środa, 21 kwietnia 2021

Jak kamień w wodę - Hanna Greń, czyli chłodna na zewnątrz, ale tyle ciepła w środku

Kolejna nazwisko postanowiłem sprawdzić - Hanna Greń gdzieś pojawiała się na horyzoncie pisarzy kryminałów, ale chyba trafiłem nie do końca celnie, bo "Polowanie na Pliszkę", którego pierwszy tom dorwałem, to raczej obyczaj niż kryminał.
Jeżeli jest trup i policjant, to od razu kryminał? No tak to daleko nie zajdziemy drodzy moi. To jest również kwestia rozłożenia akcentów, tego co jest na pierwszym miejscu. A w "Jak kamień w wodę" niewiele jest tajemnic, raczej jest jakiś dziwny żal i gorycz, że można tak obrywać od losu, że można żyć w takiej samotności i bólu. Nie powiem - czyta się to nieźle, ale to raczej nie tyle ze względu na intrygę, co na sympatyczną bohaterkę, za którą trzyma się kciuki.
Odrzucona przez rodziców, całe życie doświadczająca chłodu i braku ciepła, napiętnowana przez niesprawiedliwe etykietki, wyrosła na kobietę, która nie ma w sobie mimo wszystko jakiejś złości wobec świata i ludzi. Przyjmuje po prostu to co życie jej niesie, cieszy się z drobiazgów, ale też nie oczekuje żadnej życzliwości, przyzwyczajona do tego, że rzadko jej doświadcza. Boli ją to, ale zdążyła się z tym pogodzić.

poniedziałek, 19 kwietnia 2021

Kowale losu, czyli bez większej interakcji, ale ile frajdy


Dużo w tym miesiącu muzyki, ale jak nie ma teatru, a człowiek siedzi po kilkanaście godzin przy kompie 7 dni w tygodniu, to trzeba czymś się ratować. Każda odmiana mile widziana. Spacer, rower albo planszówka. 

I dziś właśnie o najnowszym naszym zakupie, który szybko trafił na stół. Z pozoru skomplikowane, bo rozłożenie trochę trwa, ale potem już tylko frajda i nawet dzieciaki są w stanie ogarnąć rozgrywkę. A to co chyba najbardziej pokochaliśmy to miłą odmianę w losowości, czyli turlanie kości, które cały czas ulepszamy. Nie to że wymieniamy kości, wykuwamy na nowo nasze własne :) Jesteśmy prawdziwymi kowalami losu. Co prawda nie dostajemy tej możliwości za darmo, tylko bogowie dają to nam za hojne ofiary, ale w miły sposób umila to grę. 

niedziela, 18 kwietnia 2021

Niesamowite przygody Kavaliera i Claya - Michael Chabon, czyli marzenia chłopców i porażki dorosłych

Nigdy nie byłem jakimś wielkim pasjonatem komiksów, doceniłem je dopiero na późniejszym etapie, raczej te artystyczne, a nie rozrywkowe, dlatego nie tak łatwo było mi się zanurzyć w świat kreowany przez Chabona w Niesamowitych przygodach. Superbohaterowie mają tu bardzo ważną rolę, nie tylko dlatego, że wokół tworzenia komiksów, wymyślania takich historii i przelewania ich na kadry zeszytu, kręci się fabuła - są również jakimś sposobem na kompensację własnych lęków i pragnień bohaterów, żyją w ich wyobraźni, ale są też cząstką ich samych.
Nawet jednak nie siedząc zbyt mocno w historii komiksu, nie znając specyfiki pierwszych serii, tworzenia superbohaterów, a potem kopiowania ich na różne sposoby, w sumie i tak można znaleźć sporo ciekawych rzeczy u Chabona. Przecież nie o komiksach jedynie (choć o ich twórcach) jest ta powieść. To obraz Ameryki zanim włączyła się ona do drugiej wojny światowej, aż do lat po zakończeniu wojny, powolnej stabilizacji, ale i dochodzenia do głosu konserwatystów, którzy chcieli wszystkiego zakazywać.

Spell - Ryba and the witches, czyli ni to mrocznie ni to do tańca

Przy pracy nad ankietami spędzam teraz tyle czasu przy komputerze, że muszę sobie szukać jakiegoś odmóżdżacza, dawki energii, która pozwoli utrzymać skupienie. Szukając różnej muzy skaczę od jednego wykonawcy do drugiego, i czasem, tak jak wczoraj, odkrywając dla siebie zupełnie coś nowego. Trop prowadził od Organka, który na tej płycie popełnił dwa utwory z wiedźmami, ale zespół wcale nie jest jakąś nowalijką, sama płyta Spell jest z roku 2017 więc aż dziwne że trafiam na nich dopiero teraz. Wokal ciekawy, muzycznie mam tyle skojarzeń, wspomnień, że nawet jeżeli to nie do końca moja bajka, to słucha się tego materiału z ogromną sympatią.

piątek, 16 kwietnia 2021

Do trzech razy śmierć - Alek Rogoziński, czyli zazdrość, złośliwości i... zbrodnia

Kolejne spotkanie z komediami kryminalnymi Alka Rogozińskiego. Tym razem ze stosu wygrzebałem coś od czego powinienem zaczynać część swoich przygód z tym autorem, bo to akurat pierwszy tom, wprowadzający na scenę Różę Krull, samozwańczą detektyw, a jednocześnie autorkę kryminałów. Każda z tych książek na pewno przybliża trochę bohaterów, pozwala ich poznać, może więc warto czytać je po kolei? Nie ukrywam, że "Do trzech razy śmierć" czytało mi się lepiej niż np. "Raz dwa trzy, giniesz ty". Może też żarty ze środowiska pisarzy, krytyków i blogerów książkowych są mi bliższe niż światek planu filmowego? To są jednak sprawy drugorzędne, Rogoziński ma bowiem swoich fanów, swój styl i większość tego co pisze, utrzymana jest w podobnej formule. Sprawa kryminalna nie jest tu chyba najbardziej istotna, choć zwykle właśnie na niej zasadza się akcja - cała zabawa polega nawet nie tyle na próbach odgadnięcia tego kto i dlaczego zabił, a na obserwowaniu dość zwariowanych perypetii, w których biorą udział bohaterowie, ich podejrzeń i chaotycznych pomysłów na prowadzenie śledztwa równolegle wobec policji. Jak się domyślacie zwykle powoduje to dość nerwowe reakcje prowadzących sprawę, bo więcej tu utrudniania niż pomocy, powiedzcie jednak sami: czy bez pomocy bohaterów, policja połapałaby się w tym gąszczu środowiskowych powiązań, wzajemnych sympatii i antypatii, plotek, kłamstw i gry pozorów? 

czwartek, 15 kwietnia 2021

Mi - Tęskno, czyli trzy propozycje nie tylko dla wrażliwców



Notka dedykowana wszystkim wrażliwcom. Miało być o muzyce, ale mam też dwie inne polecajki, więc o nich najpierw. A muzyka niech Wam towarzyszy w tle.

Po pierwsze - rusza kolejna edycja Wierszy w mieście - w tym roku ze względu na sytuację pandemiczną w dużej mierze to od nas wszystkich zależy to jak szeroki zasięg przez Sieć będzie miała akcja. Wbijajcie więc na www.wierszewmiescie.eu, zobaczcie czy znajdziecie tam coś co Was poruszy. I udostępniajcie! Niech Słowo budzi zachwyt, niech budzi zaskoczenie, niech budzi refleksję, niech budzi radość.
Poniżej znajdziecie coś co ja wybrałem dla siebie :)

 

Druga polecajka jest niestety bardziej stacjonarna, choć nie do końca. Owszem - wystawa jest stacjonarna, ale prace można znaleźć też na stronie miluna.pl/. Co  jest w nich wyjątkowego? A to już sami zobaczcie albo na wystawie (Dom Kultury Portiernia w Warszawie (dawne zakłady Ursus - brama główna) jeszcze przez ponad miesiąc. Albo w sieci. Zachwyca nie tylko sama oryginalność techniki cyjanotypii, ale i wyobraźnia artystki. Cudowne połączenie fotografii i malarstwa, bo efekt łączy obie dziedziny.  

No i wreszcie muzyka.
Płyta pod nazwą Mi, zespół Tęskno. I już sam tytuł sugeruje z czym będziemy mieli do czynienia. Wrażliwość, piękno, ulotność... Tęsknota.

środa, 14 kwietnia 2021

Trzypak dziwaczny, czyli W labiryncie, Melancholijna dziewczyna, Góra

Czasem trafią się produkcje tak dziwne, specyficzne, że trudno je w ogóle oceniać. Podobają się jakieś sceny, może gra aktorska, jakiś pomysł, ale całość jest tak dziwaczna, że nawet nie wiesz co próbowano w ten sposób opowiedzieć. Czasem pozostajesz z jakąś masą domysłów i interpretacji i wtedy przynajmniej jest jakaś satysfakcja, ale bywa też tak że zostajesz z jednym wielkim pytaniem WTF i wściekasz się na to, że można było tak spieprzyć ciekawą ideę.

