Rany, co to było... Dawno mnie nie zmęczyła żadna lektura: chaos, wodolejstwo i kompletnie położona fabuła to moje refleksje i tylko dziwię się gdy czytam recenzję ludzi którzy pieją z zachwytu. Wiadomo, gusta są różne, ale naprawdę ten debiut to przerost formy nad treścią. Pomysł by dokonać jakiejś próby retellingu osiemnastowiecznej legendy o Bestii z Gévaudan, w połączeniu z oddaniem atmosfery jaka panowała we Francji tuż przed wybuchem rewolucji, mógłby być całkiem fajny. Tyle że autor wydumał sobie, że opowieść osnuje wokół konfliktu pomiędzy jakimiś starożytnymi siłami, które wcielając się w istoty na ziemi, od czasu do czasu przeżywają tu różne przygody, rozgrywają jakieś swoje interesy, jednocześnie bawiąc się ludźmi. Większość przypisów jakie znajdziecie co parę stron dotyczy właśnie tych tajemniczych sił i próby uporządkowania wiedzy o ich przymiotach o sposobach zachowania, tyle że nie ma to kompletnie nic wspólnego z akcją w której właśnie jesteś. No dobra - ktoś powie, po prostu trzeba pomijać przypisy skoro cię drażnią, ale w fabule jest tyle samo bałaganu, wydarzeń od czapy, jeszcze więcej komentarzy i dygresji bez sensu, więc z jej śledzenia nie ma prawie żadnej przyjemności.
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
sobota, 19 września 2026
niedziela, 9 sierpnia 2026
Krzywda - Paweł Rzewuski, czyli wysłuchaj Waszmości do końca
Zachęcony różnymi recenzjami, czekając też na kontynuację (bo kupuję wszystko od ArtRage), sięgnąłem po Krzywdę Pawła Rzewuskiego. I przyznaję - szkatułkowość, klimat, naprawdę mogą się podobać!
Nie porównujcie tego z Komudą i jego podobnymi powiastkami przygodowymi jakie wydaje Fabryka Słów, bo pierwsze skojarzenia jak słyszy się: Rzeczpospolita, szlachta, Sarmaci, to dziś już nawet nie Sienkiewicz a właśnie Towarzystwo spod znaku fantasy. Rzewuski niby też gęsto wplata tu różne przygody, nawet odrobinę magii, jakieś potyczki, biesiady, ale u niego to wydaje się tylko okazją do tego, by pobawić się gatunkiem, wciągnąć w jakąś opowieść, a przy okazji pokazać nam trochę odmitologizowane spojrzenia na tamte czasy.
Wychowani na trylogii w głowach mamy sporo mitów, jakie to piękne były czasy, ludzie wspaniali, tylko zdrajcy i słabi monarchowie niestety doprowadzili kraj do upadku. A tu proszę - u Rzewuskiego mamy cały wręcz maraton pijaków, awanturników, utracjuszy, zatwardziałych katolików, co to chcą wszystkich szabelką za to że są inni. Generalnie po prostu uważają, że oni są najlepsi, a inni to im mogą buty lizać.
Ale żeby też nie było tak, że to jakiś skrzywiony obraz w drugą stronę i że po prostu autor ma jakiś uraz do tamtych czasów, doszukując się w nich jedynie tego co złe. To po prostu powieść. W dodatku szkatułkowa, gdzie z jednej historii od razu prawie zaczyna się kolejna. I pozornie niewiele mają ze sobą wspólnego, choć łączy je mimo odległości czasowej jedno: każda zawiera niewielki fragment z życia niejakiego Stanisława Wróblewskiego herbu Krzywda.
sobota, 8 sierpnia 2026
Dungeon Crowler Carl - Matt Dinniman, czyli bez spodni, za to z kotem na ramieniu
W trakcie długiej podróży autkiem czas umilał mi tom drugi, a tu jeszcze nie napisałem o pierwszym... Nadrabiam więc szybko. W ramach LitRPG pojawia się u nas coraz więcej pozycji, a niektóre jak się okazuje zyskują na tyle dużą popularność, że biorą je na warsztat producenci filmowi czy gier. Cóż - jak się okazuje wystarczą dość sympatyczne postacie, trochę czarnego humoru, spora ilość akcji. Oczywiście trudno oceniać całość po pierwszym tomie (drugi już trochę mam wrażenie zmienia klimat), ale trudno oprzeć się wrażeniu że to żartobliwa wariacja na temat końca świata, pełnymi garściami czerpiąca pomysły z tego co wymyślili inni.
