poniedziałek, 2 listopada 2026

Cirque du Soleil: Kurios – Gabinet osobliwości, czyli nie dziwią zachwyty

Dopiero teraz rozumiem euforię mojego dziecka, które wróciło z Gdańska z występu Cirque du Soleil na żywo. Wtedy myślałam: cyrk jak cyrk… Myliłam się. To nie cyrk, to spektakl artystyczny na najwyższym poziomie i nie dziwią mnie już zachwyty osób, które miały możliwość obejrzenia spektakli Cirque du Soleil na żywo, kiedy obejrzenie ich - dzięki nazywowkinie.pl - na kinowym ekranie wywołuje u mnie takie emocje.


Cirque du Soleil (Cyrk Słońca) został założony 16 czerwca 1984r. w Baie-Saint-Paul w Kanadzie przez Guya Laliberte i Gilles’a Ste-Croixa z wizją odejścia od zwierząt i obręczy, tak charakterystycznych do tej pory dla cyrkowych występów. Powodem było przeświadczenie, że taki zabieg zwiększy skupianie się widowni na samym występie, który zawsze opowiada jakąś historię, a nie jest w jedynie zlepkiem występów poszczególnych wykonawców cyrkowych. I to prawda. Opowiadanie historii jest zawsze wabiące, dłużej zatrzymuje naszą uwagę i jest bardziej atrakcyjne. W ten sposób powstają wspaniałe spektakle, które łączą ze sobą nie tylko cyrkową akrobatykę, ale także teatr, taniec i muzykę w jedno i pozostawiają niezapomniane wrażenia. I to wszystko za niewielkie pieniądze można obejrzeć w sieci Multikino, siedząc w wygodnych fotelach.

Korespondentka - Virginia Evans, czyli zerkając wstecz, ale i wokół siebie...

Mając do wyboru parę powieści, które mocno refleksyjnie pasowałyby mi do początku listopada, zwykle nostalgicznego i na pewno mnie rozrywkowego (ja nie z pokolenia Halloween), zastanawiałem się od której by tu zacząć i padło na Korespondentkę. Było o niej przez chwilę głośno na różnych blogach, mnie jakoś bardzo nie urzekła, trudno odmówić jej jednak pewnego uroku. Rzadko kiedy bowiem całą fabułę autorce/autorowi udaje się opowiedzieć poprzez listy. A że przez długi czas uwielbiałem korespondować z różnymi osobami (niewiele kontaktów przetrwało, ale w sercu wciąż Was mam), to jakoś bliskie mi było przyzwyczajenie a może nawet upór bohaterki powieści, by porządkować świat właśnie listami. Dziś to coraz rzadsze, a namysł i czas który poświęcamy na pisanie maila, czy innej wiadomości elektronicznej nijak ma się do tego który spędzało się nad kartką papieru.     
Sybil Van Antwerp od lat komunikuje się poprzez listy. Pisze do dzieci, przyjaciół, dawnych współpracowników, do autorów, których podziwia po przeczytaniu ich powieści. To ostatnie przyznam że jest dość urokliwe, bo chyba nigdy mi nie przyszło do głowy, a pewnie dla pisarzy też nie jest tak częste jak maile czy spotkania autorskie. Słowo napisane, które też można potem schować do szuflady, wrócić do niego po latach, ma jakąś niesamowitą siłę i magię, budzi wspomnienia, emocje. Czy listy pisane do kogoś ważnego, ale nigdy nie wysyłane też mogą być równie ważne? Może pozwalają nazwać coś i wypowiedzieć na co byśmy nie mieli odwagi w cztery oczy...

niedziela, 1 listopada 2026

Święty Franciszek - Maciej Rajfur, czyli tylko nie mów o nim Biedaczyna z Asyżu

Dziś Wszystkich Świętych, więc to dobra okazja do tego, by napisać o najnowszej książce Macieja Rajfura. Znowu rozmowy, znowu ludzie związani z Kościołem i znowu niebanalnie. Łatwo bowiem opowiadając o Franciszku, chyba najbardziej znanym świętym Kościoła Katolickiego, popaść w banały. Wokół niego narosło tak wiele jakichś dziwnych mitów, że czasem trudno oddzielić prawdę od jakiejś legendy. A przecież mamy nie tylko jakieś jego pisma, ale i owoce, które zostawił, regułę którą potem przez wieki starało się realizować tylu po nim. Niby proste wskazówki, a czasem tak trudne do wdrażania, bo człowiek przecież bywa słaby i nawet próbując realizować dobro, potrafi zapędzić się w jakieś dziwne sytuacje. Zapatrzeni we Franciszka, musimy przede wszystkim zdawać sobie sprawę skąd on sam czerpał siłę, bo przecież sam nie uważał się za świętego. Pamiętamy więc o jego ubóstwie, o pokorze, o tym jak rozmawiał ze zwierzętami, ale czy to nie uproszczenie duchowości, którą starał się przekazać? Całe jego życie, wskazówki które chciał przekazać pokazywały na Boga jako tego, który nas otacza miłością i zachwyceni tym nie powinniśmy przestawać go wielbić i przekazywać to przesłanie innym. 

