Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jazz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jazz. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 lutego 2026

HÉR - Monochrome, czyli surowość północy i jazzowe szaleństwo

W ubiegłym roku muzyki na Notatniku było niewiele, na pewno jednak dużym zaskoczeniem było dla mnie pojawienie się jazzu (m.in. Omasta) nie tylko w trakcie roku, ale i w podsumowaniach (Nene Heroine). A przecież dotąd tego nie słuchałem w większych dawkach, nie rozumiałem, drażniło mnie. Teraz odkrywam po raz kolejny jak różne oblicza może ta muzyka mieć. W wykonaniu gdańskiego zespołu HÉR przenosi ona nas w bardzo zaskakujące klimatu - surowej północy, nordyckiej mitologii, ale i jakiegoś world music przypominającego wciągające i transowe melodie tworzone przez ukochane przeze mnie od lat Dead Can Dance. 
 

Co kawałek, to zaskoczenie. No bo jest i gardłowy śpiew, są jazzowe wariacje na skrzypcach, ale jest i rytm, bardziej mroczny, rockowy, z wokalem opowiadającym jakąś historię. Ich odniesienie do Islandii, do dalekiej północy, czuje się w tej muzyce, czyni odsłuch podróżą w jakieś fantastyczne krainy. 

poniedziałek, 17 listopada 2025

Jazz report from the hood - Omasta, czyli uczę się słuchać jazzu

Uczę się słuchać jazzu :) jakoś taki klimat że nie wchodzi za bardzo ostra muza, że docenia się trochę bardziej jakąś harmonię, pomysły, budowanie brzmienia przez dialog instrumentów.
Oczywiście nie zawsze jest to muza, która niesie uspokojenie, pewnie pracować przy nie bym nie mógł, dużo tu jednak zależy też od tego na co trafisz. Jazz bowiem jest całą kopalnią klimatów, od tych bardziej tradycyjnych, przez mocne eksperymenty i improwizację, aż po flirt z elektroniką, z innymi gatunkami.  

Krakowski kwintet Omasta choć materiałem na tym albumie oficjalnie debiutuje, ma sporo doświadczeń z grania z innymi, zarówno w kraju jak i za granicą. W ich graniu słyszy się dużo inspiracji nie tylko tym co starsze - soulem, funkiem, ale i sporo zabawy kulturą hip-hopu. 

poniedziałek, 27 października 2025

Zaduszki jazzowe - Agnieszka Hekiert z zespołem, czyli od Stinga po Milesa Davisa

A niech tam - warto wspomnieć o miłym koncercie w moim miasteczku, nawet jeżeli napiszę jedynie kilka zdań. Pani Agnieszka Hekiert wydała niedawno płytę, rusza w trasę z różnym programem (chyba nie tylko kwartet, ale i coś bardziej kameralnego, jest poważniej, świątecznie, również bardziej tanecznie), więc może sami będziecie mieli okazję sprawdzić jak Wam podejdą jej pomysły muzyczne.

W ramach programu zaduszkowego na pewno było bardziej melancholijnie, choć spodziewałem się jeszcze więcej zadumy i wspomnień np. o różnych artystach. Pomysł jednak był ciut inny, czyli garść piosenek własnych, kilka znanych utworów we własnych aranżacjach, przeplatanych jakimiś osobistymi historyjkami i anegdotami. Muzycznie fajnie, kontakt z publicznością niby złapany, ale moim zdaniem to słaby pomysł na dialog - bazujący nawet nie na tym, że ma coś ciekawego do opowiedzenia np. o muzyce, tylko przekonaniu, że wszyscy przyszli bo znają ją z telewizji więc może gadać byle co. Ten element więc zagrał mi średnio, nie było dobrego powiązania z muzyką, choć na pewno czuło się swobodę z jaką przychodzi jej obecność na scenie. 

poniedziałek, 6 października 2025

Nene Heroine - 4, czyli jazz, trans, żywioł

Poniedziałek więc dawka muzyki. 

Dziś niebanalnie. Odważnie. Brawurowo. 

