piątek, 7 sierpnia 2026

Wieczór Trzech Króli, czyli rozłuż się na trawie i po prostu się baw

Drugie moje spotkanie z projektem Szekspir w Parku w tym roku - Wilanów ma klimat i zbudowana w tym roku specjalna scena rzeczywiście jest idealna na takie wieczory, gdy publika na trawie lub na leżaczkach może bawić się przy komediach Szekspira. 

Gdy pisałem o Komedii Omyłek wspominałem, że udaje się klasyczny tekst przedstawić w dość lekki, współczesny sposób. W przypadku Wieczoru Trzech Króli jest jeszcze bardziej na luzie - nawet w strojach, które jedynie delikatnie nawiązują elementami do przeszłości. Gdyby przyjrzeć się fabule to widać jak często pewne motywy u Szekspira się powtarzają - burza, katastrofa statku, bliźniaki, które potem mylone (bo siostra przebiera się za mężczyznę). Skomplikowane to nie jest, fajnie zarysowane są wątki komediowe (muzycy, wuj imprezowicz), choć chwilami mam wrażenie że już całość zaczynała się dłużyć. Dwie i pół godziny bez przerw to jednak dość dużo, nawet przy lekkich spektaklach. 

czwartek, 6 sierpnia 2026

Zasłona dymna - Jørn Lier Horst i Thomas Enger, czyli ufaj intuicji

Gdy sięgniesz po pierwszy tom jakiegoś cyklu i nie ma wielkiej wtopy, często te kontynuacje mocno kuszą, tylko jak tu znaleźć czas na wszystko gdy tyle tytułów się ukazuje - w skali roku to chyba już ponad 500 kryminałów i thrillerów, a przecież nie czyta się jedynie tego gatunku i nie same nowości. Robię więc listy, na Legimi jak coś wypatrzę też dorzucam sobie do biblioteki a potem czekam na impuls że akurat to... Może powinienem ustawić jakiś system losowań jak w lotto? 

Generalnie tak jak kiedyś powieści Horsta mnie zachwycały, to jakoś nie bardzo mogę się przekonać do nowego cyklu pisanego w duecie. Niby schemat podobny, tylko zamiast córki gliniarza która jest dziennikarką, mamy kobietę wykonującą ten zawód, którą łączy trochę inna więź - kiedyś gdy Emma Ramm była jeszcze dzieckiem, Alexander Blix na interwencji uratował jej życie, zabijając ojca, który chciał podciąć jej i mamie gardła. O ile więc w tamtej serii komisarz William Wisting raczej nie gadał o prowadzonych sprawach, to tu dość często zdarza się że między tą parą dochodzi do jakiejś wymiany informacji. Blix po prostu troszczy się o dziewczynę, traktuję jako drugą córkę, pomaga, a czasem również dając jej pierwszeństwo w dostępie do informacji, może też lepiej kontrolować pojawiające się w przestrzeni publicznej treści. 

Tomek, czyli jak trudno wyjść z cienia

Przestrzeń 71. Ta scena to nowa siedziba Teatru Druga Strefa na czas remontu. Przestrzeń ukryta w ciszy z kameralną sceną, na której wiele się dzieje. To tu, w ramach ósmej edycji mini-festiwalu #PolacyRobiąTeatr #PolkiRobiąTeatr w lipcu tego roku odbyło się kilka spektakli, a w tym monodramy, które bardzo lubię. Dwa z nich obejrzałam. Przegląd ten prezentuje dorobek polonijnych twórców teatralnych, a gospodarzem projektu jest właśnie Teatr Druga Strefa i jej dyrektor Sylwester Biraga.


Monodram „Tomek” to historia geja, który doznawszy w kraju rodzinnym nietolerancji emigruje do Wielkiej Brytanii i tam próbuje odnaleźć swoją tożsamość i wyjść „z szafy”. To spektakl poruszający i surowy w swojej wymowie. Mówi o samotności i wykluczeniu, a także o tęsknocie za domem, który go odrzuca i strachu za dalszym wykluczeniem. Opisuje też walkę samego ze sobą o własną tożsamość, o odwagę by wyjść z cienia i zawalczyć o siebie. Na scenie autor, reżyser i wykonawca – Sebastian Pałka, aktor, którego tembr głosu wywołuje dodatkowe emocje. Tym głosem powinno się czytać tylko radosne wiadomości, oświadczać światu radość i szczęście, a nie opowiadać dramatyczne przeżycia. Jednak tak skrajne połączenie wywoduje w słuchaczu jeszcze większy smutek, że ta niezawiniona „inność” tak mocno rozdziera od środka. Ten aktor Big Boots Theatre z Londynu momentami nas bawi, ale gdy jest boleśnie szczery – to ogarnia nas wręcz żałość, że jako ludzkość potrafimy być tak podli.

środa, 5 sierpnia 2026

Nie trzaskaj drzwiami - Monika Janiszewska i Renata Korolczuk, czyli rozmowy których pragną nastolatki, ale nigdy ci o tym nie powiedzą

Kontynuując trochę jeszcze rozważania jakie mi się uruchomiły po serialu "Dam ci lekcję", czyli czego potrzebują młodzi ludzie, aby czuli jakoś mniej zdołowani różnymi rzeczami, potrafili radzić sobie lepiej z wahaniami emocji, podrzucam Wam jeszcze lekturę. Pewnie przyda się szczególnie rodzicom nastolatków, ale może nawet jeżeli nie ma się dzieci w tym wieku, można z tego coś zaczerpnąć by nie wpadać w pewne pułapki komunikacyjne i emocjonalne. Nie ukrywajmy - rozmowy albo egzekwowanie czegoś od młodych ludzi nie jest wcale taką prostą sprawą, wynika to jednak nie tyle ze sposobu w jaki patrzą na świat, na pewno również nie z ich złośliwości, może prędzej można wskazać na pewne mechanizmy rozwojowe, które łatwo definiuje się jako okres buntu. Powodem tych trudności jest również to że i my nie wykazujemy zrozumienia, cierpliwości, konsekwencji, często wyładowujemy naszą frustrację, zmęczenie, odpalamy się albo powtarzamy komunikaty, które doprowadzają młodych do szału. Ba, gdy byliśmy młodzi te same teksty które teraz do nich zasuwamy, wkurzały i nas u naszych rodziców... 

Przykładów na to znajdziecie w tej książce nie mało i w wielu będziecie mogli się pewnie rozpoznać. Warto jednak dodać że to wszystko jest tu po coś...

Czarne ptaki - Bartosz Szczygielski, powiedz że masz plan

Autorzy kryminałów przyzwyczaili nas już do mieszania perspektyw czasowych i łączenia niewielkich fragmentów historii, by potem zobaczyć jak przeszłość wpłynęła na jakiś wątek współczesny. Bartosz Szczygielski zaproponował nam jednak coś zupełnie innego. Dwie historie, ale pozornie niczym nie połączone. Najpierw jedna. Potem druga. Najpierw lata 90 i historia dwóch młodych chłopaków, którzy wpadają w poważne problemy gdy próbują zdobyć trochę gotówki. Potem przenosimy się o 20 lat, by wejść w środowisko bogatych kolekcjonerów staroci, ludzi którzy zbudowali już potężne kapitały i funkcjonują już w zupełnie innych sferach niż ci, którzy tuż po '89 próbowali zrobić szybką karierę, nie zawsze przejmując się legalnością biznesów. 

Dwie historie. A gdzie ich połączenie? Może je dostrzeżecie, a może nie ma go wcale.  

wtorek, 4 sierpnia 2026

Dam ci lekcję, czyli czego potrzebuje nasza młodzież

Intensywny mam czas ostatnio, więc i czasu na pisanie mało. Chętnie bym więc wybrał coś bardzo prostego żeby wykpić się notką na parę zdań, ale nie ma co odkładać tego co ostatnio mnie w dziwny sposób poruszyło na Netflixie. Chodzi o koreański hicior "Dam ci lekcję" ktory utrzymywał się przez kilka tygodni w topce w Polsce. I jest to chyba wynik nie tylko popularności tego co koreańskie, ale i efekt kontrowersyjności tematów jakie serial porusza. 

