środa, 22 maja 2024

Upgrade. Wyższy poziom - Blake Crouch, czyli w imię nauki i dobra ludzkości...

Kryminalna środa, tym razem w wersji odrobinę S-F w połączeniu z thrillerem sensacyjnym. Wrzucam to jednak nie do fantastyki ale do thrillerów, bo mam wrażenie, że rzeczywistość jaką opisuje Blake Crouch wcale nie jest taka odległa i nierealna. No dobra - udoskonalanie organizmu, by wielokrotnie zwiększyć jego wydolność, to pewnie pieśń przyszłości, ale małymi kroczkami... Przecież w pewien sposób to już się powoli dokonuje, choć dostępne jest tylko dla bogatych. 

Tu dotykamy nie tylko takich zabawa z kodem genetycznym ludzi, ale i roślin - od tego się zaczyna, a potem nagle okazuje się, że nie wszystko da się przewidzieć. Mieliśmy ratować ziemię przed głodem, a skończyło się śmiercią wielu milionów ludzi. 


Główny bohater dźwiga na sobie wielkie brzemię, bo to jego matka została uznana za największą zbrodniarkę. Kiedyś pracował dla niej, dziś pracuje dla rządu, śledząc wszelkie sygnały na temat prowadzonych prac genetycznych, których rząd po prostu zakazał. Czy słusznie? Przecież to hamowanie postępu, krzyczą jedni. Zważywszy jednak na ryzyko, może okazać się to całkiem słuszną decyzją.

wtorek, 21 maja 2024

I like movies, czyli coś się kończy, ale i coś się zaczyna

Wtorkowy kącik wytrawnych kinomaniaków. Dziś tylko jedna propozycje i rzeczywiście raczej nie dla każdego. Kinomaniacy jednak pewnie zrozumieją pasję jaką czuje nastoletni Lawrence wobec filmów, może nawet zaakceptują jego zafiksowanie na sobie, wrażliwość i trochę niedostosowanie społeczne. W końcu większość nastolatków w pewnym okresie zachowuje się dość dziwnie i staje się nie do zniesienia.


Chłopak wciąż czuje się tak jakby miał pod górkę. Wychowywał się bez ojca, nikt nie rozumie jego reżyserskiego geniuszu, a wygląd i charakter raczej nie czynią go najbardziej lubianym uczniem w klasie. Dotąd mu to nie przeszkadzało, bo jednak wciąż miał przy sobie kumpla, z którym świetnie się dogadywał. Teraz- gdy kończy się szkoła i ich drogi się rozejdą, Lawrence przeżywa coraz większy lęk. Początkowo pomagało mu w utrzymaniu się na fali jego marzenie, by dostać się do świetnej szkoły filmowej w Nowym Jorku, idzie więc do pracy, by zarobić przynajmniej na start. Niestety rzeczywistość szybko ściąga go za nogi na ziemię...

poniedziałek, 20 maja 2024

Wodecki/Pater, czyli lubię wracać tam gdzie byłem

Zdaje się, że w ten weekend, będziecie mogli na własne oczy poczuć jak ta muzyka brzmi na żywo, bo projekt wybrzmi na festiwalu Polsatu w Sopocie. A ja na razie słucham krążka z tym, jak to brzmiało na festiwalu Męskie Granie. I choć pamiętam kultowe nagrania Mitch&Mitch z Wodeckim, zastanawiam się czy to nie kwestia atmosfery, która na Męskim Graniu od kilku lat jest, ale jakoś drażni mnie w detalach ta płyta. Mam wrażenie jakby się trochę twórczość Wodeckiego trywalizowało, przerabiało na umpa umpa, byle skoczniej, byle zafundować publice coś znanego i bujającego, bo to właśnie młodzi kochają... Przywracanie popularności dawnym artystom, przypominanie świetnych starych numerów - doceniam, ale granie wszystkiego na jedno kopyto, byle tłum poskakał, jakoś mnie zaczyna uwierać.

niedziela, 19 maja 2024

Witajcie w księgarni Hyunam-Dong - Hwang Bo-Reum, czyli świat goni, a ja nie chcę

Moda na literaturę z Azji trwa, ale mam wrażenie, że obok tego co naprawdę ciekawe, dużo więcej sprzedaje się jakiegoś dziwnego wizerunku tamtej kultury, który nie do końca jest prawdziwy ani nie do końca niesie ze sobą coś wartościowego. Jak są książki/komiksy, kot albo pies, trochę nostalgii i obietnica masy ciepełka (wzruszeń i podnoszenia na duchu), plus podkreślenie, że to literatura z Japonii/Korei, masz sprzedaż gwarantowaną. Pół biedy jak ktoś to tłumaczy z oryginału, ale czasem nawet tego nie ma, tylko dostajemy piątą wodę po kisielu. Rzecz jednak nie tylko w tłumaczeniu, tylko w tym, że to dość banalne czytadełka, serwujące nam "mądrości" życiowe na poziomie książek Coelho. Na niego moda już trochę przeminęła, to teraz mamy Azję. 