Po niewielkiej dawce jazzu w Krakowie (załapaliśmy się na przegląd młodych talentów), miałem ochotę na więcej. I oto świeża płyta. 

A jeżeli będziecie mieli ochotę na więcej to i trasa koncertowa - zdaje się, że nie tylko Nene Heroine, ale również dwóch innych ciekawych formacji: Pink Freud i Fish Basket. 
 

4, czyli najnowszy album gdańskiej formacji Nene Herione to jazz w nowej odsłonie. Chwilami więcej w nim rocka, elektronicznej zabawy, psychodelii. I w tym jest właśnie niesamowita energia, czuje się zarówno ducha improwizacji, jak i budowania rozbudowanej suity rockowej, złożonej opowieści, w której może i brak wokalu, ale za to sama muzyka jest nam przewodnikiem. 

poniedziałek, 4 sierpnia 2025

Warszawskie Combo Taneczne - Pamiętam Twoje oczy, czyli o koncercie i płycie słów kilka

Tydzień temu o koncercie z Muzeum Powstania Warszawskiego, a dziś koncert z 1 sierpnia, ale mniej typowy. 

Warszawskie Combo Taneczne od początku istnienia gra w rocznicę powstania, tym razem jednak zaproponowało w trakcie koncertu w Łazienkach Królewskich trochę inny repertuar. 

Wciąż było sentymentalnie i nie brakowało wspomnień tych, którzy zginęli w Powstaniu albo w trakcie wojny, jednak piękne jest to, że pamięć o tym co tworzyli, czym żyli wciąż może trwać. 


I to jest pewnego rodzaju fenomen - odradzająca się moda na granie muzyki z międzywojnia, pięknych kompozycji, których wtedy słuchali nasi pradziadkowie, dziadkowie. Kapela założona m.in. przez Jana Emila Młynarskiego najpierw była nastawiona jedynie na granie koncertów, przypominanie tej muzyki, ale z czasem zachęcana przez ludzi zaczęła nagrywać płyty. I oto obok piosenek nawiązujących do Warszawy, do Powstania mieliśmy piękny secik z materiałem z nowego krążka. 

poniedziałek, 14 lipca 2025

Kruche - Gaba Kulka, czyli proszę nie szczuj flagą i godłem


Trochę z niedosytem po koncercie u nas w miasteczku (komary gryzły, ale godzinka to malutko!) postanowiłem napisać parę zdań o artystce i sięgnąć po jedną z jej płyt. Dotąd znałem Gabę Kulkę z pojedynczych numerów oraz z uwielbianej przeze mnie płyty Baaba Kulka, czyli przeróbek Iron Maiden. 

Teraz, próbuję wejść w ten świat przez nią kreowany, trochę jazzujący, trochę elektroniczny, trochę popowy, po prostu jej własny. 

Na koncercie, w kameralnym składzie (klawisze, perkusja, bas) nie czuć było jakoś minimalizmu tych wykonań, ale faktycznie na płycie gdy instrumentarium jest dużo bardziej rozbudowane, jest jeszcze ciekawiej. 

poniedziałek, 28 kwietnia 2025

Je suis Renie, czyli do teraz nucimy

Poniedziałek i czas na muzykę.

Tym razem nie o płycie, bo na razie nie przesłuchałem jej w całości, a o koncercie, na który trochę przypadkowo z żoną się wybraliśmy. Skoro ktoś daje zaproszenia, jak nie skorzystać?

Choć oboje raczej bez jakiegoś wielkiego entuzjazmu, kojarząc Reni Jusis raczej ze sceną klubową, muzyką elektroniczną, więc może i do tańca fajnie (jeżeli ktoś lubi), no ale gdzie koncert na siedząco... A tymczasem...