Melancholijna dziewczyna jak dla mnie jest manifestem feminizmu i zabawą wizualną. Nie chodzi tu o fabułę, a raczej o pokazanie nam pewnej postawy bohaterki, jej przemyśleń. Relacje z mężczyznami, pieniądze, praca, poszukiwanie swojego miejsca... A na ekranie snucie się ze znudzoną miną i powtarzanie ogólników. Marazm, pustka, której nie rozjaśnia żadne poważne zaangażowanie. Skoro nie można doświadczyć czegoś intensywnie, to łatwo powiedzieć, że coś takiego jak szczęście nie istnieje i nic nie ma specjalnego sensu. Pogoń za czymś? Po co? By dać sobie wmówić co tym szczęściem ma być?

wtorek, 13 kwietnia 2021

Wojna - Jacek Ostrowski, czyli ja dla nich nie pracuję!

Mieliście kiedyś tak, że świeżo kupiona książka, wy wciągnięci na maksa, a tu zonk, bo nie ma w niej ponad 20 stron? Ot chochlik drukarski pozamieniał strony, ale weź człowieku i czytaj jak masz dziurę fabularną... Wydawnictwo nie odpowiada. No co mogę zrobić? Iść do księgarni i prosić o wymianę? Uznają albo i nie... A ja chcę czytać. Chcę wiedzieć co było dalej.
I dzięki Panie Boże za takich autorów, którzy pochylą się nad dolą czytelnika z wyrozumiałością i podeślą brakujące strony choćby i w wersji roboczej, jeszcze przed składem! Połknąłem więc powieść mimo pracy, masy obowiązków w jeden dzień :)
Ale w końcu to Zuza Lewandowska. Pokochałem ten cykl od pierwszego tomu (wszystkie książki Ostrowskiego możecie znaleźć w zakładce Przeczytane na górze bloga) i nieustannie mam przy lekturze masę frajdy. Nawet nie chodzi o samą intrygę kryminalną, ale o ciekawe połączenie: tła dla fabuły, którym są czasy PRL i miasto Płock oraz charakternej, bardzo oryginalnej bohaterki, czyli pani mecenas, która co i rusz wplątuje się w jakieś skomplikowane sprawy kryminalne. Mir wokół niej na mieście nie maleje, bo nie dość, że w sądzie potrafi wygrać i obronić człowieka, nie zwracając uwagi czy majętny czy nie, ale i mordercę potrafi schwytać lub wskazać. I chyba właśnie ta sława specjalistki od spraw trudnych tym razem nie wyszła jej na dobre. Zuza musi bowiem przyjąć zlecenie od swoich największych wrogów, czyli od władzy ludowej, której nienawidzi szczerze od lat. Musi albo nie musi... Chce to zrobić, bo nie wierzy w to, żeby Milicja obywatelska złapała seryjnego mordercę i wierzy, że prowadząc własne śledztwo prędzej trafi na jego ślad, ratując życie kolejnych ofiar. No i nie uśmiecha jej się obóz dla internowanych, a to jej zafundowano jako alternatywę.

poniedziałek, 12 kwietnia 2021

Trzypak komediowy, czyli Wszystko o Stevenie, Swingers, Borat

A jakoś tak uzbierało się trochę starszych produkcji, które leciały w TV, więc notka zbiorcza. A jutro pewnie wreszcie filmowo-książkowo o Krainie Lovecrafta.

Na początek Sandra Bullock i film, za który otrzymało złotą malinę, czyli nagrodę za najgorszą rolę kobiecą roku. Czy słusznie? Ano jak się gra przerysowane role, to się właśnie tym ryzykuje. Trudno zaprzeczyć, że bohaterka "Wszystko o Stevenie" jest bardzo zakręcona. Inteligentna,ekscentryczna, o wielkim sercu i równie wielkim darze do nieustannego gadania. Dla facetów chyba jeden z większych koszmarów, nic więc dziwnego że Steve'a (Bradley Cooper) wydaje się wariatką i próbuje się trzymać od niej z daleka. Ona już jednak zagięła na niego parol i nie popuści, choćby miała jechać przez cały kraj.

niedziela, 11 kwietnia 2021

Serca twego chłód - Przemek Corso, czyli patrzę ci w oczy i widzę zło

Przemka Corso znałem dotąd jedynie z powieści młodzieżowych, takiej całkiem fajnej mieszanki przygodowo-kryminalnej. A tu proszę - rasowy, mocny thriller z ciekawym rozegraniem zakończenia, no i te portrety. Postacie w "Serca twego chłód" są nie tylko dobrze wymyślone, ale każda z nich ma przestrzeń na to, by opowiedzieć nam swój punkt widzenia, wyrzucić z siebie frustracje, złość, lęki. Dzięki temu wydaje nam się, że mniej więcej wszystkich znamy, że wiemy do czego są zdolni, niektórych lubimy bardziej, innych mnie. Przemek Corso nie owija bowiem w bawełnę, nie wygładza fałdek, żeby wszystko wyglądało ładnie - wręcz odwrotnie, to co wygląda na idealne życie, bardzo często wcale takim nie jest. Wciągani jesteśmy w analizę związków, relacji, tego na ile ktoś czuje się wspierany, czy kochany... Zbrodnia jest ważna dla fabuły, ale naprawdę nie ona jest tu najciekawsza. To postacie stanowią siłę tej książki - to że nas zainteresowali, to że rozumiemy ich lęk, czy załamanie, że wszystko spieprzyli. I owszem - gdy mrok ogarnie nie tylko ludzi im nie znanych, ale ich samych i bliskich, poczujemy ten dreszcz emocji, jak może być spotkanie z psychopatą. Czy sobie poradzą?

sobota, 10 kwietnia 2021

Zabij to i wyjedź z tego miasta, czyli przemijamy... ale czy to źle?

Jutro kolejny thriller kryminalny, przerabiam tego naprawdę sporo, natomiast inne tytuły idą mi dużo wolniej, taki to już etap i mówi się trudno. Z filmami też przestój. Jak nie praca, to szukam okazji do wyjścia z domu, choćby na rower, by dać sobie trochę w kość, by oczyścić głowę. Ale na blog próbuję znaleźć chwilę. Choćby po to by napisać parę zdań.
O "Zabij to i wyjedź z tego miasta" napisano już bardzo wiele, więc ja nie będę się rozpisywał. Rzeczywiście mamy do czynienia z produkcją dość wyjątkową i nie tylko dlatego, że powstawała przez 14 lat, ale dlatego że przez ten długi proces na pewno inaczej ten film się odbiera. To już nie tylko bardzo osobista impresja Wilczyńskiego na temat pętli życia, od dorastania aż do śmierci, bo tu nie tylko sam scenariusz i rysunki opowiadają pewną historię. Przez 14 lat na prośbę twórcy, pomocy udzielali jego znajomi, przyjaciele i tak w cudowny sposób na taśmie słyszymy też głosy ludzi, których już z nami nie ma. No i muzyka Nalepy. W cudowny sposób prowadząca nas przez całą historię...

piątek, 9 kwietnia 2021

Klątwa Lucyfera - Krzysztof Bochus, czyli to miejsce już nie jest świete

Trzecia powieść "współczesna" napisana przez autora, którego polubiłem za kryminały retro. I zdania nie zmieniam - wciąż bardziej urzeka mnie klimat powieści z serii o radcy Abellu i wachmistrzu Kukułce i przedkładam je ponad te współczesne. Choć może jest w nich szybsza akcja, nie są pozbawione tego co lubię, czyli ciekawostek historycznych, mam wrażenie, że chyba trudniej uzyskać efekt zaskoczenia, oryginalności, a i niestety o błędy dużo łatwiej.
Kto jest ciekawy co pisałem o dwóch poprzednich powieściach z cyklu o dziennikarzu Adamie Bergu, który zasłynął ze spraw odkrywania dzieł sztuki i zaginionych skarbów kultury, niech klika tu:
Lista Lucyfera
Boski znak

"Klątwa Lucyfera" nie ma aż tak bardzo rozdmuchanej akcji, jest bardziej kameralnie, mniej jest elementów przygodowych, czy sensacyjnych, atmosfera jest bardziej duszna. Może ma na to wpływ umieszczenie centrum fabuły w niewielkim klasztorze sióstr szarytek na Kujawach? A może starając się uchwycić atmosferę zagrożenia, jaką przyniosła pandemia, przeniósł to też na karty powieści, rozbudowując mocno przemyślenia głównego bohatera, jego różne stany emocjonalne i dylematy. Trochę tego tu jest, bo i kryzys w związku, misja o jaką prosi go przeorysza klasztoru i wątpliwości z nią związane, do tego jeszcze sprawa ojca Adama Berga, który z niewiadomych mu powodów, jakoś był mocno związany z tym miejscem...

czwartek, 8 kwietnia 2021

Szczygieł, czyli zmarnowany potencjał

Powieść, choć tak bardzo kusiła gdy wszyscy o niej dyskutowali, wciąż u mnie czeka na stosie i prawdę mówiąc po obejrzeniu filmu (wiem że to mało wymierne), jakoś jeszcze mniej mam ochoty, by zanurzać się w to tomiszcze.
Pulitzer niby o czymś świadczy, a film mógł zostać spłycony, ale trochę się boję, że tak czy inaczej jest to historia, która jest zbyt rozdęta jak na treść jaką przekazuje. Czasem tak pisarze mają, że próbują dodać "głębi", a w efekcie jedynie przynudzają... Ocenię może jeszcze w tym roku. Wersja filmowa byłaby spokojnie do odchudzenia. I gdyby oceniać "Szczygła" tylko na jej podstawie, powiedziałbym, że to co najciekawsze to gdzieś zostaje w tle.

