Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klasyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klasyka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 lutego 2026

Klub Kawalerów, czyli wystarczy jedna bystra kobieta



MaGa: Ach, te kobiety… Z nimi źle, ale bez nich – jeszcze gorzej. Imć Michał Bałucki w 1890 roku stworzył „Klub Kawalerów”, a współcześnie Krystyna Janda, wyreżyserowała ten spektakl w taki sposób, że widzowie już od początkowych scen klaskali, zaśmiewając się w głos i przez to zatrzymując na chwilę akcję. Mimo tego tempo nie zanikło, a komedia bawiła wszystkich. I młodych i tych nieco starszych. Osobiście dawno się tak dobrze nie bawiłam. Bo komedię trzeba umieć zrobić, a Krystyna Janda to potrafi.


Robert: Rzeczywiście czuje się to, że zarówno aktorzy jak i widzowie znajdują w tej ramotce jakąś fajną energię, której brakuje nawet współczesnym farsom. To nie tylko sam tekst, ale to jak oni go ożywiają na scenie czyni go tak zabawnym. A fakt iż zmienia się język, maniery, stroje, ale pewne rzeczy się nie zmieniają, czyli zazdrość, gierki jakie czasem stosujemy, by pobudzić czyjeś ego, okazanie zainteresowania, które wyzwala jakby nową energię, wciąż przeżywamy i one w zabawny dla otoczenia sposób potrafią nas zmienić.

sobota, 7 lutego 2026

Frankenstein, czyli dałeś życie, to teraz nie uciekaj...

Rano o filmie Camerona, a wieczorem Guillermo del Toro. Dwa wielcy reżyserzy, którym zdarzały się filmy doskonałe, ale też od dłuższego czasu bardziej chyba ufają wielkości swojej wizji, niż rzeczywiście oferują nam coś nowego. Frankenstein zachwyca od strony wizualnej, po tylu ekranizacjach powieści Mary Shelley chciałoby się nie tylko wiernego opowiedzenia jej po raz kolejny i pięknych zdjęć, tylko czegoś więcej. Naukowiec ogarnięty obsesją o raz jego dzieło, które budzi u niego wyrzuty sumienia - stwór w którym widzi on jedynie ożywione ciało, a marzył mu się chyba umysł równie genialny jak jego. Istota której dał życie i dał nieśmiertelność, wyjątkową siłę, witalność, ale nie potrafił dać duszy, a może to tylko on jej nie potrafi dostrzec? Przecież jego ukochana (czy też raczej skrycie kochana, bo to wybranka jego brata), w tej istocie dostrzega coś więcej niż zwierzę. On przerażony jej siłą, więzi ją w lochach, ona zaś najchętniej wyprowadziła je na zewnątrz, by doświadczało świata, by się uczyło na niego patrzeć. 
 

Sporo osób podkreślało po seansie, że film jest piękny, brakuje jednak w nim emocji. I to jest pytanie, czy w historii oglądanej po raz... (dziesiąty?), można jeszcze te emocje odnaleźć. Niby wszystko u del Toro jest tak jak powinno być, może trochę bardziej chaotycznie niż można by się tego spodziewać, czegoś jednak brakuje. 

piątek, 2 stycznia 2026

Kopciuszek, czyli baśniowy powrót do dzieciństwa

Multikina w cyklu nazywowkinach jak co roku przyszykowały dla miłośników sztuki baletowej (zapewne z myślą o dzieciach) spektakle oparte na znanych baśniach. Będzie więc „Dziadek do orzechów” z Londynu, stanowiący stały punkt programu wydarzeń przedświątecznych, ale także nowa propozycja – „Kopciuszek” w wykonaniu Royal Ballet z Londynu. I muszę powiedzieć, że miłe zaskoczenie, bowiem sala kinowa pełna była widzów. Wydawać by się mogło, że ta opowieść baletowa zapełni salę rodzicami z dziećmi, a tu niespodzianka. Bardzo dużo młodych osób i tych w wieku średnim. Widok budujący. Widać, że widzowie zaczynają doceniać spektakle z tego cyklu, tym bardziej, że w tym zabieganym świecie tak miło przenieść się do nieziemskiego acz powabnego świata baśni, gdzie magiczny pył z różdżki wróżki sprawia, że spełniają się marzenia.


