czwartek, 20 czerwca 2019

Bajki dla dorosłych - Rutkowski&Piotrowski, czyli jazz i 3 godziny nawijki

Minęło już trochę czasu od wieczoru z bajkami dla dorosłych, ale to improwizowane wydarzenie będzie powtórzone, kto wie może będzie nawet lepiej niż za pierwszym razem. Zawsze przecież trzeba chwili na to by się dotrzeć, by sprawdzić jak ten pomysł sprawdza się w praktyce, jak reaguje na niego publiczność. Ona tu jest bardzo istotna, bo wieczór nie ma z góry założonego scenariusza, rozwija się bardzo na gorąco.

środa, 19 czerwca 2019

Nie tylko Starsi Panowie, czyli Wasowski do Kwadratu


Pierwsze spotkanie ze Sceną Kameralną w Teatrze Kwadrat i… niewypał. Spektakl, który miał mnie przenieść w dawnych wspomnień czar nie spełnił oczekiwań. Wygląda na to, że proste przełożenie twórczości Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego nie jest takie proste mimo muzyki na żywo, którą zawsze bardzo lubię w spektaklach, mimo naprawdę uroczej i czysto śpiewającej Klementyny Umer i opowiadającego w sposób lekki anegdotki i ciekawostki z życia i kariery Jerzego Wasowskiego – syna Grzegorza. Spektakl miał w założeniu przybliżyć mniej znaną twórczość Pana Jerzego, ale wyszło coś na kształt „smuty”.

wtorek, 18 czerwca 2019

Stroiciele - Ewa Kowalska, czyli mroczny las jest jedynie legendą

Lada dzień kolejny tom tego cyklu, chyba więc pora wrzucić wreszcie notkę na temat "Stroicieli". I powiem Wam, że mam trochę dylemat. To nie jest "przeciętniak" jakich obrodziło na naszym rynku - fantasy dla młodzieży jest cała masa, ale większość z nich trochę na jedno kopyto, jakby kopie Pottera tylko dekoracje się zmieniają. Sierotka lub biedak (częściej dziewczyna niż chłopak, wszak czytają częściej dziewczyny), wrzucony w jakąś emocjonującą przygodę, pełną niebezpieczeństw, z czasem odkrywa że ma jakieś wyjątkowe umiejętności i to od niego zależy uratowanie miasta/kraju/świata. Ewa Kowalska wyszła trochę z innego założenia. Przede wszystkim próbuje powoli odsłonić przed nami realia świata, w jakim tkwią jej bohaterowie, nie skupia się tak bardzo na akcji, jakichś przygodach. Postacie mogą nawet wydawać nam się trochę dziwaczne, nie do końca je rozumiemy, a o polubieniu to już trudno nawet mówić. One same znalazły się w trochę nowej dla siebie sytuacji, przekroczyły pewną granicę, której dotąd nikt z ich otoczenia nie chciał przekraczać. Można powiedzieć, że czytelnik wraz z nimi próbuje znaleźć odpowiedzi na pytania, które wciąż pojawiają się w głowie.

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Rysa - Igor Brejdygant, czyli jak ona może tak funkcjonować?


Jestem już po lekturze "Układu", czyli najnowszej powieści z komisarz Moniką Brzozowską w roli głównej, ale przecież wypada najpierw napisać o początkach tej historii. Słyszałem dobre opinie, ale książka wpadła mi w ręce dopiero niedawno, na Targach Książki w Warszawie. Połknąłem i od razu wyciągnąłem ze stosu czekających pozycji również "Układ". Och, jakie to jest dobre! Kryminał, odrobina thrillera psychologicznego, ciekawa bohaterka i duża dawka emocji.
Z początku trzeba się było trochę przyzwyczaić do "jazd" pani komisarz, z czasem jednak muszę przyznać, że nie tylko stanowiły one klucz do rozwiązania tej historii, ale i nadają jej ciekawego kształtu. Policjantka, która kiedyś mocno ćpała, ledwo odratowano jej życie, a teraz, próbując zagłuszyć jakieś własne demony, znowu zaczyna eksperymentować, to już jakiś ewenement. Alkohol pewnie nas by nie zdziwił, ale narkotyki? Jak ona może funkcjonować, a co dopiero prowadzić jakiekolwiek śledztwo? Jej historia ma sporo białych plam, o których nie wiemy nie tylko my jako czytelnicy, nie wie nawet o nich ona sama. Kilkanaście lat temu trafiła na odwyk praktycznie w stanie agonalnym, ledwie ją uratowano, Monika Brzozowska niewiele jednak pamięta z tamtego okresu, jakby ktoś wyciął z jej życia prawie dwa lata. Od czasu do czasu pojawiają się jej jakieś obrazy, mgliste wspomnienia, których nie potrafi rozpoznać, ale jeszcze częściej nocne koszmary, które nie dają jej spokoju.

