środa, 22 kwietnia 2026

Ostatni gasi światło - Richard Osman, czyli dzień dobry, czy handluje pan kokainą?

Moi ulubieńcy z Czwartkowego Klubu Zbrodni, w nie wiem czy nie najlepszej jak dotąd odsłonie. Może dlatego że trochę już ich znam, może dlatego że i oni nabrali pewności siebie, a może dlatego że niefrasobliwość z jaką potrafią zadawać pytania i wbijać na spotkania z podejrzanymi osiąga poziom prawie absurdalny i rozkłada na łopatki nawet największych gangusów? 

Tym razem sprawa dotyczy śmierci starszego pana, pracownika antykwariatu, który najwyraźniej pechowo wplątał się w przemyt narkotyków. Ponieważ nie był on dla naszych bohaterów kimś obcym, za punkt honoru uznali że sprawcę muszą odnaleźć. Tym razem będą nawet mieli wsparcie dwójki lokalnych policjantów, którzy odsunięci od śledztwa przez zespół ze stolicy, poczuli się zwolnieni z wszelkich zasad. Mając doświadczenie że staruszkowie potrafią rozwiązać sprawy szybciej od policji, postanowili zabawić się w dochodzenie mniej oficjalne razem z nimi. 

Śnieg przykryje - Michał Śmielak, czyli ponury las a w nim...

Dziś znowu podwójna dawka, tym razem jednak kryminałów. Na początek autor którego trochę "testuję", bo wiem że był laureatem nagród w konkursach, a mi długo jakoś nie wpadał w ręce. Po "Osadzie", która miała klimat, ale okazała się dość prosta, znowu mamy coś podobnego - historię rozciągniętą w czasie, z tajemnicą i w której na pierwszy rzut oka więcej jest jakiejś psychologicznej rodzinnej dramy i traum, niż śledztwa i napięcia. Najważniejsze są emocje, jakaś chwila w której już nie dało się ich powstrzymać, a potem pozostaje już tylko ukrywanie tego co się stało i życie w cieniu konsekwencji. A gdy już wydawało się, że minęło tyle lat, iż nikt się do niczego nie dogrzebie, koszmar powraca i znowu trzeba podjąć pewne decyzje. 

Wszystko zaczyna się od tego, że po 25 latach od zaginięcia odnajduje się pewien mężczyzna. Twierdzi że nie pamięta co się z nim działo, co wydarzyło się przed ćwierć wiekiem ani jak się znalazł w miejscu gdzie go spotkano. Wiemy za to, że żona ani dorosły syn jakoś wcale nie ucieszyli się na powrót ojca do żywych. 

wtorek, 21 kwietnia 2026

Zmienić coś w życiu, czyli Młode matki i Łobuz

Dziś podwójna dawka filmów dla wytrawnych kinomaniaków, może coś Was zainteresuje, to pozycje świeże które albo dopiero się pojawiają albo wkrótce będą na ekranach. 
 

Bracia Dardenne przyzwyczaili nas do historii, które niektórym mogą przypominać jakieś paradokumentalne seriale telewizyjne, w których podglądamy życie zwyczajnych ludzi, ich dramaty. Tyle że ich nie interesuje jedynie "dobra historia", wzruszenie widza, raczej chcą wzbudzić empatię, zainteresować tym, że ktoś wokół nas może przeżywać jakieś trudne sytuacje, no i czasem punktuje luki w systemie pomocy. Choć akurat mam wrażenie że nie w tym przypadku. Tu wsparcie jest potężne, ale bohaterki czasem są tak pełne lęku, wiary w siebie, że niestety nie wszystkie wychodzą na prostą i próbują zbudować coś dla siebie i dla tej małej istoty, którą noszą pod sercem.  

To co chyba najbardziej uderza nas to fakt iż wiele z tych dziewczyn, powiela losy swoich matek, które je porzucały albo fundowały dzieciństwo którego nikomu by się nie chciało polecić. Czy więc można się dziwić, że czasem wolą zrobić to samo, mając nadzieję, że w rodzinie ich dzieci znajdą więcej szczęścia niż one? 

Wolność po włosku, czyli nie mówcie mi jaka mam być

Muzycznie od wczoraj wciąż w kręgach funkowych, ale dziś plan był by napisać o dwóch albo trzech filmach, a tu 21 i nie mam ani zdania napisanego. No to hop hop hop, biegusiem...

