Tekst Marcina Szczygielskiego, reżyseria Maciej Wojtyszki, obiecywałem więc sobie dość dużo po najnowszej premierze Teatru Gudejko obiecywałem. Może troszkę szkoda, że tak dużo w scenariuszu miejsca poświęcono tylko jednej postaci, bo może gdyby rozłożyć akcenty, byłoby jeszcze ciekawiej - mimo całej sympatii dla p. Ewy Kasprzyk chyba to jednak nie miał być monodram czy też stand up, a chwilami można tak się poczuć.
Pomysł był całkiem interesujący i nie dziwię się patronatowi od Fundacji Nie widać po mnie, która dostrzegła w tym szansę by szerzej docierać z informacją o tym jak ważne jest wsparcie psychologiczne i szukanie pomocy. Jak to jednak bywa, w formacie komediowym nie da się czasem uniknąć pewnych uproszczeń, może niestety ten aspekt gdzieś zginąć pod śmiechem z powodu "problemów" z jakimi pojawiają się kolejne postacie oraz sposobu radzenia sobie z nimi przez główną bohaterkę.
Notatnik kulturalny
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
sobota, 7 listopada 2026
Kobieta Guma, czyli wiem co czujesz...
piątek, 6 listopada 2026
Po prostu się żyje - Tomasz Potkaj, czyli trochę o Matysiakach, dużo o codzienności w PRL-u
Sentymentalne powroty są w modzie, a nawet młodzi (przynajmniej niektórzy) z ciekawością wracają do czasów PRL-u, bo dla nich to odległa historia i to trudna do wyobrażenia. Dla mojego pokolenia - po prostu dzieciństwo, choć ja i tak załapałem się tylko na dwie dekady komuny, a przecież Matysiakowie startowali w roku 1956. Ależ kawał czasu! I wciąż zdaje się słuchowisko nadal jest nadawane! Ja jakoś nigdy nie byłem wielkim fanem, ale przecież niejeden raz widziałem i słyszałem jak moja babcia siedziała przy odbiorniku i nie wolno jej było przeszkadzać. Potem gdy już więcej w telewizji pojawiało się programów, filmów i seriali, pewnie mocno liczba słuchaczy spadła, jednak wciąż są tacy, którzy z przyjemnością wracają do swoich ulubionych bohaterów. Siłą od początku było to, że twórcy próbowali odtworzyć nie jakąś idealną bajkę, ale świat zwyczajnych ludzi, ich problemy.
I oto mamy okazję poznać nie tylko początku słuchowiska, niektórych aktorów wcielających się w członków rodziny Matysiaków i ich sąsiadów.
czwartek, 5 listopada 2026
Niezidentyfikowane szczątki ludzkie i prawdziwa natura miłości, czyli bez bliskości ani rusz
Spektakl dyplomowy studentów i studentek I roku kierunku: aktorstwo (specjalność: aktorstwo dramatyczne) mocno osadzony jest w realiach współczesnych. Grupa młodych przyjaciół i znajomych żyją w świecie tak wypranym z głębszych wartości, że wydaje się on niemal nierealny, sztuczny. Niemal żadne z nich nie jest zdolne do stworzenia bliskiej i trwałej relacji. Chłodni emocjonalnie, leniwi, zepsuci, cyniczni, a jednocześnie zagubieni, samotni, bezbronni. Szukają biskości, przyjaźni i miłości w brutalnym świecie wielkiego miasta, w którym (dodatkowo) grasuje seryjny morderca. Pogubieni, przebodźcowani sami o sobie mówią, że są „popier****nym pokoleniem” i żyją w „poliestrowym świecie”.
