środa, 8 kwietnia 2026

A może by tak do Pieskowej Skały, czyli Potrójny blef i Podwójny wstrząs Karoliny Morawieckiej

To może by tak dla równowagi coś kryminalnego i mniej mojego marudzenia? Otóż powiem Wam, że z przyjemnością zanurzyłem się w fabułę dwóch tomów nowej serii Karoliny Morawieckiej, w których zabiera czytelników do międzywojnia i w okolice pięknego zamku w Pieskowej Skale. Pamiętam autorkę z innego cyklu, kryminałów z motywem kulinarnym, które też wspominam miło, ale zanurzenie się w tą zupełnie inną atmosferę, wyobrażanie sobie strojów, konwenansów, budynków, wystrojów, mam wrażenie daje dodatkową przyjemność z lektury. Połknąłem w trakcie przygotować przedświątecznych w kuchni (pichcenia było sporo) w wersji audio, ale oba tomy chyba również do zdobycie jak najbardziej w papierze. Napiszę o nich łączną notkę, choć warto je czytać w kolejności. 

Co je łączy a co różni? 

Szpieg Boga - Juan Gómez-Jurado, czyli traumy, grzechy i tajemnice

Po Czerwonej Królowej nazwisko Juana Gómeza-Jurado dołączyło do topki sprzedażowej kryminałów, tym bardziej jednak trzeba dość ostrożnie podchodzić do kolejnych tytułów, żeby oczekiwania i obietnice nie przyniosły potem rozczarowania. Niestety Szpiega Boga raczej nie zaliczyłbym do najbardziej udanych thrillerów kryminalnych, no chyba że nie czytaliście niż Dana Browna i generalnie dopiero zaczynacie swoją przygodę z tym gatunkiem. Wtedy może się to podobać, choć pewnych niedoskonałości fabularnych można by wskazać sporo, a każdy kto zna trochę środowisko kościelne sporządzi jeszcze dłuższą listę uproszczeń, pomówień i przerysować na tematy religijne i około religijne. Niestety o ile czasem podkreśla się konieczność dobrego researchu również w kryminałach, to często kończy się to na lokacjach, a cała reszta to poziom dziennikarskich artykułów powtarzających jako prawdę objawioną jakieś pojedyncze historie i generalizowanie obrazu całego duchowieństwa. Wiecie - pedofilia, spiski, tajne organizacje mordujące ludzi, zakłamanie, wielkie pieniądze itp. itd.    
Dodajcie do tego jako tła wyboru nowego papieża i już macie w miarę sensacyjne tło. 

wtorek, 7 kwietnia 2026

Nie ma jak rodzina, czyli Żegnaj June i Dobra siostra

Z rodziną to najlepiej tylko na zdjęciach... Ale czy musi tak być? Bywa niełatwo i tym razem w kąciku filmowym dwie produkcje, które wokół tego tematu krążą. 

Żegnaj June, debiut reżyserski Kate Winslet choć bardziej by się nadawał na seans w Boże Narodzenie a nie przy Wielkiej Nocy, polecam bo to film przy którym może zakręcić się łezka wzruszenia w oku. No i ta obsada! Ale jak się jest gwiazdą, pewnie łatwiej namówić przyjaciół na to by razem stanąć przed kamerą. 

Spotkanie rodzinne na szybko zwołane z powodu kryzysowej sytuacji rodzinnej, czyli nagłego pogorszenia się zdrowia mamy. Punkt wyjścia niby znany i ograny, jednak Kate Winslet potrafi to pokazać tak, że nie czujemy znużenia. Jest w tym i humor, jest i dramat, jest miejsce na żal, na pojednanie i na spokój. Bo pewnie w sytuacji gdy rodzic czuje, że jego dzieci nie do końca się ze sobą dogadują, porównują się, dogryzają, obgadują za plecami, jego jednym z największym marzeń jest to, żeby jednak się pojednali. Wtedy może odchodzić ze spokojem. Przecież śmierć jest czymś naturalnym, a gdy przychodzi ból, nawet czasem czymś mocno wypatrywanym. 

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Dziewczyna, która płakała perłami, czyli doceńmy ten kunszt i wrażliwość

Korzystając z okazji, że legalnie i za darmo możemy na stronach telewizji ARTE obejrzeć "Dziewczynkę, która płakała perłami" (kliknij tu) postanowiłem choć kilka zdań poświęcić filmowi, których w tegorocznych Oscarach okazał się zaskakującym polskim akcentem. 

