Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
piątek, 28 sierpnia 2026
środa, 26 sierpnia 2026
Milczenie - Marek Stelar, czyli to były takie dziwne czasy...
Znowu trochę pokićkałem w ramach serii, czyli po drugim tomie, zamiast sięgnąć po pierwszy, poleciałem z trzecim :( I niby każdy to oddzielna sprawa, a jednak zawsze możliwość przyglądania się życiu prywatnemu bohatera jest jakimś ważnym dodatkiem, bo to wszystko ma wpływ na jego pracę. Zwłaszcza że Aspirant Przeworski, zesłany w tomie drugim na peryferia, teraz wraca do Szczecina po awansie, za to z porozwalanym życiem uczuciowym.
Stelar umiejętnie wykorzystuje wątki historyczne, dobrze wydaje się znać region i dlatego też mam wrażenie tak dobrze się to czyta. Nie są to jakieś oczywiste historie, ale zawsze dorzuca trochę mniej znanych ciekawostek (np. teraz o akcji Bricha, czyli przerzucaniu Żydów już po zakończeniu wojny przez granicę zachodnią), zgrabnie też splata nitki pomiędzy współczesnością a przeszłością.
wtorek, 25 sierpnia 2026
O czy wie Marielle, czyli dlaczego ze sobą nie rozmawiamy otwarcie
poniedziałek, 24 sierpnia 2026
Kamienie musiały polecieć - Anna Prymaka-Oniszk, czyli wymazywana przeszłość Podlasia
Takie książki powinny stanowić część jakiego kanonu lektur, nie tylko dla młodych, ale i dla dorosłych. Nie ma bowiem nic lepszego na różne chore idee o tym jak to "Polska tylko dla Polaków", jak lepsze poznanie tych "innych", o których czasem wolimy nie pamiętać że są inni. Udajemy że mamy wspólną historię, wspólne wspomnienia, tradycje, tak samo myślimy, mówimy... Owszem, wiele nas łączy, żyjemy w tym samym kraju, ale poznanie tych różnic jest bardzo ważne, zwłaszcza że tak wiele zła już doświadczyły w przeszłości te rodziny od tych, którzy walczyli "z innymi". Wystarczyło czasem inne nazwisko, czasem wyczuwalny akcent, jakieś naleciałości, a czasem po prostu to, że ktoś zamiast do kościoła chodził do cerkwi. Sąsiad, człowiek który żył od dziesiątek lat w tej samej wsi, może się w niej urodził, nagle okazywał się niewystarczająco dobry, gorszy od tych, którzy może sprowadzili się tu przed rokiem czy dwoma...
To nie było też tak, że tak było zawsze, ale w historii czasem pojawiały się takie chwile, gdy nagle takie głosy i nastroje zyskiwały na popularności, gdy wskazanie "wroga" uważano za panaceum na wszystkie problemy. Czasem zawinił polityk, czasem może duchowny, który to wspierał, potem wystarczała jakaś plotka, obmowa, oskarżenie i nawet nie ważne było ile w tym prawdy, bo łatwiej było uwierzyć "swojemu".
sobota, 22 sierpnia 2026
Ostatni dom, czyli przeżyliśmy bo...
Pal licho nielogiczności, dziury fabularne w tym co ma być tym zagrożeniem, czyli potworami, które przychodzą wraz z deszczem, jakimś dziwnym sposobem na zamykania ludzi w czterech ścianach. W sumie przez długi czas jakoś nie zwraca się bardzo na to uwagę, z ciekawością obserwując kolejne kryzysy (ale też nie wszystkie, bo prąd, woda, gaz pozostały dostępne prawie do końca) i szukanie rozwiązań bez użycia nowoczesnych technologii. Największe rozczarowanie jednak przynosi ostanie kilkadziesiąt minut, finałowe starcie z zagrożeniem, gdzie ilość absurdów już po prostu czyni ten film totalnie niepoważnym. Bez tej końcówki, może i uznałbym to za niezłą rozrywkę, bo atmosfera niedopowiedzeń, niepewności była całkiem ciekawa.
Obcy raz atakują, raz nie. Zwierząt nie. Co to za dziwne zagrożenie?
Bajeczka. A przecież miał być thriller S-F.
No i to przesłanie - wszyscy dookoła umierają, ale nasz dom jest silniejszy, bo jesteśmy wspaniałą rodziną... Ech. Nawet jak na kino familijne robi się dziwnie słodko i nierealistycznie.
piątek, 21 sierpnia 2026
Duch w szpitalu - Róża Hajkuś, czyli jak wydobyć z ludzi dobro
Hmmm, okładka w stylu "Zanim wystygnie kawa", opis też trochę obiecuje coś podobnego, Róża Hajkuś jednak proponuje coś innego. Niby jest duch, jakiś element magiczny, który stara się popychać bieg wydarzeń albo przynajmniej w niego ingerować, bo nie zawsze mu wychodzi, jednak cała historia dużo mocniej ciągnie w stronę obyczaju, spraw życiowych, nie obiecując tak jak często mamy to w tych azjatyckich historiach, rozwiązania wszystkich problemów.
I powiem Wam że to mi się nawet bardziej podoba. Te realia polskie, miejsce akcji które autorka dobrze zna (bo jest lekarzem), humor, jakby znajomi bohaterowie nie tylko nie ujmują uroku temu co przyciągało do pełnych ciepła książek z Japonii czy Korei jakich mamy wysyp na rynku, ale nawet jeszcze lepiej się to czyta. Odchodzi oczywiście element odmiennej kultury, egzotyki, za to jest jakoś tak swojsko. Z tym całym naszym polskim marudzeniem, wypaleniem, skupieniem na sobie, różnymi problemami. A pewnego ciepła i wiary w ludzi, w dobro i tak nie brakuje.
czwartek, 20 sierpnia 2026
Upiór w kuchni, czyli tym razem w podwójnej dawce z Teatru Telewizji
Do niektórych sztuk powracam kilkukrotnie, zwykle jednak towarzyszy temu spora przerwa, która nie odbiera przyjemności oglądania tego samego po raz wtóry. Tym razem jednak postanowiłem zrobić sobie "seans porównawczy" i z repertuaru Teatru Telewizji (wiadomo gdzie oglądać online prawda?) a dokładniej z sekcji Kobry, czyli Teatru Sensacji wybrałem sobie dwie wersje "Upiora w kuchni". W dodatku obie w reżyserii Janusza Majewskiego tyle że różni je prawie 20 lat. A dla tych, którzy chcą to zobaczyć na żywo wciąż zdaje się jeszcze gra to Teatr Kamienic (pisałem o nim tak). To zabawne doświadczenie, gdy słyszysz ten sam tekst słowo w słowo, ale widzisz jak dużo też może włożyć od siebie aktor i pewnie swoje dokłada reżyser. No i autor, który ukrywa się za pseudonimem Patrick G. Clark, by jeszcze bardziej sprawiało to wrażenie brytyjskiej czarnej komedii w starym stylu.
środa, 19 sierpnia 2026
Za wszelką cenę, czyli a nie lepiej byłoby w dwugodzinnym filmie?
I jeszcze jedna produkcja, która ma podobny motyw w fabule - dla dziecka zrobisz wszystko. Za serialem stoi Harlan Coben, którego Netflix eksploatuje aż do przesady, no ale co zrobić, skoro widzowie kochają jego historie. Nawet jeżeli potem na ekranie twórcy robią z nich coś dziwnego, zatracając nie tylko klimat, ale i logikę.
