sobota, 24 lipca 2021

W jak morderstwo - Katarzyna Gacek, czyli w Podkowie Leśnej też popełniane są zbrodnie

Na ekranach zdaje się ekranizacja, może jeszcze uda mi się ją upolować, choć wiele sobie nie obiecuję - ani komedii, ani kryminałów (poza serialami) raczej nie potrafimy kręcić. 

W wersji książkowej, czyli oryginalnej zresztą komedii tu niewiele. Czy to, że bohaterka jest zakręcona, znerwicowana, próbuje chaotycznie układać sobie każdy dzień, ma być powodem do śmiechu? No dla mnie niekoniecznie. To powód do sympatii (lub nie) dla postaci, ale że niby komedia? Bo nie radzi sobie z dotąd uporządkowanym życiem, w którym nagle coraz więcej miejsca zajmuje ciekawość i chęć uczestniczenia w śledztwie?
Magda przypadkiem była jedną z ostatnich osób, które widziały ofiarę, potem znalazła jej ciało, nic więc dziwnego, że jakoś ruszyło ją to emocjonalnie. Ma dostęp do danych policji, bo prowadzący dochodzenie to mąż przyjaciółki, który chwilami ma już dość podejrzeń i informacji jakich wciąż dostarcza Magda. Ta jednak nie przestaje, bo wszystko wskazuje na to, że to morderstwo związane jest z tajemniczym zniknięciem jej przyjaciółki sprzed lat.

piątek, 23 lipca 2021

Lifestrange - Paula & Karol, czyli dmuchawce, latwace i wiatr

Przy ilu krążkach będziemy zadawać sobie pytanie na ile na ich brzmienie, na ich kształt i przesłanie wpłynęła izolacja spowodowana pandemią? Płyta Lifestrange też przecież nagrywana była w wyjątkowych warunkach, wokale każdy oddzielnie, potem próby zgrania wszystkiego do kupy. Ale chodzi też o podejście do materiału - gdy zbierasz wszystko to co dotąd, przyglądasz się temu i nagle bez ciśnienia czasu, gonienia na koncerty, próbujesz stworzyć coś nowego...
Udało się nagrać płytę, która ma ciekawy klimat i nie wiem czy się zgodzicie, ale brzmi bardzo wakacyjnie i lekko. Poszukiwanie harmonii zdecydowanie daje efekty.

Pakiet podobno komediowy, czyli Dziewczyna z doliny, Sun i Dania

Jakoś sporo mi wpada ostatnio na dysk dekodera filmów, które producenci i dystrybutorzy nazywają komediami, więc chyba w najbliższym czasie pojawi się trochę notek w tym klimacie. I może wśród tych tytułów znajdę choć jeden naprawdę zabawny. Niestety w dzisiejszym pakiecie takich nie znajdziecie. Skoro jednak postanowiłem sobie kiedyś robić zapiski na temat wszystkiego co obejrzę lub przeczytam (a przynajmniej się staram), to łapcie.

Dziewczyna z doliny - to remake musicalu z lat 80 i w sumie nie wiem po co go było kręcić. Zmiana fryzur? Uwspółcześnienie bohaterów? Ani muzyka ani fabuła nie podlegają zmianom i cała ta historia jest trochę niedzisiejsza. Oto matka opowiada swojej córce o szaleństwach młodości, czyli o tym jak to ona - dziewczyna z doliny, z pięknych willi, zakochuje się młodym buntowniku (bo raczej punkiem bym go nie nazwał). Może i ścieżka dźwiękowa komuś się spodoba, ale całość raczej miałka. Idź za głosem serca (i wyszalej się pókiś młoda), żebyś potem nie żałowała - oto co mają do przekazania mamy swoim córkom :)

czwartek, 22 lipca 2021

Gdzie śpiewają raki - Delia Owens, czyli tyle razy porzucana

"Słowik" udowodnił mi, że nie mam co unikać tzw. "babskich" książek, bo mogą one wciągnąć i dostarczyć nawet więcej emocji niż to, po co zwykle sięgam. No i co z tego, że emocji trochę innych niż te, których szukam w thrillerach i kryminałach. Odmiana czasem jest miła.
"Gdzie śpiewają raki" na pewno mają tę moc, by poruszać serca czytelników, na pewno jednak warto otworzyć się na sporą dawkę opisów przyrody, a przecież nie każdy to lubi. Tu więź z naturą, życie w harmonii z nią, a nawet świadomy wybór, by unikać ludzi, jest bardzo istotna. Fabuła może wydawać się prosta, natomiast wrażliwcy właśnie z tych fragmentów obcowania z dzikim pięknem, będą mieli najwięcej przyjemności. No i z umiejętnie wplecionej poezji. Dla kogoś przyzwyczajonego do romansów, gdzie wszystko jest prowadzone z punktu A do B, może to być lektura nawet nudna, warto jednak zanurzyć się w jej klimat. 

Powieść o miłości? I owszem, ale jeszcze bardziej o samotności, o odrzuceniu, o lęku, pragnieniu bliskości. Kya tyle razy została w swoim odczuciu została porzucona, że więcej więzi czuje z dzikim ptactwem niż z ludźmi. One nie mogą zawieść, czy zranić.

środa, 21 lipca 2021

Odnaleźć się w nowej rzeczywistości, czyli Oleg i A potem tańczyliśmy

Dwie dobre produkcje które chyba u nas przemknęły niezauważone. Nie ma co oburzać się na to, że mogą wzbudzać kontrowersje - rolą kina jest między innymi pokazywać rzeczy, które nie zawsze są na pierwszych stronach gazet.
W pierwszym przypadku pewnie nie wszystkim podoba się fakt, iż rolę czarnego charakteru spełniają tu Polacy, ale do cholery - czy mamy się oburzać na każdą tego typu sytuację na ekranie? Zwłaszcza, że w tym przypadku twórcy wyciągnęli do scenariusza autentyczną historię. Dzięki temu mamy film, który choć wydaje się aż niewiarygodny, ciarki przechodzą, gdy uświadomimy sobie, że niestety takie rzeczy się zdarzają. Szukając lepszej przyszłości, czasem podejmujemy ryzyko, nie do końca kalkulując konsekwencje, a każdy przejaw życzliwości biorąc za dobrą monetę.
Oto Oleg, młody Łotysz, który przyjeżdża do Brukseli, gdzie dostał zgodę na pracę w rzeźni. Nie do końca wiemy jakie kłopoty za sobą zostawia, ale wydaje się mocno zdesperowany i zależy mu na pracy.

Pull The Wire - Życie to western, czyli gdyby nie te chórki

Bunt w muzyce kojarzy nam się zdecydowanie z wściekłością, ale przecież nie brakuje kapel, które robią to po swojemu, może nawet czasem żartobliwie. Czy wypadają przez to mniej wyraziście? A to już pytajmy fanów. Dla mnie KSU i inne punkowe zespoły, które rżną tak naprawdę rock'n'rolla z przytupem i rymowanymi, prostymi tekstami to trochę takie "ludyczne" granie - wiemy, że publika lubi prosto, chwytliwie, więc gramy jak lubią. Czasem się przemyci w tekście jakąś głębszą myśl i mamy frajdę, że oto starzy bujają się do rytmu przy kawałku opowiadającym o złości przeciw starym. Bardziej zwraca się uwagę na melodię, na chórki niż na samo przesłanie, bo przecież wielkiej agresji i złości w tym nie słychać. I to chyba jako wstęp do notki o Pull The Wire powinno wystarczyć. Jak czytam, że to buntownicy, to uśmiecham się i kiwam głową. Co będę się z koniem kopał. Taką konwencję wybrali, mają słuchaczy, więc niech robią swoje, nawet jeżeli dla mnie to w tym tyle buntu co w obecnym Big Cycu.

wtorek, 20 lipca 2021

Z miłości? To współczuję. Opowieści z Omanu - Agata Romaniuk, czyli tak wiele się zmieniło, ale tak wiele jeszcze wymaga zmian

Oman. Cóż wiemy o tym kraju, poza pierwszym skojarzeniem: ropa, bogactwo, Islam? Reportaż Agaty Romaniuk przybliża nam nam życie, ale z naciskiem na kobiecy punkt widzenia. To nie jest wada, choć pewnie ogranicza trochę zakres tematów i wiedzę jaką można by uzyskać. Szkoda, że nie ma tu więcej rozdziałów jak choćby ten o przejawach wdzięczności wyrażanych przez naród dla rządzącego od ponad 50 lat sułtana. Nazywany dobroczyńcą rzeczywiście zrewolucjonizował Oman, doprowadził do wielu przemian, które mogą zadziwiać nie tylko tempem, ale i zakresem na tle innych krajów Zatoki Perskiej. Autorka nie ukrywa tego, że dla niej peany na jego cześć brzmią trochę sztucznie, pisze też o tłumieniu wszelkiej opozycji i głosów krytycznych, nie szuka jednak na siłę jedynie negatywów, sama niejednokrotnie konfrontując się z rzeczami, które ją zaskakują na plus. Ona też kiedyś przyjechała tu i była pod wrażeniem warunków życia, możliwości, zaakceptowała to co wydawało się z perspektywy trudne do przeskoczenia. Oman nie jest więzieniem dla kobiet, choć z naszej perspektywy czasem może wydawać się złotą klatką, w której są zamknięte.