Wnuczka Picassa, czyli szału nie ma
środa, 4 listopada 2026
Zwierzęta, czyli każda decyzja to również konsekwencje
Ben Affleck może i ciut przytył i się zestarzał, wciąż jednak próbuje opowiadać historie nie tylko stając przed kamerą ale i za nią. Najnowsza jego produkcja do zobaczenia na Netflixie to mroczny thriller psychologiczny, w którym rozterki moralne przeplatają się z różnymi kłamstwami, przez które jeszcze bardziej sytuacja się komplikuje. Gdyby to było takie proste: jesteś bogaty, kandydujesz na prezydenta i ktoś porywa twoje dziecko żądając okupu - albo zbierasz kasę albo dzwonisz na policję... Tu jednak od początku wszystko się komplikuje, bo w tajemnicy przed żoną kasę już wydałeś i a porywaczom nie wszystko poszło dokładnie tak jak planowali. Każda jednak twoja decyzja to nie tylko ryzyko tego że dziecku stanie się krzywda, w głowie bowiem masz to, że lada dzień wybory i grasz o sympatię wyborców. Lepiej więc okazać światu twarz wspaniałego męża i ojca, który jest czuły i zrobi wszystko, ale tylko w granicach prawa, czy może jednak kogoś silnego, kto sam jeden potrafi stawić czoła wszystkim przeciwnościom.
H - Bernard Minier, czyli zbrodnia to nie show
Jego cykl o Martinie Servazie – komendancie z Tuluzy (to już 9 tom), za każdym razem dostarcza sporo przyjemności, a choć bohater powoli się starzeje i młodsi, bardziej energiczni powoli wchodzą na jego miejsce, jak się okazuje nie tak łatwo policji zupełnie bez niego się obyć. Zwłaszcza gdy sprawa dotyczy Juliana Hirtmanna, seryjnego zabójcy który uciekł z więzienia i wśród różnych zbrodni które pojawiły się w regionie, nie brakuje ludzi, którzy właśnie jemu je przypisują. Nic dziwnego - mało który zbrodniarz budziłby tyle emocji, wykazywałby się takim okrucieństwem. Kto miałby pomóc w śledztwie, jak nie ten który pomógł go schwytać? Choć wcześniej Martin Servaz specjalnie został odsunięty od służby, miał odpoczywać i się ukryć z rodziną na uboczu, by przypadkiem sam nie stać się celem zemsty mordercy, gdy tylko go poproszono o pomoc, długo się nie zastanawiał. Zwłaszcza że już wcześniej zastanawiał się nad pewnymi tropami, które go niepokoiły. Chwilę przed policją współpracę w polowaniu na Hirtmanna zaproponował mu pewien pisarz, wspierany przez nieformalną grupę internetowych pasjonatów kryminalnych.
wtorek, 3 listopada 2026
Trzy pożegnania, czyli może nie tylko to co za nami
Ile trzeba czasu by wyjść z kryzysu? Ile trzeba mieć siły by znowu z ciekawością i radością wyjść do ludzi, do świata?
poniedziałek, 2 listopada 2026
Cirque du Soleil: Kurios – Gabinet osobliwości, czyli nie dziwią zachwyty
Cirque du Soleil (Cyrk Słońca) został założony 16 czerwca 1984r. w Baie-Saint-Paul w Kanadzie przez Guya Laliberte i Gilles’a Ste-Croixa z wizją odejścia od zwierząt i obręczy, tak charakterystycznych do tej pory dla cyrkowych występów. Powodem było przeświadczenie, że taki zabieg zwiększy skupianie się widowni na samym występie, który zawsze opowiada jakąś historię, a nie jest w jedynie zlepkiem występów poszczególnych wykonawców cyrkowych. I to prawda. Opowiadanie historii jest zawsze wabiące, dłużej zatrzymuje naszą uwagę i jest bardziej atrakcyjne. W ten sposób powstają wspaniałe spektakle, które łączą ze sobą nie tylko cyrkową akrobatykę, ale także teatr, taniec i muzykę w jedno i pozostawiają niezapomniane wrażenia. I to wszystko za niewielkie pieniądze można obejrzeć w sieci Multikino, siedząc w wygodnych fotelach.
Korespondentka - Virginia Evans, czyli zerkając wstecz, ale i wokół siebie...