Oto świat jaki znamy dobiega końca, bo kosmici w kilka chwil niszczą całą powierzchnię, a uratowanych zmuszają by walczyli o życie w lochu, który dla kosmitów jest czymś w rodzaju widowiska jak nasze programy rozrywkowe. Nie wiadomo czy czuć wdzięczność do losu, że akurat wyszedłeś z domu, gdy wszystkie budowle spłaszczono niczym pudełka z kartonu, skoro teraz musisz zabijać i wciąż walczyć z jakimiś potworami, żeby zadowolić widzów. Jeżeli nie będziesz mieć fanów i sponsorów, twoje szanse są marne. A ten kto przeżyje i dotrze najdalej być może będzie miał szansę negocjować dalsze losy naszej planety.
sobota, 4 lipca 2026
Level up 1. Re-start - Dan Sugranlinow, czyli dostałeś szansę i jej nie zmarnuj
LitRPG to dla mnie już nie jest zaskoczenie, przy Drodze Szamana czy Świecie przeistoczonych bawiłem się całkiem nieźle, choć te wszystkie questy, nabijanie poziomów i rozwój postaci ma dla mnie w sobie coś sztucznego. Za dużo miejsca poświęca się w tych historiach statystykom, a ciut za mało miejsca żeby trochę rozwinąć postacie od strony psychologicznej. W nowej serii jaka ukazuje się właśnie na rynku (tym razem autorem jest Dan Sugralinow) może i trochę rozbudowano ten aspekt, ale tu mam ciut inny problem. Wiem że to dopiero pierwszy tom i w kolejnych częściach może być jeszcze dużo zwrotów akcji lecz mam nieodparte wrażenie że po prostu wszystko idzie bohaterowi za łatwo. Dotąd był bezrobotnym gościem, od czasu do czasu piszącym jakieś teksty na zlecenie, poświęcającym prawie całe dnie (a czasem i noce) na grę w Warcrafta. Aż dziwne że jego żona z nim wytrzymywała, bo inna już dawno kopnęła by go w cztery litery.
Masz 30 lat, niewiele osiągnąłeś i nagle kobieta mówi ci, że odchodzi, zostawiając cię bez kasy, z pustym mieszkaniem i lodówką... I można by powiedzieć że bez celu i sensu, ale to akurat ciut się w życiu bohatera zmienia.
piątek, 12 czerwca 2026
Złodziej czasu. Łowcy tajemnic - Michał Kuźmiński, czyli to miały być najgorsze wakacje w ich życiu
Zwykle jednak to jest ta "wielka" historia, znane wydarzenia, które ktoś próbuje przybliżyć młodemu czytelnikowi. Trudniej przecież nie opowiadać jedynie o bohaterstwie, zwycięstwach czy klęskach, ale pokazać losy zwykłych ludzi, opowiedzieć o konsekwencjach tych wydarzeń.
To właśnie może spodobać się w Złodzieju czasu, który zdaje się jest pierwszym tomem większego cyklu. To historia dwójki dzieciaków: jedenastoletniej Doroty i siedmioletniego Daniela, których rodzice postanowili po raz pierwszy wysłać na wakacje do dalszych krewnych. Bez nich? Bez atrakcji? Na wieś? Nie zagranicę? No jak to?
piątek, 1 maja 2026
Dwa miliony za Grunwald - Joanna Jodełka, czyli ratować przed zniszczeniem
O ile bowiem tytuł powieści Joanny Jodełki trochę obiecuje jakąś powieść kryminalno-sensacyjną, zawartość może trochę rozczarować. Nie ma tu bowiem specjalnie miejsca na zagadkę, a i trudno zbudować napięcie jeżeli zna się dalsze losy obrazu. Chodzi bowiem o obraz dla Polaków tak ważny, a przez Niemców znienawidzony i który jako jeden z pierwszych obiektów znalazł się na ich liście do zdobycia i zniszczenia. Jak wszyscy wiemy wisi w naszym Muzeum Narodowym w Warszawie, skoro więc udało się go uratować, choćby nie wiem jak podkręcać fabułę trudno zaskoczyć czytelnika. Choć pewnie Amerykanie film nakręciliby taki, że byśmy szczęki zbierali z podłogi, choć niekoniecznie zgodny z faktami. Autorka jako że studiowała na Wydziale Historii Sztuki, to i stara się dość wiernie odtworzyć tą historię, choć na pewno jest to fabularyzowana wersja, chwilami może i łapiąca trochę kolorów.
piątek, 20 marca 2026
Dom numer pięć - Justyna Bednarek, czyli liczy się nie tylko ciało ale i charakter!