Może w trakcie lektury to nie rzuca się tak bardzo w oczy, ale gdy musisz rozciągnąć to na 8 godzin i cały czas podkręcać atmosferę by utrzymać tempo, nic dziwnego że widać grube szwy jakimi próbuje się to wszystko zszywać i nielogiczności. Lepiej naprawdę czasem byłoby zostawić pewne wątki, skupić się na tym co najważniejsze, by nie zmuszać widza by 8 godzin czekał na finał, który w dodatku go rozczaruje. Im dalej tym bowiem jest słabiej...
Ofiara - Anna Potyra, czyli niby żona była, ale dla córki jestem gotów na wszystko
A wszystko zaczyna się porwania dla okupu córki Ewy Karpińskiej. Jej ojciec który miał zgromadzić pieniądze, bogaty biznesmen wylądował po zawale w szpitalu i to ona będzie musiała zająć się kontaktem z porywaczami. Na szczęście ma wsparcie w byłym mężu, który przejmie całą sprawę. Gdy bowiem wszystko się posypie, jedynym sposobem na odszukanie porwanej, będzie próba odpowiedzi na pytanie: kto im to zlecił, czyli kto aż tak wielkie miał żale do milionera...
wtorek, 18 sierpnia 2026
Gorzkie święta, czyli z tego cierpienia zrobię sztukę
Pedro Almodóvar w swoim najnowszym filmie sięga po ciekawy dylemat: czy twórca ma prawo wykorzystywać ból innych do tego by wykreować ciekawą historię. To że sięga się po motywy autobiograficzne to rozwiązanie częste, ale czy myśli się o tym że w naszym otoczeniu są też inni, którzy nie tylko mogą się w pewnych postaciach i scenach rozpoznać, mogą potem z tego powodu cierpieć?
Pojawia się też w Gorzkich świętach wątek wypalenia, niemocy twórczej, ba nawet depresji i wsparcia jakie otoczenie buduje wokół bohatera - w końcu jest wielkim artystą i o niego trzeba dbać. Czy trzeba więcej by w scenariuszu nie doszukiwać się własnych refleksji Almodóvara nad tym jak powstają jego historie, z jakimi dylematami sam się czasem mierzy. I to jest tu najciekawsze.
poniedziałek, 17 sierpnia 2026
Tribute to Queen, czyli czy to wciąż może brzmieć tak samo
Ot, ciekawostka, do mojego miasteczka, w ramach koncertów letnich w plenerze zapraszani dotąd byli muzycy i zespoły, którzy gdzieś już mocno zaistnieli w przestrzeni muzycznej, a tu proszę - zespół o którym niewiele wiadomo, a reklamuje się go że jako jedni z nielicznych mają glejt od fan clubu międzynarodowego Queen, że robią to dobrze.
Dopiero potem ze zdumieniem odkryłem że za nazwą Ambitus kryje się raczej nie jeden zespół ale cały projekt menadżerski, do którego potem dopraszani są różni muzycy (można sprawdzić tu). Grają nie tylko covery Queen w wersji rockowej lub akustycznej, ale też np. Stinga, klasyki rockowe, Grechutę a nawet przeboje Zenka grane w wersji latino... No przyznacie że trochę pachnie to chałturzeniem jakby wszystko jedno było im co grają. Nie można jednak przecież przekreślać z tego powodu muzyków, tylko trzeba dać im szansę i sprawdzić jak to robią? Może jednak jest to nie tylko profesjonalne, ale i wkładają w to serducho?
niedziela, 16 sierpnia 2026
Szklany ogród - Tatiana Țîbuleac, czyli o tym co trudne można opowiadać w piekny sposób
Wśród masy kryminałów, thrillerów, które wiadomo że połyka się szybko i równie szybko zapomina pojawiają się wśród lektur takie tytuły, które może czyta się wolniej, ale smakują wybornie. I pamięta się o nich potem jeszcze długo.
Na tegoroczny finał WOŚP udało zdobyć się dwie powieści Tatiany Țîbuleac z autografem (dzięki Książkowe Klimaty), przy okazji jedną z nich udało się przeczytać, na drugą (Lato gdy mama miała zielone oczy) jeszcze będę polował, bo opinie stawiają ją jeszcze wyżej. O ile wędrówki po mapie lub w realu, czytanie reportaży, może i dadzą jakąś możliwość poznania jakiegoś kraju, regionu, to spotkanie z literaturą daje nam coś jeszcze więcej. Tu często miesza się mentalność, teraźniejszość, historia, podejście do sąsiadów, kuchnia, kultura, język, tradycje... Szczególnie w przypadku mniejszych krajów, o których niewiele wiemy, myślę że to może być cenne doświadczenie. Mołdawia, bo w tym przypadku autorka pisze właśnie o tym miejscu, pojawia się w naszych mediach trochę przy okazji wpływów Rosji, polityki, niewiele jednak chyba wiemy na temat ich historii i problemów.
Szklany ogród daje okazję do takiego przyjrzenia się trochę bliżej temu jak różne grupy etniczne mogły patrzeć na to co tam się działo.
sobota, 15 sierpnia 2026
Sądny dzień Carla - Matt Dinniman, czyli nie chcę zabijać bo wam się tak podoba
Nie tak dawno pisałem o pierwszym tomie cyklu, a tu trafiła się dłuższa podróż autem i audiobook z dwójką okazała się w sam raz na samotną jazdę. Odpowiednia dawka akcji, humoru, a jednocześnie nic na tyle skomplikowanego by nie tracić wątku gdy przez moment jesteś bardziej skupiony na tym co dzieje się na drodze.
Zerknijcie w spisie przeczytanych na notkę o tomie pierwszym, bo nie mam zamiaru streszczać, a Sądny dzień Carla to kontynuacja którą trudno czytać w oderwaniu - będziecie zbyt pogubieni. No bo jak zrozumieć ten dziwny duet: facet i gadający kot, którzy nagle mają możliwość znaleźć się w pierwszej dziesiątce graczy uwięzionych w podziemiach? Ludzi którzy walczą o przejście na kolejne poziomy i próbują nie zginąć jest jeszcze chyba kilkaset tysięcy, więc to osiągnięcie jak się patrzy. Fakt - są oryginalni, a kotka ma taką charyzmę, że potrafi każdego przegadać i liczba ich fanów wciąż rośnie. Ale też narobili sobie trochę wrogów, więc wciąż muszą walczyć o życie z coraz trudniejszymi przeciwnikami, a wychodzą z tego raczej cudownym trafem niż siłą i sprytem. A tu przecież trzeba spektakularnie wygrywać, żeby nie tracić zainteresowania podglądających ich walki...
piątek, 14 sierpnia 2026
Zaleca się kolejnego kota - Shō Ishida, czyli naprawdę to ma mi pomóc?
Najpierw dla przypomnienia notka o pierwszej części tego cyklu: kliknij tu.