Za tą produkcją stoi duet Chris Lavis i pochodzący z Polski Maciek Szczerbowski, facet który od lat pracuje w Kanadzie i to właśnie ten kraj zgłosił ten film do kategorii krótkometrażowa animacja. I choć trudno upierać się przy tym, by Polska była kolebką animacji lalkowych, to ci którzy pamiętają różne dawne produkcje, poczują pewnie znajome emocje. To nie dzieło komputera, ale wielu godzin pracy całej ekipy, łącznie z delikatnym manewrowaniem każdej lalki. Raptem 17 minut, więc nie mówcie więc że nie macie czasu - to lepsze niż niejeden serial na Netlfixie. Docenicie nie tylko samo wykonanie, poklatkową animację, ale i niebanalny scenariusz, który może stać się okazją do fajnej rozmowy w domu z młodszymi widzami. Widziałem już nawet w sieci scenariusze do pracy z klasą dla nauczyciela przy wykorzystaniu tego seansu (polecam bo jestem fanem takiej pracy z wykorzystaniem filmów, spektakli, książek). 

Raper w sutannie - Ks. Jakub Bartczak i Maciej Rajfur, czyli na scenie czy w kościele?

Książka jakiś czas czekała na opisanie, choć przeczytałem ją już dawno temu, może więc w poniedziałek po Wielkiej Nocy jest dobry czas żeby o niej sobie przypomnieć. W końcu dotyka ona tematów religijnych, ale również muzyki, a to właśnie w poniedziałki o niej staram się pisać na blogu. 
I trudno powstrzymać się przy czytaniu tej rozmowy, nawet jeżeli dotąd nie znaliście ks. Jakuba Bartczaka, by nie sprawdzić sobie w sieci jego nagrań i nie zrozumieć o czym mówi, gdy z jednej strony podkreśla że nie przestaje być księdzem, a z drugiej że kocha muzykę na której się wychował.  

Chłopak z blokowiska, jak pewnie wielu, czuł że właśnie rapowanie pozwala im się nie tylko jakoś identyfikować się z tymi tekstami i muzyką lecz również pozwala im się wypowiedzieć na własny sposób. Przecież wiele nagrań w latach 90 powstawało w mieszkaniach i nikt jakoś nie narzekał na ich jakość. Liczył się tekst, podkład, autentyczność. 

niedziela, 5 kwietnia 2026

Lato marnotrawnych - Barbara Kingsolver, czyli ciekawe ale raczej nie porywa

Drugie spotkanie z Barbarą Kingsolver, ciekawe, choć jednak ciut słabsze niż "Demon". Może dlatego że po lekturze powieści Powersa już trudno mnie zaskoczyć wątkami miłości do przyrody, tego jak natura może wpływać na nasz los. W Lecie marnotrawnych również wybrzmiewają te nuty które można by nazwać świadomością ekologiczną, budzącą się fascynacją z prostego życia na farmie. A jeżeli tym mnie specjalnie autorka nie zaskoczyła i Powersa nie przebiła mocnymi historiami, to zostaje z tego jedynie otoczka obyczajowa, samotność, tęsknota za kimś kogo się straciło. Jedni radzą sobie z tym lepiej, inni słabiej. I oto Kingsolver zbiera kilka takich historii, przeplata je ze sobą, tworząc dość ciekawą całość.  

Ciekawą, ale nie porywającą. Mimo nastroju, refleksyjności, pięknych opisów przyrody rejonu Apallachów, czegoś może jednak Wam w tym brakować. A przynajmniej mi brakowało. 

czwartek, 2 kwietnia 2026

Dasz radę, czyli i lektura i życzenia z okazji Wielkiej Nocy


To już notatnikowa tradycja, by na początku Triduum znikać na ten wyjątkowy czas i próbować złapać choć trochę ciszy, resetu również od sieci i od komputera. Zostawiam Wam zawsze wtedy zarówno życzenia jak i lekturę. A wrócę w niedzielę, kiedy tak naprawdę część Polaków święta zaczyna, zapominając że to co najważniejsze do świętowania to się właśnie skończyło. 


Czego Wam życzyć? Możesz zacznę od tytułu dzisiejszej notki i tytułu dzisiejszej lektury. 

Aby słowa Dasz radę albo Dam radę zawsze były w Waszych sercach, byście nie poddawali się trudnościom, lękowi, ciemnościom, zwątpieniu, cierpieniu, myśląc że nie ma już nic więcej. Bo zawsze jest.  

Abyście trzymali się nadziei i szukali choćby tej odrobiny światła w sobie i wokół siebie, która na nowo rozpali chęć do życia, do działania.  

Te dni, tak ważne dla wielu ludzi przeżywających święta Wielkiej Nocy, obserwowanie nowo rodzącego się życia wraz z wiosną, niech i Wam dają siłę, nadzieję i radość życia. Tego się mocno trzymajmy. Dobrych chwil, chwil gdy możemy coś przeżyć, gdy możemy zrobić coś dobrego, możemy poczuć sens. 