Balet „Kopciuszek” to klasyka. Dzięki pokazom można ją zobaczyć w nowej odsłonie, w wykonaniu The Royal Ballet z Londynu w legendarnej już choreografii autorstwa Fredericka Ashtona do pięknej muzyki Siergieja Prokofiewa. W roli Kopciuszka wystąpiła tym razem eteryczna Fumi Kaneko a w roli Księcia William Bracewell. W tym przedstawieniu można odnaleźć wszystko: miłość i zazdrość, dobre i złe emocje, wróżki, które pomogą, a jednocześnie najpiękniejsze tańce. Dużo chaosu, ale także humoru wprowadzą Siostry Przyrodnie, a baśniowe wróżki wyczarują i dyniowe karoce i magię pór roku. A to wszystko w mistrzowskiej inscenizacji Garego Avisa i scenografii stworzonej przez Toma Pye i kostiumach zaprojektowanych przez Aleksandra Byrnea i Caroline McCall.

niedziela, 21 grudnia 2025

James - Percival Everett, czyli spisz naszą prawidziwą historię

Powieść Everetta Percivala w zaskakujący sposób łączy ducha powieści przygodowej, z postkolonialnym spojrzeniem zarówno na oryginalną opowieść Marka Twaina, jak i na to w jaki sposób ją interpretowano, odczytywano. Wyobraźmy sobie gdyby u nas historię Jasia i Nell opowiedziano z punktu widzenie Kalego i Mei. 
Cała awantura o wierszyk Tuwima i bagatelizowanie "problemu" pokazywania Afroamerykanów jako ludzi mniej inteligentnych, takich których możemy wiele nauczyć i traktować trochę jak nierozgarnięte dzieci, nagle staje nam przed oczami wyraźnie i robi się nam głupio. Przecież w młodości bawiły nas te przygody Hucka Finna i Jima, wzruszało to że się przyjaźnili, wciąż jednak nie dało się w tamtych czasach powiedzieć wprost: to nie jest twoja wielkoduszność że uznasz nas za równych. Wielu białych wciąż tak to właśnie postrzegało, choć odwoływali się do równości, w głębi czuli się jednak tymi, którzy są lepsi i to oni łaskawie obdarzają wolnością.  

W Jamesie ta zmiana perspektywy - by to były niewolnik był narratorem, opiekunem, nauczycielem, może zaskakiwać, wydobywa jednak to co być może w tej historii jest najważniejsze. Uprzedzenia to nie tylko fizyczna przemoc, jawne okazywanie wyższości, ale mentalne schematy, które przekazuje się z pokolenia na pokolenie. 

sobota, 6 grudnia 2025

Czytelniku, nienawidzę Cię! Henry Kuttner, czyli im więcej promili tym lepsze pomysły

Sobota i czas na fantastykę. Tym razem bardzo lubiana przeze mnie seria Wehikuł Czasu, czyli klasyka S-F od Rebisu. Co prawda ten konkretny tytuł jakoś wyjątkowo długo mi się czytał, ale czasem to tak bywa z opowiadaniami - jedne porwą bardziej inne mniej. 

Co do Henry'ego Kuttnera, na pewno nie można odmówić mu pomysłów, wyobraźni i poczucia humoru, szczególnie przy kilku pierwszych opowiadaniach, które były najmocniejszym punktem tego tomu. Oto Galloway Gallagher, genialny wynalazca, który jest w stanie wymyślać praktycznie coś z niczego. Ma jednak pewną słabość, której pewnie domyślicie się po tytule dzisiejszej notki. Otóż szczególnie dobrze i twórczo pracuje mu się po alkoholu, stąd też stara się utrzymać non stop sporą dawkę promili we krwi.

piątek, 31 października 2025

Nosferatu, czyli gdy to czego nie rozumiemy wyrwie się spod kontroli

Ostatnia notka października, Halloween, jak znalazł więc będzie miejsce na wpis, który czeka na swoją kolej już chyba ze dwa miesiące. Nie dlatego że film mi się nie podobał, ale po prostu wciąż miałem chęć albo potrzebę pisać o czymś innym. 

