wtorek, 2 marca 2021

Kraksa - Mikromusic, czyli tęskniąc, kochając, wpominając

Ciekawe są te wędrówki muzyczne Natalii Grosiak, bo mam wrażenie, że prawie każda płyta Mikromusic ma trochę inny klimat. Nie tylko emocjonalny, ale i w warstwie instrumentalnej jest inna. Pozostaje głos, jakże charakterystyczny i ciekawy. Tym razem warstwa muzyczna bardzo bogata, od elektroniki, aż po bardzo rozbudowany skład, choć wszystko trochę w klimatach lat 80. Jest melodyjnie, zabawnie, choć same teksty mają w sobie dużo więcej nostalgii, a może i nawet smutku. Tematem przewodnim jest miłość, ale nie tylko do człowieka, ale również ta do ukochanego zwierzaka. Ta o której wolelibyśmy zapomnieć po zranieniach i ta, którą wciąż nosimy w sobie. Jest tu tęsknota, jest żal ale i wdzięczność za wszystko co dobre, jest melancholia, ale jest też jakiś spokój, próba utulenia swojego wewnętrznego dziecka.

Szczęśliwa ziemia - Łukasz Orbitowski, czyli ile oddasz za spełnienie marzeń

Jakoś długo ta notka czeka na swoją kolej, wiele miesięcy minęło od lektury, a ja wciąż nie mogę się jakoś zebrać do pisania. I to wcale nie dlatego, że mi się nie podobało. Wręcz odwrotnie.
Może to jednak kwestia tego, że mniej więcej w podobnym czasie czytałem Wzgórze psów Żulczyka, które podobało mi się jeszcze bardziej i w którym można dostrzec sporo podobieństw...

Orbitowski ma dar, by wplatać elementy grozy nawet wydawałoby się w bardzo prozaiczne realia. Ciarki chodzą po plecach, ale w pewnym momencie już sami nie wiemy czy bardziej bać się tego, przed czym strach czują bohaterowie, czy jednak ich samych, tego mroku, który w nich zasiał ziarno. 

Dokonali kiedyś wyboru, którego konsekwencje ciągną się po dzień dzisiejszy. Tylko czy wielu z nas nie wybrałoby podobnie. Gdy się jest młodym i świat ma tyle do zaoferowania, pokusa by spełnić swoje marzenia wydaje się na tyle wielka, że cena nie jest istotna.

poniedziałek, 1 marca 2021

Kasandra i Książe niezłomny - Festiwal Nowe Epifanie czyli wojna nigdy się nie kończy

Tegoroczny Festiwal Nowe Epifanie, który rozpoczął się 17 lutego trwa w najlepsze i choć forma tegoroczna zupełnie inna, bo przecież online, nie znaczy to, że jego twórcy nie mają pomysłów na to jak wypełnić program. Okres Wielkiego Postu sprzyja refleksjom na temat spraw ostatecznych, a Festiwal dostarcza świetnych okazji, by ich dotykać lub nad nimi się trochę pochylić. Tegoroczne hasło "Któż zdoła się ostać?" brzmi trochę złowrogo, ale nie ma się co bać - myślenie i kontakt ze sztuką nie boli, nawet jeżeli nie to danie z gatunku łatwych i przyjemnych. Festiwal potrwa do 28 marca, przed nami jeszcze kilka spektakli, koncertów i innych wydarzeń, pewnie więc na Notatniku jeszcze napiszemy przynajmniej jedną notkę, bo z M. staramy się w miarę możliwości uczestniczyć przynajmniej przed monitorem, śledząc to co przygotowano na Nowe Epifanie od strony teatralnej.