Theodor Decker, mając trzynaście lat, przeżywa nieoczekiwany zamach terrorystyczny na Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. Chociaż sam wychodzi z incydentu bez szwanku, w wypadku ginie jego matka. Pod wpływem impulsu, tuż przed wyjściem z miejsca wybuchu, chłopak zgarnia cenny obraz, który oglądał wraz z matką, tytułowego Szczygła. To jego pamiątka po matce, ale zarazem też jakaś cząstka lepszego świata, tego sprzed wybuchu. Potem już jego życie staje się inne, a on nie potrafi się z tym pogodzić.

Lonely is an eyesore, czyli po prostu 4AD

Kolejny czarny krążek, który odgrzebałem ze stosu na strychu? Ucieszyłem się nim jak małe dziecko, bo o ile swoich ulubieńców czyli Dead Can Dance i projekt This Mortal Coil zgormadziłem na CD, tak tej składanki w kolekcji nie mam i powracam do niej po latach. A przecież można by rzec, że to od niej się wszystko zaczynało. I od audycji Tomka Beksińskiego. To on wyszukiwał taką muzykę, opowiadał o niej, tłumaczył teksty i to dzięki jego wieczornym audycjom wytwórnia 4AD zagościła w moim sercu praktycznie na całe dotychczasowe życie.
Lonely is an eyesore jest składanką, ale nietypową, bo każdy wykonawca nagrał coś nowego, specjalnego, co najwyżej później ten utwór wykorzystywał też u siebie. To taka flaga wytwórni - zobaczcie naszych artystów, zobaczcie jaki klimat tworzymy. I to słowo jest tu ważne. Mimo całej różnorodności stylów, tworzą oni tu bardzo harmonijną całość. Rockowe brzmienie, elektronika, aż po monumentalne kompozycje pełne chórów i niepowtarzalnej wokalizy - Ivo Wats Russel miał niesamowitego nosa do odkrywania oryginalnych artystów. Niektórych legenda trochę już przebrzmiała, niektóre zgasły jeszcze w latach 80, ale inne na stałe zagościły na półkach z najbardziej genialną, ponadczasową muzyką.

Podarować niebo - Romuald Pawlak, czyli podglądając niczym mrówki

Pawlaka kojarzyłem z kilku rzeczy czytanych przed wielu laty w klimatach fantasy, a tu proszę - twarde S-F. Całkiem przyjemne, choć jako audiobook szło mi nie za szybko. Drażnili mnie bohaterowie i relacje między nimi, fabuła nie wciągnęła tak jak bym tego oczekiwał... Tyle, że to przecież nie kryminał i wcale nie fabuła musi być najbardziej istotna. Co więc takiego mnie zainteresowało w "Podarować niebo"?
Jeżeli pamiętacie historie Danikena, który sugerował, że ludzkość była wspierana przez obce cywilizacje, to teraz odwróćcie role. Czy ludzkość może czegoś nauczyć, przekazać coś istotnego, co może pomóc w rozwoju jakiejś formie życia na innej planecie?

środa, 7 kwietnia 2021

Under the flag - Fad Gadget, czyli zanim pojawiło się Depeche Mode

Od kilku dni cieszę się nowym zakupem - stylizowanym na starą skrzynkę radiową zestawem do odtwarzania muzyki i wreszcie mogłem ściągnąć po wielu latach płyty ze strychu. O rany! Ileż tam skarbów. A ile dziwnych rzeczy, o których zapomniałem... Polska muzyka alternatywna i rzeczy nie wznawiane, jakieś klasyki wydawane jeszcze przez sowiecką Melodię, pierwsze rzeczy zagraniczne, które zdobywało się albo na giełdach albo zdaje się w sklepie Tonpressu. Nawet na CD potem już nigdy nie upolowałem pewnych tytułów. Wśród nich np. tego dziwactwa. Po blisko 40 latach brzmi chwilami może i zabawnie, ale wciąż zaskakuje połączeniami i odwagą z jaką funduje się tą mieszankę słuchaczom. Muzyka elektroniczna, taneczna, chwilami bardzo przypominająca wczesne Depeche Mode - i owszem. Ale do tego dodajcie całkiem poważne teksty i masę odjechanych pomysłów, które raczej nie dodawały tej muzyce popularności w dyskotekach. Zgrzyty, dziecinne chórki, przeszkadzajki, sprzężenia... Punkowa energia. Do tego ten bardzo dziwny wokal... Pierwszy raz usłyszałem o Franku Toveyu (bo Fad Gadget to pseudo) chyba u Kaczkowskiego i potem trafiłem ten czarny krążek. Tyle lat go nie słuchałem (pewnie około 30), a gdy tylko płytę odpaliłem od razu wróciły te melodie i zaczęło się nucenie.  

wtorek, 6 kwietnia 2021

Anglik, który ocalił japońskie wiśnie - Naoko Abe, czyli "Cherry" Ingram i jego historia

Urokliwa historia i cudownie, że ktoś poświęca swój czas, by przybliżyć/przypomnieć światu takich ludzi. Nie znajdzie on pewnie miejsca w podręcznikach, encyklopediach, jego dokonania pamiętają pewnie głównie znawcy, kolekcjonerzy i pasjonaci. Kiedykolwiek jednak w Japonii lub może w innym miejscu na świecie zachwycicie się pięknie kwitnącymi wiśniami, po lekturze tej książki, z pewnością z uśmiechem i wdzięcznością wspomnicie tego pana. Collingwood Ingram pokochał Japonię, pokochał drzewka, które tam kwitły w tylu miejscach, w tylu odmianach i ponad połowę życia poświęcił, by różne odmiany rozpowszechniać po świecie, by te najbardziej cenne nie zaginęły, by pojawiały się wciąż nowe.
Kaprys arystokraty, który nie musiał specjalnie przejmować się pracą, wydatkami? Ktoś mógłby tak pomyśleć, ale to akurat nie był typ człowieka wykorzystującego innych, oczekującego od życia jedynie piękna, przyjemności. Owszem - kochał podróże, kochał spotkania z ludźmi, kochał piękno przyrody, fascynowały go ptaki. Szukał swojego miejsca, jakiejś pasji, w której jego kolekcja, jego głos, doświadczenie, mogłoby zostać docenione. Nie bał się też ubrudzić rąk, sam doglądał drzewek, szczepił je i pakował, gdy wysyłał w drugi koniec świata. Pisał, rysował, pragnąć przybliżać świat natury ludziom. Po co?

poniedziałek, 5 kwietnia 2021

Pokonani, czyli życie w podzielonym mieście

Zrujnowany Berlin, bieda, wszechobecna przemoc, władze próbujące robić porządek w swoich strefach, a jednocześnie rozgrywające jakieś własne interesy - takie tło wydawało się na tyle obiecujące i ciekawe, że liczyłem chyba na więcej niż to co mi w "Pokonanych" zafundowano.
I nie chodzi mi wcale o ewentualne kontrowersje, że ktokolwiek śmie przedstawiać Niemców jako ofiary wojny, bo przecież ludność cywilna po części jednak była ofiarą tego wszystkiego co im zafundowano i na co nie mieli wpływu. Moje rozczarowanie związane jest raczej z marnie zarysowaną fabuła, pourywanymi wątkami i robieniem z widza ewidentnego idioty poprzez sugerowanie, że to prawdziwy obraz powojennego Berlina. Z tego wszystkiego to może ruiny są bliskie prawdy, ale twórcy goniąc za widowiskowością nagle w tych ruinach rozstawiają oświetlenie jak ze studia filmowego (pewnie agregat w walizce, nie?) i rozgrywają schematami (czyli Amerykanie balują, a Rosjanie tworzą więzienia i twierdze wojskowe). Z historii znajdziemy tu więc niewiele, po prostu nałożono na tło, jakiś pomysł na kryminalną intrygę, czyli sztampowy pościg za kimś kto zasługuje na karę za swoje czyny.

