Pewnie odsłanianie przez rok kolejnych utworów z płyty też nie było najlepszym pomysłem, bo gdy wydano cały album nie było już niespodzianek, ale kto zabroni artyście...
Mimo wszystko to ciekawa płyta i na pewno zasługuje na to by po nią sięgnąć.
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
poniedziałek, 7 września 2026
Peter Gabriel - i/o, czyli a Ty wolisz jasność czy mrok?
Peter Gabriel co prawda wypuścił nie tak dawno kolejny album, ale ja postanowiłem poświęcić notkę płycie, którą nagrał kilka lat temu, po bardzo długim swoim milczeniu. To zwykle rzeczywiście jest jakaś próba czasu - na ile artysta ma jeszcze coś do powiedzenia, na ile potrafi zrobić krok ku współczesności, zaczarować nową publiczność. Na pewno był to też trochę zaskakujący eksperyment, żeby te same utwory zaprezentować w różnych wersjach, nagrywając jakby dwie odsłony tego krażka - ciemną i jasną, bardziej mroczną i bardziej optymistyczną. Można sobie porównywać i zestawiać to co najbardziej nam się podoba. Remixowanie niby nie jest niczym nowym, zwykle jednak pojawiają się te "inne" wersje dopiero po pewnym czasie, a tu proszę...
niedziela, 6 września 2026
sobota, 5 września 2026
Przytulne miejsce - Peter S. Beagle, czyli czy potrafimy odejść w spokoju
Rany jakie to było dziwne. Pozornie proste, ale jednak pełne jakichś ładnych cytatów i filozoficznych refleksji. Klimatyczne. A to że trudno mówić by wciągało wynika raczej z tego że próżno tu szukać zwrotów akcji, jakiejś ekscytującej fabuły. Nie to żeby autor nie próbował, wychodzi mu jednak średnio.
Bohater tej powieści to Jonathan Rebeck - mężczyzna już po 50, były aptekarz,
bankrut. Od blisko 20 lat mieszka na cmentarzu. Uciekł od zgiełku
świata, bo nie potrafi tam żyć, nie potrafi już się do niego
dostosować. Swój dom i cichy azyl znalazł na cmentarzu, pośród umarłych.
Mieszka w mauzoleum, rozmawia z duchami, a stary kruk przynosi mu
jedzenie (kanapki które kradnie) i nowinki ze świata, które wyczytał w gazetach. Mężczyzna nie wychodzi poza mury cmentarza jakby sam już był duchem, podlegającym ograniczeniom które nie pozwalają mu na funkcjonowanie w świecie poza nim. Ale jemy to nawet nie przeszkadza. Dopóki nie uświadomi sobie że przecież nie musi być tak bardzo samotny, że nie musi rozmawiać jedynie ze zmarłymi czy krukiem.
piątek, 4 września 2026
Sarmatia - Artur Wiesław Wójcik, czyli czy uda się obalić czarną legendę złotego wieku?
Trochę wykorzystując popularność serialu 1670 i obśmiewanie Sarmatów z ich największymi kutasami (a co!) autor postanowił wydać publikację, która obiecywała trochę coś czego nie do końca potem udało się zrealizować. No bo co to znaczy: zmierzyć się z czarną legendą złotego wieku? Czyżby autor zamierzał udowodnić, że to co zwykle opowiada się o XVII-XVIII wieku, rosnącej roli szlachty, osłabianiu państwa i powolnej anarchii, samowoli, które zjadały Rzeczpospolitą, nie były prawdą? Oczywiście żarty z doszukiwania się przodków w dalekiej przeszłości i zbytnie go zadzieranie nosa, czasem idą tak daleko, że zapomina się o tym iż Polska naprawdę była w tym okresie potęgą, cieszyła się względnym spokojem, swobodami obywatelskimi (i tolerancją religijną) a szlachta pozostawiła po sobie masę dowodów na swoją wielkość. Czy jednak powiedzenie: nie przesadzajmy z tym ośmieszaniem facetów w żupanach, wystarczy by powiedzieć: oto obaliłem czarną legendę i wszystko jest cacy? Autor musiałby dostarczyć dowodów na to, iż wiele faktów wskazywanych na potwierdzenie zaprzaństwa, rozrzutności, zaślepienia polskich szlachciców, nie mają potwierdzenia. A tego raczej nie jest w stanie zrobić. W sumie sam siebie określa jako popularyzatora historii, demaskatora mitów, opisywacza szurii i pseudonauki wszelakiej, raczej spodziewałbym się że weźmie się też do dekonstrukcji mitu o wielkości, braku krytycyzmu i wyjątkowości sarmackiej tożsamości, a nie do jej obrony.
Sarmatia jest więc podróżą w czasy gdy od XVI wieku zaczęły rosnąć wpływy szlachty, a kolejni władcy mieli przez nią coraz bardziej związane ręce, musząc liczyć się z ich głosami. Podróżą ciekawą, ale trudno powiedzieć że wielce odkrywczą. To zbiór faktów, ciekawostek, które dają pewien obraz zarówno jasnych stron epoki, jak i tych ciemniejszych.
czwartek, 3 września 2026
Aż po kres, czyli nie miałam innego wyjścia
Zanim o seansie z Netflixa, podrzucam jeszcze jeden link: kilka tygodni temu Marta napisała o najnowszej powieści Wojciecha Nerkowskiego "Włoskie śledztwo". Ona zachwycona, a ja... no cóż.
Żeby przeczytać kliknij tu
A może to jakiś taki czas mam że prawie nic mi się nie podoba? Wiadomo że im więcej, tym poprzeczka rośnie, a i widać pewne klisze, niedociągnięcia.
Przy "Aż po kres" też mam ochotę pomarudzić. Może i ciekawa historia, ale zabrakło jakiegoś pomysłu, by wprowadzić tam więcej pazura i emocji.
Długo się rozkręca i zapowiada się bardziej jakiś melodramat - historia matki samotnie wychowującej synka, bo z facetem nigdy nie mogła się dogadać i rozstali się niekoniecznie w dobrych stosunkach. Gdy jednak chłopiec zachoruje na białaczkę, oboje staną obok siebie jak przed laty. To jednak ona gotowa jest na dużo więcej niż on...
środa, 2 września 2026
Pierwszy dżentelmen - Bill Clinton, James Patterson, czyli to niemożliwe by sprawcą był ktoś taki...
To już trzecia powieść napisana przez duet: byłego prezydenta, który podrzuca pewnie smaczki na temat kulisów Białego Domu i pisarza, który regularnie podrzuca swoim fanom kolejne powieści sensacyjno-kryminalne. Patterson co prawda wzbudza u niektórych kontrowersje, bo odważnie przyznał się, że wiele z jego tytułów pisanych jest przez kogoś innego - on daje jedynie szkic pomysłu i potem kontroluje kierunek, ale trzeba przyznać że czyta się je naprawdę dobrze i jako rozrywka sprawdzają się nieźle.
O dwóch poprzednich tytułach duetu pisałem na blogu (można znaleźć notki w spisie przeczytanych), ale Pierwszy dżentelmen ma trochę inny charakter. To bardziej thriller prawniczo-kryminalny, trochę w stylu Grishama, niż sensacja z wątkiem kryminalnym jak w poprzednich przypadkach. Zmieniła się nawet postać numer jeden - to już nie jest były komandos, szanowany przez ludzi polityk, ale...
No właśnie w przypadku Pierwszego dżentelmena to nie Biały Dom jest na pierwszym planie, a przynajmniej nie cały czas. Prezydentem jest kobieta, która właśnie szykuje się do radykalnych reform i zbiera poparcie dla trudnych cięć w budżecie, a cała afera będzie dotyczyć nie jej, ale jej męża. To były sportowiec, który z powodu kontuzji kiedyś przerwał karierę, raczej prosty facet, bez wielkich politycznych zapędów. Gdy powraca sprawa zaginięcia młodej kobiety, z którą przyjaźnił się w młodości, to cios nie tylko dla niego, ale i dla małżonki i całej jej ekipy...
wtorek, 1 września 2026
Młodsza siostra, czyli czemu coś odrzucać?
Filmy z etykietą queer niektórzy omijają z daleka, ale "Młodsza siostra" więcej w sobie ma z filmów o dojrzewaniu i poszukiwaniu siebie. Reżyser rzeczywiście wprowadza nas trochę w środowisko, pokazuje obrazki z parady, z klubów, jest w tym jednak bardziej ciekawość obserwatora niż zaangażowanie żeby widz koniecznie coś zaakceptował. Towarzysząc bohaterce cały czas czujemy jej poszukiwania, zmaganie się z samą sobą, nie tylko skupione na jakimś coming oucie, ale po prostu próbach połączenia różnych rzeczy które są dla niej ważne. Tu nie ma coś za coś, czyli jednoznacznego odrzucenia konserwatywnych wartości przekazanych przez rodziców, a raczej dylemat czy da się żyć łącząc jedno z drugim. Fatima czuje że lepiej czuje się z chłopakami i w męskich rozrywkach, a podobają jej się dziewczyny, jednocześnie ważna jest dla niej wiara, rodzina, algierskie korzenie. Potrafi nawet pójść do imama ze swoimi rozterkami, by jakoś poukładać się ze swoim sumieniem.