Czteropak z 007, czyli Casino Royale, Quantum od Solace, Skyfall, Spectre.

Czekając na nowego Bonda od tylu miesięcy powolutku przypominałem sobie całą kolekcję, z dużą frajdą i satysfakcją, że kiedyś zainwestowałem w zbieranie płyt. Moja żona nazywa to komediami, jednak gdy dochodzimy do tych najnowszych produkcji wcale już nie ma tam tyle elementów komediowych. I właśnie te najnowsze sprawiły, że machnąwszy ręką na produkcje z lat 80, potem jednak wróciłem do tej serii i wyglądałem kolejnych premier. Trzeba lubić tą konwencję, przyjąć ją z całym dobrodziejstwem, a wtedy już z młodzieńczym entuzjazmem będziemy się zachwycać tym tempem i efektami. A przyznajmy, że w tych ostatnich naprawdę jest czym. Po Brosnanie, który już wydawał się przerysowany, pojawia się oto twarz nowego agenta, dużo rzadziej uśmiechniętego, dużo częściej obrywającego, ale wciąż skutecznego.
W Casino Royale zaczyna się legenda Bonda jakby na nowo. Z większym naciskiem na intrygę, na niełatwą drogę do rozwiązania zagadki, którą musi przemierzyć bohater. Ciekawe że nawet przedefiniowano jego służbę - jakby dopiero ją zaczynał i przełożeni wciąż nie mieli do niego do końca zaufania. Zresztą nie dziwne - zbyt często idzie na samowolkę, pozostawia za sobą zniszczenia, z których trzeba się tłumaczyć.

poniedziałek, 19 lipca 2021

Miasteczko morderców - Alek Rogoziński, czyli a to kiszka (i nie tylko ziemniaczana)

No i kolejny lekki tytuł na jedno popołudnie. Alek Rogoziński ma już swoich fanów, stworzona przez niego bohaterka Róża Krull również, a i ja, choć dotąd lepiej bawiłem się przy wpisach autora na jego profilu, niż przy jego powieściach, przyznaję, że jeżeli ktoś szuka lekkiego czytadła, trafi w tym przypadku dobrze.
To kryminały, w których nie będzie zbyt wiele napięcia, za to na pewno znajdziecie sporo humoru. Róża Krull z jej kompleksami na punkcie wieku i wyglądu (wagi) oraz jej różne wyskoki do jakich jest zdolna, stanowią nieustanne źródło uśmiechu. I dodajmy konsternacji dla jej znajomych i bliskich, co jeszcze bardziej podkręca atmosferę. A żarty z samego siebie (i tu jeszcze raz polecam profil autora), są miłym bonusem. W końcu nie ma to jak umiejętność śmiać się z samego siebie. Róża nie potrafi, za to Alek zdaje się tak :)

niedziela, 18 lipca 2021

Wrzask - Izabela Janiszewska, czyli z demonami chcesz mierzyć się sam

Kolejne nazwisko z fali autorów polskich, którzy wypłynęli na popularności thrillerów i kryminałów. Ciekawe czy w mniej schematycznych historiach też by się tak dobrze każdy z nich odnalazł. Czasem się nad tym zastanawiam widząc jak wiele schematów jest wykorzystywanych w kolejnej książce po którą sięgam. Od razu trzeba uprzedzić, że "Wrzask" jest dopiero początkiem pewnej historii i choć dostajemy na koniec pewnego rodzaju rozwiązanie, to oznacza ono jedynie to, że dwójka bohaterów będzie wiedziała już kogo ściga. Wcześniej błądzili jak we mgle. Ona, dziennikarka jakby na swojej prywatnej wojnie z przemocą seksualną, wykorzystywaniem. On, policjant, który prowadzi śledztwo w sprawie, w której jedynie on ma jakieś wątpliwości, bo wszyscy uznali to za samobójstwo, którym nie warto się zajmować. Jak ich drogi się połączą? Dość przypadkowo. A śledztwa? Jak się domyślacie będą ze sobą jakoś tam związane...

sobota, 17 lipca 2021

Miło wszystko - Patrick the Pan, czyli po polsku i jak fajnie

Szykuje się dwudniowy wypad, więc notek nie będzie, w aucie więc już mogę szykować się na muzę, którą wybierze córka. I chyba trochę będę tęsknił za takimi klimatami, których mogę słuchać na spokojnie w pracy, które otulają,

No tak, sprawdziło się w 100% - dominował w aucie RMF i sieczka, ale może nie pozwoliło mi to zasnąć za kółkiem, bo pogoda nie sprzyjała kierowcom. Notka krajoznawcza nie wiem czy powstanie, muszę jeszcze pomyśleć, ale póki co łapcie kilka zdań o płytce do której dziś po zrobieniu farszu z pieczarek do naleśników, kompotu z wiśni, powróciłem z przyjemnością, leniąc się po wyjeździe i szykując kolejny krótki wypad. 

Partick The Pan. Czyli Piotr Madej. Tekściarz, kompozytor, wokalista i jak udowadnia tą płytą nie tylko producent, ale i ogromny wrażliwiec. Może to pandemia jakoś tak wpływa na ludzi, że więcej w tych nagraniach tworzonych w tym okresie melancholii, prostoty i emocji. Na tym krążku na pewno tak jest. Tytuł obiecuje, że będzie miło i tak jest. Choć również nie tylko słodko, ale i ku zadumie. O relacjach, tęsknocie, smutku, miłości...

wtorek, 13 lipca 2021

Zabójczy pocisk. Dziedzictwo, czyli patrząc na obrazy mistrzów

Seria Zabójczy Pocisk od Wydawnictwa Skarpa Warszawska na stałe już chyba wpisuje się w nasz rynek wydawniczy. Poprzednie tomy zbierały głównie opowiadania autorów związanych z wydawnictwem, widzę jednak że coraz szerzej zarzucają sieci. Tym razem na uwagę zasługuje też sam temat przewodni, bo czegoś takiego chyba jeszcze nie było. Ze zbiorów Muzeum Narodowego każdy z autorów mógł wybrać jakiś eksponat, który by go zainspirował do napisania historii z kryminalną intrygą w tle. W czasach gdy muzea to się otwierają, to znów zamykają, to dobry sposób na promocję ich zbiorów, byśmy o nich nie zapominali. Dwanaście opowiadań, kilka głośnych nazwisk, kolorowe fotografie wybranych dzieł sztuki i... No właśnie. Ocena tego zbiorku będzie pewnie zależeć od tego czego będziecie oczekiwać i czy lubicie krótką formę. Nie ma tu zbyt wiele miejsca, by czytelnik polubił bohaterów, by się z nimi zżył, trzeba szybko zmierzać do finału, a to czasem może budzić rozczarowanie, jeżeli kogoś wciągnął klimat jakiegoś tekstu.

