Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
niedziela, 20 września 2026
Czułe słówka, czyli chciałabym żebyś była szczęśliwa...
Kto jeszcze pamięta film z początku lat 80, wspaniałe kreacje Shirley MacLaine, Debry Winger oraz Jacka Nicholsona, kilka statuetek Oscara? Przyznam że i my postanowiliśmy sobie go przypomnieć, bo widzieliśmy go lata temu. Ma to swoje dobre i złe strony - z jednej strony nie musieliśmy od razu porównywać i nie znając dokładnej fabuły nie traciliśmy przyjemności jej śledzenia, z drugiej pewnie moglibyśmy powiedzieć na ile udało się uchwycić to co pamiętam że było siłą tego obrazu. Chodziło z tego co pamiętam głównie o dość skomplikowaną relację matki i córki, choć każda z nich ma tu swoje miejsce na opowiedzenie niezależnej historii. Skoro młodsza po ślubie wyjeżdża, mają coraz rzadszy kontakt i mam wrażenie że w spektaklu w pewnym momencie dużo więcej uwagi zaczynamy poświęcać matce, a nie córce, choć to u tej drugiej dzieje się dużo bardziej dramatycznie.
Również aktorsko, para córka i jej mąż, wypada jakoś dużo bladziej, niż matka i jej nowy przyjaciel. Katarzyna Gniewkowska i Krzysztof Dracz po prostu kradną naszą uwagę, swoją charyzmą, ale i w scenariuszu dano im trochę więcej miejsca na to by mogli pokazać swoje możliwości.
Również aktorsko, para córka i jej mąż, wypada jakoś dużo bladziej, niż matka i jej nowy przyjaciel. Katarzyna Gniewkowska i Krzysztof Dracz po prostu kradną naszą uwagę, swoją charyzmą, ale i w scenariuszu dano im trochę więcej miejsca na to by mogli pokazać swoje możliwości.
sobota, 19 września 2026
Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian - Jerzy Strzelczyk, czyli no to pokażcie mi te pisma i dowody
Na bazie rosnącej mody na książki nawiązujące do słowiańskiej mitologii, wierzeń i rytuałów, Wydawnictwo Rebis zrobiło manewr pod względem komercyjnym pewnie genialny (ich zdaniem), ale różnie może być odebrany przez czytelników.
Trudno odmówić wiedzy autorowi, bo profesor mógłby pewnie zagiąć pewnie niejednego miłośnika takich lektur, czy rodzimowiercę. Warto chyba jednak uprzedzać czytelników (a przynajmniej kiedyś kultura wydawnicza tak nakazywała) i wyraźnie zapowiadać z czym ma się do czynienia gdy sięga się po ten tytuł. Obecnie większość osób kupuje w sieci, ba, kupuje na podstawie tytułu i okładki. Informacja iż to leksykon, rozbudowany słownik i to dotyczący nie tylko wierzeń, ale przede wszystkim historii i prób jej odmitologizowania, myślę że byłby ważnym komunikatem, choć być może mógłby odrobinę obniżyć sprzedaż.
Warto też dodać iż to wznowienie, rozszerzone co prawda, ale jednak publikacja mająca już trochę lat. Czy wpłynęłoby to na jej zawartość, czyli można doszukać się w niej błędów? Nie sądzę. A mimo to, gdy widzę jak zestawia się tą okładkę choćby z serią Wydawnictwa Replika, mam wrażenie że trochę pogrywa się z oczekiwaniami czytelniczymi.
Czerwona zima - Cameron Sullivan, czyli nie powiało grozą, tylko nudą
Rany, co to było... Dawno mnie nie zmęczyła żadna lektura: chaos, wodolejstwo i kompletnie położona fabuła to moje refleksje i tylko dziwię się gdy czytam recenzję ludzi którzy pieją z zachwytu. Wiadomo, gusta są różne, ale naprawdę ten debiut to przerost formy nad treścią. Pomysł by dokonać jakiejś próby retellingu osiemnastowiecznej legendy o Bestii z Gévaudan, w połączeniu z oddaniem atmosfery jaka panowała we Francji tuż przed wybuchem rewolucji, mógłby być całkiem fajny. Tyle że autor wydumał sobie, że opowieść osnuje wokół konfliktu pomiędzy jakimiś starożytnymi siłami, które wcielając się w istoty na ziemi, od czasu do czasu przeżywają tu różne przygody, rozgrywają jakieś swoje interesy, jednocześnie bawiąc się ludźmi. Większość przypisów jakie znajdziecie co parę stron dotyczy właśnie tych tajemniczych sił i próby uporządkowania wiedzy o ich przymiotach o sposobach zachowania, tyle że nie ma to kompletnie nic wspólnego z akcją w której właśnie jesteś. No dobra - ktoś powie, po prostu trzeba pomijać przypisy skoro cię drażnią, ale w fabule jest tyle samo bałaganu, wydarzeń od czapy, jeszcze więcej komentarzy i dygresji bez sensu, więc z jej śledzenia nie ma prawie żadnej przyjemności.
piątek, 18 września 2026
Kandydaci śmierci, czyli co Wam to daje albo inaczej notka która będzie uzupełniona
Dziś notka bardzo nietypowa, bo moją zasadą jest zawsze zakończenie czytania/oglądania/zapoznawania się, przed tym jak o tym napiszę. Żadnych zapowiedzi, recenzji w trakcie, ewentualnie można coś dopisać po czasie gdy masz okazję wrócić do danego tytułu (czasem się zdarza ale rzadko). A tu naprawdę mam chęć napisać o filmie, który jest w kinach, choć sam go jeszcze nie widziałem. Poczytałem za to trochę dobrych recenzji, zaciekawiła mnie ta historia i postanowiłem zapoznać się z tym co leżało u źródła pomysłu na ten dokument.
Jest to bowiem opowieść o trójce przyjaciół, którzy dzieląc filmową pasję od małego, postanowili kręcić własne produkcje - amatorskie, przygotowując wszystko od początku do końca sami. Takich filmów powstało na przestrzeni kilkunastu lat już trzynaście (wszystkie możecie zobaczyć np. tu https://www.youtube.com/@candidatesofdeath/videos lub tu https://candidatesofdeath.com/pl/) i dokument opowiada właśnie o tym jak się to im udało, co im to dało... O przyjaźni, tęsknotach, marzeniach, dorastaniu, relacjach z ojcem. Przecież jak zaczynali mieli po kilkanaście lat, teraz dochodzą do 30.
czwartek, 17 września 2026
Oszukać przeznaczenie. Więzy krwi, czyli bardziej groteskowe niż straszne
Wciąż zastanawiam się czy w ogóle próbować z Lalką na Netflixie, chyba się wstrzymam jeszcze chwilę, ale póki co przeszukując szkice znalazłem jakąś głupotkę, która czeka jakiś czas na swoją kolej do opisania, więc niech leci...
Nie wiem czy kojarzycie pierwszy film "Oszukać przeznaczenie" i scenę z wypadkiem na drodze, gdy bele zsuwają się z samochodu by zapoczątkować cały karambol i dziesiątki ofiar. Potem jeszcze kilka razy próbowano powrócić z tymi samymi schematami - przeczucie, a potem scena po scenie odtworzenie tej samej wizji prowadzącej do śmierci i pytanie czy można odwrócić bieg wydarzeń. Niedawno ukazała się już szósta odsłona cyklu, a ja choć nie przepadam za takimi obrazami obejrzałem do z jakąś dziwną masochistyczną przyjemnością. Znam ludzi, którzy wybierają takie obrazy jako komedie i rechoczą im bardziej z widowiskowym rodzajem śmierci mają do czynienia. Taka to właśnie dziwna mieszanka - niby horror, ale tak przerysowany i w sumie też przewidywalny (to akurat wada), że aż staje się komiczny.
środa, 16 września 2026
Familia - Mariusz Kanios, czyli masz szansę zawalczyć raz jeszcze
Mariusz Kanios, który przyzwyczaił mnie już do niezłego poziomu swoich kryminałów, tym razem zabiera nas w podróż na Sycylię. No i do nowego wydawnictwa - co ciekawe, bo dotąd chwalił sobie prowadzenie własnej marki, ale być może wyrobił sobie już na tyle markę, że może dyktować dużo lepsze warunki niż jako wchodzący na rynek autor.
Wątki zagraniczne, czyli zderzenie ze zmową milczenia i pewnego rodzaju bezradnością policji, gdy w grę wchodzi działanie zorganizowanych grup przestępczych, następców dawnej mafii zwanej Cosa Nostra. Dziś, w świecie zalewanym imigrantami, dużo łatwiej znaleźć kozła ofiarnego i wskazać kogoś z nich jako sprawcę, bo też za nim mało kto się wstawi. Gdy zaatakujesz "rodzinę" uważaj bo mają długie ręce i masę powiązań - komuś pomogli, załatwili pracę, a potem będą oczekiwać przysługi i może się okazać że wokół masz samych wrogów. Ludzie chyba jednak też mogą mieć dość, bo te grupy już dawno przestały kojarzyć się z "ludźmi honoru", bo interesy weszły na obrzydliwe obszary jak handel narkotykami czy kobietami i to bez dawnych oporów, by przynajmniej nie kalać własnego terenu i działać z daleka od własnego domu.
