czwartek, 16 kwietnia 2026

Wczoraj byłaś zła na zielono, czyli Nie oceniaj. Słuchaj!

Odnoszę wrażenie, że ten spektakl przekazał mi większą wiedzę o autyzmie niż niejedna książka czy wykład na ten temat. Ten spektakl chłonie się przez skórę, wydobywa wiedzę z kakofonii dźwięków i ciszy, z krzyków i szeptów.


To opowieść matki autystycznej córki. Opowieść trudna, bolesna i pełna miłości. Oparta na autobiograficznej książce Elizy Kąckiej o tym samym tytule. Anna Augustynowicz – reżyserka stworzyła spektakl niepowtarzalny, inny od dotychczas oglądanych, wypełniony dźwiękami, które rozkładają nierówno emocje, raz są za a raz przeciw bohaterkom na scenie.

23 i pół godziny, czyli reszta to niepewność

M wraca do pisania więc doklejam jej wpis nt. A planety szaleją, które z małej sceny przeszły teraz na dużą w Teatrze Współczesnym i niedługo od niej jeszcze jeden, a potem jeszcze dwa dialogowane. 

***

Po drodze mi z Jarosławem Tumidajskim i jego sposobem prowadzenia narracji sztuk teatralnych. Lubię jego dbałość o wszystko co się dzieje na scenie, sposób prowadzenia aktorów, czy choćby oprawę muzyczną, której sam dokonuje. Nie dziwi więc, że i ten spektakl Teatru Współczesnego - w moim mniemaniu - jest „całkowity” i bardzo dobry. Dotyka tematu molestowania i przemocy seksualnej wobec kobiet, który w niedalekiej przeszłości przybrał formę międzynarodowej, głośnej akcji Me Too. Autorka sztuki, Carey Crim, była jedną z pierwszych, które nagłośniły ten temat, jednocześnie pokazując i analizując wszystkie aspekty powstałej akcji. Minęło od niej kilka lat i już wiemy, że pod jej szyldem działy się sprawy, których być nie powinno, choć tych prawdziwych, potwierdzonych faktami było zdecydowanie więcej. Jednakże zdarzały się oskarżenia zupełnie bezpodstawne, powodowane złością, zazdrością, zemstą, lecz również chęcią zaistnienia, zwrócenia na siebie uwagi, które powodowały natychmiastowe i bardzo dotkliwe skutki dla posądzonych a hałas wywoływany przez media biegnące za sensacją powodował, że zasada „domniemanej niewinności” przestawała funkcjonować. I co wówczas?

środa, 15 kwietnia 2026

Oszast - Grzegorz Mirosław, czyli co tu się...

Rano niby marudziłem że czasem tempo akcji nie wystarczy by mieć satysfakcję, człowiek szuka oryginalności, zagadki, a nie jedynie dynamiki i pewnie to samo co przy powieści duetu Horst i Enger, mógłbym powiedzieć o najnowszej powieści Grzegorza Mirosława. W tym przypadku jednak trzeba przyznać, że mroczna atmosfera i tajemnica dodaje trochę zarówno do oryginalności jak i satysfakcji.  

W warunkach polskich góry ostatnio stały się modnym miejscem jako tło dla kryminałów i thrillerów, z totalnie dziką przyrodą kojarzymy jednak głównie Bieszczady czy Beskid Niski. A tu proszę Beskid Żywiecki odmalowany tak że ciarki chodzą po plecach. Oszast to nie tylko szczyt, ale całe pasmo, rezerwat będący fragmentem pierwotnej Puszczy Karpackiej. Czy to możliwy by w tych ostępach kryły się miejsca, w które ludzie nie zaglądają albo jak zajrzą, to już z nich nie wracają? Brzmi mało prawdopodobnie, prawda? Autor jednak kreśli tak barwne opisy, że czujemy się jakby to były tereny w których można błądzić tygodniami i we wszystko można by uwierzyć. 

Zgrabnie wplata też wątki historyczne, w tym przypadku klęskę głodu w Galicji w XIX wieku, która podobnie jak w Irlandii spowodowana była zarazą ziemniaków, stanowiących podstawę diety i podobnie jak tam skończyła się śmiercią wielu ludzi i emigracją kolejnych tysięcy. 

Punkt zero - Jørn Lier Horst, Thomas Enger, czyli czy nie za bardzo to amerykańskie?

Postanowiłem wrócić do autora, którego śledziłem przez długi czas, od pierwszej powieści wydanej w Polsce, ale potem jakoś straciłem z oczu. Wiem że wydaje się go sporo i to nie tylko kryminałów ze świetnej serii, którą pokochałem z inspektorem Williamem Wistingiem, ale też jakaś seria dla młodzieży, pojawiły się również thrillery sensacyjno-kryminalne pisane wraz z Thomasem Engerem. I właśnie ten cykl postanowiłem wziąć na warsztat. 