Mundur – Marek Ławrynowicz, czyli absurdy PRL-u w prześmiewczej odsłonie

Kiedy kanikuła wysysa z nas siły, mózg nie chce pracować, wówczas wybieram lektury lżejsze. Sięgnęłam więc po kolejną książkę Marka Ławrynowicza tym razem opisującą przygody „szweja” w Wojsku Polskim. Wtedy jeszcze Ludowym Wojsku Polskim.

Szwej to obraźliwe określenie w slangu wojskowym żołnierza służby zasadniczej, mówione zazwyczaj z pogardą przez wyższych rangą. W wojsku są tacy co pierwsi zawsze i wszędzie, na baczność, na rozkaz. I są szweje. Zawsze ostatni.

Jestem z takiego pokolenia, które dobrze pamięta tamte czasy. Wprawdzie sama w wojsku nie byłam, ale moi koledzy, znajomi, bracia dostąpili tego „zaszczytu”. Dobrze pamiętam te ich ucieczki w kolejne szkoły średnie, kolejne studia, szukanie dojść, aby tylko nie pójść w „kamasze”. A i tak w końcu Ludowe Wojsko Polskie przygarniało ich do piersi. Na rok, dwa lub więcej. Po powrocie różnie mówili o tym okresie życia, jedni uważali, że zmarnowali ten czas, inni, że zdobyli zawód, zmężnieli, wydorośleli.

poniedziałek, 12 lipca 2021

Więzy krwi - Hanna Greń, czyli czytać dalej czy nie czytać

Trochę ręce mi opadły. Pierwszy tom z cyklu o Dionizie Remańskiej, byłej policjantce, która próbowała wyjaśnić sprawę rodzinną (całkiem udanie), był całkiem, całkiem. Bez wielkiej przemocy, dość klasycznie prowadzona fabuła, sympatyczne postacie, niewielka społeczność - to się naprawdę dało czytać. Drugi tom niestety mnie mocno rozczarował. Niby schemat podobny, jakaś sprawa rodzinna, tajemnice ukrywane w małej miejscowości gdzie wszyscy się znają, a policja traktowana jest raczej niechętnie, tym razem jednak autorka wprowadziła do książki tyle dziwnych rozwiązań, kompletnie nie trzymających się kupy, że naprawdę ręce mi opadły. Czytałem już chyba tylko siłą rozpędu.
Do tego do głównej bohaterki, dołożona została jej "partnerka", postać, która tak bardzo drażni, że nawet sympatia do samej Dionizy nie wystarcza żeby zatrzeć złe wrażenie.

Solaris, czyli jak pokazać kosmos w teatrze

MaGa: Nie jestem miłośniczką SF. „Solaris” Lema czytałam lata świetlne temu, myślałam, że spektakl przypomni mi treść i poniekąd tak się stało, ale chyba nie do końca zrozumiałam założenie spektaklu. Czy masz pomysł co ten spektakl miał nam przekazać?

R: Prawdę mówiąc mimo tego, że jakoś wciąż w głowie mam książkę, to tu czułem się mocno zagubiony. Próby odtworzenia wydarzeń, które miały uzasadnić różne stany psychiczne bohatera były opowiedziane dość chaotycznie, a przez to również ich wydźwięk był mało czytelny. Samo operowanie zegarem, by pokazać czas wydarzeń okazało się za słabym pomysłem na to by widz się nie pogubił. A skoro widz czuje się zagubiony, zwraca uwagę na detale, o których pewnie w tym przypadku można by długo opowiadać. Ten kto czytał książkę albo zna film, pewnie coś odnajdzie jako element znajomy, ale nie sądzę żeby miał satysfakcję z tego co widzi. To raczej wariacja na temat Lema i S-F niż próba zmierzenia się z tematem na serio.

niedziela, 11 lipca 2021

Antonówki. Kobiety i Czechow – Sylwia Frołow, czyli jaki byłeś naprawdę Antonie

Mam bardzo mieszane odczucia po lekturze tej książki, bo dotąd bardzo ceniłam Czechowa jako twórcę (Trzy siostry, Wiśniowy sad, Mewa), a Sylwia Frołow pokazała mi Czechowa jako człowieka z jego wadami i ułomnościami i niestety… trochę ostudziła moje uczucia do niego. W dodatku przedstawiła go jako egotystę, po trosze szowinistę, a niekiedy wręcz złego człowieka. Człowieka, który swoim talentem i sławą potrafił uwodzić, „rozgrywać” uczucia zakochanych w nim kobiet, a potem bawić się nimi jak marionetkami, raz przyciągając do siebie, a następnie zostawiając bez słowa.

piątek, 9 lipca 2021

Zaplanuj sobie śmierć - Milena Wójtowicz, czyli już nie miał gdzie dać się zamordować

Skacząc pomiędzy kryminałami bardziej krwawymi i mocnymi, a czymś lżejszym znalazłem nowość autorstwa Mileny Wójtowicz, którą dotąd kojarzyłem raczej z fantastyką. No cóż, skoro można tam przemycać poczucie humoru, to można i do kryminałów. Przy okazji doczytałem, że autorka ma doświadczenie pracy jako kadrowa i jako specjalistka od BHP, teraz więc rozumiem lepiej to tło, które pokazała nam w "Zaplanuj sobie śmierć". Na czym bowiem polega tutaj suspens? Ano na tym, że morderstwem w zakładzie pracy mało kto się przejmuje. A może źle to określiłem: wszyscy się bardzo przejmują, ale jedynie w tym sensie, że chcieliby, by całe śledztwo odbyło się jak najszybciej, ciało zabrano, a oni mogli wrócić do pracy. No jak on tak mógł ten trup. Nie mógł sobie znaleźć innego miejsca, żeby zostać zamordowanym? Teraz produkcja stoi, plany się sypią, a dodatkowe wizje jakichś kontroli, szkoleń, które będą efektem tej mało przyjemnej sytuacji, są dużo ważniejsze niż samo ciało.

czwartek, 8 lipca 2021

Japonia, Chiny i Korea. O ludziach skłóconych na śmierć i życie – Michael Booth, czyli historia i pytanie i przyszłość

Seria Bo Wiem od Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego na moich półkach wzbogaca się o kolejną ciekawą pozycję. Niby nie jest to książka naukowa, a reportaż, dostarczyć może jednak całkiem sporo wiedzy na temat regionu, skomplikowanych relacji między "azjatyckimi tygrysami" oraz ich źródeł. Michael Booth, znany np. z tytułu "Skandynawski raj", podróżuje po regionie tym razem nie w celach turystycznych, ale szukając odpowiedzi na temat tego kto kogo nie lubi i dlaczego. Pytania takie zadaje przeróżnym osobom, od lewa do prawa, od przeciętnych zjadaczy chleba po naukowców lub polityków, dzięki czemu uzyskuje całkiem ciekawą panoramę opinii, uprzedzeń, obaw, kompleksów, traum oraz ekspertyz. Czy to pozwoli nam zorientować się w tym kto ma rację, kto patrzy w przeszłość, a kto próbuje ją wymazać?
Może nie jest to pogłębiona wiedza, ale jako wstęp do dalszego poznawania regionu, lektura kapitalna. Dla tych, którzy wiedzą już trochę więcej, będzie to ciekawe uzupełnienie, choć napisane przez człowieka "z zewnątrz", to uważnie słuchającego głosów z różnych środowisk i stron. 

