piątek, 3 lipca 2020

Dziewczyna z daleka - Magdalena Knedler, czyli pod rozwagę



Spowiedź niemal stuletniej Nataszy powinna być lekturą obowiązkową. Tylko to się nie uda, bo autorka wprowadziła do tej dwutorowej opowieści takich bohaterów współczesnych, że ręce opadają. Długo się zastanawiałam czy tę książkę rekomendować… z jednej strony przepiękna, choć tragiczna, opowieść bardzo starej kobiety, która wiele przeszła, stoi nad grobem i chce nareszcie wyznać prawdę, której ukrywanie zniszczyło jej duszę, z drugiej – bohaterowie współcześni, zupełnie jak wydmuszki. A muszą być, bo w rękach jednego z nich znajduje się istotna część historii, nie ma więc jak ich ominąć.
Na początku była miłość. Przystojny polski szlachcic zakochał się w pięknej Niemce i przywiózł ją do swojego majątku pod Wilnem, które wtedy leżało w granicach RP. Ona szybko uczyła się polskiego, asymilowała z sąsiadami, dbała o majątek i jego pracowników. Z tego związku urodziła się Natalia, dziewczę rezolutne, skore bardziej do biegania po polach niż do nauki. Kiedy zaczęto podejrzewać wybuch wojny, miała lat niespełna osiemnaście.

Jedna krew - Stefan Darda, czyli wydawało się, że tak trzeba

Cierp duszo, skoro wzięłaś na trzydniowy wyjazd lekturę, którą połknęłaś w jeden dzień. Cierp. A przecież mogłeś się tego człowieku spodziewać, bo znasz już kilka powieści tego autora i wiesz, że Darda potrafi wciągnąć w opowieść. Mimo niepokoju jaki budzi się w trakcie czytania (oj potrafi budować klimat), nie masz ochoty przerywać.
Co prawda wciąż nie mogę wybaczyć autorowi rozpoczynanie cyklu, a potem zajmowanie się odrębnymi historiami (bo tak należałoby to potraktować), może jednak następna książka pojawi się wkrótce (trzymam kciuki).
Jedna krew nie jest związana z poprzednimi seriami (Czarny wygon, Dom na Wyrębach), ale można dostrzec pewne podobieństwa. Oto lokalna legenda, jakieś wierzenia ludowe, przesądy, kompletnie niezrozumiałe dla innych i być może nawet zapominane współcześnie przez najmłodsze pokolenia, wbrew pozorom jednak dziadkowie wiedzieli co robią, by uchronić się przed złem. Możemy się wzdrygać z przerażaniem, próbować szukać naukowych wyjaśnień tego co naszym zdaniem byłoby wyjaśnieniem ich obaw, czy aby na pewno jesteśmy od nich mądrzejsi i nie popełniamy ich błędów?

czwartek, 2 lipca 2020

Lily, czyli znikający trup

Gdyby Machalica słuchał Jandy… nie byłoby zabawy.

Jednak po kolei. Tęskniąca za teatrem „na żywo”, wynudzona bezczynnością w okresie izolacji zachowałam się trochę jak pies spuszczony z łańcucha… pobiegłam na spektakl, który pierwszy wpadł mi w oczy, czyli właśnie „Lily” w OCH-Teatrze. To komedia kryminalna autorstwa Jacka Popplewella. Komedia kryminalna to według mnie czyli najtrudniejsza komedia do wystawienia na scenie, bo musi mieć tempo, charakterystycznych bohaterów, napięcie i oczywiście – śmieszyć. I to wszystko w „Lily” jest.


