Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantasy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantasy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 września 2026

Czerwona zima - Cameron Sullivan, czyli nie powiało grozą, tylko nudą

Rany, co to było... Dawno mnie nie zmęczyła żadna lektura: chaos, wodolejstwo i kompletnie położona fabuła to moje refleksje i tylko dziwię się gdy czytam recenzję ludzi którzy pieją z zachwytu. Wiadomo, gusta są różne, ale naprawdę ten debiut to przerost formy nad treścią. Pomysł by dokonać jakiejś próby retellingu osiemnastowiecznej legendy o Bestii z Gévaudan, w połączeniu z oddaniem atmosfery jaka panowała we Francji tuż przed wybuchem rewolucji, mógłby być całkiem fajny. Tyle że autor wydumał sobie, że opowieść osnuje wokół konfliktu pomiędzy jakimiś starożytnymi siłami, które wcielając się w istoty na ziemi, od czasu do czasu przeżywają tu różne przygody, rozgrywają jakieś swoje interesy, jednocześnie bawiąc się ludźmi. Większość przypisów jakie znajdziecie co parę stron dotyczy właśnie tych tajemniczych sił i próby uporządkowania wiedzy o ich przymiotach o sposobach zachowania, tyle że nie ma to kompletnie nic wspólnego z akcją w której właśnie jesteś. No dobra - ktoś powie, po prostu trzeba pomijać przypisy skoro cię drażnią, ale w fabule jest tyle samo bałaganu, wydarzeń od czapy, jeszcze więcej komentarzy i dygresji bez sensu, więc z jej śledzenia nie ma prawie żadnej przyjemności. 

sobota, 5 września 2026

Przytulne miejsce - Peter S. Beagle, czyli czy potrafimy odejść w spokoju

Rany jakie to było dziwne. Pozornie proste, ale jednak pełne jakichś ładnych cytatów i filozoficznych refleksji. Klimatyczne. A to że trudno mówić by wciągało wynika raczej z tego że próżno tu szukać zwrotów akcji, jakiejś ekscytującej fabuły. Nie to żeby autor nie próbował, wychodzi mu jednak średnio. 

Bohater tej powieści to Jonathan Rebeck - mężczyzna już po 50, były aptekarz, bankrut. Od blisko 20 lat mieszka na cmentarzu. Uciekł od zgiełku świata, bo nie potrafi tam żyć, nie potrafi już się do niego dostosować. Swój dom i cichy azyl znalazł na cmentarzu, pośród umarłych. Mieszka w mauzoleum, rozmawia z duchami, a stary kruk przynosi mu jedzenie (kanapki które kradnie) i nowinki ze świata, które wyczytał w gazetach. Mężczyzna nie wychodzi poza mury cmentarza jakby sam już był duchem, podlegającym ograniczeniom które nie pozwalają mu na funkcjonowanie w świecie poza nim. Ale jemy to nawet nie przeszkadza. Dopóki nie uświadomi sobie że przecież nie musi być tak bardzo samotny, że nie musi rozmawiać jedynie ze zmarłymi czy krukiem. 

niedziela, 9 sierpnia 2026

Krzywda - Paweł Rzewuski, czyli wysłuchaj Waszmości do końca

Zachęcony różnymi recenzjami, czekając też na kontynuację (bo kupuję wszystko od ArtRage), sięgnąłem po Krzywdę Pawła Rzewuskiego. I przyznaję - szkatułkowość, klimat, naprawdę mogą się podobać! 


Nie porównujcie tego z Komudą i jego podobnymi powiastkami przygodowymi jakie wydaje Fabryka Słów, bo pierwsze skojarzenia jak słyszy się: Rzeczpospolita, szlachta, Sarmaci, to dziś już nawet nie Sienkiewicz a właśnie Towarzystwo spod znaku fantasy. Rzewuski niby też gęsto wplata tu różne przygody, nawet odrobinę magii, jakieś potyczki, biesiady, ale u niego to wydaje się tylko okazją do tego, by pobawić się gatunkiem, wciągnąć w jakąś opowieść, a przy okazji pokazać nam trochę odmitologizowane spojrzenia na tamte czasy. 

