To nie jest pierwsze polskie wydanie tej powieści, a mimo to i mimo ekranizacji (nazywało się to Wysłannik przyszłości) jakoś chyba nie jest ona jakoś u nas bardzo znana i może dobrze że Wydawnictwo Zysk i ska ją przypomina. Mimo upływu blisko 40 lat wciąż to się nieźle czyta, choć końcówka odbiega klimatem od tego co w dużej mierze powieść nam oferuje. To obraz kraju po katastrofie nuklearnej, ale David Brin nie skupia się tylko i wyłącznie na kreśleniu przed nami pesymistycznej wizji. Poprzez losy bohatera i to jak on wpływa na innych, fabuła raczej jest próbą odpowiedzi na pytanie co jest potrzebne by odbudować więzi między ludźmi i na nowo stworzyć z nich dużą wspólnotę, którą łączą jakieś wartości, zasady i chęć budowania przyszłości dla kolejnych pokoleń. Wiadomo przecież i znamy to z wielu obrazów postapokaliptycznych, że czymś naturalnym jest rozpad kraju na niewielkie grupy, w których często władzę przejmują najsilniejsi. Myśli się wtedy o przeżyciu, o obronie, ewentualnie o zagarnianiu dóbr, ale nie inwestuje się ich w rozwój, w edukację, w odkrycia. Listonosz jest właśnie opowieścią o ludziach, którzy wierzą że właśnie ten kierunek jest możliwy.
Notatnik kulturalny
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
sobota, 20 czerwca 2026
piątek, 19 czerwca 2026
Dolcze Wita - Leszek Talko, czyli bezstroskie życie na włoskiej prowincji
Leszek Talko jakiś czas temu rzucił wszystko co może już udało mu się zbudować w Polsce i wyprowadził się z rodziną na włoską prowincję. Jego profil na FB obserwuje sporo ludzi a wpisy pełne humoru i zdjęcia to nie tylko sucha relacja z tego jak mu się tam żyje, ale i ciepła opowieść o różnicach w mentalności, o tym jak przyjmowany jest ktoś obcy we Włoszech, o blaskach i cieniach funkcjonowania w Italii.
Inne tempo życia, ale i zupełnie inne podejście do tego co "trzeba" i w jaki sposób, to pewnie kwestia przyzwyczajenia, a może jednak charakteru? Użeranie się z biurokracją, z tym że czegoś się nie da bez wypitej kawy i ploteczek, z tym że ludzie akceptują rzeczywistość i specjalnie z nią nie walczą to pewnie byłby powód frustracji niejednego rodaka. A Talkowie chyba się nie tylko dostosowali, ale i przestali dziwić. Skoro "wszyscy to wiedzą", to może po prostu trzeba poczekać aż człowiek zostanie uznany za swojego a nie za turystę, to też wszystkiego się nauczy. I nie będzie się już wściekać na listonosza, który twierdzi że nie może znaleźć ich adresu, na urzędników którzy choć życzliwi jako wcale nie są pomocni, czy na fachowców, których ze świecą szukać. No może nadal będzie się wściekać, tyle że już tylko w duchu i tylko troszeczkę. W końcu sami chcieli mieszkać na prowincji i w starym domu, który poza urokiem oferuje jednak pewne niespodzianki.
Tajne godziny - Mick Herron, czyli agenci i biurokraci
Ale, ale, miało być o najnowszym tomie cyklu, a ten trochę odbiega od całości. Można by go nazwać takim spin-offem, sięga bowiem mocno w przeszłość i pokazuje nam Jacksona Lamba w czasach jego służby w Berlinie, choć akcja dzieje się współcześnie i dotyczy rozgrywek na szczytach władzy. Po raz kolejny politycy mieszają w finansach i w nominacjach, mając nadzieję że komuś utrą nosa, jednocześnie wzmacniając swoją pozycję, a za nic mając bezpieczeństwo kraju.
czwartek, 18 czerwca 2026
Włoskie śledztwo - Wojciech Nerkowski, czyli polski James Bond na emigracji
Kolejna gościnna notka - a ja pewnie się dopiszę za jakiś czas.
***
Jak często myślisz o Cesarstwie Rzymskim? Ja od kilku dni dość często, a to za sprawą najnowszej powieści Wojciecha Nerkowskiego „Włoskie śledztwo”.