Nie zawsze forma online ułatwia obcowanie z tym co dzieje się na scenie, ja na przykład ze względu na jakość dźwięku poległem przy "Kasandrze", ale M. była twardsza i oto kilka zdań od nas o dwóch pierwszy premierach Festiwalu. 

niedziela, 28 lutego 2021

Smak Pho, czyli serce i tam i tu

Luty kończę kolejną notką filmową, mimo że planowałem jakąś lekturę - ostatnie dwa dni jednak tak intensywne w kuchni i przy stole rodzinnym, że na wszystko brakuje czasu. I wybieram film, który choć dość kameralny, wzbudził trochę emocji, ale ograniczę się do kilku zdań, będziecie mogli sami poszukać więcej informacji.

Kluczem do odpowiedzi na pytanie komu może się ten film spodobać, będzie tematyka: to opowieść o imigrantach, którzy w Polsce próbują się odnaleźć - jak to wygląda wśród tych, którzy swoje życie dzielą na to co tam i to co tu, a jak w drugim pokoleniu, które pamięta tylko nową ojczyznę? Tu akurat mamy ojca i córkę z Wietnamu, ale pewnie podobne historie mógłby opowiedzieć każdy kto musiał szukać nowego kraju - nawet Polacy za granicą. Nawet jeżeli znasz język, nawet jeżeli masz pracę i zarabiasz, zawsze będzie w tobie tęsknota, zawsze będzie poczucie, że tu traktują cię jako obcego, dużo więcej czasu potrzebujesz by zbudować zaufanie.

sobota, 27 lutego 2021

Machinery, czyli przekonać do swojej niewinności

To ciekawe, na ile kryminały ze Skandynawii w wersji serialowej podbijają świat. Przecież gdyby tak podrapać trochę z wierzchu, to większość z nich fabułę ma dość przeciętną, czyżby więc rzeczywiście aż tak wielkim magnesem ma być surowa przyroda, te fiordy, lasy? A jeżeli nawet tego nie ma? Kryminały oglądam przecież namiętnie od lat, sporo produkcji polskich, choć nie zawsze cieszy mnie ich poziom (o kolejnych niedługo), szukam jednak czegoś oryginalnego.
Machinery zaczynało się nieźle, potem jednak pojawił się błąd wielu scenarzystów - ważniejsze dla nich było dostarczanie kolejnych zwrotów akcji i napięcia, niż utrzymanie jakiejś logiki i prawdopodobieństwa wydarzeń.

piątek, 26 lutego 2021

Człowiek Pana Ministra - Michal Sýkora, czyli nowe czasy, ale mentalność jakby dawna

Dawno nie czytałem tak dobrego kryminału, a zaglądający na Notatnik, wiedzą że czytam ich sporo, zwykle jeden kończąc i od razy zaczynając kolejny.
Co ciekawe, kluczem do takiej wysokiej oceny wcale nie jest jakieś wielkie zaskoczenie, nowe ujęcie, szczególnie okrutny psychopata, czy trzymająca za gardło akcja. Kluczem jest raczej staranność za jaką zbudowana została intryga i wątki poboczne, poczucie satysfakcji, które towarzyszy do ostatniej strony (a ile razy przecież jako czytelnicy marudzimy na rozczarowujący finał). Dobrze nakreślone postacie i napięcie między nimi, ta wyczuwalna bezradność, gdy nie masz jak udowodnić swoich podejrzeń, gdy śledztwo wymyka ci się z rąk lub ktoś próbuje ci je odebrać - właśnie to sprawia, że właśnie ten kryminał dał szczególnie dużo frajdy.
Może jest w tym moim zachwycie również fakt, iż choć akcja dzieje się nie w Polsce, a czeskim Ołomuńcu, to czułem się tak, jakby ktoś pisał o naszej rzeczywistości. Układy, układziki, dziwne związki polityków i biznesmenów, naciski na policjantów, by pewnych spraw nie ruszali, wyciąganie haków, by kogoś zdyskredytować. Podobne marzenia o ściganiu nieuczciwych, o tym by na poziomie można było żyć bez przekrętów i podobna gorycz, gdy widzisz ilość afer, z którymi nikt nic nie robi i kariery ludzi, którzy nie przepracowali sensownie pewnie jednego roku. 