poniedziałek, 20 stycznia 2025

Droga Ciszy - Beata Bartelik, czyli smakować życie

Obiecywałem Wam coś muzycznego z zupełnie innej bajki niż tydzień temu, no to łapcie.
Beata Bartelik. Kto jeszcze pamięta rok 1987 Festiwal w Opolu, gdy wygrała swoją piosenką rywalizując z m.in. Felicjanem Andrzejczakiem, Andrzejem Zauchą, Grażyną Łobaszewską, Alicją Majewską, Zdzisławą Sośnicką, Haliną Frąckowiak. Ale nie chodzi o powracanie do dawnych kompozycji, nawet w nowych wersjach, a o nowy materiał. Pewnie niewielu zwróci na niego uwagę, przemknie gdzieś wśród tysięcy innych płyt, bo to takie mało współczesne, brakuje pazura, kontrowersji. 
A mi właśnie podoba się spokój jaki jest w tej muzyce, łagodność i zwiewność. To takie melodie które otulają delikatnie, bujają pod wieczór, gdy ma się ochotę na jazz, na coś wyciszającego.

No i jeszcze coś jest w tej płycie co nie mogło umknąć mojej uwadze.

sobota, 6 stycznia 2024

Amore assoluto per Ennio - Mitch & Mitch con il loro Gruppo Etereofonico, czyli czyli seans, kawka, risotto i miłość

Pierwszy tydzień stycznia, pięć notek książkowych, jedna fimowa, to i na muzykę też pora, prawda? Łapcie więc krążek, który u mnie już pobrzmiewał w grudniu i z zachwytem wciąż do niego powracam. Mitch & Mitch pokochałem od albumu z Wodeckim, w ich twórczości czuje się lekkość, ale i miłość do tych kompozycji, zabawę, ale i czułość z jaką obchodzą się z oryginałem. Robią to po swojemu, ale wciąż zachowany jest duch muzyki, którą chcą przypomnieć. 
W przypadku tego albumu chodzi o Ennio Morricone, mistrza muzyki filmowej, ale przecież komponującego różne rzeczy. Tym razem sięgnięto po nagrania z przełomu lat 60 i 70, gdy artysta inspirował się trochę bossa novą i brazylijską sambą.
Gdy tego słucham i zamykam oczy natychmiast widzę Lazurowe Wybrzeże albo malutkie włoskie miasteczka, ludzi przesiadujących w kawiarniach, plaże, słońce, wąskie uliczki, jej włosy rozwiane na wietrze gdy jedziesz z dziewczyną na swojej vespie... Nie dziwcie się więc moim skojarzeniom, które wpisałem w podtytuł... I choć może muzyka powinna przenosić nas do Ameryki Południowej, to dzięki mistrzowi Morricone stała się ona bardziej uniwersalna, wprowadzona tu jego charakterystyczna melancholia, nadaje temu bardziej europejskiego, znanego nam klimatu.

poniedziałek, 5 grudnia 2022

String Theory - Marek Napiórkowski feat Aukso, czyli woda i ogień, klasyczne i improwizacyjne

Robiąc porządki w notkach bo jak się okazało do spisów przez parę miesięcy nic nie wrzucałem, szukałem czegoś w nowych krążkach do posłuchania... I o dziwo, żadne tam bardziej znane, czy ostrzejsze nuty wpadły w ucho, tylko jazz. W dodatku wzbogacony o partie smyczkowe bynajmniej nie jazzowe, więc w sumie jak na mnie dość zaskakujący wybór. Przecież w sporej dawce improwizacja wcale nie jest dobra jako tło, wymaga skupienia, drażni jeżeli robisz coś innego w trakcie. To melodie i solówki, które mogą zachwycić, ale bywają też fragmenty dość nużące, rozbudowane aż do przesady wokół jednego motywu. A mimo to ciężko było się oderwać. Marek Napiórkowski już niejednokrotnie udowadniał, że na gitarze potrafi wyczyniać cudowne rzeczy. Tu pokazuje trochę inne oblicze, bo jednak aranżacje z orkiestrą mam wrażenie, że skłoniły go do troszkę innego myślenia o kompozycji.