Moda na tego typu ciepłe historie nie mija, a już gdy pojawiają się w tle koty, to już robi się szczególnie sympatycznie. Nic dziwnego że powstała kontynuacja. Powracamy do tajemniczej poradni Kokoro, do której trafiają ludzie, którzy mają jakiś problem. Nikt przypadkowy tu nie trafi, bo jakoś dziwnie wszystkie uliczki mu się plączą, nikt nie podpowie drogi, twierdząc że takie miejsce nie istnieje. Ale ci którzy tam trafią, nawet jeżeli będą się dziwić atmosferze tego miejsca, z czasem będą polecać je kolejnym osobom.
Dziwnie oschła recepcjonistka, szalony lekarz, który twierdzi że na wszelkie zmartwienia najlepszą receptą jest... kot. I natychmiast wręczają ci klatkę z jakimś kociakiem i torebkę z podstawowymi produktami do opieki.
czwartek, 13 sierpnia 2026
Małżeńskie porachunki, czyli wezwijmy zawodowca
Zabawa całkiem niezła, choć to zdecydowanie humor skandynawski, mocno pokręcony i fabuła pełna schematów. Na Zachodzie to norma w scenariuszach komediowych, że jak człowiek ze wschodu do oczywiście alkoholik, taka więc przypadła tu rola Marcinowi Dorocińskiemu. Wiecznie napruty, jednocześnie jednak jest "zawodowcem", czyli nie ma skrupułów, by zabić gdy ktoś go wkurza. A że wkurzają go ludzie często, nawet sami zleceniodawcy trochę się go obawiają.
Wymyślili sobie, że pozbędą się żon, bo rozwód może ich dużo kosztować, a ewidentnie w tej chwili małżonki już się nimi znudziły, więc nie zamierzają być na każde zawołanie jakby sobie panowie życzyli.
Cham z kulą w głowie - Ziemowit Szczerek, czyli burdel straszny, nikt nie ogarnia, ale winę jak zwykle zwala się na przeszłość, zaborców i obcych
środa, 12 sierpnia 2026
Sierociniec - Jakub Rutka, czyli cicho dziatki, już bez słowa
Niby nie ma wielkiej brutalności i dosłowności, mimo wszystko to czego się domyślamy po drodze może sprawić że ciarki przebiegną po plecach. Zawsze gdy zło dotyka niewinne dzieciaki, coś nam to robi dużo głębiej i dotkliwiej niż w przypadku dorosłych.
wtorek, 11 sierpnia 2026
Ciche miejsce. Dzień pierwszy, czyli znowu na paluszkach
Dwa razy już pisałem o ciekawej mieszance horroru i SF czyli Cichym miejscu, to i dorzucam najnowszą odsłonę tego formatu. Pomysł ten sam: obcy atakują ziemię, a jedyną formą ratunku dla ludzi jest zachowanie ciszy - obcy nie widzą, ale reagują na dźwięki. O ile w poprzednich częściach akcja działa się w niewielkich miasteczkach, to tu mamy Nowy Jork. Kupa ludzi, wielkie budynki, metro, tunele, jak tu zachować ciszę?
To taki niby prequel skupiający się jedynie na pierwszej dobie ataku, pokazujący jak ludzie musieli szybko nauczyć się pewnych zachowań. Inaczej by nie przeżyli. Niby wielkie miasto, ale film zachowuje pewną kameralność - kamera skupia się nie na wielkich scenach akcji, a na parze postaci, dość przypadkowo spotykających się ludzi. Kobieta choruje na raka, wciąż musi brać silne leki przeciwbólowe, nie ma już bliskich poza kotem. A mężczyzna? Jakoś błąkał się bo nie znał miasta, był przybyszem i uznał chyba że idąc za nią ma większe szanse na przeżycie.
poniedziałek, 10 sierpnia 2026
Frozen Charlotte - Jack White, czyli chcecie iskier ze wzmacniacza?
I oto nadchodzi Jack White. Ze swoimi przesterowanymi gitarkami, riffami od których serducho się raduje i w głowie się miesza. Siódmy solowy album artysty, spora dawka ciężkiego, elektrycznego grania. Pal licho że znawcy mówią że poprzedni album lepszy. Może i zaskoczenia nie ma, ale żadnego wstydu też nie ma. Materiał jest dobry, równy, energetyczny i choć jest dość surowo, może zbyt mało tu potencjału przebojowego, to miłośnicy dobrego gitarowego grania nie będą rozczarowani.
niedziela, 9 sierpnia 2026
Krzywda - Paweł Rzewuski, czyli wysłuchaj Waszmości do końca
Zachęcony różnymi recenzjami, czekając też na kontynuację (bo kupuję wszystko od ArtRage), sięgnąłem po Krzywdę Pawła Rzewuskiego. I przyznaję - szkatułkowość, klimat, naprawdę mogą się podobać!
Nie porównujcie tego z Komudą i jego podobnymi powiastkami przygodowymi jakie wydaje Fabryka Słów, bo pierwsze skojarzenia jak słyszy się: Rzeczpospolita, szlachta, Sarmaci, to dziś już nawet nie Sienkiewicz a właśnie Towarzystwo spod znaku fantasy. Rzewuski niby też gęsto wplata tu różne przygody, nawet odrobinę magii, jakieś potyczki, biesiady, ale u niego to wydaje się tylko okazją do tego, by pobawić się gatunkiem, wciągnąć w jakąś opowieść, a przy okazji pokazać nam trochę odmitologizowane spojrzenia na tamte czasy.
Wychowani na trylogii w głowach mamy sporo mitów, jakie to piękne były czasy, ludzie wspaniali, tylko zdrajcy i słabi monarchowie niestety doprowadzili kraj do upadku. A tu proszę - u Rzewuskiego mamy cały wręcz maraton pijaków, awanturników, utracjuszy, zatwardziałych katolików, co to chcą wszystkich szabelką za to że są inni. Generalnie po prostu uważają, że oni są najlepsi, a inni to im mogą buty lizać.
Ale żeby też nie było tak, że to jakiś skrzywiony obraz w drugą stronę i że po prostu autor ma jakiś uraz do tamtych czasów, doszukując się w nich jedynie tego co złe. To po prostu powieść. W dodatku szkatułkowa, gdzie z jednej historii od razu prawie zaczyna się kolejna. I pozornie niewiele mają ze sobą wspólnego, choć łączy je mimo odległości czasowej jedno: każda zawiera niewielki fragment z życia niejakiego Stanisława Wróblewskiego herbu Krzywda.
sobota, 8 sierpnia 2026
Dungeon Crowler Carl - Matt Dinniman, czyli bez spodni, za to z kotem na ramieniu
W trakcie długiej podróży autkiem czas umilał mi tom drugi, a tu jeszcze nie napisałem o pierwszym... Nadrabiam więc szybko. W ramach LitRPG pojawia się u nas coraz więcej pozycji, a niektóre jak się okazuje zyskują na tyle dużą popularność, że biorą je na warsztat producenci filmowi czy gier. Cóż - jak się okazuje wystarczą dość sympatyczne postacie, trochę czarnego humoru, spora ilość akcji. Oczywiście trudno oceniać całość po pierwszym tomie (drugi już trochę mam wrażenie zmienia klimat), ale trudno oprzeć się wrażeniu że to żartobliwa wariacja na temat końca świata, pełnymi garściami czerpiąca pomysły z tego co wymyślili inni.