Borys Nowak, młody agent ABW, którego znamy już z kart powieści „Przerwana gra” w wyniku serii niefortunnych zdarzeń zostaje zawieszony w pełnieniu obowiązków. Początkowo jest mocno przytłoczony nadmiarem wolnego czasu, ale wszystko zmienia się, kiedy przez przypadek dowiaduje się o zaginięciu Alicji – polskiej archeolog, która pracowała u stóp Wezuwiusza. Po rozmowie z rodzicami dziewczyny postanawia ramię w ramię z jej mężem rozwiązać zagadkę jej zniknięcia. Czy Alicja zaginęła bez śladu przez przedmiot, który znalazła? Czy miała jakieś tajemnice? Tego wszystkiego dowiecie się sięgając po „Włoskie śledztwo”.
Błędne łąki - Jarosław Szczyżowski, czyli niektóre miejsca lepiej omijać
Ponieważ kocham zarówno kryminały, jak i góry, nic dziwnego że wyszukuję sobie autorów, którzy łączą jedno z drugim i staram się ich podczytywać. Nie każdemu udaje się osiągnąć sukces taki jak Gortycha, ale fakt że wydają kolejne tytuły oznacza że jakieś zapotrzebowanie na takie klimaty jest.
Jarosław Szczyżowski od dawna był już na mojej liście do sprawdzenia i oto pierwszy jego kryminał już za mną. Za klimat dostaje ocenę całkiem wysoką, choć samo rozwiązanie i finał raczej mnie rozczarował. Nie wiem na ile zdradzać detale, bo nikt tego nie lubi, powiedzmy jednak mocno: jeżeli uzasadnienie dla mordowania wydaje nam się słabe, to choćby się wcześniej budowało w nas napięcie i lęk, szybko ta bańka może pęknąć...
A zaczyna się naprawdę nieźle i długo jesteśmy w fajnej atmosferze, w której każde wyjście ze schroniska może przyciągnąć jakieś kłopoty. Niby Chatka Górzystów jest w Górach Izerskich jest miejscem tak popularnym, że może nie kojarzy się z czymś groźnym, ale jak obuduje się to lokalnymi legendami, odpowiednią pogodą, mniejszą ilością ludzi (zimą), to uwierzcie że potencjał na odrobinę tajemnicy i grozy jest.
środa, 17 czerwca 2026
Chłopki, czyli kobieta NIKT
Szczerze powiem, że nie miałam ochoty na „Chłopki” w Teatrze Współczesnym. Nie dlatego, że książka Kuciel-Frydryszak mi się nie podobała, bo wręcz przeciwnie, ale się bałam, że znów mi się nie spodoba adaptacja. Wcześniej obejrzałam (w ramach Spotkań Teatralnych) spektakl oparty na tej książce w wystawieniu Teatru z Legnicy. I zwątpiłam w teatr. Rozumiem, że wyraz artystyczny twórców teatralnych może być różny, rozumiem, co chciał przedstawić duet Piaskowskiego i Sulimy, ale w moim mniemaniu poszli w taką stronę i tak daleko, że nie powinni powoływać się na książkę Kuciel-Frydryszak. I nie ja jedna miałam takie odczucie. Rozumiem prowokację, ale nie muszę jej jako widz przyjmować i się z nią godzić, zwłaszcza w odniesieniu do tej książki.
Teraz jestem szczęśliwa, że obejrzałam spektakl „Chłopki” we Współczesnym w reżyserii Sławomira Narlocha, którego premiera odbyła się w grudniu 2025 roku. Tworząc teatralną adaptację książki „Chłopki. Opowieść o naszych babkach” Joanny Kuciel-Frydryszak stworzył wydarzenie nieoczywiste, w którym pamięć jego własnej prababki splata się w całość z losami bohaterek książkowych. I nie jest to obraz sielski, anielski. To obraz kobiet sprowadzonych do roli roboczego wołu, rzeczy, którą można kopnąć, nałożnicy, którą można wykorzystać. Nie dziwi więc, że wiejska dziewczynka marzy by być krową, bo wtedy wszyscy by ją szanowali. To nie jedyne marzenie dziewczynek ze wsi wprzęganych w pracę na roli od najmłodszych lat aż do śmierci, zmuszanych siłą do uległości, niewidocznych dla innych. Marzących o rzeczach dziś dla nas oczywistych: butach, możliwości nauki, spokojnym życiu, decydowaniu o sobie. O to wszystko co teraz jest dla nas normalne pokolenia naszych prababek i babek musiały walczyć z determinacją godną gladiatora. I walczyły. Z siłą jakiej się po nich nikt nie spodziewał. Lub umierały cicho, wyczerpane do cna mozołem pracy ponad siły, wielokrotnym rodzicielstwem, za które często były obwiniane lub niezawinionym odrzuceniem. A mimo to parły do przodu wyrywając skrawek po skrawku to co im się należało od życia.
wtorek, 16 czerwca 2026
Wędrówka na północ, czyli liczy się cel czy sama droga?
