niedziela, 19 lipca 2026

Nabiści, prorocy nowej sztuki, czyli Łazienki Królewskie zapraszają

Łazienki Królewskie to nie tylko miejsce na spacer, ale i okazja do tego by cieszyć oczy piękną sztuką i warto o tym pamiętać. Tym bardziej że aż do listopada dochodzi jeszcze jeden argument: ciekawa wystawa dzięki której mamy okazję cieszyć oczy wieloma znakomitymi dziełami m.in. ze zbiorów Musée d'Orsay. To rzadka okazja, tym bardziej warto więc wybrać się do Podchorążówki, zwłaszcza że wystawa, podobnie jak inne miejsca w Łazienkach Królewskich w piątki dostępna jest za darmo (patrz tu). Polecam też Waszej uwadze wykłady, warsztaty i oprowadzenia kuratorskie - to cudowna okazja by dowiedzieć się więcej o danych dziełach i zobaczyć je w szerszym kontekście. To oferta zarówno do młodszych jak i dla dorosłych.
 

Niewiele Wam mówi określenie Nabiści? Tym bardziej warto się wybrać! 

Jest koniec XIX wieku grupa przyjaciół, studentów Académie Julian, marzy o wielkiej rewolucji sztuki, o wyzwoleniu jej z roli czystego naśladownictwa rzeczywistości. Punktem wyjścia jest dla nich spotkanie ze sztuką Paula Gauguina. Zainspirowani jego twórczością powołują grupę, którą nazywają „Les Nabis”, czyli Prorocy nowej sztuki - Nabiści. „Nabi” to po arabsku i hebrajsku „prorok”. Nabiści kochali kolor, prostą formę. Ich malarstwo wyróżniają płaskie plamy barwne i grube kontury. W skład tej grupy wchodzą Paul Sérusier, Maurice Denis, Pierre Bonnard, Edouard Vuillard, Félix Vallotton. I prace wszystkich tych artystów można zobaczyć w Łazienkach Królewskich! 
Ale to nie wszystko.

sobota, 18 lipca 2026

Riddley Walker - Russell Hoban, czyli co po wielkim BUM

Widzę, że ostatnimi czasy lektury trochę układają mi się w jakieś ciągi tematyczne albo klimatyczne i tak po Listonoszu, a przed lekturą Kantyczki dla Leibovitza kolejna postapokalipsa. Wyjątkowa może nawet nie tyle ze względu na fabułę, ale na pomysł, na język. 

I to powiem że robi największe wrażenie. Zarówno jeżeli chodzi o autora, jak i tłumacza, który musiał wznieść się na wyżyny kreatywności. To jedna z takich powieści, która nabiera nowego życia w każdym z języków w jakim jest wydana, trzeba bowiem mistrzostwa by uchwycić ten koncept, klimat, nie przekombinować. 
 
W sam muj DzieńImienia, jakem skończył ja rokuf 12, ruszyłem ja z dzidom wrenku na szpicy po chodu i ubiłem dzika, coto chyba był ostatni dzik na Krajnych Wzgużach, takczy siak dzikuf ode dawna w ogóle aniwidu, tensie dopiero pszy trafił, a wiencej ich tesz jusz nie ma cosie spodziewać.

Tak brzmią początkowe fragmenty i tak też wygląda cała książka. Autor bowiem postanowił pokazać upadek cywilizacji nie tylko w tym że utracono dotychczasowy komfort życia, infrastrukturę, ale również wiedzę, język, kulturę...

piątek, 17 lipca 2026

Sen nocy letniej, czyli Szekspir pod gwiazdami

Szekspir pod gwiazdami i to w sensie jak najbardziej dosłownym, bo spektakl kończy się już po zachodzie słońca, a oglądamy go w pięknej scenerii Ogrodów Zamku Królewskiego w Warszawie. 

Wybrano na warsztat Sen nocy letniej, jedną z bardziej znanych komedii mistrza, w której nie brakuje przecież fajnego materiału dla popisów aktorskich. Przy dobrej obsadzie to po prostu samograj! Reżyserujący spektakl Jakub Krofta specjalnie nie eksperymentował, postawił raczej na stroje i aktorstwo a nie na scenografię, współczesny język, dodał muzykę i pozwolił by lekka fabuła szła swoim rytmem. I to działa! 

Sztuka mimo że trwa przecież ponad dwie i pół godziny nie ma przestojów, a obecność Puka (akurat ja trafiłem na kapitalnego Bartosza Bielenię) za każdym razem wywołuje aplauz publiczności.  