poniedziałek, 19 września 2022

Monomiasto - Monofon, czyli gdzie ja nie byłem, czego nie widziałem

I kolejna wrzutka muzyczna. Raczej z tych do wsłuchiwania się, bo za pierwszym razem nie wpada jakoś od razu w ucho, ale ma w sobie to "coś", co sprawia że chce się wracać. Jest melodyjnie, ale kapela nie tworzy przebojów na siłę, tekstowo jest więc całkiem poważnie, czasem zaskakująco. Może to chwilami przypominać Lao Che z czasów płyty Gospel (choć nie ma tak porywających dęciaków) i nic dziwnego, bo zespół Monofon powstał m.in. z inicjatywy dwóch członków tamtej formacji (Rafała Boryckiego, perkusisty Michała „Dimona” Jastrzębskiego) oraz gitarzysty Michała Wójcika. Do nich dołączył m.in. na wokal Jacek Szymkiewicz i to chyba ostatnia płyta w jakiej maczał jeszcze przed śmiercią "Budyń".

poniedziałek, 5 września 2022

Tobie - Dagadana, czyli tradycja i nowoczesność



Ostatnio przeskakuję z jednego, ciężkiego nastroju muzycznego (i pewnie coś z tego będzie we wrześniu na pewno na Notatniku) do drugiego, który moje dzieci by określiły mianem "smęcenia". Jeden trochę podnosi energię, drugi wycisza, uspokaja i sam nie wiem czego mi teraz potrzeba bardziej. Za dużo do zrobienia, za mało czasu.

A dziś w pracy odkryłem jeszcze coś innego, co leży prawie dokładnie pośrodku, czyli trochę wycisza, ale i miejscami jest bardzo energetyczne. Ten projekt to kolejna płyta polsko-ukraińskiego zespołu Dagadana. Od dawna znani byli z łączenia folku z muzyką jazzową, z próbą pokazania jej słuchaczom na nowo, a tym razem podróżują właśnie na pogranicze, mocno sięgając do muzyki ludowej obu krajów.

wtorek, 12 kwietnia 2022

Heart to heart - Krzysztof Herdzin, Robert Majewski, czyli nawet jeżeli nie słuchasz na co dzień jazzu...

Rzadko słucham jazzu, czasem jednak wpadam zupełnie przypadkiem na dźwięki, które wciągają mnie bez reszty. Ku mojemu zdumieniu ostatni tydzień Wielkiego Postu wypełnił się dźwiękami Heart to heart i okazało się, że ten krążek idealnie wpisuje się w nastrój zadumy, uspokaja, wypełnia jakąś harmonią. Zdaje się, że odkrywam kolejnych muzyków, których muszę sobie potem posprawdzać z ich wcześniejszą twórczością. Pianista Krzysztof Herdzin stoi też za kompozycjami z tej płyty, ale to wcale nie jego instrument jest tu dominujący - to piękny dialog z trąbką Roberta Majewskiego.

środa, 30 marca 2022

Lubomski - Sęk You, czyli nadal kieszenie jak ocean, wrażliwość też

Plan na ostatnią notkę w tym miesiącu jest, ale na razie jeszcze coś muzycznego. I specyficznego. Raczej chyba dla tych, którzy nie boją się trochę improwizacji jazzowych, złamania melodyjności. Niektóre numery Mariusza Lubomskiego zyskały status przebojów (kto pamięta Spacerologię?), można je nucić, ale to przede wszystkich kawałki do wsłuchania się, do spotkania z wrażliwością i głosem dość wyjątkowym. Kto raz usłyszy jego charakterystyczną manierę, rozpozna go potem już raczej bez trudu. Chyba tylko jeden jedyny raz miałem okazję widzieć go na scenie i to na koncercie pośród rockowych kapel, ale charyzmę się zapamiętuje.

czwartek, 11 listopada 2021

Na wzgórzu rozpaczy - Marek Dyjak, czyli jeśli kiedyś jeszcze zechcesz mnie zobaczyć

Jeden z bardziej charakterystycznych głosów i artysta, który chodzi własnymi ścieżkami - Marek Dyjak powraca z kolejną płytą, choć zapowiada, że to chyba ostatni jego materiał. Może zmęczenie, rozgoryczenie trudnymi dla artystów czasami, a może po prostu potrzebny jest czas, by zrobić za jakiś czas coś nowego.
Trochę zdziwiłem się, że człowiek który opowiada ile zła w jego życiu narobił alkohol, zdecydował się przyjąć pomoc finansową od producenta alkoholu, no ale widać takie mamy czasy. A skoro przyjaźnią się z Palikotem, to już niech ten nasz Tom Waits dalej zajmuje się tym co potrafi, nie musząc martwić się o kasę.