Wychowani na trylogii w głowach mamy sporo mitów, jakie to piękne były czasy, ludzie wspaniali, tylko zdrajcy i słabi monarchowie niestety doprowadzili kraj do upadku. A tu proszę - u Rzewuskiego mamy cały wręcz maraton pijaków, awanturników, utracjuszy, zatwardziałych katolików, co to chcą wszystkich szabelką za to że są inni. Generalnie po prostu uważają, że oni są najlepsi, a inni to im mogą buty lizać. 

Ale żeby też nie było tak, że to jakiś skrzywiony obraz w drugą stronę i że po prostu autor ma jakiś uraz do tamtych czasów, doszukując się w nich jedynie tego co złe. To po prostu powieść. W dodatku szkatułkowa, gdzie z jednej historii od razu prawie zaczyna się kolejna. I pozornie niewiele mają ze sobą wspólnego, choć łączy je mimo odległości czasowej jedno: każda zawiera niewielki fragment z życia niejakiego Stanisława Wróblewskiego herbu Krzywda.

sobota, 8 sierpnia 2026

Dungeon Crowler Carl - Matt Dinniman, czyli bez spodni, za to z kotem na ramieniu

W trakcie długiej podróży autkiem czas umilał mi tom drugi, a tu jeszcze nie napisałem o pierwszym... Nadrabiam więc szybko. W ramach LitRPG pojawia się u nas coraz więcej pozycji, a niektóre jak się okazuje zyskują na tyle dużą popularność, że biorą je na warsztat producenci filmowi czy gier. Cóż - jak się okazuje wystarczą dość sympatyczne postacie, trochę czarnego humoru, spora ilość akcji. Oczywiście trudno oceniać całość po pierwszym tomie (drugi już trochę mam wrażenie zmienia klimat), ale trudno oprzeć się wrażeniu że to żartobliwa wariacja na temat końca świata, pełnymi garściami czerpiąca pomysły z tego co wymyślili inni. 

Oto świat jaki znamy dobiega końca, bo kosmici w kilka chwil niszczą całą powierzchnię, a uratowanych zmuszają by walczyli o życie w lochu, który dla kosmitów jest czymś w rodzaju widowiska jak nasze programy rozrywkowe. Nie wiadomo czy czuć wdzięczność do losu, że akurat wyszedłeś z domu, gdy wszystkie budowle spłaszczono niczym pudełka z kartonu, skoro teraz musisz zabijać i wciąż walczyć z jakimiś potworami, żeby zadowolić widzów. Jeżeli nie będziesz mieć fanów i sponsorów, twoje szanse są marne. A ten kto przeżyje i dotrze najdalej być może będzie miał szansę negocjować dalsze losy naszej planety. 

sobota, 4 lipca 2026

Przebudzenie zmarłego czasu. Druga gemma - Stefan Darda, czyli są w tobie dwa wilki: dobry i zły

Wczoraj gdy pisałem o cyklu Szczygielskiego wspomniałem o pewnym problemie jaki mam (i pewnie nie tylko ja) z częściówkami. Jeżeli poznałeś początek historii i cię wciągnęło, to chciałbyś kontynuację poznać jak najszybciej. Jak minie rok albo i dłużej, to tak naprawdę zainteresowanie mocno spada, a czasem po prostu trzeba znowu czytać całość od początku. Tak też mam z dzisiejszą lekturą na Notatniku. Pierwszy tom (pisałem o nim tak) Przebudzenia zmarłego czasu podobał mi się nawet bardzo, ale długi czas oczekiwania na drugi mocno mnie sfrustrował i już historia nie budzi takich samych emocji. Co więcej - to jeszcze nie koniec, a autor mimo dopytywania jakoś nie spieszy się z kontynuacją. A może to wydawca jest rozczarowany efektami sprzedaży? Do cholery, nie można porzucać historii zanim nie opowie się jej zakończenia!