Pierwszy odcinek - mocny i poruszający, potem coraz więcej przerysowań, nawet scen quasi komediowych, a szkoda bo gdyby tak utrzymać powagę byłoby dużo ciekawiej. Wszyscy bowiem zdajemy sobie sprawę, że dzieci i młodzież dziś w szkole nie mają łatwo - to nie jest kwestia jedynie tego że ta instytucja nie zmienia się prawie wcale, choć świat zmienił się gruntownie, nauczyciele, uczniowie, rodzice szarpią się w jej ścianach próbują ciągnąć sprawy w swoją stronę, w efekcie mamy chaos i wypalenie nauczycieli, bo politycy wydają się kompletnie bezradni albo jeszcze dokładają paliwa do ognia swoimi dziwnymi pomysłami. I wyobraźcie sobie, że oto powstaje urząd, którego celem jest śledzenie wszystkich nieprawidłowości: przemocy rówieśniczej, niesprawiedliwych ocen, roszczeniowych rodziców, demoralizacji i negatywnego wpływu środowiska itp. itd. 

niedziela, 2 sierpnia 2026

Kobiece gadanie 2 - Beata Biały, czyli o wyborach, relacjach i marzeniach

To już czwarta książka przygotowana przez Beatę Biały z rozmowami o emocjach, o problemach, po prostu o życiu. I choć ciężko pisać po raz czwarty bez wchodzenia w każdą z rozmów po kolei i odnosząc się do nich, czytałem z przyjemnością więc i notka na bloga się należy. 

Tu nie ma za bardzo plotek, poszukiwania sensacji i dram, a mimo to nie brakuje intymnych zwierzeń, szczerości. Może właśnie w tym tkwi jakaś magia - stworzyć taką atmosferę by ludzie sami chcieli opowiadać i dzielić się z innymi tym co uważają za ważne. Jeżeli szukać pewnego klucza to właśnie w tym: te rozmowy mają pomagać, dawać siłę, akceptację, nadzieję, zrozumienie, że nawet coś trudnego można spokojnie nauczyć się rozpracować. Pomoże terapia, te sposoby mogą jednak być bardzo różne i to w tych poszukiwaniach myślę że tkwi wartość tej lektury. 

Każda z bohaterek to jakaś jedna emocja, jedna wartość która jest tematem przewodnim. I choć już zdarzało mi się marudzić na manierę wprowadzania przez autorkę cytatów typu "a Sartre to powiedział" itp. to może dla kogoś to też być pewnego rodzaju cenny materiał do refleksji. Jak rozumiem miał też trochę czasem pomóc w tym, by gościni mogła odnieść się do jakiejś konkretnej myśli, zgadzając się z nią lub nie...

sobota, 1 sierpnia 2026

Odzyskany, czyli tak trudno wybaczyć, tak trudno naprawić

Zdaje się że od jutra już można napotkać pokazy przedpremierowe tego obrazu, uznałem więc że to nim zacznę sierpień na Notatniku. 

Przyznam od razu że mam z nim trochę problem. Kibicuję środowiskom takim jak Rafael Film w ich działaniach, bo uważam że skoro jest publika która chce oglądać filmy w których wartości i wiara są mocniej podkreślane, w których nie ma przemocy ani treści które uważają za szkodliwe, to jak najbardziej warto przebijać się do kin, a nie zamykać jedynie w salkach parafialnych. 

Brak tak potężnych środków finansowych jak przy komercyjnych produkcjach dla masowego widza niestety czasem jest mocno widoczny i trudno oprzeć się wrażeniu, że warto by jednak przed puszczeniem czegoś w obieg dopieścić to i owo. 

Różne już filmy z wątkiem uzależnienia, nawrócenia, próby naprawiania błędów, mieliśmy okazję oglądać, tym bardziej więc warto zastanowić się czym nasz film będzie się wyróżniał, czemu ta historia jest warta opowiedzenia. I tu, na poziomie scenariusza i reżyserii, a nie w detalach technicznych czy aktorstwie tkwi w mojej ocenie pewien problem w "Odzyskanym". 

wtorek, 28 lipca 2026

Wypadek fortepianowy, czyli oglądają mnie miliony i wolno mi więcej

Idealna propozycja na wtorkowy kącik wytrawnego kinomaniaka, bo Quentin Dupieux to twórca na tyle specyficzny, że niby wszystkich może bawić, ale w większej dawce jednak sporo ludzi będzie się drapać po głowie i narzekać że to jednak zbyt dziwne. 

W przypadku Wypadku fortepianowego w sumie nawet tego śmiechu nie będzie aż tak dużo, to rzecz w której nawet jeżeli się on pojawia, schodzi potem on z twarzy. Obserwujemy kobietę, która przyjeżdża do willi na odludziu, czujemy że ma kasę i może realizować wszystkie zachcianki, ma w sobie jednak nie tylko jakieś odpychające prostactwo ale i przewrażliwienie na swoim punkcie. Ona - wielka artystka jest kimś ponad przeciętność, zdaje sobie sprawę ze swojej popularności, ale nie ma zamiaru zniżać się do poziomu zwykłych ludzi. Mają podziwiać z daleka. I choćby jej asystent, sekretarz, stawał na głowie i spełniał wszystkie zachcianki, to i tak jest marudna i strzela fochy. 

poniedziałek, 27 lipca 2026

Foreign Tongues - Rolling Stones, czyli muzyka, która na całym świecie jest zrozumiała

Przyzwyczaiłem się, że artyści których znam od pierwszych krążków, jeździłem na ich koncerty świętują a to trzydziestą a to czterdziestą rocznicę obecności zna scenie, ale kurcze blisko 65 lat aktywności muzycznej i wydawanie wciąż nowych albumów to jest coś co zasługuje na podziw. 

Przed państwem dwudziesty piąty album w dorobku Rolling Stones. Dinozaury wciąż dają radę i potrafią bawić się materiałem, choć ci którzy znają ich twórczość wskażą pewnie jak wiele tu motywów które po prostu wracają. Panowie nie muszą zaskakiwać niczym nowym, ale energii jaka jest w tych kawałkach mogą pozazdrościć nawet świeżaki, pełni buntu i zapału. 
 
Chyba poprzedni krążek najbardziej zaskoczył i wzbudził sensację, ten jest jakby pewnego rodzaju kontynuacją. Weszliśmy do studia i po prostu dobrze się nam grało. Zaprosiliśmy paru znajomych (kurde Stonsom się nie odmawia, więc był i Robert Smith, Paul McCartney, Steve Winwood, czy Chad Smith z Red Hot Chili Peppers. Ba, Bruno Mars wpadł jedynie żeby zagrać na krowim dzwonku. 

niedziela, 26 lipca 2026

Szykuj sanie latem - Jędrzej Morawiecki, czyli Syberyjski Mesjasz i podróż do kresu rosyjskiego snu o zbawieniu

Sierpień pozwala mi jeszcze jedynie na 3 notki a ja mam jeszcze kilka naprawdę dobrych lektur, zacznę jednak od tej która jest w miarę najświeższa. To reportaż otwierający nową serię Wydawnictwa Znak, jak na razie jednak jedyna publikacja i mimo że mija ponad pół roku na razie nie widać kolejnej. A szkoda. O ile bowiem reportaże często są u nas jedynie próbą uchwycenia wrażeń z pobytu w jakimś miejscu, mieszanką wiedzy i emocji, Morawiecki pokazuje że można jeszcze inaczej. 

Owszem - ma temat przewodni, czyli Wissariona i jego wyznawców, których losy śledzi przez dłuższy okres czasu, wracając do miejsca nazywanego Nową Jerozolimą, szukając okazji do spotkań w różnych miejscach. Ale może nawet ktoś byś rozczarowany tym wątkiem, że brakuje większej ilości informacji, jakiejś analizy nauk człowieka który nazwał się Drugim Chrystusem. Wydaje się bowiem, że autor potraktował to szerzej, nie tylko jako analizę jednej grupy, a pewnych tęsknot jakie tkwią w rosyjskiej duszy. Ten paradoks, że gdy w kraju coraz bardziej dmie się w trąby patriotyczne, wskazuje na zagrożenia i mówi o tym że trzeba się bronić przed zgnilizną zachodu, która chce zniszczyć Rosję i całą cywilizację, brakuje głośnych protestów na ulicach, a ludzie zamykają się wewnątrz, wybierając np. sektę która oferuje im proste odpowiedzi i naukę, w której odnajdują spokój. Inżynierowie, lekarze, artyści, a więc ludzie mający już jakieś ustawione życie, podążają za byłym milicjantem, marząc o świecie bez przemocy i wojen. 

piątek, 24 lipca 2026

Jak nakarmić świat - Vaclav Smil, czyli liczby kontra pseudofakty

Matematycy twierdzą, że w liczbach kryją się odpowiedzi na wszystkie pytania i można niby się z tym spierać, ale trudno odmówić pewnego piękna i racjonalności jaka tkwi w tym co da się policzyć, zmierzyć, zważyć. Jeżeli nikt nie podważy twoich wyliczeń, masz do czynienia z czymś co stanowi podstawę do porównań, punkt wyjścia do analiz. Matematyka dzięki temu nie tylko daje nam odpowiedzi na temat współczesności, ale z pewnymi zastrzeżeniami co do zdarzeń losowych, pozwala również na pewnego rodzaju prognozy. 