środa, 7 lipca 2021

Wróg doskonały, czyli czego ode mnie chcesz

Tomasz Kot w produkcji zagranicznej? No proszę. Trzymać tylko kciuki, by kariera się rozwijała. Co prawda z tym akcentem to tak różnie tu wychodzi, ale rola ciekawa i najważniejsze, że główna, a nie jak w przypadku większości naszych "gwiazdek".
Seans "Najgorszego wroga" przypominał mi trochę filmy Polańskiego - on też nawet gdy robił thriller, to cały czas było to na pograniczu dramatu i najważniejsze były portrety psychologiczne postaci. Hiszpański reżyser Kike Maillo sięgnął po powieść Amelie Nothomb i poradził sobie z tym materiałem dość dobrze. I nie chodzi mi jedynie o to na ile udało się widza "wkręcić" w próby odgadywania o co tak naprawdę chodzi w tej historii, ale że udało się ją opowiedzieć w sposób ciekawy i bez rozczarowania finałem.

wtorek, 6 lipca 2021

Wytrzyszczka - Michał Rusinek, czyli tajemnice nazwa miejscowości

To już kolejna książka Michała i Joanny Rusinków (bo ilustracje Pani Joanny są tu nie mniej ważne jak tekst autorstwa Pana Michała), w zabawny sposób pokazująca różne językowe zagadki. Tym razem poruszamy się po mapie, a tam przecież takich ciekawostek cała masa.
I aż żal, że każda z tych książeczek to raptem 50 stron, bo chciałoby się więcej i więcej. Część nazw pewnie znana, ale czy naprawdę wiemy jakie jest ich pochodzenie, co się za nimi kryje? Czy Zakopane oznacza coś zakopanego, a Częstochowa coś skrytego? Jak się mają legendy i potoczne tłumaczenie nazw, do tego co mówią językoznawcy i ci którzy siedzą w archiwaliach? Pewnie łatwiej przy nazwach powstałych po wojnie (specjalna komisja, która szukała nazw nie kojarzących się z nazwami niemieckimi), ale tych historycznych, szczególnie w przypadku mniejszych miejscowości czy wsi, wcale nie jest łatwo pewnie rozgryźć.

poniedziałek, 5 lipca 2021

Ojciec, czyli powoli tracę wszystko

Piękne, choć bardzo kameralne kino. To cudowne, że dobre teksty teatralne, odkrywane są dla kina i równie piękne, że dzięki takim scenariuszom, wielcy aktorzy mogą pokazać jeszcze raz swoją klasę.
Anthony Hopkins zasługuje na brawa, trzeba jednak powiedzieć, że to rola, w której pewnie wielu aktorów jego generacji mogłoby się odnaleźć, pokazując ten dziwny stan, gdy w swojej głowie wciąż jesteś w pełni sił, zdolny do samodzielności i zdziwiony albo i nawet wściekły, że otoczenie widzi to inaczej.
W początkowych minutach miałem trochę obaw, czy przypadkiem twórcy nie będą chcieli zrobić z tego thrillera, bazując na próbach manipulacji w otoczeniu starszego pana, na szczęście jednak tak się nie stało. Widz może czuć lekki dyskomfort, zdziwienie, ale to tym bardziej pomaga sobie uświadomić jak trudne jest funkcjonowanie z bliską osobą dotkniętą jakimiś zmianami neurologicznymi, choćby związanymi z demencją. I co ważne, pomaga to zobaczyć z dwóch stron. Bezradność. Złość. Szukanie rozwiązań, które tak naprawdę nie satysfakcjonują nikogo...

niedziela, 4 lipca 2021

Pani Henryka i morderstwo w pensjonacie, czyli emerytura nie musi być nudna

Poznajcie Panią Henię, emerytkę która mimo słusznego wieku, wciąż pozostaje pełna energii. Niestety życie nie dostarcza jej wielu przyjemności. Kijki, prezentacje produktów z drobnymi upominkami, kurs komputerowy - w końcu emerytów w Polsce nie stać na zbyt dużo. Pani Henryka ma jednak szczęście, bo jakaś daleka krewna zapisała jej spadek, może nie jakiś wielki, ale wystarczający do tego, by zafundować sobie odrobinę przyjemności. Nasza bohaterka co prawda nie ma wielkich wymagań, ale potrafi docenić i cieszyć się ze wszystkiego, czym pewnie uszczęśliwiłaby personel niejednego hotelu.
Uroczy pensjonat stylizowany na angielską elegancję zimą okazuje się miejscem bardzo przyjemnym, spokojnym i cichym. Niestety do czasu...

piątek, 2 lipca 2021

Dziwna wiosna, czyli jak kochacie grać, to po prostu to zróbcie

Na początku (dwa pierwsze numery) słuchałem z całkiem sporą przyjemnością, choć wydawało się to dość znajome. Potem przyszło zdziwienie - a jaka do nadzieja polskiego rocka, skoro to pop-rockowe smęty, ale w sumie w finale całkiem miło się to rozkręcało, wokal dostawał pazura, a sekcja miło zgrzytała. Taaak, coś w tym jest.
Panowie grać na pewno potrafią, wokal choć nie należy do bardzo charakterystycznych, czy ostrych, w sumie też sprawdza się całkiem fajnie.
Skojarzeń muzycznych rzeczywiście sporo i panowie nawet specjalnie się z tym nie kryją, chcąc bawić się muzyką. Jak sami mówią o sobie, nagrywają piękne rockowe piosenki, a że chwilami jest w nich trochę brudu, to tylko kwestia ich upodobań muzycznych.

Fascynacja - Adrian Bednarek, czyli pragnę tylko jej

Przy tej lekturze, jak przy mało której należałoby postawić znaczek "tylko dla dorosłych". O ile poprzednie tomy były mocne, to ten jest już naprawdę jazdą bez trzymanki.
Warto na pewno czytać po kolei, by zrozumieć przemianę bohatera. Oskar Blajer gdy go poznaliśmy był młodym chłopakiem, który pisał do sieci mroczne historie. Po tym jak seryjny morderca zabił jego matkę, chłopak był opętany przez jakiejś obsesje i czuło się, że nie jest z nim do końca dobrze. Znajomość z Luizą, dość ekscentryczną dziewczyną pochodzącą z bogatego domu zakończyła się tragedią, ale i ściągnęła chłopaka jeszcze bardzie w szaleństwo. On wciąż szuka obrazu swej ukochanej, nawet jeżeli miałaby być to jedynie namiastka.
A ponieważ jego thrillery zdobyły popularność i teraz jest pisarzem, który zarabia sporą kasę, możliwości tego by realizować swoje chore fantazje zwiększyły się wielokrotnie.

środa, 30 czerwca 2021

Uszedłem tylko ja sam, czyli ponura komedia?

Dziwny spektakl. Szczerze przyznam, że nie jestem w stanie określić co „poeta miał na myśli” pisząc tę miniaturkę. Jak dla mnie udziwniony zbyt mocno. Jest w nim i opowieść obyczajowa, trochę kryminału, katastroficzne wizje świata i przypowieść biblijna.

W przydomowym ogródku spotykają się trzy sąsiadki, może nawet przyjaciółki. Prowadzą banalne rozmowy o rodzinach, znajomych, dzieciach. Omawiają co w pobliżu zostało zamknięte a co otworzono. Ot, takie zwykłe babskie gadanie przy herbacie i ciasteczku. W pewnym momencie dostrzegają, że przygląda się im kolejna kobieta, pani Jarrett, która wydaje się być im znana, ale… i tu robi się trochę dziwnie. Wszystkie bowiem witają przybyłą bardzo serdecznie, jednak nie zadają jej żadnego pytania. Tak jakby znały ją zbyt dobrze albo wiedziały co im powie i nie bardzo chciały to słyszeć. Dalej prowadzą zwykłe kobiece pogaduszki, jednak co jakiś czas, pani Jarrett jakby przenosiła się do innego wymiaru – zaczyna przedstawiać coraz to nowe wizje klęsk i kataklizmów jakie nawiedzają Ziemię. Stelaż parasola ogrodowego zaczyna świecić, a na ekranach pojawiają się grafiki symbolizujące to o czym mówi aktualnie pani Jarrett. Nagle wszystkie kobiety zatrzymują się w jakiejś ponurej autorefleksji, by po chwili wrócić do przerwanej rozmowy o niczym. Żadna z kobiet nie nawiązuje do tego co przed chwilą się stało. Jednak między tymi ploteczkami zaczynają przebijać się niepokojące wiadomości o bohaterkach spektaklu; jedna panicznie boi się kotów, druga cierpi na depresję z objawami agrofobii i boi się wychodzić z domu, a trzecia zamordowała męża i cieszy się, że już wyszła z więzienia choć prześladuje ją jego duch. Każda z nich w swoim własnym monologu przedstawia sposób w jaki mierzy się i walczy z własnymi demonami. Trójka przyjaciółek niby razem, ale jakby oddzielone od reszty własnym strachem. Natomiast monolog przybyłej zamyka się w dwóch słowach: „straszna wściekłość”, powtarzanym wielokroć.

wtorek, 29 czerwca 2021

Wrócę przed nocą - Jerzy Szperkowicz, czyli to wciąż boli

Poruszający reportaż i powrót do wspomnień z dzieciństwa. Próba konfrontacji z bolesną przeszłością i znalezienia w sobie spokoju. Piękna i wzruszająca proza.