"Wolność po włosku" od Gutek Film to rzecz raczej dla wytrawnych kinomaniaków, zresztą chyba jak każda z dzisiejszych pozycji jakie wybrałem na Notatnik. Ciekawa scenariuszowo, aktorsko, bo już wizualnie i montażowo nie ma tu fajerwerków. Goliarda Sapienza chyba nie jest u nas jakoś bardzo znana, choć jej powieść wydana pośmiertnie uznawana jest w niektórych środowiskach za rzecz kultową. Czy rzeczywiście jej życiorys zasługuje na uwagę, na opowiadanie? Przyznam że jest na tyle niebanalny że tak. To kobieta dojrzała, wyzwolona, dumna. Wyrok jaki musiała odsiedzieć w więzieniu gdy została uznana za złodziejkę nie złamał jej, a raczej otworzył oczy na ludzi, którzy mieli w życiu jeszcze mniej szczęścia, jeszcze bardziej zagubionych. 

poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Cosmic Griots - The Afronauts, czyli gdy wszystko dołuje i idzie źle...

Wczoraj już brak sił na pisanie kolejnej notki, dziś też, ale może muzyczna energia jakoś naładuje i chociaż jutro będę jakoś bardziej pozytywnie nastawiony do pisania. Odrobina funku, dziwnej mieszanki jazzu, Afryki i to tworzonej u nas, niech dziś Wam wystarczy za całą notkę.

Niewiele mądrego chyba bym więcej napisał. Jest kolorowo, energetycznie, a klimaty jakie od czasu do czasu nasi artyści przemycali na swoich krążkach (choćby współpraca Voo Voo z Mamadou Diouf z Senegalu) tu po prostu stanowią centrum tego materiału. Zdziwienie może przyjść jak nagle słyszycie w niektórych numerach polskie słowa :) Ale to pozytywne zdziwienie, nie ma w tym wygłupu, naśladownictwa, a raczej konglomerat muzyków z różnych krajów, których połączyła miłość do muzyki i fascynacja rytmami pochodzącymi z Afryki. Wokalista jest zdaje się z Maroka, ale większość muzyków pochodzi z Polski i tu właśnie funkcjonują. Warto więc może rozejrzeć się za jakimś ich koncertem? 

 
Sprawdźcie czy Wam również się spodoba. wystarczy kliknąć więcej i znajdziecie trochę muzy... Ten saksofon naprawdę robi tu fajną robotę.

niedziela, 19 kwietnia 2026

Ołowiane dzieci - Michał Jędryka, czyli epidemia, która miała wpływ przez lata

Post możecie potraktować jako dodatek do notki o filmie z Netflixa, o którym pisałem tu. Na nowo przypomniano historię, zaczęto dyskutować o tym na ile można sobie w scenariuszu pomijać czyjeś zasługi, a Ślązacy poczuli się obrażeni tym jak się ich przedstawia. I niby w reportażu Michała Jędryki, który sam był jednym z dzieci ratowanych przed ołowicą przez doktor Wadowską-Król, niby można znaleźć tam większość obrazów i jakie opowiada nam trochę podkręcając fabułę film, ale już o mentalności "prostych" ludzi, którzy nic nie rozumieją, twórcy trochę przesadzili. 

Co prawda wszyscy mi mówią że najlepiej tą historię opisano w powieści obyczajowej Magdaleny Majcher, jednak najpierw wpadł mi w ręce właśnie ten reportaż. I choć historię znałem, nie odkryłem w nim nic nowego, to jednak nie żałuję lektury. Może dlatego że Jędryka daje nam spojrzenie świadka, co prawda po wielu latach, a opowiada o tym jak odbierał wszystko jako dziecko któremu nie zawsze wszystko tłumaczą, czasem raczej domyślając się lub dopowiadając sobie różne rzeczy. Co ciekawe, jest to też spojrzenie na Śląsk który się tak mocno już zmienił, z żalem o tych którzy wtedy byli ofiarami przemysłu który dawał pracę, ale jednocześnie truł bez litości. Szczerze jednak również autor pisze o dalszych losach większości swoich kolegów i koleżanek z Szopienic, osiedla położonego najbliżej huty i miejsca gdzie dzieci narażone były nie tylko na objawy które da się wychwycić szybko lecz i te długofalowe. Pisze o uzależnieniach, braku wykształcenia, życiu w biedzie, o ludziach którymi opiekuje się pomoc społeczna. tego w serialu nie zobaczycie, a to takie postscriptum. 

piątek, 17 kwietnia 2026

Retro Queen – Danuta Rinn, czyli kto ma tyle wdzięku co ja?

MaGa: Klub Tragediowy przy Teatrze Rampa stworzył przemiłe „spotkanie po latach” z Danutą Rinn, aktorką pierwszego zespołu Teatru na Targówku, późniejszą piosenkarką estradową, której piosenki nuciła cała Polska. Nie nazwę go muzodramem, bo choć były tam i refleksyjne tematy to całość utrzymana była w tonacji „lekkiej, łatwej i przyjemnej”, a w rolę Danuty Rinn wcieliła się Agnieszka Masłowska, która z niebywałym wdziękiem unosiła nad sceną zarówno charyzmę jak i tuszę niegdysiejszej wykonawczyni „Biedroneczki są w kropeczki” i innych przebojów.