Vaclav Smil, znany naukowiec i propagator podejścia matematycznego do różnych zagadnień, w "Jak nakarmić świat" przygląda się zarówno przeszłości, teraźniejszości jak i przyszłości w kwestii naszych potrzeb i zwyczajów żywieniowych. 

czwartek, 23 lipca 2026

Miasto burz - Michał Śmielak, czyli dadzą radę i bez Ojca Mateusza

Zapas tematów powoli mi się kurczy, ale spokojnie, Notatnik przetrwał i takie kryzysy a dla mnie to nawet lepiej jak piszę o różnych tytułach na świeżo, a nie odkładam daną pozycję tygodniami.

Szukając sobie różnych pozycji na Legimi postanowiłem nie poruszać się zupełnie w ciemno, ale np. sprawdzić listę nagradzanych w ramach różnych festiwali. I tak oto z nagrodą Wielkiego Kalibru wjeżdża Michał Śmielak. Tym razem zabiera czytelników do Sandomierza, który lubię i opisywane plenery nie są mi zupełnie obce. Podobno to drugi tom cyklu z przygodami komisarza Brunona Kowalskiego i historyka Krzysztofa Szorcy, mam więc coś do nadrobienia, ale historię można spokojnie czytać niezależnie.  

Niby dość klasycznie - jeden wątek współczesny, drugi w przeszłości i potem je sobie łączymy, ale przecież ten schemat sprawdzał się już tyle razy to czemu i nie kolejny. Choć odgrzebanie starej sprawy wydaje się tu ciut przypadkowe niech to będzie kolejny dowód na to, że prędzej czy później każda zbrodnia wyjdzie na jaw :) I to nawet bez angażowania Ojca Mateusza. Beka z miasta zbrodni od ponad zdaje się 20 lat jest tu nienachalna, to kryminał jak najbardziej serio.  

środa, 22 lipca 2026

Mentalista - Camilla Läckberg i Henrik Fexeus, czyli a skąd ty to możesz wiedzieć?

Dawno wśród moich lektur kryminalnych nie było Camilli Läckberg postanowiłem więc trochę odświeżyć swoją listę czytelniczą o Skandynawów których czytałem jakiś czas temu a potem porzuciłem m.in. Horsta. A na początek pierwszy tom nowego cyklu Läckberg tym razem pisanego w duecie. Henrik Fexeus podobno jest ekspertem od mowy ciała, który ma status celebryty w szwedzkich mediach, można powiedzieć więc że nowy bohater cyklu trochę chyba był nim inspirowany, a on dodał tam trochę tajników swojej pracy. Coś co jest na pograniczu psychologii i iluzji, manipulowania ludźmi, staje się tu centrum fabuły, poznajemy to nie tylko od strony "występów" bohatera ale i jego codziennego życia, czy też prowadzenia śledztwa, do którego zostaje zaproszony jako ekspert.  

Policja rzadko sięga po taką pomoc cywilów, ale jeżeli seryjny morderca którego ścigają, ewidentnie jest związany z tym środowiskiem i bawi się w kotka i myszkę z policją, nic dziwnego że śledczy próbują nawet mniej standardowych metod. 

wtorek, 21 lipca 2026

Kura, czyli nie godzę się na to co mi przyszykowaliście

Miał swój film już pies, osiołek, świnia, to czemu nie kura? Podobnie jak przy IO, to obraz który więcej mówi o ludziach, niż o samym zwierzęciu które obserwujemy. Ono kieruje się swoim instynktem, nikomu nie robi krzywdy (no chyba że niechcący jak w przypadku samochodu z uchodźcami), a to człowiek traktuje otoczenie tak egoistycznie, że niszczy, zniewala, morduje. 

Przyzwyczailiśmy się do tego, że zwierzęta rozczulają nas jako jednostki indywidualne, ale w masie, tej hodowlanej, już o nich nie myślimy jako o stworzeniach zasługujących na naszą przyjaźń i emocje. Tak jakbyśmy wypierali fakt pochodzenia tego co mamy w lodówce - lepiej nie wiedzieć. 

Od razu więc ostrzegam, że ten obraz może skłonić Was nie tylko do ograniczania spożycia mięsa, ale również jajek. Jak zobaczycie to zrozumiecie. 

Komedia omyłek, czyli czy Szekspir wciąż bawi

Projekt Szekspir w Parku, czyli wystawianie latem w ogrodach Pałacu Króla Jana III w Wilanowie komedii mistrza ze Stratford ma już dziesięcioletnią tradycję. Ludzie kupują bilet do parku, przynoszą sobie kocyki, leżaki i inne siedziska, niektórzy nawet kosze piknikowe, by w sielskich warunkach oglądać przedstawienia, które mam wrażenie mają w sobie trochę ducha z oryginału. Przecież słynny dramaturg chciał wzruszać i bawić nie tylko bogaczy na dworach, ale wszystkich, którzy mogli za niewielki datek wejść i zająć miejsca stojące pod chmurką.  

Komedia omyłek, nowa produkcja w ich repertuarze, a zarazem jedna z pierwszych sztuk napisanych przez Szekspira, ma w sobie spory potencjał by rozbawić i przyciągnąć uwagę publiczności nawet w takich bardziej warunkach rozluźnionych, gdzie ludzie mogą sobie wstawać, chodzić, rozmawiać, jeść... Ba, robić zdjęcia albo nagrywać filmy, bo ekipa wręcz do tego namawia. Na szczęście nie ma unoszonych w górę telefonów jak na koncertach, bo jednak większość publiki kulturalnie woli cieszyć się po prostu tym co widzą. 

poniedziałek, 20 lipca 2026

Waglewski&Kasai, czyli Piastowskie Letnie Granie spokojniej i z duszą

Ależ to był piękny wieczór. Mimo że środek tygodnia przyciągnął w moim miasteczku sporo ludzi i mam wrażenie, że nawet jeżeli przyszły głównie ze względu na Wojciecha Waglewskiego, bo w tym duecie jest twarzą na pewno bardziej znaną, to nikt chyba nie żałował okazji do zobaczenia go w trochę innej odsłonie. 

Na pewno było spokojniej, choć przecież mistrz nagrywał już projekty unplugged i bardziej kameralne. Spokojniej nie tylko w samych wersjach utworów (ciekawe Nim stanie się tak...) ale również w tym znaczeniu również że czuło się iż oboje mają dużo luzu, bawią się trochę podążaniem za tym drugim. Raz więcej było klawiszy i delikatnej frazy wokalnej Kasai, a innym razem więcej solówek gitarowych Pana Wojciecha. Gitary zresztą były dwie - mieliśmy więc i klasyczne brzmienie, jak i trochę riffów mocniejszych, z których akurat lidera Voo Voo dobrze już znamy. 

niedziela, 19 lipca 2026

Nabiści, prorocy nowej sztuki, czyli Łazienki Królewskie zapraszają

Łazienki Królewskie to nie tylko miejsce na spacer, ale i okazja do tego by cieszyć oczy piękną sztuką i warto o tym pamiętać. Tym bardziej że aż do listopada dochodzi jeszcze jeden argument: ciekawa wystawa dzięki której mamy okazję cieszyć oczy wieloma znakomitymi dziełami m.in. ze zbiorów Musée d'Orsay. To rzadka okazja, tym bardziej warto więc wybrać się do Podchorążówki, zwłaszcza że wystawa, podobnie jak inne miejsca w Łazienkach Królewskich w piątki dostępna jest za darmo (patrz tu). Polecam też Waszej uwadze wykłady, warsztaty i oprowadzenia kuratorskie - to cudowna okazja by dowiedzieć się więcej o danych dziełach i zobaczyć je w szerszym kontekście. To oferta zarówno do młodszych jak i dla dorosłych.
 

Niewiele Wam mówi określenie Nabiści? Tym bardziej warto się wybrać! 

Jest koniec XIX wieku grupa przyjaciół, studentów Académie Julian, marzy o wielkiej rewolucji sztuki, o wyzwoleniu jej z roli czystego naśladownictwa rzeczywistości. Punktem wyjścia jest dla nich spotkanie ze sztuką Paula Gauguina. Zainspirowani jego twórczością powołują grupę, którą nazywają „Les Nabis”, czyli Prorocy nowej sztuki - Nabiści. „Nabi” to po arabsku i hebrajsku „prorok”. Nabiści kochali kolor, prostą formę. Ich malarstwo wyróżniają płaskie plamy barwne i grube kontury. W skład tej grupy wchodzą Paul Sérusier, Maurice Denis, Pierre Bonnard, Edouard Vuillard, Félix Vallotton. I prace wszystkich tych artystów można zobaczyć w Łazienkach Królewskich! 
Ale to nie wszystko.

sobota, 18 lipca 2026

Riddley Walker - Russell Hoban, czyli co po wielkim BUM

Widzę, że ostatnimi czasy lektury trochę układają mi się w jakieś ciągi tematyczne albo klimatyczne i tak po Listonoszu, a przed lekturą Kantyczki dla Leibovitza kolejna postapokalipsa. Wyjątkowa może nawet nie tyle ze względu na fabułę, ale na pomysł, na język. 

