Na pewno było spokojniej, choć przecież mistrz nagrywał już projekty unplugged i bardziej kameralne. Spokojniej nie tylko w samych wersjach utworów (ciekawe Nim stanie się tak...) ale również w tym znaczeniu również że czuło się iż oboje mają dużo luzu, bawią się trochę podążaniem za tym drugim. Raz więcej było klawiszy i delikatnej frazy wokalnej Kasai, a innym razem więcej solówek gitarowych Pana Wojciecha. Gitary zresztą były dwie - mieliśmy więc i klasyczne brzmienie, jak i trochę riffów mocniejszych, z których akurat lidera Voo Voo dobrze już znamy.
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
poniedziałek, 20 lipca 2026
Waglewski&Kasai, czyli Piastowskie Letnie Granie spokojniej i z duszą
poniedziałek, 11 maja 2026
Momoko Gill w podwójnej dawce, czyli Clay i Momoko
Miało być muzycznie coś ostrzejszego, ale jak to zwykle u mnie bywa, czasem zmieniam coś nawet na ostatnią chwilę. Nie mam nastroju na ostre granie, więc napiszę parę słów o odkryciu sprzed tygodnia, o głosie Momoko Gill. Chyba najpierw trafiłem na jej album solowy zatytułowany po prostu Momoko, fajną mieszankę jazzu, odrobiny jakby etnicznych elementów, soulu. I zachwycił mnie ten głos, jakiś spokój jaki w nim wyczuwam, lekkość z jaką buduje swoje melodie, tak wpadające w ucho, a zarazem w warstwie muzycznej pełne improwizacji, czasem nawet dysharmonii. Jest bardzo ciekawie! I potem dopiero zacząłem grzebać na Spotify że żadna z niej debiutantka, że nagrywała już w wielu składach, choć to rzeczywiście pierwszy jej w pełni solowy projekt. No i postanowiłem wspomnieć też o poprzednim krążku, tak innym a zarazem pokazującym jak wokalistka otwarta jest na różne eksperymenty.
poniedziałek, 20 kwietnia 2026
Cosmic Griots - The Afronauts, czyli gdy wszystko dołuje i idzie źle...
Wczoraj już brak sił na pisanie kolejnej notki, dziś też, ale może muzyczna energia jakoś naładuje i chociaż jutro będę jakoś bardziej pozytywnie nastawiony do pisania. Odrobina funku, dziwnej mieszanki jazzu, Afryki i to tworzonej u nas, niech dziś Wam wystarczy za całą notkę.
Niewiele mądrego chyba bym więcej napisał. Jest kolorowo, energetycznie, a klimaty jakie od czasu do czasu nasi artyści przemycali na swoich krążkach (choćby współpraca Voo Voo z Mamadou Diouf z Senegalu) tu po prostu stanowią centrum tego materiału. Zdziwienie może przyjść jak nagle słyszycie w niektórych numerach polskie słowa :) Ale to pozytywne zdziwienie, nie ma w tym wygłupu, naśladownictwa, a raczej konglomerat muzyków z różnych krajów, których połączyła miłość do muzyki i fascynacja rytmami pochodzącymi z Afryki. Wokalista jest zdaje się z Maroka, ale większość muzyków pochodzi z Polski i tu właśnie funkcjonują. Warto więc może rozejrzeć się za jakimś ich koncertem?
Sprawdźcie czy Wam również się spodoba. wystarczy kliknąć więcej i znajdziecie trochę muzy... Ten saksofon naprawdę robi tu fajną robotę.
poniedziałek, 9 lutego 2026
HÉR - Monochrome, czyli surowość północy i jazzowe szaleństwo
Co kawałek, to zaskoczenie. No bo jest i gardłowy śpiew, są jazzowe wariacje na skrzypcach, ale jest i rytm, bardziej mroczny, rockowy, z wokalem opowiadającym jakąś historię. Ich odniesienie do Islandii, do dalekiej północy, czuje się w tej muzyce, czyni odsłuch podróżą w jakieś fantastyczne krainy.
poniedziałek, 17 listopada 2025
Jazz report from the hood - Omasta, czyli uczę się słuchać jazzu
Uczę się słuchać jazzu :) jakoś taki klimat że nie wchodzi za bardzo ostra muza, że docenia się trochę bardziej jakąś harmonię, pomysły, budowanie brzmienia przez dialog instrumentów.