I w sumie tyle można by było zostawić, nie trzeba nic dodawać. Trudno bowiem się nawet pisze o takiej prozie, pełnej bardzo osobistych refleksji, obrazów, bólu, który po wielu latach powraca. On był cały czas, ale być może lepiej go było nie ruszać. Przyszedł jednak czas, by zamknąć i ten rozdział. Możemy mieć tylko nadzieję, że ukojenie udało się znaleźć, mimo, że miejsca pochówku rodziców wciąż pozostaje nieznane. 

poniedziałek, 28 czerwca 2021

Noc na blokowisku - Marta Matyszczak, czyli ech te człowieki

Kryminał pod psem - tom 9. I czyżby finał? Solański z Różą już po ślubie, Gucio nie musi się aż tak bardzo nimi martwić, główny czarny charakter złapany, a i agencja detektywistyczna chyba wychodzi na prostą... Na razie autorka zaczyna nowy cykl z kotem w tle. Ale może Gucio jeszcze powróci?
W sumie on był chyba najbardziej sympatyczną częścią ekipy bohaterów - Solański był raczej nieporadny w relacjach z ludźmi, zbyt często uciekał, Róża Kwiatkowska to był żywioł ale o dziwnie destrukcyjnej sile, aspirant Barański to taka niedojda, że nawet po podsunięciu mu sprawcy pod nos, jeszcze by się pytał czy to na pewno ten, podejrzewając wszystkich innych. A Gucio jak to on - wywącha, przy okazji coś podje, podsunie ludziom tropy, a potem będzie obserwował jak się cieszą ze swojej przenikliwości. Ech te czlowieki. 

W Nocy na blokowisku Matyszczak rozgrywa podobne karty jak dotychczas - jest sprawa z przeszłości, którą śledzimy równolegle z wydarzeniami teraźniejszymi, próbując odgadnąć jak tamte tajemnice mogły wpłynąć na to co mamy dziś. Tym razem śledztwo jest dość zwariowane, bo nie dość że jest trup, że jest on w bloku Barańskiego, to z początku wszystko wskazuje, że zamordowanym jest... Solański, który zniknął przed końcem własnego wesela.

niedziela, 27 czerwca 2021

Świece w pogańskim gaju - Jiří Kamen, czyli ach co za wyobraźnia

Kolejna rzecz z serii Stehlik, czyli wybór tego co ciekawe z literatury czeskiej dokonany przez Mariusza Szczygła. Nie tylko cudne okładki, ale niezła porcja dobrej literatury, dobrego humoru.
Choć w tym przypadku ten humor dość gorzki. Zachwyca wyobraźnia autora, to jak bawi się wymyślaniem tytułów, zakończeń, zwrotów akcji, ale to nie są proste komedie. W oparach absurdu (chwilami), w realiach Czechosłowacji (najczęściej) dotykamy bowiem ludzkich charakterów, wyborów i postaw, w których raczej niewiele jest do śmiechu. Sporo tu normalnego świństwa, tyle że próbuje się wytłumaczyć, a na pewno niewiele prawdziwego szczęścia. Znaleźć drugą połówkę i przeżyć z nią szczęśliwie całe życie - tylko pomarzyć. Ale może wtedy nie byłoby o czym pisać? Skoro pojawia się zdrada, kłamstwa, jakieś złe decyzje, od razu robi się ciekawie...

sobota, 26 czerwca 2021

Kamienny sufit - Anna Król, czyli opowieść o pierwszych taterniczkach

Choć już dawno nie miałem okazji być w Tatrach, nie przestałem ich kochać i z przyjemnością zanurzam się w historię z nimi związane. Nawet jeżeli bliżej mi do turysty, bo łażę tylko po szlakach, nie mam nic wspólnego ze wspinaczką, z fascynacją przyglądam się tym, którzy swej pasji nie ograniczają tylko do wyznaczonych dróg, a sami próbują je wyznaczać. Dziś o to trudniej, ale przecież ktoś zawsze zrobił to pierwszy.
I właśnie o takich ludziach jest ta książka, tym bardziej zaskakująca, bo udowadniająca, że nie brakowało wśród tych "pierwszych" kobiet, choć napotykały na swojej drodze dużo więcej przeciwności niż mężczyźni. Góralki pluły na ich widok, mężczyźni często uważali za słabsze, a społeczeństwo z każdego wypadku robiło sprawę narodową, natychmiast uderzając w tony, że to zbyt niebezpieczne, a rolą kobiety jest przecież wychowywanie dzieci i dbanie o ognisko domowe, a nie narażanie życia.
A mimo to wciąż pojawiały się kolejne dziewczyny i kobiety, dla których miłość do gór i pasja były silniejsze niż jakiekolwiek konwenanse i opinia publiczna. Wspinały się z mężczyznami, ale i wspinały się tylko w swoim gronie, udowadniając tym samym, że wcale nie są gorsze.

piątek, 25 czerwca 2021

Wioska kłamców - Hanna Greń, czyli czy to możliwe żeby on?

Nie tak dawno marudziłem, że chcąc sprawdzić kolejne nazwisko z nurtu kryminalnego, trochę zawiodłem się przy Hannie Greń, bo to co trafiłem raczej kryminałem nie było. Jak się okazuje w swojej bibliotece upolowałem jednak i serię kryminalną jej autorstwa. Dioniza (sic!) Remańska to młoda kobieta, która po różnych przejściach prywatnych i zawodowych rzuciła pracę w policji i próbuje znaleźć dla siebie nowe miejsce. 

Akcja pierwszej książki z jej udziałem umiejscowiona jest w niewielkiej wiosce o nazwie Strzygom. Mała społeczność żyje blisko siebie, wspiera się w miarę potrzeby, choć okoliczni żartują z nich, że te więzi i nieufność do obcych to efekt pewnej klątwy z przeszłości. Tym razem ważne będą jednak nie wątki paranormalne, a zwyczajne niesnaski między ludźmi - co ich poróżniło, że zamordowany został policjant, a podejrzewanych o ten czyn jest jego dwóch dobrych kumpli. Bohaterka przyjeżdża tam trochę kierowana ciekawością, chcąc poznać rodzinę biologicznego ojca, ale i nie zamierza zostawiać sprawy morderstwa w spokoju, choć ma nadzieję, że nikt nie dojdzie do koligacji rodzinnych jakie wiążą ją z ofiarą.

czwartek, 24 czerwca 2021

W tym domu straszę - Kaja Herman, czyli ja się babcią zaopiekuję

Lato sprawia, że szukam lektur lżejszych (a przynajmniej pomiędzy tymi poważniejszymi), więc na tapecie różne komedie kryminalne. Niestety jak się okazuje to gatunek wcale nie taki prosty.
"W tym domu straszę" trudno nazwać nawet kryminałem, choć jakaś zagadka tam jest. Nie nazwałbym tego niestety również komedią, no chyba że ktoś ma bardzo specyficzne poczucie humoru. Co może być zabawnego drodzy Państwo w tym, że ktoś zakłada za luźną spódnicę i potem ona spada w jakiejś super poważnej sytuacji... Ha ha ha, no boki zrywać. Bohaterka, czyli młoda dziewczyna o imieniu Iskra jest dość zakręcona, popełnia sporo błędów, jest jednak w tym wszystkim średnio zabawna. To co gdzieś w głowie sobie powtarza, robiąc bardzo często rzeczy, których by nie chciała, jakoś nie wywołuje śmiechu.
Całość zresztą jest napisana dość chaotycznie, więc nawet jeżeli byłyby jakieś zabawne sceny (potencjał ma babcia, którą Iskra ma się opiekować, a która ma niespożyte siły witalne), to one się rozmywają w ogólnym galimatiasie. Jakieś duchy, jakieś udawanie duchów, kłamstwa, domysły, ukrywanie... Żeby to sensownie ułożyć w fabułę, może i coś by z tego wyszło, autorka chyba jednak przekonana była, że wystarczy zwariowany ciąg scen, których nie trzeba tłumaczyć ani wiązać (bo finał to raczej kpina), bo w jej głowie to wszystko się łączy i jest zabawne.