I to powiem że robi największe wrażenie. Zarówno jeżeli chodzi o autora, jak i tłumacza, który musiał wznieść się na wyżyny kreatywności. To jedna z takich powieści, która nabiera nowego życia w każdym z języków w jakim jest wydana, trzeba bowiem mistrzostwa by uchwycić ten koncept, klimat, nie przekombinować. 
 
W sam muj DzieńImienia, jakem skończył ja rokuf 12, ruszyłem ja z dzidom wrenku na szpicy po chodu i ubiłem dzika, coto chyba był ostatni dzik na Krajnych Wzgużach, takczy siak dzikuf ode dawna w ogóle aniwidu, tensie dopiero pszy trafił, a wiencej ich tesz jusz nie ma cosie spodziewać.

Tak brzmią początkowe fragmenty i tak też wygląda cała książka. Autor bowiem postanowił pokazać upadek cywilizacji nie tylko w tym że utracono dotychczasowy komfort życia, infrastrukturę, ale również wiedzę, język, kulturę...

piątek, 17 lipca 2026

Sen nocy letniej, czyli Szekspir pod gwiazdami

Szekspir pod gwiazdami i to w sensie jak najbardziej dosłownym, bo spektakl kończy się już po zachodzie słońca, a oglądamy go w pięknej scenerii Ogrodów Zamku Królewskiego w Warszawie. 

Wybrano na warsztat Sen nocy letniej, jedną z bardziej znanych komedii mistrza, w której nie brakuje przecież fajnego materiału dla popisów aktorskich. Przy dobrej obsadzie to po prostu samograj! Reżyserujący spektakl Jakub Krofta specjalnie nie eksperymentował, postawił raczej na stroje i aktorstwo a nie na scenografię, współczesny język, dodał muzykę i pozwolił by lekka fabuła szła swoim rytmem. I to działa! 

Sztuka mimo że trwa przecież ponad dwie i pół godziny nie ma przestojów, a obecność Puka (akurat ja trafiłem na kapitalnego Bartosza Bielenię) za każdym razem wywołuje aplauz publiczności.  

Premiera rządzi się swoimi prawami, pogodę też trafiliśmy słabą (organizatorzy za to stanęli na wysokości zadania przygotowując dla każdego ciepły koc i pelerynkę od deszczu), różne słabostki zrzucam więc na karb warunków, a mimo zmiennej obsady myślę że kolejne wieczory dostarczą widzom świetnej zabawy. 

środa, 15 lipca 2026

Trzy zagadki dla Organizacji - Eduardo Mendoza, czyli zabili, uciekł, a oni rozwiązą sprawę

Gdy siedzi się non stop w kryminałach (jeden kończę i od razu zaczynam kolejny), powieści Mendozy mogą być fajnym odświeżeniem głowy. Są tak zaskakujące, że trudno mówić o jakichś schematach, o tym że już gdzie dany motyw czytałeś. Ten autor jest po prostu niepowtarzalny. I choć już parę razy marudziłem, że nie zawsze ten zwariowany sposób prowadzenia postaci, wyłączenie logiki, pasuje mi do kryminalnej zagadki, przyznaję że to coś zupełnie innego, a przy Trzech zagadkach dla Organizacji bawiłem się naprawdę dobrze. 

Sam punkt wyjścia już może zaciekawić - cóż to za przedziwna struktura, która funkcjonuje zupełnie poza służbami, nie ma żadnych uprawnień, nikt jej nie płaci, nikt nie zleca spraw, ale znajdują je sami i uważają iż potrafią być sprawniejsi niż policja i prokuratura. Chlubią się tym, że nie są związani formalnościami, nikt nie może narzucić im kierunku śledztwa, nie są przekupni, a w dodatku są wolni od różnych ideologicznych czy politycznych przekonań. Co prawda korzenie Organizacji mogą wydawać się podejrzane, bo założył ją oficer służący w hiszpańskiej armii gdy Franco jeszcze po cichu wspierał państwa Osi, ale poza jakimiś źródłami finansowymi, z których wciąż ona korzysta, już nikt nie pamięta o tym kto był w założeniach wskazywany jako potencjalne zagrożenie dla Państwa. Współcześnie pamięta się jedynie o tym, że wszystko ma być tajne i że ich zadaniem jest rozwiązywanie zagadek kryminalnych. A że czasem działają intuicyjnie i łączą sprawy, które nikomu by nie przyszły do głowy jako powiązane, to możecie sobie wyobrazić ile w tym może być amatorszczyzny i zwariowanych pomysłów. 

wtorek, 14 lipca 2026

Szara eminencja, czyli lepiej z nim nie zadzieraj

Obiecywałem notkę o Szarej eminencji więc łapcie. Co prawda znam jedynie pierwszy sezon, bo z niewiadomych mi powodów niestety oficjalnie pozostałe nie są u nas pokazywane, ale już ten pierwszy daje sporo frajdy i pozwala mniej więcej zorientować się w klimacie. 
 
Szara eminencja w tym przypadku to dozorca, czy też gospodarz domu, jak wolałby mówić o sobie nasz najsłynniejszy przedstawiciel tego zawodu z Alternatywy 4, czyli słynny Anioł. Tyle że współcześnie już i sytuacja jest inna - dozorcy raczej nie są zatrudniani w przeciętnych blokach, tylko w ekskluzywnych apartamentowcach, gdzie mają pełnić rolę odźwiernego, ochroniarza, sprzątaczki i złotej rączki od wszystkiego. I choć trudno wyobrazić sobie w wielu sytuacjach jak można obejść się bez takiego człowieka na miejscu, wielu ludzi uważa go za kogoś drugiej kategorii, kogo nie tylko może zastąpić choćby kamera ochrony albo spec na zawołanie.  

Eliseo (świetna rola wspominanego już przy okazji Homo Sapiens Guillermo Francella) zna jednak już tyle sekretów mieszkańców swojego budynku, że nie zamierza wcale tak łatwo rezygnować z posady i mieszkania, które ma na dachu budynku. 

Homo Sapiens? czyli wszyscy jesteśmy czasem właśnie tacy

Film co prawda będzie miał premierę dopiero w sierpniu, ale nie wiadomo czy będę wtedy miał dostęp do kompa, więc wrzucam info już teraz. Przy okazji uświadomiłem sobie też że Guillermo Francella już czeka na notkę i to dość długo z inną produkcją z jego udziałem, obiecuję więc jeszcze na dniach dopisać Wam kilka zdań o "Szarej eminencji". Dla widzów hiszpańsko języcznych to twarz która pewnie jest dobrze znana, niestety aż tak często jak te z USA obrazy takie nie goszczą u nas, może tym bardziej warto więc zrobić sobie seans z czymś trochę innym? W końcu kiedy ostatnio widzieliście kino z Argentyny? 

A ja mogę zapewnić że przy niektórych z miniaturek na pewno się uśmiechniecie. 

poniedziałek, 13 lipca 2026

So help me God - Kelsey Lu, czyli nie zatrzymuj się przy tym co trudne

Co prawda notkę sobie naszkicowałem już ponad tydzień temu, a dziś już trochę inne klimaty muzyczne chodzą mi po głowie, ten krążek jednak wart jest osobnej notki, inne więc przekładam na potem. 

Znowu - to efekt poszukiwań na Spotify, gdzie czasem buszuję, szukając czegoś nowego co wpadnie w ucho, żeby nie ograniczać się jedynie do tego co znam. I tu "zażarło". Głos Kelsey Lu ma w sobie tyle emocji, niepokoju. I nawet jeżeli chwilami zaskakujące są przejścia od czegoś bardzo popowego, po eksperymenty w stylu Björk, migawki jazzowe, to uznaję to za bardzo ciekawe spotkanie z artystką niebanalną. Może to kwestia tego konkretnego krążka, mocno nasyconego czymś bardzo osobistym, poświęconego rozstaniu. 

niedziela, 12 lipca 2026

Nie mówi się takich rzeczy - Hanna Krall, czyli a na pewno wielu nie chce ich usłyszeć

Ciężko pisze się o takich tytułach, bo to pozycja na pograniczu poetyki, jednocześnie mająca w sobie zalążek siły rażenia reportażu. W dodatku miniaturowa forma kolejnych rozdziałów może sprawiać wrażenie jakichś migawek, niedopowiedzeń, więc może drażnić. Ilu będzie czytelników, pewnie tyle opinii. Podobnie jak dla autorki niektóre fragmenty mogły być bardzo osobiste, tak może być podobnie i dla czytelnika. To już nie tyle opisywanie sytuacji, ale jej własny komentarz. 

Jakaś wizja. Zdanie. Słowo. Skojarzenie. I musi wystarczyć. 