Cała historia zaczyna się jak historia małżeństwa w kryzysie - on uznany lekarz, coraz częściej sięgający po alkohol by się zrelaksować, ona powoli ma już tego dość, choć niby niczego jej nie brakuje. No i jeszcze nastoletnia córka, którą ojciec częściej też rozczarowuje niż uszczęśliwia. Wyjazd za granicę z zaprzyjaźnionym małżeństwem miał być dla nich ostatnią szansą na ratowanie związku. Tyle że okazał się koszmarem.
wtorek, 15 września 2026
W tym kraju nie ma dobrych mężczyzn, czyli uważaj czy dobrze założyłaś hustę
Co tam filmowego ostatnio? Przypadkowe strzały, niewiele zaplanowanych, przemyślanych. Z seriali próbuję Dżentelmenów, napiszę na pewno o Pewnego razu na krajowej jedynce. Trafiłem przegapioną w kinach Dziewczynę z Kolonii, ale jakoś skacząc po tym co w ofercie nie widzę nic więcej ekscytującego - może Wy coś polecicie?
Na kino nie ma czasu, ale za to jedną z nadchodzących premier mogę Wam wskazać. Trochę egzotyczną bo to historia z Afganistanu tuż przed tym jak stamtąd zwiali Amerykanie. Niełatwa, bo też nie żyje się tam przecież lekko - kraj od kilkudziesięciu lat wciąż w nieustannych konfliktach. Co jednak zaskakujące, całkiem też zabawna.
poniedziałek, 14 września 2026
Wszyscy mówią o Jamiem, czyli mam prawo tu być
Środowiska prawicowo-konserwatywne mogą dostać piany przy tym spektaklu, Teatr Syrena odsądzać zaś od czci i wiary, widz będzie jednak oceniał przede wszystkim jakość artystyczną, a nie plotki na temat tego o czym "Wszyscy mówią o Jamiem" jest. Sam jestem ciekawy na ile ta propozycja repertuarowa okaże się hitem - na pewno ma potencjał, nośny choć kontrowersyjny temat, a obsada i głosy zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie.
Na początek powiedzmy: ta historia wydarzyła się naprawdę. W 2011 r. Jamie, szesnastolatek z niewielkiego miasteczka w północno-wschodniej Anglii, został bohaterem filmu dokumentalnego BBC, ponieważ postanowił pójść na bal maturalny w sukience, a w przyszłości robić karierę jako drag queen. Potem była premiera na West Endzie i wreszcie film. I można oczywiście krzyczeć: to promocja "inności" i propagowanie szkodliwej "mody" (albo ideologii jak chcą niektórzy), ale w tej historii po pierwsze jest człowiek i jego opowieść, a po drugie kilka ważnych tematów do przemyślenia zarówno dla nastolatków, jak i dla starszych.
niedziela, 13 września 2026
Trylogia - Jon Fosse, czyli kochana, na pewno sobie poradzimy
To zostańmy jeszcze na północy Europy, choć w sporo późniejszych czasach. Jon Fosse po zdobyciu literackiej nagrody Nobla stał się bardzo popularny, dzięki temu i u nas możemy sięgać do jego wcześniejszych powieści i zanurzyć się w jego opowieści. Mroczne, czasem wydawałoby się bez żadnej nadziei, ale może właśnie dzięki temu jeszcze bardziej mogą poruszać i zmuszać nas do zadawania sobie pytań. Większość Europy odwołuje się w swoim systemie wartości do chrześcijaństwa, a opowieść o Marii i Józefie, dla których nie było miejsca w gospodzie i musieli rodzić w stajni między zwierzętami, ale czy to w jakikolwiek sposób wpływa na naszą postawę wobec potrzebujących? Na co mogą liczyć ci, którzy szukają pomocy, wsparcia, szansy na nowe życie?
Pierwsza z historii wcale nie przypadkowo przypominać może tą ewangeliczną - dwójka młodych ludzi, którzy potrzebują miejsca na nocleg, by się ogrzać, ale i zbudować miejsce do życia. Ona jest młodziutka i w ciąży, a ponieważ ludzie podejrzewają że to nie jest małżeństwo, nikt nie chce im pomóc.
sobota, 12 września 2026
Saga Sigrun - Elżbieta Cherezińska, czyli świat Wikingów ale od kobiecej strony
Uwaga - choć obok widzicie okładkę pięknego nowego wydania Północnej drogi, tom zawiera dwie powieści, a notka jest na razie o części pierwszej, czyli Sadze Sigrun. Ale spokojnie, już zabieram się za drugą połowę, a przymierzam się do kupienia drugiego tomu, czyli kolejnych powieści z tego cyklu równie ładnie wydanych.
Elżbieta Cherezińska zanim zabrała się za pisania o naszych władcach, popełniła serię powieści osadzonych zarówno w historii, jak i w świecie podań o wikingach. Trochę słyszałem o nich pochwał - że barwne, że pikantne, no i wreszcie sam się za to zabrałem.
Nie wiem czy kolejne powieści będą podobne, ale przy Sadze Sigrun zgadzam się z niektórymi opiniami, że blisko jej do romansideł, w których to właśnie miłość jest najważniejszym wątkiem. Ale wiecie co? O dziwo wcale mi to nie przeszkadzało. Sceny zbliżeń rzeczywiście wcale nie tak rzadkie, opisy nie wulgarne, ale i bez owijania w bawełnę, cała opowieść jest snuta przez kobietę, która kocha, tęskni, czeka, nie spodziewajcie się więc walk i wypraw po łupy. To wszystko można podsumować w kilku zdaniach, gdy mężczyźni się chełpią, pokazują łupy i swoje blizny, ale co oni tam będą się rozwodzić przed kobietą o wyprawie skoro to sprawy nie dla kobiet... No chyba że będzie jakiś czyn bohaterski, o którym będzie się potem śpiewać pieśni, ale to zwykle niestety przypada jedynie wybrańcom i to najczęściej po śmierci.
piątek, 11 września 2026
Król Maciuś Pierwszy, czyli czy każda zmiana jest rewolucją
Podobno premiera w Teatrze Telewizji Króla Maciusia Pierwszego w ostatni poniedziałek przyciągnęła przed telewizory jakieś rekordowe tłumy, a ja z przyjemnością znalazłem się wśród nich. Nawet nie ze względu na jakiś wielki sentyment do tekstu Janusza Korczaka, ale ze względu na fantastyczną obsadę. No i ciekawość czy znowu będziemy mieli do czynienia z jakąś przewrotną próbą reinterpretacji i wyciągania z tekstu czegoś co zdziwiłoby pewnie autora (oj zdarzało się). Oczywiście to baśń, z której morał może być niezłą lekcją i dla młodych (nie wszystkie pomysły są realne i sensowne) i dla dorosłych (jak wiele z dobrych pomysłów niszczymy bo mówimy: chcemy by było tak jak dotąd). I choć poruszamy się w realiach baśniowych - królestwo, dwór, służba - to przecież przesłanie wcale tak wiele nie traci na aktualności. Zdziwienie: jak można bić dzieci, wciąż u jednych budzi zgrozę, a inni wzruszają ramionami i odpowiadają: a czemu by nie...
Dość klasyczna to adaptacja, ale bardzo zgrabna. Może i sztucznie wpleciono piosenki, czy fragment z przygodami wojennymi, nie zgrzyta to jakoś bardzo mocno. Największy nacisk położono na relację młodego króla z doradcami i jego próby zwrócenia uwagi na to, że dorośli powinni częściej słuchać dzieci, by dowiedzieć się czego one tak naprawdę pragną i potrzebują. Czy dorośli wiedzą to lepiej? Cóż... Świat się zmienia, a oni mogą jedynie powiedzieć: za moich czasów... :)
Skąd się bierze woda sodowa - Tadeusz Baranowski, czyli pewne rzeczy docenia się po latach
Z ostatnich Targów Książki pod Pałacem Kultury, tych malutkich, jesiennych, przywiozłem praktycznie jedynie dwie rzeczy, co jak na mnie jest bardzo skromne. Ale obie za to radują serducho bardziej niż 10 innych. Patrick Leigh Fermor i Przerwana droga, czyli wreszcie wyczekany trzeci tom o jego wyprawie przez Europę, będzie pewnie czytany w malutkich dawkach i smakowany. Za to Baranowski to trochę powrót do tego co znam z dzieciństwa, ale prawdę mówiąc wtedy nie ceniłem aż tak bardzo i pewnie dlatego dotąd znalazły się w mojej kolekcji wspomnieniowej i Tytusy i Kajko i Kokosz, a z albumów Baranowskiego nie miałem nic. Nadrabiam więc! I ileż frajdy dostarczyło mi to wydanie!
czwartek, 10 września 2026
Zabawa w wilka - Zuzana Říhová, czyli człowiek człowiekowi...
