorzystać. Nie dziwi więc, że wiejska dziewczynka marzy by być krową, bo wtedy wszyscy by ją szanowali. To nie jedyne marzenie dziewczynek ze wsi wprzęganych w pracę na roli od najmłodszych lat aż do śmierci, zmuszanych siłą do uległości, niewidocznych dla innych. Marzących o rzeczach dziś dla nas oczywistych: butach, możliwości nauki, spokojnym życiu, decydowaniu o sobie. O to wszystko co teraz jest dla nas normalne pokolenia naszych prababek i babek musiały walczyć z determinacją godną gladiatora. I walczyły. Z siłą jakiej się po nich nikt nie spodziewał. Lub umierały cicho, wyczerpane do cna mozołem pracy ponad siły, wielokrotnym rodzicielstwem, za które często były obwiniane lub niezawinionym odrzuceniem. A mimo to parły do przodu wyrywając skrawek po skrawku to co im się należało od życia.

niedziela, 14 czerwca 2026

Złotowłosy, czyli pomarańczowe znikanie w Czarnej Dziurze

Nowe miejsce na kulturalnej mapie Warszawy, czyli „Przestrzeń 71” to tymczasowa siedziba Teatru Druga Strefa na czas remontu - Modzelewskiego 71. Jednak atmosfera ta sama – kameralne wnętrze, uśmiechnięci ludzie, dyrektor sprawdza bilety 😊. Ta „nowa” przestrzeń teatralna nadal daje głos ludziom młodym, tym którzy mówią o sobie także własnym głosem, a nie tekstem innych. Na tej scenie może stanąć teatr z zagranicy, performer czy iluzjonista. Teatr nieszablonowy, ciekawy, myślący. Również dający przestrzeń inności. 

 

Spektakl „Złotowłosy” to coś pomiędzy monodramem a muzodramem. Intymna opowieść dopełniana dźwiękiem. Opowieść o dziecku/mężczyźnie z włosami koloru starego złota… czyli rudym. Opowieść rozpięta między dzieciństwem w objęciach kochającej matki a wiekiem przed pięćdziesiątką, kiedy zaczynamy spoglądać na nie wstecz. Kiedy zaczynamy wspominać i rozliczać: czego w naszym życiu było najwięcej, co najlepiej pamiętamy, do czego przywykliśmy nawet wbrew sobie.

czwartek, 4 czerwca 2026

Przed wschodem/przed zachodem, czyli to tylko/aż jeden dzień

MaGa: Premiera kolejnej sztuki Teatru WARSawy odbyła się w grudniu 2025 roku, ale dopiero teraz zdołałam ją obejrzeć. Ten urokliwy spektakl zagrany na gościnnych deskach Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego większość widzów przeniesie w krainę pierwszych zauroczeń i pierwszych uczuć, co zapewne wywoła nutkę nostalgii.


Robert: Nie ukrywam, że po stracie sceny przez Teatr WARSawy mocno brakuje mi regularnych spektakli od tego teamu, na szczęście Adam Sajnuk jako reżyser pojawia się też w innych miejscach. Korzystanie z gościnnych scen na pewno utrudnia jakąś regularność w pokazach, cieszy jednak że wciąż pojawiają się nowe rzeczy. Choć szczerze przyznam, iż Przed wschodem/Przed zachodem uważam za jedną ze słabszych rzeczy w repertuarze tego teatru i tego reżysera. Nie tylko dlatego że porównania do filmu (pisałem o nim tak) wciąż są w głowie. Po prostu nie udaje się wyjść poza to jedno spotkanie (w trylogii się udało), pozostajemy więc trochę na banalnych dialogach w miarę młodych ludzi, którzy z jednej strony są siebie ciekawi, a z drugiej nie są gotowi by się deklarować na coś stałego. 

wtorek, 26 maja 2026

Prałat, czyli nie zasługujesz na spektakl o sobie

Zbieram się i zbieram do napisania o "Prałacie" z Teatru TV, spektaklu dyskutowanym, chwalonym, a ja mam jakoś mieszane odczucia wobec niego. To nie jest tak, że postać Księdza Henryka Jankowskiego nie zasługuje na ostrą ocenę czy obronę, jednak pewne zabiegi zastosowane przez Michała Kmiecika i Marcina Libera nie do końca rozumiem. 

Przecież próba zmiany perspektywy: powiedzmy coś wreszcie z punktu widzenia ofiar, a nie sprawcy, nie czyńmy go najważniejszą i najciekawszą postacią i tak nie do końca się udaje - to właśnie jego postać grana przez Rafała Dziwisza stoi w centrum, nawet jeżeli próbujemy ją ośmieszać i czynić słabą. Ba, powiem nawet więcej: narracja "to ja jako diabeł go namówiłem" i Jankowskiego "to nie moja wina", raczej powiedziałbym że rozmywa zbrodnie i całe czynione zło, niż je podkreśla. 