Niby o Nosferatu widzieliśmy już sporo historii, film Roberta Eggersa naprawdę warto docenić nie tylko za mroczny klimat i za zdjęcia, za wierność klasyce, ale też jakąś własną, nie do końca pozamykaną interpretację tej historii. To opowieść o żądzach, o pragnieniach, o otwieraniu się na tajemnicze siły, które obiecują ich realizację i o tłumieniu sił kobiecej natury z powodu jakichś norm społecznych. Dziwne sny młodziutkiej Ellen, nie biorą się przecież znikąd, a opętanie tym razem nie jest jakimś dramatem, który spada na niewinną duszę, ale raczej zaproszeniem bez przewidywania konsekwencji.  


W tym filmie jednak sama akcja schodzi trochę na drugi plan, raz dlatego że ją znamy, a dwa chwilami robi się mało pasująca do onirycznej wizji jaką dostajemy. 
To co więc zachwyca to bardziej zdjęcia, klimat, a nie całość tej produkcji. 

niedziela, 19 października 2025

Stara kobieta wysiaduje, czyli czy zmierzamy w dobrym kierunku?

Kiedy jako widzowie, zasiadamy przy stolikach w foyer teatru Studio odnosi się wrażenie, że jesteśmy na spotkaniu z kobietą, która opowie nam o sobie i własnych doświadczeniach. Kiedy jednak puszczają nam film sprzed lat, w którym autor – Tadeusz Różewicz oraz aktorka, Irena Jun pracują nad tekstem, wiemy, że ten spektakl będzie czymś więcej niż przypuszczaliśmy na początku. 

Z czasem okaże się, że ta tytułowa stara kobieta jest postacią wielowymiarową i wieloznaczną. To nie tylko kobieta w podeszłym wieku w realnym świecie, to także symbol Matki Ziemi, która potrafiła znieść wiele i przetrzymać różnorakie katastrofy. I z tego też powodu ten dramat trudno jest jednoznacznie zdefiniować. 

Dla jednych będzie to sztuka o przeżyciach starej kobiety, dla innych o upadku cywilizowanego świata. Dla kolejnych sprzeciw na niszczenie naszej wspólnej planety. Każda z tych wersji otrze się o upadek czy potężny kryzys/katastrofę, z którym wygra kobieca wytrwałość i nabywane latami doświadczenie.

niedziela, 28 września 2025

Żar, czyli cały czas dręczy mnie jedno pytanie







Tekst autorstwa Sándora Máraiego można już chyba uznać za klasykę. Cudownie że wciąż do niego się powraca, choć niby osadzony jest w świecie, który już nie istnieje. To czasy gdy w ramach jednego wielkiego cesarstwa, nieistotne były różnice narodowościowe, a bardziej liczyło się pochodzenie, majątek, a najbardziej - honor, uczciwość, przyjaźń.  

I choć wszystko się tak bardzo zmienia, bohaterowie tej sztuki, wciąż tkwią trochę w przeszłości. Wtedy byli szczęśliwi, a wszystko wydawało się proste. Ale jest jeszcze jeden powód. Wydarzyło się wtedy bowiem coś co zmieniło ich życie. Potem było już tylko trwanie, będące jakby jedynie cieniem tego co wcześniej. Trwanie i czekanie. Z poczuciem, że musi nastąpić taka chwila, by wrócić w to miejsce raz jeszcze i zmierzyć się z pewnymi pytaniami. 