Sybil Van Antwerp od lat komunikuje się poprzez listy. Pisze do dzieci, przyjaciół, dawnych współpracowników, do autorów, których podziwia po przeczytaniu ich powieści. To ostatnie przyznam że jest dość urokliwe, bo chyba nigdy mi nie przyszło do głowy, a pewnie dla pisarzy też nie jest tak częste jak maile czy spotkania autorskie. Słowo napisane, które też można potem schować do szuflady, wrócić do niego po latach, ma jakąś niesamowitą siłę i magię, budzi wspomnienia, emocje. Czy listy pisane do kogoś ważnego, ale nigdy nie wysyłane też mogą być równie ważne? Może pozwalają nazwać coś i wypowiedzieć na co byśmy nie mieli odwagi w cztery oczy...
niedziela, 1 listopada 2026
Święty Franciszek - Maciej Rajfur, czyli tylko nie mów o nim Biedaczyna z Asyżu
czwartek, 29 października 2026
Slough House - Mick Herron, czyli cynizm kontra ideały albo o tym kto ma ostanie słowo
O serii "Kulawe konie" Micka Herrona i o serialu na podstawie tych powieści pisałem już na blogu więc pewnie nie zdziwi Was, że najnowszy tom też długo nie czekał na stosie na przeczytanie. Mimo że to nie jest styl bardzo lekki, łatwy i przyjemny, to i tak trudno się oderwać! Autor ma swój styl i jak na literaturę sensacyjno-szpiegowską, nie jest on pozbawiony urokliwych wtrętów, poetyckich opisów, których spodziewałbym się raczej literaturze pięknej, a nie po jednej z najlepszych serii mocno odświeżającej gatunek. Prawie każdy tom to początkowo przebijanie się przez masę scen i wątków, które jeszcze nie wiemy jak zostaną połączone, ale pozwalają zorientować się jakim bagnem jest obecnie działanie służb - mocno ograniczane przez polityków, biurokrację i konieczność oszczędzania. Czy dziś służby specjalne nie są potrzebne? Zmienia się na pewno charakter ich działania - coraz więcej rzeczy robi się w sieci, ale to nie tak, że nie jest potrzebna praca na ulicy albo sprowadza się ona jedynie do siłowego momentu aresztowania. Gierki, układy, frustracje, nawet nuda - oto codzienność. Z jednej strony wciąż spodziewasz się zagrożeń i musisz być na nie gotowy, ale nie wiesz kiedy i skąd nadciągną, czymś normalnym jest więc że czasem coś przegapisz. A gdy złapią cię na błędzie, odsuną cię na boczny tor. Staniesz się jednym z Kulawych koni.
wtorek, 27 października 2026
Zobaczysz wszystko, czyli ile w tym prawdy
Hype wokół tego obrazu jest ogromny, rzadko który dokument narobił tyle zamieszania i nie ściągnął takich tłumów do kin. A ja przyznam się, że mam bardzo mieszane odczucia.
Przyzwyczajeni jesteśmy już do różnych form dokumentów: od interwencyjnych, śledczych, przez próby odtworzenia biografii, jakieś intymne portrety. "Zobaczysz wszystko" jednak zaskakuje bo przesuwa granice i igra z oczekiwaniami widzów. Trzy godziny wydają się naprawdę igraniem również z cierpliwością, o dziwo jednak głosy po seansach wcale nie są krytyczne tak jakby ta długość kompletnie nie przeszkadzała. No dobra, czeka się na jakiś finał, na ten strzał, który wreszcie rozstrzygnie wszystkie wątpliwości. W zadziwiający sposób jednak to wcale nie finał się zapamiętuje a to co do niego doprowadza.
poniedziałek, 26 października 2026
Palace for the people - Greta Van Fleet, czyli wszystko już było albo czy stylizacja jest czymś złym
Odpalam więc krążek - który to już raz w ostatnich tygodniach - o którym dziś i zasiadam do klawiatury. Greta Van Fleet - słyszałem o nich tyle dobrego, dotąd jednak jakoś nie było okazji by sięgnąć po cały krążek. A gdy sięgnąłem po ten najnowszy mógłbym go słuchać na okrągło. Zdecydowanie moje klimaty i wpada mi to w ucho, a chodzi nie tylko o melodyjność tych numerów, powiedziałbym nawet potencjalną przebojowość, ale i smaczki których tu jest cała masa. Pisało się o nich dużo w kontekście podobieństwa do Led Zeppelin, że próbują jakoś wskrzesić styl, który trochę został zapomniany. Ale zważywszy na to, że w muzyce naprawdę trudno wymyślić coś zupełnie nowego, czy to źle że ktoś sięga po to co mu się podoba, co mu bliskie i próbuje zrobić coś podobnego?