Choć w dużej mierze akcja dzieje się w świecie wyobraźni, czy też snu, jakimś świecie równoległym, ważne jest to jaki jest początek tej historii oraz jak zmieniają się bohaterowie. Można trochę upraszczając sprawę powiedzieć, że to lekcja dotycząca hejtu, oceniania, i nietolerancji, może nawet prześladowania kogoś słabszego, odróżniającego się od reszty dzieciaków. Równie dobrze można jednak stwierdzić, że to lekcja nabierania pewności siebie, odwagi, poczucia wartości, przełamywania lęków. Bo zmiana następuje zarówno w tym kto był prześladowcą, jak i w tym kto tego doświadczał.
Piotrek, który w wyniki postępującej choroby powoli traci wzrok i musi nosić coraz silniejsze okulary, trochę pogodzić się z tym, że nie może być tak aktywny jak jego rówieśnicy i osiągać podobnych wyników. A może mu się tylko tak wydaje? Gdy nauczyciel wychowania fizycznego daje mu szansę, pokazuje że bynajmniej nie odstaje od nich i to dzięki niemy jego drużyna wygrywa. Niestety nie bardzo podoba się do klasowego osiłkowi, który znalazł się wśród przegranych i poczuł się upokorzony.
czwartek, 5 marca 2026
Dziki, czyli a weźcie sobie cały ten rozmach i szeroki format jeżeli fabuły brak
Ten tytuł czekał na swoją kolej już chyba dwa miesiące, a ja ciągle to odkładam, uznając że mam ciekawsze rzeczy do opisania. Z Dzikim niestety mam więc problem. I chyba nie tylko ja. To jest projekt przygotowany w sposób postawiony na głowie - większość budżetu dajemy na technologię, a scenariusz, aktorstwo, fabuła i reżyseria to już wszystko zrobione na kolanie, bo przecież film i tak się sprzeda, bo będzie miał ładne zdjęcia, widoczki i zadbamy o trochę akcji. No nie, drodzy filmowcy to tak nie działa.
Gdyby jeszcze chodziło o brak spójności, absurdy, zawsze można by to jeszcze podkręcić i zrobić niczym kampową zabawę motywami kina gatunkowego. Wiecie - krew się leje, topory latają w powietrzu, głowy spadają... A i jeszcze wykrzywione gęby. Koniecznie na zbliżeniach. Jak najwięcej. Przerażenie. Wściekłość. Wytrzeszczone oczy. Takie dzikie grymasy. A czarny charakter będzie tak komiksowy, że raczej będzie bawił a nie straszył, z minami niczym Nicolas Cage w najgorszych ze swoich produkcji.
Problem jest jednak jeszcze głębszy. Bo dodajcie jeszcze drętwe dialogi, dziwny montaż i już nic się w tym nie będzie trzymało kupy. Jakby po pijaku ktoś to sklejał i mówił, a tu dziurę zakleimy jakimś widoczkiem, a potem przeskok o ileś lat i znowu widoczki, przecież one tu najważniejsze.
piątek, 16 stycznia 2026
Nie chcę się nudzić, czyli Czarownica piętro niżej i Klątwa dziewiątych urodzin Marcina Szczygielskiego
Mam słabość do dobrych książek dla dzieci i młodzieży. Czasem z zazdrością myślę o tym ile teraz mają możliwości, ale i z sentymentem gdy wspominam sobie ile nasze lektury znaczyły, jak rozbudzały wyobraźnię. Z filmami było skromnie, o komórkach i komputerach to pisano w ramach powieści Sci-Fi, ale książki... W nich zawsze się tyle działo.