To mógłby być świetny monodram. Jan Englert wybrał trochę inną drogę, zapraszając do obsady równie wielkie nazwiska: Maję Komorowską (gra na zmianę z Anną Seniuk) i Daniela Olbrychskiego. Jego bohater ma więc ważne punkty odniesienia, nawet jeżeli wszyscy zdajemy sobie sprawę, że i tak najważniejsze jest to jego zmierzenie się z tym co go dręczy od tylu lat. Jak twierdzi - czekał na to blisko 40 lat. Czuł, że trafi się taka okazja, by głośno zadać pytania dawnemu przyjacielowi, który bez wyjaśnień wtedy zniknął. Jeżeli on by się nie pojawił - pewnie w którymś momencie sam by wyruszył na jego poszukiwania. 

sobota, 13 września 2025

Sok z żuka, czyli czemu warto czytać uważnie Poradnik dla niedawno zmarłych

Uwaga, notka numer jeden wokół Soku z żuka, czyli historii wymyślonej przez Tima Burtona. Postanowiłem powtórzyć sobie klasykę, potem jej kontynuację filmową, a wreszcie musical, który przygotował warszawski teatr Syrena. 

Zacznijmy więc od pierwszego wielkiego hitu Burtona, w którym pokazał światu swoją wyobraźnię i trochę zakręcone poczucie humoru. 37 lat temu to naprawdę mogło być dla niektórych szokujące - pokazywać śmierć, duchy, w sposób komediowy? Straszyć, a jednocześnie cały czas mrugać okiem? Dziś nawet jeżeli chwilami czuje się niedociągnięcia fabularne (finał), czy dość żenujące na dzisiejsze czasu efekty, to wciąż ta produkcja ma pewien urok. Campowy, ale urok. A niektóre sceny czy dialogi wciąż mogą bawić.

wtorek, 22 lipca 2025

Sanatorium pod Klepsydrą, czyli mroczne wizje Braci Quay

Wtorkowy kącik dla wytrawnych kinomaniaków tym razem rzeczywiście chyba tylko dla widzów ceniących sobie sztukę i nie zadowalających się standardowymi produkcjami nastawionymi jedynie na rozrywkę. 

Stephen i Timothy Quay zajmują się bowiem artystyczną animacją, od dekad sięgając m.in. po polskich autorów, kompozytorów jak choćby Stanisław Lem, Cyprian Kamil Norwid, Krzysztof Penderecki, Witold Lutosławski, czy też jak tym razem Bruno Schulz. 

Jego opowiadanie "Sanatorium pod Klepsydrą" idealnie chyba wpisuje się w to czym fascynują się bracia, tworząc animacje pełne mroku, dziwnych wizji, oniryczne, niedopowiedziane, niepokojące. Łącząc animację poklatkową, lalki, dziwne dekoracje z żywym planem, świetnie wprowadzają widza w tą przedziwną atmosferę jakby na granicy jawy i snu (czy też koszmaru). 

czwartek, 17 lipca 2025

Mątwa 2.0, czyli komu brakuje deka do szczęścia?

Witkacy nie jest łatwy w odbiorze, bo jego pojmowanie świata zawsze wykracza poza ramy przeciętnego śmiertelnika. W swoich dziełach malarskich, literackich czy filozoficznych pragnął zajrzeć głębiej niż ogarniał wzrok, sprawdzić co jest za horyzontem jaźni, wejść w głąb siebie i obejrzeć wszystko od środka. Ten artysta w wielu dziedzinach, zawsze szukał czegoś głębiej, dalej, intensywniej niż inni.


Już sam tytuł wydaje się być symboliczny. Mątwa błyskawicznie może zmieniać kolory i wzory, odzwierciedla zmienność rzeczywistości. Potrafi przeobrażać się w zależności od potrzeb. Mątwa symbolizuje kamuflaż, transformację, jakąś tajemnicę, podświadomość czy nieuchwytność. Człowiek tak nie potrafi, jednak pragnie poznawać te przestrzenie, które wykraczają poza ludzkie doświadczenia, które wydają się być poza światem rzeczywistym. Ten dramat Witkacego jest tego kolejnym przykładem.

niedziela, 6 lipca 2025

Walkiria, czyli dylematy bogów i śmiertelników

Kończy się sezon kinowy nazywowkinach.pl 2024/2025 a razem z nim transmisje i retransmisje spektakli operowych i baletowych z Londynu. Ostatnią operą obejrzaną przeze mnie w tym sezonie w Multikinie była „Walkiria” R. Wagnera. To kolejna część Wagnerowskiego opowieści operowej „Pierścień Nibelunga”. Reżyser Barrie Kosky i dyrygent Antonio Pappano spotkali się po raz kolejny, by kontynuować prace nad tą epopeją operową, którą rozpoczęli w 2023 r. wystawiając jej pierwszą część „Złoto Renu”, a którą zdołałam obejrzeć również dzięki temu cyklowi.