A prace Zbigniewa Libery, chwilami przypominające zdjęcia, czasem prace malarskie jeszcze to wrażenie czegoś bardzo nieuchwytnego, osobistego, umacniają. 

Co tu widzisz? 

Zatrzymaj się na moment.

sobota, 11 lipca 2026

Foliarze - G.F.Darwin, czyli powieść teoretycznie spiskowa

Gdyby nie oglądana nie tak dawno Bugonia (pisałem o niej tak) czuję że miałbym jeszcze większą frajdę z lektury Foliarzy. No niby pomysł już wcześniej się pojawiał w popkulturze i nic dziwnego, ale mając coś bardzo na świeżo i to w podobnym schemacie: dwóch przyjaciół, z których jeden trochę nakręca na teorie spiskowe drugiego, czułem lekko wejście w podobną historię. Nawet czarny humor jest zbliżony, choć panowie Jurkowski, Hucz, Osiadacz czyli Grupa Filmowa Darwin mają ciut większy rozmach, nie ograniczają się do jednej piwnicy, ale szaleją na większą skalę. Ba, tu odkrycie Reptilian, czyli naocznych dowodów na spisek w który całe życie wierzyli, prowadzi bohaterów do przejścia na drugą stronę Ziemi (która oczywiście jest płaska, a my jesteśmy okłamywani) by zadać cios w samo serce obcych, a nie jedynie walczyć z nimi po naszej stronie...


Zaraz, zaraz o co biega, zakrzykniecie. Nawet jeżeli gdzieś zetknęliście się z teoriami, że zielone jaszczury ukrywają się pośród nas, zakładając maski i zajmując znaczące pozycje w społeczeństwie, by prowadzić ludzkość ku zagładzie, uważaliście pewnie je za stek bredni jakichś pomyleńców. I wokół bohaterów ludzie myślą podobnie, uważając ich za dziwaków. Kacper i Tomek niedługo jednak będą mieli tyle dowodów na to, że oni mieli rację, że wszystkim szczęki opadną. 

czwartek, 9 lipca 2026

Ezi, czyli a jutro komu będziesz kibicował?

W wakacje Teatr Telewizji premier nie pokazuje, za to możemy cieszyć się powrotem do dawnej serii spektakli spod znaku Kobry, a ja uświadomiłem sobie że wciąż sobie obiecuję obejrzenie kolejnych rzeczy już na stronie, a nie piszę o tym co już zobaczyłem. Dziś więc jeden z takich spektakli.

Ezi to spektakl kameralny, ale z ciekawą historią w tle, no i z fajnymi kreacjami aktorskimi. Co prawda nie brakowało głosów, że Zbigniew Zamachowski trochę przerysował postać trenera Kazimierza Górskiego, to chyba jednak było zamierzeniem twórców - wydobyć z niego przede wszystkim sentymenty Lwowiaka. Przecież przeszłość jest tu nawet ważniejsza niż teraźniejszość - postacie spotykają się bo to ona ich łączy, o niej chcą rozmawiać. 

Czy takie spotkanie mogło się odbyć? Pewnie tak. Ernest "Ezi" Wilimowski – genialny napastnik, który przed wojną grał dla Polski, a w czasie okupacji przyjął niemieckie obywatelstwo, mógł przecież próbować rozmawiać z trenerem naszej słynnej jedenastki podczas Mistrzostw Świata w Niemczech w 1974 roku. 

środa, 8 lipca 2026

Artefakt - W.P. Rdzanek, czyli co Goci mają wspólnego z nowymi technologiami

Trylogia AI-gent. Mroczne kody, zostaje domknięta. W ciągu 3 miesięcy 3 tomy i aż by się chciało powiedzieć: takie serie to ja rozumiem. Nim zdążysz zapomnieć poprzedni tom, już masz w rękach kontynuację i z ciekawością śledzisz dalsze losy postaci, które wciąż dość dobrze pamiętasz. Rekomendacja Severskiego pewnie przyciągnie miłośników książek szpiegowskich, mam jednak wrażenie że bliżej tej trylogii do sensacji i do Ludluma niż do leCarré. Rdzanek bierze różne elementy i miesza je w przedziwną całość, mamy więc i trochę roboty czysto policyjnej i konsultacje między służbami wywiadowczymi USA i Polski, zagrożenia bardzie biologiczne (jak w poprzednim tomie) albo cyfrowe (jak w tym). Łączy wątki, czasem może i trochę wbrew logice, za to zapewniając akcję na niezłym poziomie. Wszędzie możemy znaleźć ślady wszechmocnego przedstawiciela Korei Ludowej jako czarnego charakteru, ale i tak zwykle w rozwiązaniu sprawy i przytarciu mu nosa, udział mają cywile, wydawałoby się normalsi, którzy mają intuicję większą niż wszystkie służby...
Brzmi średnio interesująco? Wbrew pozorom zabawa jest całkiem niezła, szczególnie gdy się już pozna trochę te postacie, polubi je i z ciekawością będzie się czekać na to co jeszcze autor wymyśli. 

Kolory zła: czerń, czyli jedyny sprawiedliwy tym razem na prowincji

Wieczorem może książka, ale na początek niech będzie w ramach środowego krymi jeszcze i film. Wypada pochwalić iż modę na kryminały wykorzystuje się również na ekranie i sięga się nie tylko po Cobena i innych zagranicznych autorów, ale i naszych. Przecież cykl Małgorzaty Oliwii Sobczak aż się prosił o to, żeby ktoś przerobił go na scenariusz. Netflix zobaczył, że część pierwsza została przyjęta dość ciepło, to i długo nie musieliśmy czekać na kontynuację. 

Kto zna powieść, pewnie nie będzie zaskoczony, choć mam wrażenie że na ekranie wszystko wydaje się prostsze i pewne wątki mogą wyglądać słabiej niż w oryginale, jakby dopisane na siłę. Cóż - ekran, zwłaszcza jeżeli format to nie serial, tylko krótki film, rządzi się swoimi prawami. Ma być szybko, w miarę łopatologicznie, no i przyda się odrobina napięcia. W efekcie jednak dość szybko pewnych faktów można się domyślić i tych emocji w trakcie seansu może zabraknąć. 

Zarysujmy jednak najpierw choć trochę fabułę.

wtorek, 7 lipca 2026

O czym sobie nie mówimy, czyli czy wiesz czego chcesz?

Piękne plenery Maroka (Tangeru) stają się na prawie dwie godziny sceną dla świetnego dramatu o miłości i zazdrości. Dwie pary przyjaciół, w tym jedna z córeczką, każda z nich przeżywa w pewien sposób wypalenie, ale przynajmniej dla jednej z nich wyjazd mógłby być nowym początkiem. Mógłby, gdyby nie wcześniejsze decyzje i wybory, przed którymi nie da się uciec i potrafią ścigać cię aż za morze.  

Dużo tu emocji, a fakt iż cały czas bohaterowie komentują je jakby uczestnicząc w jakimś przesłuchaniu, tylko potęguje ciekawość. Coś się wydarzyło, nie wiemy jednak dlaczego (choć się domyślamy) i co dokładnie. 


Czy będąc w wieloletnim związku skazani jesteśmy na wypalenie? Czy to naprawdę musi tak być, że coraz częściej ludzie których kochaliśmy nas drażnią albo nużą? No i czy pogoń za czymś innym naprawdę da szczęście...

poniedziałek, 6 lipca 2026

Transition II - Lunatic Soul, czyli portal do innej przestrzeni

Lunatic Soul, czyli solowy projekt Mariusza Dudy powraca! I powiem Wam, że to jak zwykle materiał na poziomie światowym, perełka muzyczna i aż żal że u nas takiej muzy tak mało się puszcza. Wszyscy którzy kochają rozbudowane suity, pasaże w stylu Mike'a Oldfielda, mieszankę world music, folku, rocka progresywnego, będą zachwyceni. A ta płyta jest dość wyjątkowa, bo zamyka pewien okres poszukiwań muzycznych, pewien projekt, jednocześnie otwierając nowy. Ma być trochę bardziej jasno, z nadzieją, optymistycznie, choć pewnie jakaś iskra melancholii pozostanie - dla mnie ona była zawsze w Lunatic Soul istotna. Wystarczy zamknąć oczy i otwiera się wspaniały świat wyobraźni, a dźwięki prowadzą nas w fantastyczne światy, gdzie wspomnienia, marzenia i wizje przeplatają się w kapitalny sposób. 

Dużo superlatyw? Ja  po prostu czasem uwielbiam zanurzyć się w takiej muzyce. Trzeba mieć odpowiedni nastrój, trochę wyłączyć codzienne zabieganie i odpłynąć. Relaks jaki ona daje harmonizuje z odczuciem że mamy do czynienia z czymś po prostu pięknym. 