To młodziutka dziewczyna, dopiero kończy szkołę, przed nią wybór studiów, jakieś kolejne wybory, ale wciąż mieszka z rodzicami i nie ma w niej chęci ucieczki, buntu.
To młodziutka dziewczyna, dopiero kończy szkołę, przed nią wybór studiów, jakieś kolejne wybory, ale wciąż mieszka z rodzicami i nie ma w niej chęci ucieczki, buntu.
poniedziałek, 31 sierpnia 2026
Odyseja, czyli trauma wojenna czy jednak rozgrywki bogów?
Sierpień kończę filmem Christophera Nolana, który był tak oczekiwany, ale chyba ostatecznie u nas nie wzbudził aż tak wielkich zachwytów jakich być może oczekiwano. Rzeczywiście - nie jest to widowisko, w którym przeciętny widz mógłby delektować się kolorami, obrazami, akcją, tempem, napięciem. Reżyser pozornie dość wiernie stara się odtworzyć wydarzenia (ale już nie wszystkie elementy ze świata bogów i zmarłych) z epopei Homera, ale robi to po swojemu. W efekcie wychodzi się z kina z refleksją jakże zaskakującą: mimo kompletnie innych czasów udało się połączyć Iliadę i poprzedni film Nolana, czyli Oppenheimera. Przesłanie bowiem jest bardzo czytelne: podejmowane decyzje, realizowana przemoc i zniszczenie, ma swoje konsekwencje również w duszy człowieka. Bogowie starają się pokazać pewną lekcję, a my wciąż jej nie odczytujemy albo nie chcemy przyjąć, wybierając po raz kolejny dumę, chciwość, żądzę, zemstę itd.
Psychologiczne interpretacje tekstów antycznych? Można i tak, tylko czy naprawdę mówi to więcej o tych dziełach czy o nas żyjących współcześnie?
niedziela, 30 sierpnia 2026
Revolterium - Bernard Gromek, czyli czy wiesz kim był Edward Dembowski?
Czytane prawie zaraz po Cham z kulą w głowie Szczerka Revolrterium pozostawiło mnie wciąż w mrocznych i pełnych przemocy klimatach. Tam miałem jednak jakąś alternatywną wizję historii, Gromek zaś stara się trzymać realiów epoki i to chyba jeszcze bardziej czyni tą lekturę pesymistyczną i dość wstrząsającą. To wizja życia w Krakowie i w Galicji w okolicach 1848 roku, gdy pamięć o powstaniu krakowskim wciąż była żywa. Zarówno ofiary, ci co poszli do więzienia, ale i ci którzy przeżyli wciąż nie mogą zapomnieć, bo też wydarzenia te mocno wstrząsnęły społeczeństwem. Oto tych, którzy rzucili hasło niepodległości i wyzwolenia chłopów spod pańszczyzny nie tylko nie czekało wsparcie ze strony tych z którymi chcieli się bratać, ale czekały ich kosy, pięści, widły i niechęć. W najlepszym razie obojętność. Naiwnie wierzyli w pospolite ruszenie, na braterstwo klas, a tymczasem zaborca rozegrał ich jak małe dzieci, przez jakiś czas przymykając oczy na rabunki, palenie dworów i mordowanie szlachty przez chłopów i rozprawiając się z tą garstką uzbrojonych idealistów.
Co zmieniło się po dwóch latach? Znowu w mieście odzywają się głosy wzywające do walki o niepodległość, budzą się jakieś nadzieje na niezależność, ale ci którzy dobrze pamiętają o tym jak skończył się niedawny zryw, raczej nie mają wiary że coś z tego będzie.
Co zmieniło się po dwóch latach? Znowu w mieście odzywają się głosy wzywające do walki o niepodległość, budzą się jakieś nadzieje na niezależność, ale ci którzy dobrze pamiętają o tym jak skończył się niedawny zryw, raczej nie mają wiary że coś z tego będzie.
piątek, 28 sierpnia 2026
Poczekam z Tobą - Jakub Bączykowski, czyli to co ważne, to co piękne, to co prawdziwe
Kolejna powieść Jakuba Bączykowskiego, który podbił moje serce "Zadzwoń zanim dojedziesz", ale generalnie z przyjemnością połykam jego książki, niezależnie czy szły bardziej w stronę komediową, kryminalną, czy jak ostatnio w obyczajową. Znalazł sobie pewną niszę i w niej porusza się całkiem sprawnie - bierze historie z życia, jakieś postacie, które można powiedzieć że mogą przypominać każdego z nas, takich normalsów i buduje z tego pełne ciepła, emocji i pozytywnych wibracji powieści. Takie do połknięcia w kilka godzin. Nie są to klasyczne obyczajówki, bo to nie jest klucz "trudność-zmiana-happy end" gdzie w tle oczywiście zawsze jest romans. U Kuby nie. Są czasem małe lub większe dramaty, są jakieś trudne decyzje, ale ani nie obiecuje że zawsze będzie słodko i z górki ani na siłę nie szuka rozwiązań w sercowych uniesieniach.
Przecież życie składa się z tylu rzeczy i emocji, które składają się na szczęście - nie musi to być od razu zakochanie i szał ciał. Spytacie co zatem?
środa, 26 sierpnia 2026
Milczenie - Marek Stelar, czyli to były takie dziwne czasy...
Znowu trochę pokićkałem w ramach serii, czyli po drugim tomie, zamiast sięgnąć po pierwszy, poleciałem z trzecim :( I niby każdy to oddzielna sprawa, a jednak zawsze możliwość przyglądania się życiu prywatnemu bohatera jest jakimś ważnym dodatkiem, bo to wszystko ma wpływ na jego pracę. Zwłaszcza że Aspirant Przeworski, zesłany w tomie drugim na peryferia, teraz wraca do Szczecina po awansie, za to z porozwalanym życiem uczuciowym.
Stelar umiejętnie wykorzystuje wątki historyczne, dobrze wydaje się znać region i dlatego też mam wrażenie tak dobrze się to czyta. Nie są to jakieś oczywiste historie, ale zawsze dorzuca trochę mniej znanych ciekawostek (np. teraz o akcji Bricha, czyli przerzucaniu Żydów już po zakończeniu wojny przez granicę zachodnią), zgrabnie też splata nitki pomiędzy współczesnością a przeszłością.
wtorek, 25 sierpnia 2026
O czy wie Marielle, czyli dlaczego ze sobą nie rozmawiamy otwarcie
Produkcja dość kameralna, ale ciekawy scenariusz sprawia że potem o tym filmie się myśli. Dobrze poprowadzone trzy role i sytuacja, która wydaje się przerastać rodziców nastoletniej Marielle. Niesamowita zdolność jaka się u niej ujawnia, wydobywa na wierzch wszystkie napięcia, konflikty w ich domu, ich niepewność. Każdy przecież, nawet przed żoną/mężem/ba, nawet przed dzieckiem chce wydawać się trochę lepszy, czasem udaje, pewnych rzeczy nie mówi na głos. A co jeśli dziecko zna każdy twój ruch, twoje wypowiedziane nawet szeptem słowo, tak jakby ci towarzyszyło non stop? Już nie można powiedzieć "to nie dla jej uszu", "porozmawiajmy wieczorem bez niej"... Ona i tak wie. A jeżeli zaprzeczysz, jeszcze bardziej będziesz się pogrążał.
poniedziałek, 24 sierpnia 2026
Kamienie musiały polecieć - Anna Prymaka-Oniszk, czyli wymazywana przeszłość Podlasia
Takie książki powinny stanowić część jakiego kanonu lektur, nie tylko dla młodych, ale i dla dorosłych. Nie ma bowiem nic lepszego na różne chore idee o tym jak to "Polska tylko dla Polaków", jak lepsze poznanie tych "innych", o których czasem wolimy nie pamiętać że są inni. Udajemy że mamy wspólną historię, wspólne wspomnienia, tradycje, tak samo myślimy, mówimy... Owszem, wiele nas łączy, żyjemy w tym samym kraju, ale poznanie tych różnic jest bardzo ważne, zwłaszcza że tak wiele zła już doświadczyły w przeszłości te rodziny od tych, którzy walczyli "z innymi". Wystarczyło czasem inne nazwisko, czasem wyczuwalny akcent, jakieś naleciałości, a czasem po prostu to, że ktoś zamiast do kościoła chodził do cerkwi. Sąsiad, człowiek który żył od dziesiątek lat w tej samej wsi, może się w niej urodził, nagle okazywał się niewystarczająco dobry, gorszy od tych, którzy może sprowadzili się tu przed rokiem czy dwoma...