Trochę to właśnie znajduję u Szczygielskiego - nie skrępowaną niczym zabawę, wyobraźnię, rzucenie się w przygodę, ale jednocześnie jest coś mądrego - dojrzewanie, podejmowanie wyborów, więzi, poświęcenie, myślenie o innych. Może stąd mam tyle frajdy z jego książek? Cykl z Mają w roli głównej liczy aż 7 tomów, zacząłem od drugiego (o Tuczarni motyli znajdziecie wpis w spisie przeczytanych na górze bloga), to teraz nadrabiam pierwszy i od razu trzeci. Co ciekawe one świetnie mogą pasować do pogody za oknem - totalnie nieprzewidywalnej, bo w każdym z tomów wszystko zaczyna się od jakiejś klęski żywiołowej, raz jest to śnieg, raz wichury, innym razem deszcz. A wtedy wiadomo - nie ma szkoły, mocno ograniczone są wyjścia z domu i dzieci się nudzą. Niby starsi teraz mają komórki, ale Maja ma 8 lat i jakoś nie czerpie jeszcze z tego tyle frajdy, ona potrzebuje raczej towarzystwa, tego żeby coś się wokół niej działo, a nie gapienia się w ekran. Skoro rodzice są bardzo zajęci, to na horyzoncie pojawia się... babcia. A raczej ciabcia, czyli prababcia cioteczna. Ale to nie taka zwyczajna babcia.
sobota, 3 stycznia 2026
Malowany człowiek - Peter V. Brett, czyli po zmroku budzą się demony
W końcu ładne okładki to nie wszystko, a Fabryka Słów mocno obniżyła poziom tego co kiedyś wydawała, raczej stawiając na ilość a nie na jakość.
W przypadku Malowanego Człowieka po lekturze pierwszego tomu, stwierdzam jednak, że to naprawdę niezła, wciągająca rozrywka. Trzeba przejść przez wymagający początek, gdy dopiero poznajemy bohaterów, przyzwyczaić się do tego, że będziemy między nimi przeskakiwać, ale nie brakuje tu akcji, dramatycznych wydarzeń, a i sam opis uniwersum wydaje się interesujący.
Oto świat, w którym doszło do jakiejś katastrofy, mędrcy twierdzą że to ludzka chciwość i przekonanie o własnej wielkości, doprowadziła ją do upadku. Obecnie ludzie żyją jedynie w skupiskach, jako tako funkcjonując w dnie, ale nocami świat opanowują demony Otchłani, atakując bezlitośnie wszystkie ich siedziby. Chronią ich jedynie runy, kreślone przez nielicznych, którzy się tego uczą, trudno mówić o jakiejkolwiek walce, to raczej siedzenie w schronieniach i modlitwa by bariery magiczne wytrzymały. Kto znajdzie się poza nimi albo gdy znajdzie się w nich wyłom, wszyscy zginą.
niedziela, 21 grudnia 2025
James - Percival Everett, czyli spisz naszą prawidziwą historię
Powieść Everetta Percivala w zaskakujący sposób łączy ducha powieści przygodowej, z postkolonialnym spojrzeniem zarówno na oryginalną opowieść Marka Twaina, jak i na to w jaki sposób ją interpretowano, odczytywano. Wyobraźmy sobie gdyby u nas historię Jasia i Nell opowiedziano z punktu widzenie Kalego i Mei.
Cała awantura o wierszyk Tuwima i bagatelizowanie "problemu" pokazywania Afroamerykanów jako ludzi mniej inteligentnych, takich których możemy wiele nauczyć i traktować trochę jak nierozgarnięte dzieci, nagle staje nam przed oczami wyraźnie i robi się nam głupio. Przecież w młodości bawiły nas te przygody Hucka Finna i Jima, wzruszało to że się przyjaźnili, wciąż jednak nie dało się w tamtych czasach powiedzieć wprost: to nie jest twoja wielkoduszność że uznasz nas za równych. Wielu białych wciąż tak to właśnie postrzegało, choć odwoływali się do równości, w głębi czuli się jednak tymi, którzy są lepsi i to oni łaskawie obdarzają wolnością.