czwartek, 29 października 2026

Slough House - Mick Herron, czyli cynizm kontra ideały albo o tym kto ma ostanie słowo

O serii "Kulawe konie" Micka Herrona i o serialu na podstawie tych powieści pisałem już na blogu więc pewnie nie zdziwi Was, że najnowszy tom też długo nie czekał na stosie na przeczytanie. Mimo że to nie jest styl bardzo lekki, łatwy i przyjemny, to i tak trudno się oderwać! Autor ma swój styl i jak na literaturę sensacyjno-szpiegowską, nie jest on pozbawiony urokliwych wtrętów, poetyckich opisów, których spodziewałbym się raczej literaturze pięknej, a nie po jednej z najlepszych serii mocno odświeżającej gatunek. Prawie każdy tom to początkowo przebijanie się przez masę scen i wątków, które jeszcze nie wiemy jak zostaną połączone, ale pozwalają zorientować się jakim bagnem jest obecnie działanie służb - mocno ograniczane przez polityków, biurokrację i konieczność oszczędzania. Czy dziś służby specjalne nie są potrzebne? Zmienia się na pewno charakter ich działania - coraz więcej rzeczy robi się w sieci, ale to nie tak, że nie jest potrzebna praca na ulicy albo sprowadza się ona jedynie do siłowego momentu aresztowania. Gierki, układy, frustracje, nawet nuda - oto codzienność. Z jednej strony wciąż spodziewasz się zagrożeń i musisz być na nie gotowy, ale nie wiesz kiedy i skąd nadciągną, czymś normalnym jest więc że czasem coś przegapisz. A gdy złapią cię na błędzie, odsuną cię na boczny tor. Staniesz się jednym z Kulawych koni. 

wtorek, 27 października 2026

Zobaczysz wszystko, czyli ile w tym prawdy

Hype wokół tego obrazu jest ogromny, rzadko który dokument narobił tyle zamieszania i nie ściągnął takich tłumów do kin. A ja przyznam się, że mam bardzo mieszane odczucia. 
Przyzwyczajeni jesteśmy już do różnych form dokumentów: od interwencyjnych, śledczych, przez próby odtworzenia biografii, jakieś intymne portrety. "Zobaczysz wszystko" jednak zaskakuje bo przesuwa granice i igra z oczekiwaniami widzów. Trzy godziny wydają się naprawdę igraniem również z cierpliwością, o dziwo jednak głosy po seansach wcale nie są krytyczne tak jakby ta długość kompletnie nie przeszkadzała. No dobra, czeka się na jakiś finał, na ten strzał, który wreszcie rozstrzygnie wszystkie wątpliwości. W zadziwiający sposób jednak to wcale nie finał się zapamiętuje a to co do niego doprowadza. 

poniedziałek, 26 października 2026

Palace for the people - Greta Van Fleet, czyli wszystko już było albo czy stylizacja jest czymś złym

W poniedziałek cały dzień szkolenia, ale za to jest chwila w niedzielę by usiąść i wystukać kilka zdań, zrobić zaplanowaną notkę. Do końca miesiąca zostały mi jedynie trzy i pewnie wszystkie powstaną właśnie we Wrocławiu, bo pogoda jakoś mało sprzyjająca spacerom wieczorem. 

Odpalam więc krążek - który to już raz w ostatnich tygodniach - o którym dziś i zasiadam do klawiatury. Greta Van Fleet - słyszałem o nich tyle dobrego, dotąd jednak jakoś nie było okazji by sięgnąć po cały krążek. A gdy sięgnąłem po ten najnowszy mógłbym go słuchać na okrągło. Zdecydowanie moje klimaty i wpada mi to w ucho, a chodzi nie tylko o melodyjność tych numerów, powiedziałbym nawet potencjalną przebojowość, ale i smaczki których tu jest cała masa. Pisało się o nich dużo w kontekście podobieństwa do Led Zeppelin, że próbują jakoś wskrzesić styl, który trochę został zapomniany. Ale zważywszy na to, że w muzyce naprawdę trudno wymyślić coś zupełnie nowego, czy to źle że ktoś sięga po to co mu się podoba, co mu bliskie i próbuje zrobić coś podobnego? 

niedziela, 25 października 2026

Niezniszczalne lato Liliany - Cristina Rivera Garza, czyli nie chciała być czyjąś własnością