Przypomnijmy delikatnie: Jakub Domaradzki dowiaduje się o samobójczej śmierci swojego wuja i przyjeżdża do Przemyśla trochę porządkować jego sprawy. I tu zaczyna się ciąg dość tajemniczych, mrocznych zdarzeń, które pozwalają bohaterowi trochę inaczej spojrzeć nie tylko na śmierć bliskiego, ale i na różne sprawy jakie mu się przydarzają. 

piątek, 3 lipca 2026

Czarnonóżka - Marcin Szczygielski, ja chcę ciąg dalszy!!!

To już piąty tom cyklu Dom Rodomiłów Marcina Szczygielskiego, a ja po raz kolejny mam ogromny problem. Chciałbym po prostu znać już całość historii, a nie czekać kolejny rok na jej kontynuację, nie wiedząc nawet ile jeszcze będzie części. Polubiłem tą szaloną rodzinę, czarnowidzów, potomków wielkiego Roda, która za swój cel przyjęła walkę z różnego rodzaju potworami, demonami i całym tym tałatajstwem, które nawet w nowoczesnym świecie, jak najbardziej się pleni. A może nawet przez to że ludzie w nie wątpią, nic nie wiedzą, są przez to jeszcze groźniejsze? Rodomiłowie walczą z tym od lat, korzystając z księgozbioru swoich przodków i wskazówek przez nich przygotowanych. Każdy kolejny potomek powoli jest przygotowywany do realizacji misji, ale oczywiście najpierw edukacja, a potem dopiero dopuszczenie do działania...

Tyle że jak już wiemy z poprzednich tomów, różne złe moce za nic mają zasady i żeby uderzyć w rodzinę która im zagraża, właśnie przez najmłodszych próbują zaatakować. Najpierw to brat Hani był więziony i mamiony przez sobowtóra matki, a teraz to dziewczynka wraz z mamą przeszły jakby do innego wymiaru, wchodząc na ich miejsce. Borborak tym samym stał się jeszcze większym zagrożeniem, ale jego przywdziana maska Mamy nie jest wcale tak doskonała, nie wszystko pójdzie mu więc tak gładko. Ten konflikt będzie jeszcze pewnie miał ciąg dalszy, a póki co autor bawi się podrzucając nam kolejne ciekawostki i potworach i różne dziwne pomysły rodzinki. 

niedziela, 28 czerwca 2026

Bursztynowe słodycze magiczne - Hiyoko Kurisu, czyli może chcesz ciasteczko?

Ach, wszyscy kochający pełne ciepła, odrobiny magii i sporej dawki azjatyckich klimatów, pewnie są przeszczęśliwi, bo tytułów które wpisując się w ten schemat coraz więcej na naszym rynku. I choć można dostrzec pewne podobieństwa, jakoś wcale się nie nudzą. Może dlatego, że mimo wszystko są zakorzenione w historiach zwykłych ludzi, w problemach jakie może przeżywać każdy z nas. Kochamy je, bo czerpiemy z nich siłę, spokój ducha, nadzieję. Nawet nie tyle na "magiczną interwencję", ale raczej w to, że znajdziemy w sobie podobną siłę wewnętrzną, by coś zmienić w naszym życiu. Zwykle magia polega tu jedynie na jakimś drobnym impulsie, popchnięciu w pewnym kierunku, a człowiek już sam odkrywa że jednak może wcale nie jest tak tragicznie jak mu się wydawało. Na wszystko znajdzie się sposób, byle tylko w to uwierzyć i nie tkwić jedynie w rozpaczy że się nie da...

To tak jakbyś po wymuszonym uśmiechu, nagle inni do ciebie zaczęli się uśmiechać i już w naturalny sposób i ty stajesz się szczęśliwy. Ktoś podsuwa ci cukierek wmawiając że to lekarstwo i twoja wiara w efekt powoduje że problemy się rozwiązują. 

sobota, 13 czerwca 2026

Gorath. Uderz pierwszy - Janusz Stankiewicz, czyli zabijam choć tak naprawdę wcale tak bardzo tego nie lubię...