W Jamesie ta zmiana perspektywy - by to były niewolnik był narratorem, opiekunem, nauczycielem, może zaskakiwać, wydobywa jednak to co być może w tej historii jest najważniejsze. Uprzedzenia to nie tylko fizyczna przemoc, jawne okazywanie wyższości, ale mentalne schematy, które przekazuje się z pokolenia na pokolenie.
piątek, 5 grudnia 2025
Tuczarnia motyli - Marcin Szczygielski, czyli ten to ma wyobraźnię...
Piątek i coś familijnego. A tym czymś będzie kolejny tytuł Marcina Szczygielskiego - jak tylko wpada mi w oczy jego nazwisko, biorę to w ciemno i potem mam wielką przyjemność zanurzania się w fabułę i zabawne ilustracje (tym razem Magda Wosik). Nie dziwcie się, jak człowiek czytał za młodu, ma jakiś sentyment do tych historii, a jeszcze jak kierunkowo po pedagogice, to już można by rzec sięganie po rzeczy, które mogą czytać młodzi, jest jego obowiązkiem. W końcu musi szukać tego co dobre, nie?
A Marcin Szczygielski póki co jakoś nie rozczarował. Bywa lepiej, bywa gorzej, ale generalnie nigdy nie ma zawodu. Tym razem niestety trafiłem na drugi tom cyklu, więc nie znam początku tej historii, pierwszej szalonej przygody Mai u jej babci, może kiedyś jeszcze nadrobię. W każdym razie niby można czytać osobno, lepiej jednak pewnie będzie po kolei.
Czym jest Tuczarnia motyli? Zabawną, trochę szaloną przygodą, lekko nawiązującą do Alicji w Krainie Czarów. Gdy bohaterka staje się pomniejszona i wchodzi w krąg dziwnych postaci, które raczej żyją trochę innymi wartościami, niże te które zna dziewczynka, pewne podobieństwa staną się wyraźne.
sobota, 22 listopada 2025
Dzieci starych bogów - Agnieszka Miela, czyli o Śmiechu diabła i o Grzechach ojców

Książek wydaje się teraz tyle, że czasem nawet jak coś się spodoba, trudno potem znaleźć czas żeby domknąć cykl, bo najpierw długo czekasz na zakończenie, a gdy ono przychodzi nie pamiętasz już początku historii.
Tak trochę miałem z serią od Marty Mrozińskiej, tak teraz też mam z Agnieszką Mielą. W obu przypadkach dwa tomy za mną, zdaje się że trzecie już są, ale za cholerę jakoś nie mam już takiego parcia, bo zainteresowanie trochę opadło, a wracać do początku trochę szkoda czasu. Takie to przekleństwo długich historii, w których mocne powiązanie nie pozwala na ich czytanie odrębnie.
Cykl Dzieci starych bogów to zresztą trochę mój wyrzut sumienia, bo długo czeka na swoją notkę - z tego co pamiętam pierwszy tom czytałem już z pół roku temu, ale przynajmniej postaram się zebrać z grubsza te wrażenia, które jakoś zapamiętałem.
piątek, 3 października 2025
Zapadły pałac - Marta Kisiel, czyli czy z nami jest coś nie tak?
Martę Kisiel pokochałem za Dożywocie, potem trafiło się jeszcze kilka poważniejszych historii, jak głupi cieszyłem się z historii dla dzieci, a oto teraz mamy… coś dla nastolatków. W końcu dzieci dojrzewają i potrzebują trochę innych historii. Nowy cykl to historia o licealistach, niby wpisująca się w nurt dark academy, ale jednak również pokazująca jak można zupełnie inaczej rozłożyć akcenty.
Przyjaźń, pragnienie akceptacji, może nawet rodzące się uczucie, czym jakieś sekrety i mroczne, niebezpieczne przygody wciąż stanowią ważny element fabuły, umiejscowienie ich jednak w polskich realiach i jakiejś zwyczajności, nadaje dużo świeżości tej historii. Zdecydowanie nie jest płasko, a przyglądanie się nie tylko jednej postaci, ale kilku, pozwala też pokazanie różnych motywacji, punktów widzenia, problemów, charakterów.
piątek, 12 września 2025
Dziadku wiejemy, czyli wyobraźnia to nie wszystko
Poniedziałki - muzyka, wtorki - kącik dla wytrawnych kinomaniaków, środa kryminalna, sobota na fantastykę, niedziela na literaturę piękną. No to zostały dwa dni bez planu i zobaczymy co z tego wyjdzie, ale spróbuję w piątki dawać coś familijnego. Może nie czytam/nie oglądam takich rzeczy wiele, ale jak wpadnie coś w łapki, to mam sporo frajdy (czasami) odkrywają w sobie emocje dziecka, ale i włączając tryb pedagoga, który ocenia to pod kątem wartości do wykorzystania.
