Notatnik kulturalny
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
czwartek, 1 października 2026
Pewnego razu na krajowej jedynce, czyli gdyby Tarantino urodził się w Polsce
"Pewnego razu na krajowej jedynce" mocno wyróżnia się spośród innych rodzimych produkcji serialowych i to nie tylko spośród tych netflixowych, ale generalnie wszystkich. Niewielu twórców czuje u nas czarną komedię, pewnie też boją się reakcji publiczności i niewielu ma odwagę w takim kierunku zmierzać. A tu proszę. Coś pomiędzy Tarantino, Fargo, ale nasze krajowe, swojskie. Czyli generalnie szaro, ponuro i siermiężnie. A mimo to jakoś inaczej niż zwykle. Każde z czwórki bohaterów raczej nie będzie kojarzyć nam się z bohaterem, któremu można by kibicować, a mimo to z ciekawością ogląda się ich perypetie.
Oto ojciec, który mimo że mocno pogrążony w swoim nałogu, nagle odkrywa że ma dorastającą córkę i powinien mocniej zainteresować się jej życiem. Co też czyni w dość dziwny sposób, bo gdy ta komunikuje mu iż zaszła w ciążę, postanowił siłą zapakować ją w samochód i wyruszyć w stronę Czech, by dokonać aborcji. By jednak trochę przyoszczędzić na trasę zabiera jeszcze dwoje współpasażerów, nie wiedząc że sam się prosi o kłopoty, bo oni tak potulni względem niego jak córka nie mają zamiaru być. Zresztą ona też za wszelką cenę chce mu zagrać na nosie. Podróżująca z nimi kobieta, której właśnie zawaliło się życie, gdy bogaty facet kazał jej się wynosić, bo teraz wybrał sobie młodszą oraz nieśmiały, zakompleksiony chłopak marzący o tym by któraś z wielu dziewczyn pokochała go w realu, a nie jego internetowy profil, zgodnie uznają że kierowca to gbur, prostak, ale raczej niezdolny do krzywdzenia. Przekonają się wkrótce czy któreś z nich będzie miało w sobie tyle determinacji by dokonać czegoś złego...
Mordercą nie jest Alice - Iris Starling, czyli znaleziono ciało, notatkę i teczkę z imionami...
Gdy znajdziecie ten tytuł wśród książek, pewnie przeżyjecie niezły szok zaglądając do środka. Niby już nic nie powinno dziwić po produktach typu Zniszcz dziennik, ale mimo wszystko ja byłem zaskoczony. Nie ma tu bowiem żadnych dialogów. Nie ma żadnej fabuły. Nie ma żadnych opisów. Strona po stronie wygląda to identycznie - zestaw jednego za drugim imion. I tyle.
Kilka stron ze wskazówkami mają nam pomóc wśród tych 46 600 podejrzanych wskazać tą jedną osobę, która naszym zdaniem jest prawdziwym mordercą. A może tak naprawdę to jedynie zmyłka dokonana przez Alice i tak naprawdę to ona zamordowała? W końcu napisanie na zeszycie z imionami prośby by tam szukać sprawcy, bo to nie ona zabiła, może być jedynie wybiegiem którego celem jest uniknięcie kary.
Trudno nazwać ten tytuł książką, potraktujcie ją więc po prostu jako zagadkę do rozwiązania, wydaną w niespotykanej formie. Moje córki widząc ją - to wykreślanka, ale nie bardzo wyobrażam sobie kreślenie tyle tysięcy razy, szukałem więc innego sposobu na znalezienie rozwiązania.
wtorek, 29 września 2026
The Köln Concert - Keith Jarrett, czyli nie tylko ciekawa historia powstania albumu ale i genialna muzyka
Wrzesień miałem kończyć notką muzyczną już wczoraj, ale wypadł teatr, więc dziś z opóźnieniem. I przy okazji mogę już zapowiedzieć kilka nadchodzących notek. Znowu jakiś zapas się robi, a wydawało się że już wyczerpię wszystkie szkice i po raz pierwszy od dawna będę pisał szukając tematów na świeżo. Co mogę obiecać: najnowszą premierę z Polonii, czyli Barciś przypominający Tuwima i to bynajmniej nie dla dzieci. Będzie wreszcie o biografii Jeremiego Przybory, pojawi się notka o Kajś, które zachwyciło podobnie jak poprzednio czytana książka Rokity. Będzie trochę kina dla wytrawnych smakoszy, pewnie wpadnie Lalka i to w podwójnej porcji (wiadomo). Muzycznie już też kilka pomysłów jest :)
Notatnik we wrześniu "dowieziony" do celu, a ja mimo że chwilami gonię w piętkę i padam zmęczony, wciąż potrafię znaleźć 10-15 minut na napisanie kolejnej notki. I będę próbował dalej.