czwartek, 25 lutego 2021

Ameryka w ogniu - Omar El Akkad, czyli czy dużo trzeba by nasz świat się rozpadł

Rok 2074. W Stanach Zjednoczonych wybucha druga wojna secesyjna, Południe staje przeciw Północy, a polem konfliktu ma być zakaz wykorzystywania paliw kopalnych (czyli również ropy). Czy rzeczywiście to spór o ekologię może być zarzewiem nowych konfliktów i dzielić nie tylko polityków, ale i zwykłych ludzi? Kto wie. Wiadomo jednak, że tworząc różne wizje futurystyczne pisarze nie tyle bawią się w proroków, wizjonerów, co próbują ubrać w słowa i obrazy przyszłości swoje dzisiejsze niepokoje, przemyślenia lu przeczucia. Dlatego najciekawsza tu jest nawet nie tyle nowa wizja świata, w którym to ląd Afryki ma być oazą spokoju i dobrobytu, a reszta zatraca się w jakichś konfliktach, zresztą umiejętnie podsycanych. Bardziej porusza klimat tej historii, uchwycenie nastrojów ludzi, którzy traktują się jak największych wrogów, choć przecież nie tak dawno żyli w jednym kraju. Jak to szybko może się zmienić. Zazdrość, jakiś odpowiednio nagłośniony akt przemocy, trochę propagandy, może ofiary w rodzinie i oto gotowy przepis na to jak rekrutować kolejnych żołnierzy do swojej walki. Wojny w której bomba wysadzona w tłumie przez samobójcę, może być równie skuteczna jak armie na froncie. Zresztą prawdziwego frontu tu nie ma, jest granica surowo pilnowana, są obozy dla uchodźców, a mimo to walka trwa. Cicha, podjazdowa, prowadzona po to, by nikomu nie przyszło negocjować pokoju. Ten byłby przyznaniem się do porażki. 

środa, 24 lutego 2021

Publiczna i jej misja, czyli Zenek, Smoleńsk i Osiecka

Trudno czasem bez większego niesmaku zaglądać na niektóre kanały telewizyjne, bo ich produkcje mają tak żenujący poziom, że lepiej poświęcić swój czas na film z jakiejś platformy, czy lekturę, niż tracić go na bzdety. Żeby jednak nie było, że ignoruję to w czym maczają palce stacje telewizyjne, dziś cała notka o "hitach" TVP, bo te z TVN i tak chyba częściej u mnie goszczą.
Zenek. Abstrahując od tego "króla" polskiej muzyki i jego promocji w ramach misji szerzenia kultury wysokiej z naszych podatków, pomysł na film wcale nie był taki zły. To nawet była fajna okazja, by opowiedzieć o czasach przełomu, o fenomenie disco polo. Wyszło niestety nijako i to nawet nie jest kwestia ścieżki dźwiękowej, czy zdolności wokalnych aktorów, a raczej trywialności scenariusza, w którym niewiele jest fragmentów interesujących, a nawet jak są, to są traktowane po łebkach.