środa, 23 czerwca 2021

Kwartet czyli starość nie jest dla mięczaków

MaGa: Starość. Temat niełatwy, odpychany od siebie najdłużej jak się da, ale i tak nadejdzie. Istotne jest tylko jak się w niej każdy z nas odnajdzie, a spektakl „Kwartet” w Ateneum daje nam niejako gotową receptę na lepszą jej jakość.

R.: Na pewno można powiedzieć o tym spektaklu, że jest pełen ciepła, że jest trochę sentymentalnym spojrzeniem wstecz. W końcu raczej nie ma nic wesołego w tym, że dawna sława przemija, a bywa też tak, że twój dalszy byt jest uzależniony od opieki społecznej, bo nie stać cię już na nic. To, że bohaterowie mogą egzystować w miarę przyzwoitych warunkach, to nie znaczy, że są szczęśliwi, że nie pragną powrotu do lat gdy mogli robić co chcieli. Co jest wesołego w tym, że jedną z niewielu radości jest posiłek, o ile zdążysz dopaść stołów przed innymi i nie zostaną dla ciebie resztki? Niby nie brakuje tu żartów z samych siebie, ale jak dla mnie to raczej gorzki spektakl, w którym nie tyle się śmiejemy, ale mamy z sympatią i szacunkiem spojrzeć na los dawnych gwiazd.

wtorek, 22 czerwca 2021

Patriotów 41 – Marek Ławrynowicz, czyli historia pewnej kamienicy…

Historia pewnej kamienicy, a właściwie historia mieszkańców kamienicy w Miedzeszynie przy ul. Patriotów 41. Wybudowana przez kilku warszawskich, bogatych Żydów w 1933r. miała im służyć jako dom spokojnej starości. Zatrudnili opiekunów, pielęgniarki i pragnęli tam spędzić ostatnie lata życia. Koło historii zniweczyło te plany, getto przyszło do nich z Warszawy i zabrało ze sobą na zagładę. W czasie wojny kamienicę zagarnęli niemieccy oficerowie, folksdojcze i ich poplecznicy, a kiedy losy wojny przechyliły się na ich niekorzyść – wynieśli się z domu po cichu i na zawsze. Przez chwilę stał pusty, ale z czasem zasiedlali go ludzie szukający dachu nad głową i swojego miejsca na ziemi. I właśnie to oni stają się bohaterami opowieści. Narratorem jest jeden z powojennych mieszkańców kamienicy, wówczas mały chłopiec.

poniedziałek, 21 czerwca 2021

Minari, czyli podążając za amerykańskim snem

Gdy już jesteś zmęczony polityką, dramatycznymi historiami, w których problemy współczesnego świata oglądane są przez lupę z różnych punktów widzenia, trafiasz na taki film jak Minari i jesteś nieźle zaskoczony. Tak kameralne kino, w którym wszystko jest takie codzienne, zwykłe, wygrywa nagrody i zbiera brawa od publiczności? Chyba pandemia sprawiła, że tęsknimy za powrotem do prostoty. Jak bowiem inaczej to tłumaczyć?
Owszem - film jest ładny, czy jednak będziemy o nim pamiętać za miesiąc czy dwa? Obawiam się, że nie. I to nie tylko z powodu tego, że to historia osadzona w latach 80, gdy wszystko wydawało się prostsze, a ludzie naiwnie wierzyli, że własnymi rękoma są w stanie osiągnąć sukces, banki chcą im jedynie pomóc, a do bogactwa jest jedynie jeden krok. Dziś też jest sporo takich ludzi, którzy szukając lepszego życia wędrują do innego kraju, tyle że przyjmowani są trochę inaczej niż wtedy. Staliśmy się bardziej zamknięci i egoistyczni? A jednak wzrusza nas los tej koreańskiej rodziny, trzymamy kciuki za to, by im się udało.
Mam wrażenie, że nie będziemy pamiętać tego obrazu z powodu tego co jest jednocześnie jego siłą - reżyser Lee Isaac Chung unika jakiegokolwiek budowania dramatyzmu, wielkich napięć, skupiając się na tym, by pokazać rodzinę, próbującą przetrwać mimo trudności z jakimi się zmaga.

niedziela, 20 czerwca 2021

I love Korea - Daniel Tudor, czyli K-pop, kimchi i cała reszta

Nie przepadam za tego typu książkami, bo mam wrażenie, że to jedynie tzw. liźnięcie tematu. Nie da się opowiedzieć o wszystkim, a jeżeli się próbuje, w efekcie będzie to skrótowe. I takie wrażenie sprawia ta pozycja: to raczej bardzo hasłowe podanie czytelnikowi spraw, które mogą z Koreą się kojarzyć lub też pozwolą mu lepiej ją zrozumieć.
Autor okrasza te informacje jakimś subiektywnym komentarzem, podaje swoje propozycje tego co warto z danej dziedziny poznać (od muzyki, przez turystykę aż do seriali), co jest na pewno ciekawym uzupełnieniem, ale zaznaczmy jednak, że nie są to propozycje uwzględniające ostatnie lata (a w kulturze szybko wszystko się zmienia), bo to tłumaczenie książki z roku 2014. 

sobota, 19 czerwca 2021

Coś tu nie gra, czyli polityka na wesoło

„Coś tu nie gra” to polityczna farsa. Sztuka napisana przez dwójkę Kanadyjczyków, przepięknie wpisuje się w rozgrywki polityczne w każdym kraju i na każdym kontynencie. Polityczne wojenki pomiędzy lewicą a prawicą mogą rozgrzewać do białości, mogą z przeciwników zrobić wrogów i podzielić naród. Tu każde chwyty dozwolone, pomówienia są na porządku dziennym i nigdy nie wiadomo jak się to skończy. Cóż za pole do popisu dla autorów.

Prawicowa pani premier usiłuje przeszkodzić lewicowemu kandydatowi na prezydenta w jego wystąpieniu w Domu Kultury w jego rodzinnym mieście. A ma poważny powód – jego wystąpienie może jej mocno zaszkodzić. Traf chce, że akurat w tym czasie trwają tam próby do spektaklu, w którym gra brat bliźniak kandydata, człowiek apolityczny, za to nie wylewający za kołnierz. Poza jedną „czarną owcą” wszyscy aktorzy są za lewicowym kandydatem, co nie dziwi, bo w nazwie ma „kolorowa”, a w ekipie aktorskiej pani reżyser jest lesbijką, jedną z głównych ról gra gej, a na dodatek najmłodsza aktorka jest z tych, co ciągnie do łóżka wszystko co się rusza. Ludzie nasłani przez panią premier usiłują przeszkodzić kontrkandydatowi , ale wiecznie potykają się o aktorów i mało co im wychodzi z ambitnych planów. I tak w scenicznie realnym życiu świat ludzi polityki spotyka się ze światem sztuki i w żaden sposób nie może sobie z nim poradzić. Tym bardziej, że bliźniacy nie ułatwiają nikomu sprawy, a nieudolni poplecznicy pani premier sami miotają się w swoich kłamstwach i intrygach. Czy Raymond Bream wygra ten pojedynek i wystąpi na mównicy? Musicie to Państwo odkryć samemu, a uwierzcie, że warto to sprawdzić.

piątek, 18 czerwca 2021

Dziewczyna, która patrzyła w słońce - Anna Szczęsna, czyli czy da się ożenić romans i horror?