Dziś po raz 5752. Dużo? Mało?
Po raz pięć tysięcy pięćdziesiąty drugi.
Od tylu dni zawsze jedna polecajka lub przynajmniej uchwycenie wrażenia.
A dziś znowu Jazz. Wraca do mnie coraz częściej mimo że długo wydawało mi się iż to nie dla mnie, że nie rozumiem, że zbyt monotonne. Wybór płyty był tym razem dość naturalny: skoro film "Dziewczyna z Kolonii" opowiadał o jej nagraniu, trzeba było sprawdzić o co tyle hałasu. Dziś mimo popularności krążka nie wiem czy nazywanie tego tytułu najlepiej sprzedającą się w historii solową płytą jazzową wciąż jest aktualne, sam Jarrett nie uważał jej za jakieś wyjątkowe osiągnięcie, a co ciekawe zdaje się że twórcy filmu nie dostali też zgody na wykorzystanie jej fragmentów w tle. No to fenomen, genialne osiągnięcie, dowód na wielkość? Czy płyta jakich wiele?
niedziela, 27 września 2026
Król serce - Lily King, czyli nie da się zapomnieć
Teoretycznie można by to zamknąć w stwierdzeniu: "historia miłosnego trójkąta", byłoby to jednak dość banalne i chyba też krzywdzące dla tego tytułu. O ile bowiem pierwsza część rzeczywiście może przypominać typową obyczajówkę, w której młoda dziewczyna w trakcie studiów poznaje dwóch chłopaków, to druga mocno już zmienia nasz punkt widzenia.
Tak to już często bywa, że uwaga kieruje się najpierw ku temu kto bardziej o ciebie zabiega, jest głośny, pomysłowy, atrakcyjny, potrafi cię oczarować. Co z tego że jednocześnie często ten wybór kończy się zranieniem, bo zwykle takie osoby są też mocno narcystyczne, bardziej skłonne do kierowania się impulsem chwili, niestałe. A może to też jakieś krzywdzące uproszczenie? Przecież związek Jordan i Yasha wydaje się sielanką, tyle że w którymś momencie ich wybory spowodowały że ich drogi się rozeszły. Młodzi ludzie dziś często decydują się na wyjazdy, idą za przygodą, czymś w czym dostrzegają dla siebie szansę, nie zawsze jest w tym przestrzeń na stały związek. Przecież dojrzałość wymaga by nie wymuszać, by zostawić wolność, ale jednocześnie i samemu nie rezygnować.
sobota, 26 września 2026
Ja jestem Halderd - Elżbieta Cherezińska, czyli niczym wilczyca na czele watahy
Korzystając z piękne wydania we wznowieniu cyklu Północna droga, nadrabiam zaległości - skończyłem pierwszy tom, a drugi czyli kolejne dwie powieści w jednej cegle już na półce zakupione.
Nie obiecuję, że z tak niewielkim odstępem czasu będą kolejne, bo Sagę Sigrun wrzucałem chyba raptem dwa tygodnie temu (pisałem o niej tak), ale na pewno długo nie będę odkładał. Ładne to jest! Językowo, klimatem, osadzeniem w czasach, ale i sama historia wciąga. Kto powiedział że o Wikingach można opowiadać jedynie od strony mężczyzn.
Trochę inny nastrój panuje w "Ja jestem Halderd" bo o ile w Sadze Sigrun od początku mieliśmy do czynienia ze szczęśliwym związkiem, to w drugim tomie, w opowieści Halderd już tak wesoło nie jest. Z powodu występku jej brata rodzina musiała oddać cały swój majątek, dziewczyna została przekazana pod opiekę wuja, a ten od początku nie ukrywał, że chce ją wydać za mąż bogato i z korzyściami politycznymi dla siebie, nie licząc się z tym czy spodoba jej się wybranek.
piątek, 25 września 2026
Listy do Poli - Marcin Mortka, czyli nigdy mi tego nie powiedziałeś
Nawet pisząc powieść obyczajową, pokazując skomplikowane relacje między rodzicami i dorosłymi dziećmi, Marcin Mortka musiał dołożyć trochę czarnego humoru i akcji. Chyba nie byłby sobą, gdyby nie mógł poszaleć z charakterami i życiorysami bohaterów. Każde z nich jest trochę inne, część wciąż wydaje się mieć pod górkę, czasem się poddaje, a niektórzy potrafią spiąć cztery litery nawet przy dużych trudnościach i całe otoczenie widzi w nich przebojowych, poukładanych. Każdy jednak może mieć przecież jakiś kryzys, moment gdy już po prostu nie da rady i wybucha.