Postać "Złego" (Juliusz Chrząstowski), który czuje się dumny z tego jak wodzi na pokuszenie i podsuwa różne swoje wskazówki by rozszerzać ciemność na ziemi może i jest ciekawa, stawianie jednak znaku równości pomiędzy pedofilią, strzelaniem do robotników czy wyborem papieża jako przejawami zła, wydaje się słabym żartem albo grubą prowokacją.  
Brawa na pewno za podjęcie tematu. Zobaczenie postaci trzęsącej się ze strachu, tłumaczącej, zamiast pełnego pychy prałata (on nigdy nie przepraszał za swoje słowa i czyny) daje też jakąś satysfakcję - nie umknął on sprawiedliwości jak w rzeczywistości. 

sobota, 23 maja 2026

Umińska, czyli kochałam, zabiłam, a sama żyję choć nie wiem po co

Wśród różnych wypadów teatralnych zdarza mi się korzystać z zaproszeń na spektakle, które można nazwać bardziej "efemerycznymi", czyli granymi na zaprzyjaźnionych scenach, rzadko, na niewielkich salach. Czasem nawet czuję się rozdarty - jak mam coś polecać innym, skoro nie wiadomo czy dadzą radę w ogóle to gdzieś upolować. W przypadku "Umińskiej" wiem o jeszcze jednym terminie tj. 19 czerwca i w sprawie wejściówek warto uderzać do Białołęckiego Ośrodka Kultury "Przystań" na Modlińskiej w Warszawie. Czy będą kolejne pokazy nawet nie wiem. 


Nie mówi Wam nic nazwisko wymienione w tytule? Tym bardziej ukłony dla twórców spektaklu i Fundacji Związek Impulsywny za opowiedzenie tej historii, bo też jest ciekawa jak mało która. Stanisława Umińska była utalentowaną aktorką w latach 20-stych XX wieku Teatru Polskiego Arnolda Szyfmana w Warszawie. Zdolna, młodziutka dziewczyna zwróciła na siebie uwagę, dość szybko jednak nawiązała związek, który naznaczył jej całe życie. Zakochana z wzajemnością w jednym z najbardziej utalentowanych artystów tego czasu – Janie Żyznowskim (dziś też mało znanym, bo cenzura w PRL zacierała ślady po jego twórczości podobnie jak np. w przypadku Ossendowskiego), mężczyźnie sporo starszym od siebie, miała nadzieję na bajkę...

sobota, 16 maja 2026

Zapętlona, czyli ból jest zawsze, ale cierpienie jest opcjonalne

Najnowsza premiera w Teatrze Polonia to kolejna świetna rola Krystyny Jandy, więc zapowiada się że to będzie spektakl na który bilety będą znikać jak świeże bułeczki (tak jak na Żar).


Jak się dostanie dobry scenariusz, mięsiste dialogi, to i aż przyjemność w tym grać! A "Zapętlona" autorstwa Matthew Lombardo i w świetnym tłumaczeniu Andrzeja Kłosińskiego to wszystko ma. Janda może nie zaskakuje czymś zupełnie nowym, ale wkłada tyle emocji i życia w tę rolę, że ma się ochotę bić brawa na stojąco. Postać Tallulah Bankhead, onegdaj sławnej amerykańskiej aktorki filmowej i teatralnej, dziś pewnie u nas raczej nie budzi żadnych skojarzeń, może jednak właśnie dzięki temu nie oglądamy jedynie portretu konkretnej osoby, a pewien model (niestety powtarzalny), w którym odbija się wiele karier, które skończyły się za szybko. Alkohol, leki, imprezowy styl życia, nieustanny wyścig z czasem, bo to przecież urodzie i młodości zawdzięczało się początek kariery... A potem? Potem najczęściej już jedynie plotki, współczucie albo obgadywanie za plecami. I pustka, której nie zawsze potrafi się zapełnić. 

czwartek, 14 maja 2026

Made in Poland, czyli ile można czuć się wkurwionym

Jutro coś nowszego, w sobotę może kolejny spektakl, jednak cykl notek teatralnych zaczynam od czegoś starszego. Jak patrzyliśmy na naszą rzeczywistość na przełomie lat 90 i 2000, jak to się zmieniło dziś. Spektakl pełen emocji, języka ulicy, buntu, a jednocześnie mający w sobie prostotę bajki, która stawia bohatera przed wyborami dobra i zła. Tyle że gdy jest totalnie zagubiony, wcale niełatwo mu wybrać. Szuka autorytetów i wciąż się zawodzi, szuka kogoś kto go pokocha, ale czy potrafi to docenić, uszanować...  

Made in Poland w reżyserii Przemysława Wojcieszka ma w sobie surowość, choć dziś pewnie ona nie zaskakuje tak bardzo. Film chyba nas oswoił z brutalnością, ponad 20 lat temu taki spektakl mógł jednak nieźle szokować. 

Zachęcam więc do tego żeby go odnaleźć - jest w całości nagranie profesjonalne dokonane chyba dla telewizji i dostępne na platformie na Y. 
Kapitalna obsada i możliwość zobaczenia ludzi, których znamy potem z zupełnie innych ról, to ogromna frajda. 

piątek, 24 kwietnia 2026

Co po Grace? czyli koniec jednego to początek nowego

MaGa: Kolejna udana premiera w Teatrze Polonia. Tym razem w reżyserii Krzysztofa Dracza. Efektowna i jednocześnie emocjonująca sztuka Carey Crim rozpoczyna się jak komedia romantyczna. Oto budzi się obok siebie w łóżku dwoje dojrzałych osób, które spotkały się dzień wcześniej w kościele, na pogrzebie Grace.