To nie było też tak, że tak było zawsze, ale w historii czasem pojawiały się takie chwile, gdy nagle takie głosy i nastroje zyskiwały na popularności, gdy wskazanie "wroga" uważano za panaceum na wszystkie problemy. Czasem zawinił polityk, czasem może duchowny, który to wspierał, potem wystarczała jakaś plotka, obmowa, oskarżenie i nawet nie ważne było ile w tym prawdy, bo łatwiej było uwierzyć "swojemu".
sobota, 22 sierpnia 2026
Ostatni dom, czyli przeżyliśmy bo...
Chyba muszę ostrożniej podchodzić do tego co jest reklamowane jako "hit" na Netflixie, żeby potem nie odczuwać tak bardzo rozczarowania. Ostatni dom nawet jeżeli ma coś w sobie z thrillera S-F to raczej niewiele, bardziej jest opowieścią o zmaganiu się z klaustrofobią i koniecznością przeżycia z tym co masz w domu przez okres dłuższych niż tydzień czasu. Da się? Twórcy filmu dość naiwnie sugerują że się da o ile tylko bardzo chcesz. Jest to wiec opowieść o relacjach rodzinnych o tym iż poprzez wprowadzanie zasad, szukania pomysłów na racjonalizację, można nie zwariować a nawet żyć w jakim takim dobrostanie. I to mimo zagrożenia, które jest całkiem realne.
Pal licho nielogiczności, dziury fabularne w tym co ma być tym zagrożeniem, czyli potworami, które przychodzą wraz z deszczem, jakimś dziwnym sposobem na zamykania ludzi w czterech ścianach. W sumie przez długi czas jakoś nie zwraca się bardzo na to uwagę, z ciekawością obserwując kolejne kryzysy (ale też nie wszystkie, bo prąd, woda, gaz pozostały dostępne prawie do końca) i szukanie rozwiązań bez użycia nowoczesnych technologii. Największe rozczarowanie jednak przynosi ostanie kilkadziesiąt minut, finałowe starcie z zagrożeniem, gdzie ilość absurdów już po prostu czyni ten film totalnie niepoważnym. Bez tej końcówki, może i uznałbym to za niezłą rozrywkę, bo atmosfera niedopowiedzeń, niepewności była całkiem ciekawa.
Pal licho nielogiczności, dziury fabularne w tym co ma być tym zagrożeniem, czyli potworami, które przychodzą wraz z deszczem, jakimś dziwnym sposobem na zamykania ludzi w czterech ścianach. W sumie przez długi czas jakoś nie zwraca się bardzo na to uwagę, z ciekawością obserwując kolejne kryzysy (ale też nie wszystkie, bo prąd, woda, gaz pozostały dostępne prawie do końca) i szukanie rozwiązań bez użycia nowoczesnych technologii. Największe rozczarowanie jednak przynosi ostanie kilkadziesiąt minut, finałowe starcie z zagrożeniem, gdzie ilość absurdów już po prostu czyni ten film totalnie niepoważnym. Bez tej końcówki, może i uznałbym to za niezłą rozrywkę, bo atmosfera niedopowiedzeń, niepewności była całkiem ciekawa.
Obcy raz atakują, raz nie. Zwierząt nie. Co to za dziwne zagrożenie?
Bajeczka. A przecież miał być thriller S-F.
No i to przesłanie - wszyscy dookoła umierają, ale nasz dom jest silniejszy, bo jesteśmy wspaniałą rodziną... Ech. Nawet jak na kino familijne robi się dziwnie słodko i nierealistycznie.
piątek, 21 sierpnia 2026
Duch w szpitalu - Róża Hajkuś, czyli jak wydobyć z ludzi dobro
Hmmm, okładka w stylu "Zanim wystygnie kawa", opis też trochę obiecuje coś podobnego, Róża Hajkuś jednak proponuje coś innego. Niby jest duch, jakiś element magiczny, który stara się popychać bieg wydarzeń albo przynajmniej w niego ingerować, bo nie zawsze mu wychodzi, jednak cała historia dużo mocniej ciągnie w stronę obyczaju, spraw życiowych, nie obiecując tak jak często mamy to w tych azjatyckich historiach, rozwiązania wszystkich problemów.
I powiem Wam że to mi się nawet bardziej podoba. Te realia polskie, miejsce akcji które autorka dobrze zna (bo jest lekarzem), humor, jakby znajomi bohaterowie nie tylko nie ujmują uroku temu co przyciągało do pełnych ciepła książek z Japonii czy Korei jakich mamy wysyp na rynku, ale nawet jeszcze lepiej się to czyta. Odchodzi oczywiście element odmiennej kultury, egzotyki, za to jest jakoś tak swojsko. Z tym całym naszym polskim marudzeniem, wypaleniem, skupieniem na sobie, różnymi problemami. A pewnego ciepła i wiary w ludzi, w dobro i tak nie brakuje.
czwartek, 20 sierpnia 2026
Upiór w kuchni, czyli tym razem w podwójnej dawce z Teatru Telewizji
Do niektórych sztuk powracam kilkukrotnie, zwykle jednak towarzyszy temu spora przerwa, która nie odbiera przyjemności oglądania tego samego po raz wtóry. Tym razem jednak postanowiłem zrobić sobie "seans porównawczy" i z repertuaru Teatru Telewizji (wiadomo gdzie oglądać online prawda?) a dokładniej z sekcji Kobry, czyli Teatru Sensacji wybrałem sobie dwie wersje "Upiora w kuchni". W dodatku obie w reżyserii Janusza Majewskiego tyle że różni je prawie 20 lat. A dla tych, którzy chcą to zobaczyć na żywo wciąż zdaje się jeszcze gra to Teatr Kamienic (pisałem o nim tak). To zabawne doświadczenie, gdy słyszysz ten sam tekst słowo w słowo, ale widzisz jak dużo też może włożyć od siebie aktor i pewnie swoje dokłada reżyser. No i autor, który ukrywa się za pseudonimem Patrick G. Clark, by jeszcze bardziej sprawiało to wrażenie brytyjskiej czarnej komedii w starym stylu.
środa, 19 sierpnia 2026
Za wszelką cenę, czyli a nie lepiej byłoby w dwugodzinnym filmie?
I jeszcze jedna produkcja, która ma podobny motyw w fabule - dla dziecka zrobisz wszystko. Za serialem stoi Harlan Coben, którego Netflix eksploatuje aż do przesady, no ale co zrobić, skoro widzowie kochają jego historie. Nawet jeżeli potem na ekranie twórcy robią z nich coś dziwnego, zatracając nie tylko klimat, ale i logikę.
Może w trakcie lektury to nie rzuca się tak bardzo w oczy, ale gdy musisz rozciągnąć to na 8 godzin i cały czas podkręcać atmosferę by utrzymać tempo, nic dziwnego że widać grube szwy jakimi próbuje się to wszystko zszywać i nielogiczności. Lepiej naprawdę czasem byłoby zostawić pewne wątki, skupić się na tym co najważniejsze, by nie zmuszać widza by 8 godzin czekał na finał, który w dodatku go rozczaruje. Im dalej tym bowiem jest słabiej...
Ofiara - Anna Potyra, czyli niby żona była, ale dla córki jestem gotów na wszystko
Znowu wchodzę trochę jakby w środek jakiegoś cyklu, bo Ofiara to już drugi tom z Tomaszem Branickim, byłym komandosem i detektywem. Na szczęście można czytać spokojnie niezależnie. I choć zaskoczeń wielkich nie ma, to jako rozrywka sprawdza się całkiem nieźle. Trochę elementów bardziej sensacyjnych (wiadomo były komandos ma kolegów, którzy zawsze chętnie pomogą), zagadka prowadząca w przeszłość...
A wszystko zaczyna się porwania dla okupu córki Ewy Karpińskiej. Jej ojciec który miał zgromadzić pieniądze, bogaty biznesmen wylądował po zawale w szpitalu i to ona będzie musiała zająć się kontaktem z porywaczami. Na szczęście ma wsparcie w byłym mężu, który przejmie całą sprawę. Gdy bowiem wszystko się posypie, jedynym sposobem na odszukanie porwanej, będzie próba odpowiedzi na pytanie: kto im to zlecił, czyli kto aż tak wielkie miał żale do milionera...
A wszystko zaczyna się porwania dla okupu córki Ewy Karpińskiej. Jej ojciec który miał zgromadzić pieniądze, bogaty biznesmen wylądował po zawale w szpitalu i to ona będzie musiała zająć się kontaktem z porywaczami. Na szczęście ma wsparcie w byłym mężu, który przejmie całą sprawę. Gdy bowiem wszystko się posypie, jedynym sposobem na odszukanie porwanej, będzie próba odpowiedzi na pytanie: kto im to zlecił, czyli kto aż tak wielkie miał żale do milionera...
wtorek, 18 sierpnia 2026
Gorzkie święta, czyli z tego cierpienia zrobię sztukę
Pedro Almodóvar w swoim najnowszym filmie sięga po ciekawy dylemat: czy twórca ma prawo wykorzystywać ból innych do tego by wykreować ciekawą historię. To że sięga się po motywy autobiograficzne to rozwiązanie częste, ale czy myśli się o tym że w naszym otoczeniu są też inni, którzy nie tylko mogą się w pewnych postaciach i scenach rozpoznać, mogą potem z tego powodu cierpieć?