Przy Dziadku wiejemy niestety frajdy nie poczułem. Jest potencjał, bo sekwencje animowane są ładnie włączone w całość, Agnieszka Grochowska, Janusz Zborowski i Jan Peszek to obsada na której można budować fajne historie, a i młodziutka Anna Nowak ma w sobie fajną energię.
Niestety Olga Chajdas poległa na sklejaniu tego w spójną całość. To już nie kino drogi, szalona wyprawa w ramach której wnuczka ucieka z dziadkiem w poszukiwaniu przygód, ale jakaś przedziwna mieszanka niedopowiedzeń, traum, sekretów i żalów. W dodatku kompletnie niespójna, geograficznie od czapy (to niby drobiazg, ale po co robić wodę z mózgu młodym widzom) i pełna żenujących scen, które nie wiadomo co mają wnosić albo czasem nawet obrażają inteligencję widza. Dzieciakom naprawdę nie warto fundować idiotyzmów, chyba że cały film idzie w takiej konwencji.
piątek, 22 sierpnia 2025
Skrzat. Nowy początek, czyli a podobno jesteś na to za duża
Wróciłem z kilku dni wędrowania, pewnie będzie ciężko przyzwyczaić się do normalnego rytmu, ale póki nie ma pracy, zasiadam jeszcze do bloga i na dziś mam coś familijnego.
Co prawda oficjalna premiera dopiero 19 września, może jednak uda się Wam zapolować na jakieś pokazy przed tą datą? Cieszy odradzanie się kina familijnego w Polsce, bez zadęcia, dydaktycznego smrodku, ale przygodowego, opowiadającego o ważnych dla młodych sprawach. Choćby jak tu: o żałobie, o nowej szkole, przyjaźni i zaufaniu.
Tak jak drażnią mnie produkcje podobno dedykowane starszym (tu brakuje jakiegoś mądrego przekazu, zwykle to tylko wygłupy i imprezowanie, czasem kac w obliczu tragedii), to w przypadku młodszych zaczyna być coraz fajniej. I choć jeszcze czasem drażnią pewne sztuczności (ech ta banda prześladowczyń), to ogląda się to raczej bez uczucia zażenowania. Ba - jeżeli pójdziecie razem z pociechami, jest o czym potem porozmawiać, a to ważne. Po prostu za mało czasu spędzanego razem, rozmów, mocno potem wpływa na to że młodzi ludzie tracą kontakt z rodzicami i mają coraz więcej problemów.
czwartek, 31 lipca 2025
Kairos - Maciej Siembieda, czyli moja moje miasto granicą podzielone
Kończę kolejny miesiąc blogowania powieścią Siembiedy, ciesząc się, że sobie trylogię dawkowałem powoli, że nie spieszyłem się z lekturą. Niby każda z tych powieści mniej lub bardziej delikatnie łączy się ze sobą różnymi postaciami, warto jednak dać sobie przestrzeń na to by chłonąć je osobno, by się nie zlewały. Podobieństwa pewnych wątków nie przeszkadzają w takich sytuacjach, a to co smakowite, docenia się podwójnie.
O poprzednich tomach - jak zwykle kierunek poszukiwania notek - zakładka Przeczytane na górze.
Pan Maciej znowu kreśli historię o tym jak osoby sobie bliskie może rozdzielić los. Czy mamy na to wpływ co nas czeka, czy możemy wszystko przewidzieć? Oczywiście nie. A pojedynczy człowiek jest jak ziarenko, którym wiatr rzuca to w jedną, to w drugą stronę. To politycy i ważni na górze decydują o granicach, wyrażają swoje oczekiwania, postanowienia, a ci malutcy muszą jakoś w tym wszystkim się odnaleźć. Nawet jak czasem los sobie z nich kpi. Tak jak w rodzinie Pyków. Dwaj bracia, których podzieliły poglądy polityczne, wizja tego co dla ich rodzin lepsze. Jeden deklaruje się jako Polak, drugiemu bliżej do Niemiec. A cały dowcip polega na tym, że ten pierwszy musi mieszkać po stronie niemieckiej, a drugi po polskiej.