Dwadzieścia lat ciszy - Przemysław Wilczyński, czyli uważaj na czarne auto

Powoli trzeba wracać do pisania na blogu, bo się rozleniwię i potem już Notatnik nie będzie taki sam. Wracam więc do rytmu jedna notka dziennie, a teraz nawet więcej, żeby nadrobić zaległości.
Na początek coś szybkiego i raczej do zapomnienia. Przemysław Wilczyński próbuje skonstruować kryminał z elementami horroru, kto wie - może inspirując się wczesnym Kingiem. Brakuje mu niestety zarówno umiejętności, jak i konsekwencji.
Ja rozumiem, że element niesamowitości czasem może zostać pozostawiony bez logicznego wyjaśnienia, nie można jednak prowadzić rozgrywkę z przeciwnikiem, który jest nie tylko inteligentny, ale i nie do złapania, bo posiada paranormalne zdolności, a potem robić ludzi w balona, że dało się go ograć jak małe dziecko. Takich rozwiązań zdecydowanie nie lubimy.

czwartek, 1 kwietnia 2021

Szusta rano - Adam Szustak OP, czyli rusz się z miejsca i życzenia na Wielkonoc

Przed nami Triduum Paschalne. Trzy dni, które niestety zwykle jeszcze umykają nam w bieganinie, a potem świętujemy przez kolejne dwa dni, nie rozumiejąc co tak naprawdę świętujemy, co się wydarzyło w trakcie tej bieganiny. Notka więc jak co roku w Wielki Czwartek i znikam z bloga i raczej z Sieci na trzy dni. Choć w tym roku będą kusiły jak mało kiedy, bo jutro dość szalony plan (kliknij tu jak chcesz pomóc) i aż by się chciało dzielić relacją. Zobaczymy.
W każdym razie dziś krótko o książce i życzenia. I od nich zacznę.

Trudny to był rok dla nas wszystkich. Czy czegoś się nauczyliśmy? Czy coś zmieniliśmy? Co robimy z naszymi pragnieniami, z poczuciem pustki, ze słabościami?
Życzę więc i sobie i Wam.
Żebyście jak najrzadziej czuli się samotni, opuszczeni i nieszczęśliwi. Abyście nawet w takich chwilach potrafili odnaleźć Światło. I Nadzieję. Bo one są, nawet gdy wydaje nam się, że ciemności są nieprzeniknione. Wystarczy poszukać. Czasem w sobie, czasem wokół siebie. Uświadomić sobie, że niepokój i to co nas dręczy, jest tu i teraz, a nie na całe życie, że jest coś więcej, dalej, wyżej. Jednymi z najważniejszych dla mnie słów z Pisma od lat pozostaje 1 list św. Jana. Bóg zna nasze serca. Zna kryzysy, zwątpienia, małość. Nawet zwątpienie w sens bycia blisko Kościoła, który zamiast leczyć to zadaje rany. Szukać pokoju, szukać prawdy, szukać dobra, a nie tego co frustruje, tego co niszczy, tego co osłabia. Gdy nie widzę sensu, żyć tą odrobiną dobra, której doświadczyłem albo którą może samemu udało się zasiać. A może szansą, że mogę jeszcze coś zrobić dla kogoś. I w tym jest sens. 

„Nie bójcie się! Szukacie Jezusa z Nazaretu, ukrzyżowanego. Powstał, nie ma Go tu. Oto miejsce, gdzie Go złożyli. Lecz idźcie, powiedzcie Jego uczniom i Piotrowi: Idzie przed wami do Galilei, tam Go ujrzycie, jak wam powiedział” (Mk 16, 6-7).

Nie bójmy się więc. Nie poddawajmy zwątpieniu, ale bądźmy ludźmi w drodze. Do Galilei. W poszukiwaniu Zmartwychwstałego. W poszukiwaniu wiary, nadziei i miłości. W poszukiwaniu pokoju, prawdy, piękna i dobra.

Rozgadałem się jak zwykle. Ale może będziecie mieli jeszcze siłę i chęć przeczytać kilka zdań na temat lektury. Nigdy tego nie robiłem  w ten sposób: czytałem do końca, ale tym razem notka powstaje zanim dotarłem do końca książki. Dlaczego?

środa, 31 marca 2021

Dunkel - Jakub Bielawski, ta ciemność, która jest w tobie

Długo mi zeszło z tą książką i to z dwóch powodów. Zanurzanie się w świat stworzony przez Bielawskiego to wchodzenie w mrok, przypominały mi się refleksje znajomej po seansie filmu "Dom zły", gdy stwierdziła, że była chora, czuła się po nim po prostu brudna. To nie jest też, jak w kryminałach obserwowanie zła, z nadzieją na to, że zostanie ukarane. W Dunkelu raczej nadziei nie ma, jest raczej apatia, poddanie się losowi, a jeżeli jakaś reakcja na zadane cierpienie, to co najwyżej poprzez zadanie bólu komuś innemu.
Jest jeszcze druga trudność - forma literacka jaką przyjął Bielawski. Zero dialogów, przeskakiwanie w chronologii, urywanie wątków, spora ilość postaci pojawiających się na chwilkę... Jesteśmy obserwatorami, a jednocześnie siedzimy w głowach bohaterów, czujemy ich ciała, patrzymy ich oczami.
To jedna z takich powieści gdzie język i klimat zachwycają, ale zastanawiasz się czy przypadkiem przy dbałości o formę, nie zagubiła się fabułą i to co autor chciał nam opowiedzieć.

wtorek, 30 marca 2021

Starzy i młodzi, czyli trzypak filmowy: Dziennik mojego umysłu, Nigdy nie jest za późno, Lato Bagnoldów

Chyba o filmach napisze mi się szybciej, więc Dunkel na jutro. W kolejce Bochus, Wilczyński i może coś jeszcze przeczytam przez Święta. Marzec był bogaty w lektury, oby kwiecień nie był gorszy... 

Dziś filmowo, ale są to mniej znane rzeczy, więc nie wiem czy łatwo je upolujecie. Najpierw tytuł znany, ale to akurat zmyła, bo po prostu produkcja z Meryl Streep miała podobny tytuł. Ta wersja "Nigdy nie jest za późno" też ma tony komediowe, ale w trochę innym stylu. Oto czterech panów, którzy kiedyś służyli razem w jednostce specjalnej w Wietnamie, razem dostali się do niewoli, aby z niej dokonać brawurowej ucieczki. I oto teraz znowu się spotykają, bo jeden z nich potrzebuje pomocy. Tyle, że każdy z nich już dawno ma szczyt swoich umiejętności już dawno za sobą - jeden jeździ na wózku, jeden ma zaniki świadomości, wszyscy biorą leki i są skazani na pobyt w domu opieki...

poniedziałek, 29 marca 2021

Lekcja miłości, czyli nie jest za późno

Plan zrobiony - marzec kończę z ilością notek zgodnie z planem. Który to już raz się udało :) A więc czekajcie jeszcze na Dunkela i jeden trzypak filmowy. W czwartek notka, a potem Triduum i krótka przerwa. Jak wypali plan piątkowy pewnie znajomi znajdą relację na FB ale nie Notatnikowym, tylko prywatnym. 

Dziś coś bardzo ciekawego, choć pewnie zachwyci głównie fanów kameralnych dokumentów. Samo życie, można by powiedzieć. A ono bywa i kolorowe, i szare, i czarne jak noc.
Śledzimy z kamerą i mikrofonem przez kilka miesięcy Jolę. To kobieta, która ma już za sobą prawie 50 lat małżeństwa, szóstkę dorosłych już dzieci i zaczyna się dusić w swoim domu. Ma dość znoszenia awantur, zdrad męża, chce przestrzeni dla siebie. Do Polski jeździ ze swojego domu we Włoszech by odpocząć, by spotkać się z przyjaciółkami, ale jak się okazuje ma szansę też na odnalezienie dla siebie nowej szansy na uczucie.

niedziela, 28 marca 2021

Smutek ryb - Hanna Krall, czyli przyjrzyjmy się tym stworzeniom i nam samym

Pięknie wydana książka z wywiadami Hanny Krall, które chyba wcześniej w wersji książkowej nie były wydane. Ciekawe uzupełnienie dla fanów autorki, ale i niezła lektura dla tych, którzy znają ja mniej. Dlaczego? Bo to dowód na to, jak można robić swoje, nawet jeżeli ci rzucają kłody pod nogi.
Wyrzucona z Polityki Hanna Krall szukała jakiegoś miejsca gdzie mogłaby pisać, zarabiać, a władze (niby już po stanie wojennym, ale wciąż nie było łatwo) jej to blokowały. Znalazła miejsce w Wiadomościach Wędkarskich, co może wydawać się ciut kuriozalne, ale jak sami możecie zobaczyć, nawet takie miejsce można jakoś oswoić.
Jej rubryka, czyli Smutek ryb, jak sama żartowała miała służyć nie tyle wędkarzom, co ich kobietom, żeby mogły poczytać sobie coś inteligentnego. Starała się mocno, by zawsze wątek ryb się pojawiał, ale już sam dobór rozmówców, tematów, czy też kontekstów w jakim ryby się pojawiają, to już niezła zabawa, której chyba nie spodziewali się ani jej przełożeni, ani też cenzorzy.