Dzięki Marcie Sinister Project nie jest dla mnie jakimś anonimowym tworem, miałem okazję poznać ich na spotkaniu autorskim, więc od dawna obiecywałem sobie, że wreszcie zacznę przygodę z ich książkami. Dobrowolski już się jakiś czas z jednym tytułem pojawił, pora więc na drugi z filarów tego projektu wydawniczego, czyli Stankiewicza. I powiem Wam, że jest naprawdę nieźle - to ma rozmach, rozbudowaną fabułę, odpowiednio dużo akcji... Co prawda chwilami można się zagubić w kierunku w którym to wszystko zmierza, ale cierpliwości, autor nie chciał poprzestać na jednej książce, z góry zakładając sobie kontynuację. 

I tak oto poznajemy gościa, o którym niewiele wiemy, gdy przyciśnięty trochę do ściany podejmuje się zadania, które będzie wymagać od niego by wkraść się w szeregi pewnej bandy. Nie będzie to proste, bo najpierw musi udowodnić że jest równie bezwzględny jak oni, a potem gdy już go zaakceptują i będzie znał ich sekrety, ma doprowadzić do zlikwidowania całej grupy. Toż to misja wyglądająca niczym czystej wody samobójstwo, takie połączenie pracy pod przykrywką z glejtem "wszystko ci wolno" byle zadanie zostało wykonane. 

A my w dodatku czujemy, że Gorath nie lubi być stawiany pod ścianą i od początku ma ochotę wykręcić jakiś numer, byle tylko wywinąć się z całej tej historii bez noża wbitego w pierś albo co gorsza w plecy. 

sobota, 6 czerwca 2026

Malowany człowiek t. 2 - Peter V. Brett, czyli niech cię mrok pochłonie za dzielenie książki na pół i wydawanie jako dwóch tomów

Niezależnie od kretyńskiego pomysłu dzielenia książek na połowy i wydawania oddzielnie (koszmar), skoro na razie utknąłem w Pustynnej włóczni, czyli kontynuacji Malowanego człowieka, to przecież winien jestem i sobie i Wam choć kilka zdań na temat drugiego tomu. Przeskakiwanie od jednej postaci do drugiej na pewno trochę wybija z rytmu, domyślamy się jednak przecież że ich losy prędzej czy później się splotą. O ile w pierwszym tomie mieliśmy do czynienia z małolatami, którzy dopiero uczyli się życia, teraz widzimy ich już silniejszych, bardziej pewnych siebie, nie tylko przekonanych co do tego że z otchłańcami trzeba walczyć, ale i potrafiących zmotywować do tego samego również innych. Czujemy po prostu, że każde z nich będzie miało tu do odegrania ważną rolę, ale i różne będą ich ścieżki. Samotna walka, czy dar pociągania za sobą innych, dodawania otuchy i odwagi. A może umiejętność leczenia, tak potrzebna, gdy wszyscy uważają, że nawet najmniejsza rana oznacza skazanie na śmierć...

sobota, 25 kwietnia 2026

Hungerstone - Kat Dunn, czyli czego tak naprawdę pragniesz?

Do końca miesiąca na Notatniku już tylko 3 notki, warto więc wykorzystać weekend i znowu zrobić sobie przegląd o czym chcę pisać w pierwszej kolejności. Spacer zaliczony, co prawda oglądanie streemu Łatwoganga kusi, bo to jakieś wariactwo pozytywne, no ale jak odłożę pisanie to potem w tygodniu jeszcze mniej czasu.

A dziś powieść gotycka. Z ciekawym klimatem, pełna dość mrocznych, chwilami dość obrzydliwych opisów, kobieca, ale to nie znaczy że nie brakuje w niej siły. Czy nazwałbym ją powieścią grozy, czy horrorem? Chyba nie w takim dzisiejszym rozumieniu, to raczej niepokój, tajemnica są tu kluczem niż sam strach i jakieś zagrożenie. 