czwartek, 29 kwietnia 2021

10 sekretów MM - Sonia Bohosiewicz, czyli poswingujmy troszkę

Kolejny raz odkładam notkę, która była szykowana na dziś, ale to nawet fajne, jak czasem idzie się za impulsem. Wywiad z Bohosiewicz u Wojewódzkiego przypomniał mi o tym krążku, znalazłem go szybko (oczywiście legalnie) i choć średnio mi się przy nim pracowało, bo to muza dość energetyczna, do głośnego słuchania, to płytka naprawdę sympatyczna i pewnie powróci niedługo do odsłuchu.
A przecież oglądając ładnych parę lat temu Excentryków już wtedy zauważyłem, że Bohosiewicz całkiem fajnie radzi sobie z jazzem i swingiem. Uważałem jednak, że to takie aktorskie wyzwanie, okazuje się jednak, że to był początek innego rodzaju kariery, bo Sonia ma za sobą już trochę koncertów. A teraz i płytę.
Są tu piosenki śpiewane przez Marylin Monroe, ale i kilka standardów jazzowych znanych bardziej z innych wykonań. Płyta zachwyca nie tylko od strony wokalnej, ale i rozbudowanych aranży - w sumie to zawsze kręciło mnie na starych filmach - duże big bandy, z rozbudowaną sekcją dętą, robią wrażenie nawet na tych, którzy za jazzem nie przepadają. Jest w tym rozmach, jest rytm, ale i zabawa, gdy raz na jakiś czas z grupy wychodzi z solówką jeden z muzyków, a inni w tym czasie robią mu tło, nic a nic nie gubiąc z melodii. Do tego trzeba umiejętności, ale trzeba to też czuć, włożyć w to trochę serca.

poniedziałek, 22 lutego 2021

Henryk Debich, czyli swego nie znacie

Notka troszkę dziwna, bo przecież unikam pisania o muzyce na podstawie singla, pojedynczego numeru, tym razem postanowiłem zrobić wyjątek. To prawda - na razie pojawia się singiel z dwoma utworami, cały album się dopiero szykuje, ale nie będzie ich zdaje się na płycie, więc to gratka nie lada sama w sobie, a dwa, że po wysłuchaniu tych dwóch numerów, zacząłem grzebać dalej i jestem po wysłuchaniu sporej dawki tego co pod dyrygenturą Henryka Debicha wyprawiała w latach 70 orkiestra PRiTVz Łodzi. Użycie słowa "wyprawiała" nie jest tu nadużyciem, zrobiłem to świadomie, bo po prostu w tych nagraniach jest tyle energii, szaleństwa, rozmachu, że trudno nie wyrazić podziwu i bić brawo. Zdecydowanie nie doceniamy nagrań z tamtych lat, świetnych ścieżek dźwiękowych, a jeżeli nie spróbujemy ich wykopać z archiwów i ratować od zniszczenia, możemy je stracić bezpowrotnie.
I tu właśnie pojawia się po raz kolejny Astigmatic Records, wyszukujące takie perły, a potem zajmuje się ich obróbka cyfrową i udostępnia smakoszom. Skoro kochają tą muzykę za granicą i płyty z nagraniami Henryka Debicha cenią sobie najwięksi znawcy, czemu u nas to nazwisko znają tak nieliczni?

niedziela, 13 grudnia 2020

Pink Freud - piano forte brutto netto, czyli taką twarz jazzu mogą pokochac wszyscy