Robert: To że dojrzałych, już jest trochę przełamaniem schematu, bo przecież w komediach romantycznych zawsze mamy bohaterów pięknych i młodych. A tu? Powiedzmy że doświadczonych życiowo. Ale czy nie wolno im się czasem zapomnieć, zatracić, iść na całość? Może tego właśnie potrzebowali. I choć cała sytuacja mogła wydawać się mało romantyczna, wszystko odczytywali jako znaki, że to właśnie miał być ten wieczór. 
A gdy już trochę trzeźwiejsi budzą się rano, może i nie żałują, ale zaczynają się zastanawiać że może warto było choć trochę o tym drugim się dowiedzieć. Nawet jeżeli więcej mają się nie spotkać. 

piątek, 17 kwietnia 2026

Retro Queen – Danuta Rinn, czyli kto ma tyle wdzięku co ja?

MaGa: Klub Tragediowy przy Teatrze Rampa stworzył przemiłe „spotkanie po latach” z Danutą Rinn, aktorką pierwszego zespołu Teatru na Targówku, późniejszą piosenkarką estradową, której piosenki nuciła cała Polska. Nie nazwę go muzodramem, bo choć były tam i refleksyjne tematy to całość utrzymana była w tonacji „lekkiej, łatwej i przyjemnej”, a w rolę Danuty Rinn wcieliła się Agnieszka Masłowska, która z niebywałym wdziękiem unosiła nad sceną zarówno charyzmę jak i tuszę niegdysiejszej wykonawczyni „Biedroneczki są w kropeczki” i innych przebojów.


Robert: Zaskakująco sympatyczny to był wieczór, choć pewnie najlepiej będą bawić się ludzie, którzy choć troszkę pamiętają Panią Danutę, czyli tych którzy urodzili się i wychowywali choćby w latach 70 czy 80. Z jednej strony brawa za przypomnienie repertuaru i osobowości artystki, ale jest coś jeszcze mam wrażenie, co sprawia że to nie tylko samo wspomnienie. Życiorys Rinn posłużył tu bowiem do refleksji nad tym jak radzić sobie w życiu z różnymi niepowodzeniami, kompleksami, szufladkami w które cię wpychają, hejtem czy śmiechem. 

czwartek, 16 kwietnia 2026

Wczoraj byłaś zła na zielono, czyli Nie oceniaj. Słuchaj!

Odnoszę wrażenie, że ten spektakl przekazał mi większą wiedzę o autyzmie niż niejedna książka czy wykład na ten temat. Ten spektakl chłonie się przez skórę, wydobywa wiedzę z kakofonii dźwięków i ciszy, z krzyków i szeptów.


To opowieść matki autystycznej córki. Opowieść trudna, bolesna i pełna miłości. Oparta na autobiograficznej książce Elizy Kąckiej o tym samym tytule. Anna Augustynowicz – reżyserka stworzyła spektakl niepowtarzalny, inny od dotychczas oglądanych, wypełniony dźwiękami, które rozkładają nierówno emocje, raz są za a raz przeciw bohaterkom na scenie.

23 i pół godziny, czyli reszta to niepewność

M wraca do pisania więc doklejam jej wpis nt. A planety szaleją, które z małej sceny przeszły teraz na dużą w Teatrze Współczesnym i niedługo od niej jeszcze jeden, a potem jeszcze dwa dialogowane. 

***

Po drodze mi z Jarosławem Tumidajskim i jego sposobem prowadzenia narracji sztuk teatralnych. Lubię jego dbałość o wszystko co się dzieje na scenie, sposób prowadzenia aktorów, czy choćby oprawę muzyczną, której sam dokonuje. Nie dziwi więc, że i ten spektakl Teatru Współczesnego - w moim mniemaniu - jest „całkowity” i bardzo dobry. Dotyka tematu molestowania i przemocy seksualnej wobec kobiet, który w niedalekiej przeszłości przybrał formę międzynarodowej, głośnej akcji Me Too. Autorka sztuki, Carey Crim, była jedną z pierwszych, które nagłośniły ten temat, jednocześnie pokazując i analizując wszystkie aspekty powstałej akcji. Minęło od niej kilka lat i już wiemy, że pod jej szyldem działy się sprawy, których być nie powinno, choć tych prawdziwych, potwierdzonych faktami było zdecydowanie więcej. Jednakże zdarzały się oskarżenia zupełnie bezpodstawne, powodowane złością, zazdrością, zemstą, lecz również chęcią zaistnienia, zwrócenia na siebie uwagi, które powodowały natychmiastowe i bardzo dotkliwe skutki dla posądzonych a hałas wywoływany przez media biegnące za sensacją powodował, że zasada „domniemanej niewinności” przestawała funkcjonować. I co wówczas?