Premiera rządzi się swoimi prawami, pogodę też trafiliśmy słabą (organizatorzy za to stanęli na wysokości zadania przygotowując dla każdego ciepły koc i pelerynkę od deszczu), różne słabostki zrzucam więc na karb warunków, a mimo zmiennej obsady myślę że kolejne wieczory dostarczą widzom świetnej zabawy. 

środa, 15 lipca 2026

Trzy zagadki dla Organizacji - Eduardo Mendoza, czyli zabili, uciekł, a oni rozwiązą sprawę

Gdy siedzi się non stop w kryminałach (jeden kończę i od razu zaczynam kolejny), powieści Mendozy mogą być fajnym odświeżeniem głowy. Są tak zaskakujące, że trudno mówić o jakichś schematach, o tym że już gdzie dany motyw czytałeś. Ten autor jest po prostu niepowtarzalny. I choć już parę razy marudziłem, że nie zawsze ten zwariowany sposób prowadzenia postaci, wyłączenie logiki, pasuje mi do kryminalnej zagadki, przyznaję że to coś zupełnie innego, a przy Trzech zagadkach dla Organizacji bawiłem się naprawdę dobrze. 

Sam punkt wyjścia już może zaciekawić - cóż to za przedziwna struktura, która funkcjonuje zupełnie poza służbami, nie ma żadnych uprawnień, nikt jej nie płaci, nikt nie zleca spraw, ale znajdują je sami i uważają iż potrafią być sprawniejsi niż policja i prokuratura. Chlubią się tym, że nie są związani formalnościami, nikt nie może narzucić im kierunku śledztwa, nie są przekupni, a w dodatku są wolni od różnych ideologicznych czy politycznych przekonań. Co prawda korzenie Organizacji mogą wydawać się podejrzane, bo założył ją oficer służący w hiszpańskiej armii gdy Franco jeszcze po cichu wspierał państwa Osi, ale poza jakimiś źródłami finansowymi, z których wciąż ona korzysta, już nikt nie pamięta o tym kto był w założeniach wskazywany jako potencjalne zagrożenie dla Państwa. Współcześnie pamięta się jedynie o tym, że wszystko ma być tajne i że ich zadaniem jest rozwiązywanie zagadek kryminalnych. A że czasem działają intuicyjnie i łączą sprawy, które nikomu by nie przyszły do głowy jako powiązane, to możecie sobie wyobrazić ile w tym może być amatorszczyzny i zwariowanych pomysłów. 

wtorek, 14 lipca 2026

Szara eminencja, czyli lepiej z nim nie zadzieraj

Obiecywałem notkę o Szarej eminencji więc łapcie. Co prawda znam jedynie pierwszy sezon, bo z niewiadomych mi powodów niestety oficjalnie pozostałe nie są u nas pokazywane, ale już ten pierwszy daje sporo frajdy i pozwala mniej więcej zorientować się w klimacie. 
 
Szara eminencja w tym przypadku to dozorca, czy też gospodarz domu, jak wolałby mówić o sobie nasz najsłynniejszy przedstawiciel tego zawodu z Alternatywy 4, czyli słynny Anioł. Tyle że współcześnie już i sytuacja jest inna - dozorcy raczej nie są zatrudniani w przeciętnych blokach, tylko w ekskluzywnych apartamentowcach, gdzie mają pełnić rolę odźwiernego, ochroniarza, sprzątaczki i złotej rączki od wszystkiego. I choć trudno wyobrazić sobie w wielu sytuacjach jak można obejść się bez takiego człowieka na miejscu, wielu ludzi uważa go za kogoś drugiej kategorii, kogo nie tylko może zastąpić choćby kamera ochrony albo spec na zawołanie.  

Eliseo (świetna rola wspominanego już przy okazji Homo Sapiens Guillermo Francella) zna jednak już tyle sekretów mieszkańców swojego budynku, że nie zamierza wcale tak łatwo rezygnować z posady i mieszkania, które ma na dachu budynku. 

Homo Sapiens? czyli wszyscy jesteśmy czasem właśnie tacy

Film co prawda będzie miał premierę dopiero w sierpniu, ale nie wiadomo czy będę wtedy miał dostęp do kompa, więc wrzucam info już teraz. Przy okazji uświadomiłem sobie też że Guillermo Francella już czeka na notkę i to dość długo z inną produkcją z jego udziałem, obiecuję więc jeszcze na dniach dopisać Wam kilka zdań o "Szarej eminencji". Dla widzów hiszpańsko języcznych to twarz która pewnie jest dobrze znana, niestety aż tak często jak te z USA obrazy takie nie goszczą u nas, może tym bardziej warto więc zrobić sobie seans z czymś trochę innym? W końcu kiedy ostatnio widzieliście kino z Argentyny? 