Oczywiście nie zawsze jest to muza, która niesie uspokojenie, pewnie pracować przy nie bym nie mógł, dużo tu jednak zależy też od tego na co trafisz. Jazz bowiem jest całą kopalnią klimatów, od tych bardziej tradycyjnych, przez mocne eksperymenty i improwizację, aż po flirt z elektroniką, z innymi gatunkami.
Krakowski kwintet Omasta choć materiałem na tym albumie oficjalnie debiutuje, ma sporo doświadczeń z grania z innymi, zarówno w kraju jak i za granicą. W ich graniu słyszy się dużo inspiracji nie tylko tym co starsze - soulem, funkiem, ale i sporo zabawy kulturą hip-hopu.
poniedziałek, 27 października 2025
Zaduszki jazzowe - Agnieszka Hekiert z zespołem, czyli od Stinga po Milesa Davisa
W ramach programu zaduszkowego na pewno było bardziej melancholijnie, choć spodziewałem się jeszcze więcej zadumy i wspomnień np. o różnych artystach. Pomysł jednak był ciut inny, czyli garść piosenek własnych, kilka znanych utworów we własnych aranżacjach, przeplatanych jakimiś osobistymi historyjkami i anegdotami. Muzycznie fajnie, kontakt z publicznością niby złapany, ale moim zdaniem to słaby pomysł na dialog - bazujący nawet nie na tym, że ma coś ciekawego do opowiedzenia np. o muzyce, tylko przekonaniu, że wszyscy przyszli bo znają ją z telewizji więc może gadać byle co. Ten element więc zagrał mi średnio, nie było dobrego powiązania z muzyką, choć na pewno czuło się swobodę z jaką przychodzi jej obecność na scenie.
poniedziałek, 6 października 2025
Nene Heroine - 4, czyli jazz, trans, żywioł
Dziś niebanalnie. Odważnie. Brawurowo.
Po niewielkiej dawce jazzu w Krakowie (załapaliśmy się na przegląd młodych talentów), miałem ochotę na więcej. I oto świeża płyta.
A jeżeli będziecie mieli ochotę na więcej to i trasa koncertowa - zdaje się, że nie tylko Nene Heroine, ale również dwóch innych ciekawych formacji: Pink Freud i Fish Basket.
4, czyli najnowszy album gdańskiej formacji Nene Herione to jazz w nowej odsłonie. Chwilami więcej w nim rocka, elektronicznej zabawy, psychodelii. I w tym jest właśnie niesamowita energia, czuje się zarówno ducha improwizacji, jak i budowania rozbudowanej suity rockowej, złożonej opowieści, w której może i brak wokalu, ale za to sama muzyka jest nam przewodnikiem.
poniedziałek, 4 sierpnia 2025
Warszawskie Combo Taneczne - Pamiętam Twoje oczy, czyli o koncercie i płycie słów kilka
Tydzień temu o koncercie z Muzeum Powstania Warszawskiego, a dziś koncert z 1 sierpnia, ale mniej typowy.
Warszawskie Combo Taneczne od początku istnienia gra w rocznicę powstania, tym razem jednak zaproponowało w trakcie koncertu w Łazienkach Królewskich trochę inny repertuar.
Wciąż było sentymentalnie i nie brakowało wspomnień tych, którzy zginęli w Powstaniu albo w trakcie wojny, jednak piękne jest to, że pamięć o tym co tworzyli, czym żyli wciąż może trwać.
I to jest pewnego rodzaju fenomen - odradzająca się moda na granie muzyki z międzywojnia, pięknych kompozycji, których wtedy słuchali nasi pradziadkowie, dziadkowie. Kapela założona m.in. przez Jana Emila Młynarskiego najpierw była nastawiona jedynie na granie koncertów, przypominanie tej muzyki, ale z czasem zachęcana przez ludzi zaczęła nagrywać płyty. I oto obok piosenek nawiązujących do Warszawy, do Powstania mieliśmy piękny secik z materiałem z nowego krążka.
poniedziałek, 14 lipca 2025
Kruche - Gaba Kulka, czyli proszę nie szczuj flagą i godłem
Teraz, próbuję wejść w ten świat przez nią kreowany, trochę jazzujący, trochę elektroniczny, trochę popowy, po prostu jej własny.
Na koncercie, w kameralnym składzie (klawisze, perkusja, bas) nie czuć było jakoś minimalizmu tych wykonań, ale faktycznie na płycie gdy instrumentarium jest dużo bardziej rozbudowane, jest jeszcze ciekawiej.
poniedziałek, 28 kwietnia 2025
Je suis Renie, czyli do teraz nucimy
Poniedziałek i czas na muzykę.