wtorek, 23 lutego 2021

Dom tajemnic - Alek Rogoziński, czyli tego jeszcze nie było

Zaplanowałem sobie notkę o serialu Osiecka i może jeszcze o czymś TVP, ale jak to bywa u mnie często przy ustalaniu kolejności czytania, tak teraz wyszło i przy wyborze tematu notki - jest impuls i siadam od razu do czegoś co skończyłem przed chwilą.
Książka leżała długo na stosie, ale koleżanka, której to pożyczałem i była pełna zachwytów, zmobilizowała mnie, bym już tego nie odkładał z powrotem na stertę. W sumie - i czytało się lekko i mam nadzieję, kilka zdań też napisze się lekko.
Tym razem bardziej kryminał niż komedia kryminalna, no chyba, że jako dobry temat do żartów uznacie próby rozpoznania co poniektórych postaci. Celebryci są dobrym tematem do żartów, choć uważam, iż to co robią by się pokazać, dostarcza raczej nieustannie powodów do zażenowania, a nie do śmiechu. Nie wypada się przecież śmiać z głupoty lub z tego, że ktoś inteligentny ją udaje. Nieustannie pojawiają się kolejne postacie na ekranach naszych telewizorków, a pogoń za świeżymi twarzami doprowadza do tego, że celebrytką może zostać prawie każdy - może ma słynnego dziadka, prowadzi jakiś kanał video lub pojawił się w jakimś serialu? Tylko ekscytujące tematy do takich show znaleźć już też coraz trudniej. Teraz Alek Rogoziński podrzuca nam jeden z pomysłów, który chyba mógłby wzbudzić ciekawość. Oto dom tajemnic, w którym na kilka tygodni zamyka się 12 osób, a oni przed kamerami mają rozwiązywać kolejne zadania, zagadki, rywalizować o uwagę, by wreszcie zdobyć jakąś ładną sumkę dla organizacji charytatywnej. Taki Escape Room połączony z Big Brotherem. I dodajmy do tego jeszcze elementy horroru, choć o tym nie powiedziano uczestnikom, by podkręcić napięcie.

poniedziałek, 22 lutego 2021

Henryk Debich, czyli swego nie znacie

debich monika 3000px.jpg
Notka troszkę dziwna, bo przecież unikam pisania o muzyce na podstawie singla, pojedynczego numeru, tym razem postanowiłem zrobić wyjątek. To prawda - na razie pojawia się singiel z dwoma utworami, cały album się dopiero szykuje, ale nie będzie ich zdaje się na płycie, więc to gratka nie lada sama w sobie, a dwa, że po wysłuchaniu tych dwóch numerów, zacząłem grzebać dalej i jestem po wysłuchaniu sporej dawki tego co pod dyrygenturą Henryka Debicha wyprawiała w latach 70 orkiestra PRiTVz Łodzi. Użycie słowa "wyprawiała" nie jest tu nadużyciem, zrobiłem to świadomie, bo po prostu w tych nagraniach jest tyle energii, szaleństwa, rozmachu, że trudno nie wyrazić podziwu i bić brawo. Zdecydowanie nie doceniamy nagrań z tamtych lat, świetnych ścieżek dźwiękowych, a jeżeli nie spróbujemy ich wykopać z archiwów i ratować od zniszczenia, możemy je stracić bezpowrotnie.
I tu właśnie pojawia się po raz kolejny Astigmatic Records, wyszukujące takie perły, a potem zajmuje się ich obróbka cyfrową i udostępnia smakoszom. Skoro kochają tą muzykę za granicą i płyty z nagraniami Henryka Debicha cenią sobie najwięksi znawcy, czemu u nas to nazwisko znają tak nieliczni?

niedziela, 21 lutego 2021

Konkurenci się pani pozbyli - Jacek Galiński, czyli w imieniu wszystkich uciśnionych, starszych i zapomnianych...

Czwarte spotkanie z chyba najbardziej irytującą i zaskakującą bohaterką - Zofią Wilkońską. Przebojowa emerytka, która zawsze w centrum świata stawia siebie, niezmiennie potrafi zaskakiwać, wkurzać i bawić. I to jest urok książek Galińskiego (o poprzednich notki znajdziecie w spisie przeczytanych), choć ta mam wrażenie, że jest trochę inna. Nie mniej absurdalna od poprzednich, ale ponieważ zahacza o politykę, która przecież niejednokrotnie przebija kabaret, już sami nie wiemy czy się nadal śmiać, czy bardziej płakać, że to co mogłoby wydawać się satyrą, przerysowaniem, niejednokrotnie ma przecież swój pierwowzór w wydarzeniach jak najbardziej realnych.
Może dziwić fakt, iż autor zdecydował się na "przywalenie" w konkretne postacie, co nadaje jego powieści trochę innego tonu, niemniej należy przyznać, że wśród scen, które mogą wydawać się przesadzone, można znaleźć kilka naprawdę świetnych perełek.
I nie chodzi przecież jedynie o przyłożenie politykom, pokazanie mechanizmów funkcjonowania zatrudniania ludzi bez kompetencji, załatwiania spraw, realizowania biznesów i wszelkich przekrętów. Jednym z elementów, które są tu bardzo widoczne jest to jak trudno to wszystko zmienić - wiele osób, które uzyskują poparcie na krytyce nadużyć i obietnicach zmian, gdy już władzę dostają, niestety często same padają ofiarami własnych ambicji, wygodnictwa, pójścia na łatwiznę. A słowa o zasadach i uczciwości, jakoś stają się mniej ważne, przykrywa się swoją hipokryzję jakimiś ogólnikami - przecież coś załatwiłem ważnego, biorę mniej niż inni, realizuję misję, a za ciężką pracę... itd. Raczej to smutne niż zabawne, prawda?