Pojawia się też w Gorzkich świętach wątek wypalenia, niemocy twórczej, ba nawet depresji i wsparcia jakie otoczenie buduje wokół bohatera - w końcu jest wielkim artystą i o niego trzeba dbać. Czy trzeba więcej by w scenariuszu nie doszukiwać się własnych refleksji Almodóvara nad tym jak powstają jego historie, z jakimi dylematami sam się czasem mierzy. I to jest tu najciekawsze.
poniedziałek, 17 sierpnia 2026
Tribute to Queen, czyli czy to wciąż może brzmieć tak samo
Ot, ciekawostka, do mojego miasteczka, w ramach koncertów letnich w plenerze zapraszani dotąd byli muzycy i zespoły, którzy gdzieś już mocno zaistnieli w przestrzeni muzycznej, a tu proszę - zespół o którym niewiele wiadomo, a reklamuje się go że jako jedni z nielicznych mają glejt od fan clubu międzynarodowego Queen, że robią to dobrze.
Dopiero potem ze zdumieniem odkryłem że za nazwą Ambitus kryje się raczej nie jeden zespół ale cały projekt menadżerski, do którego potem dopraszani są różni muzycy (można sprawdzić tu). Grają nie tylko covery Queen w wersji rockowej lub akustycznej, ale też np. Stinga, klasyki rockowe, Grechutę a nawet przeboje Zenka grane w wersji latino... No przyznacie że trochę pachnie to chałturzeniem jakby wszystko jedno było im co grają. Nie można jednak przecież przekreślać z tego powodu muzyków, tylko trzeba dać im szansę i sprawdzić jak to robią? Może jednak jest to nie tylko profesjonalne, ale i wkładają w to serducho?
niedziela, 16 sierpnia 2026
Szklany ogród - Tatiana Țîbuleac, czyli o tym co trudne można opowiadać w piekny sposób
Wśród masy kryminałów, thrillerów, które wiadomo że połyka się szybko i równie szybko zapomina pojawiają się wśród lektur takie tytuły, które może czyta się wolniej, ale smakują wybornie. I pamięta się o nich potem jeszcze długo.
Na tegoroczny finał WOŚP udało zdobyć się dwie powieści Tatiany Țîbuleac z autografem (dzięki Książkowe Klimaty), przy okazji jedną z nich udało się przeczytać, na drugą (Lato gdy mama miała zielone oczy) jeszcze będę polował, bo opinie stawiają ją jeszcze wyżej. O ile wędrówki po mapie lub w realu, czytanie reportaży, może i dadzą jakąś możliwość poznania jakiegoś kraju, regionu, to spotkanie z literaturą daje nam coś jeszcze więcej. Tu często miesza się mentalność, teraźniejszość, historia, podejście do sąsiadów, kuchnia, kultura, język, tradycje... Szczególnie w przypadku mniejszych krajów, o których niewiele wiemy, myślę że to może być cenne doświadczenie. Mołdawia, bo w tym przypadku autorka pisze właśnie o tym miejscu, pojawia się w naszych mediach trochę przy okazji wpływów Rosji, polityki, niewiele jednak chyba wiemy na temat ich historii i problemów.
Szklany ogród daje okazję do takiego przyjrzenia się trochę bliżej temu jak różne grupy etniczne mogły patrzeć na to co tam się działo.
sobota, 15 sierpnia 2026
Sądny dzień Carla - Matt Dinniman, czyli nie chcę zabijać bo wam się tak podoba
Nie tak dawno pisałem o pierwszym tomie cyklu, a tu trafiła się dłuższa podróż autem i audiobook z dwójką okazała się w sam raz na samotną jazdę. Odpowiednia dawka akcji, humoru, a jednocześnie nic na tyle skomplikowanego by nie tracić wątku gdy przez moment jesteś bardziej skupiony na tym co dzieje się na drodze.
Zerknijcie w spisie przeczytanych na notkę o tomie pierwszym, bo nie mam zamiaru streszczać, a Sądny dzień Carla to kontynuacja którą trudno czytać w oderwaniu - będziecie zbyt pogubieni. No bo jak zrozumieć ten dziwny duet: facet i gadający kot, którzy nagle mają możliwość znaleźć się w pierwszej dziesiątce graczy uwięzionych w podziemiach? Ludzi którzy walczą o przejście na kolejne poziomy i próbują nie zginąć jest jeszcze chyba kilkaset tysięcy, więc to osiągnięcie jak się patrzy. Fakt - są oryginalni, a kotka ma taką charyzmę, że potrafi każdego przegadać i liczba ich fanów wciąż rośnie. Ale też narobili sobie trochę wrogów, więc wciąż muszą walczyć o życie z coraz trudniejszymi przeciwnikami, a wychodzą z tego raczej cudownym trafem niż siłą i sprytem. A tu przecież trzeba spektakularnie wygrywać, żeby nie tracić zainteresowania podglądających ich walki...
piątek, 14 sierpnia 2026
Zaleca się kolejnego kota - Shō Ishida, czyli naprawdę to ma mi pomóc?
Najpierw dla przypomnienia notka o pierwszej części tego cyklu: kliknij tu.
Moda na tego typu ciepłe historie nie mija, a już gdy pojawiają się w tle koty, to już robi się szczególnie sympatycznie. Nic dziwnego że powstała kontynuacja. Powracamy do tajemniczej poradni Kokoro, do której trafiają ludzie, którzy mają jakiś problem. Nikt przypadkowy tu nie trafi, bo jakoś dziwnie wszystkie uliczki mu się plączą, nikt nie podpowie drogi, twierdząc że takie miejsce nie istnieje. Ale ci którzy tam trafią, nawet jeżeli będą się dziwić atmosferze tego miejsca, z czasem będą polecać je kolejnym osobom.
Dziwnie oschła recepcjonistka, szalony lekarz, który twierdzi że na wszelkie zmartwienia najlepszą receptą jest... kot. I natychmiast wręczają ci klatkę z jakimś kociakiem i torebkę z podstawowymi produktami do opieki.
czwartek, 13 sierpnia 2026
Małżeńskie porachunki, czyli wezwijmy zawodowca
I jeszcze jedno krymi, choć filmowe, nie książkowe. To efekt wypadu do kina plenerowego w naszym Piastowie no i ciekawość Dorocińskiego w duńskiej produkcji.
Zabawa całkiem niezła, choć to zdecydowanie humor skandynawski, mocno pokręcony i fabuła pełna schematów. Na Zachodzie to norma w scenariuszach komediowych, że jak człowiek ze wschodu do oczywiście alkoholik, taka więc przypadła tu rola Marcinowi Dorocińskiemu. Wiecznie napruty, jednocześnie jednak jest "zawodowcem", czyli nie ma skrupułów, by zabić gdy ktoś go wkurza. A że wkurzają go ludzie często, nawet sami zleceniodawcy trochę się go obawiają.
Wymyślili sobie, że pozbędą się żon, bo rozwód może ich dużo kosztować, a ewidentnie w tej chwili małżonki już się nimi znudziły, więc nie zamierzają być na każde zawołanie jakby sobie panowie życzyli.
Cham z kulą w głowie - Ziemowit Szczerek, czyli burdel straszny, nikt nie ogarnia, ale winę jak zwykle zwala się na przeszłość, zaborców i obcych
Fabularnie można by oczywiście upierać się przy tym że to kryminał, powieść sensacyjno-przygodowa, gdzie bohater jest zmuszony wykonać jakąś misję, rozwiązać zagadkę. Dużo ciekawsze w Chamie z kulą w głowie są jednak zarówno warstwa językowa, mięsista i barwna, jak i samo tło. Jesteśmy bowiem w historii alternatywnej, w której to nie było wielkiego szaleństwa drugiej wojny światowej, Hitler zginął dość szybko w zamachu, Polska więc nadal mogła spokojnie sobie rosnąć na jedną z potęg w regionie, prowadząc politykę dość zbieżną z tym co znamy z czasów Piłsudskiego i rządów Sanacji. Nie chodzi jednak o samą zabawę w "co by było gdyby", w uderzanie w bębenek propagandy wielkiej Rzeczpospolitej, która po prostu miała pecha mieć takich sąsiadów jakich miała. Rysując przed nami różne obrazy z miasta (np. pomniki, prace architektów próbujących udowodnić wielkość Warszawy), czy scenki ze spotkań bohatera z różnymi grupami (od opozycji, przez inne gryp wyznaniowe, narodowościowe, anarchistów, socjalistów aż po zwykłych bandziorów) Szczerek chce nam udowodnić iż od początku był to ślepy zaułek i jedynie przekonanie o potędze, gdy w rzeczywiści różne błędy i podgrzewanie niechęci wobec mniejszości, prowadziły ku katastrofie.