Pokój i dobro niech będą z Wami. 

środa, 1 kwietnia 2026

Hrabia, czyli jak ukraść pół miasta - Jacek Getner, czyli jakie to Swojskie jest swojskie

Czytałem tą powieść kilka lat temu, gdy autor pokazał mi ją jeszcze jako materiał z szuflady, wtedy jednak nie mogłem o niej napisać, skoro nie była wydana. Ale już mogę! I przeczytałem ją z przyjemnością po raz drugi. 

Pozornie Jacek Getner podrzuca nam kolejną komedię napisaną w swoim dość charakterystycznym stylu, tym razem może nie tyle kryminalną jak cykl o Detektywie Jacku Przypadku, a bardziej społeczno-polityczną. Jeszcze wyraźniej niż w innych jego książkach za tym co zabawne stoi jednak całkiem poważna refleksja nad tym jak świat się zmienia i czy rzeczywiście wszystkie te opisywane absurdy powinny nas bardziej bawić czy smucić. To wołanie o to by nie popadać w mody, nie wierzyć w to że wszyscy muszą tak samo, że tak a nie inaczej trzeba myśleć i się zachowywać. A czemu nie inaczej? Bo świat uzna nas za naiwnych, za niedzisiejszych, za nienowoczesnych? Mody się zmieniają i może to ci, którzy dziś piją matchę, za jakiś czas będą passe. Bo ktoś nagle rzuci w przestrzeń, że jakiś składnik jest szkodliwy, że może zbierany w warunkach urągających sprawiedliwości społecznej i wszyscy odrzucą ze wstrętem to co dziś uznawane jest za zdrowe, modne i godne tego żeby się chwalić. Ach dziwne czasy.

Akcja Hrabiego, choć nie dzieje się w wielkim mieście i nie zawiera może takich hipsterskich czy celebryckich obrazków, tu w niewielkim miasteczku Swojskie też możemy odnaleźć tą samą nostalgię za normalnością, za uczciwością, za tym by tak bezczelnie nie wciskać ludziom kłamstw, nie oczekiwać że będą jak pelikany łykać wszystko co im się powie. Przyzwyczajamy się niestety nie do tego co dobre, a do wszechobecności różnych układów, niejasnych interesów i decyzji, do tego że politykom nie wolno wierzyć i nie ma co się spodziewać z ich strony żadnych wielkich zmian w dobrą stronę. I to jest bardzo smutne. 

wtorek, 31 marca 2026

Dobry chłopiec, czyli robimy to dla Ciebie

Marzec zamykam bardzo dobrym filmem. Niby Jan Komasa przyzwyczaił nas do mocnych akcentów fabularnych, nie powinniśmy być więc zaskoczeni, a mimo to chyba znowu mu się trochę to udało. Jest w tym jakaś przewrotność Mechanicznej Pomarańczy, jest trochę absurdu, ale mimo przerysowań reżyser funduje nam całkiem ciekawe pytania. Nie odbierałbym tej produkcji jako pochwały "surowej ręki rodzica", ale na pewno uderza to w jaki sposób udało się z więźnia uczynić kogoś kto mimo wszystko poczuł coś więcej, poczuł się kochany. Może po raz pierwszy w życiu.

Dotąd wszystko przecież traktował tak jak nauczył go świat: płytko, szybko, aby wykorzystać, aby się popisać, powygłupiać, odlecieć. I nagle Tommy, który tak lubił zaszaleć, budzi się po kolejnej nocy imprezowej i widzi że jest w nowym miejscu, z obręczą na szyi, przykuty łańcuchem do ściany. Jak na pierwsze kilka minut filmu przyznacie że grubo. 

poniedziałek, 30 marca 2026

Chamowo, czyli wielka płyta i prywatny kosmos poety

MaGa: Któż z nas w swoim życiu nie przeprowadzał się na nowe miejsce chociaż raz. Znamy więc te spojrzenia sąsiadów wcześniej zasiedlonych, nasze obserwowanie środowiska w jakim przyszło nam zamieszkać i pierwsze próby adaptacji w „nowym terenie”. Znamy to uczucie oswajania nowych dźwięków, odgłosów, nawoływań. O wielu z nas, zasiedlających nowe osiedla w pobliżu tych wcześniejszych, niekiedy przedwojennych, mówiono „chamowo”, bo niby gorsze, bardziej plebejskie, hałaśliwe, zbyt barwne. Podobnie było z bohaterem spektaklu Mironem Białoszewskim; zamieszkał w 1975r. na nowym osiedlu w pobliżu „starej” Saskiej Kępy.