Zawsze ceniłem Horsta za realizm z jakim odtwarzał pracę policjanta, te papiery, przesłuchania, żmudne śledztwo, stawianie hipotez i czasem błądzenie po omacku. W tej nowej serii też tak bywa, mam jednak wrażenie że to książki pisane trochę bardziej "po amerykańsku", czyli jednak dużo większy nacisk jest na tempo, na to żeby cały czas zaskakiwać czytelnika. Do tego że mamy dwie perspektywy: policjanta oraz dziennikarki autor już zdążył nas przyzwyczaić, teraz tylko trochę te media się zmieniają, raczej chodzi o dziennik internetowy, a nie o prasę. No i bohaterka nie jest jego córką, choć córka też się pojawia. W pierwszym tomie cyklu poznajemy oboje, czyli komisarza Blixa oraz młodą blogerkę Emme Ramm, która początkowo będzie trochę go drażnić, potem jednak wymiana informacji mocno ich zbliży. 

wtorek, 14 kwietnia 2026

Czego tak naprawdę chcę, czyli Miłość i Przepis na szczęście

Dziś we wtorkowym kąciku wytrawnych kinomaniaków dwie produkcje, które niby się różnią, znowu jednak w zagadkowy sposób się dla mnie łączą, bo dotyczą życia uczuciowego, tego jak szukamy, jak czasem czujemy się zagubieni, nie bardzo potrafiąc podjąć decyzję.


MIŁOŚĆ Daga Johana Haugeruda to część jego większego projektu, trylogii w której wciął na warsztat temat przeżywania miłości, emocji. Skandynawowie potrafią opowiadać o takich sprawach bez specjalnego skrępowania – seks bez zobowiązań wydaje im się taką samą opcją jak i przysięga małżeńska. Wszystko zależy od Ciebie: czego potrzebujesz i na co jesteś gotowy. I nie myśl o tej drugiej połowie, bo to Ty jesteś najważniejszy. Brzmi egoistycznie? Ktoś inny by powiedział że to droga do lepszego zdrowia psychicznego, tylko pytanie czy na pewno daje to szczęście, czy sprawia że mamy w sobie mniej obaw, mniej kompleksów, czy jakoś z większą odwagą staramy się zawalczyć o uwagę kogoś kto wpadł nam w oko.  

poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Hańba! Hioba Dylana w Hydrozagadce, czyli za kim idziesz ziom?

Drugie spotkanie na żywo z zespołem Hańba! tym razem jednak w zupełnie innym klimacie, bo współpraca z Hiobem Dylanem sprawiła, że ich wspólna trasa nie odbiera im energii, na pewno jednak trochę zmienia nastrój i muzykę. 

Zamiast jednego koncertu mamy więc aż 3 odsłony: najpierw Hiob Dylan ze swoim repertuarem, potem Hańba! z tym do czego nas już przyzwyczaiła, a na końcu grają razem numery ze wspólnej płyty. Folkowa melodia i punkowska energia w połączeniu z country i folkowymi, prostymi numerami opartymi na banjo? Okazuje się że to wcale nie tak niemożliwe jak by się mogło wydawać. Co prawda wspólny repertuar to głównie zasługa gościa, który jest znany z tego że występuje w głowie wilka, mam wrażenie że chłopaki jednak fajnie poczuli się w tej trochę innej odsłonie muzycznej i dołożyli do tego trochę swojej wściekłości. 

I wiecie co? Aż trudno mi powiedzieć która z tych 3 części koncertu była najlepsza. 

niedziela, 12 kwietnia 2026

Null - Szczepan Twardoch, czyli brutalność i szaleństwo wojny

O tej powieści trudno pewnie będzie mi coś napisać. Bardziej mam wrażenie się ją odczuwa i przeżywa niż analizuje i ocenia. Szczepan Twardoch nie raz już w swoich powieściach dotykał spraw tożsamościowych, wrzucał swoich bohaterów w sytuacje, gdzie byli zmuszani do rewizji różnych swoich systemów wartości i zasad, burzył ich światy. I tak jest i teraz. Można powiedzieć że to książka o wojnie na Ukrainie, ale przecież nie jest to reportaż, nie jest to analiza geopolityczna, nawet trudno powiedzieć, by jednoznacznie biła z niej pewność co do przekonania walki o sprawę. To raczej powieść o człowieku, którego wojna zmienia. Zobojętnia, wypełnia jakimś przedziwnym stanem zawieszenia. Lękiem który obezwładnia, ale i złością na cały świat. Na tych po drugiej stronie, na siebie, na kolegów z oddziału, a przede wszystkim na tych, którzy w garniturach przesuwają pionki ich armii po mapie, kompletnie nie wiedząc co na froncie się dzieje.  
 