środa, 12 sierpnia 2026
Sierociniec - Jakub Rutka, czyli cicho dziatki, już bez słowa
Ciekaw byłem czy Jakub Rutka będzie kontynuował cykl kryminalny z przygodami podcastera z Ostrołęki, ale funduje nam tym razem trochę coś innego. Jego najnowsza powieść również czerpie trochę z miejskich legend, pewnych wydarzeń które potem obrastają jakąś tajemnicą i grozą, trudno jednak w tym przypadku mówić o jakimś śledztwie. To raczej próba odpowiedzi na pytanie "co mogło się wydarzyć", zadawane jednak przez osobę która nigdy nie zajmowała się żadnymi dochodzeniami. To młoda psycholożka, która nie jest w stanie uwierzyć, że jeden z wychowanków sierocińca gdzie pracowała mógł zamordować swoją młodszą siostrę.
Niby nie ma wielkiej brutalności i dosłowności, mimo wszystko to czego się domyślamy po drodze może sprawić że ciarki przebiegną po plecach. Zawsze gdy zło dotyka niewinne dzieciaki, coś nam to robi dużo głębiej i dotkliwiej niż w przypadku dorosłych.
Niby nie ma wielkiej brutalności i dosłowności, mimo wszystko to czego się domyślamy po drodze może sprawić że ciarki przebiegną po plecach. Zawsze gdy zło dotyka niewinne dzieciaki, coś nam to robi dużo głębiej i dotkliwiej niż w przypadku dorosłych.
wtorek, 11 sierpnia 2026
Ciche miejsce. Dzień pierwszy, czyli znowu na paluszkach
Dwa razy już pisałem o ciekawej mieszance horroru i SF czyli Cichym miejscu, to i dorzucam najnowszą odsłonę tego formatu. Pomysł ten sam: obcy atakują ziemię, a jedyną formą ratunku dla ludzi jest zachowanie ciszy - obcy nie widzą, ale reagują na dźwięki. O ile w poprzednich częściach akcja działa się w niewielkich miasteczkach, to tu mamy Nowy Jork. Kupa ludzi, wielkie budynki, metro, tunele, jak tu zachować ciszę?
To taki niby prequel skupiający się jedynie na pierwszej dobie ataku, pokazujący jak ludzie musieli szybko nauczyć się pewnych zachowań. Inaczej by nie przeżyli. Niby wielkie miasto, ale film zachowuje pewną kameralność - kamera skupia się nie na wielkich scenach akcji, a na parze postaci, dość przypadkowo spotykających się ludzi. Kobieta choruje na raka, wciąż musi brać silne leki przeciwbólowe, nie ma już bliskich poza kotem. A mężczyzna? Jakoś błąkał się bo nie znał miasta, był przybyszem i uznał chyba że idąc za nią ma większe szanse na przeżycie.
poniedziałek, 10 sierpnia 2026
Frozen Charlotte - Jack White, czyli chcecie iskier ze wzmacniacza?
Jakoś tak łagodniej ostatnio w moich notkach muzycznych chyba (może poza Stonesami), a tu przecież Polandrock, inne koncerty wciąż się wyświetlają w rolkach, trzeba więc może sięgnąć po coś ostrzejszego.
I oto nadchodzi Jack White. Ze swoimi przesterowanymi gitarkami, riffami od których serducho się raduje i w głowie się miesza. Siódmy solowy album artysty, spora dawka ciężkiego, elektrycznego grania. Pal licho że znawcy mówią że poprzedni album lepszy. Może i zaskoczenia nie ma, ale żadnego wstydu też nie ma. Materiał jest dobry, równy, energetyczny i choć jest dość surowo, może zbyt mało tu potencjału przebojowego, to miłośnicy dobrego gitarowego grania nie będą rozczarowani.
I oto nadchodzi Jack White. Ze swoimi przesterowanymi gitarkami, riffami od których serducho się raduje i w głowie się miesza. Siódmy solowy album artysty, spora dawka ciężkiego, elektrycznego grania. Pal licho że znawcy mówią że poprzedni album lepszy. Może i zaskoczenia nie ma, ale żadnego wstydu też nie ma. Materiał jest dobry, równy, energetyczny i choć jest dość surowo, może zbyt mało tu potencjału przebojowego, to miłośnicy dobrego gitarowego grania nie będą rozczarowani.
niedziela, 9 sierpnia 2026
Krzywda - Paweł Rzewuski, czyli wysłuchaj Waszmości do końca
Zachęcony różnymi recenzjami, czekając też na kontynuację (bo kupuję wszystko od ArtRage), sięgnąłem po Krzywdę Pawła Rzewuskiego. I przyznaję - szkatułkowość, klimat, naprawdę mogą się podobać!
Nie porównujcie tego z Komudą i jego podobnymi powiastkami przygodowymi jakie wydaje Fabryka Słów, bo pierwsze skojarzenia jak słyszy się: Rzeczpospolita, szlachta, Sarmaci, to dziś już nawet nie Sienkiewicz a właśnie Towarzystwo spod znaku fantasy. Rzewuski niby też gęsto wplata tu różne przygody, nawet odrobinę magii, jakieś potyczki, biesiady, ale u niego to wydaje się tylko okazją do tego, by pobawić się gatunkiem, wciągnąć w jakąś opowieść, a przy okazji pokazać nam trochę odmitologizowane spojrzenia na tamte czasy.
Wychowani na trylogii w głowach mamy sporo mitów, jakie to piękne były czasy, ludzie wspaniali, tylko zdrajcy i słabi monarchowie niestety doprowadzili kraj do upadku. A tu proszę - u Rzewuskiego mamy cały wręcz maraton pijaków, awanturników, utracjuszy, zatwardziałych katolików, co to chcą wszystkich szabelką za to że są inni. Generalnie po prostu uważają, że oni są najlepsi, a inni to im mogą buty lizać.
Ale żeby też nie było tak, że to jakiś skrzywiony obraz w drugą stronę i że po prostu autor ma jakiś uraz do tamtych czasów, doszukując się w nich jedynie tego co złe. To po prostu powieść. W dodatku szkatułkowa, gdzie z jednej historii od razu prawie zaczyna się kolejna. I pozornie niewiele mają ze sobą wspólnego, choć łączy je mimo odległości czasowej jedno: każda zawiera niewielki fragment z życia niejakiego Stanisława Wróblewskiego herbu Krzywda.
sobota, 8 sierpnia 2026
Dungeon Crowler Carl - Matt Dinniman, czyli bez spodni, za to z kotem na ramieniu
W trakcie długiej podróży autkiem czas umilał mi tom drugi, a tu jeszcze nie napisałem o pierwszym... Nadrabiam więc szybko. W ramach LitRPG pojawia się u nas coraz więcej pozycji, a niektóre jak się okazuje zyskują na tyle dużą popularność, że biorą je na warsztat producenci filmowi czy gier. Cóż - jak się okazuje wystarczą dość sympatyczne postacie, trochę czarnego humoru, spora ilość akcji. Oczywiście trudno oceniać całość po pierwszym tomie (drugi już trochę mam wrażenie zmienia klimat), ale trudno oprzeć się wrażeniu że to żartobliwa wariacja na temat końca świata, pełnymi garściami czerpiąca pomysły z tego co wymyślili inni.
Oto świat jaki znamy dobiega końca, bo kosmici w kilka chwil niszczą całą powierzchnię, a uratowanych zmuszają by walczyli o życie w lochu, który dla kosmitów jest czymś w rodzaju widowiska jak nasze programy rozrywkowe. Nie wiadomo czy czuć wdzięczność do losu, że akurat wyszedłeś z domu, gdy wszystkie budowle spłaszczono niczym pudełka z kartonu, skoro teraz musisz zabijać i wciąż walczyć z jakimiś potworami, żeby zadowolić widzów. Jeżeli nie będziesz mieć fanów i sponsorów, twoje szanse są marne. A ten kto przeżyje i dotrze najdalej być może będzie miał szansę negocjować dalsze losy naszej planety.
piątek, 7 sierpnia 2026
Wieczór Trzech Króli, czyli rozłóż się na trawie i po prostu się baw
Drugie moje spotkanie z projektem Szekspir w Parku w tym roku - Wilanów ma klimat i zbudowana w tym roku specjalna scena rzeczywiście jest idealna na takie wieczory, gdy publika na trawie lub na leżaczkach może bawić się przy komediach Szekspira.