wtorek, 30 czerwca 2020

Przyjaciel - Sigrid Nunez, czyli pisanie o sensie pisania... i życia

Ostatni wpis czerwca. I jednocześnie to 9 i pół roku Notatnika. Dzień po dniu, kolejne notki do kolekcji. Wiele z nich jest jakoś dla mnie istotnych, były emocje przy ich pisaniu, a czasem z zaskoczeniem do nich wracam i odkrywam zupełnie nowe emocje przy lekturze. Czasem mam ochotę wrócić do książki czy filmu... Choć wiele wpisów może wydawać się komuś mało istotnych, ot kolejna rozrywka, która zostanie wyparta za rok czy dwa przez inny modny/głośno reklamowany tytuł, są i takie, przy których nagle Notatnik staje się miejscem do wpisów bardzo osobistych i rekomendacji, które będą - jestem tego pewien, ważne i za kilka lat. 
I dzisiejsza książka będzie do nich należeć. Być może będą czytelnicy, których ona znudzi, którzy będą marudzić, że to zbyt rozwlekłe, za dużo cytatów z innych, a za mało akcji. Jestem jednak przekonany, że znajdzie się sporo takich osób jak ja, których z pewnych powodów ta książka mocno poruszy. Nie tylko tym jakie tematy porusza, ale też właśnie w jaki sposób to czyni.

Incognito, czyli czy tylko biologia?

Mimo tego, że teatry wciąż funkcjonują w rzeczywistości troszkę schizofrenicznej (widzowie w maseczkach, aktorzy bez, połowa miejsc i sporo innych mniej lub bardziej wygodnych rozwiązań), nie obawiają się startować z premierami. W sumie czas pandemii można było wykorzystać na próby (przynajmniej częściowo), więc może dobrze, że nie odkłada się tego do jesieni. W teatrze WARSawy powraca też cykl społecznej sceny debiutów, czyli spektakli, w których amatorzy, studenci aktorstwa i młodzi absolwenci, którzy nie mieli jeszcze wielu okazji do pracy na scenie, pod okiem profesjonalistów mogą pokazać swoje umiejętności. Na Notatniku jest już kilka recenzji ze spektakli przygotowanych w ostatnim roku w ramach tego cyklu, więc wiecie już, że: 
1. bywa naprawdę wybornie, z czego wynika dość oczywiste 2
2. warto dać szansę tym spektaklom. 

Najpierw napisałem własny tekst, ale M., zaproponowała rozmowę, więc zapraszamy do kolejnego dialogu po spektaklu (jej propozycje podtytułu to Wszechświat w pigułce).

poniedziałek, 29 czerwca 2020

Zabawnie i niegłupio, czyli Late night i Gdzie jesteś Berandette?


Pierwsza produkcja obejrzana chyba głównie z sympatii do Emmy Thompson i tak naprawdę ona ratuje ten film. Pewnie można by wyciągnąć z tego pomysłu coś więcej, ale zamiast ostrego humoru, twórcy w którymś momencie chyba wybrali drogę bajeczki nie dość, że propagującej polityczną poprawność, to raczej z miałkim morałem i niewielką ilością humoru. A przecież film o kobiecie prowadzącej program satyryczny (czy też po prostu autorskie show), powinien być ostry jak brzytwa. Zwłaszcza, że chodzi nie tylko o jedną prowadzącą, ale o cały zespół, który specjalizuje się w pisaniu żartów i monologów.A tego pazura jaki znamy ze stand-upu tu brak.

niedziela, 28 czerwca 2020

Świrus - Jacek Ostrowski, czyli a wszystko przez ten sowiecki szajs

A nie mówiłem, że czwarty tom z Zuzą Lewandowską nie będzie długo czekać u mnie na swoją kolej? Od razu trafił na wierzch duuuużego stosu i połknąłem ten tytuł w jeden dzień.
Wszystko co napisałem o poprzednich książkach z tego cyklu podtrzymuję i nie zamierzam odwoływać. Dobra, charakterna postać bohaterki to połowa sukcesu. I choćby sama sprawa kryminalna wydawała nam się zagmatwana i mało wciągająca, to ze względu na niebanalne poczynania pani mecenas, trudno się oderwać o lektury, wciąż kombinując co takiego ona jeszcze wymyśli i do czego ją to doprowadzi? Zatłuką ją ci, którym wejdzie na odcisk? A może znajdą inny sposób na to by jej się pozbyć, choćby zgadzając się na przyznanie paszportu i sugerując, żeby nie wracała? Lewandowska od zawsze z władzą ludową się nie lubiła, z radością przyjmuje sprawy, w których widzi szansę na to, żeby utrzeć jej nosa, ale teraz trafiła naprawdę na nie lada zagwozdkę. I nie chodzi bynajmniej o to, iż wszystko zaczyna się od spadającego na kamienicę w Płocku radzieckiego satelitę, bo walka o odszkodowanie dla człowieka, któremu spadło to cholerstwo na głowę raczej była symboliczna. Gorzej, że człowiek któremu stara się pomóc, nagle przejawia jakieś zaćmienia umysłowe i zaczyna gadać o tym, iż zamordował człowieka. Milicji dużo więcej nie trzeba. A gdy do tego znajdują ciało tam gdzie im o tym opowiedział, chłopak stał się dla nich świetnym kozłem ofiarnym i sposobem na to, by zrobić kariery na bezprecedensowym procesie zbrodniarza.