piątek, 11 lipca 2025
Makrabrama i Neomama, czyli Marcin Szczygielski niby dla dzieci ale w klimacie horroru
Urokliwa seria. Takie połączenie Rodziny Adamsów, Magicznego krzesła - troszkę horroru i niesamowitości, trochę humoru i dziwactwa, sporo przygody młodych bohaterów i lekcji życia. Doceniaj rodzinę i rodzeństwo, bo może przyjść chwila gdy do nich zatęsknisz :)
O dwóch pierwszych tomach cyklu pisałem jakiś czas temu (możecie odnaleźć w przeczytanych), teraz coraz bardziej te opowieści mrocznieją ale i łączą się ze sobą. Widać jeden tom nie wystarcza na zamknięcie wszystkich wątków, więc historia jest kontynuowana w kolejnym, szkoda jedynie że w takiej sytuacji musimy czekać długo na kontynuację. To chyba jedyna wada takiego pomysłu.
Przedstawmy naszych bohaterów. Rodomiłowie to rodzina wyjątkowa - od pokoleń zajmują się tępieniem różnych demonów i stworów, które plączą się po naszym świecie. Przekazują tą wiedzę od dawna, choć niezbyt ona pasuje do naszych czasów i niewiele osób wierzy w to czym się zajmują. Dopóki oczywiści nie padną ofiarą jakiegoś mniej lub bardziej złośliwego potwora, chochlika, czy innej strzygi. Te jakoś niespecjalnie przejmują się tym, że świat już o nich nie opowiada, tym bardziej z radością po nim harcują, przekonane o swej bezkarności, bo nauka nie ma na nie odpowiednich narzędzi do obrony.
poniedziałek, 23 czerwca 2025
Zegarek z kopertką - Jacek Getner, czyli czy jeszcze potrafimy ze sobą rozmawiać
Dla mnie jednak to przede wszystkim opowieść o tym jak możemy się różnić w dzisiejszym świecie i co może niestety wpływać na to, że słabo się dogadujemy. Może to wynikać z różnych doświadczeń, warunków w jakich żyjemy, wychowania, wartości jakie nam się przekazuje, norm społecznych, ale i np. dominujących w przekazach postaw albo interpretacji zdarzeń. Żeby się zrozumieć, trzeba spędzić z sobą trochę czasu, przełamać pewną niechęć, otworzyć się na zrozumienie tej drugiej strony. Na pewno jednak trzeba do tego chęci z obu stron.
środa, 18 czerwca 2025
Koniec mapy - S.J. Lorenc, to miała być zwykła wycieczka
Wydawnictwo Mięta, dotąd być może kojarzone z fantasy, literaturą bardziej dla kobiet (słowiańskie klimaty, dużo wątków kobiecych), widać że otwiera się coraz bardziej na inne rzeczy. W ubiegłym roku pojawiły się pięknie wydane dwa dość mocne thrillery trochę w stylu Kinga, a teraz znowu pojawia się kilka powieści kryminalno-sensacyjnych. "Koniec mapy" można by uznać generalnie nawet jako powieść katastroficzno-przygodową, choć przez większość fabuły skupiamy się raczej na napięciach między poszczególnymi bohaterami, a nie na tym, co jak czujemy czeka nas w finale.
Od początku znamy bowiem finał, czyli dość dramatyczne zdarzenia w radzieckiej stacji badawczej, gdzie pod wpływem znalezionego wirusa, z ludźmi dzieją się bardzo dziwne rzeczy. Autor co i rusz podrzuca nam jakieś informacje z dziennika jednego z naukowców, ale większość fabuły skupia się na rejsie w okolice podbiegunowe niewielkiego jachtu wycieczkowego. Łatwo więc domyśleć się, że i oni zostaną wplątani jakoś w całą aferę związaną z zagrożeniem epidemiologicznym, długo jednak musimy czekać na to powiązanie dwóch wątków.
Czy to znaczy że jest w takim razie nudno?
Niekoniecznie.




