Niestety ciężko obejrzeć „Walkirię” na rodzimych scenach, ponieważ Wagner sympatyzował z nazistami co budzi niechęć w Polsce. Z drugiej strony opery Wagnera to ogromne koszty produkcji i bardzo wysokie wymagania odnośnie obsady - nie każda Opera jest w stanie je spełnić. Doceniajmy więc, że możemy dzięki pokazom w Multikinie uczestniczyć w tej muzycznej przygodzie oglądając ją na ekranie kin.

poniedziałek, 16 czerwca 2025

Matka, czyli dramat rodzinny czy senna mara

„Matka” Stanisława Witkiewicza w Teatrze Polonia z Krystyną Jandą w tytułowej roli to spektakl, który wymyka się schematom. Niby jest o relacjach matki i syna, a właściwie o ich chorej zależności jednego od drugiego, ale jednocześnie jest tak zagrany, że wychodząc z teatru odnosi się nieodparte wrażenie, że chodzi tu może o coś więcej. O to nieuchwytne „coś” co będzie kazało myśleć o nim dłużej. Bowiem tytułowa matka jest osobą tak złożoną i tak mocno umykającą schematom, że odnosi się wrażenie, że to matka z sennego widziadła, którego na jawie nijak nie można opisać. Chciałoby się powiedzieć: metafizyczna. Zarówno magiczna jaki i irracjonalna. Z jednej strony kochająca Leona i dumna z niego, z drugiej – raniąca wypowiadanym słowami, niemal depcząca jego istnienie. Czy na pewno ta sztuka jest o matce czy może na podstawie jej postaci jest to sztuka o człowieku jako takim.


Matka, Janina Węgorzewska, upadła arystokratka, zapewnia byt sobie i synowi robótkami na drutach. Leon jest filozofem, twórcą teorii, które przerastają jego samego. Ona tka robótki z krwistoczerwonej włóczki zupełnie jakby chciała tą krwistą nicią nawlekać własnego syna na druty i uzależnić go od siebie, zatrzymać na zawsze przy sobie, osaczyć i cieszyć się nim przy własnym boku; natomiast on uwznioślony ideami, którymi żyje a których ona nie rozumie, pragnie od niej uciec a jednocześnie być pod jej pieczą. Ona bowiem zabezpiecza jego podstawowe potrzeby, które jemu pozwalają na przeżywanie własnych teorii, tego metafizycznego mrowienia niezrozumiałego przez większość ludzi. Oboje są w tej relacji nieszczęśliwi, a jednak nie chcą/nie mogą się z niej uwolnić. Krystyna Janda w roli matki jest przejmująca. W czarnej sukni, z tą czerwoną przędzą w dłoni, ze smutnymi oczami wydaje się złamaną życiem kobietą, by za chwilę uderzyć pięścią w stół, podnieść głos i smagnąć syna słowem jak biczem – ogląda się to niemal na bezdechu. Jest niezwykła.

niedziela, 11 maja 2025

Ożenek, czyli ja na tak, a ty uciekasz

Jakże przyjemnie ogląda się na scenie sztukę, którą się lubi, w mistrzowskim wykonaniu i w świetnej reżyserii. Muszę przyznać, że w tym wypadku przyciągnęło mnie nazwisko reżysera – nigdy bowiem nie widziałam na scenie sztuki spod ręki Janusza Gajosa. I nie zawiodłam się. Wyszło pięknie.


„Ożenek” to satyra na zwyczaje i obyczajowość XIX-wiecznej Rosji a Gogol jako rasowy demaskator i prześmiewca obnaża tu ludzką głupotę, która sądzi, że poważanie człowieka zależy od pieniędzy, statusu czy stanowiska. Bez litości obnaża wady, wyrachowanie i materializm obu stron, ale czyni to „na wesoło”. Zarówno Agafia jak i pretendenci do jej ręki, związek małżeński widzą przez pryzmat korzyści materialnych. Uczucia, miłość nie są konieczne – tu liczy się interes, a właściwie wygląda na to, że podniesienie statusu społecznego jest mylone z miłością.

sobota, 3 maja 2025

Planeta małp - Pierre Boulle, czyli wy jedynie potraficie naśladować...