Poznajemy Lenorę, która mogłoby wydawać się ma w życiu prawie wszystko. Bogaty mąż, pieniądze, stabilizacja, a do tego już wcześniej posiadany tytuł, status. Jak to jednak często w przeszłości bywało, małżeństwo było bardziej efektem kontraktu niż porywu uczuć. Mąż to jeden z tych, którzy na rewolucji przemysłowej i produktach z metalu dorobił się olbrzymiego majątku, potrzebował więc kontaktów, wprowadzenia w środowisko, co mogła mu zapewnić żona z tytułem. A ona? Wychowywana przez ciotkę, bez majątku, raczej nie mogła liczyć na wielu kandydatów do jej ręki. I początkowo wszystko się jakoś układało. On zachowywał pozory że mu na niej zależy, ona starała się nie tylko realizować jego prośby, ale i je wyprzedzać, dbając o to żeby jego pieniądze robiły jeszcze większe wrażenie i przyciągały kolejne zamówienia i znajomości. 

piątek, 20 marca 2026

Dom numer pięć - Justyna Bednarek, czyli liczy się nie tylko ciało ale i charakter!

W piątku staram się podrzucać coś familijnego, to łapcie wznowienie powieści Justyny Bednarek, autorki dość popularnej serii o skarpetkach. 


Choć w dużej mierze akcja dzieje się w świecie wyobraźni, czy też snu, jakimś świecie równoległym, ważne jest to jaki jest początek tej historii oraz jak zmieniają się bohaterowie. Można trochę upraszczając sprawę powiedzieć, że to lekcja dotycząca hejtu, oceniania, i nietolerancji, może nawet prześladowania kogoś słabszego, odróżniającego się od reszty dzieciaków. Równie dobrze można jednak stwierdzić, że to lekcja nabierania pewności siebie, odwagi, poczucia wartości, przełamywania lęków. Bo zmiana następuje zarówno w tym kto był prześladowcą, jak i w tym kto tego doświadczał. 

Piotrek, który w wyniki postępującej choroby powoli traci wzrok i musi nosić coraz silniejsze okulary, trochę pogodzić się z tym, że nie może być tak aktywny jak jego rówieśnicy i osiągać podobnych wyników. A może mu się tylko tak wydaje? Gdy nauczyciel wychowania fizycznego daje mu szansę, pokazuje że bynajmniej nie odstaje od nich i to dzięki niemy jego drużyna wygrywa. Niestety nie bardzo podoba się do klasowego osiłkowi, który znalazł się wśród przegranych i poczuł się upokorzony. 

sobota, 7 lutego 2026

Frankenstein, czyli dałeś życie, to teraz nie uciekaj...

Rano o filmie Camerona, a wieczorem Guillermo del Toro. Dwa wielcy reżyserzy, którym zdarzały się filmy doskonałe, ale też od dłuższego czasu bardziej chyba ufają wielkości swojej wizji, niż rzeczywiście oferują nam coś nowego. Frankenstein zachwyca od strony wizualnej, po tylu ekranizacjach powieści Mary Shelley chciałoby się nie tylko wiernego opowiedzenia jej po raz kolejny i pięknych zdjęć, tylko czegoś więcej. Naukowiec ogarnięty obsesją o raz jego dzieło, które budzi u niego wyrzuty sumienia - stwór w którym widzi on jedynie ożywione ciało, a marzył mu się chyba umysł równie genialny jak jego. Istota której dał życie i dał nieśmiertelność, wyjątkową siłę, witalność, ale nie potrafił dać duszy, a może to tylko on jej nie potrafi dostrzec? Przecież jego ukochana (czy też raczej skrycie kochana, bo to wybranka jego brata), w tej istocie dostrzega coś więcej niż zwierzę. On przerażony jej siłą, więzi ją w lochach, ona zaś najchętniej wyprowadziła je na zewnątrz, by doświadczało świata, by się uczyło na niego patrzeć. 
 

Sporo osób podkreślało po seansie, że film jest piękny, brakuje jednak w nim emocji. I to jest pytanie, czy w historii oglądanej po raz... (dziesiąty?), można jeszcze te emocje odnaleźć. Niby wszystko u del Toro jest tak jak powinno być, może trochę bardziej chaotycznie niż można by się tego spodziewać, czegoś jednak brakuje. 