 
Ten wstęp nie jest zupełnie od czapy, bo lektura "Witajcie w księgarni Hyunam-Dong" po raz kolejny skłoniła mnie do zadania sobie pytania, co nas przyciąga do tego typu tytułów. Rzucamy się z zachwytem, a potem nie raz przychodzi rozczarowanie. Tym razem jednak chyba ciut zawiedzeni będą szukający magii, wzruszeń i emocji podobnych do tak popularnych u nas Opowieści z kawiarni. Hwang Bo-Reum napisała bowiem książkę w której raczej mocno stoimy na ziemi. Owszem jest księgarnia, są książki, które mogą zbliżać ludzi, pomagać im w ich wyborach, dylematach, autorkę interesuje jednak nie tyle budowanie ckliwych historyjek, co opowiedzenie o trudnościach przeżywanych szczególnie mocno przez młodych.

sobota, 18 maja 2024

Paryż: Lewy brzeg - Pierre Bordage, czyli tu liczy się tylko przetrwanie

Dawno nie sięgałem do Uniwersum Metro 2033, a jest dobra okazja, bo ukazał się pierwszy tom cyklu, którego akcja dzieje się w metrze paryskim. I choć nie jest to historia zamknięta, widać rozpoczęcie wielu wątków, które wymagają kontynuacji, to powiem Wam, że to lektura naprawdę smakowita i klimatyczna.
Postaci jest sporo, ale części z nich ścieżki będą się przecinać już w tym tomie, wszystkich pewnie w dalszych częściach. Początkowo może nie jest łatwo ogarnąć wszystkie wątki, nie wszystkie są równie pasjonujące i nie potrafimy ich połączyć w całość, powoli jednak wszystko zacznie się układać w całość. 

 

Motywem przewodnim, poza tym co już znamy z innych tytułów w ramach uniwersum, czyli nędznymi warunkami życia pod ziemią i władzą narzucaną przez niewielkie grupki silniejszych, jest próba zjednoczenia różnych stacji, zawarcia paktu o nieagresji. Kobieta, która wędruje promując ideę federacji ma na celu nie tylko wspólną ochronę przed wrogiem zewnętrznym, ale i polepszenie losu najsłabszych, najbiedniejszych. Naraża się różnym grupom rządzącym poszczególnymi stacjami, ale potrafi też zjednywać do siebie, dzięki czemu wcale nie jest łatwo im się jej pozbyć, mimo urządzania kolejnych zamachów.

piątek, 17 maja 2024

Śpiąca królewna, czyli bajka raczej dla dorosłych

W naszej świadomości bajka o Śpiącej królewnie funkcjonuje najczęściej w wersji przedstawionej w filmie Wolta Disneya. Delikatna królewna, posłuszna córka, niewinna ofiara złej, niewyrozumiałej wróżki, która po przebudzeniu poślubia zakochanego w niej królewicza. Ach, jak słodko… Spektakl jaki oglądaliśmy w Multikinie przygotowany został przez zespół baletowy Opery w Zurichu i ta wersja nieznacznie różni się od baśni braci Grimm i powiem szczerze, że po dotychczas oglądanych baletach, tych słodkich spektaklach dla dzieci, ta wersja jest jak ożywczy powiew świeżości, choć może raczej nie dla osób bez poczucia humoru, ksenofobicznych i konserwatywnych. Nie każdemu się ta wersja spodoba, ale ja na niej bawiłam się świetnie i śmiałam serdecznie patrząc na bohaterów i ich zachowanie, widząc zmianę konwencji odnośnie postaci Aurory i jej postępków. Niewiele mogę zdradzić, żeby nikomu nie psuć odbioru nowej wersji „Śpiącej królewny”, jednak uważam jest to zabieg ciekawy i zrobiony z poczuciem humoru.

czwartek, 16 maja 2024

w.a.s.o.w.s.k.i. FOTOPLASTYKON, czyli koncert na sześć głosów, ciał i dusz

Maga: Zaskakujący spektakl. Niby muzyczny a początkowo, przez całkiem długą chwilę trwa w zupełnej ciszy. Widzowie czekają na pierwszy akord, dźwięk, głos… a cisza trwa dalej. Napięcie rośnie, a żaden głos, dźwięk się nie pojawia. Jest tylko ruch wykonawców na scenie.