Postanowiłem że skoro sobota jest na SF, dorzucić jeszcze jedną rzecz z klasyki, choć chyba trochę zapomnianą - lepiej pamiętany jest film, który powstał na jej podstawie, ale on miał zupełnie inną wymowę.

Planeta małp podsumować można jednym zdaniem - cywilizacje tak szybko jak mogą powstać, tak szybko mogą i upaść. Dziś bardziej boimy się co prawda tego, że to technologia zastąpi ludzkość, rozleniwioną i zbyt pewną siebie. Czy w latach 60 tego się nie obawiano tego nie wiem, ale obraz tego że dzięki przypadkowi, ewolucja mogła wskazać inny gatunek jako ten wiodący, mogła wydawać się zarówno zabawna jak i przerażająca. To odwrócenie ról wywołuje tu największy dysonans i może też trochę nami wstrząsnąć. Może i my zawłaszczamy sobie prawo do tego by decydować, choćby i dla zabawy o losach innych gatunków?

piątek, 25 kwietnia 2025

Mewa, czyli krzesła, kamera, emocje...

Maga: Dziwna ta „Mewa” w reżyserii Katarzyny Minkowskiej jako spektakl dyplomowy studentów Akademii Teatralnej w Warszawie. Niby Czechow, ale taki nie do końca. Przełożenie scen i akcentów nie robi krzywdy oryginałowi, jednak patrzenie na tę sztukę w takiej formie zmienia perspektywę. Już sceny początkowe pomiędzy Niną i Trieplewem (Maria Kresa i Jakub Dyniewicz) wprowadzają nas w trochę inną narrację, a scenografia (krzesła ustawiane w półokrąg) przywołuje na myśl terapię grupową.


Robert: Wychodzimy z kostiumów, scenografii, z kontekstu epoki, miejsca, czasu. Co zostaje? Emocje? Interakcje?


MaGa: Ta sztuka toczy się tu i teraz. Nie ma przeskoku dwóch lat, by zobaczyć jak życie obeszło się z bohaterami. Jest jedna doba, która odkryje wszystkie tajemnice rodzinne, pokaże rozterki i sekrety poszczególnych bohaterów, a mamy tu dziwną pętlę ludzi, którzy kochają, ale nie są kochani. Na tym tle walka buntownika Konstantego usiłującego walczyć o swój głos w teatrze, traktującego wcześniejsze formy jako stare, skostniałe i nie do przyjęcia, tworzącego dzieło jednak tak kiczowate, że aż śmieszne – zakrawa na parodię.

sobota, 12 kwietnia 2025

Sen nocy letniej, czyli jak oni to robią?


Który to już raz oglądam Sen nocy letniej na scenie? Wśród notek znajdziecie m.in. wrażenia z teatrów The Globe, The Bridge Theatre, no a teraz dokładamy do tego z M Teatr Komedia.
 

***
MaGa: Ta komedia Szekspira jest dla mnie odskocznią od życia codziennego. Pozwala dorosłej osobie zanurzyć się na powrót w świat mitów i baśni i beztrosko śmiać się z perypetii bohaterów. Pobyć przez chwilę dzieckiem, choć dylematy na scenie są już natury dojrzałej.


Robert: Niewiele chyba tych dylematów zostało - posłuszeństwo ojcu? kara za upór wobec jego woli? No może nieszczęśliwe zakochanie i to co z nami wyrabia uczucie wciąż są aktualne i mogą wzruszać lub bawić. To przede wszystkim komedia w której działanie sił wyższych trochę uciera nosa bohaterom, a ponieważ bogowie też konkurują ze sobą, sami też są podatni na działanie losu... Sen to czy jawa? Szalone to wszystko i oni pewnie chcieliby jak najszybciej to zakończyć. Ale może sen zostawi w nich jakiś ślad, by dojrzeli?