Oto świat jaki znamy dobiega końca, bo kosmici w kilka chwil niszczą całą powierzchnię, a uratowanych zmuszają by walczyli o życie w lochu, który dla kosmitów jest czymś w rodzaju widowiska jak nasze programy rozrywkowe. Nie wiadomo czy czuć wdzięczność do losu, że akurat wyszedłeś z domu, gdy wszystkie budowle spłaszczono niczym pudełka z kartonu, skoro teraz musisz zabijać i wciąż walczyć z jakimiś potworami, żeby zadowolić widzów. Jeżeli nie będziesz mieć fanów i sponsorów, twoje szanse są marne. A ten kto przeżyje i dotrze najdalej być może będzie miał szansę negocjować dalsze losy naszej planety.
piątek, 7 sierpnia 2026
Wieczór Trzech Króli, czyli rozłóż się na trawie i po prostu się baw
Drugie moje spotkanie z projektem Szekspir w Parku w tym roku - Wilanów ma klimat i zbudowana w tym roku specjalna scena rzeczywiście jest idealna na takie wieczory, gdy publika na trawie lub na leżaczkach może bawić się przy komediach Szekspira.
Gdy pisałem o Komedii Omyłek wspominałem, że udaje się klasyczny tekst przedstawić w dość lekki, współczesny sposób. W przypadku Wieczoru Trzech Króli jest jeszcze bardziej na luzie - nawet w strojach, które jedynie delikatnie nawiązują elementami do przeszłości. Gdyby przyjrzeć się fabule to widać jak często pewne motywy u Szekspira się powtarzają - burza, katastrofa statku, bliźniaki, które potem mylone (bo siostra przebiera się za mężczyznę). Skomplikowane to nie jest, fajnie zarysowane są wątki komediowe (muzycy, wuj imprezowicz), choć chwilami mam wrażenie że już całość zaczynała się dłużyć. Dwie i pół godziny bez przerw to jednak dość dużo, nawet przy lekkich spektaklach.
czwartek, 6 sierpnia 2026
Zasłona dymna - Jørn Lier Horst i Thomas Enger, czyli ufaj intuicji
Gdy sięgniesz po pierwszy tom jakiegoś cyklu i nie ma wielkiej wtopy, często te kontynuacje mocno kuszą, tylko jak tu znaleźć czas na wszystko gdy tyle tytułów się ukazuje - w skali roku to chyba już ponad 500 kryminałów i thrillerów, a przecież nie czyta się jedynie tego gatunku i nie same nowości. Robię więc listy, na Legimi jak coś wypatrzę też dorzucam sobie do biblioteki a potem czekam na impuls że akurat to... Może powinienem ustawić jakiś system losowań jak w lotto?
Generalnie tak jak kiedyś powieści Horsta mnie zachwycały, to jakoś nie bardzo mogę się przekonać do nowego cyklu pisanego w duecie. Niby schemat podobny, tylko zamiast córki gliniarza która jest dziennikarką, mamy kobietę wykonującą ten zawód, którą łączy trochę inna więź - kiedyś gdy Emma Ramm była jeszcze dzieckiem, Alexander Blix na interwencji uratował jej życie, zabijając ojca, który chciał podciąć jej i mamie gardła. O ile więc w tamtej serii komisarz William Wisting raczej nie gadał o prowadzonych sprawach, to tu dość często zdarza się że między tą parą dochodzi do jakiejś wymiany informacji. Blix po prostu troszczy się o dziewczynę, traktuję jako drugą córkę, pomaga, a czasem również dając jej pierwszeństwo w dostępie do informacji, może też lepiej kontrolować pojawiające się w przestrzeni publicznej treści.
Tomek, czyli jak trudno wyjść z cienia
Monodram „Tomek” to historia geja, który doznawszy w kraju rodzinnym nietolerancji emigruje do Wielkiej Brytanii i tam próbuje odnaleźć swoją tożsamość i wyjść „z szafy”. To spektakl poruszający i surowy w swojej wymowie. Mówi o samotności i wykluczeniu, a także o tęsknocie za domem, który go odrzuca i strachu za dalszym wykluczeniem. Opisuje też walkę samego ze sobą o własną tożsamość, o odwagę by wyjść z cienia i zawalczyć o siebie. Na scenie autor, reżyser i wykonawca – Sebastian Pałka, aktor, którego tembr głosu wywołuje dodatkowe emocje. Tym głosem powinno się czytać tylko radosne wiadomości, oświadczać światu radość i szczęście, a nie opowiadać dramatyczne przeżycia. Jednak tak skrajne połączenie wywoduje w słuchaczu jeszcze większy smutek, że ta niezawiniona „inność” tak mocno rozdziera od środka. Ten aktor Big Boots Theatre z Londynu momentami nas bawi, ale gdy jest boleśnie szczery – to ogarnia nas wręcz żałość, że jako ludzkość potrafimy być tak podli.
środa, 5 sierpnia 2026
Nie trzaskaj drzwiami - Monika Janiszewska i Renata Korolczuk, czyli rozmowy których pragną nastolatki, ale nigdy ci o tym nie powiedzą
Kontynuując trochę jeszcze rozważania jakie mi się uruchomiły po serialu "Dam ci lekcję", czyli czego potrzebują młodzi ludzie, aby czuli jakoś mniej zdołowani różnymi rzeczami, potrafili radzić sobie lepiej z wahaniami emocji, podrzucam Wam jeszcze lekturę. Pewnie przyda się szczególnie rodzicom nastolatków, ale może nawet jeżeli nie ma się dzieci w tym wieku, można z tego coś zaczerpnąć by nie wpadać w pewne pułapki komunikacyjne i emocjonalne. Nie ukrywajmy - rozmowy albo egzekwowanie czegoś od młodych ludzi nie jest wcale taką prostą sprawą, wynika to jednak nie tyle ze sposobu w jaki patrzą na świat, na pewno również nie z ich złośliwości, może prędzej można wskazać na pewne mechanizmy rozwojowe, które łatwo definiuje się jako okres buntu. Powodem tych trudności jest również to że i my nie wykazujemy zrozumienia, cierpliwości, konsekwencji, często wyładowujemy naszą frustrację, zmęczenie, odpalamy się albo powtarzamy komunikaty, które doprowadzają młodych do szału. Ba, gdy byliśmy młodzi te same teksty które teraz do nich zasuwamy, wkurzały i nas u naszych rodziców...
Przykładów na to znajdziecie w tej książce nie mało i w wielu będziecie mogli się pewnie rozpoznać. Warto jednak dodać że to wszystko jest tu po coś...
Czarne ptaki - Bartosz Szczygielski, powiedz że masz plan
Autorzy kryminałów przyzwyczaili nas już do mieszania perspektyw czasowych i łączenia niewielkich fragmentów historii, by potem zobaczyć jak przeszłość wpłynęła na jakiś wątek współczesny. Bartosz Szczygielski zaproponował nam jednak coś zupełnie innego. Dwie historie, ale pozornie niczym nie połączone. Najpierw jedna. Potem druga. Najpierw lata 90 i historia dwóch młodych chłopaków, którzy wpadają w poważne problemy gdy próbują zdobyć trochę gotówki. Potem przenosimy się o 20 lat, by wejść w środowisko bogatych kolekcjonerów staroci, ludzi którzy zbudowali już potężne kapitały i funkcjonują już w zupełnie innych sferach niż ci, którzy tuż po '89 próbowali zrobić szybką karierę, nie zawsze przejmując się legalnością biznesów.