A ja mogę zapewnić że przy niektórych z miniaturek na pewno się uśmiechniecie. 

poniedziałek, 13 lipca 2026

So help me God - Kelsey Lu, czyli nie zatrzymuj się przy tym co trudne

Co prawda notkę sobie naszkicowałem już ponad tydzień temu, a dziś już trochę inne klimaty muzyczne chodzą mi po głowie, ten krążek jednak wart jest osobnej notki, inne więc przekładam na potem. 

Znowu - to efekt poszukiwań na Spotify, gdzie czasem buszuję, szukając czegoś nowego co wpadnie w ucho, żeby nie ograniczać się jedynie do tego co znam. I tu "zażarło". Głos Kelsey Lu ma w sobie tyle emocji, niepokoju. I nawet jeżeli chwilami zaskakujące są przejścia od czegoś bardzo popowego, po eksperymenty w stylu Björk, migawki jazzowe, to uznaję to za bardzo ciekawe spotkanie z artystką niebanalną. Może to kwestia tego konkretnego krążka, mocno nasyconego czymś bardzo osobistym, poświęconego rozstaniu. 

niedziela, 12 lipca 2026

Nie mówi się takich rzeczy - Hanna Krall, czyli a na pewno wielu nie chce ich usłyszeć

Ciężko pisze się o takich tytułach, bo to pozycja na pograniczu poetyki, jednocześnie mająca w sobie zalążek siły rażenia reportażu. W dodatku miniaturowa forma kolejnych rozdziałów może sprawiać wrażenie jakichś migawek, niedopowiedzeń, więc może drażnić. Ilu będzie czytelników, pewnie tyle opinii. Podobnie jak dla autorki niektóre fragmenty mogły być bardzo osobiste, tak może być podobnie i dla czytelnika. To już nie tyle opisywanie sytuacji, ale jej własny komentarz. 

Jakaś wizja. Zdanie. Słowo. Skojarzenie. I musi wystarczyć. 

A prace Zbigniewa Libery, chwilami przypominające zdjęcia, czasem prace malarskie jeszcze to wrażenie czegoś bardzo nieuchwytnego, osobistego, umacniają. 

Co tu widzisz? 

Zatrzymaj się na moment.

sobota, 11 lipca 2026

Foliarze - G.F.Darwin, czyli powieść teoretycznie spiskowa

Gdyby nie oglądana nie tak dawno Bugonia (pisałem o niej tak) czuję że miałbym jeszcze większą frajdę z lektury Foliarzy. No niby pomysł już wcześniej się pojawiał w popkulturze i nic dziwnego, ale mając coś bardzo na świeżo i to w podobnym schemacie: dwóch przyjaciół, z których jeden trochę nakręca na teorie spiskowe drugiego, czułem lekko wejście w podobną historię. Nawet czarny humor jest zbliżony, choć panowie Jurkowski, Hucz, Osiadacz czyli Grupa Filmowa Darwin mają ciut większy rozmach, nie ograniczają się do jednej piwnicy, ale szaleją na większą skalę. Ba, tu odkrycie Reptilian, czyli naocznych dowodów na spisek w który całe życie wierzyli, prowadzi bohaterów do przejścia na drugą stronę Ziemi (która oczywiście jest płaska, a my jesteśmy okłamywani) by zadać cios w samo serce obcych, a nie jedynie walczyć z nimi po naszej stronie...


Zaraz, zaraz o co biega, zakrzykniecie. Nawet jeżeli gdzieś zetknęliście się z teoriami, że zielone jaszczury ukrywają się pośród nas, zakładając maski i zajmując znaczące pozycje w społeczeństwie, by prowadzić ludzkość ku zagładzie, uważaliście pewnie je za stek bredni jakichś pomyleńców. I wokół bohaterów ludzie myślą podobnie, uważając ich za dziwaków. Kacper i Tomek niedługo jednak będą mieli tyle dowodów na to, że oni mieli rację, że wszystkim szczęki opadną. 

czwartek, 9 lipca 2026

Ezi, czyli a jutro komu będziesz kibicował?

W wakacje Teatr Telewizji premier nie pokazuje, za to możemy cieszyć się powrotem do dawnej serii spektakli spod znaku Kobry, a ja uświadomiłem sobie że wciąż sobie obiecuję obejrzenie kolejnych rzeczy już na stronie, a nie piszę o tym co już zobaczyłem. Dziś więc jeden z takich spektakli.

Ezi to spektakl kameralny, ale z ciekawą historią w tle, no i z fajnymi kreacjami aktorskimi. Co prawda nie brakowało głosów, że Zbigniew Zamachowski trochę przerysował postać trenera Kazimierza Górskiego, to chyba jednak było zamierzeniem twórców - wydobyć z niego przede wszystkim sentymenty Lwowiaka. Przecież przeszłość jest tu nawet ważniejsza niż teraźniejszość - postacie spotykają się bo to ona ich łączy, o niej chcą rozmawiać. 