Co jakiś czas pojawiają się produkcje, w których scenariusz można by sprowadzić do wędrowania z punktu A do B i zdania się na to co wydarzy się po drodze. Zwykle jednak stoi za tym jakaś poruszająca historia o zmianie jaka się w bohaterach dokonuje, o pokonywanym trudzie, walce z samym sobą itp. itd. The North, bo taki jest oryginalny tytuł produkcji, którą wprowadza na ekrany Gutek Film mam wrażenie iż z założenia miał być trochę inny. Surowe krajobrazy Szkocji mogą zachwycić, ale ten film nie próbuje do nas się jakoś umizgiwać w stylu "zobacz jak jest pięknie". Bez ścieżki dźwiękowej, kompletnie ignorując zasady typu "po deszczu zawsze pokaż piękne słońce", chwilami jakbyśmy uczestniczyli w paradokumencie. Te pogaduchy po drodze to jakoś ot tak, naturalnie, a nie żaden tam wykoncypowany scenariusz... Może przesadzam, ale naprawdę można odnieść takie wrażenie.
poniedziałek, 15 czerwca 2026
Blue Sky Mentality - Good Neighbours, czyli lato idzie kochani
A co mi tam, muzycznie ostatnio w zupełnie innych klimatach, ale lato i wakacje mają swoje prawa i musi znaleźć się coś lżejszego, prawda? I co z tego, że może nie powala oryginalnością? Za to nóżka się kiwa i słucha się sympatycznie no i od pierwszych dźwięków od razu robi się wakacyjnie.
Jest optymistycznie, tanecznie, radośnie i tak właśnie ma być. Nawet jeżeli w tekstach jest trochę poważniej. Ma po prostu wpadać w ucho.
I nie marudź że to brzmi jak muzyka z sieci fastfoodowej gdzie chyba AI im po prostu wszystko produkuje, nie mów że nie zapamiętasz żadnego utworu na dłużej. Jakby Ci grali go po kilka razy na dobę, jak inne "przeboje" to być zapamiętał a może i pokochał. Takie to już czasy że lubi się głównie to co znane...
niedziela, 14 czerwca 2026
Złotowłosy, czyli pomarańczowe znikanie w Czarnej Dziurze
Nowe miejsce na kulturalnej mapie Warszawy, czyli „Przestrzeń 71” to tymczasowa siedziba Teatru Druga Strefa na czas remontu - Modzelewskiego 71. Jednak atmosfera ta sama – kameralne wnętrze, uśmiechnięci ludzie, dyrektor sprawdza bilety
Spektakl „Złotowłosy” to coś pomiędzy monodramem a muzodramem. Intymna opowieść dopełniana dźwiękiem. Opowieść o dziecku/mężczyźnie z włosami koloru starego złota… czyli rudym. Opowieść rozpięta między dzieciństwem w objęciach kochającej matki a wiekiem przed pięćdziesiątką, kiedy zaczynamy spoglądać na nie wstecz. Kiedy zaczynamy wspominać i rozliczać: czego w naszym życiu było najwięcej, co najlepiej pamiętamy, do czego przywykliśmy nawet wbrew sobie.
sobota, 13 czerwca 2026
Gorath. Uderz pierwszy - Janusz Stankiewicz, czyli zabijam choć tak naprawdę wcale tak bardzo tego nie lubię...
I tak oto poznajemy gościa, o którym niewiele wiemy, gdy przyciśnięty trochę do ściany podejmuje się zadania, które będzie wymagać od niego by wkraść się w szeregi pewnej bandy. Nie będzie to proste, bo najpierw musi udowodnić że jest równie bezwzględny jak oni, a potem gdy już go zaakceptują i będzie znał ich sekrety, ma doprowadzić do zlikwidowania całej grupy. Toż to misja wyglądająca niczym czystej wody samobójstwo, takie połączenie pracy pod przykrywką z glejtem "wszystko ci wolno" byle zadanie zostało wykonane.