Rany jakie to było dziwne. Nie wiem czemu, ale ubzdurałem sobie że jak wydawnictwo Afera i taka okładka to na pewno mam do czynienia z kolejnym czeskim krymi, lekturą wciągającą, ale i nie wymagającą. Tymczasem...
środa, 9 września 2026
Smugi - Małgorzata Starosta, czyli czy naprawdę zbrodnia może ujść na sucho?
Nie ukrywam, że ostatnimi czasy wiele z lektur zaliczam częściowo albo nawet i w całości w formie audio - tak jest po prostu szybciej, a ja mam sporo w ciągu dnia okazji gdy mogę właśnie w ten sposób kontynuować sobie "czytanie" wybranych książek. Wiadomo, czasem z lektorem trafi się lepiej, czasem gorzej, jednak od słuchowisk oczekiwałbym że będą czymś na jeszcze wyższym poziomie atrakcyjności. Niestety "Smugi" udowodniły mi że może być inaczej.
Już dawno nie miałem takiego odczucia WTF przy słuchaniu książki, bo produkcja przygotowała to tak, że dźwięki "tła" potrafiły zagłuszyć nawet lektora. Żeby było śmieszniej nie zawsze o nich pamiętano, tak jakby dopiero przy konkretnym wspomnieniu w tekście o kluczykach, krokach, drzwiach, trzeba było koniecznie je nagrać albo podkreślić że bohaterowie siedzą w knajpie. Jak to fatalnie zrealizowano! Odbiera to sporo z przyjemności. A jak dodam do tego nie zawsze idealnie dobrane głosy (sporo z nich brzmi dość sztucznie jakby dukali swoje kwestie), to już generalnie klapa. Ponieważ jednak nie mam wersji papierowej, tym razem nie mogłem się "przerzucić" a w ebookach kryminałów i thrillerów nie chce mi się czytać, bo oczy się męczą - cyfrowe wersje zostawiam sobie na teksty które czytam powoli, po kilka stron, a te konkretne gatunki po prostu połykam i męczyłbym się gdybym nie mógł skończyć historii w jeden czy dwa dni. Ciekawość to jedno, ale i poczucie że mogę sobie spokojnie przyspieszyć tempo, bo tu głównie liczy się zagadka, napięcie, a nie detale.
Tak długi wstęp ale warto też parę zdać o samym tytule. Autorkę kojarzyłem dotąd raczej z komediami kryminalnymi, okazuje się że próbuje sił w różnych historiach, nawet w fantasy, więc może jeszcze będę do niej powracał by sprawdzać jak wypada w odmiennych gatunkach. Tym razem sięgnęła po prawdziwe wydarzenia, by wokół nich zbudować historię o próbie wyjaśnienia zbrodni po wielu latach. W niewielkiej wiosce na Podlasiu najpierw znika dwójka dzieci, a potem ktoś znajduje ich ciała. Sprawcy nigdy nie znaleziono, choć policja i prokuratura cisnęła bardzo mocno, nie przejmując się więzami rodzinnymi czy wiekiem przesłuchiwanych.
Już dawno nie miałem takiego odczucia WTF przy słuchaniu książki, bo produkcja przygotowała to tak, że dźwięki "tła" potrafiły zagłuszyć nawet lektora. Żeby było śmieszniej nie zawsze o nich pamiętano, tak jakby dopiero przy konkretnym wspomnieniu w tekście o kluczykach, krokach, drzwiach, trzeba było koniecznie je nagrać albo podkreślić że bohaterowie siedzą w knajpie. Jak to fatalnie zrealizowano! Odbiera to sporo z przyjemności. A jak dodam do tego nie zawsze idealnie dobrane głosy (sporo z nich brzmi dość sztucznie jakby dukali swoje kwestie), to już generalnie klapa. Ponieważ jednak nie mam wersji papierowej, tym razem nie mogłem się "przerzucić" a w ebookach kryminałów i thrillerów nie chce mi się czytać, bo oczy się męczą - cyfrowe wersje zostawiam sobie na teksty które czytam powoli, po kilka stron, a te konkretne gatunki po prostu połykam i męczyłbym się gdybym nie mógł skończyć historii w jeden czy dwa dni. Ciekawość to jedno, ale i poczucie że mogę sobie spokojnie przyspieszyć tempo, bo tu głównie liczy się zagadka, napięcie, a nie detale.
Tak długi wstęp ale warto też parę zdać o samym tytule. Autorkę kojarzyłem dotąd raczej z komediami kryminalnymi, okazuje się że próbuje sił w różnych historiach, nawet w fantasy, więc może jeszcze będę do niej powracał by sprawdzać jak wypada w odmiennych gatunkach. Tym razem sięgnęła po prawdziwe wydarzenia, by wokół nich zbudować historię o próbie wyjaśnienia zbrodni po wielu latach. W niewielkiej wiosce na Podlasiu najpierw znika dwójka dzieci, a potem ktoś znajduje ich ciała. Sprawcy nigdy nie znaleziono, choć policja i prokuratura cisnęła bardzo mocno, nie przejmując się więzami rodzinnymi czy wiekiem przesłuchiwanych.
wtorek, 8 września 2026
Obcy, czyli upał i chłód
Mam wrażenie, że twórczość Alberta Camusa po obejrzeniu ekranizacji w reżyserii François Ozon na nowo może wzbudzić ciekawość i sprawić że młodsze pokolenia też zaczną szukać tam pewnych odpowiedzi albo potwierdzenia tego co czują. Dziś nie brakuje osób, które czują pewien dystans, a może nawet chłód, obojętność wobec świata, wobec bliźnich, postawa bohatera "Obcego" wydawać się więc może komuś nie tylko zrozumiała ale i bliska. To emocjonalne odrętwienie w jakim tkwi Meursault szokowało jemu współczesnych, było jednym z argumentów by wydać na niego wyrok, a dziś pewnie znalazło by wielu obrońców i apologetów.
Mimo chłodu, surowości jaka jest w tym obrazie i w bohaterze, ma jednocześnie w sobie wiele zmysłowości, dlatego mam wrażenie że zainteresowanie prozą Camus będzie rosnąć. No i jeszcze zarysowana tu relację z inną kulturą i traktowanie jej przedstawicieli jako groszy gatunek ludzki - przecież to wciąż żywy temat debaty społecznej, na ile nietolerancja może być usprawiedliwiona brakiem zgody na zmiany zachodzące wokół. W "Obcym" zresztą to bardziej postawa ogólnoludzka a nie ograniczona jedynie do Arabów, zresztą sytuacja jest inna bo akcja dzieje się w Algierii, którą Francuzi jedynie uważali za swój teren, choć byli tam kolonizatorami.
poniedziałek, 7 września 2026
Peter Gabriel - i/o, czyli a Ty wolisz jasność czy mrok?
Peter Gabriel co prawda wypuścił nie tak dawno kolejny album, ale ja postanowiłem poświęcić notkę płycie, którą nagrał kilka lat temu, po bardzo długim swoim milczeniu. To zwykle rzeczywiście jest jakaś próba czasu - na ile artysta ma jeszcze coś do powiedzenia, na ile potrafi zrobić krok ku współczesności, zaczarować nową publiczność. Na pewno był to też trochę zaskakujący eksperyment, żeby te same utwory zaprezentować w różnych wersjach, nagrywając jakby dwie odsłony tego krażka - ciemną i jasną, bardziej mroczną i bardziej optymistyczną. Można sobie porównywać i zestawiać to co najbardziej nam się podoba. Remixowanie niby nie jest niczym nowym, zwykle jednak pojawiają się te "inne" wersje dopiero po pewnym czasie, a tu proszę...
Pewnie odsłanianie przez rok kolejnych utworów z płyty też nie było najlepszym pomysłem, bo gdy wydano cały album nie było już niespodzianek, ale kto zabroni artyście...
Mimo wszystko to ciekawa płyta i na pewno zasługuje na to by po nią sięgnąć.
niedziela, 6 września 2026
sobota, 5 września 2026
Przytulne miejsce - Peter S. Beagle, czyli czy potrafimy odejść w spokoju
Rany jakie to było dziwne. Pozornie proste, ale jednak pełne jakichś ładnych cytatów i filozoficznych refleksji. Klimatyczne. A to że trudno mówić by wciągało wynika raczej z tego że próżno tu szukać zwrotów akcji, jakiejś ekscytującej fabuły. Nie to żeby autor nie próbował, wychodzi mu jednak średnio.