Proletaryat, Dezerter i Nocny Kochanek za darmo i na jednej scenie, czyli no żal byłoby nie skorzystać

Króciutka notka, ale celem archiwizacji warto zapisać, żeby kiedyś sobie przypomnieć i sięgnąć wstecz: kto, gdzie i kiedy... Można by spytać jeszcze "dlaczego", bo jako żywo na darmowych wydarzeniach miejskich kapele takie jak Dezerter grają chyba rzadko, w tym przypadku jednak organizatorem i pomysłodawcą były środowiska motocyklistów, a miasto wyłożyło jedynie kasę. Chwała im za to, a my mogliśmy skorzystać z darmowego, niezłego koncertu (kilka lat temu na tej samej imprezie grał Kult). 

Upał straszny, więc i jakieś większe szaleństwo pod sceną zaczęło się dopiero pod wieczór, można więc tylko współczuć Proletaryatowi że grali jako pierwsi i nie dość że publika chowała się w cieniu, to oni grali w pełnym słońcu... Dla mnie to był trochę powrót do wspomnień, bo we wczesnych latach 90 w sławetnym klubie Fugazi byłem na ich koncercie gdy byli na fali największej popularności. Dziś nadal grają podobnie, choć nie ukrywam że nowsze numery wydają się trochę na jedno kopyto. Generalnie niezły koncert i chętnie bym zobaczył ich w klubie, a nie na takiej imprezie gdzie połowa publiki to przypadkowi plażowicze...

niedziela, 5 lipca 2026

Café Slavia - Ota Filip, czyli przejdźmy się kawałeczek i coś panu opowiem

sobota, 4 lipca 2026

Level up 1. Re-start - Dan Sugranlinow, czyli dostałeś szansę i jej nie zmarnuj

LitRPG to dla mnie już nie jest zaskoczenie, przy Drodze Szamana czy Świecie przeistoczonych bawiłem się całkiem nieźle, choć te wszystkie questy, nabijanie poziomów i rozwój postaci ma dla mnie w sobie coś sztucznego. Za dużo miejsca poświęca się w tych historiach statystykom, a ciut za mało miejsca żeby trochę rozwinąć postacie od strony psychologicznej. W nowej serii jaka ukazuje się właśnie na rynku (tym razem autorem jest Dan Sugralinow) może i trochę rozbudowano ten aspekt, ale tu mam ciut inny problem. Wiem że to dopiero pierwszy tom i w kolejnych częściach może być jeszcze dużo zwrotów akcji lecz mam nieodparte wrażenie że po prostu wszystko idzie bohaterowi za łatwo. Dotąd był bezrobotnym gościem, od czasu do czasu piszącym jakieś teksty na zlecenie, poświęcającym prawie całe dnie (a czasem i noce) na grę w Warcrafta. Aż dziwne że jego żona z nim wytrzymywała, bo inna już dawno kopnęła by go w cztery litery. 

 

Masz 30 lat, niewiele osiągnąłeś i nagle kobieta mówi ci, że odchodzi, zostawiając cię bez kasy, z pustym mieszkaniem i lodówką... I można by powiedzieć że bez celu i sensu, ale to akurat ciut się w życiu bohatera zmienia. 

Przebudzenie zmarłego czasu. Druga gemma - Stefan Darda, czyli są w tobie dwa wilki: dobry i zły

Wczoraj gdy pisałem o cyklu Szczygielskiego wspomniałem o pewnym problemie jaki mam (i pewnie nie tylko ja) z częściówkami. Jeżeli poznałeś początek historii i cię wciągnęło, to chciałbyś kontynuację poznać jak najszybciej. Jak minie rok albo i dłużej, to tak naprawdę zainteresowanie mocno spada, a czasem po prostu trzeba znowu czytać całość od początku. Tak też mam z dzisiejszą lekturą na Notatniku. Pierwszy tom (pisałem o nim tak) Przebudzenia zmarłego czasu podobał mi się nawet bardzo, ale długi czas oczekiwania na drugi mocno mnie sfrustrował i już historia nie budzi takich samych emocji. Co więcej - to jeszcze nie koniec, a autor mimo dopytywania jakoś nie spieszy się z kontynuacją. A może to wydawca jest rozczarowany efektami sprzedaży? Do cholery, nie można porzucać historii zanim nie opowie się jej zakończenia!

Przypomnijmy delikatnie: Jakub Domaradzki dowiaduje się o samobójczej śmierci swojego wuja i przyjeżdża do Przemyśla trochę porządkować jego sprawy. I tu zaczyna się ciąg dość tajemniczych, mrocznych zdarzeń, które pozwalają bohaterowi trochę inaczej spojrzeć nie tylko na śmierć bliskiego, ale i na różne sprawy jakie mu się przydarzają. 

piątek, 3 lipca 2026

Czarnonóżka - Marcin Szczygielski, ja chcę ciąg dalszy!!!

To już piąty tom cyklu Dom Rodomiłów Marcina Szczygielskiego, a ja po raz kolejny mam ogromny problem. Chciałbym po prostu znać już całość historii, a nie czekać kolejny rok na jej kontynuację, nie wiedząc nawet ile jeszcze będzie części. Polubiłem tą szaloną rodzinę, czarnowidzów, potomków wielkiego Roda, która za swój cel przyjęła walkę z różnego rodzaju potworami, demonami i całym tym tałatajstwem, które nawet w nowoczesnym świecie, jak najbardziej się pleni. A może nawet przez to że ludzie w nie wątpią, nic nie wiedzą, są przez to jeszcze groźniejsze? Rodomiłowie walczą z tym od lat, korzystając z księgozbioru swoich przodków i wskazówek przez nich przygotowanych. Każdy kolejny potomek powoli jest przygotowywany do realizacji misji, ale oczywiście najpierw edukacja, a potem dopiero dopuszczenie do działania...

Tyle że jak już wiemy z poprzednich tomów, różne złe moce za nic mają zasady i żeby uderzyć w rodzinę która im zagraża, właśnie przez najmłodszych próbują zaatakować. Najpierw to brat Hani był więziony i mamiony przez sobowtóra matki, a teraz to dziewczynka wraz z mamą przeszły jakby do innego wymiaru, wchodząc na ich miejsce. Borborak tym samym stał się jeszcze większym zagrożeniem, ale jego przywdziana maska Mamy nie jest wcale tak doskonała, nie wszystko pójdzie mu więc tak gładko. Ten konflikt będzie jeszcze pewnie miał ciąg dalszy, a póki co autor bawi się podrzucając nam kolejne ciekawostki i potworach i różne dziwne pomysły rodzinki. 

Za duży na bajki 3, czyli ważne przesłanie, ale film średnio udany

Po dwóch częściach, które oglądało się całkiem sympatycznie, mam wrażenie że chyba format się nie tylko zmienił ale i wypalił. Wiadomo - bohaterowie dojrzewają i trudno żeby udawali wciąż dzieci, jednak jeżeli na planie i na ekranie nie udaje się utrzymać między nimi jakiejś chemii, to chyba lepiej już by było opowiedzieć jakąś nową historię, z innym postaciami.  

Waldek, Staszek, Delfina, czyli trio które przeżywało różne przygody, ale i odniosło jakiś sukces w turniejach gamingowych, chyba nie było przygotowane na to, że sukces nie będzie trwał wiecznie i że mogą pojawić się jakieś pęknięcia. Wystarczyła jedna porażka i nagle emocje doprowadzają do rozstania i to w nie najlepszych nastrojach. Jedno słowo za dużo, jakieś pretensje, a potem przecież trudno to cofnąć... 

I o tym jest właśnie trzecia część tego formatu, który zaczął się jako lekki, zabawny film familijny, a teraz stał się niby filmem młodzieżowym, niby opowiadającym o poważnych problemach, uleciała z niego jednak ta lekkość, a weszło mocno moralizowanie. 

czwartek, 2 lipca 2026

Eks, czyli co zrobiliśmy ze swoim życiem

To chyba jedna z lepszych rzeczy jaką widziałem w tym kończącym się sezonie teatralnym w Warszawie. Wiem - jeżeli to było raptem kilkanaście spektakli to nie mogę twierdzić, że widziałem wszystko, ale mówię o swoich subiektywnych wrażeniach. Świadom też tego, że nie wszystkim pewnie ten tekst podejdzie, bo niestety mam wrażenie że widz masowo szuka tego co lekkie, łatwe i przyjemne. "Eks" dostarcza nam dobrego tekstu i świetnego wykonania, ale bez obietnicy że to będzie w tych klimatach jakie wymieniłem :)


„Eks” Mariusa von Mayenburga w tłumaczeniu Karoliny Bikont to bowiem psychologiczny dramat o tym jak czasem w poukładanych wydawałoby się związkach kotłuje się od emocji, frustracji i goryczy. Dokonaliśmy pewnych wyborów, byliśmy szczęśliwi, dorobiliśmy się nie tylko dzieci, ale i jakiejś stabilizacji... Lepiej jednak nie patrzeć wstecz, bo gdy czasem przyjdzie taka myśl "co by było gdyby?" "czy byłbym w innym miejscu?" może zrobić się niewesoło. Teraz - mając już bliżej do 50 niż do 40 raczej za późno na robienie rewolucji życiowych, można więcej stracić niż zyskać. 