Dwie historie. A gdzie ich połączenie? Może je dostrzeżecie, a może nie ma go wcale.
wtorek, 4 sierpnia 2026
Dam ci lekcję, czyli czego potrzebuje nasza młodzież
Intensywny mam czas ostatnio, więc i czasu na pisanie mało. Chętnie bym więc wybrał coś bardzo prostego żeby wykpić się notką na parę zdań, ale nie ma co odkładać tego co ostatnio mnie w dziwny sposób poruszyło na Netflixie. Chodzi o koreański hicior "Dam ci lekcję" ktory utrzymywał się przez kilka tygodni w topce w Polsce. I jest to chyba wynik nie tylko popularności tego co koreańskie, ale i efekt kontrowersyjności tematów jakie serial porusza.
Pierwszy odcinek - mocny i poruszający, potem coraz więcej przerysowań, nawet scen quasi komediowych, a szkoda bo gdyby tak utrzymać powagę byłoby dużo ciekawiej. Wszyscy bowiem zdajemy sobie sprawę, że dzieci i młodzież dziś w szkole nie mają łatwo - to nie jest kwestia jedynie tego że ta instytucja nie zmienia się prawie wcale, choć świat zmienił się gruntownie, nauczyciele, uczniowie, rodzice szarpią się w jej ścianach próbują ciągnąć sprawy w swoją stronę, w efekcie mamy chaos i wypalenie nauczycieli, bo politycy wydają się kompletnie bezradni albo jeszcze dokładają paliwa do ognia swoimi dziwnymi pomysłami. I wyobraźcie sobie, że oto powstaje urząd, którego celem jest śledzenie wszystkich nieprawidłowości: przemocy rówieśniczej, niesprawiedliwych ocen, roszczeniowych rodziców, demoralizacji i negatywnego wpływu środowiska itp. itd.
niedziela, 2 sierpnia 2026
Kobiece gadanie 2 - Beata Biały, czyli o wyborach, relacjach i marzeniach
To już czwarta książka przygotowana przez Beatę Biały z rozmowami o emocjach, o problemach, po prostu o życiu. I choć ciężko pisać po raz czwarty bez wchodzenia w każdą z rozmów po kolei i odnosząc się do nich, czytałem z przyjemnością więc i notka na bloga się należy.
Tu nie ma za bardzo plotek, poszukiwania sensacji i dram, a mimo to nie brakuje intymnych zwierzeń, szczerości. Może właśnie w tym tkwi jakaś magia - stworzyć taką atmosferę by ludzie sami chcieli opowiadać i dzielić się z innymi tym co uważają za ważne. Jeżeli szukać pewnego klucza to właśnie w tym: te rozmowy mają pomagać, dawać siłę, akceptację, nadzieję, zrozumienie, że nawet coś trudnego można spokojnie nauczyć się rozpracować. Pomoże terapia, te sposoby mogą jednak być bardzo różne i to w tych poszukiwaniach myślę że tkwi wartość tej lektury.
Każda z bohaterek to jakaś jedna emocja, jedna wartość która jest tematem przewodnim. I choć już zdarzało mi się marudzić na manierę wprowadzania przez autorkę cytatów typu "a Sartre to powiedział" itp. to może dla kogoś to też być pewnego rodzaju cenny materiał do refleksji. Jak rozumiem miał też trochę czasem pomóc w tym, by gościni mogła odnieść się do jakiejś konkretnej myśli, zgadzając się z nią lub nie...
sobota, 1 sierpnia 2026
Odzyskany, czyli tak trudno wybaczyć, tak trudno naprawić
Zdaje się że od jutra już można napotkać pokazy przedpremierowe tego obrazu, uznałem więc że to nim zacznę sierpień na Notatniku.
Przyznam od razu że mam z nim trochę problem. Kibicuję środowiskom takim jak Rafael Film w ich działaniach, bo uważam że skoro jest publika która chce oglądać filmy w których wartości i wiara są mocniej podkreślane, w których nie ma przemocy ani treści które uważają za szkodliwe, to jak najbardziej warto przebijać się do kin, a nie zamykać jedynie w salkach parafialnych.
Brak tak potężnych środków finansowych jak przy komercyjnych produkcjach dla masowego widza niestety czasem jest mocno widoczny i trudno oprzeć się wrażeniu, że warto by jednak przed puszczeniem czegoś w obieg dopieścić to i owo.
Różne już filmy z wątkiem uzależnienia, nawrócenia, próby naprawiania błędów, mieliśmy okazję oglądać, tym bardziej więc warto zastanowić się czym nasz film będzie się wyróżniał, czemu ta historia jest warta opowiedzenia. I tu, na poziomie scenariusza i reżyserii, a nie w detalach technicznych czy aktorstwie tkwi w mojej ocenie pewien problem w "Odzyskanym".
wtorek, 28 lipca 2026
Wypadek fortepianowy, czyli oglądają mnie miliony i wolno mi więcej
Idealna propozycja na wtorkowy kącik wytrawnego kinomaniaka, bo Quentin Dupieux to twórca na tyle specyficzny, że niby wszystkich może bawić, ale w większej dawce jednak sporo ludzi będzie się drapać po głowie i narzekać że to jednak zbyt dziwne.
W przypadku Wypadku fortepianowego w sumie nawet tego śmiechu nie będzie aż tak dużo, to rzecz w której nawet jeżeli się on pojawia, schodzi potem on z twarzy. Obserwujemy kobietę, która przyjeżdża do willi na odludziu, czujemy że ma kasę i może realizować wszystkie zachcianki, ma w sobie jednak nie tylko jakieś odpychające prostactwo ale i przewrażliwienie na swoim punkcie. Ona - wielka artystka jest kimś ponad przeciętność, zdaje sobie sprawę ze swojej popularności, ale nie ma zamiaru zniżać się do poziomu zwykłych ludzi. Mają podziwiać z daleka. I choćby jej asystent, sekretarz, stawał na głowie i spełniał wszystkie zachcianki, to i tak jest marudna i strzela fochy.
poniedziałek, 27 lipca 2026
Foreign Tongues - Rolling Stones, czyli muzyka, która na całym świecie jest zrozumiała
Przed państwem dwudziesty piąty album w dorobku Rolling Stones. Dinozaury wciąż dają radę i potrafią bawić się materiałem, choć ci którzy znają ich twórczość wskażą pewnie jak wiele tu motywów które po prostu wracają. Panowie nie muszą zaskakiwać niczym nowym, ale energii jaka jest w tych kawałkach mogą pozazdrościć nawet świeżaki, pełni buntu i zapału.
Chyba poprzedni krążek najbardziej zaskoczył i wzbudził sensację, ten jest jakby pewnego rodzaju kontynuacją. Weszliśmy do studia i po prostu dobrze się nam grało. Zaprosiliśmy paru znajomych (kurde Stonsom się nie odmawia, więc był i Robert Smith, Paul McCartney, Steve Winwood, czy Chad Smith z Red Hot Chili Peppers. Ba, Bruno Mars wpadł jedynie żeby zagrać na krowim dzwonku.
niedziela, 26 lipca 2026
Szykuj sanie latem - Jędrzej Morawiecki, czyli Syberyjski Mesjasz i podróż do kresu rosyjskiego snu o zbawieniu
Sierpień pozwala mi jeszcze jedynie na 3 notki a ja mam jeszcze kilka naprawdę dobrych lektur, zacznę jednak od tej która jest w miarę najświeższa. To reportaż otwierający nową serię Wydawnictwa Znak, jak na razie jednak jedyna publikacja i mimo że mija ponad pół roku na razie nie widać kolejnej. A szkoda. O ile bowiem reportaże często są u nas jedynie próbą uchwycenia wrażeń z pobytu w jakimś miejscu, mieszanką wiedzy i emocji, Morawiecki pokazuje że można jeszcze inaczej.