A my w dodatku czujemy, że Gorath nie lubi być stawiany pod ścianą i od początku ma ochotę wykręcić jakiś numer, byle tylko wywinąć się z całej tej historii bez noża wbitego w pierś albo co gorsza w plecy.
piątek, 12 czerwca 2026
Złodziej czasu. Łowcy tajemnic - Michał Kuźmiński, czyli to miały być najgorsze wakacje w ich życiu
Zwykle jednak to jest ta "wielka" historia, znane wydarzenia, które ktoś próbuje przybliżyć młodemu czytelnikowi. Trudniej przecież nie opowiadać jedynie o bohaterstwie, zwycięstwach czy klęskach, ale pokazać losy zwykłych ludzi, opowiedzieć o konsekwencjach tych wydarzeń.
To właśnie może spodobać się w Złodzieju czasu, który zdaje się jest pierwszym tomem większego cyklu. To historia dwójki dzieciaków: jedenastoletniej Doroty i siedmioletniego Daniela, których rodzice postanowili po raz pierwszy wysłać na wakacje do dalszych krewnych. Bez nich? Bez atrakcji? Na wieś? Nie zagranicę? No jak to?
czwartek, 11 czerwca 2026
Harry Hole, czyli dwa oblicza policji
Niby załapałem się na parę tomów najsłynniejszego cyklu Jo Nesbø i podobało się to co w nich znalazłem, jednak jakoś nigdy nie stałem się jakimś zagorzałym fanem, czyli nie zaskoczyło mnie to tak bardzo, bym uznał te kryminały za wyjątkowe. Może dlatego do ekranizacji podchodziłem bez wielkich emocji i obaw, bo wiadomo że trudno sprostać oczekiwaniom znających książki na wylot. Podchodząc spokojnie do tego co przygotował Netflix, powiem że wyszło całkiem nieźle, choć warto by pewnie popracować nad pewnymi detalami, bo mogą wydawać się widzom mało wyjaśnione i jakby wprowadzone na siłę.
Tobias Santelmann jest bliski temu jak wyobrażałem sobie bohatera, pokazano jego dość specyficzny stosunek do otoczenia i podejście do pracy, bardziej intuicyjne niż proceduralne. A że trochę trudno uwierzyć w to, że raz pije na umów a potem spokojnie potrafi odstawić alkohol i funkcjonować niczym supermen, to już przemilczmy. W kryminałach skupiamy się przede wszystkim na fabule oraz na tym czy zakończenie będzie zaskakujące i czy nie rozczaruje.
wtorek, 9 czerwca 2026
Akord - W.P. Rdzanek, czyli żeby ratować ludzkość niektórzy akceptują konieczność ofiar
Rdzanek zdaje się pokusił się na coś podobnego co napisał Szamałek, czyli dość rozbudowaną i bogatą w różne wątki trylogię, w której poza trzymającą w napięciu akcją, stara się też ostrzegać przed różnymi zagrożeniami. Tyle że Ukryta sieć była czymś w rodzaju thrillera kryminalnego, a w trylogii Rdzanka tempo jest szybsze, przeskakujemy z jednej lokacji do kolejnej, a co do ostrzeżeń chwilami ma się wrażenie, że fantazja trochę autora poniosła. A może to tylko moje wrażenie?
Generalnie czyta się to fajnie, choć chwilami mam wrażenie że można by było dopracować sceny i dialogi, żeby nie były tak sztuczne. O pierwszym tomie pisałem tak. Dzieje się sporo, intryga jest gęsta, a nawet jeżeli coś wydaje nam się mało prawdopodobne lub naciągane, zrzućmy to prostu na pewną konwencję gatunkową. W końcu nie od dziś zagrożenia i ich źródło w literaturze sensacyjnej jest trochę wyolbrzymiane - to z jednej strony ostrzeżenie, ale i pewnego rodzaju demonizacja, by "nasi" wypadli bardziej bohatersko. Kupuję też wykorzystywanie odwołań do tego co napisali inni, zwłaszcza że jest to świadoma gra - w końcu postacie też czytają i mogą się porównywać z jakimiś postaciami (Lisbeth Salander).
Powracają postacie z tomu pierwszego, ale autor zbudował wszystko tak, że to niezależna powieść. Niby lepiej czytać po kolei, to jednak oddzielne historie. Kapitan ABW Zygmunt Fiszer zajmujący się cyberzagrożeniami, Ewa Dzik z Policji, która ma pomaga, zaprzyjaźnieni z nimi od poprzedniej historii znany adwokat, jego miłość i uzdolniona artystka, czy uzdolniony informatyk, czy jego była dziewczyna, pracująca również w kancelarii adwokackiej, powrócą w mniejszych lub większych fragmentach, by pomóc w rozwiązaniu sprawy.