Dirty sun - Robert Cichy, czyli potrafią i u nas!

Dzieci się śmieją, że w muzyce lubię tylko to co już znam, ale to nie do końca prawda - raz na jakiś czas odkrywam coś, co wpada mi w ucho i nie chce wyjść, coś gdzie wszystko mi pasuje. Klimat, wokal, pomysły muzyczne, solówki... Tak właśnie mam z najnowszym krążkiem Robert Cichego, muzyka który współpracował z wieloma znanymi artystami, a od niedawana nagrywa też sam.
Podoba mi się to, że mimo iż wyczuwa się jego inspiracje, to w czym dobrze się czuje, czyli folkowe granie (blues, country), to brzmienie tego co robi jest na wskroś nowoczesne. Nie boi się eksperymentów, łączenia stylów, chwilami jest więc i popowo, są kawałki z ciężkim graniem, ale wciąż w tym wyczuwamy ducha grania jak sprzed lat.

sobota, 27 czerwca 2020

Niewiarygodne, czyli taka kara to ja rozumiem

Z Netflixem wciąż jakoś "nie chwyciło" tak jak to reklamowali mi inni. Wybieram sobie kilka rzeczy, ale oglądam powoli, nie mam zamiaru robić sobie maratonów. "Niewiarygodne" jednak oceniam dość dobrze - nawet nie tyle jako kryminał, czy też thriller kryminalny, ale trochę za coś innego.
Nie chodzi tu przecież o jakieś spektakularne tempo, trzymanie w napięciu itp. Akcja rozwija się dość wolno, a twórcom chyba nie zależało na tym, by trzymać widza za gardło. Starają się dość wiernie odtworzyć pewną autentyczną historię oraz zwrócić dzięki temu uwagę na pewne sprawy. Sam tytuł można interpretować dwuznacznie - sama opowieść jest trudna do uwierzenia, ale i chodzi o drugi aspekt - o to, że czasem ofiara jakiegoś przestępstwa (tu akurat gwałtu), ze względu na jakieś okoliczności, może przeszłość, może rozbicie psychiczne i nieskładne zeznania, uznana zostaje za niewiarygodną. Czy może być coś gorszego? Zostać skrzywdzonym i to dwukrotnie, bo zamiast dostać wsparcie, zostajesz sama, zarzuca ci się kłamstwa, nie jesteś rozumiana...

środa, 24 czerwca 2020

Serce - Bartosz Szczygielski, czyli pozostała zemsta

Bartosz Szczygielski
Serce
Wyd. W.A.B.
2019
416 stron
Głowa przy ostatniej lekturze, ale do niej potrzebuję chyba chwili, by napisać o niej spokojnie. Ewidentnie coś "zaiskrzyło".

To na dziś kolejny thriller. Tym razem męski, krwawy, brutalny. I nie chodzi bynajmniej o akcję, o jakieś gangsterskie porachunki itp. U Szczygielskiego to nie tylko ci "źli" są w stanie dokonać czegoś ekstremalnego. Wszak każdy ma jakąś swoją wytrzymałość i jeżeli otrzymuje wciąż ciosy, to w którymś momencie może mieć dość i będzie w stanie rzucić się na oprawców, nie licząc się z konsekwencjami. I o tym między innymi jest "Serce". O bólu tak dużym, że nie ma już chęci do życia, do robienia planów, no chyba że dotyczą one zemsty na tych, którzy ten ból zadali.