piątek, 26 marca 2021

Bezmatek - Mira Marcinów, czyli łatwo powiedzieć: trzeba żyć dalej

Ankiety poszło jakoś spokojnie, muzyczka soulowa się snuje z głośnika, a ja po raz kolejny siadam do notki o "Bezmatek" Miry Marcinów. Ciężko powiedzieć coś o takiej pozycji, bo chyba każdy może odbierać ją trochę inaczej - może zależnie od własnych doświadczeń, spojrzenia na różne sprawy. Na przykład dziś znajoma, która zajmuje się pomocą ofiarom przemocy domowej, powiedziała, że ta proza (i bohaterka) wydawała jej się strasznie zamrożona emocjonalnie. Kurcze, a dla mnie tu jest tyle emocji. Nawet w tych fragmentach żartobliwych, jakby zbieranych okruchach dzieciństwa, cytatach z jakichś piosenek, tekstów... Nawet w ironizowaniu. Cholera, tyle tu słów, myśli, które sam człowiek sobie dopowiada. I dobrze. Po co od razu mówić wszystko, skoro tak trudno to nazwać.

czwartek, 25 marca 2021

Dead Poet Society - -! - (The Exclamation Album), czyli robić swoje

Idźmy za ciosem i znowu zarzućmy coś muzycznego. Dziś jeszcze większa dawka mocy. Debiutancki krążek Dead Poet Society poza tym, że zaskakujący tytuł, stanowi sporą dawkę bardzo miłych dla mojego ucha dźwięków. Zaskakujące połączenie chwilami bardzo łagodnego wokalu ze ścianą gitar godną Mansona czy RHCP. Ładne to jest! Zaskakująco melodyjne, ale i miejscami nabiera fajnego charakteru. Są w tym zarówno jakieś odwołania do bluesa, rocka, metalu. Balansuje między gatunkami, trochę wciąż szukając drogi do tego, by jednak podbić serca nawet tych, którzy ciężkiej muzy słuchają rzadko. Młodziaki mają ciekawe pomysły i choć towarzyszy temu też tupet (a może brak skromności?), no bo wstawki z rozważaniami na temat świata to chyba jednak fajnie by było zachować na wywiady. Taka buta od strony muzycznej przynosi jednak fajny efekt. Jest w tym sporo fajnych pomysłów, gitarki rzężą aż miło, a tu kawałek rozwija się w bardziej popowym kierunku albo bywa odwrotnie, niby w tle jest łagodniej muzycznie, a tu w wokalu wściekłość aż miło...

środa, 24 marca 2021

Orell - Bass Astral x Igo, czyli podróż w inny wymiar

Notatnik to zapis chwili i po raz kolejny to wykorzystuję. Planowana notka na temat książki pójdzie jutro. Dawno nie było muzyki? To łapcie.

Bass Astral x Igo. Pisałem o tym jakie wrażenie na mnie zrobił ich koncert (kliknij tu), na kolejny bilety już kupione i czwarty raz przekładany termin, ale ja nie tracę nadziei. A póki co płyta. W oczekiwaniu na nową, ich drugi krążek, który dobrze oddaje charakter tego co robią. 

To muzyka taneczna. Bezsprzecznie.
A jednak cholera nie nikt tego nie zestawi z sieczką klubową, gdzie masz cały czas jeden prosty motyw. Tu jest dusza.

To jest muzyka do słuchania. I też się zgadza.
Głos Igo nadaje jej charakter, czasem pazura, a czasem melancholię. Może to nie są kawałki nadające się na przebój, który się nuci bo w głupawy sposób się przyczepił, słucha się tego jednak z przyjemnością. Nie tylko jako tło, do robienia czegoś (ja właśnie siedzę nad analizą wydatków gmin z 3 województw :)), bo jakoś wkręcasz się w ten rytm, całe ciało zaczyna chodzić, a ty dostajesz dawkę świetnej energii. 

wtorek, 23 marca 2021

„Powrót” – Festiwal Nowe Epifanie, czyli oczyśćmy się z przeszłości

Zmarła matka. Rozrzucone po świecie rodzeństwo powraca do domu na pogrzeb rodzicielki. Trzeba poczynić przygotowania do ostatecznego pożegnania, omówić pewne sprawy. Opornie im to idzie. Widać, że nie chcą w tym ciężkim dla wszystkich czasie poruszać spraw, które im ciążą, nie dają spokoju, ale jednocześnie bolą ich samych i wprowadzają nerwową atmosferę. Dla nich to nie tylko fizyczny powrót do domu, to także powrót do czasów dzieciństwa. Wyraźnie widać, że nie jest im tu dobrze, że nie chcą tu być. Cóż z tego, że Magda, która została w rodzinnym domu, by opiekować się starą matką, usiłuje być miła dla przyjezdnych, kiedy wyraźnie widać, że ani starszy brat ani młodsza siostra nie pałają do siebie i do niej jakimiś cieplejszymi uczuciami (świetnie zilustrowane ni to tańcem ni grą dziecinną na początku spektaklu). Niby grzeczne rozmowy, niby unikanie drażliwych tematów, jednak wyraźnie w powietrzu czuje się napięcie.

poniedziałek, 22 marca 2021

Czołgiem, czy sponsorowanym autkiem, czyli cztery razy o Bondzie: Zabójczy widok, Goldeneye, Jutro nie umiera nigdy, Casino Royale

Zanim przejdę do końca w swojej przygodzie z Bondem, do moich ulubionych części, to jeszcze jeden zestaw staroci, trzy oficjalne oraz jedna parodia, choć tytuł jak najbardziej możecie kojarzyć.

Zabójczy widok - rok 1985 i zakończenie ery Rogera Moore'a w roli agenta, to produkcja, w której to co poważne miesza się za mierzonymi żartami i kiczem. Nawet sama sprawa, którą ma zająć się 007 jest dziwaczny - przekręty na końskich wyścigach? No jakieś żarty. Potem robi się poważniej, bo handel mikroprocesorami brzmi już lepiej, ale próba zniszczenia całej Doliny Krzemowej znowu brzmi jak kiepski żart. I co prawda w Bondach takowych nigdy nie brakło, czasem opowiadano je ze śmiertelną powagą, to trudno oprzeć się od uśmiechu zażenowania. Sympatyczną odmianą w rolach męskich czarnych charakterów jest oczywiście Grace Jones, komiksowa, za to jakie wrażenie robi swoją posągową sylwetką. Dziewczyna Bonda za to tym razem rozczarowuje. Obok scen sensownych, sporo przeciąganych niepotrzebnie idiotyzmów niby komediowych (pościg za wozem strażackim). Moore miał już prawie 60 na karku i to się niestety czuje. Niby wciąż da się to oglądać, jednak pod koniec odczuwa się już przesyt (scena na moście Golden Gate). Jakoś nie przepadam za tym odcinkiem. 

niedziela, 21 marca 2021

Jaskółki z Czarnobyla - Morgan Audic, czyli to niemożliwe by po tylu latach...

Kolejna zaległość kryminalna z ubiegłego roku, ale ponieważ z jesieni, nie mam jakichś wielkich wyrzutów sumienia. Lektura o tyle ciekawa, że oto Francuz pisze powieść, w której realia są tak odległe od jego kraju, rozbudowuje tło historyczne tak dalekie od jego doświadczeń. Kto wie, może interesuje się awarią w Czarnobylu, może był nawet uczestnikiem jednej z wypraw do Zony (marzy o tym moja córka). Wyszło mu to w każdym razie bardzo dobrze. Może ktoś znając topografię znajdzie jakieś błędy, mi jednak trudno się do czegokolwiek przyczepić. Mam wrażenie, że pisząc o emocjach ludzi, którzy musieli w 1986 opuszczać swoje domy, czy też o współczesnych napięciach między Ukrainą i Rosją, uchwycił to wszystko bardzo dobrze. To wciągający thriller kryminalny, a jednocześnie opisy życia wokół strefy zamkniętej, czy też nawet tego jak wokół Zony rozwija się szara strefa handlu rzeczami wywożonymi mimo tego, że są skażone wysoką dawką promieniowania, mogą zaciekawić nawet ludzi, którzy dotąd Czarnobylem się interesowali w niewielkim stopniu.

sobota, 20 marca 2021

Berdo - Anna Cieślar, czyli przytulić się mimo szpikulców

Bieszczady nie od dziś kojarzą się Polakom z miejscem totalnie dzikim, do którego ciągną wszyscy kochający wolność, przyrodę, ale i uciekających w to odludzie, żeby zniknąć. Nawet granica nie jest tam przecież w 100 procentach szczelna, bo nie da się upilnować każdego kawałka ziemi, do którego trudno dotrzeć. W takiej głuszy bieszczadzkiej Anna Cieślar umiejscowiła akcję swojej debiutanckiej powieści. Tytułowy Berdo to człowiek twardy, raczej stroniący od ludzi, wychowujący w niewielkiej chatce sześcioletniego chłopca. Trudno powiedzieć żeby to były idealne warunki, bo nawet gdy mężczyzna nie kłusuje, nie załatwia jakichś spraw w mieście, to i tak jego relację z synem można by nazwać delikatnie "szorstką". Niby zdaje sobie sprawę, że to dziecko, ale nie ma cierpliwości by go niańczyć, uważa że lepiej by chłopak "uczył się życia". Oczywiście myśli o małym, dla niego poluje, czasem kradnie, wraca do domu, by coś upichcić, bywa jednak i tak, że zapomina, nie wraca na noc, a Radek więcej czasu spędza po sąsiedzku, pod opieką starszego już pana, miejscowego malarza ikon. To on pielęgnuje w dziecku wrażliwość, opowiada o zwierzętach, uczy je rysować, co czasem wywołuje konflikty z ojcem chłopaka, który wolałby żeby syn nie był miękki. 