 Słońce praży i chyba mnie też jakieś lenistwo ogarnęło letnie, bo sięgam po lektury, po które zwykle nie sięgam. Skoro jednak Allegro sobie życzy, to oświadczam, że nie będzie popeliny - recenzja powstanie, książka przeczytana, a że to czytadło lekkie to i nawet dużo czasu lektura nie zajęła.
Od razu trzeba zastrzec, że to pierwszy tom cyklu, więc nie wiem jak sobie poradzę psychicznie wyglądając kontynuacji - chyba zaczynam rozumieć fanki, które naciskają na autorki i błagają o więcej. To prawie jak z serialem, gdzie musisz czekać na ciąg dalszy. Tyle, że może czas oczekiwania będzie krótszy, bo chyba takie książki pisze się trochę szybciej niż trwa nakręcenie kolejnego sezonu. Może autorka naśladując wykreowaną bohaterkę potrafi w kilka tygodni coś takiego wyprodukować spod pióra i niczym Mróz wrzucać co kwartał kolejne tytuły? Wtedy pewnie dałoby się nawet wyżyć z takiej pracy. O ile wynegocjowało się dobre warunki.
Ten wstęp to nie żadne wyzłośliwianie się tylko nawiązanie do fabuły. Dziewczyna, która patrzyła w słońce ma bowiem bardzo specyficznych bohaterów: pisarkę powieści obyczajowych i pisarza horrorów i mrocznych thrillerów. Poznajemy więc trochę ich tryb pracy, różne problemy i dylematy. Czy prawdziwe? 

Cynkowi chłopcy – Swietłana Aleksijewicz, czyli niezgoda na bezsensowne wojny

Ta książka to relacje naocznych świadków i uczestników (żołnierzy, lekarzy, sanitariuszy itp.), którzy przeżyli koszmar wojny rosyjsko-afgańskiej prowadzonej w latach 1979-1989 na terenie Afganistanu. To również zbiór rozmów z matkami, ojcami, żonami i narzeczonymi, którzy po powrocie żołnierzy z frontu patrzyli na to co ta wojna uczyniła z ich bliskimi… Nie jest to łatwa lektura. Wielokroć czytając dziękowałam opatrzności, że nikt z moich bliskich nie musiał doświadczać tego, co ci młodzi ludzie mówiący po rosyjsku.

czwartek, 17 czerwca 2021

Na rauszu, czyli chyba zbyt często się z tego śmiejemy

Z racji swojego zawodu, powinienem mocno oburzyć się na ten film, bo jego wymowa nie jest tak jednoznaczna jak by się tego oczekiwało. Muszę jednak przyznać, że gdy nie będziemy tak mocno skupiać się na tym co rzuca się na pierwszy rzut oka, czyli radości życia jakie zdaniem bohaterów tego obrazu daje picie alkoholu, trafnie pokazuje on pewne mechanizmy psychologiczne. Trudno więc przekreślić go, obrażając się za to, że publiczność może go odbierać poprzez pryzmat scen pełnych luzu, zabawy, wywołujących pozytywne skojarzenia związane z piciem. Ta akceptacja, czy nawet tęsknota do wyjścia poza pewne ograniczenia, zwolnienia hamulców, jest tu wyraźniejsza niż szkody, które alkohol wyrządza w życiu ludzi. Imprezowanie do upadłego, rzyganie, jakieś ekscesy są bagatelizowane lub obśmiewane jako mało istotne. I to mnie trochę uwiera w tym obrazie. Dotyka on jednak w ciekawy sposób źródła i potrzeby sięgania po substancje psychoaktywne, czyli zagłuszania własnych lęków, niepewności, kompleksów, ucieczki od problemów.

Pieprzenie i wanilia – Joanna Jędrasik czyli w pogoni za czułością

Nie mam pojęcia czy główna bohaterka książki, Asia, to sama autorka czy to jej duchowe alter ego. W sumie to nieważne, bo ją polubiłam, choć jej poczynania – może z racji różnicy lat – wprawiały mnie momentami w zażenowanie.

Jakże wiele razy w ciągu naszego życia niejedna kobieta miałaby ochotę postąpić tak jak śpiewała Halina Kunicka: „Oj, rzucić oj rzucić to wszystko i z jedną jedyną walizką, nieważne, daleko czy blisko zwiać. Zwiać od tego prania, prasowania, gotowania…” i Aśka to czyni. Odprawa z korpo pozwala jej na dłuższą podróż do Ameryki; teraz będzie nareszcie wolna, będzie mogła robić to o czym marzyła: zwiedzać, spotykać się z ciekawymi ludźmi, poznawać, randkować, kochać się, pić drinki z palemkami, jednym słowem - realizować marzenia z czasów nieudanego (jak się okazało) małżeństwa i absorbującej pracy w korporacji.

środa, 16 czerwca 2021

Tango - Ewa Cielesz, czyli czy to miłość, czy...

Kolejna książka Ewy Cielesz za mną - czy mówiłem, że mam słabość do tej autorki? Po raz kolejny dostarcza czytelnikom historię, która może poruszać, pokrzepiającą, ale nie w sposób banalny, tylko pokazując prawdziwe życie. Tym razem, jak sama wyznaje, sięgnęła po historię dość osobistą, bo zainspirowaną doświadczeniami własnej córki.
Bohaterki Cielesz często startują z poziomu Kopciuszka, tylko że choć czasem może i marzą o balu i księciu, żadna wróżka nie zmieni im życia - one same muszą wykorzystać szanse i ominąć pułapki, rozpoznać je, uczyć się na błędach i podejmować własne decyzje. Nie jest to oczywiście proste, szczególnie jeżeli ktoś nie miał rodziców, którzy by go wspierali, wierzyli w jego możliwości i pchali do przodu.
Bohaterka powieści, czyli Alicja nigdy specjalnie nie otrzymywała wiele ciepła - matka wychowywała ją sama, stawiając raczej kolejne wymagania i rzadko okazując wdzięczność czy pochwały. To dom w którym niewiele jest przytulania i okazywania uczuć i może dlatego Alicja tak bardzo ich pragnie, tak bardzo jej ich w życiu brakuje.

Mrs. America, czyli wyjść z cienia mężczyzn

Pewne zaległości z notkami, ale i roboty sporo, więc dziś krótko |(a przynajmniej taki jest plan). Mrs. America nie zachwyca specjalnie ani fabułą, ani grą aktorską, opowiada za to o ciekawej (i chyba mało znanej) batalii w USA z lat 70, w której starli się nie tylko demokraci i republikanie, ale przede wszystkim organizacje kobiece. Z jednej strony ruchy feministyczne, z drugiej różne ugrupowania konserwatywne. O co szła walka? O poprawkę do konstytucji, gwarantującą kobietom równe prawa. Dziś może wydawać się to sprawą dość oczywistą, ale przecież nadal mamy takie środowiska, które doszukują się w różnych sensownych deklaracjach mających na celu ochronę słabszych, drugiego albo i trzeciego dna. Tam było podobnie i choć batalia wydawała się na finiszu, w sensie formalnym trwa do dziś, bo poprawka do chwili obecnej nie weszła do konstytucji. Wymóg, by została przyjęta przez wszystkie stany, okazał się przeszkodą nie do przebycia - wtedy zabrakło jedynie kilku, potem na jakiś czas demokraci utracili przewagę w kongresie i chyba zabrakło motywacji na nową walkę. A i same organizacje skupiły się chyba na sprawach praktycznych, a nie deklaracjach.

wtorek, 15 czerwca 2021

Kolacja dla głupca, czyli jak w jeden wieczór zmienić patrzenie na świat

Och jak cudownie wrócić do przeżyć teatralnych, do tych wyjątkowych wieczorów, których się wyczekuje i potem z uśmiechem wspomina. Po długiej przerwie chyba wszyscy jesteśmy stęsknienie - i widzowie i aktorzy. Zwłaszcza gdy przygotowywane przez nich spektakle długo czekały na premierę. W przypadku "Kolacji dla głupca" zdaje się, że od pierwszych przedpremierowych pokazów upłynął rok. I wreszcie oficjalna premiera na scenie SPEKTALOVE, czyli w Małej Warszawie, a następnie pokazy w całej Polsce. Warto więc szukać na stronach z biletami spektakli w swojej okolicy. To przecież nie tylko dobry tekst komediowy Francisa Vebera, który od lat wystawiany jest z powodzeniem w różnych teatrach (m.in. w Ateneum), ale i obsada wyborna.
Choć być może wiele osób przyciągnie początkowo nazwisko Cezarego Żaka (nie tylko jedna z głównych ról, ale i reżyseria), to zapewniam, że i pozostali aktorzy dostarczą Wam sporo dobrej zabawy. A niezaprzeczalną gwiazdą tego wieczoru okazał się...