Ta wojna pokazuje też jak bardzo zmieniają się zasady jej prowadzenia i jej realia. Śmierć może przyjść zupełnie z zaskoczenia z powietrza, choć jest wymierzana bardzo celnie, nie na ślepo jak kiedyś. To już nie są bomby i rakiety, ale drony, kamery, satelity. Armie zamiast się przesuwać raczej tkwią w miejscu, tygodniami siedząc w okopach i schronach, po jednej i po drugiej stronie linii frontu. Sukces pójścia do przodu jest pozorny, bo w każdej chwili możesz zostać odcięty od jakichkolwiek dostaw, zdany na siebie, sam już nie wiedząc czy lepsza będzie śmierć na miejscu czy tortury, które czekają jeńców. 

sobota, 11 kwietnia 2026

Samotni bohaterowie, czyli Projekt Hail Mary i Niebo o północy

Szybka notka, bo już trochę padam na nos, a tu aż dwa filmy, które jakoś mi się połączyły w jeden wpis. Czemu? Przecież wiele je różni... Mam wrażenie że jednak są elementy łączące – choćby samotność obu bohaterów oraz ich poświęcenie, nawet jeżeli nie zawsze wynikało ono z ich jakiejś świadomej początkowej decyzji. Po prostu tak się zadziało i w danej sytuacji nie widzieli innego wyjścia. 

O filmie z Ryanem Goslingiem jest głośno i trzba przyznać, że wizualnie robi on wrażenie. Po Marsjaninie kolejna ekranizacja powieści Andy’ego Weira może okazać się sporym przebojem, mimo tego, że fabularnie jest to dość miałkie. No nie obrażajcie się, ci którym się to podobało, którzy się wzruszali na filmie, ale naprawdę historia jest dość prosta, nie ma w niej jakichś większych zaskoczeń, a to balansowanie między komedią a tragedią wiszącą nad ziemią, wcale nic dobrego nie wnosi. Ten humor może i wnosi trochę luzu, skutecznie jednak likwiduje jakiekolwiek napięcie, którego w sumie po filmie z wątkiem katastroficznym raczej bym oczekiwał. 
Fizykiem nie jestem więc nie wypowiem się na temat naukowego prawdopodobieństwa, podejrzenia mam jednak spore, że to wszystko mocno wyssane z palca. 

piątek, 10 kwietnia 2026

Podlasie, czyli to tak jak z disco polo

Podlasie dość powszechnie jest krytykowane i to nie tylko za kulturowe przekłamania, ale i za miałkość scenariuszowo i niski poziom żartów, a Polacy i tak masowo to oglądają, co niestety wróży kolejną część być w może wyprodukowaną w przyszłości. To tak jak z disco polo - możesz się nabijać, ale skoro się ludzie bawią i im się to podoba, to nic nie zrobisz. 

A przecież już poprzednia część tej historii, czyli Nic na siłę (pisałem o niej tak), raczej nie powalała, była słabiutką komedią "romantyczną" z dość drętwą parą aktorską. Przełożono może więc trochę akcenty, większą przestrzeń oddano aktorom, których Polacy kochają, czyli Arturowi Barcisiowi i Annie Seniuk, ale reszta postaci i tło zostało podobne, czyli to taka wizja Podlasia jako zadupia, gdzie niby niewiele jest, za to ludzie żyją trochę wolniej i bardziej szczęśliwie. Ale cała reszta identyczna, czyli cerkwi nie zobaczysz choćbyś wypatrywał, gwara jakaś taka bliska temu co i na Mazowszu usłyszysz, a jak dodasz do tego boćki i ducha puszczy to każdy westchnie do tej sielskiej krainy. Albo i nie westchnie bo szlag go trafi że nawet nie chciało się twórcom zadbać o zdjęcia w plenerze i musieli zwierzęta w komputerze robić (przyjrzyjcie się tym jeleniom i bocianom). 

No z całą sympatią dla aktorów, ale część nawet nie za bardzo miała co grać i się marnują (Żak), część zachowuje się jakby to była bajka dla dzieci w której trzeba mówić i grać jakby na zwolnionych obrotach (Zborowski), a całość ani specjalnie nie bawi, ani kupy się trzyma. 

czwartek, 9 kwietnia 2026

Zabójcza przyjaźń, czyli wszyscy kłamią i coś ukrywają

Zdaje się, że czeka Was do soboty seria notek "luźniejszych", czyli nie spodziewajcie się rzeczy jakoś super wartościowych, czasem jednak do obejrzenia w wolnej chwili do zrelaksowania jak znalazł. Tak m.in. odbieram serial, który jesienią na Netflixie przez chwilę pikował w oglądalności - niezły thriller, który ogląda się z pewnym zaskoczeniem w stylu "co oni tu wymyślili". 
 