czwartek, 20 marca 2025

Ferdydurke, czyli kto nie widział ten trąba

Och Teatr po Władcy much, Zemście, czy Stowarzyszeniu umarłych poetów, znowu sięga po literaturę mając nadzieję na przyciągnięcie do siebie nie tylko starszych ale i młodszych widzów. Wszak uczniom szkół średnich przyda się Gombrowicz na lekcje polskiego, a że to nie jest lektura łatwa, może rzeczywiście jakimś rozwiązaniem jest zobaczenie tego na scenie? Może to być dobry pomysł, bo adaptacja przygotowana przez Mariusza Malca mam wrażenie, że jest dość wierna, zawiera wszystko co najważniejsze i robi to w czytelny sposób.  


Wszyscy oczywiście mamy jakieś skojarzenia z Ferdydurke - pamięta się upupianie, gęby, krytykę szkoły (no jak zachwyca skoro nie zachwyca), ale czy tekst sprzed 90 lat można jakoś odnosić do współczesności? Co zostało dla nas tam ważnego?

Musisz dorosnąć, musisz być odpowiedzialny, przestań być dzieckiem - tylko jak tu podejmować samodzielne decyzje, osądy, wybory, skoro wcześniej nikt tego nie uczy i nie wspiera takiej umiejętności? Zarówno szkoła, jak i dom, raczej tępią przejawy samodzielnego myślenia, karzą iść utartymi torami, nawet jeżeli nie bardzo pasują one do szybko zmieniającej się rzeczywistości.

sobota, 1 marca 2025

Ziemia trwa - George R. Stewart, czyli nowy początek, czy po prostu pogodzenie się z upadkiem

Wydawnictwo Rebis zrobiło wznowienie pozycji, którą wydało ciut wcześniej, licząc na to że serial przyciągnie na nowo uwagę i rozpali wyobraźnię. Niby jest spory potencjał - zagadkowa pandemia wybijająca prawie całą ludzkość, przerażająca wizja świata, który nagle zmienia się się na naszych oczach, garstka ocalałych i próby budowania na nowo zasad jakiejś społeczności.

Pisana niedługo po wojnie, gdy ludzie pewnie chcieli nowej nadziei i odpoczynku, na powrót stawiały pytanie o to czy możemy czuć się bezpiecznie w swoim komfortowym życiu, czy jest to coś niezmiennego, co przekażemy dzieciom, wnukom, a one wciąż i wciąż będą to jeszcze unowocześniać, ulepszać, dla wygody kolejnych pokoleń.


Postapokaliptyczne wizje zwykle w literaturze i filmie są spektakularne, a tu wszystko jest takie... zwyczajne.

sobota, 22 lutego 2025

Kotka na gorącym blaszanym dachu, czyli załatwmy to w rodzinie

MaGa: Sztuka Tennesse Williamsa jest jedną z moich ulubionych. Jest mądra i ponadczasowa. Długo zastanawiałam się dlaczego taki ma tytuł. Wiadomo, że kotką jest Maggie, którą przenika potrzeba bycia kochaną, rozumianą i bogatą. Ona w swoim życiu zaznała już biedy i poniżenia i teraz, tej jednej nocy, może zyskać lub stracić wszystko. To ona „tańczy” na linie „być albo nie być”. Tylko czy ona jedna?


Robert: Wiesz, mam wrażenie że nie chodzi głównie o majątek, więcej w tym troski o to, że ukochany jeszcze bardziej pogrąży się w depresję - mając środki będzie miała możliwość wciąż mu pomagać. Choć wydaje mi się na niczym nie zależeć, gdy rzeczywiście zabraknie im funduszy, będzie za późno by szukać rozwiązań, a alkohol coraz bardziej wpędza go w obojętność. Również wobec niej.
Czemu kotka? Może chodzi o jej urodę, jakiś luz, a jednocześnie ten dach wydaje się kuszący ale i mało wygodny, aż niebezpieczny, bo trudno na nim wytrzymać. Przecież odstaje od reszty rodziny i nie chodzi jedynie o brak dzieci, ale i o jej bezpośredniość, nie trzymanie się konwenansów.