Gdy pisałem o Komedii Omyłek wspominałem, że udaje się klasyczny tekst przedstawić w dość lekki, współczesny sposób. W przypadku Wieczoru Trzech Króli jest jeszcze bardziej na luzie - nawet w strojach, które jedynie delikatnie nawiązują elementami do przeszłości. Gdyby przyjrzeć się fabule to widać jak często pewne motywy u Szekspira się powtarzają - burza, katastrofa statku, bliźniaki, które potem mylone (bo siostra przebiera się za mężczyznę). Skomplikowane to nie jest, fajnie zarysowane są wątki komediowe (muzycy, wuj imprezowicz), choć chwilami mam wrażenie że już całość zaczynała się dłużyć. Dwie i pół godziny bez przerw to jednak dość dużo, nawet przy lekkich spektaklach.
czwartek, 6 sierpnia 2026
Zasłona dymna - Jørn Lier Horst i Thomas Enger, czyli ufaj intuicji
Gdy sięgniesz po pierwszy tom jakiegoś cyklu i nie ma wielkiej wtopy, często te kontynuacje mocno kuszą, tylko jak tu znaleźć czas na wszystko gdy tyle tytułów się ukazuje - w skali roku to chyba już ponad 500 kryminałów i thrillerów, a przecież nie czyta się jedynie tego gatunku i nie same nowości. Robię więc listy, na Legimi jak coś wypatrzę też dorzucam sobie do biblioteki a potem czekam na impuls że akurat to... Może powinienem ustawić jakiś system losowań jak w lotto?
Generalnie tak jak kiedyś powieści Horsta mnie zachwycały, to jakoś nie bardzo mogę się przekonać do nowego cyklu pisanego w duecie. Niby schemat podobny, tylko zamiast córki gliniarza która jest dziennikarką, mamy kobietę wykonującą ten zawód, którą łączy trochę inna więź - kiedyś gdy Emma Ramm była jeszcze dzieckiem, Alexander Blix na interwencji uratował jej życie, zabijając ojca, który chciał podciąć jej i mamie gardła. O ile więc w tamtej serii komisarz William Wisting raczej nie gadał o prowadzonych sprawach, to tu dość często zdarza się że między tą parą dochodzi do jakiejś wymiany informacji. Blix po prostu troszczy się o dziewczynę, traktuję jako drugą córkę, pomaga, a czasem również dając jej pierwszeństwo w dostępie do informacji, może też lepiej kontrolować pojawiające się w przestrzeni publicznej treści.
Tomek, czyli jak trudno wyjść z cienia
Przestrzeń 71. Ta scena to nowa siedziba Teatru Druga Strefa na czas remontu. Przestrzeń ukryta w ciszy z kameralną sceną, na której wiele się dzieje. To tu, w ramach ósmej edycji mini-festiwalu #PolacyRobiąTeatr #PolkiRobiąTeatr w lipcu tego roku odbyło się kilka spektakli, a w tym monodramy, które bardzo lubię. Dwa z nich obejrzałam. Przegląd ten prezentuje dorobek polonijnych twórców teatralnych, a gospodarzem projektu jest właśnie Teatr Druga Strefa i jej dyrektor Sylwester Biraga.
Monodram „Tomek” to historia geja, który doznawszy w kraju rodzinnym nietolerancji emigruje do Wielkiej Brytanii i tam próbuje odnaleźć swoją tożsamość i wyjść „z szafy”. To spektakl poruszający i surowy w swojej wymowie. Mówi o samotności i wykluczeniu, a także o tęsknocie za domem, który go odrzuca i strachu za dalszym wykluczeniem. Opisuje też walkę samego ze sobą o własną tożsamość, o odwagę by wyjść z cienia i zawalczyć o siebie. Na scenie autor, reżyser i wykonawca – Sebastian Pałka, aktor, którego tembr głosu wywołuje dodatkowe emocje. Tym głosem powinno się czytać tylko radosne wiadomości, oświadczać światu radość i szczęście, a nie opowiadać dramatyczne przeżycia. Jednak tak skrajne połączenie wywoduje w słuchaczu jeszcze większy smutek, że ta niezawiniona „inność” tak mocno rozdziera od środka. Ten aktor Big Boots Theatre z Londynu momentami nas bawi, ale gdy jest boleśnie szczery – to ogarnia nas wręcz żałość, że jako ludzkość potrafimy być tak podli.
Monodram „Tomek” to historia geja, który doznawszy w kraju rodzinnym nietolerancji emigruje do Wielkiej Brytanii i tam próbuje odnaleźć swoją tożsamość i wyjść „z szafy”. To spektakl poruszający i surowy w swojej wymowie. Mówi o samotności i wykluczeniu, a także o tęsknocie za domem, który go odrzuca i strachu za dalszym wykluczeniem. Opisuje też walkę samego ze sobą o własną tożsamość, o odwagę by wyjść z cienia i zawalczyć o siebie. Na scenie autor, reżyser i wykonawca – Sebastian Pałka, aktor, którego tembr głosu wywołuje dodatkowe emocje. Tym głosem powinno się czytać tylko radosne wiadomości, oświadczać światu radość i szczęście, a nie opowiadać dramatyczne przeżycia. Jednak tak skrajne połączenie wywoduje w słuchaczu jeszcze większy smutek, że ta niezawiniona „inność” tak mocno rozdziera od środka. Ten aktor Big Boots Theatre z Londynu momentami nas bawi, ale gdy jest boleśnie szczery – to ogarnia nas wręcz żałość, że jako ludzkość potrafimy być tak podli.
środa, 5 sierpnia 2026
Nie trzaskaj drzwiami - Monika Janiszewska i Renata Korolczuk, czyli rozmowy których pragną nastolatki, ale nigdy ci o tym nie powiedzą
Kontynuując trochę jeszcze rozważania jakie mi się uruchomiły po serialu "Dam ci lekcję", czyli czego potrzebują młodzi ludzie, aby czuli jakoś mniej zdołowani różnymi rzeczami, potrafili radzić sobie lepiej z wahaniami emocji, podrzucam Wam jeszcze lekturę. Pewnie przyda się szczególnie rodzicom nastolatków, ale może nawet jeżeli nie ma się dzieci w tym wieku, można z tego coś zaczerpnąć by nie wpadać w pewne pułapki komunikacyjne i emocjonalne. Nie ukrywajmy - rozmowy albo egzekwowanie czegoś od młodych ludzi nie jest wcale taką prostą sprawą, wynika to jednak nie tyle ze sposobu w jaki patrzą na świat, na pewno również nie z ich złośliwości, może prędzej można wskazać na pewne mechanizmy rozwojowe, które łatwo definiuje się jako okres buntu. Powodem tych trudności jest również to że i my nie wykazujemy zrozumienia, cierpliwości, konsekwencji, często wyładowujemy naszą frustrację, zmęczenie, odpalamy się albo powtarzamy komunikaty, które doprowadzają młodych do szału. Ba, gdy byliśmy młodzi te same teksty które teraz do nich zasuwamy, wkurzały i nas u naszych rodziców...
Przykładów na to znajdziecie w tej książce nie mało i w wielu będziecie mogli się pewnie rozpoznać. Warto jednak dodać że to wszystko jest tu po coś...
Czarne ptaki - Bartosz Szczygielski, powiedz że masz plan
Autorzy kryminałów przyzwyczaili nas już do mieszania perspektyw czasowych i łączenia niewielkich fragmentów historii, by potem zobaczyć jak przeszłość wpłynęła na jakiś wątek współczesny. Bartosz Szczygielski zaproponował nam jednak coś zupełnie innego. Dwie historie, ale pozornie niczym nie połączone. Najpierw jedna. Potem druga. Najpierw lata 90 i historia dwóch młodych chłopaków, którzy wpadają w poważne problemy gdy próbują zdobyć trochę gotówki. Potem przenosimy się o 20 lat, by wejść w środowisko bogatych kolekcjonerów staroci, ludzi którzy zbudowali już potężne kapitały i funkcjonują już w zupełnie innych sferach niż ci, którzy tuż po '89 próbowali zrobić szybką karierę, nie zawsze przejmując się legalnością biznesów.
Dwie historie. A gdzie ich połączenie? Może je dostrzeżecie, a może nie ma go wcale.
wtorek, 4 sierpnia 2026
Dam ci lekcję, czyli czego potrzebuje nasza młodzież
Intensywny mam czas ostatnio, więc i czasu na pisanie mało. Chętnie bym więc wybrał coś bardzo prostego żeby wykpić się notką na parę zdań, ale nie ma co odkładać tego co ostatnio mnie w dziwny sposób poruszyło na Netflixie. Chodzi o koreański hicior "Dam ci lekcję" ktory utrzymywał się przez kilka tygodni w topce w Polsce. I jest to chyba wynik nie tylko popularności tego co koreańskie, ale i efekt kontrowersyjności tematów jakie serial porusza.