Owszem - ma temat przewodni, czyli Wissariona i jego wyznawców, których losy śledzi przez dłuższy okres czasu, wracając do miejsca nazywanego Nową Jerozolimą, szukając okazji do spotkań w różnych miejscach. Ale może nawet ktoś byś rozczarowany tym wątkiem, że brakuje większej ilości informacji, jakiejś analizy nauk człowieka który nazwał się Drugim Chrystusem. Wydaje się bowiem, że autor potraktował to szerzej, nie tylko jako analizę jednej grupy, a pewnych tęsknot jakie tkwią w rosyjskiej duszy. Ten paradoks, że gdy w kraju coraz bardziej dmie się w trąby patriotyczne, wskazuje na zagrożenia i mówi o tym że trzeba się bronić przed zgnilizną zachodu, która chce zniszczyć Rosję i całą cywilizację, brakuje głośnych protestów na ulicach, a ludzie zamykają się wewnątrz, wybierając np. sektę która oferuje im proste odpowiedzi i naukę, w której odnajdują spokój. Inżynierowie, lekarze, artyści, a więc ludzie mający już jakieś ustawione życie, podążają za byłym milicjantem, marząc o świecie bez przemocy i wojen.
piątek, 24 lipca 2026
Jak nakarmić świat - Vaclav Smil, czyli liczby kontra pseudofakty
Matematycy twierdzą, że w liczbach kryją się odpowiedzi na wszystkie pytania i można niby się z tym spierać, ale trudno odmówić pewnego piękna i racjonalności jaka tkwi w tym co da się policzyć, zmierzyć, zważyć. Jeżeli nikt nie podważy twoich wyliczeń, masz do czynienia z czymś co stanowi podstawę do porównań, punkt wyjścia do analiz. Matematyka dzięki temu nie tylko daje nam odpowiedzi na temat współczesności, ale z pewnymi zastrzeżeniami co do zdarzeń losowych, pozwala również na pewnego rodzaju prognozy.
Vaclav Smil, znany naukowiec i propagator podejścia matematycznego do różnych zagadnień, w "Jak nakarmić świat" przygląda się zarówno przeszłości, teraźniejszości jak i przyszłości w kwestii naszych potrzeb i zwyczajów żywieniowych.
czwartek, 23 lipca 2026
Miasto burz - Michał Śmielak, czyli dadzą radę i bez Ojca Mateusza
Zapas tematów powoli mi się kurczy, ale spokojnie, Notatnik przetrwał i takie kryzysy a dla mnie to nawet lepiej jak piszę o różnych tytułach na świeżo, a nie odkładam daną pozycję tygodniami.
Szukając sobie różnych pozycji na Legimi postanowiłem nie poruszać się zupełnie w ciemno, ale np. sprawdzić listę nagradzanych w ramach różnych festiwali. I tak oto z nagrodą Wielkiego Kalibru wjeżdża Michał Śmielak. Tym razem zabiera czytelników do Sandomierza, który lubię i opisywane plenery nie są mi zupełnie obce. Podobno to drugi tom cyklu z przygodami komisarza Brunona Kowalskiego i historyka Krzysztofa Szorcy, mam więc coś do nadrobienia, ale historię można spokojnie czytać niezależnie.
Niby dość klasycznie - jeden wątek współczesny, drugi w przeszłości i potem je sobie łączymy, ale przecież ten schemat sprawdzał się już tyle razy to czemu i nie kolejny. Choć odgrzebanie starej sprawy wydaje się tu ciut przypadkowe niech to będzie kolejny dowód na to, że prędzej czy później każda zbrodnia wyjdzie na jaw :) I to nawet bez angażowania Ojca Mateusza. Beka z miasta zbrodni od ponad zdaje się 20 lat jest tu nienachalna, to kryminał jak najbardziej serio.
środa, 22 lipca 2026
Mentalista - Camilla Läckberg i Henrik Fexeus, czyli a skąd ty to możesz wiedzieć?
Policja rzadko sięga po taką pomoc cywilów, ale jeżeli seryjny morderca którego ścigają, ewidentnie jest związany z tym środowiskiem i bawi się w kotka i myszkę z policją, nic dziwnego że śledczy próbują nawet mniej standardowych metod.
wtorek, 21 lipca 2026
Kura, czyli nie godzę się na to co mi przyszykowaliście
Przyzwyczailiśmy się do tego, że zwierzęta rozczulają nas jako jednostki indywidualne, ale w masie, tej hodowlanej, już o nich nie myślimy jako o stworzeniach zasługujących na naszą przyjaźń i emocje. Tak jakbyśmy wypierali fakt pochodzenia tego co mamy w lodówce - lepiej nie wiedzieć.
Od razu więc ostrzegam, że ten obraz może skłonić Was nie tylko do ograniczania spożycia mięsa, ale również jajek. Jak zobaczycie to zrozumiecie.
Komedia omyłek, czyli czy Szekspir wciąż bawi
Projekt Szekspir w Parku, czyli wystawianie latem w ogrodach Pałacu Króla Jana III w Wilanowie komedii mistrza ze Stratford ma już dziesięcioletnią tradycję. Ludzie kupują bilet do parku, przynoszą sobie kocyki, leżaki i inne siedziska, niektórzy nawet kosze piknikowe, by w sielskich warunkach oglądać przedstawienia, które mam wrażenie mają w sobie trochę ducha z oryginału. Przecież słynny dramaturg chciał wzruszać i bawić nie tylko bogaczy na dworach, ale wszystkich, którzy mogli za niewielki datek wejść i zająć miejsca stojące pod chmurką.
Komedia omyłek, nowa produkcja w ich repertuarze, a zarazem jedna z pierwszych sztuk napisanych przez Szekspira, ma w sobie spory potencjał by rozbawić i przyciągnąć uwagę publiczności nawet w takich bardziej warunkach rozluźnionych, gdzie ludzie mogą sobie wstawać, chodzić, rozmawiać, jeść... Ba, robić zdjęcia albo nagrywać filmy, bo ekipa wręcz do tego namawia. Na szczęście nie ma unoszonych w górę telefonów jak na koncertach, bo jednak większość publiki kulturalnie woli cieszyć się po prostu tym co widzą.
poniedziałek, 20 lipca 2026
Waglewski&Kasai, czyli Piastowskie Letnie Granie spokojniej i z duszą
Na pewno było spokojniej, choć przecież mistrz nagrywał już projekty unplugged i bardziej kameralne. Spokojniej nie tylko w samych wersjach utworów (ciekawe Nim stanie się tak...) ale również w tym znaczeniu również że czuło się iż oboje mają dużo luzu, bawią się trochę podążaniem za tym drugim. Raz więcej było klawiszy i delikatnej frazy wokalnej Kasai, a innym razem więcej solówek gitarowych Pana Wojciecha. Gitary zresztą były dwie - mieliśmy więc i klasyczne brzmienie, jak i trochę riffów mocniejszych, z których akurat lidera Voo Voo dobrze już znamy.