piątek, 19 marca 2021

Call my agent, czyli lekkie, inteligentne, zabawne

Nie mam ostatnio raczej czasu, by wciągnąć się w jakiś serial na maksa, żeby oglądać odcinki jeden za drugim, ale powiem Wam, że przy tej produkcji mam na to wielką ochotę.
Świetny pomysł, kapitalna obsada, no i jak to jest zagrane! Patrzymy na świat filmu, ale jakby z drugiej strony, towarzysząc w pracy agentom aktorów, znanych gwiazd. Czerwony dywan, premiery, wywiady, sesje zdjęciowe, wielkie kontrakty, castingi, oglądane od tej strony są jeszcze ciekawsze niż to co zwykle widzimy jako efekt końcowy. Ileż w tym pasji, emocji, różnych niuansów, które agent musi przewidzieć. Dopasowanie scenariusza do aktora, wypatrzenie okazji do promocji, negocjacje gaży, no i przede wszystkim rozwiązywanie wszelkich problemów - oto sedno pracy ludzi, którzy zwykle stoją w cieniu. Przede wszystkim to ostatnie stanowi tu element wnoszący do serialu najwięcej śmiechu. Te humory gwiazd czy producentów, konflikty, romanse, żenujące sytuacje z których trzeba ich wyciągać za uszy i bronić przed rozkręceniem afery...
Za mną na razie dwa sezony i już zacieram ręce na oglądanie kolejnych - może w ten weekend?

czwartek, 18 marca 2021

Zabójczy pocisk. Polska krew, czyli tak właśnie mogło być

Ależ piekielny zestaw autorów. Żulczyk, Stachula, Bochus, Rogoziński, Miszczuk, Czornyj, Szczygielski, Siembieda i sporo innych, również znanych i lubianych. Dla fanów - niezła gratka, by zobaczyć autorów kryminałów w krótszej formie i w trochę innych historiach (choć niektórzy jak Kalinowski pozostali w swoich klimatach, a nawet przy swoich bohaterach).
Lubię te zbiorki wydawane przez Warszawską Skarpę (niedługo kolejny) nie tylko za zestaw autorów, ale i za to, że sprzedaży zawsze towarzyszy zbiórka na cele charytatywne - tym razem na stow. SOS Wioski Dziecięce. Był już motyw przewodni ze świętami, był zdaje się, że historyczny, to teraz coś z pogranicza historii, tej bliższej i dalszej. Autorzy mieli wybór w wyborze jakiejś sprawy kryminalnej i na niej budowali swoje opowiadania. Jak się okazuje dwójka sięgnęła nawet po tę samą zbrodnię, by pokazać ją od różnych stron. Czasem to próby odtworzenia ostatnich chwil, godzin, czasem pokazanie jak do tego mogło dojść, jakichś motywów, czy zbiegów okoliczności, a niektóre z opowiadań jedynie bardzo luźno nawiązują do realiów światka przestępczego czy prawdziwych wydarzeń (Syrenka Katarzyny Bereniki Miszczuk). Czasem patrzymy oczyma przestępców, a innym razem policjantów prowadzących śledztwo lub ofiar. Ta różnorodność stanowi pewne urozmaicenie, więc nudy na pewno nie ma, mimo tego że poziom tych tekstów jest dość różny. 

Wyspa – Festiwal Nowe Epifanie, czyli życie to nie film Disney’a

Impreza po latach… znamy to wszyscy. Zloty czy zjazdy dawnych przyjaciół, które mają w założeniu naprawić rozluźnione więzy, ale jednocześnie stają się niejako targowiskiem: z jednej strony próżności, z drugiej strony – podlane alkoholem – wysypem niewypowiedzianych kiedyś wyrzutów, żali. Kto więcej osiągnął, komu się powiodło, kto ma pieniądze, a kto się potknął. Niby przyjaciele, ale już tak nie do końca. Lata zmieniają nas, więcej wiemy, więcej rozumiemy. Gorzkniejemy i już zaczynamy rozumieć, że życie to nie film Disney’a, który oglądamy w kinie. Życie to kulisy tego filmu, musi być super albo… no właśnie, co? Albo cię nie ma – jak mówi Robi? Czy może dla pieniędzy i sławy trzymać trzeba emocje na wodzy przypłacając to depresją, autodestrukcją?

wtorek, 16 marca 2021

Plaga - Bartłomiej Świderski, czyli wszyscy w tym siedzimy

Pandemia inspiruje i nie dziwne, że pojawia się na rynku coraz więcej powieści wykorzystujących sytuację w jakiej się znaleźliśmy. Oto kolejna próba spojrzenia na naszą rzeczywistość, o tyle ciekawa, że autor nie skupia się jedynie na tym co się zmieniło w naszym funkcjonowaniu, ale próbuje się zmierzyć z teoriami spiskowymi, których przecież i dziś nie brakuje. Jeżeli więc macie ochotę na thriller z odrobiną sensacji i efekt pisarskiej wyobraźni na temat tego jak będziemy żyć za rok, czy dwa, spróbujcie. Darmowa próbka jest dostępna na stronie www.plaga2023.pl/ a wersja audio zdaje się, że dostępna również jest na Audiotece.

poniedziałek, 15 marca 2021

Amerykański brud - Jeanine Cummins, czyli melodramatycznie o ważnej sprawie

Podobno przy okazji publikacji tego tytułu wybuchła mocna dyskusja na ile autorka, nie mająca przecież za sobą takich przeżyć, może pisać o doświadczeniach meksykańskich imigrantów. Nie wnikam w argumenty, bo może tam gdzieś wskazuje się na jakieś przerysowania, błędy, uproszczenia, ale przecież nawet w przypadku reportażu nie zawsze piszący przeżył to o czym opowiada, czasem jedynie wysłuchuje jakiejś historii, zbiera je, buduje z tego jakąś swoją narrację. A tu mamy do czynienia nawet nie z reportażem, a z powieścią. Czy w takim razie słusznym jest oczekiwanie, by autor miał za sobą doświadczenie tego o czym pisze? A może po prostu empatię, by słuchać historii i na ich podstawie zbudować własną, nawet jeżeli ją ubarwi, podkoloryzuje... 

Obrażanie się na to, że czytelnik sięga po powieść, a nie po reportaż jest dość idiotyczne, podobnie jak ataki za to, że ktoś bierze sporą kasę za to co napisał. Ma odmówić? Oddać na cele charytatywne? Może to robi. Oczywiście fajnie by było, gdyby ktoś pochylając się nad losem ludzi zmuszonych do ucieczki ze swoich domów, szukających lepszego życia i nadziei w nielegalnych próbach dostania się do USA, ryzykujących życie na tej drodze, robił to zupełnie bezinteresownie, w ich imieniu. Może jednak warto docenić, że każdy sposób na to, by zmiękczyć serca ludzi, zwrócić uwagę na los imigrantów, zachęcić do pomocy tym ludziom, może w przyszłości zmienić ich los na lepsze. Sprawić, że nie będzie rozdzielać się rodzin, budować murów, strzelać, skazywać na powrót do beznadziei...

sobota, 13 marca 2021

Inwigilacja – Teatr Warsawy, czyli czy są jakieś granice

MaGa: Cudne doświadczenie po tylu miesiącach przerwy… spektakl na żywo! I to od razu taki wielowarstwowy. Nie miałeś na początku wrażenia, że jesteśmy w jakimś matrixie? Ani my ani bohaterka nie wiemy o co chodzi? A śledczy też nie jest zbyt skory do wynurzeń…

R.: Ciekawe jak każde z nas zachowałoby się w takiej sytuacji, gdyby służby zgarnęły cię z ulicy, nie mówiąc dlaczego, a cała rozmowa rozgrywałaby się według ich scenariusza, gdzie manipulacje, wycieczki osobiste mały by wytrącić cię z równowagi i wzbudzić niepokój. Ile oni wiedzą, kto im i co powiedział? Nawet jak nie masz nic do ukrycia, zaczynasz wątpić w swoją niewinność. Byłem pełen podziwu dla zagrywek stosowanych przez śledczego, a jednocześnie wkurzony na niego, podejrzewając go o wrabianie bohaterki w jakąś aferę.

MaGa: Jego zachowanie, brak wyjaśnień powoduje, że trzymamy stronę bohaterki.

