Podobno premiera w Teatrze Telewizji Króla Maciusia Pierwszego w ostatni poniedziałek przyciągnęła przed telewizory jakieś rekordowe tłumy, a ja z przyjemnością znalazłem się wśród nich. Nawet nie ze względu na jakiś wielki sentyment do tekstu Janusza Korczaka, ale ze względu na fantastyczną obsadę. No i ciekawość czy znowu będziemy mieli do czynienia z jakąś przewrotną próbą reinterpretacji i wyciągania z tekstu czegoś co zdziwiłoby pewnie autora (oj zdarzało się). Oczywiście to baśń, z której morał może być niezłą lekcją i dla młodych (nie wszystkie pomysły są realne i sensowne) i dla dorosłych (jak wiele z dobrych pomysłów niszczymy bo mówimy: chcemy by było tak jak dotąd). I choć poruszamy się w realiach baśniowych - królestwo, dwór, służba - to przecież przesłanie wcale tak wiele nie traci na aktualności. Zdziwienie: jak można bić dzieci, wciąż u jednych budzi zgrozę, a inni wzruszają ramionami i odpowiadają: a czemu by nie...
Dość klasyczna to adaptacja, ale bardzo zgrabna. Może i sztucznie wpleciono piosenki, czy fragment z przygodami wojennymi, nie zgrzyta to jakoś bardzo mocno. Największy nacisk położono na relację młodego króla z doradcami i jego próby zwrócenia uwagi na to, że dorośli powinni częściej słuchać dzieci, by dowiedzieć się czego one tak naprawdę pragną i potrzebują. Czy dorośli wiedzą to lepiej? Cóż... Świat się zmienia, a oni mogą jedynie powiedzieć: za moich czasów... :)
Na pewno taki sposób poznawania sławnych ludzi, może się podobać. Aleksandra Czornyj dodała barwne ilustracje, ale to tekst ma przyciągać uwagę. Bez przeładowania datami, nazwiskami, w zgrabny sposób wprowadzający w czasy w jakich żył bohater. Przecież dokonania Amundsena trudno oderwać od jego dumy z tego, że oto odrodził się jego kraj, przez długi czas pod panowaniem Szwecji. Młodziutkie państwo jakim była Norwegia nagle było na ustach całego świata, bo jego reprezentant podjął się zadania, które okazało się zbyt trudne dla wypraw lepiej wyposażonych i z dużymi finansami.






