niedziela, 19 lipca 2026
Nabiści, prorocy nowej sztuki, czyli Łazienki Królewskie zapraszają
Łazienki Królewskie to nie tylko miejsce na spacer, ale i okazja do tego by cieszyć oczy piękną sztuką i warto o tym pamiętać. Tym bardziej że aż do listopada dochodzi jeszcze jeden argument: ciekawa wystawa dzięki której mamy okazję cieszyć oczy wieloma znakomitymi dziełami m.in. ze zbiorów Musée
d'Orsay. To rzadka okazja, tym bardziej warto więc wybrać się do Podchorążówki, zwłaszcza że wystawa, podobnie jak inne miejsca w Łazienkach Królewskich w piątki dostępna jest za darmo (patrz tu). Polecam też Waszej uwadze wykłady, warsztaty i oprowadzenia kuratorskie - to cudowna okazja by dowiedzieć się więcej o danych dziełach i zobaczyć je w szerszym kontekście. To oferta zarówno do młodszych jak i dla dorosłych.
Niewiele Wam mówi określenie Nabiści? Tym bardziej warto się wybrać!
Jest koniec XIX wieku grupa przyjaciół, studentów Académie Julian, marzy
o wielkiej rewolucji sztuki, o wyzwoleniu jej z roli czystego
naśladownictwa rzeczywistości. Punktem wyjścia jest dla nich spotkanie
ze sztuką Paula Gauguina. Zainspirowani jego twórczością powołują grupę,
którą nazywają „Les Nabis”, czyli Prorocy nowej sztuki - Nabiści.
„Nabi” to po arabsku i hebrajsku „prorok”. Nabiści kochali kolor, prostą
formę. Ich malarstwo wyróżniają płaskie plamy barwne i grube kontury. W
skład tej grupy wchodzą Paul Sérusier, Maurice Denis, Pierre Bonnard,
Edouard Vuillard, Félix Vallotton. I prace wszystkich tych artystów
można zobaczyć w Łazienkach Królewskich!
Ale to nie wszystko.
sobota, 18 lipca 2026
Riddley Walker - Russell Hoban, czyli co po wielkim BUM
I to powiem że robi największe wrażenie. Zarówno jeżeli chodzi o autora, jak i tłumacza, który musiał wznieść się na wyżyny kreatywności. To jedna z takich powieści, która nabiera nowego życia w każdym z języków w jakim jest wydana, trzeba bowiem mistrzostwa by uchwycić ten koncept, klimat, nie przekombinować.
W sam muj DzieńImienia, jakem skończył ja rokuf 12, ruszyłem ja z dzidom
wrenku na szpicy po chodu i ubiłem dzika, coto chyba był ostatni dzik
na Krajnych Wzgużach, takczy siak dzikuf ode dawna w ogóle aniwidu,
tensie dopiero pszy trafił, a wiencej ich tesz jusz nie ma cosie
spodziewać.
Tak brzmią początkowe fragmenty i tak też wygląda cała książka. Autor bowiem postanowił pokazać upadek cywilizacji nie tylko w tym że utracono dotychczasowy komfort życia, infrastrukturę, ale również wiedzę, język, kulturę...
piątek, 17 lipca 2026
Sen nocy letniej, czyli Szekspir pod gwiazdami
Szekspir pod gwiazdami i to w sensie jak najbardziej dosłownym, bo spektakl kończy się już po zachodzie słońca, a oglądamy go w pięknej scenerii Ogrodów Zamku Królewskiego w Warszawie.
Wybrano na warsztat Sen nocy letniej, jedną z bardziej znanych komedii mistrza, w której nie brakuje przecież fajnego materiału dla popisów aktorskich. Przy dobrej obsadzie to po prostu samograj! Reżyserujący spektakl Jakub Krofta specjalnie nie eksperymentował, postawił raczej na stroje i aktorstwo a nie na scenografię, współczesny język, dodał muzykę i pozwolił by lekka fabuła szła swoim rytmem. I to działa!
Sztuka mimo że trwa przecież ponad dwie i pół godziny nie ma przestojów, a obecność Puka (akurat ja trafiłem na kapitalnego Bartosza Bielenię) za każdym razem wywołuje aplauz publiczności.
Premiera rządzi się swoimi prawami, pogodę też trafiliśmy słabą (organizatorzy za to stanęli na wysokości zadania przygotowując dla każdego ciepły koc i pelerynkę od deszczu), różne słabostki zrzucam więc na karb warunków, a mimo zmiennej obsady myślę że kolejne wieczory dostarczą widzom świetnej zabawy.
środa, 15 lipca 2026
Trzy zagadki dla Organizacji - Eduardo Mendoza, czyli zabili, uciekł, a oni rozwiązą sprawę
Gdy siedzi się non stop w kryminałach (jeden kończę i od razu zaczynam kolejny), powieści Mendozy mogą być fajnym odświeżeniem głowy. Są tak zaskakujące, że trudno mówić o jakichś schematach, o tym że już gdzie dany motyw czytałeś. Ten autor jest po prostu niepowtarzalny. I choć już parę razy marudziłem, że nie zawsze ten zwariowany sposób prowadzenia postaci, wyłączenie logiki, pasuje mi do kryminalnej zagadki, przyznaję że to coś zupełnie innego, a przy Trzech zagadkach dla Organizacji bawiłem się naprawdę dobrze.
Sam punkt wyjścia już może zaciekawić - cóż to za przedziwna struktura, która funkcjonuje zupełnie poza służbami, nie ma żadnych uprawnień, nikt jej nie płaci, nikt nie zleca spraw, ale znajdują je sami i uważają iż potrafią być sprawniejsi niż policja i prokuratura. Chlubią się tym, że nie są związani formalnościami, nikt nie może narzucić im kierunku śledztwa, nie są przekupni, a w dodatku są wolni od różnych ideologicznych czy politycznych przekonań. Co prawda korzenie Organizacji mogą wydawać się podejrzane, bo założył ją oficer służący w hiszpańskiej armii gdy Franco jeszcze po cichu wspierał państwa Osi, ale poza jakimiś źródłami finansowymi, z których wciąż ona korzysta, już nikt nie pamięta o tym kto był w założeniach wskazywany jako potencjalne zagrożenie dla Państwa. Współcześnie pamięta się jedynie o tym, że wszystko ma być tajne i że ich zadaniem jest rozwiązywanie zagadek kryminalnych. A że czasem działają intuicyjnie i łączą sprawy, które nikomu by nie przyszły do głowy jako powiązane, to możecie sobie wyobrazić ile w tym może być amatorszczyzny i zwariowanych pomysłów.
wtorek, 14 lipca 2026
Szara eminencja, czyli lepiej z nim nie zadzieraj
Szara eminencja w tym przypadku to dozorca, czy też gospodarz domu, jak wolałby mówić o sobie nasz najsłynniejszy przedstawiciel tego zawodu z Alternatywy 4, czyli słynny Anioł. Tyle że współcześnie już i sytuacja jest inna - dozorcy raczej nie są zatrudniani w przeciętnych blokach, tylko w ekskluzywnych apartamentowcach, gdzie mają pełnić rolę odźwiernego, ochroniarza, sprzątaczki i złotej rączki od wszystkiego. I choć trudno wyobrazić sobie w wielu sytuacjach jak można obejść się bez takiego człowieka na miejscu, wielu ludzi uważa go za kogoś drugiej kategorii, kogo nie tylko może zastąpić choćby kamera ochrony albo spec na zawołanie.