Avatar. Ogień i popiół, czyli jest widowisko ale duszy już brakuje

Trochę dla formalności notka o trzeciej odsłonie Avatara. Czemu dla formalności? Bo to zaczyna przypominać serial i to kiepski, gdzie w każdym odcinku powtarza się nie tylko ten sam schemat, ale nawet poszczególne rozwiązania i sceny. No jak to ma trzymać w napięciu?

A mimo to, podobnie jak pewnie wielu ludzi, których zauroczył pierwszy film z cyklu Camerona, jego widowiskowość, usiadłem na sali kinowej. I nie żałuję, choć już na notkę trochę miejsca mi było żal, gdy tyle innych tytułów czeka na swoją kolej, a na przyszły tydzień szykują się aż 4 spektakle. Noż kurde kiedy ja mam to pisać?  

Podkreślam więc: jedynie dla formalności i bardzo skrótowo, głównie o tym co na plus, bo tego co na minus, czyli powtórzeń, powtórzeń, powtórzeń, po prostu byłoby za dużo. Fakt - coraz większą rolę odgrywa już kolejne pokolenie, ono staje się nie tylko zakładnikiem, by wreszcie ludzie mogli dorwać "zdrajcę" Jake'a Sully'ego, ale też mają ważną rolę w procesie uratowania wszystkich Na’vi i całej Pandory. Ponownie różne plemiona będą musiały poświęcić wiele ofiar, by stanąć do nierównej walki z ludźmi, którzy myślą tylko o zysku i zemście. 

piątek, 16 stycznia 2026

Nie chcę się nudzić, czyli Czarownica piętro niżej i Klątwa dziewiątych urodzin Marcina Szczygielskiego

Mam słabość do dobrych książek dla dzieci i młodzieży. Czasem z zazdrością myślę o tym ile teraz mają możliwości, ale i z sentymentem gdy wspominam sobie ile nasze lektury znaczyły, jak rozbudzały wyobraźnię. Z filmami było skromnie, o komórkach i komputerach to pisano w ramach powieści Sci-Fi, ale książki... W nich zawsze się tyle działo. 

Trochę to właśnie znajduję u Szczygielskiego - nie skrępowaną niczym zabawę, wyobraźnię, rzucenie się w przygodę, ale jednocześnie jest coś mądrego - dojrzewanie, podejmowanie wyborów, więzi, poświęcenie, myślenie o innych. Może stąd mam tyle frajdy z jego książek? Cykl z Mają w roli głównej liczy aż 7 tomów, zacząłem od drugiego (o Tuczarni motyli znajdziecie wpis w spisie przeczytanych na górze bloga), to teraz nadrabiam pierwszy i od razu trzeci. Co ciekawe one świetnie mogą pasować do pogody za oknem - totalnie nieprzewidywalnej, bo w każdym z tomów wszystko zaczyna się od jakiejś klęski żywiołowej, raz jest to śnieg, raz wichury, innym razem deszcz. A wtedy wiadomo - nie ma szkoły, mocno ograniczone są wyjścia z domu i dzieci się nudzą. Niby starsi teraz mają komórki, ale Maja ma 8 lat i jakoś nie czerpie jeszcze z tego tyle frajdy, ona potrzebuje raczej towarzystwa, tego żeby coś się wokół niej działo, a nie gapienia się w ekran. Skoro rodzice są bardzo zajęci, to na horyzoncie pojawia się... babcia. A raczej ciabcia, czyli prababcia cioteczna. Ale to nie taka zwyczajna babcia. 

sobota, 3 stycznia 2026

Malowany człowiek - Peter V. Brett, czyli po zmroku budzą się demony

Jakoś nie uczestniczyłem w wybuchu popularności Bretta w Polsce, podobnie jak i w przypadku Sandersona, ale nie znaczy to że obserwując półki córki albo innych znajomych, nie mam czasem ochoty na spróbowanie i sprawdzenie czemu wokół tego tyle szumu. 
W końcu ładne okładki to nie wszystko, a Fabryka Słów mocno obniżyła poziom tego co kiedyś wydawała, raczej stawiając na ilość a nie na jakość. 