Bohater tej powieści to Jonathan Rebeck - mężczyzna już po 50, były aptekarz,
bankrut. Od blisko 20 lat mieszka na cmentarzu. Uciekł od zgiełku
świata, bo nie potrafi tam żyć, nie potrafi już się do niego
dostosować. Swój dom i cichy azyl znalazł na cmentarzu, pośród umarłych.
Mieszka w mauzoleum, rozmawia z duchami, a stary kruk przynosi mu
jedzenie (kanapki które kradnie) i nowinki ze świata, które wyczytał w gazetach. Mężczyzna nie wychodzi poza mury cmentarza jakby sam już był duchem, podlegającym ograniczeniom które nie pozwalają mu na funkcjonowanie w świecie poza nim. Ale jemy to nawet nie przeszkadza. Dopóki nie uświadomi sobie że przecież nie musi być tak bardzo samotny, że nie musi rozmawiać jedynie ze zmarłymi czy krukiem.
piątek, 4 września 2026
Sarmatia - Artur Wiesław Wójcik, czyli czy uda się obalić czarną legendę złotego wieku?
Trochę wykorzystując popularność serialu 1670 i obśmiewanie Sarmatów z ich największymi kutasami (a co!) autor postanowił wydać publikację, która obiecywała trochę coś czego nie do końca potem udało się zrealizować. No bo co to znaczy: zmierzyć się z czarną legendą złotego wieku? Czyżby autor zamierzał udowodnić, że to co zwykle opowiada się o XVII-XVIII wieku, rosnącej roli szlachty, osłabianiu państwa i powolnej anarchii, samowoli, które zjadały Rzeczpospolitą, nie były prawdą? Oczywiście żarty z doszukiwania się przodków w dalekiej przeszłości i zbytnie go zadzieranie nosa, czasem idą tak daleko, że zapomina się o tym iż Polska naprawdę była w tym okresie potęgą, cieszyła się względnym spokojem, swobodami obywatelskimi (i tolerancją religijną) a szlachta pozostawiła po sobie masę dowodów na swoją wielkość. Czy jednak powiedzenie: nie przesadzajmy z tym ośmieszaniem facetów w żupanach, wystarczy by powiedzieć: oto obaliłem czarną legendę i wszystko jest cacy? Autor musiałby dostarczyć dowodów na to, iż wiele faktów wskazywanych na potwierdzenie zaprzaństwa, rozrzutności, zaślepienia polskich szlachciców, nie mają potwierdzenia. A tego raczej nie jest w stanie zrobić. W sumie sam siebie określa jako popularyzatora historii, demaskatora mitów, opisywacza szurii i pseudonauki wszelakiej, raczej spodziewałbym się że weźmie się też do dekonstrukcji mitu o wielkości, braku krytycyzmu i wyjątkowości sarmackiej tożsamości, a nie do jej obrony.
Sarmatia jest więc podróżą w czasy gdy od XVI wieku zaczęły rosnąć wpływy szlachty, a kolejni władcy mieli przez nią coraz bardziej związane ręce, musząc liczyć się z ich głosami. Podróżą ciekawą, ale trudno powiedzieć że wielce odkrywczą. To zbiór faktów, ciekawostek, które dają pewien obraz zarówno jasnych stron epoki, jak i tych ciemniejszych.
czwartek, 3 września 2026
Aż po kres, czyli nie miałam innego wyjścia
Zanim o seansie z Netflixa, podrzucam jeszcze jeden link: kilka tygodni temu Marta napisała o najnowszej powieści Wojciecha Nerkowskiego "Włoskie śledztwo". Ona zachwycona, a ja... no cóż.
Żeby przeczytać kliknij tu
A może to jakiś taki czas mam że prawie nic mi się nie podoba? Wiadomo że im więcej, tym poprzeczka rośnie, a i widać pewne klisze, niedociągnięcia.
Przy "Aż po kres" też mam ochotę pomarudzić. Może i ciekawa historia, ale zabrakło jakiegoś pomysłu, by wprowadzić tam więcej pazura i emocji.
Długo się rozkręca i zapowiada się bardziej jakiś melodramat - historia matki samotnie wychowującej synka, bo z facetem nigdy nie mogła się dogadać i rozstali się niekoniecznie w dobrych stosunkach. Gdy jednak chłopiec zachoruje na białaczkę, oboje staną obok siebie jak przed laty. To jednak ona gotowa jest na dużo więcej niż on...
środa, 2 września 2026
Pierwszy dżentelmen - Bill Clinton, James Patterson, czyli to niemożliwe by sprawcą był ktoś taki...
To już trzecia powieść napisana przez duet: byłego prezydenta, który podrzuca pewnie smaczki na temat kulisów Białego Domu i pisarza, który regularnie podrzuca swoim fanom kolejne powieści sensacyjno-kryminalne. Patterson co prawda wzbudza u niektórych kontrowersje, bo odważnie przyznał się, że wiele z jego tytułów pisanych jest przez kogoś innego - on daje jedynie szkic pomysłu i potem kontroluje kierunek, ale trzeba przyznać że czyta się je naprawdę dobrze i jako rozrywka sprawdzają się nieźle.
O dwóch poprzednich tytułach duetu pisałem na blogu (można znaleźć notki w spisie przeczytanych), ale Pierwszy dżentelmen ma trochę inny charakter. To bardziej thriller prawniczo-kryminalny, trochę w stylu Grishama, niż sensacja z wątkiem kryminalnym jak w poprzednich przypadkach. Zmieniła się nawet postać numer jeden - to już nie jest były komandos, szanowany przez ludzi polityk, ale...
No właśnie w przypadku Pierwszego dżentelmena to nie Biały Dom jest na pierwszym planie, a przynajmniej nie cały czas. Prezydentem jest kobieta, która właśnie szykuje się do radykalnych reform i zbiera poparcie dla trudnych cięć w budżecie, a cała afera będzie dotyczyć nie jej, ale jej męża. To były sportowiec, który z powodu kontuzji kiedyś przerwał karierę, raczej prosty facet, bez wielkich politycznych zapędów. Gdy powraca sprawa zaginięcia młodej kobiety, z którą przyjaźnił się w młodości, to cios nie tylko dla niego, ale i dla małżonki i całej jej ekipy...
wtorek, 1 września 2026
Młodsza siostra, czyli czemu coś odrzucać?
Filmy z etykietą queer niektórzy omijają z daleka, ale "Młodsza siostra" więcej w sobie ma z filmów o dojrzewaniu i poszukiwaniu siebie. Reżyser rzeczywiście wprowadza nas trochę w środowisko, pokazuje obrazki z parady, z klubów, jest w tym jednak bardziej ciekawość obserwatora niż zaangażowanie żeby widz koniecznie coś zaakceptował. Towarzysząc bohaterce cały czas czujemy jej poszukiwania, zmaganie się z samą sobą, nie tylko skupione na jakimś coming oucie, ale po prostu próbach połączenia różnych rzeczy które są dla niej ważne. Tu nie ma coś za coś, czyli jednoznacznego odrzucenia konserwatywnych wartości przekazanych przez rodziców, a raczej dylemat czy da się żyć łącząc jedno z drugim. Fatima czuje że lepiej czuje się z chłopakami i w męskich rozrywkach, a podobają jej się dziewczyny, jednocześnie ważna jest dla niej wiara, rodzina, algierskie korzenie. Potrafi nawet pójść do imama ze swoimi rozterkami, by jakoś poukładać się ze swoim sumieniem.
To młodziutka dziewczyna, dopiero kończy szkołę, przed nią wybór studiów, jakieś kolejne wybory, ale wciąż mieszka z rodzicami i nie ma w niej chęci ucieczki, buntu.
To młodziutka dziewczyna, dopiero kończy szkołę, przed nią wybór studiów, jakieś kolejne wybory, ale wciąż mieszka z rodzicami i nie ma w niej chęci ucieczki, buntu.
poniedziałek, 31 sierpnia 2026
Odyseja, czyli trauma wojenna czy jednak rozgrywki bogów?
Sierpień kończę filmem Christophera Nolana, który był tak oczekiwany, ale chyba ostatecznie u nas nie wzbudził aż tak wielkich zachwytów jakich być może oczekiwano. Rzeczywiście - nie jest to widowisko, w którym przeciętny widz mógłby delektować się kolorami, obrazami, akcją, tempem, napięciem. Reżyser pozornie dość wiernie stara się odtworzyć wydarzenia (ale już nie wszystkie elementy ze świata bogów i zmarłych) z epopei Homera, ale robi to po swojemu. W efekcie wychodzi się z kina z refleksją jakże zaskakującą: mimo kompletnie innych czasów udało się połączyć Iliadę i poprzedni film Nolana, czyli Oppenheimera. Przesłanie bowiem jest bardzo czytelne: podejmowane decyzje, realizowana przemoc i zniszczenie, ma swoje konsekwencje również w duszy człowieka. Bogowie starają się pokazać pewną lekcję, a my wciąż jej nie odczytujemy albo nie chcemy przyjąć, wybierając po raz kolejny dumę, chciwość, żądzę, zemstę itd.