Robert: Kto oglądał przedstawienia reżyserowane przez Anne Srokę-Hryń ze studentami, pewnie nie będzie zaskoczony, bo tam było podobnie, ale tu jeszcze więcej jest elementów choreografii, pokazania umiejętności grania ciałem, no i brak muzyki na żywo, co trochę zmienia klimat. Chociaż nie, muzyka jest ale robiona a capella, czasem w bardzo zaskakujący sposób (ach te buty).


MaGa: A potem było coraz lepiej. Każda piosenka to nowa aranżacja, taki mini-teatrzyk, stop-klatka, teatralny fotoplastykon. Nie tworzyły jednej historii, były odrębnymi bytami, każda była opowieścią o czymś innym, a każda miała coś do powiedzenia.

środa, 15 maja 2024

Pielgrzym - Terry Hayes, czyli jeden na jednego

Co prawda dziś na kryminalną środę planowałem zupełnie inny tytuł, ale ten przebija wszystko co czytałem w ostatnich tygodniach z tego gatunku, a że właśnie ukazała się u nas kolejna książka tego autora, a on sam przyjeżdża na Targi Książki, uznałem że to najlepsza okazja by o Pielgrzymie napisać. 


Jeżeli ktoś tak jak ja dorastał w latach 80 pewnie załapał się na fascynację thrillerami sensacyjnymi i autorami takimi choćby jak Clancy, Forsyth, Follett i jeszcze kilkoma innymi. Wtedy częstym motywem było zderzenie wschodu i zachodu, dziś szuka się innych zagrożeń, częściej niż o szpiegach pisze się o terrorystach, schemat jednak pozostaje podobny - trzeba uprzedzić wroga, odgadnąć jego zamiary, wyśledzić go i wyeliminować, bo inaczej nasz kraj czeka katastrofa. Upraszczam, ale gdy spróbować uchwycić w skrócie fabułę, można by powiedzieć, że Terry Hayes korzysta właśnie z utartych schematów, w ciekawy sposób je jednak modyfikuje i rozwija. 

 

Po pierwsze bohater. Rzeczywiście był jednym z najlepszych tajnych agentów, mordował i robił paskudne rzeczy, ale dziś wydaje się bardziej typem analityka, speca od zagadek kryminalnych, który z miejsca zbrodni czyta jak z kartki. Porzucił dawną pracę, zmienił styl życia i jedynie przypadek sprawił, że go odnaleziono i poproszono by przyjął kolejną sprawę od rządu. To się czyta bardziej jak kryminał, próbę pracy dedukcyjnej, niż działań w terenie jak w książkach sprzed lat.

wtorek, 14 maja 2024

Jutro będzie nasze, czyli nie musisz w tym tkwić

Film zdaje się premierę ma już w przyszłym tygodniu, ale można go zobaczyć wcześniej na różnych pokazach, więc jakby co polujcie - na Dzień Matki idealny! 

 
We Włoszech zrobił furorę, a myślę że i u nas będzie się podobać. Choć opowiada o latach powojennych, uchwycone tu mechanizmy niestety nie do końca i nie wszędzie uległy zmianie.
Oto jedno z wielu doświadczonych wojną, ubogich, zniszczonych włoskich miasteczek, w którym nie ma specjalnie wiele szans na pracę, a już szczególnie dla kobiet. No dobra, praca jest, ale nisko płatna, mimo tego jak ciężko by się starały, mężczyzna zawsze dostanie za to samo dużo więcej. W mieście wszechobecne są wojska aliantów, ale Włosi powoli odzyskują nadzieję, że będą mogli stanąć na nogi samodzielnie i zapomnieć o wojnie. Zbliżają się wybory, w których spór o to czy to ma być monarchia i powrót konserwatystów, czy też demokracja, której wielu się boi jako źródła chaosu, jest dość żywy. Dyskutują jednak jedynie mężczyźni, bo przecież kobiety ich zdaniem na niczym się nie znają i lepiej żeby się nie wtrącały.

poniedziałek, 13 maja 2024

It is what it is - Sonic Universe, czyli ktoś potrzebuje porcji energii?

Poniedziałki miały być muzyczne, no to łapcie świeży i energetyczny krążek. Niby ostatnio rzadziej siedzę w ostrych klimatach, ale ci łoją nie tylko ostro, ale i z klasą. Zresztą co się dziwić - za nowym projektem stoi m.in. Corey Glover z Living Colour. Trochę tamtego ducha tu się przemyciło.