R.: To się jednak potem fantastycznie zmienia, gdy poznajemy kulisy sytuacji i gdy zaczynamy rozumieć motywację policji. Mając jakieś podejrzenia, chcąc zapobiec śmierci wielu ludzi, są zdeterminowani, by za wszelką cenę wyciągnąć potrzebne im informacje. Czy wyolbrzymiają zagrożenie, czy chcą jedynie sukcesu medialnego - tego nie wiemy, próbując się wczuwać w emocje, w to co stoi za wypowiadanymi słowami.

czwartek, 11 marca 2021

Alicja - Christine Henry, czyli z toporem do króliczej nory

Szalona historia i pięknie wydana książka. Staranność z jaką Vesper przygotowało tą pozycję zasługuje na brawa i choć jest to rzecz głównie dla fanów Alicji w Krainie Czarów i mrocznego fantasy, więc pewnie masowej popularności nie zdobędzie, to cudownie, że nie zrobiono tu nic po łebkach. Ilustracje Macieja Kamudy (no i tak okładka!!!) dodają jej klimatu, twarda oprawa sprawia, że przyjemnie trzyma się to i w rękach i na półce. Mój egzemplarz zgarnęła córka, choć pewnie i tak nie oddałbym go tak jak większości książek zaraz po przeczytaniu. 

Czy ta Alicja ma coś wspólnego z Alicją w Krainie Czarów? No, może imię, bo poza kilkoma postaciami i sztuczkami jakie znamy z pierwowzoru, ta opowieść ma zupełnie inny nastrój i charakter. Trudno więc nazywać to nawet przeróbką, czy nową wersją. Jeżeli autorka czymś się inspirowała to raczej grą komputerową, równie odjechaną i mroczną. 

Nie zabraknie dziwnych, psychodelicznych wizji, ale nie przypominają one baśni, tylko raczej koszmar. Przemoc, gwałty, krew i strach zdominują klimat tej historii. Dodajmy do tego jeszcze dopiero pierwszego etapu historii, bo mamy do czynienia z większą całością, a kontynuacja jak obiecuje wydawca również się u nas pojawi.

 

Ława przysięgłych – Teatr Ateneum, czyli o sprawiedliwości słów kilka

Patrząc na liczbę zakażeń na Mazowszu obawiam się, że niedługo będziemy cieszyć się otwartymi teatrami, z jednym spektaklem zdążyliśmy, na jeszcze jedne czekamy, miejmy więc nadzieję, że znowu nie będziemy musieli ograniczać się do online. Ale nawet jeśli, to obiecujemy nadal wybierać to co ciekawe... 

Robert

W oczekiwaniu na otwarcie teatrów, Teatr Ateneum na platformie VOD (vod.teatrateneum.pl) udostępnił możliwość obejrzenia prapremiery spektaklu Ivana Klimy „Ława przysięgłych”, w reżyserii Jakuba Krofta. Sztuka napisana w latach 60-tych ubiegłego wieku nie straciła nic na aktualności jeśli wnikliwie spojrzymy na rzeczywistość, która nas otacza. I to przeraża.

Oto mamy posiedzenie ławy przysięgłych złożone z osób powołanych na wzór amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości, czyli z przedstawicieli różnych środowisk. Mamy więc w składzie i lobbystę i fryzjera, jest sklepikarka i bizneswomen oraz inteligent. Jest również przedstawicielka wymiaru sprawiedliwości i władzy - sędzina, z ustami pełnymi frazesów o potrzebie i randze sprawiedliwości, o odkrywaniu prawdy, której ma pomóc wyrok ustalony przez ławę przysięgłych. Jednocześnie zupełnie jej nie przeszkadza, że brakuje jednego przysięgłego, że na posiedzeniu nie ma oskarżonego, a adwokat przed rozpoczęciem procesu opuszcza posiedzenie i nie chce w nim uczestniczyć. I nagle to posiedzenie zaczyna nam przypominać sztuki Kafki czy Becketta. Absurd przeplata się z groteską. Ława przysięgłych ma wydać wyrok na obywatelu oskarżonym o zabójstwo narzeczonej. Winę raczej trudno będzie mu udowodnić, ale czy to istotne? Sąd zachowuje się jakoś dziwnie, sugeruje, że werdykt właściwie jest już wydany, bo ulica go osądziła. Potem okazuje się, że oskarżony już nie żyje, a więc wyrok został wykonany przed czasem. W takiej sytuacji ławnicy zaczynają się gubić, a cała sprawa zmierza w stronę horroru. Ława przysięgłych ma się zmierzyć z historią ludzkiego losu. Każdy z nich swoje przemyślenia o sprawie opiera o swoje podejście do życia, o swoją moralność (nikt nie jest przecież bez winy). Dyskutując odsłaniają własne konflikty wewnętrzne, wnoszą własne historie, lęki i w ten sposób sprawa zabójcy schodzi niejako na drugi plan.

środa, 10 marca 2021

TVN czy Polsat, Player czy IPLA, Bonda czy Brejdygant, czyli Żywioły Saszy - Ogień i Rysa

Wczoraj thriller kryminalny książkowy, to czas na film. I notka zrobi mi się w stylu pojedynku. Dwie produkcje różnych telewizji, dwa głośne nazwiska autorów kryminałów. Jak wyszło? Na kogo bym postawił w tym pojedynku?
Przy okazji można z ciekawością odnotować fakt, iż mimo pandemii stacje nie przestają inwestować w nowe produkcje, tyle że teraz wzorując się na tym co za granicą, próbują wydusić z widza większe pieniądze, czyli w telewizji to zobaczysz drogi widzu po paru miesiącach, pierwszeństwo mają ci co zapłacą na platformie.
A więc TVN czy Polsat, Player czy IPLA. Na bieżąco staram się być z odcinkami Chyłki i powiem Wam, że polubiłem ten serial, już nie drażni mnie jak przy pierwszym sezonie - może dlatego, iż coraz bardziej postrzegam go jako całość, zżywam się z bohaterami.
Po zamianie powieściowej kolejności w adaptacji u Mroza, nie powinienem być zaskoczony, że w przypadku Bondy zrobiono to samo. Zresztą pierwsza część moim zdaniem była mętnawa, a ta łódzka naprawdę wciągała. Niestety kontynuacji raczej nie doczekamy, bo materiał wyjściowy spieprzono dokumentnie i żaden widz Saszy już więcej raczej nie będzie chciał widzieć.

wtorek, 9 marca 2021

Schronisko - Sam Lloyd, czyli kat i ofiara

Przewrotny to thriller, a przecież lubimy właśnie takie historie, które niosą jakieś zaskoczenie. Czy gdyby nie motyw szachów, który tak mocno wykorzystano w reklamie tej książki, byłoby o niej tak głośno? Pewnie nie. A mimo tego, że niewiele tu podobieństw do filmu Gambit królowej, jak się nam sugeruje, to pozycja warta jest uwagi. Szczególnie jeżeli nie odstrasza Was trochę brutalności i naturalizm na kartach thrillerów.
Już sam fakt, że zagrożenie wisi nad nieletnim, przyprawia o ciarki i zwiększa napięcie. A tu autor dodatkowo spiętrzył różne potworności, trochę zaciemnił nam sytuację, by jeszcze dodać oryginalności swojej powieści.

Festiwal Nowe Epifanie cz. 2, czyli bliskość w czasach zarazy: Jeszcze się nie stało, Ha(e)user

Kolejne dwa spektakle pokazane w ramach Festiwalu, tym razem dzięki M.

Trudno mi przypisać spektakl „Jeszcze się nie stało” w reżyserii Moniki Popiel do jakiejkolwiek znanej mi kategorii scenicznej. Najbliżej byłoby mu do performance, czyli formy zupełnie mi obcej, nie mniej – nawet on-line – intrygującej.

W obrębie sceny siedzą na poduszkach widzowie (współuczestnicy spektaklu?) w maseczkach na twarzy. Wokół nich przemieszczają się aktorzy ocierając się o siebie, dotykając, tworząc najprzeróżniejsze formy z ciał, dotyku, ruchu. Towarzyszy im tylko muzyka i kilka rekwizytów zwisających z sufitu. Muzyka i ruch. I ten osobliwy taniec ciał zbliżających się i oddalających od siebie. Zasłonięte maseczkami twarze widzów i odkryte aktorów mogą sugerować zarówno nasz stosunek do pandemii, ale również maski jakie nosimy na co dzień, za którymi się chowamy. Nie oszukujmy się bowiem… to, że świat obecny wydaje się nam ekshibicjonistyczny, skłonny do ujawniania intymnych czy drastycznych spraw, to wcale nie znaczy, że ta skłonność nie jest maską do ukrycia „miękkiego podbrzusza”.