Psychologiczne interpretacje tekstów antycznych? Można i tak, tylko czy naprawdę mówi to więcej o tych dziełach czy o nas żyjących współcześnie?
niedziela, 30 sierpnia 2026
Revolterium - Bernard Gromek, czyli czy wiesz kim był Edward Dembowski?
Czytane prawie zaraz po Cham z kulą w głowie Szczerka Revolrterium pozostawiło mnie wciąż w mrocznych i pełnych przemocy klimatach. Tam miałem jednak jakąś alternatywną wizję historii, Gromek zaś stara się trzymać realiów epoki i to chyba jeszcze bardziej czyni tą lekturę pesymistyczną i dość wstrząsającą. To wizja życia w Krakowie i w Galicji w okolicach 1848 roku, gdy pamięć o powstaniu krakowskim wciąż była żywa. Zarówno ofiary, ci co poszli do więzienia, ale i ci którzy przeżyli wciąż nie mogą zapomnieć, bo też wydarzenia te mocno wstrząsnęły społeczeństwem. Oto tych, którzy rzucili hasło niepodległości i wyzwolenia chłopów spod pańszczyzny nie tylko nie czekało wsparcie ze strony tych z którymi chcieli się bratać, ale czekały ich kosy, pięści, widły i niechęć. W najlepszym razie obojętność. Naiwnie wierzyli w pospolite ruszenie, na braterstwo klas, a tymczasem zaborca rozegrał ich jak małe dzieci, przez jakiś czas przymykając oczy na rabunki, palenie dworów i mordowanie szlachty przez chłopów i rozprawiając się z tą garstką uzbrojonych idealistów.
Co zmieniło się po dwóch latach? Znowu w mieście odzywają się głosy wzywające do walki o niepodległość, budzą się jakieś nadzieje na niezależność, ale ci którzy dobrze pamiętają o tym jak skończył się niedawny zryw, raczej nie mają wiary że coś z tego będzie.
Co zmieniło się po dwóch latach? Znowu w mieście odzywają się głosy wzywające do walki o niepodległość, budzą się jakieś nadzieje na niezależność, ale ci którzy dobrze pamiętają o tym jak skończył się niedawny zryw, raczej nie mają wiary że coś z tego będzie.
piątek, 28 sierpnia 2026
Poczekam z Tobą - Jakub Bączykowski, czyli to co ważne, to co piękne, to co prawdziwe
Kolejna powieść Jakuba Bączykowskiego, który podbił moje serce "Zadzwoń zanim dojedziesz", ale generalnie z przyjemnością połykam jego książki, niezależnie czy szły bardziej w stronę komediową, kryminalną, czy jak ostatnio w obyczajową. Znalazł sobie pewną niszę i w niej porusza się całkiem sprawnie - bierze historie z życia, jakieś postacie, które można powiedzieć że mogą przypominać każdego z nas, takich normalsów i buduje z tego pełne ciepła, emocji i pozytywnych wibracji powieści. Takie do połknięcia w kilka godzin. Nie są to klasyczne obyczajówki, bo to nie jest klucz "trudność-zmiana-happy end" gdzie w tle oczywiście zawsze jest romans. U Kuby nie. Są czasem małe lub większe dramaty, są jakieś trudne decyzje, ale ani nie obiecuje że zawsze będzie słodko i z górki ani na siłę nie szuka rozwiązań w sercowych uniesieniach.
Przecież życie składa się z tylu rzeczy i emocji, które składają się na szczęście - nie musi to być od razu zakochanie i szał ciał. Spytacie co zatem?
środa, 26 sierpnia 2026
Milczenie - Marek Stelar, czyli to były takie dziwne czasy...
Znowu trochę pokićkałem w ramach serii, czyli po drugim tomie, zamiast sięgnąć po pierwszy, poleciałem z trzecim :( I niby każdy to oddzielna sprawa, a jednak zawsze możliwość przyglądania się życiu prywatnemu bohatera jest jakimś ważnym dodatkiem, bo to wszystko ma wpływ na jego pracę. Zwłaszcza że Aspirant Przeworski, zesłany w tomie drugim na peryferia, teraz wraca do Szczecina po awansie, za to z porozwalanym życiem uczuciowym.
Stelar umiejętnie wykorzystuje wątki historyczne, dobrze wydaje się znać region i dlatego też mam wrażenie tak dobrze się to czyta. Nie są to jakieś oczywiste historie, ale zawsze dorzuca trochę mniej znanych ciekawostek (np. teraz o akcji Bricha, czyli przerzucaniu Żydów już po zakończeniu wojny przez granicę zachodnią), zgrabnie też splata nitki pomiędzy współczesnością a przeszłością.
wtorek, 25 sierpnia 2026
O czy wie Marielle, czyli dlaczego ze sobą nie rozmawiamy otwarcie
Produkcja dość kameralna, ale ciekawy scenariusz sprawia że potem o tym filmie się myśli. Dobrze poprowadzone trzy role i sytuacja, która wydaje się przerastać rodziców nastoletniej Marielle. Niesamowita zdolność jaka się u niej ujawnia, wydobywa na wierzch wszystkie napięcia, konflikty w ich domu, ich niepewność. Każdy przecież, nawet przed żoną/mężem/ba, nawet przed dzieckiem chce wydawać się trochę lepszy, czasem udaje, pewnych rzeczy nie mówi na głos. A co jeśli dziecko zna każdy twój ruch, twoje wypowiedziane nawet szeptem słowo, tak jakby ci towarzyszyło non stop? Już nie można powiedzieć "to nie dla jej uszu", "porozmawiajmy wieczorem bez niej"... Ona i tak wie. A jeżeli zaprzeczysz, jeszcze bardziej będziesz się pogrążał.
poniedziałek, 24 sierpnia 2026
Kamienie musiały polecieć - Anna Prymaka-Oniszk, czyli wymazywana przeszłość Podlasia
Takie książki powinny stanowić część jakiego kanonu lektur, nie tylko dla młodych, ale i dla dorosłych. Nie ma bowiem nic lepszego na różne chore idee o tym jak to "Polska tylko dla Polaków", jak lepsze poznanie tych "innych", o których czasem wolimy nie pamiętać że są inni. Udajemy że mamy wspólną historię, wspólne wspomnienia, tradycje, tak samo myślimy, mówimy... Owszem, wiele nas łączy, żyjemy w tym samym kraju, ale poznanie tych różnic jest bardzo ważne, zwłaszcza że tak wiele zła już doświadczyły w przeszłości te rodziny od tych, którzy walczyli "z innymi". Wystarczyło czasem inne nazwisko, czasem wyczuwalny akcent, jakieś naleciałości, a czasem po prostu to, że ktoś zamiast do kościoła chodził do cerkwi. Sąsiad, człowiek który żył od dziesiątek lat w tej samej wsi, może się w niej urodził, nagle okazywał się niewystarczająco dobry, gorszy od tych, którzy może sprowadzili się tu przed rokiem czy dwoma...
To nie było też tak, że tak było zawsze, ale w historii czasem pojawiały się takie chwile, gdy nagle takie głosy i nastroje zyskiwały na popularności, gdy wskazanie "wroga" uważano za panaceum na wszystkie problemy. Czasem zawinił polityk, czasem może duchowny, który to wspierał, potem wystarczała jakaś plotka, obmowa, oskarżenie i nawet nie ważne było ile w tym prawdy, bo łatwiej było uwierzyć "swojemu".
sobota, 22 sierpnia 2026
Ostatni dom, czyli przeżyliśmy bo...
Chyba muszę ostrożniej podchodzić do tego co jest reklamowane jako "hit" na Netflixie, żeby potem nie odczuwać tak bardzo rozczarowania. Ostatni dom nawet jeżeli ma coś w sobie z thrillera S-F to raczej niewiele, bardziej jest opowieścią o zmaganiu się z klaustrofobią i koniecznością przeżycia z tym co masz w domu przez okres dłuższych niż tydzień czasu. Da się? Twórcy filmu dość naiwnie sugerują że się da o ile tylko bardzo chcesz. Jest to wiec opowieść o relacjach rodzinnych o tym iż poprzez wprowadzanie zasad, szukania pomysłów na racjonalizację, można nie zwariować a nawet żyć w jakim takim dobrostanie. I to mimo zagrożenia, które jest całkiem realne.