środa, 1 lipca 2026

Idę po ciebie - Wojciech Wójcik, czyli miałem wiele czasu by wszystko przemyśleć

Za mną 15,5 roku pisania na Notatniku, dzień w dzień jednak notka i aż by się chciało jakiś mały jubel z tej okazji, ale upał taki że w głowie raczej leżenie w cieniu z czymś chłodnym i ewentualnie lektura. 

I jedną z ostatnio skończonych książek mam dla Was dziś - dobre połączenie kryminału i thrillera, wielowątkowe ale i z ładnie poprowadzoną w fabule akcją wokół ucieczki pewnego człowieka z więzienia. 

Siedział za zabójstwo policjanta, wcześniej też nie był aniołkiem, bo był prawą ręką ludzi przewodzących mafii w Szczecinie, ale przecież zostało mu do końca wyroku raptem 3 miesiące. Czemu więc tak ryzykuje? Co go popycha do działania? Zemsta? Próba ratowania życia swojego, bo czujemy że wokół niego działo się coś niepokojącego pod koniec odsiadki? A może chęć ochrony bliskich, a więc efekt jakiegoś szantażu? 

Każdy jego kolejny ruch, posunięcie to wielka frustracja służb, którym ciągle unika, ekscytacji mediów, które nakręcają spiralę strachu i kolejne trupy. Tylko czy to na pewno jego ofiary, czy też komuś zależy by tak to przedstawiać? 

poniedziałek, 29 czerwca 2026

Ursus'76. Zbuntowani. Zrobiliśmy to dla wolności, czyli chemy być sobą

Nie zliczę który to już raz trafiamy z żoną na koncert przygotowywany w naszym sąsiedztwie w rocznicę strajków w Ursusie w roku 1976. Moje miasteczko mocno z zakładami też jest związane, bo budowa większych osiedli, napływ mieszkańców najczęściej był właśnie z nimi związany. Choć więc nie mam nikogo w rodzinie kto bezpośrednio uczestniczył w wydarzeniach, zawsze staramy się tam być, zwłaszcza że dzielnica zwykle organizuje koncert "na rockowo" co bardzo nam pasuje (trochę naśladując w tym względzie Muzeum Powstania Warszawskiego). 

W tym roku rocznica okrągła więc i spodziewaliśmy się większego wydarzenia. I przyznam, że było to ciekawe, choć raczej nie spełniło oczekiwań. Dobór gwiazd (Paktofonika to nie nasza bajka), Rogucki z nowym projektem mocno smęcił, najciekawsze było więc to co przygotowano "ekstra". 

niedziela, 28 czerwca 2026

Cuda niewidy - Aleksandra i Grzegorz Koper, czyli alernatywne wędrówki po Polsce

Kurcze, przyznaję się: spodziewałem się kolejnego "przewodnika" po kraju, w którym znowu dostanę zestaw mniej lub bardziej znanych tras, miejsc i historyjek plus ładne zdjęcia, a tu niespodzianka. I to bardzo pozytywna! 
 
Jestem mało instagramowy więc profil autorów @byli_widzieli jakoś dotąd umykał mojej uwadze, ale obiecuję sobie częściej tam zaglądać. Lubię bowiem takie wyszukiwanie miejsc mniej znanych albo w miejscach znanych wyszukiwanie detali, ciekawych historii. To na co dzień nam umyka, jeżeli zaś nie korzystamy z oprowadzenia dobrego przewodnika lub lokalnego pasjonata to będziemy zwiedzać wraz z tłumem "po wierzchu", mając identyczne zdjęcia jak wszyscy i o zgrozo niewiele zapamiętując. Kto bowiem pamięta wszystkie nazwiska właścicieli pałaców, które odwiedzał, fundatorów kaplic albo kościołów, a tym samym jakichś opowieści, która zwykle stała za takimi decyzjami. 

 

Choć więc tytuły rozdziałów może i przypominają masę innych przewodników, odwołując się do makabreski, duchów, słowiańskich wierzeń, jakichś niesamowitości, to już sama zawartość mam wrażenie że dla wielu będzie niespodzianką, podobnie jak część tych miejsc dla mnie. 

Bursztynowe słodycze magiczne - Hiyoko Kurisu, czyli może chcesz ciasteczko?

Ach, wszyscy kochający pełne ciepła, odrobiny magii i sporej dawki azjatyckich klimatów, pewnie są przeszczęśliwi, bo tytułów które wpisując się w ten schemat coraz więcej na naszym rynku. I choć można dostrzec pewne podobieństwa, jakoś wcale się nie nudzą. Może dlatego, że mimo wszystko są zakorzenione w historiach zwykłych ludzi, w problemach jakie może przeżywać każdy z nas. Kochamy je, bo czerpiemy z nich siłę, spokój ducha, nadzieję. Nawet nie tyle na "magiczną interwencję", ale raczej w to, że znajdziemy w sobie podobną siłę wewnętrzną, by coś zmienić w naszym życiu. Zwykle magia polega tu jedynie na jakimś drobnym impulsie, popchnięciu w pewnym kierunku, a człowiek już sam odkrywa że jednak może wcale nie jest tak tragicznie jak mu się wydawało. Na wszystko znajdzie się sposób, byle tylko w to uwierzyć i nie tkwić jedynie w rozpaczy że się nie da...

To tak jakbyś po wymuszonym uśmiechu, nagle inni do ciebie zaczęli się uśmiechać i już w naturalny sposób i ty stajesz się szczęśliwy. Ktoś podsuwa ci cukierek wmawiając że to lekarstwo i twoja wiara w efekt powoduje że problemy się rozwiązują. 

piątek, 26 czerwca 2026

Tygrysice, czyli przecież jeszcze coś nam się od życia należy

Trzy przyjaciółki, wdowy, które po mężach mają na tyle stabilną sytuację majątkową że specjalnie nie muszą się o nic martwić, szukają sposobu na to, by trochę wnieść kolorów do swojego życia. Wymyśliły więc, że skoro wszyscy mogą pojawiać się w TV z różnymi talentami to i one mogą. Co z tego, że może już nie mają po 20 lat, co zwykle kojarzy nam się z girls bandami - one po prostu chciałyby poczuć się jak za dawnych lat: pożądane, w centrum uwagi, obdarzane komplementami. 

Oczywiście są doświadczonymi kobietami i wiedzą, że wielu chętnie by im owe komplementy prawiło ze względu na ich majątki, więc starają się sprawy stawiać jasno: oddzielając interesy i sprawy zawodowe od życia prywatnego. A przynajmniej tak im się wydaje. 

Charyzmatyczny instruktor Julio Torres, zatrudniony by przygotować je do występów przed kamerą, wywraca bowiem ich życie do góry nogami. 

środa, 24 czerwca 2026

Brudne tajemnice - Disha Bose, czyli pozornie idealne życie

Pierwszy podtytuł jaki miałem napisać do tej książki w tytule notki to: gdzie te chłopy? Bo też ciekawa jest nie tylko ich rola w tej opowieści, ale i podskórnie wyczuwalne to, że wszelkie pretensje kierowane są właśnie do nich. Albo że byli zbyt mało obecni i zaangażowani albo zbyt obecni i narzucający się, albo obojętni i chłodni, kompletnie nie nadający się na obiekt zainteresowania ale niech spróbują poszukać tego zainteresowania gdzie indziej... Wieczne rozdrapywanie wszystkiego na różne strony, pretensje, oczekiwania, zero docenienia i można by się wściec: czemu te bohaterki takie roszczeniowe, czemu nie cieszą się z tego co mają (a mają tak wiele), tylko wiecznie okazują niezadowolenie, chcąc na tle innych kobiet udowodnić że to one są te "naj"... Tylko że kurcze wychodzi na to, że ci faceci wcale nie są bez winy. To nie jest tak, jak by można powiedzieć: nie dostawał ciepła w domu, to poszukał gdzie indziej... Oni tak mało robią, by rzeczywiście zawalczyć o przyszłość związku, tak łatwo się poddają i idą na łatwiznę. Kobiety zaś, choć niby niezadowolone, potem jednak są gotowe by walczyć do upadłego i bronić rodziny. Takie przyjaciółki, które gotowe są obgadać cię za plecami albo wbić tipsa w oko. 

