W trakcie długiej podróży autkiem czas umilał mi tom drugi, a tu jeszcze nie napisałem o pierwszym... Nadrabiam więc szybko. W ramach LitRPG pojawia się u nas coraz więcej pozycji, a niektóre jak się okazuje zyskują na tyle dużą popularność, że biorą je na warsztat producenci filmowi czy gier. Cóż - jak się okazuje wystarczą dość sympatyczne postacie, trochę czarnego humoru, spora ilość akcji. Oczywiście trudno oceniać całość po pierwszym tomie (drugi już trochę mam wrażenie zmienia klimat), ale trudno oprzeć się wrażeniu że to żartobliwa wariacja na temat końca świata, pełnymi garściami czerpiąca pomysły z tego co wymyślili inni.
Oto świat jaki znamy dobiega końca, bo kosmici w kilka chwil niszczą całą powierzchnię, a uratowanych zmuszają by walczyli o życie w lochu, który dla kosmitów jest czymś w rodzaju widowiska jak nasze programy rozrywkowe. Nie wiadomo czy czuć wdzięczność do losu, że akurat wyszedłeś z domu, gdy wszystkie budowle spłaszczono niczym pudełka z kartonu, skoro teraz musisz zabijać i wciąż walczyć z jakimiś potworami, żeby zadowolić widzów. Jeżeli nie będziesz mieć fanów i sponsorów, twoje szanse są marne. A ten kto przeżyje i dotrze najdalej być może będzie miał szansę negocjować dalsze losy naszej planety.
Przed państwem dwudziesty piąty album w dorobku Rolling Stones. Dinozaury wciąż dają radę i potrafią bawić się materiałem, choć ci którzy znają ich twórczość wskażą pewnie jak wiele tu motywów które po prostu wracają. Panowie nie muszą zaskakiwać niczym nowym, ale energii jaka jest w tych kawałkach mogą pozazdrościć nawet świeżaki, pełni buntu i zapału.
Chyba poprzedni krążek najbardziej zaskoczył i wzbudził sensację, ten jest jakby pewnego rodzaju kontynuacją. Weszliśmy do studia i po prostu dobrze się nam grało. Zaprosiliśmy paru znajomych (kurde Stonsom się nie odmawia, więc był i Robert Smith, Paul McCartney, Steve Winwood, czy Chad Smith z Red Hot Chili Peppers. Ba, Bruno Mars wpadł jedynie żeby zagrać na krowim dzwonku.