W przypadku Malowanego Człowieka po lekturze pierwszego tomu, stwierdzam jednak, że to naprawdę niezła, wciągająca rozrywka. Trzeba przejść przez wymagający początek, gdy dopiero poznajemy bohaterów, przyzwyczaić się do tego, że będziemy między nimi przeskakiwać, ale nie brakuje tu akcji, dramatycznych wydarzeń, a i sam opis uniwersum wydaje się interesujący. 
Oto świat, w którym doszło do jakiejś katastrofy, mędrcy twierdzą że to ludzka chciwość i przekonanie o własnej wielkości, doprowadziła ją do upadku. Obecnie ludzie żyją jedynie w skupiskach, jako tako funkcjonując w dnie, ale nocami świat opanowują demony Otchłani, atakując bezlitośnie wszystkie ich siedziby. Chronią ich jedynie runy, kreślone przez nielicznych, którzy się tego uczą, trudno mówić o jakiejkolwiek walce, to raczej siedzenie w schronieniach i modlitwa by bariery magiczne wytrzymały. Kto znajdzie się poza nimi albo gdy znajdzie się w nich wyłom, wszyscy zginą. 

sobota, 20 grudnia 2025

Cztery trupy w barszcz, czyli Kisiel, Jadowska, Wójtowicz i Kubasiewicz znowu razem w jednym tomie

Do końca roku już niecałe dwa tygodnie, wybrałem już prawie komplet tego o czym będę pisał do końca grudnia, reszta spada na rok przyszły, a już trochę tego jest - m.in. nowy film Jarmusha, Norymberga, wpadnie zdaje się jeszcze przynajmniej jeden teatr... 

Nie kończę z Notatnikiem - mam nadzieję, że uda się go prowadzić w takiej formule dalej, choć czasem trochę brakuje już czasu i jakiejś energii. 

A dziś odrobina fantastyki. Jedynie odrobina, bo mam wrażenie, że w odróżnieniu od poprzednich wydań SQN przygotowywanych według podobnych pomysłów (pisałem o nich tu i tu), magii i fantasy tu coraz mniej. Może czasem zostały postacie, których korzenie są magiczne, ale więcej tu kryminału, przygody, czasem humoru, ale nie elementów fantastycznych. 

W każdym z tomów cztery autorki: Aneta Jadowska Magdalena Kubasiewicz, Marta Kisiel, Milena Wójtowicz. Każda przecież ma swoich fanów, jakieś powieści na koncie i jakieś nakreślone uniwersum - jeżeli więc dadzą opowiadanie jakoś wiążące się z powieściami, to tylko dodatkowa reklama, prawda? A jednak nie zawsze to wykorzystują. 

sobota, 13 grudnia 2025

Tkająca wiatr - Julie Johnson, czyli weź się dziewczyno ogarnij

Barwione brzegi, klimatyczna okładka kuszą z daleka. Niestety tym razem chyba nie będzie mi spieszno do kontynuacji. O ile początek, czyli historia półelfki, dotąd żyjącej trochę jak ścigane zwierze albo członek oddziału partyzanckiego, uwięzionej przez wrogi oddział, potrafi narobić nam sporo smaku. 
I choć potem rozgryzanie tego czego od niej się oczekuje, odkrywanie własnych umiejętności, których nie była świadoma, jeszcze utrzymuje naszą ciekawość, to niestety im dalej tym więcej w tym rozterek sercowych, jakichś dziwnych dylematów. I nawet rosnące zagrożenie raczej nie uleczy naszego zniecierpliwienia i zażenowania. 