niedziela, 16 czerwca 2019

Tolkien, czyli czyjąś wyobraźnię na ekran nie jest przenieść łatwo

Gdy ma się do czynienia z pisarzem, który stworzył jedną z najsłynniejszych powieści XX wieku, a jednocześnie cały świat, z jego historią, legendami, językiem, ludami, to chętnie weszłoby mu się do głowy, by choć trochę zakosztować jego geniuszu. Z produkcji Dome’a Karukoskiego chyba jednak mało kto będzie zadowolony. Nie chodzi jedynie o to, że skupia się on na dzieciństwie i młodości J.R.R. Tolkiena, a kończy jego biografię jeszcze zanim zabrał się ona za pisanie powieści. Mam wrażenie, że tak naprawdę nie dowiadujemy się o autorze nic takiego, co by dawało nam odpowiedź na pytania o wyjątkowy charakter jego twórczości.



sobota, 15 czerwca 2019

Powiesić, wybebeszyć i poćwiartować - Jonathan J. Moore, czyli historia egzekucji

Na stosie kolejny tytuł tego autora, czyli "Zastrzelić, zadźgać i otruć", nie ma co więc dłużej odkładać notki o pierwszym jego wydawnictwie. Książka bardzo specyficzna, nie tylko ze względu na dość makabryczny temat, ale i sposób opowiadania.
To taki bryk, przewodnik, pełen różnych historii i anegdot, ale daleko mu do encyklopedycznej szczegółowości, czy też do popularyzatorskiej zwięzłości analizy i komentarza. Niby styl opowiadania jest swobodny, brak jednak trochę w tym wszystkim autora, jakiegoś bardziej emocjonalnego czy osobistego tonu. Ot, zebrał z różnych archiwów ciekawostki, pogrupował je według sposobu zadawania śmierci i bólu, okrasił to ilustracjami i już. Tymczasem aż by się prosiło o oddzielenie od siebie tortur celem wydobycia zeznań, od publicznych egzekucji, które miały zupełnie inny cel. Ciekawie też by było przyjrzeć się od strony psychologicznej temu jakie emocje wzbudzały takie pokazy - same anegdoty na temat reakcji ludzi to trochę mało.

czwartek, 13 czerwca 2019

Czarny wdowiec - Jacek Ostrowski, czyli obsypana klejnotami

Już się bałem, że za dużo czytam kryminałów, bo niewiele tytułów mnie zachwycało, ale chyba znowu trafiłem na dobrą passę. Brejdygant "Rysą" wciągnął mocno i od razu zabieram się za "Układ", a nie tak dawno skończyłem drugi tom z serii z papugą. Pamiętacie "Paragraf 148"? To teraz jest nawet lepiej. Ostrowski wymyślił fajną bohaterkę i nawet jak sprawa kryminalna nie jest zaskakująca, to samo towarzyszenie mecenas Zuzannie Lewandowskiej w jej codziennym zmaganiu się z rzeczywistością, która ją mierzi, daje sporo frajdy. O ile Ćwirlej z PRL trochę się nabijał, u Ostrowskiego też humoru nie brakuje, ale mam wrażenie że jednak jest trochę realniej, mniej w tym kabaretu. Owszem, większość milicjantów to półgłówki, ludzie nabijają się z władzy, mimo wszystko jakoś w niej tkwią, próbują ją oswajać. Kartki, kolejki, załatwianie wszystkiego co potrzebujesz za przysługi i wymianę towarową, marzenia o odrobinie luksusu i otaczająca siermiężność, to obrazki w "Czarnym wdowcu" przy których niby się uśmiechamy (jeżeli ktoś pamięta), ale bardzo do śmiechu wcale tak bardzo nie jest.
I może dlatego tak lubi się Lewandowską?