Rodzeństwo
Wrzaskowiczów: Ewa, Robert, Grzegorz i Pola jak co roku spotykają się w
rocznicę śmierci na grobie matki. W tym roku nie pojawił się jednak ojciec i trochę niepokoją się co też może z nim się dziać. Oczywiście nawet gdy nie byli jakoś bardzo blisko, nie znaczy to, że mogą machnąć ręką i powiedzieć że mają go gdzieś. Przypadkowo jednak uruchamiają taki splot wydarzeń, że przypomina to jakąś czarną komedię sensacyjną. Wiecie: mafia, policja, łamanie prawa i próby wyjścia z całego zamieszania z jak najmniejszymi ranami. Gdy idziemy za pierwszym impulsem, np. zemsty to potem trudno się wycofać i trzeba ponosić jakieś konsekwencje własnych decyzji. Gdy się powiedziało A, naturalne wydaje się, że trzeba powiedzieć B... A potem już równia pochyła. Pod koniec już chyba nawet nie patrzą na swoje straty, ale w panice myślą o tym, że wciągnęli w to również rodzeństwo.
czwartek, 24 września 2026
Szeptacz, czyli lepszy glina niż ojciec
Dobry dowód na to ile z literatury z dreszczykiem lub z zagadką, zostaje w głowie po pewnym czasie. Najlepszy sposób - po kilku latach obejrzeć ekranizację, a dopiero potem skojarzyć, chyba już to znam. W sumie to dowód na schematy, które czasem nawet przyprawiają o dreszczyk napięcia, ale to nie znaczy że akurat samą powieść się zapamięta, bo podobnych wcześniej i później będzie wiele. Zaginięcie dziecka i psychopata, który czai się gdzie w pobliżu - ile raz to już było grane?
O książce pisałem kiedyś tak
Ale wiecie co?
O ile książka Alexa Northa jeszcze choć trochę trzymała w napięciu, to mam wrażenie że w filmie nawet to zniknęło. By jakoś wzmocnić obecność De Niro na ekranie mam wrażenie że większy nacisk położono na relację mężczyzny z ojcem, były policjantem, który wnuka nie widział chyba nawet na oczy. Gdy jednak ten zniknie, podobnie jak kiedyś chłopcy w prowadzonym przez niego w śledztwie, będzie pierwszym który pojawi się do pomocy. Przecież syn sam tego nie udźwignie...
środa, 23 września 2026
Frost i Boże Narodzenie - R. D. Wingfield, czyli sięgajcie po książki sprzed lat!
Inspektor Frost powszechnie jest dość lubiany, choć charakter ma delikatnie powiedzmy trochę paskudny, a dowcipy po prostu żenujące. Po śmierci żony jeszcze bardziej przestał o siebie dbać i prawdę mówiąc przełożony najchętniej by się go pozbył, gdyby nie to, że na koncie ma cokolwiek samobójcze ale i skuteczne zatrzymanie niebezpiecznego bandyty, za co otrzymał medal. Trudno pozbyć się bohatera, nawet jeżeli jest abnegatem, kompletnie nie radzącym sobie z papierami i zapominającym o podstawowych sprawach...
wtorek, 22 września 2026
Miłość w czasach apokalipsy, czyli świat się kończy, ale mamy jeszcze chwilę...
Trochę mi palec nad klawiaturą zawahał gdy wbijałem etykietę komedia romantyczna, ale niech tam - przynajmniej uprzedzę, że fabuła krąży wokół wątku miłosnego. Na szczęście produkcja daleka jest od sztampy,więc pozbądźcie się wszelkich skojarzeń jakie być może z z gatunkiem komedii romantycznej macie. Co prawda zdarzały się już tam fabuły z dziwakami, chyba jednak nie aż w takim natężeniu "dziwności" w całej fabule.