wtorek, 23 czerwca 2020

Ene, due, rike, fake, czyli było, jest i będzie


Teatr jest tym miejscem, gdzie można poruszać każdy temat, nie ma tabu. Na szczęście. Bo są tematy, które od zarania dziejów były, są i będą. Pedofilia. Wykorzystywanie seksualne. Dużo się teraz o tym mówi (chociażby akcja #metoo, filmy braci Sekielskich), a jednak to dalej trwa. Spektakl „ENE DUE RIKE FAKE” w Teatrze Druga Strefa nie daje odpowiedzi dlaczego tak się dzieje, co należy z tym robić. Bije nas jedynie jak młotem w mózg: zobacz jakie spustoszenie dzieje się w głowie dzieci, które doświadczyły molestowania, przemocy seksualnej, gwałtu i jak usiłują sobie z tym poradzić w dalszym życiu. Spróbuj chociaż zrozumieć. Pilnuj dzieci!

poniedziałek, 22 czerwca 2020

Ostatni lot - Julie Clark, czyli zacząć od nowa

Na później odkładam coś mięsistego, krwawego i raczej męskiego, a na dziś thriller w wydaniu kobiecym. Nie chodzi jedynie o to, że bohaterkami są postacie kobiece, w dodatku osaczone i zagrożone przez mężczyzn, ale nie po raz pierwszy trafia w moje ręce książka, które styl narracji, cały pomysł na fabułę, skupienie się na emocjach, są bardzo "kobiece". Niby thriller, ale taki wiecie... Bez większej przemocy, zagrożenia, nawet bez większego napięcia, liczy się raczej pomysł na to jak postawić czytelnika wobec jakiegoś zaskoczenia. Przeszłość, powiązania między postaciami, jakieś decyzje, sekrety. I już. Nie spodziewajcie się jakiegoś dramatycznego finału, bo zwykle go nie dostaniecie. A zagadka? Też do rozgryzienia jeżeli nie na samym początku, to w trakcie.
Oczywiście jako facet jestem nieobiektywny - przecież kobiety mogą w bohaterkach dostrzec coś czego ja tam nie zobaczyłem, zachwycić się determinacją, trzymać kciuki za to, żeby udało się rozwiązać problemy i podjąć właściwe decyzje. Bo mnie to prawdę mówiąc średnio obeszło - całość wydała się dość schematyczna i mało wciągająca. Ale cóż - zdarza się. W końcu ile w ciągu roku może się trafić prawdziwych bestsellerów, mimo że wydawcy prawie każdą książkę chętnie by tak nazywali.

niedziela, 21 czerwca 2020

Dzień wagarowicza - Robert Ziębiński, czyli krew się leje, kończyny latają

Nie jestem jakimś wielkim zwolennikiem slasherów, ani generalnie horrorów, jednak przy pewnym "zmęczeniu materiału", czyli tym że kryminały i thrillery coraz mniej sprawiają mi frajdy, obserwuję że groza w wydaniu literackim daje miły powiew świeżości i kupę zabawy.
Robert Ziębiński w fajny sposób we wprowadzeniu opowiada o tym jak popularne były tego typu rzeczy np. w USA w połowie XX wieku, a u nas poza Grabińskim nie mieliśmy zbyt wielu pisarzy, którzy potrafili straszyć, a potem na długo takie tematy były zakazane. Nawet rozrywka musiał edukować, a co to za jakieś mordowanie wszystkich bohaterów po kolei i uganianie się z potworami. Niby teraz możemy sobie odreagować, bo wszystko wolno, a mimo to nadal niewielu pisarzy sięga po grozę, a szczególnie w takim lekkim, rozrywkowym stylu. Mamy oczywiście Dardę, Urbanowicza, można by znaleźć jeszcze kilku, ale zwykle to rzeczy budzące niepokój klimatem, a nie ma w nich aż tak wielkiej jatki, z jaką kojarzymy slashery. Ziębiński postanowił napisać książkę właśnie w takim stylu, ale przenosząc akcję w ciekawy moment historyczny, mieszając fantazję z realizmem, wcale nie zrobił bezmyślnej rąbanki (jak to czasem się zdarza w wersji filmowej tego gatunku). Jego historia chwilami jest całkiem poważna, szczególnie gdy pokazuje atmosferę po śmierci Bieruta, losy różnych ludzi, którzy musieli się ukrywać przed komunistami, czy państwo w państwie, czyli obecność Rosjan na naszych ziemiach.