8 kobiet, czyli... która zabiła?


OCH-Teatr wystawił sztukę „8 kobiet” Roberta Thomasa w obsadzie śmietanki aktorskiej. To nie mogło się nie udać. Mimo, że sztuka ma już swoje lata, nie traci na aktualności, a przy tym można ją wystawić na różne sposoby. Wystawiona w OCH-Teatrze jest kryminałem w stylu Agathy Christie, ale na wesoło i z leciutkim melodramatem w tle.

Oto zbliżają się święta Bożego Narodzenia i w domu na odludziu, zamieszkałym przez Marcela wraz z pięcioosobową rodziną żony i dwiema paniami zajmującymi się domem, (w momencie powrotu do domu ze szkoły najstarszej córki) dochodzi do odkrycia, że pan domu został zasztyletowany nożem w plecy. Och! Wszystkie panie w szoku. Mało tego – nie ma jak wezwać policji, bo telefon odcięty, zamieć nie pozwala wyjechać i trzeba pilnować, by nikt nie wszedł do pokoju pana i nie zatarł śladów. Tak się zaczyna akcja, a potem jest już coraz ciekawiej. Psy nie szczekały… to nikt obcy! Morderca jest wśród nas!

środa, 12 czerwca 2019

Rocketmen, czyli brokat, pióra i okulary

Po sukcesie ubiegłorocznego filmu "Bohemian Rhapsody" kolejna biografia ekscentrycznego muzyka natychmiast wymusza porównania. Tymczasem wcale niełatwo te filmy porównać, podobnie jak niełatwo jest porównać twórczość obu panów. Można oczywiście dostrzec pewne podobieństwa, które zostały uwypuklone w filmach (np. samotność, wykorzystywanie przez managerów), ale styl w jakim zostały zrobione jest jednak inny. Na próżno w Rocketmen szukać większych fragmentów koncertów, nagrywania kolejnych płyt, czy komponowania przebojów. Nawet chronologii w kolejności utworów nie ma żadnej. Mimo to ten film może się podobać.

poniedziałek, 10 czerwca 2019

Zaklęte rewiry, czyli metafora naszych czasów


Robert: Zarówno powieść „Zaklęte rewiry” Henryka Worcella, jak i słynna ekranizacja z Markiem Kondratem i Romanem Wilhelmim, dziś są już trochę zapomniane, szczególnie przez młode pokolenie. Cóż może im powiedzieć ciekawego o mechanizmach świata i kondycji ludzkiej historia z lat 30? Trzeba jednak powiedzieć, że Adam Sajnuk miał nosa, bo jego spektakl jest nie tylko żywy, pełen ciekawych pomysłów scenicznych, ale zmusza do refleksji, pokazuje pewne rzeczy, które aż tak bardzo w dzisiejszym świecie się nie zmieniły. Wchodzisz w tryby pewnej machiny/instytucji, uczysz się i powoli pozbywasz się ideałów, złudzeń, stajesz się kimś innym, kim nie chciałbyś być. Awans oznacza większe pieniądze, możliwości, ale czy oznacza że jesteś bardziej szczęśliwy...



MaGa: Czyli, wypisz wymaluj, współczesna korporacja. Cieszę się, że i Tobie się podobało, bo już myślałam, że staję się nieobiektywna (zaczynam chodzić „na Sajnuka”, a Mariusza Drężka baaardzo lubię). Mnie się spektakl bardzo podobał, miał tempo, dynamikę, nerw, muzykę na żywo i ciekawą scenografię…
Robert: Jesteśmy zaskakiwani już od samego wejścia, gdy widzimy, że publiczność może siadać nie tylko na widowni, ale i przy stolikach ustawionych na scenie. Stajemy się nie tylko obserwatorami, ale i w pewien sposób uczestnikami tej historii, gośćmi w restauracji „Pacyfik”. I ten pomysł sceniczny, dość prosty, ale genialny będzie budował całą atmosferę, mimo pewnych uproszczeń bardzo realistyczną. Oto świat ludzi „na zmywaku”, uczniów, barmanów, kelnerów i wreszcie, na szczycie drabiny - szefów sali. W latach 20 czy 30 dla wielu ludzi był to szczyt marzeń, by przejść taką drogę od zera na sam szczyt. Bezrobocie sprawiało, że można było zaciskając zęby wiele znieść, by po paru latach samemu stać się podobnym potworem dla nowicjuszy... Bo tak trzeba? Bo inaczej się nie da?
MaGa: A nie odnosisz wrażenia, że ten spektakl to metafora naszych czasów? To zaplecze restauracji „Pacyfik” to niemal współczesna korporacja, a w niej zawiści, pęd do zaszczytów, wyścig szczurów…