Tym razem nie o płycie, bo na razie nie przesłuchałem jej w całości, a o koncercie, na który trochę przypadkowo z żoną się wybraliśmy. Skoro ktoś daje zaproszenia, jak nie skorzystać?
Choć oboje raczej bez jakiegoś wielkiego entuzjazmu, kojarząc Reni Jusis raczej ze sceną klubową, muzyką elektroniczną, więc może i do tańca fajnie (jeżeli ktoś lubi), no ale gdzie koncert na siedząco... A tymczasem...
poniedziałek, 20 stycznia 2025
Droga Ciszy - Beata Bartelik, czyli smakować życie
Obiecywałem Wam coś muzycznego z zupełnie innej bajki niż tydzień temu, no to łapcie.
Beata Bartelik. Kto jeszcze pamięta rok 1987 Festiwal w Opolu, gdy wygrała swoją piosenką rywalizując z m.in. Felicjanem Andrzejczakiem, Andrzejem Zauchą, Grażyną Łobaszewską, Alicją Majewską, Zdzisławą Sośnicką, Haliną Frąckowiak. Ale nie chodzi o powracanie do dawnych kompozycji, nawet w nowych wersjach, a o nowy materiał. Pewnie niewielu zwróci na niego uwagę, przemknie gdzieś wśród tysięcy innych płyt, bo to takie mało współczesne, brakuje pazura, kontrowersji.
A mi właśnie podoba się spokój jaki jest w tej muzyce, łagodność i zwiewność. To takie melodie które otulają delikatnie, bujają pod wieczór, gdy ma się ochotę na jazz, na coś wyciszającego.
No i jeszcze coś jest w tej płycie co nie mogło umknąć mojej uwadze.
sobota, 6 stycznia 2024
Amore assoluto per Ennio - Mitch & Mitch con il loro Gruppo Etereofonico, czyli czyli seans, kawka, risotto i miłość
W przypadku tego albumu chodzi o Ennio Morricone, mistrza muzyki filmowej, ale przecież komponującego różne rzeczy. Tym razem sięgnięto po nagrania z przełomu lat 60 i 70, gdy artysta inspirował się trochę bossa novą i brazylijską sambą.
Gdy tego słucham i zamykam oczy natychmiast widzę Lazurowe Wybrzeże albo malutkie włoskie miasteczka, ludzi przesiadujących w kawiarniach, plaże, słońce, wąskie uliczki, jej włosy rozwiane na wietrze gdy jedziesz z dziewczyną na swojej vespie... Nie dziwcie się więc moim skojarzeniom, które wpisałem w podtytuł... I choć może muzyka powinna przenosić nas do Ameryki Południowej, to dzięki mistrzowi Morricone stała się ona bardziej uniwersalna, wprowadzona tu jego charakterystyczna melancholia, nadaje temu bardziej europejskiego, znanego nam klimatu.
poniedziałek, 5 grudnia 2022
String Theory - Marek Napiórkowski feat Aukso, czyli woda i ogień, klasyczne i improwizacyjne
Robiąc porządki w notkach bo jak się okazało do spisów przez parę miesięcy nic nie wrzucałem, szukałem czegoś w nowych krążkach do posłuchania... I o dziwo, żadne tam bardziej znane, czy ostrzejsze nuty wpadły w ucho, tylko jazz. W dodatku wzbogacony o partie smyczkowe bynajmniej nie jazzowe, więc w sumie jak na mnie dość zaskakujący wybór. Przecież w sporej dawce improwizacja wcale nie jest dobra jako tło, wymaga skupienia, drażni jeżeli robisz coś innego w trakcie. To melodie i solówki, które mogą zachwycić, ale bywają też fragmenty dość nużące, rozbudowane aż do przesady wokół jednego motywu. A mimo to ciężko było się oderwać. Marek Napiórkowski już niejednokrotnie udowadniał, że na gitarze potrafi wyczyniać cudowne rzeczy. Tu pokazuje trochę inne oblicze, bo jednak aranżacje z orkiestrą mam wrażenie, że skłoniły go do troszkę innego myślenia o kompozycji.
poniedziałek, 19 września 2022
Monomiasto - Monofon, czyli gdzie ja nie byłem, czego nie widziałem
poniedziałek, 5 września 2022
Tobie - Dagadana, czyli tradycja i nowoczesność

Ostatnio przeskakuję z jednego, ciężkiego nastroju muzycznego (i pewnie coś z tego będzie we wrześniu na pewno na Notatniku) do drugiego, który moje dzieci by określiły mianem "smęcenia". Jeden trochę podnosi energię, drugi wycisza, uspokaja i sam nie wiem czego mi teraz potrzeba bardziej. Za dużo do zrobienia, za mało czasu.