Pal licho nielogiczności, dziury fabularne w tym co ma być tym zagrożeniem, czyli potworami, które przychodzą wraz z deszczem, jakimś dziwnym sposobem na zamykania ludzi w czterech ścianach. W sumie przez długi czas jakoś nie zwraca się bardzo na to uwagę, z ciekawością obserwując kolejne kryzysy (ale też nie wszystkie, bo prąd, woda, gaz pozostały dostępne prawie do końca) i szukanie rozwiązań bez użycia nowoczesnych technologii. Największe rozczarowanie jednak przynosi ostanie kilkadziesiąt minut, finałowe starcie z zagrożeniem, gdzie ilość absurdów już po prostu czyni ten film totalnie niepoważnym. Bez tej końcówki, może i uznałbym to za niezłą rozrywkę, bo atmosfera niedopowiedzeń, niepewności była całkiem ciekawa.
Pal licho nielogiczności, dziury fabularne w tym co ma być tym zagrożeniem, czyli potworami, które przychodzą wraz z deszczem, jakimś dziwnym sposobem na zamykania ludzi w czterech ścianach. W sumie przez długi czas jakoś nie zwraca się bardzo na to uwagę, z ciekawością obserwując kolejne kryzysy (ale też nie wszystkie, bo prąd, woda, gaz pozostały dostępne prawie do końca) i szukanie rozwiązań bez użycia nowoczesnych technologii. Największe rozczarowanie jednak przynosi ostanie kilkadziesiąt minut, finałowe starcie z zagrożeniem, gdzie ilość absurdów już po prostu czyni ten film totalnie niepoważnym. Bez tej końcówki, może i uznałbym to za niezłą rozrywkę, bo atmosfera niedopowiedzeń, niepewności była całkiem ciekawa.
Obcy raz atakują, raz nie. Zwierząt nie. Co to za dziwne zagrożenie?
Bajeczka. A przecież miał być thriller S-F.
No i to przesłanie - wszyscy dookoła umierają, ale nasz dom jest silniejszy, bo jesteśmy wspaniałą rodziną... Ech. Nawet jak na kino familijne robi się dziwnie słodko i nierealistycznie.
piątek, 21 sierpnia 2026
Duch w szpitalu - Róża Hajkuś, czyli jak wydobyć z ludzi dobro
Hmmm, okładka w stylu "Zanim wystygnie kawa", opis też trochę obiecuje coś podobnego, Róża Hajkuś jednak proponuje coś innego. Niby jest duch, jakiś element magiczny, który stara się popychać bieg wydarzeń albo przynajmniej w niego ingerować, bo nie zawsze mu wychodzi, jednak cała historia dużo mocniej ciągnie w stronę obyczaju, spraw życiowych, nie obiecując tak jak często mamy to w tych azjatyckich historiach, rozwiązania wszystkich problemów.
I powiem Wam że to mi się nawet bardziej podoba. Te realia polskie, miejsce akcji które autorka dobrze zna (bo jest lekarzem), humor, jakby znajomi bohaterowie nie tylko nie ujmują uroku temu co przyciągało do pełnych ciepła książek z Japonii czy Korei jakich mamy wysyp na rynku, ale nawet jeszcze lepiej się to czyta. Odchodzi oczywiście element odmiennej kultury, egzotyki, za to jest jakoś tak swojsko. Z tym całym naszym polskim marudzeniem, wypaleniem, skupieniem na sobie, różnymi problemami. A pewnego ciepła i wiary w ludzi, w dobro i tak nie brakuje.
czwartek, 20 sierpnia 2026
Upiór w kuchni, czyli tym razem w podwójnej dawce z Teatru Telewizji
Do niektórych sztuk powracam kilkukrotnie, zwykle jednak towarzyszy temu spora przerwa, która nie odbiera przyjemności oglądania tego samego po raz wtóry. Tym razem jednak postanowiłem zrobić sobie "seans porównawczy" i z repertuaru Teatru Telewizji (wiadomo gdzie oglądać online prawda?) a dokładniej z sekcji Kobry, czyli Teatru Sensacji wybrałem sobie dwie wersje "Upiora w kuchni". W dodatku obie w reżyserii Janusza Majewskiego tyle że różni je prawie 20 lat. A dla tych, którzy chcą to zobaczyć na żywo wciąż zdaje się jeszcze gra to Teatr Kamienic (pisałem o nim tak). To zabawne doświadczenie, gdy słyszysz ten sam tekst słowo w słowo, ale widzisz jak dużo też może włożyć od siebie aktor i pewnie swoje dokłada reżyser. No i autor, który ukrywa się za pseudonimem Patrick G. Clark, by jeszcze bardziej sprawiało to wrażenie brytyjskiej czarnej komedii w starym stylu.
środa, 19 sierpnia 2026
Za wszelką cenę, czyli a nie lepiej byłoby w dwugodzinnym filmie?
I jeszcze jedna produkcja, która ma podobny motyw w fabule - dla dziecka zrobisz wszystko. Za serialem stoi Harlan Coben, którego Netflix eksploatuje aż do przesady, no ale co zrobić, skoro widzowie kochają jego historie. Nawet jeżeli potem na ekranie twórcy robią z nich coś dziwnego, zatracając nie tylko klimat, ale i logikę.
Może w trakcie lektury to nie rzuca się tak bardzo w oczy, ale gdy musisz rozciągnąć to na 8 godzin i cały czas podkręcać atmosferę by utrzymać tempo, nic dziwnego że widać grube szwy jakimi próbuje się to wszystko zszywać i nielogiczności. Lepiej naprawdę czasem byłoby zostawić pewne wątki, skupić się na tym co najważniejsze, by nie zmuszać widza by 8 godzin czekał na finał, który w dodatku go rozczaruje. Im dalej tym bowiem jest słabiej...
Ofiara - Anna Potyra, czyli niby żona była, ale dla córki jestem gotów na wszystko
Znowu wchodzę trochę jakby w środek jakiegoś cyklu, bo Ofiara to już drugi tom z Tomaszem Branickim, byłym komandosem i detektywem. Na szczęście można czytać spokojnie niezależnie. I choć zaskoczeń wielkich nie ma, to jako rozrywka sprawdza się całkiem nieźle. Trochę elementów bardziej sensacyjnych (wiadomo były komandos ma kolegów, którzy zawsze chętnie pomogą), zagadka prowadząca w przeszłość...
A wszystko zaczyna się porwania dla okupu córki Ewy Karpińskiej. Jej ojciec który miał zgromadzić pieniądze, bogaty biznesmen wylądował po zawale w szpitalu i to ona będzie musiała zająć się kontaktem z porywaczami. Na szczęście ma wsparcie w byłym mężu, który przejmie całą sprawę. Gdy bowiem wszystko się posypie, jedynym sposobem na odszukanie porwanej, będzie próba odpowiedzi na pytanie: kto im to zlecił, czyli kto aż tak wielkie miał żale do milionera...
A wszystko zaczyna się porwania dla okupu córki Ewy Karpińskiej. Jej ojciec który miał zgromadzić pieniądze, bogaty biznesmen wylądował po zawale w szpitalu i to ona będzie musiała zająć się kontaktem z porywaczami. Na szczęście ma wsparcie w byłym mężu, który przejmie całą sprawę. Gdy bowiem wszystko się posypie, jedynym sposobem na odszukanie porwanej, będzie próba odpowiedzi na pytanie: kto im to zlecił, czyli kto aż tak wielkie miał żale do milionera...
wtorek, 18 sierpnia 2026
Gorzkie święta, czyli z tego cierpienia zrobię sztukę
Pedro Almodóvar w swoim najnowszym filmie sięga po ciekawy dylemat: czy twórca ma prawo wykorzystywać ból innych do tego by wykreować ciekawą historię. To że sięga się po motywy autobiograficzne to rozwiązanie częste, ale czy myśli się o tym że w naszym otoczeniu są też inni, którzy nie tylko mogą się w pewnych postaciach i scenach rozpoznać, mogą potem z tego powodu cierpieć?
Pojawia się też w Gorzkich świętach wątek wypalenia, niemocy twórczej, ba nawet depresji i wsparcia jakie otoczenie buduje wokół bohatera - w końcu jest wielkim artystą i o niego trzeba dbać. Czy trzeba więcej by w scenariuszu nie doszukiwać się własnych refleksji Almodóvara nad tym jak powstają jego historie, z jakimi dylematami sam się czasem mierzy. I to jest tu najciekawsze.
poniedziałek, 17 sierpnia 2026
Tribute to Queen, czyli czy to wciąż może brzmieć tak samo
Ot, ciekawostka, do mojego miasteczka, w ramach koncertów letnich w plenerze zapraszani dotąd byli muzycy i zespoły, którzy gdzieś już mocno zaistnieli w przestrzeni muzycznej, a tu proszę - zespół o którym niewiele wiadomo, a reklamuje się go że jako jedni z nielicznych mają glejt od fan clubu międzynarodowego Queen, że robią to dobrze.