Czy naprawdę każde fantasy teraz musi przybrać kształt romantasy? Czy wszędzie trzeba wtryniać tak schematyczne rozwiązania - on pragnie jej dobra, ale jednocześnie stara się ją odpychać, żeby nie uczynić jej krzywdy, ona więc idzie w stronę tego kto jest jeszcze bardziej przystojnym, cynicznym draniem, który traktuje ją jedynie jako zabawkę. Ech... 

sobota, 22 listopada 2025

Dzieci starych bogów - Agnieszka Miela, czyli o Śmiechu diabła i o Grzechach ojców

Książek wydaje się teraz tyle, że czasem nawet jak coś się spodoba, trudno potem znaleźć czas żeby domknąć cykl, bo najpierw długo czekasz na zakończenie, a gdy ono przychodzi nie pamiętasz już początku historii.

Tak trochę miałem z serią od Marty Mrozińskiej, tak teraz też mam z Agnieszką Mielą. W obu przypadkach dwa tomy za mną, zdaje się że trzecie już są, ale za cholerę jakoś nie mam już takiego parcia, bo zainteresowanie trochę opadło, a wracać do początku trochę szkoda czasu. Takie to przekleństwo długich historii, w których mocne powiązanie nie pozwala na ich czytanie odrębnie. 

Cykl Dzieci starych bogów to zresztą trochę mój wyrzut sumienia, bo długo czeka na swoją notkę - z tego co pamiętam pierwszy tom czytałem już z pół roku temu, ale przynajmniej postaram się zebrać z grubsza te wrażenia, które jakoś zapamiętałem. 

sobota, 8 listopada 2025

Czarodziejka z ulicy Brackiej - Magdalena Kubasiewicz, czyli początek własnego biznesu, a tu taka wtopa

Chyba nie pisałem nigdy o tym co w kolejce czeka na swoje notki, więc dziś może przynajmniej kilka tytułów, a jutro może wspomnę o tym co w tej chwili w czytaniu.

Filmowo będzie jeszcze m.in. o Heweliuszu bo oglądam, Furiosa 2 - o tym już wspominałem, Breslau, To nie mój film, może coś jeszcze z kin studyjnych, jutro może zacznę ten nowy polski o epidemii czarnej ospy. 

Książkowo m.in. Homo Digatalis Kardysia, Gołoborze Siembiedy, Czarna księga Durrella, Małecki, Miłoszewski, Bochus.

Muzycznie zawsze idę na żywioł, teatralnie chyba mam dwie zaległości ale obejrzane w tvp więc się nie spieszę.  

A dziś - skoro sobota to pora na fantastykę. 
Co prawda "Czarodziejka z ulicy Brackiej" to już zdaje się trzeci tom cyklu, no ale tak się trafiło, więc przynajmniej będę miał już jakieś pojęcie o tym czego się spodziewać. I szczerze? Na razie chyba nie będę się bardzo spieszył. 

niedziela, 26 października 2025

Szarlatanka - Izabela Meyza, czyli niby o magii, ale jej trochę zabrakło

Trochę odkładałem pisanie o tej powieści, bo mam mieszane odczucia, ale że kończy się kolejny miesiąc Notatnika, a potem mogę jeszcze mniej pamiętać, wrzucam choć kilka zdań. 

Niewielka społeczność wiejska i jej sekrety. Jakieś zatargi, przesądy, przyzwyczajenia, ale i skrywane krzywdy - lepiej o nich nie wspominać, bo to i wstyd i nie wiadomo co mogą zrobić ci, którzy prawie niczego się nie boją. To że zrobili coś złego pod wpływem alkoholu nie powinno być wytłumaczeniem, ale tu się jakoś troszkę przymyka oko, mając nadzieję, że kiedyś opatrzność ich pokaże, że przyjdzie czas zemsty. 


Cała historia rozpoczyna się od zniknięcia lokalnej "baby" - felczerki, znachorki, zielarki, zamawiaczki, zwał jak zwał w tych społecznościach wciąż wielu jest takich, którzy uważają iż to właśnie tam należy kierować się po pomoc. Lekarz nie zrozumie tak jak ona. Gdy zniknie na ludzi pada strach, no bo jak to bez baby funkcjonować. Trzeba znaleźć za wszelką cenę. No i odpowiedzieć na pytanie co się stało - odeszła sama czy też ktoś się do tego przyczynił.