Robert: Zaskakująco sympatyczny to był wieczór, choć pewnie najlepiej będą bawić się ludzie, którzy choć troszkę pamiętają Panią Danutę, czyli tych którzy urodzili się i wychowywali choćby w latach 70 czy 80. Z jednej strony brawa za przypomnienie repertuaru i osobowości artystki, ale jest coś jeszcze mam wrażenie, co sprawia że to nie tylko samo wspomnienie. Życiorys Rinn posłużył tu bowiem do refleksji nad tym jak radzić sobie w życiu z różnymi niepowodzeniami, kompleksami, szufladkami w które cię wpychają, hejtem czy śmiechem. 

czwartek, 16 kwietnia 2026

Wczoraj byłaś zła na zielono, czyli Nie oceniaj. Słuchaj!

Odnoszę wrażenie, że ten spektakl przekazał mi większą wiedzę o autyzmie niż niejedna książka czy wykład na ten temat. Ten spektakl chłonie się przez skórę, wydobywa wiedzę z kakofonii dźwięków i ciszy, z krzyków i szeptów.


To opowieść matki autystycznej córki. Opowieść trudna, bolesna i pełna miłości. Oparta na autobiograficznej książce Elizy Kąckiej o tym samym tytule. Anna Augustynowicz – reżyserka stworzyła spektakl niepowtarzalny, inny od dotychczas oglądanych, wypełniony dźwiękami, które rozkładają nierówno emocje, raz są za a raz przeciw bohaterkom na scenie.

23 i pół godziny, czyli reszta to niepewność

M wraca do pisania więc doklejam jej wpis nt. A planety szaleją, które z małej sceny przeszły teraz na dużą w Teatrze Współczesnym i niedługo od niej jeszcze jeden, a potem jeszcze dwa dialogowane. 

***

Po drodze mi z Jarosławem Tumidajskim i jego sposobem prowadzenia narracji sztuk teatralnych. Lubię jego dbałość o wszystko co się dzieje na scenie, sposób prowadzenia aktorów, czy choćby oprawę muzyczną, której sam dokonuje. Nie dziwi więc, że i ten spektakl Teatru Współczesnego - w moim mniemaniu - jest „całkowity” i bardzo dobry. Dotyka tematu molestowania i przemocy seksualnej wobec kobiet, który w niedalekiej przeszłości przybrał formę międzynarodowej, głośnej akcji Me Too. Autorka sztuki, Carey Crim, była jedną z pierwszych, które nagłośniły ten temat, jednocześnie pokazując i analizując wszystkie aspekty powstałej akcji. Minęło od niej kilka lat i już wiemy, że pod jej szyldem działy się sprawy, których być nie powinno, choć tych prawdziwych, potwierdzonych faktami było zdecydowanie więcej. Jednakże zdarzały się oskarżenia zupełnie bezpodstawne, powodowane złością, zazdrością, zemstą, lecz również chęcią zaistnienia, zwrócenia na siebie uwagi, które powodowały natychmiastowe i bardzo dotkliwe skutki dla posądzonych a hałas wywoływany przez media biegnące za sensacją powodował, że zasada „domniemanej niewinności” przestawała funkcjonować. I co wówczas?

środa, 15 kwietnia 2026

Oszast - Grzegorz Mirosław, czyli co tu się...

Rano niby marudziłem że czasem tempo akcji nie wystarczy by mieć satysfakcję, człowiek szuka oryginalności, zagadki, a nie jedynie dynamiki i pewnie to samo co przy powieści duetu Horst i Enger, mógłbym powiedzieć o najnowszej powieści Grzegorza Mirosława. W tym przypadku jednak trzeba przyznać, że mroczna atmosfera i tajemnica dodaje trochę zarówno do oryginalności jak i satysfakcji.  

W warunkach polskich góry ostatnio stały się modnym miejscem jako tło dla kryminałów i thrillerów, z totalnie dziką przyrodą kojarzymy jednak głównie Bieszczady czy Beskid Niski. A tu proszę Beskid Żywiecki odmalowany tak że ciarki chodzą po plecach. Oszast to nie tylko szczyt, ale całe pasmo, rezerwat będący fragmentem pierwotnej Puszczy Karpackiej. Czy to możliwy by w tych ostępach kryły się miejsca, w które ludzie nie zaglądają albo jak zajrzą, to już z nich nie wracają? Brzmi mało prawdopodobnie, prawda? Autor jednak kreśli tak barwne opisy, że czujemy się jakby to były tereny w których można błądzić tygodniami i we wszystko można by uwierzyć. 