Dopiero potem ze zdumieniem odkryłem że za nazwą Ambitus kryje się raczej nie jeden zespół ale cały projekt menadżerski, do którego potem dopraszani są różni muzycy (można sprawdzić tu). Grają nie tylko covery Queen w wersji rockowej lub akustycznej, ale też np. Stinga, klasyki rockowe, Grechutę a nawet przeboje Zenka grane w wersji latino... No przyznacie że trochę pachnie to chałturzeniem jakby wszystko jedno było im co grają. Nie można jednak przecież przekreślać z tego powodu muzyków, tylko trzeba dać im szansę i sprawdzić jak to robią? Może jednak jest to nie tylko profesjonalne, ale i wkładają w to serducho?
niedziela, 16 sierpnia 2026
Szklany ogród - Tatiana Țîbuleac, czyli o tym co trudne można opowiadać w piekny sposób
Wśród masy kryminałów, thrillerów, które wiadomo że połyka się szybko i równie szybko zapomina pojawiają się wśród lektur takie tytuły, które może czyta się wolniej, ale smakują wybornie. I pamięta się o nich potem jeszcze długo.
Na tegoroczny finał WOŚP udało zdobyć się dwie powieści Tatiany Țîbuleac z autografem (dzięki Książkowe Klimaty), przy okazji jedną z nich udało się przeczytać, na drugą (Lato gdy mama miała zielone oczy) jeszcze będę polował, bo opinie stawiają ją jeszcze wyżej. O ile wędrówki po mapie lub w realu, czytanie reportaży, może i dadzą jakąś możliwość poznania jakiegoś kraju, regionu, to spotkanie z literaturą daje nam coś jeszcze więcej. Tu często miesza się mentalność, teraźniejszość, historia, podejście do sąsiadów, kuchnia, kultura, język, tradycje... Szczególnie w przypadku mniejszych krajów, o których niewiele wiemy, myślę że to może być cenne doświadczenie. Mołdawia, bo w tym przypadku autorka pisze właśnie o tym miejscu, pojawia się w naszych mediach trochę przy okazji wpływów Rosji, polityki, niewiele jednak chyba wiemy na temat ich historii i problemów.
Szklany ogród daje okazję do takiego przyjrzenia się trochę bliżej temu jak różne grupy etniczne mogły patrzeć na to co tam się działo.
sobota, 15 sierpnia 2026
Sądny dzień Carla - Matt Dinniman, czyli nie chcę zabijać bo wam się tak podoba
Nie tak dawno pisałem o pierwszym tomie cyklu, a tu trafiła się dłuższa podróż autem i audiobook z dwójką okazała się w sam raz na samotną jazdę. Odpowiednia dawka akcji, humoru, a jednocześnie nic na tyle skomplikowanego by nie tracić wątku gdy przez moment jesteś bardziej skupiony na tym co dzieje się na drodze.
Zerknijcie w spisie przeczytanych na notkę o tomie pierwszym, bo nie mam zamiaru streszczać, a Sądny dzień Carla to kontynuacja którą trudno czytać w oderwaniu - będziecie zbyt pogubieni. No bo jak zrozumieć ten dziwny duet: facet i gadający kot, którzy nagle mają możliwość znaleźć się w pierwszej dziesiątce graczy uwięzionych w podziemiach? Ludzi którzy walczą o przejście na kolejne poziomy i próbują nie zginąć jest jeszcze chyba kilkaset tysięcy, więc to osiągnięcie jak się patrzy. Fakt - są oryginalni, a kotka ma taką charyzmę, że potrafi każdego przegadać i liczba ich fanów wciąż rośnie. Ale też narobili sobie trochę wrogów, więc wciąż muszą walczyć o życie z coraz trudniejszymi przeciwnikami, a wychodzą z tego raczej cudownym trafem niż siłą i sprytem. A tu przecież trzeba spektakularnie wygrywać, żeby nie tracić zainteresowania podglądających ich walki...
piątek, 14 sierpnia 2026
Zaleca się kolejnego kota - Shō Ishida, czyli naprawdę to ma mi pomóc?
Najpierw dla przypomnienia notka o pierwszej części tego cyklu: kliknij tu.
Moda na tego typu ciepłe historie nie mija, a już gdy pojawiają się w tle koty, to już robi się szczególnie sympatycznie. Nic dziwnego że powstała kontynuacja. Powracamy do tajemniczej poradni Kokoro, do której trafiają ludzie, którzy mają jakiś problem. Nikt przypadkowy tu nie trafi, bo jakoś dziwnie wszystkie uliczki mu się plączą, nikt nie podpowie drogi, twierdząc że takie miejsce nie istnieje. Ale ci którzy tam trafią, nawet jeżeli będą się dziwić atmosferze tego miejsca, z czasem będą polecać je kolejnym osobom.
Dziwnie oschła recepcjonistka, szalony lekarz, który twierdzi że na wszelkie zmartwienia najlepszą receptą jest... kot. I natychmiast wręczają ci klatkę z jakimś kociakiem i torebkę z podstawowymi produktami do opieki.
czwartek, 13 sierpnia 2026
Małżeńskie porachunki, czyli wezwijmy zawodowca
I jeszcze jedno krymi, choć filmowe, nie książkowe. To efekt wypadu do kina plenerowego w naszym Piastowie no i ciekawość Dorocińskiego w duńskiej produkcji.
Zabawa całkiem niezła, choć to zdecydowanie humor skandynawski, mocno pokręcony i fabuła pełna schematów. Na Zachodzie to norma w scenariuszach komediowych, że jak człowiek ze wschodu do oczywiście alkoholik, taka więc przypadła tu rola Marcinowi Dorocińskiemu. Wiecznie napruty, jednocześnie jednak jest "zawodowcem", czyli nie ma skrupułów, by zabić gdy ktoś go wkurza. A że wkurzają go ludzie często, nawet sami zleceniodawcy trochę się go obawiają.
Wymyślili sobie, że pozbędą się żon, bo rozwód może ich dużo kosztować, a ewidentnie w tej chwili małżonki już się nimi znudziły, więc nie zamierzają być na każde zawołanie jakby sobie panowie życzyli.
Cham z kulą w głowie - Ziemowit Szczerek, czyli burdel straszny, nikt nie ogarnia, ale winę jak zwykle zwala się na przeszłość, zaborców i obcych
Fabularnie można by oczywiście upierać się przy tym że to kryminał, powieść sensacyjno-przygodowa, gdzie bohater jest zmuszony wykonać jakąś misję, rozwiązać zagadkę. Dużo ciekawsze w Chamie z kulą w głowie są jednak zarówno warstwa językowa, mięsista i barwna, jak i samo tło. Jesteśmy bowiem w historii alternatywnej, w której to nie było wielkiego szaleństwa drugiej wojny światowej, Hitler zginął dość szybko w zamachu, Polska więc nadal mogła spokojnie sobie rosnąć na jedną z potęg w regionie, prowadząc politykę dość zbieżną z tym co znamy z czasów Piłsudskiego i rządów Sanacji. Nie chodzi jednak o samą zabawę w "co by było gdyby", w uderzanie w bębenek propagandy wielkiej Rzeczpospolitej, która po prostu miała pecha mieć takich sąsiadów jakich miała. Rysując przed nami różne obrazy z miasta (np. pomniki, prace architektów próbujących udowodnić wielkość Warszawy), czy scenki ze spotkań bohatera z różnymi grupami (od opozycji, przez inne gryp wyznaniowe, narodowościowe, anarchistów, socjalistów aż po zwykłych bandziorów) Szczerek chce nam udowodnić iż od początku był to ślepy zaułek i jedynie przekonanie o potędze, gdy w rzeczywiści różne błędy i podgrzewanie niechęci wobec mniejszości, prowadziły ku katastrofie.
środa, 12 sierpnia 2026
Sierociniec - Jakub Rutka, czyli cicho dziatki, już bez słowa
Ciekaw byłem czy Jakub Rutka będzie kontynuował cykl kryminalny z przygodami podcastera z Ostrołęki, ale funduje nam tym razem trochę coś innego. Jego najnowsza powieść również czerpie trochę z miejskich legend, pewnych wydarzeń które potem obrastają jakąś tajemnicą i grozą, trudno jednak w tym przypadku mówić o jakimś śledztwie. To raczej próba odpowiedzi na pytanie "co mogło się wydarzyć", zadawane jednak przez osobę która nigdy nie zajmowała się żadnymi dochodzeniami. To młoda psycholożka, która nie jest w stanie uwierzyć, że jeden z wychowanków sierocińca gdzie pracowała mógł zamordować swoją młodszą siostrę.