Rzecz bowiem niby nie jest szczególnie zawiła, ale wikłają je sami bohaterowie wciąż udowadniając nam że kłamią, coś ukrywają i generalni zamiast tych którzy mieliby łapać sprawcę, sami wydają się coś ukrywać. Oto dziennikarka przybywa do miasteczka z którego pochodzi, by w swoim ostrym stylu poprowadzić śledztwo w sprawie zamordowanej kobiety. Ewidentnie gra na nerwach lokalnemu komendantowi, ale moglibyśmy jeszcze to zrzucić na to, że kiedyś byli małżeństwem i mają do siebie jakieś żale. Dalej jednak jest jeszcze lepiej...

środa, 8 kwietnia 2026

A może by tak do Pieskowej Skały, czyli Potrójny blef i Podwójny wstrząs Karoliny Morawieckiej

To może by tak dla równowagi coś kryminalnego i mniej mojego marudzenia? Otóż powiem Wam, że z przyjemnością zanurzyłem się w fabułę dwóch tomów nowej serii Karoliny Morawieckiej, w których zabiera czytelników do międzywojnia i w okolice pięknego zamku w Pieskowej Skale. Pamiętam autorkę z innego cyklu, kryminałów z motywem kulinarnym, które też wspominam miło, ale zanurzenie się w tą zupełnie inną atmosferę, wyobrażanie sobie strojów, konwenansów, budynków, wystrojów, mam wrażenie daje dodatkową przyjemność z lektury. Połknąłem w trakcie przygotować przedświątecznych w kuchni (pichcenia było sporo) w wersji audio, ale oba tomy chyba również do zdobycie jak najbardziej w papierze. Napiszę o nich łączną notkę, choć warto je czytać w kolejności. 

Co je łączy a co różni? 

Szpieg Boga - Juan Gómez-Jurado, czyli traumy, grzechy i tajemnice

Po Czerwonej Królowej nazwisko Juana Gómeza-Jurado dołączyło do topki sprzedażowej kryminałów, tym bardziej jednak trzeba dość ostrożnie podchodzić do kolejnych tytułów, żeby oczekiwania i obietnice nie przyniosły potem rozczarowania. Niestety Szpiega Boga raczej nie zaliczyłbym do najbardziej udanych thrillerów kryminalnych, no chyba że nie czytaliście niż Dana Browna i generalnie dopiero zaczynacie swoją przygodę z tym gatunkiem. Wtedy może się to podobać, choć pewnych niedoskonałości fabularnych można by wskazać sporo, a każdy kto zna trochę środowisko kościelne sporządzi jeszcze dłuższą listę uproszczeń, pomówień i przerysować na tematy religijne i około religijne. Niestety o ile czasem podkreśla się konieczność dobrego researchu również w kryminałach, to często kończy się to na lokacjach, a cała reszta to poziom dziennikarskich artykułów powtarzających jako prawdę objawioną jakieś pojedyncze historie i generalizowanie obrazu całego duchowieństwa. Wiecie - pedofilia, spiski, tajne organizacje mordujące ludzi, zakłamanie, wielkie pieniądze itp. itd.    
Dodajcie do tego jako tła wyboru nowego papieża i już macie w miarę sensacyjne tło. 

wtorek, 7 kwietnia 2026

Nie ma jak rodzina, czyli Żegnaj June i Dobra siostra

Z rodziną to najlepiej tylko na zdjęciach... Ale czy musi tak być? Bywa niełatwo i tym razem w kąciku filmowym dwie produkcje, które wokół tego tematu krążą. 

Żegnaj June, debiut reżyserski Kate Winslet choć bardziej by się nadawał na seans w Boże Narodzenie a nie przy Wielkiej Nocy, polecam bo to film przy którym może zakręcić się łezka wzruszenia w oku. No i ta obsada! Ale jak się jest gwiazdą, pewnie łatwiej namówić przyjaciół na to by razem stanąć przed kamerą. 

Spotkanie rodzinne na szybko zwołane z powodu kryzysowej sytuacji rodzinnej, czyli nagłego pogorszenia się zdrowia mamy. Punkt wyjścia niby znany i ograny, jednak Kate Winslet potrafi to pokazać tak, że nie czujemy znużenia. Jest w tym i humor, jest i dramat, jest miejsce na żal, na pojednanie i na spokój. Bo pewnie w sytuacji gdy rodzic czuje, że jego dzieci nie do końca się ze sobą dogadują, porównują się, dogryzają, obgadują za plecami, jego jednym z największym marzeń jest to, żeby jednak się pojednali. Wtedy może odchodzić ze spokojem. Przecież śmierć jest czymś naturalnym, a gdy przychodzi ból, nawet czasem czymś mocno wypatrywanym.