Czy takie spotkanie mogło się odbyć? Pewnie tak. Ernest "Ezi" Wilimowski – genialny napastnik, który przed wojną grał dla Polski, a w czasie okupacji przyjął niemieckie obywatelstwo, mógł przecież próbować rozmawiać z trenerem naszej słynnej jedenastki podczas Mistrzostw Świata w Niemczech w 1974 roku. 

środa, 8 lipca 2026

Artefakt - W.P. Rdzanek, czyli co Goci mają wspólnego z nowymi technologiami

Trylogia AI-gent. Mroczne kody, zostaje domknięta. W ciągu 3 miesięcy 3 tomy i aż by się chciało powiedzieć: takie serie to ja rozumiem. Nim zdążysz zapomnieć poprzedni tom, już masz w rękach kontynuację i z ciekawością śledzisz dalsze losy postaci, które wciąż dość dobrze pamiętasz. Rekomendacja Severskiego pewnie przyciągnie miłośników książek szpiegowskich, mam jednak wrażenie że bliżej tej trylogii do sensacji i do Ludluma niż do leCarré. Rdzanek bierze różne elementy i miesza je w przedziwną całość, mamy więc i trochę roboty czysto policyjnej i konsultacje między służbami wywiadowczymi USA i Polski, zagrożenia bardzie biologiczne (jak w poprzednim tomie) albo cyfrowe (jak w tym). Łączy wątki, czasem może i trochę wbrew logice, za to zapewniając akcję na niezłym poziomie. Wszędzie możemy znaleźć ślady wszechmocnego przedstawiciela Korei Ludowej jako czarnego charakteru, ale i tak zwykle w rozwiązaniu sprawy i przytarciu mu nosa, udział mają cywile, wydawałoby się normalsi, którzy mają intuicję większą niż wszystkie służby...
Brzmi średnio interesująco? Wbrew pozorom zabawa jest całkiem niezła, szczególnie gdy się już pozna trochę te postacie, polubi je i z ciekawością będzie się czekać na to co jeszcze autor wymyśli. 

Kolory zła: czerń, czyli jedyny sprawiedliwy tym razem na prowincji

Wieczorem może książka, ale na początek niech będzie w ramach środowego krymi jeszcze i film. Wypada pochwalić iż modę na kryminały wykorzystuje się również na ekranie i sięga się nie tylko po Cobena i innych zagranicznych autorów, ale i naszych. Przecież cykl Małgorzaty Oliwii Sobczak aż się prosił o to, żeby ktoś przerobił go na scenariusz. Netflix zobaczył, że część pierwsza została przyjęta dość ciepło, to i długo nie musieliśmy czekać na kontynuację. 

Kto zna powieść, pewnie nie będzie zaskoczony, choć mam wrażenie że na ekranie wszystko wydaje się prostsze i pewne wątki mogą wyglądać słabiej niż w oryginale, jakby dopisane na siłę. Cóż - ekran, zwłaszcza jeżeli format to nie serial, tylko krótki film, rządzi się swoimi prawami. Ma być szybko, w miarę łopatologicznie, no i przyda się odrobina napięcia. W efekcie jednak dość szybko pewnych faktów można się domyślić i tych emocji w trakcie seansu może zabraknąć. 

Zarysujmy jednak najpierw choć trochę fabułę.

wtorek, 7 lipca 2026

O czym sobie nie mówimy, czyli czy wiesz czego chcesz?

Piękne plenery Maroka (Tangeru) stają się na prawie dwie godziny sceną dla świetnego dramatu o miłości i zazdrości. Dwie pary przyjaciół, w tym jedna z córeczką, każda z nich przeżywa w pewien sposób wypalenie, ale przynajmniej dla jednej z nich wyjazd mógłby być nowym początkiem. Mógłby, gdyby nie wcześniejsze decyzje i wybory, przed którymi nie da się uciec i potrafią ścigać cię aż za morze.  

Dużo tu emocji, a fakt iż cały czas bohaterowie komentują je jakby uczestnicząc w jakimś przesłuchaniu, tylko potęguje ciekawość. Coś się wydarzyło, nie wiemy jednak dlaczego (choć się domyślamy) i co dokładnie. 


Czy będąc w wieloletnim związku skazani jesteśmy na wypalenie? Czy to naprawdę musi tak być, że coraz częściej ludzie których kochaliśmy nas drażnią albo nużą? No i czy pogoń za czymś innym naprawdę da szczęście...