poniedziałek, 14 czerwca 2021

Francisco de Goya w serii Malarstwo światowe, czyli nie tylko portrety

W domu całkiem spora kolekcja albumów malarstwa światowego, ale wciąż jeżeli tylko mam okazję, uzupełniam swoją kolekcję. Tym razem w ręce wpadł jeden z tomików wydawanych przez Wydawnictwo BOSZ. Francisco de Goya y Lucientes to (1746-1828), jeden z najważniejszych artystów hiszpańskich, który pewnie większości kojarzy się z portretami, jakie malował na dworze królewskim, może ktoś zna (choćby z okładki książkowej) jego słynny obraz "Saturn pożerający własne dzieci" i cykl tzw. czarnych obrazów. Ciekawie jest jednak zobaczyć cały przekrój jego dzieł, pojawianie się motywów ludowych, czy wreszcie to co malował pod koniec swojego życia na ścianach swojego domu (tak - te obrazy, które wiszą w muzeach to często kopie przenoszone na płótno przez kogoś innego).

niedziela, 13 czerwca 2021

Wiedźmy - Ewa Cielesz, czyli czy wszystko jest kwestią motywacji?

Mam słabość do książek Ewy Cielesz, choć zwykle jakoś nie przepadam za literaturą obyczajową. U tej autorki rzadko jednak bywa słodko, ckliwie i wzdychająco, co zwykle kojarzy się z takimi książkami. Ona wrzuca swoje bohaterki w dość dramatyczne sytuacje, nie rozdrabniając na części pierwsze wszystkich uczuć i myśli, a pokazując proces radzenia sobie z trudnościami, konsekwencje pewnych wyborów i decyzji. Życie drodzy Państwo - samo życie. I choć wiele z tych sytuacji ktoś inny rozpisał by może jeszcze bardziej emocjonalnie, wyciągnął z nich więcej, choć czasem mam wrażenie, że zbyt szybko autorka przechodzi do kolejnego etapu, czytam jej powieści z dużą przyjemnością. Może dlatego, że ma dar, byśmy jako czytelnicy przejęli się losami wykreowanych przez nią postaci, nawet jeżeli nie do końca akceptujemy ich wybory?

Po trylogiach przychodzi czas na powieści, które są pewną zamkniętą całością (wszystkie linki do recenzji książek Ewy Cielesz na moim blogu znajdziecie na górze w zakładce Przeczytane). "Wiedźmy" to nie jedna, a nawet trzy historie, przeplatające się i uzupełniające. Trzy kobiety, jedno miejsce i gdzieś w tle wyraźny wątek ezoteryczny, który niezależnie czy bohaterki będą w te siły wierzyć czy nie, będzie wpływał na ich życie. 

czwartek, 10 czerwca 2021

Minetti. Portret artysty z czasów starości, czyli doceniajmy wielkich

MaGa: Jak cudnie jest wrócić do spektakli teatralnych na żywo. W dodatku wróciliśmy do teatru na spektakl wyśmienity. Teatr Polonia zafundował nam ucztę duchową, a Jan Peszek po raz kolejny dowiódł, że WIELKIM AKTOREM JEST.

R.: Każdemu aktorowi można życzyć takiej roli i takiego tekstu, gdzie może pokazać swoją klasę. Tym razem jest to pewnego rodzaju gra z widzem, bo oglądamy aktora z pokolenia mistrzów teatru, a jednocześnie gra ona rolę starzejącego się, samotnego aktora, który ma marzenie: zagrać jeszcze raz.

MaGa: Foyer hotelu, na kanapie kobieta w czerwonej sukni popijająca wino z kieliszka, paląca papierosy, gdzieś w tle przewijają się różni ludzie wsiadający i wysiadający z windy, ale – mimo, że to noc sylwestrowa – w tym pomieszczeniu raczej panuje dojmująca, niepokojąca cisza. I w tę ciszę wkracza on, Minetti, wielki aktor…

wtorek, 8 czerwca 2021

Trzydziestka - Tomasz Żak, czyli królowi wolno wszystko

Szekspirowski dramat - tak postrzegają wydarzenia w jakich uczestniczą bohaterowie i tak też trochę odbiera to czytelnik. Władza, zbrodnia, zemsta, zazdrość, miłość, ludzkie ambicje i demony - a wszystko to w scenerii niewielkiego miasteczka, na które wyklinają wszyscy młodzi, chcąc z tego miejsca uciekać jak najdalej.
W małych miejscowościach układy i układziki są jeszcze silniejsze niż w wielkiej polityce, bo są mniej podatne na sympatie wyborców, łatwiej manipuluje się ludźmi. Zgrabne obietnice, tuszowanie afer, zasada dziel i rządź, są sposobem na to, by wygodnie zbudować sobie całe życie wokół stołka i profitów jakie można z niego czerpać.
To jednak nie tylko opowieść o starszym pokoleniu, które rozgrywki o władzę przerabia od lat, manipulując, lawirując i budując swoją pozycję. To także opowieść o kolejnym pokoleniu, które ma swoje pomysły na życie, równie łatwe i wygodne, choć nie zawsze zgodne z prawem. Kto więc jest prawdziwym królem i ma władzę nad ludźmi? Kto pisze scenariusz tego dramatu, rozstawiając ludzi niczym pionki na planszy?

Banksterzy, czyli czy banki mają się czego bać?

Jak widzę obsadę to spodziewałbym się raczej kolejnej komedii, a tu chyba ktoś miał ambicję nagrać film w miarę aktualny, mocny i w stylu trzymającego w napięciu thrillera. A wyszło tak jak i z większością komedii w Polsce. Dość żenująco.
Zdecydowanie: sprawa tak bolesna dla wielu Polaków jak kredyty, na które zostali namówieni, by zaciągać je we frankach szwajcarskich, zasługuje na lepszy film. Ten jest tak przerysowany, że aż oczy chwilami bolą. Oczywiście - wszyscy pracownicy banków to roboty bezduszne, pazerne i w dupie mające klientów, liczące na premię za zdobycie kolejnej duszy, a ich szefowie to diabły wcielone, które nie tylko myślą o kasie, ale i są za pan brat ze wszystkimi grzechami głównymi. 

poniedziałek, 7 czerwca 2021

Biel - Małgorzata Oliwia Sobczak, czyli wszystko ma słony smak

Trzecia część cyklu z kolorami w tytule - Kolory zła, choć można czytać każdy tom oddzielnie, wszystkie łączą w pewien sposób postacie pierwszoplanowe, czyli para prokuratorów i zaprzyjaźnieni z nimi policjanci.
W tym tomie pozornie Leopold Bilski znowu będzie prowadził sprawę sam (i wróci do Sopotu!), a Górska będzie z boku. Sprawa, która początkowo wydaje się banalna, czyli samobójstwo studentki prawa, zaprowadzi Bilskiego daleko w przeszłość i głęboko w życie podskórne miasta. Co dzieje się w klubach nocnych, w zamkniętych posiadłościach, gdzie zjeżdżają się bogaci klienci o mniej typowych upodobaniach seksualnych. 

Surface Sounds - Kaleo, czyli cudowna rdza w głosie

Na prośbę córki pojawia się jeden z jej ulubionych wykonawców. W sumie większość tego co ona teraz słucha dla mnie jest trochę "na jedno kopyto", słucham tego na tyle często, że melodie wydaja się bardzo znane. Jak więc napisać coś sensownie, choćby w kilku zdaniach, poza ogólnikami? Spróbuje jednak.
Na początek Kaleo i ich najnowszy krążek. Charakterystyczny głos, dotąd raczej kojarzyłem ich ze spokojniejszych numerów, a tu proszę - poza balladami chwilami wchodzą na rejestry bliższe dziadkom z Rolling Stones. Nadal to jednak zespół, który będzie kojarzony chyba z graniem spokojniejszym, co najwyżej "rozpędzającym się", z ciekawymi gitarowymi wstawkami. Blues? Chyba najbliżej, ale chwilami kawałki nabierają pazura, wokal wchodzi w ostrzejsze rejestry i robi się z tego hard rock.