Pierwszy odcinek - mocny i poruszający, potem coraz więcej przerysowań, nawet scen quasi komediowych, a szkoda bo gdyby tak utrzymać powagę byłoby dużo ciekawiej. Wszyscy bowiem zdajemy sobie sprawę, że dzieci i młodzież dziś w szkole nie mają łatwo - to nie jest kwestia jedynie tego że ta instytucja nie zmienia się prawie wcale, choć świat zmienił się gruntownie, nauczyciele, uczniowie, rodzice szarpią się w jej ścianach próbują ciągnąć sprawy w swoją stronę, w efekcie mamy chaos i wypalenie nauczycieli, bo politycy wydają się kompletnie bezradni albo jeszcze dokładają paliwa do ognia swoimi dziwnymi pomysłami. I wyobraźcie sobie, że oto powstaje urząd, którego celem jest śledzenie wszystkich nieprawidłowości: przemocy rówieśniczej, niesprawiedliwych ocen, roszczeniowych rodziców, demoralizacji i negatywnego wpływu środowiska itp. itd.
niedziela, 2 sierpnia 2026
Kobiece gadanie 2 - Beata Biały, czyli o wyborach, relacjach i marzeniach
To już czwarta książka przygotowana przez Beatę Biały z rozmowami o emocjach, o problemach, po prostu o życiu. I choć ciężko pisać po raz czwarty bez wchodzenia w każdą z rozmów po kolei i odnosząc się do nich, czytałem z przyjemnością więc i notka na bloga się należy.
Tu nie ma za bardzo plotek, poszukiwania sensacji i dram, a mimo to nie brakuje intymnych zwierzeń, szczerości. Może właśnie w tym tkwi jakaś magia - stworzyć taką atmosferę by ludzie sami chcieli opowiadać i dzielić się z innymi tym co uważają za ważne. Jeżeli szukać pewnego klucza to właśnie w tym: te rozmowy mają pomagać, dawać siłę, akceptację, nadzieję, zrozumienie, że nawet coś trudnego można spokojnie nauczyć się rozpracować. Pomoże terapia, te sposoby mogą jednak być bardzo różne i to w tych poszukiwaniach myślę że tkwi wartość tej lektury.
Każda z bohaterek to jakaś jedna emocja, jedna wartość która jest tematem przewodnim. I choć już zdarzało mi się marudzić na manierę wprowadzania przez autorkę cytatów typu "a Sartre to powiedział" itp. to może dla kogoś to też być pewnego rodzaju cenny materiał do refleksji. Jak rozumiem miał też trochę czasem pomóc w tym, by gościni mogła odnieść się do jakiejś konkretnej myśli, zgadzając się z nią lub nie...
sobota, 1 sierpnia 2026
Odzyskany, czyli tak trudno wybaczyć, tak trudno naprawić
Zdaje się że od jutra już można napotkać pokazy przedpremierowe tego obrazu, uznałem więc że to nim zacznę sierpień na Notatniku.
Przyznam od razu że mam z nim trochę problem. Kibicuję środowiskom takim jak Rafael Film w ich działaniach, bo uważam że skoro jest publika która chce oglądać filmy w których wartości i wiara są mocniej podkreślane, w których nie ma przemocy ani treści które uważają za szkodliwe, to jak najbardziej warto przebijać się do kin, a nie zamykać jedynie w salkach parafialnych.
Brak tak potężnych środków finansowych jak przy komercyjnych produkcjach dla masowego widza niestety czasem jest mocno widoczny i trudno oprzeć się wrażeniu, że warto by jednak przed puszczeniem czegoś w obieg dopieścić to i owo.
Różne już filmy z wątkiem uzależnienia, nawrócenia, próby naprawiania błędów, mieliśmy okazję oglądać, tym bardziej więc warto zastanowić się czym nasz film będzie się wyróżniał, czemu ta historia jest warta opowiedzenia. I tu, na poziomie scenariusza i reżyserii, a nie w detalach technicznych czy aktorstwie tkwi w mojej ocenie pewien problem w "Odzyskanym".
wtorek, 28 lipca 2026
Wypadek fortepianowy, czyli oglądają mnie miliony i wolno mi więcej
Idealna propozycja na wtorkowy kącik wytrawnego kinomaniaka, bo Quentin Dupieux to twórca na tyle specyficzny, że niby wszystkich może bawić, ale w większej dawce jednak sporo ludzi będzie się drapać po głowie i narzekać że to jednak zbyt dziwne.
W przypadku Wypadku fortepianowego w sumie nawet tego śmiechu nie będzie aż tak dużo, to rzecz w której nawet jeżeli się on pojawia, schodzi potem on z twarzy. Obserwujemy kobietę, która przyjeżdża do willi na odludziu, czujemy że ma kasę i może realizować wszystkie zachcianki, ma w sobie jednak nie tylko jakieś odpychające prostactwo ale i przewrażliwienie na swoim punkcie. Ona - wielka artystka jest kimś ponad przeciętność, zdaje sobie sprawę ze swojej popularności, ale nie ma zamiaru zniżać się do poziomu zwykłych ludzi. Mają podziwiać z daleka. I choćby jej asystent, sekretarz, stawał na głowie i spełniał wszystkie zachcianki, to i tak jest marudna i strzela fochy.
poniedziałek, 27 lipca 2026
Foreign Tongues - Rolling Stones, czyli muzyka, która na całym świecie jest zrozumiała
Przyzwyczaiłem się, że artyści których znam od pierwszych krążków, jeździłem na ich koncerty świętują a to trzydziestą a to czterdziestą rocznicę obecności zna scenie, ale kurcze blisko 65 lat aktywności muzycznej i wydawanie wciąż nowych albumów to jest coś co zasługuje na podziw.
Przed państwem dwudziesty piąty album w dorobku Rolling Stones. Dinozaury wciąż dają radę i potrafią bawić się materiałem, choć ci którzy znają ich twórczość wskażą pewnie jak wiele tu motywów które po prostu wracają. Panowie nie muszą zaskakiwać niczym nowym, ale energii jaka jest w tych kawałkach mogą pozazdrościć nawet świeżaki, pełni buntu i zapału.
Chyba poprzedni krążek najbardziej zaskoczył i wzbudził sensację, ten jest jakby pewnego rodzaju kontynuacją. Weszliśmy do studia i po prostu dobrze się nam grało. Zaprosiliśmy paru znajomych (kurde Stonsom się nie odmawia, więc był i Robert Smith, Paul McCartney, Steve Winwood, czy Chad Smith z Red Hot Chili Peppers. Ba, Bruno Mars wpadł jedynie żeby zagrać na krowim dzwonku.
Przed państwem dwudziesty piąty album w dorobku Rolling Stones. Dinozaury wciąż dają radę i potrafią bawić się materiałem, choć ci którzy znają ich twórczość wskażą pewnie jak wiele tu motywów które po prostu wracają. Panowie nie muszą zaskakiwać niczym nowym, ale energii jaka jest w tych kawałkach mogą pozazdrościć nawet świeżaki, pełni buntu i zapału.
Chyba poprzedni krążek najbardziej zaskoczył i wzbudził sensację, ten jest jakby pewnego rodzaju kontynuacją. Weszliśmy do studia i po prostu dobrze się nam grało. Zaprosiliśmy paru znajomych (kurde Stonsom się nie odmawia, więc był i Robert Smith, Paul McCartney, Steve Winwood, czy Chad Smith z Red Hot Chili Peppers. Ba, Bruno Mars wpadł jedynie żeby zagrać na krowim dzwonku.
niedziela, 26 lipca 2026
Szykuj sanie latem - Jędrzej Morawiecki, czyli Syberyjski Mesjasz i podróż do kresu rosyjskiego snu o zbawieniu
Sierpień pozwala mi jeszcze jedynie na 3 notki a ja mam jeszcze kilka naprawdę dobrych lektur, zacznę jednak od tej która jest w miarę najświeższa. To reportaż otwierający nową serię Wydawnictwa Znak, jak na razie jednak jedyna publikacja i mimo że mija ponad pół roku na razie nie widać kolejnej. A szkoda. O ile bowiem reportaże często są u nas jedynie próbą uchwycenia wrażeń z pobytu w jakimś miejscu, mieszanką wiedzy i emocji, Morawiecki pokazuje że można jeszcze inaczej.