Robert: Przeprowadzić się ze Śródmieścia, pewnie nie tylko od różnych rozrywek i miejsc dobrze znanych, ale i od znajomych, od życia towarzyskiego, komuś znanemu nie było łatwo. Zwłaszcza że to nie była jak dziś kwestia decyzji i zorganizowania przewozu rzeczy, ale i całej urzędniczej przeprawy, by wszystkich formalności dopełnić. Ten dziennik, spisywany przez pierwszy rok życia w nowym miejscu, to jednocześnie fajna fotografia tamtych czasów, a jednocześnie możliwość przyglądania się niebanalnej osobowości, introwertyka, człowieka mającego już swoje lata, po zawale, szanowanego pisarza i próbującego odnaleźć się w zupełnie nowych warunkach.

niedziela, 29 marca 2026

Prawdziwi Amerykanie, czyli czemu taka/taki właśnie jestem?

Do końca miesiąca 3 wpisy, wybrałem więc książkę, spektakl i film, znowu muzyka przegrywa, ale może w przyszłym miesiącu znajdę na nią więcej przestrzeni notatnikowej. W końcu jeden koncert już lada chwila...

A dziś o kolejnej powieści od Filii Literackiej. Powieść ciekawa, choć początkowe wrażenie było powiedziałbym średnie – co to znowu mamy do czynienia z romansidłem dla którego cała reszta staje się jedynie dodatkiem? Na szczęście jednak nie, kolejne rozdziały kompletnie zmieniają naszą perspektywę i nawet powiedziałbym że zostawiają nas z pewnymi wątpliwościami co do powodów pewnych decyzji. Trochę tak jakby autorka w pewnym momencie uznała iż bardziej interesuje ją jakieś fatum wiszące nad bohaterami niż oni sami. 

Rachel Khoung stawia przed nami pytania o amerykański sen, o jego znaczenie dla tych, którzy przybywają do tego kraju, o to jakie wartości przekazują swoim dzieciom, a jak to odbierają kolejne pokolenia imigrantów. 

piątek, 27 marca 2026

Anioł i twardziel. Biografia Romana Wilhelmiego - Magda Jaros, czyli porywczy, zapatrzony w siebie, czy tak naprawdę mało szczęśliwy

Nie tak dawno powtórka z biografii Zbyszka Cybulskiego, a tu kolejne biografie aż wołają z półek: teraz mnie, teraz mnie! Sięgnąłem po biografię Romana Wilhelmiego, człowieka który zdecydowanie odszedł zbyt wcześnie, mógł jeszcze wiele pokazać i wiele osiągnąć. Pojawiają się podobne refleksje - alkohol, jakiś pęd ku autodestrukcji, nie zawsze konstruktywne decyzje i wybory, brak umiejętności budowania związków...  Niełatwy charakter i jakiś magnetyzm, który często czuło się z ekranu, dążenie do perfekcji - te określenia często pojawiają się we wspomnieniach i nic dziwnego, że pojawią się również i tu, przywoływane w rozmowach z osobami które Romana Wilhelmiego znały. 


To nie pierwsza książka biograficzna Magdy Jaros z którą się stykam i mam wrażenie że mimo iż czyta się to całkiem przyjemnie, pozostawiają one sporo niedosytu. To takie ślizganie się po życiorysie, pomijanie wielu etapów kariery albo i ról. Wiele z nich zasługiwało by na całe rozdziały, bo to przecież nie tylko praca nad graną postacią, ale i potem to co działo się wokół jej odbioru, jak ludzie często mogli identyfikować aktora właśnie z granym bohaterem. A przecież Wilhelmi takich wielkich ról, które potem na długo były z nim kojarzone miał całkiem sporo. 

środa, 25 marca 2026

Surowa północ, czy park narodowy, czyli W pułapce zbrodni oraz Dzikość

Na kryminalną środę tym razem naszykowałem nie książkę, choć właśnie skończyłem jeden dobry kryminał, a drugi pewnie do nocy też skończę. Tym razem seriale, bo nagromadziło mi się kilka i lada chwila wyparują z głowy. Trzeba więc zrobić trochę miejsca. Nie pytajcie o klucz doboru, czasem przyciągnie mnie twarz aktora jak w przypadku produkcji islandzkiej, czasem zwiastun...

Obie dzisiejsze produkcje są co najwyżej średniakami, więc jeżeli macie niewiele czasu, spokojnie można sobie je darować. 

W przypadku produkcji islandzkiej może lepiej mi było zacząć od serialu "W pułapce", trafiłem jednak na coś co Netflix wyświetla jako osobny serial, a jest tak naprawdę trzecim sezonem z tymi samym bohaterami. Może dwa poprzednie sezony byłyby ciekawsze?


Na pewno może się podobać klimat, bo jednak ta Islandia zawsze wywołuje trochę ciarki na plecach i sprawia że każda zbrodnia wydaje się bardziej surowa. Ci ludzie też jacyś tacy...