Ciekawe to wszystko choć przyznam że trochę też wkurzające. Długo nie mogłem wejść w te ich historie, nawet mnie nudziły i wydawało mi się iż robi się dramę z kompletnych bzdur. Ktoś coś napisał, ktoś coś powiedział, ktoś coś zobaczył i nagle sprawa urasta do niewiadomo jakich rozmiarów. 

wtorek, 23 czerwca 2026

Ostatni wiking, czyli i kto tu jest nienormalny

Nie ukrywam: jestem fanem Madsa Mikkelsena i nawet jakby grał kłodę drewna nie mówiąc ani słowa i tak pewnie bym chciał to zobaczyć. Gość ma charyzmę, talent i nieprzeciętną fizjonomię więc jak bym mógł przegapić seans Ostatniego wikinga? 

Skandynawowie mają dość specyficzne poczucie humoru, nie wszystkie żarty mogą być dla nas równie zabawne jak dla nich, ale zwykle pasują mi te klimaty. I tu, choć czarna komedia przykrywana jest coraz bardziej dramatem rodzinnym i traumami z dzieciństwa, kupuję to w 100%, a bajkę o ostatnim wikingu (nie czytajcie raczej dzieciom) chętnie bym sobie postawił na półce. Pokręcona jeszcze bardziej niż ten film. Jej przesłanie: zróbmy tak aby nikt nie czuł się gorszy, choć przewrotne, mogłoby zaistnieć na plakatach tej produkcji. Bo to rzecz o akceptacji i jej braku. Dokąd prowadzi jedno a dokąd to drugie? 

niedziela, 21 czerwca 2026

Iwona, księżniczka Burgunda, czyli no ukłoń się i podziękuj


Po całkiem udanej adaptacji Ferdydurke w Och Teatrze, pojawia się kolejna próba podejścia do Gombrowicza i powiem Wam że naprawdę warto wybrać się na nią do Teatru Ateneum. W dość surowej scenografii, bez wielkich fajerwerków, tym lepiej jednak wybrzmiewa pewna sztuczność i zadęcie ludzi władzy, którzy prezentują pewność siebie, mimo że wewnątrz pełni są lęków i jakichś paranoicznych urojeń. Nikt dotąd nie odważył się im tego pokazać, obnażyć tego jak łatwo nimi wstrząsnąć.  

Przedstawienie w reżyserii Anny Augustynowicz może wydawać się dość "szkolne", może nawet upraszczające pewne myśli które próbował przekazać Gombrowicz, ale nie ma co się za to obrażać, tylko może właśnie za to docenić? Nie ma kombinowania, na siłę wpychania współczesności, kto przecież odczyta przesłanie, będzie widział jak ono może się przekładać na analizę mechanizmów władzy, na to jak czasem mimo sprzecznych interesów, ci na górze potrafią łączyć siły byle usunąć kogoś kto ich kłuje w oczy. 

sobota, 20 czerwca 2026

Listonosz - David Brin, czyli kłamstwo które daje nadzieję

To nie jest pierwsze polskie wydanie tej powieści, a mimo to i mimo ekranizacji (nazywało się to Wysłannik przyszłości) jakoś chyba nie jest ona jakoś u nas bardzo znana i może dobrze że Wydawnictwo Zysk i ska ją przypomina. Mimo upływu blisko 40 lat wciąż to się nieźle czyta, choć końcówka odbiega klimatem od tego co w dużej mierze powieść nam oferuje. To obraz kraju po katastrofie nuklearnej, ale David Brin nie skupia się tylko i wyłącznie na kreśleniu przed nami pesymistycznej wizji. Poprzez losy bohatera i to jak on wpływa na innych, fabuła raczej jest próbą odpowiedzi na pytanie co jest potrzebne by odbudować więzi między ludźmi i na nowo stworzyć z nich dużą wspólnotę, którą łączą jakieś wartości, zasady i chęć budowania przyszłości dla kolejnych pokoleń. Wiadomo przecież i znamy to z wielu obrazów postapokaliptycznych, że czymś naturalnym jest rozpad kraju na niewielkie grupy, w których często władzę przejmują najsilniejsi. Myśli się wtedy o przeżyciu, o obronie, ewentualnie o zagarnianiu dóbr, ale nie inwestuje się ich w rozwój, w edukację, w odkrycia. Listonosz jest właśnie opowieścią o ludziach, którzy wierzą że właśnie ten kierunek jest możliwy. 

piątek, 19 czerwca 2026

Dolcze Wita - Leszek Talko, czyli bezstroskie życie na włoskiej prowincji

Leszek Talko jakiś czas temu rzucił wszystko co może już udało mu się zbudować w Polsce i wyprowadził się z rodziną na włoską prowincję. Jego profil na FB obserwuje sporo ludzi a wpisy pełne humoru i zdjęcia to nie tylko sucha relacja z tego jak mu się tam żyje, ale i ciepła opowieść o różnicach w mentalności, o tym jak przyjmowany jest ktoś obcy we Włoszech, o blaskach i cieniach funkcjonowania w Italii. 

 

Inne tempo życia, ale i zupełnie inne podejście do tego co "trzeba" i w jaki sposób, to pewnie kwestia przyzwyczajenia, a może jednak charakteru? Użeranie się z biurokracją, z tym że czegoś się nie da bez wypitej kawy i ploteczek, z tym że ludzie akceptują rzeczywistość i specjalnie z nią nie walczą to pewnie byłby powód frustracji niejednego rodaka. A Talkowie chyba się nie tylko dostosowali, ale i przestali dziwić. Skoro "wszyscy to wiedzą", to może po prostu trzeba poczekać aż człowiek zostanie uznany za swojego a nie za turystę, to też wszystkiego się nauczy. I nie będzie się już wściekać na listonosza, który twierdzi że nie może znaleźć ich adresu, na urzędników którzy choć życzliwi jako wcale nie są pomocni, czy na fachowców, których ze świecą szukać. No może nadal będzie się wściekać, tyle że już tylko w duchu i tylko troszeczkę. W końcu sami chcieli mieszkać na prowincji i w starym domu, który poza urokiem oferuje jednak pewne niespodzianki. 

Tajne godziny - Mick Herron, czyli agenci i biurokraci

Cykl Kulawe konie Micka Herrona od pierwszego tomu bardzo przypadł mi do gustu, a serial z genialną rolą Oldmana jeszcze zwiększył mój entuzjazm. Oczywiście autor ma swój styl, poza akcją funduje czasem takie opisy, że nie każdemu to podejdzie, ale klimat tych powieści jest niepowtarzalny. Wyobraźcie sobie grupę ludzi sfrustrowanych jakimiś porażkami i skazanych na nudną, nic nie wnoszącą pracę, agentów którzy zostali zesłani na boczny tor, do biura którym zarządza w sposób kompletnie psychopatyczny gość budzący totalną niechęć i pogardę. Tyle że gość ma lata doświadczeń w pracy w terenie i intuicję, której mogą pozazdrościć mu wszyscy w służbach. I nawet z największych tarapatów potrafi jakoś wybrnąć, rozwiązać sprawę i jeszcze obronić swoich ludzi. Bo choć nimi pomiata, szanuje ich jak dotąd nikt tego nie robił.  
 
Ale, ale, miało być o najnowszym tomie cyklu, a ten trochę odbiega od całości. Można by go nazwać takim spin-offem, sięga bowiem mocno w przeszłość i pokazuje nam Jacksona Lamba w czasach jego służby w Berlinie, choć akcja dzieje się współcześnie i dotyczy rozgrywek na szczytach władzy. Po raz kolejny politycy mieszają w finansach i w nominacjach, mając nadzieję że komuś utrą nosa, jednocześnie wzmacniając swoją pozycję, a za nic mając bezpieczeństwo kraju. 

czwartek, 18 czerwca 2026

Włoskie śledztwo - Wojciech Nerkowski, czyli polski James Bond na emigracji

Kolejna gościnna notka - a ja pewnie się dopiszę za jakiś czas.

***
Jak często myślisz o Cesarstwie Rzymskim? Ja od kilku dni dość często, a to za sprawą najnowszej powieści Wojciecha Nerkowskiego „Włoskie śledztwo”.

Borys Nowak, młody agent ABW, którego znamy już z kart powieści „Przerwana gra” w wyniku serii niefortunnych zdarzeń zostaje zawieszony w pełnieniu obowiązków. Początkowo jest mocno przytłoczony nadmiarem wolnego czasu, ale wszystko zmienia się, kiedy przez przypadek dowiaduje się o zaginięciu Alicji – polskiej archeolog, która pracowała u stóp Wezuwiusza. Po rozmowie z rodzicami dziewczyny postanawia ramię w ramię z jej mężem rozwiązać zagadkę jej zniknięcia. Czy Alicja zaginęła bez śladu przez przedmiot, który znalazła? Czy miała jakieś tajemnice? Tego wszystkiego dowiecie się sięgając po „Włoskie śledztwo”.