sobota, 20 lutego 2021

A jednak sensacja, czyli znowu Bond: W obliczu śmierci, Świat to za mało, Śmierć nadejdzie jutro

W swoich spotkaniach z Bondem w ramach odświeżenia cyklu przed kolejną odsłoną przygód agenta 007, doszedłem już do lat 90 i do Brosnana. Nadal uważam, że fajnie sobie wrócić do tej serii, choćby by dostrzec to jak one różnią się od siebie, jak zmieniał się ich klimat, jak pojawiały się lub znikały wątki humorystyczne, jak sam Bond raz był bardziej mścicielem, a innym razem po prostu specem realizującym zadanie. No i aktorzy. Choć najlepiej powinienem kojarzyć właśnie Brosnana i Craiga, to z uznaniem spojrzałem ile do wizerunku legendy kina wnieśli Dalton i Moore. Moje wpisy co prawda są króciutkie, bo też to takie kino, które bardziej się ogląda, niż analizuje, postanowiłem jednak znów wrzucić coś na notatnik. A więc kolejny trzypak.

W obliczu śmierci - osią fabuły jest starcie wywiadów radzieckiego i brytyjskiego, ale jak to często bywa, wrogiem jest raczej fanatyczny człowiek, który zmierza do wojny, a nie cały kraj, a sam Bond, by zrealizować swoją misję nieźle się napodróżuje. Tym razem pojawi się Czechosłowacja, ale w finale również Afganistan. Nie zabraknie scen humorystycznych począwszy do słynnego zjazdu po śniegu na wiolonczeli, przez przerysowanych talibów, ale to kino akcji, w której trochę na szczęście zniknęła groteskowość niektórych starszych produkcji z tej serii.

piątek, 19 lutego 2021

Palm Springs, czyli gdy wydaje się, że nie masz wyboru

Bardzo sympatyczny wypad do kina w ramach Walentynek, no i uczczenie ponownego otwarcia kina dla widzów po pandemii. Nie martwcie się - bilety do teatru też już kupione, więc nie ma, że przegapiłem.
Palm Spring okazał się filmem zabawnym, lekkim, choć nie tak sztampowym i głupawym jak spora część produkcji, jakie się reklamuje co roku w okolicach 14 lutego. No ale w końcu to film dystrybuowany przez Gutek Film, więc tam rzadko jakieś wtopy. Niby jest wątek romantyczny, ale powiedziałbym, że trochę nietypowo poprowadzony. A komediowość? Na pewno humor dość specyficzny, chwilami trochę po bandzie. Wychodzi się z kina z bananem na twarzy, więc to chyba najważniejsze, prawda?
Pomysł, który znamy choćby z nieśmiertelnego Dnia Świstaka, tu jest trochę podkręcony - to nie tylko bohater przeżywa wciąż jeden i ten sam dzień, znając go tak dobrze, że spokojnie potrafi przewidzieć każdy gest innych, ale i - trochę przypadkiem - wciąga w to samo błędne koło jeszcze dwie osoby.