Eliseo (świetna rola wspominanego już przy okazji Homo Sapiens Guillermo Francella) zna jednak już tyle sekretów mieszkańców swojego budynku, że nie zamierza wcale tak łatwo rezygnować z posady i mieszkania, które ma na dachu budynku.
Homo Sapiens? czyli wszyscy jesteśmy czasem właśnie tacy
Film co prawda będzie miał premierę dopiero w sierpniu, ale nie wiadomo czy będę wtedy miał dostęp do kompa, więc wrzucam info już teraz. Przy okazji uświadomiłem sobie też że Guillermo Francella już czeka na notkę i to dość długo z inną produkcją z jego udziałem, obiecuję więc jeszcze na dniach dopisać Wam kilka zdań o "Szarej eminencji". Dla widzów hiszpańsko języcznych to twarz która pewnie jest dobrze znana, niestety aż tak często jak te z USA obrazy takie nie goszczą u nas, może tym bardziej warto więc zrobić sobie seans z czymś trochę innym? W końcu kiedy ostatnio widzieliście kino z Argentyny?
A ja mogę zapewnić że przy niektórych z miniaturek na pewno się uśmiechniecie.
poniedziałek, 13 lipca 2026
So help me God - Kelsey Lu, czyli nie zatrzymuj się przy tym co trudne
Co prawda notkę sobie naszkicowałem już ponad tydzień temu, a dziś już trochę inne klimaty muzyczne chodzą mi po głowie, ten krążek jednak wart jest osobnej notki, inne więc przekładam na potem.
Znowu - to efekt poszukiwań na Spotify, gdzie czasem buszuję, szukając czegoś nowego co wpadnie w ucho, żeby nie ograniczać się jedynie do tego co znam. I tu "zażarło". Głos Kelsey Lu ma w sobie tyle emocji, niepokoju. I nawet jeżeli chwilami zaskakujące są przejścia od czegoś bardzo popowego, po eksperymenty w stylu Björk, migawki jazzowe, to uznaję to za bardzo ciekawe spotkanie z artystką niebanalną. Może to kwestia tego konkretnego krążka, mocno nasyconego czymś bardzo osobistym, poświęconego rozstaniu.
niedziela, 12 lipca 2026
Nie mówi się takich rzeczy - Hanna Krall, czyli a na pewno wielu nie chce ich usłyszeć
Ciężko pisze się o takich tytułach, bo to pozycja na pograniczu poetyki, jednocześnie mająca w sobie zalążek siły rażenia reportażu. W dodatku miniaturowa forma kolejnych rozdziałów może sprawiać wrażenie jakichś migawek, niedopowiedzeń, więc może drażnić. Ilu będzie czytelników, pewnie tyle opinii. Podobnie jak dla autorki niektóre fragmenty mogły być bardzo osobiste, tak może być podobnie i dla czytelnika. To już nie tyle opisywanie sytuacji, ale jej własny komentarz.
Jakaś wizja. Zdanie. Słowo. Skojarzenie. I musi wystarczyć.
A prace Zbigniewa Libery, chwilami przypominające zdjęcia, czasem prace malarskie jeszcze to wrażenie czegoś bardzo nieuchwytnego, osobistego, umacniają.
Co tu widzisz?
Zatrzymaj się na moment.
sobota, 11 lipca 2026
Foliarze - G.F.Darwin, czyli powieść teoretycznie spiskowa
Zaraz, zaraz o co biega, zakrzykniecie. Nawet jeżeli gdzieś zetknęliście się z teoriami, że zielone jaszczury ukrywają się pośród nas, zakładając maski i zajmując znaczące pozycje w społeczeństwie, by prowadzić ludzkość ku zagładzie, uważaliście pewnie je za stek bredni jakichś pomyleńców. I wokół bohaterów ludzie myślą podobnie, uważając ich za dziwaków. Kacper i Tomek niedługo jednak będą mieli tyle dowodów na to, że oni mieli rację, że wszystkim szczęki opadną.
czwartek, 9 lipca 2026
Ezi, czyli a jutro komu będziesz kibicował?
Ezi to spektakl kameralny, ale z ciekawą historią w tle, no i z fajnymi kreacjami aktorskimi. Co prawda nie brakowało głosów, że Zbigniew Zamachowski trochę przerysował postać trenera Kazimierza Górskiego, to chyba jednak było zamierzeniem twórców - wydobyć z niego przede wszystkim sentymenty Lwowiaka. Przecież przeszłość jest tu nawet ważniejsza niż teraźniejszość - postacie spotykają się bo to ona ich łączy, o niej chcą rozmawiać.
Czy takie spotkanie mogło się odbyć? Pewnie tak. Ernest "Ezi" Wilimowski – genialny napastnik, który przed wojną grał dla Polski, a w czasie okupacji przyjął niemieckie obywatelstwo, mógł przecież próbować rozmawiać z trenerem naszej słynnej jedenastki podczas Mistrzostw Świata w Niemczech w 1974 roku.
środa, 8 lipca 2026
Artefakt - W.P. Rdzanek, czyli co Goci mają wspólnego z nowymi technologiami
Trylogia AI-gent. Mroczne kody, zostaje domknięta. W ciągu 3 miesięcy 3 tomy i aż by się chciało powiedzieć: takie serie to ja rozumiem. Nim zdążysz zapomnieć poprzedni tom, już masz w rękach kontynuację i z ciekawością śledzisz dalsze losy postaci, które wciąż dość dobrze pamiętasz. Rekomendacja Severskiego pewnie przyciągnie miłośników książek szpiegowskich, mam jednak wrażenie że bliżej tej trylogii do sensacji i do Ludluma niż do leCarré. Rdzanek bierze różne elementy i miesza je w przedziwną całość, mamy więc i trochę roboty czysto policyjnej i konsultacje między służbami wywiadowczymi USA i Polski, zagrożenia bardzie biologiczne (jak w poprzednim tomie) albo cyfrowe (jak w tym). Łączy wątki, czasem może i trochę wbrew logice, za to zapewniając akcję na niezłym poziomie. Wszędzie możemy znaleźć ślady wszechmocnego przedstawiciela Korei Ludowej jako czarnego charakteru, ale i tak zwykle w rozwiązaniu sprawy i przytarciu mu nosa, udział mają cywile, wydawałoby się normalsi, którzy mają intuicję większą niż wszystkie służby...
Brzmi średnio interesująco? Wbrew pozorom zabawa jest całkiem niezła, szczególnie gdy się już pozna trochę te postacie, polubi je i z ciekawością będzie się czekać na to co jeszcze autor wymyśli.
















































Przecież życie składa się z tylu rzeczy i emocji, które składają się na szczęście - nie musi to być od razu zakochanie i szał ciał. Spytacie co zatem?