Niby nie ma wielkiej brutalności i dosłowności, mimo wszystko to czego się domyślamy po drodze może sprawić że ciarki przebiegną po plecach. Zawsze gdy zło dotyka niewinne dzieciaki, coś nam to robi dużo głębiej i dotkliwiej niż w przypadku dorosłych.
Niby nie ma wielkiej brutalności i dosłowności, mimo wszystko to czego się domyślamy po drodze może sprawić że ciarki przebiegną po plecach. Zawsze gdy zło dotyka niewinne dzieciaki, coś nam to robi dużo głębiej i dotkliwiej niż w przypadku dorosłych.
wtorek, 11 sierpnia 2026
Ciche miejsce. Dzień pierwszy, czyli znowu na paluszkach
Dwa razy już pisałem o ciekawej mieszance horroru i SF czyli Cichym miejscu, to i dorzucam najnowszą odsłonę tego formatu. Pomysł ten sam: obcy atakują ziemię, a jedyną formą ratunku dla ludzi jest zachowanie ciszy - obcy nie widzą, ale reagują na dźwięki. O ile w poprzednich częściach akcja działa się w niewielkich miasteczkach, to tu mamy Nowy Jork. Kupa ludzi, wielkie budynki, metro, tunele, jak tu zachować ciszę?
To taki niby prequel skupiający się jedynie na pierwszej dobie ataku, pokazujący jak ludzie musieli szybko nauczyć się pewnych zachowań. Inaczej by nie przeżyli. Niby wielkie miasto, ale film zachowuje pewną kameralność - kamera skupia się nie na wielkich scenach akcji, a na parze postaci, dość przypadkowo spotykających się ludzi. Kobieta choruje na raka, wciąż musi brać silne leki przeciwbólowe, nie ma już bliskich poza kotem. A mężczyzna? Jakoś błąkał się bo nie znał miasta, był przybyszem i uznał chyba że idąc za nią ma większe szanse na przeżycie.
poniedziałek, 10 sierpnia 2026
Frozen Charlotte - Jack White, czyli chcecie iskier ze wzmacniacza?
Jakoś tak łagodniej ostatnio w moich notkach muzycznych chyba (może poza Stonesami), a tu przecież Polandrock, inne koncerty wciąż się wyświetlają w rolkach, trzeba więc może sięgnąć po coś ostrzejszego.
I oto nadchodzi Jack White. Ze swoimi przesterowanymi gitarkami, riffami od których serducho się raduje i w głowie się miesza. Siódmy solowy album artysty, spora dawka ciężkiego, elektrycznego grania. Pal licho że znawcy mówią że poprzedni album lepszy. Może i zaskoczenia nie ma, ale żadnego wstydu też nie ma. Materiał jest dobry, równy, energetyczny i choć jest dość surowo, może zbyt mało tu potencjału przebojowego, to miłośnicy dobrego gitarowego grania nie będą rozczarowani.
I oto nadchodzi Jack White. Ze swoimi przesterowanymi gitarkami, riffami od których serducho się raduje i w głowie się miesza. Siódmy solowy album artysty, spora dawka ciężkiego, elektrycznego grania. Pal licho że znawcy mówią że poprzedni album lepszy. Może i zaskoczenia nie ma, ale żadnego wstydu też nie ma. Materiał jest dobry, równy, energetyczny i choć jest dość surowo, może zbyt mało tu potencjału przebojowego, to miłośnicy dobrego gitarowego grania nie będą rozczarowani.
niedziela, 9 sierpnia 2026
Krzywda - Paweł Rzewuski, czyli wysłuchaj Waszmości do końca
Zachęcony różnymi recenzjami, czekając też na kontynuację (bo kupuję wszystko od ArtRage), sięgnąłem po Krzywdę Pawła Rzewuskiego. I przyznaję - szkatułkowość, klimat, naprawdę mogą się podobać!
Nie porównujcie tego z Komudą i jego podobnymi powiastkami przygodowymi jakie wydaje Fabryka Słów, bo pierwsze skojarzenia jak słyszy się: Rzeczpospolita, szlachta, Sarmaci, to dziś już nawet nie Sienkiewicz a właśnie Towarzystwo spod znaku fantasy. Rzewuski niby też gęsto wplata tu różne przygody, nawet odrobinę magii, jakieś potyczki, biesiady, ale u niego to wydaje się tylko okazją do tego, by pobawić się gatunkiem, wciągnąć w jakąś opowieść, a przy okazji pokazać nam trochę odmitologizowane spojrzenia na tamte czasy.
Wychowani na trylogii w głowach mamy sporo mitów, jakie to piękne były czasy, ludzie wspaniali, tylko zdrajcy i słabi monarchowie niestety doprowadzili kraj do upadku. A tu proszę - u Rzewuskiego mamy cały wręcz maraton pijaków, awanturników, utracjuszy, zatwardziałych katolików, co to chcą wszystkich szabelką za to że są inni. Generalnie po prostu uważają, że oni są najlepsi, a inni to im mogą buty lizać.
Ale żeby też nie było tak, że to jakiś skrzywiony obraz w drugą stronę i że po prostu autor ma jakiś uraz do tamtych czasów, doszukując się w nich jedynie tego co złe. To po prostu powieść. W dodatku szkatułkowa, gdzie z jednej historii od razu prawie zaczyna się kolejna. I pozornie niewiele mają ze sobą wspólnego, choć łączy je mimo odległości czasowej jedno: każda zawiera niewielki fragment z życia niejakiego Stanisława Wróblewskiego herbu Krzywda.
sobota, 8 sierpnia 2026
Dungeon Crowler Carl - Matt Dinniman, czyli bez spodni, za to z kotem na ramieniu
W trakcie długiej podróży autkiem czas umilał mi tom drugi, a tu jeszcze nie napisałem o pierwszym... Nadrabiam więc szybko. W ramach LitRPG pojawia się u nas coraz więcej pozycji, a niektóre jak się okazuje zyskują na tyle dużą popularność, że biorą je na warsztat producenci filmowi czy gier. Cóż - jak się okazuje wystarczą dość sympatyczne postacie, trochę czarnego humoru, spora ilość akcji. Oczywiście trudno oceniać całość po pierwszym tomie (drugi już trochę mam wrażenie zmienia klimat), ale trudno oprzeć się wrażeniu że to żartobliwa wariacja na temat końca świata, pełnymi garściami czerpiąca pomysły z tego co wymyślili inni.
Oto świat jaki znamy dobiega końca, bo kosmici w kilka chwil niszczą całą powierzchnię, a uratowanych zmuszają by walczyli o życie w lochu, który dla kosmitów jest czymś w rodzaju widowiska jak nasze programy rozrywkowe. Nie wiadomo czy czuć wdzięczność do losu, że akurat wyszedłeś z domu, gdy wszystkie budowle spłaszczono niczym pudełka z kartonu, skoro teraz musisz zabijać i wciąż walczyć z jakimiś potworami, żeby zadowolić widzów. Jeżeli nie będziesz mieć fanów i sponsorów, twoje szanse są marne. A ten kto przeżyje i dotrze najdalej być może będzie miał szansę negocjować dalsze losy naszej planety.
piątek, 7 sierpnia 2026
Wieczór Trzech Króli, czyli rozłóż się na trawie i po prostu się baw
Drugie moje spotkanie z projektem Szekspir w Parku w tym roku - Wilanów ma klimat i zbudowana w tym roku specjalna scena rzeczywiście jest idealna na takie wieczory, gdy publika na trawie lub na leżaczkach może bawić się przy komediach Szekspira.
Gdy pisałem o Komedii Omyłek wspominałem, że udaje się klasyczny tekst przedstawić w dość lekki, współczesny sposób. W przypadku Wieczoru Trzech Króli jest jeszcze bardziej na luzie - nawet w strojach, które jedynie delikatnie nawiązują elementami do przeszłości. Gdyby przyjrzeć się fabule to widać jak często pewne motywy u Szekspira się powtarzają - burza, katastrofa statku, bliźniaki, które potem mylone (bo siostra przebiera się za mężczyznę). Skomplikowane to nie jest, fajnie zarysowane są wątki komediowe (muzycy, wuj imprezowicz), choć chwilami mam wrażenie że już całość zaczynała się dłużyć. Dwie i pół godziny bez przerw to jednak dość dużo, nawet przy lekkich spektaklach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)














































W zamierzeniach autora powieść miała być epitafium dla tragicznie zmarłych rodziców Pereca. To zniknięcie, pragnienie przywrócenia do porządku chaosu jaki się pojawił, zapełnienie braku, jest tu kluczem do odczytania całości a wszystkie detale poszczególnych wątków nie są nawet aż tak bardzo istotne.