Niby jesteśmy mocno osadzeni w realizmie i współczesności (ach te powodzie, topienie się lodowców itp.), w kreacji świata bohaterów i ich otoczenia jest jednak coś mocno przerysowanego i trochę nawet surrealistycznego. Właśnie jednak ta "dziwność" sprawia że seans jest ciekawy i wywołuje uśmiech na twarzy.
poniedziałek, 21 września 2026
Dziewczyna z Kolonii, czyli nie pytajcie co potrafię ale czy wierzę w to że jestem w stanie coś zrobić
Zostawiłem sobie ten film na poniedziałek, gdy najczęściej staram się pisać o muzyce, choć akurat w tym przypadku tej muzyki jest niewiele (a szkoda). Choć fabuła opowiada o kulisach zorganizowania koncertu Keitha Jarreta, który został nagrany i stał się wielkim wydarzeniem i najlepiej sprzedającym się albumem jazzowym w historii, to nie spodziewajcie się jakichś dużych fragmentów muzycznych. Oczywiście człowiek jest ciekaw, pozostaje jednak sięgnąć po płytę. Film bowiem jak wspomniałem opowiada nie o samym koncercie, a o tym jak go zorganizowano, czy też raczej kto go zorganizował.
niedziela, 20 września 2026
Czułe słówka, czyli chciałabym żebyś była szczęśliwa...
Również aktorsko, para córka i jej mąż, wypada jakoś dużo bladziej, niż matka i jej nowy przyjaciel. Katarzyna Gniewkowska i Krzysztof Dracz po prostu kradną naszą uwagę, swoją charyzmą, ale i w scenariuszu dano im trochę więcej miejsca na to by mogli pokazać swoje możliwości.
sobota, 19 września 2026
Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian - Jerzy Strzelczyk, czyli no to pokażcie mi te pisma i dowody
Na bazie rosnącej mody na książki nawiązujące do słowiańskiej mitologii, wierzeń i rytuałów, Wydawnictwo Rebis zrobiło manewr pod względem komercyjnym pewnie genialny (ich zdaniem), ale różnie może być odebrany przez czytelników.
Trudno odmówić wiedzy autorowi, bo profesor mógłby pewnie zagiąć pewnie niejednego miłośnika takich lektur, czy rodzimowiercę. Warto chyba jednak uprzedzać czytelników (a przynajmniej kiedyś kultura wydawnicza tak nakazywała) i wyraźnie zapowiadać z czym ma się do czynienia gdy sięga się po ten tytuł. Obecnie większość osób kupuje w sieci, ba, kupuje na podstawie tytułu i okładki. Informacja iż to leksykon, rozbudowany słownik i to dotyczący nie tylko wierzeń, ale przede wszystkim historii i prób jej odmitologizowania, myślę że byłby ważnym komunikatem, choć być może mógłby odrobinę obniżyć sprzedaż.
Warto też dodać iż to wznowienie, rozszerzone co prawda, ale jednak publikacja mająca już trochę lat. Czy wpłynęłoby to na jej zawartość, czyli można doszukać się w niej błędów? Nie sądzę. A mimo to, gdy widzę jak zestawia się tą okładkę choćby z serią Wydawnictwa Replika, mam wrażenie że trochę pogrywa się z oczekiwaniami czytelniczymi.
Czerwona zima - Cameron Sullivan, czyli nie powiało grozą, tylko nudą
Rany, co to było... Dawno mnie nie zmęczyła żadna lektura: chaos, wodolejstwo i kompletnie położona fabuła to moje refleksje i tylko dziwię się gdy czytam recenzję ludzi którzy pieją z zachwytu. Wiadomo, gusta są różne, ale naprawdę ten debiut to przerost formy nad treścią. Pomysł by dokonać jakiejś próby retellingu osiemnastowiecznej legendy o Bestii z Gévaudan, w połączeniu z oddaniem atmosfery jaka panowała we Francji tuż przed wybuchem rewolucji, mógłby być całkiem fajny. Tyle że autor wydumał sobie, że opowieść osnuje wokół konfliktu pomiędzy jakimiś starożytnymi siłami, które wcielając się w istoty na ziemi, od czasu do czasu przeżywają tu różne przygody, rozgrywają jakieś swoje interesy, jednocześnie bawiąc się ludźmi. Większość przypisów jakie znajdziecie co parę stron dotyczy właśnie tych tajemniczych sił i próby uporządkowania wiedzy o ich przymiotach o sposobach zachowania, tyle że nie ma to kompletnie nic wspólnego z akcją w której właśnie jesteś. No dobra - ktoś powie, po prostu trzeba pomijać przypisy skoro cię drażnią, ale w fabule jest tyle samo bałaganu, wydarzeń od czapy, jeszcze więcej komentarzy i dygresji bez sensu, więc z jej śledzenia nie ma prawie żadnej przyjemności.