A dziś w pracy odkryłem jeszcze coś innego, co leży prawie dokładnie pośrodku, czyli trochę wycisza, ale i miejscami jest bardzo energetyczne. Ten projekt to kolejna płyta polsko-ukraińskiego zespołu Dagadana. Od dawna znani byli z łączenia folku z muzyką jazzową, z próbą pokazania jej słuchaczom na nowo, a tym razem podróżują właśnie na pogranicze, mocno sięgając do muzyki ludowej obu krajów.
wtorek, 12 kwietnia 2022
Heart to heart - Krzysztof Herdzin, Robert Majewski, czyli nawet jeżeli nie słuchasz na co dzień jazzu...
środa, 30 marca 2022
Lubomski - Sęk You, czyli nadal kieszenie jak ocean, wrażliwość też
Plan na ostatnią notkę w tym miesiącu jest, ale na razie jeszcze coś muzycznego. I specyficznego. Raczej chyba dla tych, którzy nie boją się trochę improwizacji jazzowych, złamania melodyjności. Niektóre numery Mariusza Lubomskiego zyskały status przebojów (kto pamięta Spacerologię?), można je nucić, ale to przede wszystkich kawałki do wsłuchania się, do spotkania z wrażliwością i głosem dość wyjątkowym. Kto raz usłyszy jego charakterystyczną manierę, rozpozna go potem już raczej bez trudu. Chyba tylko jeden jedyny raz miałem okazję widzieć go na scenie i to na koncercie pośród rockowych kapel, ale charyzmę się zapamiętuje.
czwartek, 11 listopada 2021
Na wzgórzu rozpaczy - Marek Dyjak, czyli jeśli kiedyś jeszcze zechcesz mnie zobaczyć
Jeden z bardziej charakterystycznych głosów i artysta, który chodzi własnymi ścieżkami - Marek Dyjak powraca z kolejną płytą, choć zapowiada, że to chyba ostatni jego materiał. Może zmęczenie, rozgoryczenie trudnymi dla artystów czasami, a może po prostu potrzebny jest czas, by zrobić za jakiś czas coś nowego.
Trochę zdziwiłem się, że człowiek który opowiada ile zła w jego życiu narobił alkohol, zdecydował się przyjąć pomoc finansową od producenta alkoholu, no ale widać takie mamy czasy. A skoro przyjaźnią się z Palikotem, to już niech ten nasz Tom Waits dalej zajmuje się tym co potrafi, nie musząc martwić się o kasę.
czwartek, 29 kwietnia 2021
10 sekretów MM - Sonia Bohosiewicz, czyli poswingujmy troszkę
A przecież oglądając ładnych parę lat temu Excentryków już wtedy zauważyłem, że Bohosiewicz całkiem fajnie radzi sobie z jazzem i swingiem. Uważałem jednak, że to takie aktorskie wyzwanie, okazuje się jednak, że to był początek innego rodzaju kariery, bo Sonia ma za sobą już trochę koncertów. A teraz i płytę.
Są tu piosenki śpiewane przez Marylin Monroe, ale i kilka standardów jazzowych znanych bardziej z innych wykonań. Płyta zachwyca nie tylko od strony wokalnej, ale i rozbudowanych aranży - w sumie to zawsze kręciło mnie na starych filmach - duże big bandy, z rozbudowaną sekcją dętą, robią wrażenie nawet na tych, którzy za jazzem nie przepadają. Jest w tym rozmach, jest rytm, ale i zabawa, gdy raz na jakiś czas z grupy wychodzi z solówką jeden z muzyków, a inni w tym czasie robią mu tło, nic a nic nie gubiąc z melodii. Do tego trzeba umiejętności, ale trzeba to też czuć, włożyć w to trochę serca.
poniedziałek, 22 lutego 2021
Henryk Debich, czyli swego nie znacie
I tu właśnie pojawia się po raz kolejny Astigmatic Records, wyszukujące takie perły, a potem zajmuje się ich obróbka cyfrową i udostępnia smakoszom. Skoro kochają tą muzykę za granicą i płyty z nagraniami Henryka Debicha cenią sobie najwięksi znawcy, czemu u nas to nazwisko znają tak nieliczni?



