Panowie zafundowali nam 10 numerów i może niby bez zaskoczeń w porównaniu do tego czym się zajmują na co dzień, ale jest w tym też jakaś świeżość, jakby w nowym składzie potrafili złapać trochę oddechu i zacząć się bawić muzyką jak za dawnych lat. A przecież grają już długo.

Jest moc - ich debiutancki krążek to mieszanka metalu, rocka, ale i funku. Jak się okazuje nie trzeba jedynie ryczeć do mikrofonu przy cięższych riffach. Oni bujają, potrafią prawie tanecznie rozkołysać, a potem wbić w ziemię potężną perkusją i ścianą dźwięków.

niedziela, 12 maja 2024

Matka, czyli wyssałeś ze mnie już wszystko

Witkacy. I wszystko powinno być jasne. Jedni będą zdegustowani, inni zachwyceni, a im dziwniej tym dla nich lepiej, bo przecież tu cała zabawa tkwi w grotesce, w prowokowaniu. Dramat "Matka" sam autor nazwał w podtytule "niesmaczną sztuką w dwóch aktach z epilogiem". Czemu niesmaczną? Bo uderza w świętość, czyli relację matki i dziecka, w jej poświęcenie, a tu proszę: wykorzystywanie, kompletny brak wdzięczności, ciągłe pretensje i żale. W dodatku odrzucenie wszystkiego co można powiedzieć, że napawało ją dumą - tytułu, dziedzictwa, wartości. Pieniądze oczywiście nie śmierdzą, ale syn też tłumaczy, że bierze je jedynie po to by zniszczyć ten stary świat, by dokonać czegoś ważnego.

Z okazji setnej rocznicy powstania dramatu Teatr Ateneum przypomniał "Matkę", a reżyserii podjęła się Anna Augustynowicz, która nie unika w teatrze wyzwań i rzeczy awangardowych.

Kto Witkiewicza nie lubi, ten po tym spektaklu chyba zdania niestety nie zmieni. Minimalistycznie, odpowiednio jak na tego autora dziwnie i ciut chaotycznie. Postacie pojawiają się, znikają, czasem mówią coś ważnego, innym razem nie, a widz ma sobie to pospinać w jakąś sensowną całość.

Mr. Breakfast - Jonathan Carroll, czyli a gdyby tak inaczej

Gdy ma się kilkadziesiąt szkiców do wykorzystania, wcale nie jest łatwo podjąć decyzję o czym pisać. Czasem wybieram rzeczy, które czekają już długo, a czasem to jakaś myśl, która łączy notkę z poprzednim tytułem. I tak jest dziś. Na swój pokręcony sposób Carroll też wykorzystał motyw przeżycia swojego życia po raz kolejny, tym razem jednak nie ma wcale tak prosto, bo te podróże mają swoje ograniczenia i wcale nie jest tak oczywiste czy będziemy zadowoleni z tego w jakie realia zostaniemy przeniesieni. No i co ważne - wcale nie umieramy.


Graham Patterson gdy myśli o swoim życiu, nie potrafi pozbyć się rozgoryczenia - marzył o rozśmieszaniu ludzi jako standuper, a nikt nie śmieje się z jego żartów, życie uczuciowe leży w gruzach, a na jakąś solidną gotówkę w przyszłości nie ma co liczyć. Czy wykonany trochę pod wpływem impulsu, w oczekiwaniu na naprawę auta tatuaż może to wszystko zmienić? Jak się okazuje tak, ale wcale nie jest pewne czy bohater będzie z tego zadowolony. 

sobota, 11 maja 2024

Powtórka - Ken Grimwood, czyli czemu ta kolejna szansa

Seria Wehikuł czasu od Rebisu, choć nie powala okładkami, rozrasta się całkiem pokaźnie na półkach i pewnie jeszcze przez parę tygodni będę wrzucał w soboty właśnie posty o książkach z tego cyklu wydawniczego. Nagradzani, chwaleni, ale kilka dekad temu - czy ich proza się zestarzała? W przypadku Grimwooda mam wrażenie że nie, ale to generalnie jest książka, którą by można zaproponować komuś kto twierdzi że fantastyki nie trawi. Jedynym motywem, który by można podciągnąć pod S-F jest motyw... No właśnie, jak to nazwać: podróży w czasie? Modyfikacji rzeczywistości? Powtórki z życia? Główny bohater umiera w wieku 43 lat na zawał serca. Budzi się jednak ponownie jako student i przeżywa wszystko od nowa. Któż by jednak nie skorzystał z pokusy, by nie spróbować poprawić tej swojej historii, choćby nie zadbać o to, by nigdy nie zabrakło ci kasy. Masz wiedzę o tym co się wydarzy, więc od hazardu, przez inwestycje, wszystkie możliwości stoją przed tobą szeroko otwarte.