Zgrabnie wplata też wątki historyczne, w tym przypadku klęskę głodu w Galicji w XIX wieku, która podobnie jak w Irlandii spowodowana była zarazą ziemniaków, stanowiących podstawę diety i podobnie jak tam skończyła się śmiercią wielu ludzi i emigracją kolejnych tysięcy. 

Punkt zero - Jørn Lier Horst, Thomas Enger, czyli czy nie za bardzo to amerykańskie?

Postanowiłem wrócić do autora, którego śledziłem przez długi czas, od pierwszej powieści wydanej w Polsce, ale potem jakoś straciłem z oczu. Wiem że wydaje się go sporo i to nie tylko kryminałów ze świetnej serii, którą pokochałem z inspektorem Williamem Wistingiem, ale też jakaś seria dla młodzieży, pojawiły się również thrillery sensacyjno-kryminalne pisane wraz z Thomasem Engerem. I właśnie ten cykl postanowiłem wziąć na warsztat. 

Zawsze ceniłem Horsta za realizm z jakim odtwarzał pracę policjanta, te papiery, przesłuchania, żmudne śledztwo, stawianie hipotez i czasem błądzenie po omacku. W tej nowej serii też tak bywa, mam jednak wrażenie że to książki pisane trochę bardziej "po amerykańsku", czyli jednak dużo większy nacisk jest na tempo, na to żeby cały czas zaskakiwać czytelnika. Do tego że mamy dwie perspektywy: policjanta oraz dziennikarki autor już zdążył nas przyzwyczaić, teraz tylko trochę te media się zmieniają, raczej chodzi o dziennik internetowy, a nie o prasę. No i bohaterka nie jest jego córką, choć córka też się pojawia. W pierwszym tomie cyklu poznajemy oboje, czyli komisarza Blixa oraz młodą blogerkę Emme Ramm, która początkowo będzie trochę go drażnić, potem jednak wymiana informacji mocno ich zbliży. 

wtorek, 14 kwietnia 2026

Czego tak naprawdę chcę, czyli Miłość i Przepis na szczęście

Dziś we wtorkowym kąciku wytrawnych kinomaniaków dwie produkcje, które niby się różnią, znowu jednak w zagadkowy sposób się dla mnie łączą, bo dotyczą życia uczuciowego, tego jak szukamy, jak czasem czujemy się zagubieni, nie bardzo potrafiąc podjąć decyzję.


MIŁOŚĆ Daga Johana Haugeruda to część jego większego projektu, trylogii w której wciął na warsztat temat przeżywania miłości, emocji. Skandynawowie potrafią opowiadać o takich sprawach bez specjalnego skrępowania – seks bez zobowiązań wydaje im się taką samą opcją jak i przysięga małżeńska. Wszystko zależy od Ciebie: czego potrzebujesz i na co jesteś gotowy. I nie myśl o tej drugiej połowie, bo to Ty jesteś najważniejszy. Brzmi egoistycznie? Ktoś inny by powiedział że to droga do lepszego zdrowia psychicznego, tylko pytanie czy na pewno daje to szczęście, czy sprawia że mamy w sobie mniej obaw, mniej kompleksów, czy jakoś z większą odwagą staramy się zawalczyć o uwagę kogoś kto wpadł nam w oko.  

poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Hańba! Hioba Dylana w Hydrozagadce, czyli za kim idziesz ziom?

Drugie spotkanie na żywo z zespołem Hańba! tym razem jednak w zupełnie innym klimacie, bo współpraca z Hiobem Dylanem sprawiła, że ich wspólna trasa nie odbiera im energii, na pewno jednak trochę zmienia nastrój i muzykę. 

Zamiast jednego koncertu mamy więc aż 3 odsłony: najpierw Hiob Dylan ze swoim repertuarem, potem Hańba! z tym do czego nas już przyzwyczaiła, a na końcu grają razem numery ze wspólnej płyty. Folkowa melodia i punkowska energia w połączeniu z country i folkowymi, prostymi numerami opartymi na banjo? Okazuje się że to wcale nie tak niemożliwe jak by się mogło wydawać. Co prawda wspólny repertuar to głównie zasługa gościa, który jest znany z tego że występuje w głowie wilka, mam wrażenie że chłopaki jednak fajnie poczuli się w tej trochę innej odsłonie muzycznej i dołożyli do tego trochę swojej wściekłości. 

I wiecie co? Aż trudno mi powiedzieć która z tych 3 części koncertu była najlepsza.