Owszem - ma temat przewodni, czyli Wissariona i jego wyznawców, których losy śledzi przez dłuższy okres czasu, wracając do miejsca nazywanego Nową Jerozolimą, szukając okazji do spotkań w różnych miejscach. Ale może nawet ktoś byś rozczarowany tym wątkiem, że brakuje większej ilości informacji, jakiejś analizy nauk człowieka który nazwał się Drugim Chrystusem. Wydaje się bowiem, że autor potraktował to szerzej, nie tylko jako analizę jednej grupy, a pewnych tęsknot jakie tkwią w rosyjskiej duszy. Ten paradoks, że gdy w kraju coraz bardziej dmie się w trąby patriotyczne, wskazuje na zagrożenia i mówi o tym że trzeba się bronić przed zgnilizną zachodu, która chce zniszczyć Rosję i całą cywilizację, brakuje głośnych protestów na ulicach, a ludzie zamykają się wewnątrz, wybierając np. sektę która oferuje im proste odpowiedzi i naukę, w której odnajdują spokój. Inżynierowie, lekarze, artyści, a więc ludzie mający już jakieś ustawione życie, podążają za byłym milicjantem, marząc o świecie bez przemocy i wojen.
piątek, 24 lipca 2026
Jak nakarmić świat - Vaclav Smil, czyli liczby kontra pseudofakty
Matematycy twierdzą, że w liczbach kryją się odpowiedzi na wszystkie pytania i można niby się z tym spierać, ale trudno odmówić pewnego piękna i racjonalności jaka tkwi w tym co da się policzyć, zmierzyć, zważyć. Jeżeli nikt nie podważy twoich wyliczeń, masz do czynienia z czymś co stanowi podstawę do porównań, punkt wyjścia do analiz. Matematyka dzięki temu nie tylko daje nam odpowiedzi na temat współczesności, ale z pewnymi zastrzeżeniami co do zdarzeń losowych, pozwala również na pewnego rodzaju prognozy.
Vaclav Smil, znany naukowiec i propagator podejścia matematycznego do różnych zagadnień, w "Jak nakarmić świat" przygląda się zarówno przeszłości, teraźniejszości jak i przyszłości w kwestii naszych potrzeb i zwyczajów żywieniowych.
czwartek, 23 lipca 2026
Miasto burz - Michał Śmielak, czyli dadzą radę i bez Ojca Mateusza
Zapas tematów powoli mi się kurczy, ale spokojnie, Notatnik przetrwał i takie kryzysy a dla mnie to nawet lepiej jak piszę o różnych tytułach na świeżo, a nie odkładam daną pozycję tygodniami.
Szukając sobie różnych pozycji na Legimi postanowiłem nie poruszać się zupełnie w ciemno, ale np. sprawdzić listę nagradzanych w ramach różnych festiwali. I tak oto z nagrodą Wielkiego Kalibru wjeżdża Michał Śmielak. Tym razem zabiera czytelników do Sandomierza, który lubię i opisywane plenery nie są mi zupełnie obce. Podobno to drugi tom cyklu z przygodami komisarza Brunona Kowalskiego i historyka Krzysztofa Szorcy, mam więc coś do nadrobienia, ale historię można spokojnie czytać niezależnie.
Niby dość klasycznie - jeden wątek współczesny, drugi w przeszłości i potem je sobie łączymy, ale przecież ten schemat sprawdzał się już tyle razy to czemu i nie kolejny. Choć odgrzebanie starej sprawy wydaje się tu ciut przypadkowe niech to będzie kolejny dowód na to, że prędzej czy później każda zbrodnia wyjdzie na jaw :) I to nawet bez angażowania Ojca Mateusza. Beka z miasta zbrodni od ponad zdaje się 20 lat jest tu nienachalna, to kryminał jak najbardziej serio.
środa, 22 lipca 2026
Mentalista - Camilla Läckberg i Henrik Fexeus, czyli a skąd ty to możesz wiedzieć?
Dawno wśród moich lektur kryminalnych nie było Camilli Läckberg postanowiłem więc trochę odświeżyć swoją listę czytelniczą o Skandynawów których czytałem jakiś czas temu a potem porzuciłem m.in. Horsta. A na początek pierwszy tom nowego cyklu Läckberg tym razem pisanego w duecie. Henrik Fexeus podobno jest ekspertem od mowy ciała, który ma status celebryty w szwedzkich mediach, można powiedzieć więc że nowy bohater cyklu trochę chyba był nim inspirowany, a on dodał tam trochę tajników swojej pracy. Coś co jest na pograniczu psychologii i iluzji, manipulowania ludźmi, staje się tu centrum fabuły, poznajemy to nie tylko od strony "występów" bohatera ale i jego codziennego życia, czy też prowadzenia śledztwa, do którego zostaje zaproszony jako ekspert.
Policja rzadko sięga po taką pomoc cywilów, ale jeżeli seryjny morderca którego ścigają, ewidentnie jest związany z tym środowiskiem i bawi się w kotka i myszkę z policją, nic dziwnego że śledczy próbują nawet mniej standardowych metod.
Policja rzadko sięga po taką pomoc cywilów, ale jeżeli seryjny morderca którego ścigają, ewidentnie jest związany z tym środowiskiem i bawi się w kotka i myszkę z policją, nic dziwnego że śledczy próbują nawet mniej standardowych metod.
wtorek, 21 lipca 2026
Kura, czyli nie godzę się na to co mi przyszykowaliście
Miał swój film już pies, osiołek, świnia, to czemu nie kura? Podobnie jak przy IO, to obraz który więcej mówi o ludziach, niż o samym zwierzęciu które obserwujemy. Ono kieruje się swoim instynktem, nikomu nie robi krzywdy (no chyba że niechcący jak w przypadku samochodu z uchodźcami), a to człowiek traktuje otoczenie tak egoistycznie, że niszczy, zniewala, morduje.
Przyzwyczailiśmy się do tego, że zwierzęta rozczulają nas jako jednostki indywidualne, ale w masie, tej hodowlanej, już o nich nie myślimy jako o stworzeniach zasługujących na naszą przyjaźń i emocje. Tak jakbyśmy wypierali fakt pochodzenia tego co mamy w lodówce - lepiej nie wiedzieć.
Od razu więc ostrzegam, że ten obraz może skłonić Was nie tylko do ograniczania spożycia mięsa, ale również jajek. Jak zobaczycie to zrozumiecie.
Przyzwyczailiśmy się do tego, że zwierzęta rozczulają nas jako jednostki indywidualne, ale w masie, tej hodowlanej, już o nich nie myślimy jako o stworzeniach zasługujących na naszą przyjaźń i emocje. Tak jakbyśmy wypierali fakt pochodzenia tego co mamy w lodówce - lepiej nie wiedzieć.
Od razu więc ostrzegam, że ten obraz może skłonić Was nie tylko do ograniczania spożycia mięsa, ale również jajek. Jak zobaczycie to zrozumiecie.
Komedia omyłek, czyli czy Szekspir wciąż bawi
Projekt Szekspir w Parku, czyli wystawianie latem w ogrodach Pałacu Króla Jana III w Wilanowie komedii mistrza ze Stratford ma już dziesięcioletnią tradycję. Ludzie kupują bilet do parku, przynoszą sobie kocyki, leżaki i inne siedziska, niektórzy nawet kosze piknikowe, by w sielskich warunkach oglądać przedstawienia, które mam wrażenie mają w sobie trochę ducha z oryginału. Przecież słynny dramaturg chciał wzruszać i bawić nie tylko bogaczy na dworach, ale wszystkich, którzy mogli za niewielki datek wejść i zająć miejsca stojące pod chmurką.
Komedia omyłek, nowa produkcja w ich repertuarze, a zarazem jedna z pierwszych sztuk napisanych przez Szekspira, ma w sobie spory potencjał by rozbawić i przyciągnąć uwagę publiczności nawet w takich bardziej warunkach rozluźnionych, gdzie ludzie mogą sobie wstawać, chodzić, rozmawiać, jeść... Ba, robić zdjęcia albo nagrywać filmy, bo ekipa wręcz do tego namawia. Na szczęście nie ma unoszonych w górę telefonów jak na koncertach, bo jednak większość publiki kulturalnie woli cieszyć się po prostu tym co widzą.
poniedziałek, 20 lipca 2026
Waglewski&Kasai, czyli Piastowskie Letnie Granie spokojniej i z duszą
Ależ to był piękny wieczór. Mimo że środek tygodnia przyciągnął w moim miasteczku sporo ludzi i mam wrażenie, że nawet jeżeli przyszły głównie ze względu na Wojciecha Waglewskiego, bo w tym duecie jest twarzą na pewno bardziej znaną, to nikt chyba nie żałował okazji do zobaczenia go w trochę innej odsłonie.
Na pewno było spokojniej, choć przecież mistrz nagrywał już projekty unplugged i bardziej kameralne. Spokojniej nie tylko w samych wersjach utworów (ciekawe Nim stanie się tak...) ale również w tym znaczeniu również że czuło się iż oboje mają dużo luzu, bawią się trochę podążaniem za tym drugim. Raz więcej było klawiszy i delikatnej frazy wokalnej Kasai, a innym razem więcej solówek gitarowych Pana Wojciecha. Gitary zresztą były dwie - mieliśmy więc i klasyczne brzmienie, jak i trochę riffów mocniejszych, z których akurat lidera Voo Voo dobrze już znamy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)














































W zamierzeniach autora powieść miała być epitafium dla tragicznie zmarłych rodziców Pereca. To zniknięcie, pragnienie przywrócenia do porządku chaosu jaki się pojawił, zapełnienie braku, jest tu kluczem do odczytania całości a wszystkie detale poszczególnych wątków nie są nawet aż tak bardzo istotne.