poniedziałek, 8 marca 2021

Historia pewnych majtek, czyli ciężkie jest życie kobiety

Z okazji Dnia Kobiet coś nietypowego. Z życzeniami żeby żyło się wszystkim paniom bardziej szczęśliwie, piękniej i radośniej. Do tego dokładam: świadomiej i mniej egoistycznie. Jakie to typowe bowiem dla nas, którzy mogą sobie pozwolić na więcej i więcej, żeby cieszyć się tym, żyć coraz bardziej wygodnie, może nawet oczekiwać wciąż polepszających się warunków, jednocześnie odpychając od siebie myśl o tym, że dzieje się to czyimś kosztem. I nie chodzi jedynie o los planety i środowiska.
Elektronika, ubrania, różne miłe sprawy, za które chcemy płacić nie za wiele, oczekując jakości, ktoś przecież produkuje, ktoś przewozi, ktoś sprzedaje. I tak to już jest, że nasze wybory, nasza chęć oszczędzania, wpływa na ten łańcuch na każdym jego etapie. A najbardziej na ten pierwszy, czyli ludzi którzy są wykorzystywani za nędzne pieniądze do pracy, byśmy my na końcu mieli satysfakcję, że stać mnie na wszystko.
I mówię to nie jako przytyk do pań, choć rzeczywiście walka o sprawiedliwe traktowanie w świetle tego do czego sami przykładamy wszyscy ręce jest pełna hipokryzji. To tyczy się również mężczyzn. Nie dostrzegając nierówności wokół siebie, lekceważąc je, akceptując bo tak nam wygodnie, musimy uświadomić sobie, że wcale nie jesteśmy wiele lepsi od mężczyzn żyjących kosztem ciężko harujących kobiet w Azji, Ameryce Południowej czy Afryce. Argument: no przecież takie są kulturowe i naturalne podziały ról, woła pomstę do nieba i oglądanie takich produkcji powinno otworzyć oczy nie tylko paniom na kwestie konsumpcji i wpływ ich wyborów na poziom życia kobiet w innych krajach, ale i mężczyznom, jak wiele jest jeszcze do zrobienia. Czy naprawdę takiego losu życzylibyście swoim córkom?

sobota, 6 marca 2021

The Maddest Stories Ever Told - Fright Night, czyli dzieci nocy

Dla wszystkich muzyków to trudny czas, ale chyba szczególnie trudno mają młode zespoły, które do świadomości fanów dopiero się przebijają, nagrywają dopiero pierwszy materiał i najlepszym sposobem na przekonanie do siebie było ganie koncertów. No właśnie, byłoby. Wszyscy jednak musimy wciąż na to czekać jak na deszcz w czasie suszy.
Obok różnych krążków jakie sobie wyszukuję w sieci, z radością więc udostępniam materiał, który został mi przesłany na skrzynkę mailową, z zachętą bym się z nim zapoznał. Niech te dźwięki idą zatem w świat, a kto wiem, może za parę lat, będziemy walczyć o bilety na ich koncerty.
Zespół zwie się Fright Night i gra całkiem fajne połączenie hard rocka z mrocznymi, gotyckimi klimatami. Zafascynowani są kinem grozy, horrorami, co nie tylko czuć w klimacie muzycznym, ale i tekstach. 

Normalni ludzie, czyli przy tobie nie muszę udawać

O powieści było bardzo głośno, ale mnie jakoś nie porwała - pisałem o niej tak. Dlatego i po serialu nie spodziewałem się wiele. Muszę jednak przyznać, że może dzięki grze aktorskiej, może dzięki temu, że pozbyto się pewnych fragmentów, taka esencjonalna wersja tej historii podoba mi się dużo bardziej. W filmie mam wrażenie lepiej można skupić się na portretach psychologicznych postaci, a nie wchodzić w dywagacje na temat przepaści społecznej, ekonomicznej i ich poglądów na politykę. Wiem, że klasowość, czy też możliwości jakie mają przed sobą młodzi bohaterowie wpływają na życie bohaterów, ale jednak nie determinują ich samych i tym bardziej ich związku, a to on przecież jest tu najciekawszy. To przyciąganie i odpychanie, które charakteryzuje relację Connella i Marianne, ich nieporadność, zagubienie, brak pewności siebie, nadal mnie irytuje, ale też zacząłem chyba jednak bardziej je rozumieć, nie wydają mi się tak sztuczne jak w książce.

piątek, 5 marca 2021

Doggerland. Podstęp - Maria Adolfsson, czyli kobieta w świecie mężczyzn

Film czy książka, film czy książka. O czym by tu dziś napisać. Może o jednym i drugim? Lada chwila wsiąknę w komputer na długie godziny w zupełnie inne sprawy, więc trzeba korzystać i pisać notki póki się da. 

Najpierw więc zaległość. Lada dzień ma ukazać się już drugi tom cyklu, a ja dopiero o pierwszym. Niezły skandynawski kryminał, taki z kobiecym spojrzeniem i twardą bohaterką w świecie mężczyzn. I co prawda archipelag wysp nie istnieje w rzeczywistości, ale klimat trochę odciętej od świata społeczności na Morzu Północnym oddany został bardzo ciekawie. Dociekliwi nawet odnajdą w sieci informacje, iż nazwa ta przypisana jest lądowi, który kiedyś łączył Wielką Brytanię z Europą. W powieści nie identyfikują się oni jakoś mocno ani z Danią, ani ze Szwecją, uważając się za odrębną grupę, ludzi twardych, zmuszonych do życia w surowych warunkach. Współcześnie oczywiście się to mocno zmienia, wioski pustoszeją, rybacy nie mają co robić, a życie przenosi się do miasta, co generuje podobne problemy jak i gdzie indziej. Policja nie ma jednak aż tak wiele zabójstw i doświadczenia w tego typu sprawach, każda wzbudza sporą sensację. Szczególnie gdy ofiarą okazuje się była żona szefa wydziału kryminalnego.

czwartek, 4 marca 2021

Wszystkie kolory świata, czyli emocje, empatia, edukacja

Wczorajszy dzień pisarza świętowałem sobie lekturą książki kolorowej i będącej dziełem wielu ludzi pióra, a w dodatku również ludzi kredek i pędzli :) Wszystkie kolory świata są książką, która niby zawiera treści dla dzieci, ale kupować ją będą pewnie przede wszystkim mądrzy dorośli. I to nie tylko ze względu na to, że kupując ją dokładają się do wspaniałego celu charytatywnego (całość idzie na wsparcie telefony zaufania dla dzieci i młodzieży prowadzonego przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę - 116 111), ale też ze względu na to, że to pewnie dorośli docenią bardziej pomysł jej powstania.
To 20 tekstów, które można wykorzystać w przedszkolu, szkole, czy w domu do rozmów na temat tolerancji, empatii, wyrażania emocji i przeróżnych, niejednokrotnie niełatwych sytuacji, przed jakimi może stanąć dziecko, czyli młody człowiek. Gdy ktoś przezywa, prześladuje, a ty nic nie robisz, ciesząc się w duchu, że to nie ciebie wzięto na cel. Gdy czujesz dyskomfort z powodu jakiejś niesprawiedliwości, ale nie wiesz za bardzo co zrobić, jak przełamać lęk. Gdy masz ochotę przeciwstawić się złu, zawalczyć w jakiejś dobrej sprawie, obawiasz się jednak, że będziesz odrzucony przez kolegów i koleżanki, którzy tego nie zrozumieją. Co zrobisz, co doradzisz, ty jako dorosły, próbując znaleźć odpowiedzi na takie problemy. A może właśnie poszukać inspiracji w takiej lekturze? 

środa, 3 marca 2021

Kajko i Kokosz, czyli niech co Hegemon?

Wiadomość o tym, że Netflix finansuje produkcję ekranizacji Kajka i Kokosza, legendarnego komiksu Janusza Christy z lat mojego dzieciństwa, zelektryzowała chyba wielu dzisiejszych 40 latków, a może i kolejne pokolenia, które z sentymentem powracają do lektur młodości.
Pierwszych pięć odcinków już dostępnych, więc emocje powoli opadają i zaczyna się marudzenie. Ale przepraszam, czego się spodziewaliście? Kina akcji i szalonego tempa jak w Asterixie? Twórcy tej produkcji trzymają się wiernie kreski oryginalnej i może animacja nie powala jakością, wciąż jest jednak w klimacie komiksów, nie zmienia ich charakteru. Jeżeli chodzi o scenariusze, spokojnie możecie odnaleźć sceny, czy dialogi, które znajdują się u Christy, choć część odcinków oparto na wątkach pobocznych w albumach.
Oczywiście to rzecz raczej sentymentalna, dziś taki sposób rysowania raczej nie zachwyci młodych widzów, no i pytanie czy sam humor wystarczy, by ich rozkochać w słowiańskich wojach i ich smoku? Pamiętając czym są dziś bombardowani, to pewnie nie będzie to aż tak bardzo rozpalać wyobraźni, jak w naszym przypadku lata temu. 

wtorek, 2 marca 2021

Kraksa - Mikromusic, czyli tęskniąc, kochając, wspominając

Ciekawe są te wędrówki muzyczne Natalii Grosiak, bo mam wrażenie, że prawie każda płyta Mikromusic ma trochę inny klimat. Nie tylko emocjonalny, ale i w warstwie instrumentalnej jest inna. Pozostaje głos, jakże charakterystyczny i ciekawy. Tym razem warstwa muzyczna bardzo bogata, od elektroniki, aż po bardzo rozbudowany skład, choć wszystko trochę w klimatach lat 80. Jest melodyjnie, zabawnie, choć same teksty mają w sobie dużo więcej nostalgii, a może i nawet smutku. Tematem przewodnim jest miłość, ale nie tylko do człowieka, ale również ta do ukochanego zwierzaka. Ta o której wolelibyśmy zapomnieć po zranieniach i ta, którą wciąż nosimy w sobie. Jest tu tęsknota, jest żal ale i wdzięczność za wszystko co dobre, jest melancholia, ale jest też jakiś spokój, próba utulenia swojego wewnętrznego dziecka.