Wśród nowości płytowych miłe zaskoczenie dla ucha. Najpierw singiel, który wydał mi się bardzo wakacyjne, chilloutowy, a potem już dorwałem się do całości i gęba mi się coraz bardziej uśmiechała.
Co prawda singiel okazał się mało reprezentacyjny, ale może i dobrze, bo byłoby nudno. Jaka to płyta? Ano chodzi o najnowszy krążek Pink Freud, czyli kwartetu pod wodzą Wojciecha Mazolewskiego. Ich eksperymenty z jazzem zawsze wykraczały poza ramy gatunkowe - pokusili się nawet o covery punkrockowe, prawie każdy krążek jest inny. Ten jest... wyjątkowo melodyjny. I to właśnie zaskakuje. Jazz zwykle jednak kojarzy nam się mocno z improwizacją, z przestrzenią na każdy instrument, a tu - raczej harmonia, melodia, zespół, a brzmieniowo chwilami jest bardzo rockowo (choć nie brakuje też elektroniki). To kolejny żartobliwy eksperyment (popatrzcie chociaż na tytuły i wariacje na temat słowa Pink), szukanie czegoś co im w duszy gra. Może w okresie pandemii właśnie w takim kierunku zaprowadziły ich emocje. Na luzie, ze swobodą, wciągając nas w pulsującą energię lub też poddając delikatnemu kołysaniu. Ta muzyka żyje, rozwija się, oplata nas... I to jest w niej fajne. 

wtorek, 13 października 2020

Sinatra with Matt Dusk, czyli szczęście we mnie

Od wczoraj nucę sobie w kółko te melodie i myślę sobie: jak to cudownie poprawia nastrój, jak to dobrze, że ktoś wciąż przypomina te melodie. 
Kanadyjczyk Matt Dusk lubi pojawiać się w naszym kraju, nagrywać z naszymi muzykami i oto kolejny krążek, który pewnie pokochają tysiące fanów. Być może nie tylko tych, którzy Sinatrę słuchali jeszcze w oryginale, ale i dużo młodszych. Jest bowiem coś urokliwego w tych jazzowo-swingujących kawałkach - nie tylko nostalgia, ale i piękno, jakiego brakuje wielu dzisiejszym popowym numerom. Od tylu lat kompozycje wykonywane przez Franka Sinatrę przyciągają kolejnych, dużo młodszych twórców, niektórzy próbują je unowocześniać, ale najlepiej wykonywać je właśnie tak: z elegancją, ale i swobodą, tak żeby czuło się miłość wokalisty do tych numerów i samemu się je kochało. 
Singiel nagrany z Wodeckim daje cudowny przedsmak tego co nas czeka na tym albumie, którego premiera długo była przekładana. I tylko żal, że na razie nie można pójść do jakiego klubu i posłuchać tego na żywo. To byłby dopiero klimat. A na razie urodzinowo, zapuszczam sobie ten krążek po raz kolejny.

wtorek, 15 października 2019

Ikar. Legenda Mietka Kosza, czyli to jest jazz

Na najbliższe dni na pewno notka teatralna i muzyczna, dwa reportaże książkowe i aż trzy nowe filmy. Dziś pierwszy z nich. Marudziłem na to co z kinach i wreszcie w parę dni wychodzę za każdym razem z bananem na twarzy (albo przynajmniej w serduchu).
Zacznijmy od tytułu najświeższego. Mieczysław Kosz - któż z mojego pokolenia kojarzy to nazwisko, słuchał nagrań? Obawiam się, że niewielu. Komeda jeszcze nie doczekał się filmowej biografii z prawdziwego zdarzenia, a tu proszę. Może dlatego, że poza muzyką, jest to również opowieść o zmaganiu się z samotnością, z niepełnosprawnością. Czy niewidomy może być genialnym pianistą, czy muzykiem? Dziś to raczej oczywistość, ale jeszcze kilka dekad temu budziło to zdziwienie, a artyści próbowali nawet ukrywać swoją inność, zamiast budować wokół niej właśnie popularność, ciekawość ludzi. Być może to charakterologiczne - jest nieśmiały, nie zna wielkiego świata, wychowywał się na wsi w biednej rodzinie, a potem w ośrodku dla niewidomych. Dawid Ogrodnik po raz kolejny dostał ciekawą rolę, którą mógł wypełnić emocjami.