niedziela, 9 czerwca 2019

Mazurscy w podróży - Agnieszka Stelmaszczyk, czyli ahoj przygodo

Agnieszkę Stelmaszczyk u nas w domu kojarzymy bardzo dobrze z serii Kronik Archeo, którą uwielbia moja młodsza córka. Czasem widuję inne jej propozycje, adresowane do młodszych, ale jakoś nigdy nie miałem okazji, by się z nimi zapoznać. Do dziś. Wpadł mi bowiem w ręce pierwszy tom nowego cyklu pt. Mazurscy w podróży. Autorka wykorzystując własne wspomnienia (i fotografie!) zabiera nas na wyprawę pełną ciekawych miejsc, ale i przygód.
Ten pomysł zresztą wykorzystuje dość często w swoich powieściach i choć schemat jest podobny, za każdym razem młodzi czytelnicy pochłaniają je z wypiekami na twarzy. Nowe miejsce, a co za tym idzie nowa sceneria do różnych perypetii (często kryminalnych), dawka ciekawostek i wiedzy, to coś co sprawia, że nie można nudzić się przy lekturze. W Kronikach bohaterowie to dzieciaki archeologów, dlatego jeżdżą po całym świecie, w najbardziej egzotyczne miejsca. W nowe serii wyruszamy zaś w podróż z przeciętną polską rodzinką, jednym autkiem, bez jakichś wypasionych ekstrawagancji, czasem będąc trochę ograniczonym portfelem, czasem lub zachciankami innych członków familii. I to nawet jest fajne, bo dość swojskie.

sobota, 8 czerwca 2019

Milcząca rewolucja, czyli nie będziecie mnie uczyć czym jest socjalizm

Mało znana, choć ciekawa historia i na jej podstawie niezły film. Tak można by podsumować niemiecki dramat reżysera Larsa Kraume, autora thrillera „Fritz Bauer kontra państwo”.
Przyzwyczailiśmy się do tego, że biografie kręci się o jakichś bardzo znanych postaciach, a tu mamy zwyczajną klasę maturzystów z NRD. Co w nich wyjątkowego? Byli zwykłymi młodymi ludźmi, którzy lubią się powygłupiać, rozmawiać, mają swoje marzenia, może i różnią się charakterami i poglądami na wiele spraw, ale dobrze się dogadują. Nawet ich "czyn", który zapoczątkował wobec nich całą falę represji nie był niczym wielkim, dla części to być może miało charakter jakiegoś symbolu, dla innych było być może raczej formą zabawy, wygłupu. Przecież do głowy by im nie przyszło, by w jakiś wyraźny sposób występować przeciwko władzy.

Cztery drogi - Tommi Kinnunen, czyli opowieść złożona z puzzli


Kolejny debiut, który mi wpadł w rękę i który mi się podoba. Tym razem „Cztery drogi” Tommi’ego Kinnunen’a – debiutancka powieść, która zdobyła wiele nagród i uznanie czytelników. Myślę, że zasłużenie.

Na zakręcie Czterech Dróg stoi ogromny dom, największy we wsi. Powstał na powojennych gruzach poprzedniego, ogromniał od marzeń, ucieczek od siebie, traum wojennych i nieodkrytych sekretów rodzinnych. Dom, który pociągał, ranił, odrzucał, z którego każdy chciał odejść, choć to nie dom był temu winien. To opowieść rozrzucona w czasie, na którą składa się historia trzech kobiet jednej rodziny i jednego mężczyzny. Cztery drogi, jakimi przeszli swe życie, cztery różne historie, które splotły się ze sobą. To także opowieść o kobietach. Silnych, niezależnych, które płaciły za to wysoką cenę. Za wybory jakich dokonały i ich konsekwencje. Zaczyna się w roku 1895 kończy w 1996. Każda kolejna historia to cząstka uzupełniająca historii poprzedniej. Urzekająca powieść o fińskiej rodzinie z małej wsi gdzieś na końcu świata…