Nagroda Pulitzera w roku 2024, oczekiwania więc miałem dość duże. I choć może nie był to temat dla mnie zupełnie nowy, to forma w jakiej go podjęto, na pewno zwraca uwagę. To jakby rozliczenie z samą sobą przez autorkę, wyrażenie swojej bezradności, tęsknoty i żalu. Ktoś spyta czemu prawie trzy dekady od śmierci siostry? Czy to wciąż temat dla Cristiny Rivery Garzy żywy? Żeby jednak napisać tak intensywną opowieść o stracie, oskarżenie wobec przyzwolenia na traktowanie kobiet jako własności, nie tylko sama autorka musiała znaleźć w sobie siłę. Musiało też upłynąć trochę wody, by społeczeństwo zrozumiało, że to nie są pojedyncze morderstwa, ale cały system myślenia o takich zbrodniach w sposób bagatelizujący, sprawiający że mogły one uchodzić bezkarnie lub karane były w sposób bardzo łagodny.  

Żałoba i tęsknota, przeradza się po trochu w śledztwo i zderzenie się z aparatem sprawiedliwości, który najwyraźniej głęboko schował sprawę, by nikt nie znalazł ich błędów i lekceważenia. Ale to nawet nie samo śledztwo jest tu najważniejsze. 

sobota, 24 października 2026

Gdyby nie czerń - Filip Zawada, czyli czemu ci ludzie tacy dziwni

O ile książka o której pisałem wczoraj dawała się połknąć błyskawicznie, to z powieścią Filipa Zawady miałem trochę problem. Pozornie - zbiór mniej lub bardziej zabawnych i ciekawych scenek z życia, saga rodzinna, zbudowana trochę na zasadzie podglądactwa przez wszechwiedzącego obserwatora, który zna również myśli i emocje bohaterów. Relacje. Marzenia. Żale. Lęki.  

Wciąż jednak miałem pewną trudność by odpowiedzieć sobie na pytanie po co miałbym obserwować bohaterów, bynajmniej nie dlatego że byli mało interesujący, ale było w tym coś z obserwowania mrówek przez kogoś kto miałby czerpać frajdę z ich nieszczęść, bo jest świadom że zaraz nastąpi jakiś kataklizm który zniszczy mrowisko.  
Nie miałem więc z tego jakiejś wielkiej przyjemności, choć doceniam niektóre pomysły, bo historia jest zarazem chwilami tragiczna jak i zabawna. 

piątek, 23 października 2026

Firefly Lane - Kristin Hannah, czyli trzy dekady przyjaźni

Kristin Hannah już parę razy pojawiała się na notatniku i to trochę jak z Kubą Błaszczykowskim - czasem przychodzi ochota na takie wzruszające, pełne ciepła i emocji historie, bez psychopatów czających się za rogiem i piętrowych intryg. Ktoś może to nazwać guilty pleasure no bo niby wartości w tym wielkiej literackiej nie ma, podobnie jak przy thrillerach i kryminałach, bardziej chodzi mi o rozrywkę, zanurzenie się na parę godzin w jakiejś wciągającej historii, jednocześnie bez obciążania umysłu. Przebijanie się przez niektóre polecanki krytyków i tytuły wskazane przez pełne peanów głosy znawców, potrafią nieźle przeorać głowę i tam lektura nie zawsze idzie szybko, wymaga uwagi. A tu? Po prostu płyniesz.  

Tym razem mam wrażenie że jest jeszcze bardziej banalnie niż zwykle, bo przez prawie całą książkę nie spodziewajcie się jakichś wielkich zwrotów akcji, dramatów, to życie które czasem toczy się jakoś tak zupełnie zwyczajnie. A nawet jak dzieje się w nim coś ważnego, autorka też nie roztrząsa tego w nieskończoność. Mam wrażenie że to co spotyka bohaterki to jedynie pretekst do tego by tym razem opowiedzieć o przyjaźni. Takiej która potrafi przetrwać nawet kryzysy, długie okresy milczenia, rozbieżne drogi, odległość. 

czwartek, 22 października 2026

Republika ludzi młodych - Bernadetta Darska, czyli opowieść o nowym człowieku

Choć lektura może sprawiać wrażenie trochę suchej, to jednak doceniam samo podjęcie tematu, dziś trochę zapomnianego. Nie tak dawno, zaglądając do sejmu odkryłem wystawę o pobycie (wieloletnim) dzieci z Korei Ludowej w Polsce, a historia PRL może kryć jeszcze wiele takich historii, które może jeszcze ktoś pamięta lokalnie, ale ślady w archiwach raczej wymazywano. Tu jest sytuacja trochę inna, bo niby chodzi o polskie sieroty, nie trzeba było tego jakoś kryć przed światem, nie znaczy to jednak że po roku 89 nadal z tak dużym szacunkiem dla przeszłości dbano o zachowanie pamięci o takich placówkach jak choćby ośrodek w Bartoszycach. To co instytucjonalne nie jest już dziś tak cenione, próby wychowywania w modelu socjalistycznym też nie są traktowane jako powód do chwalenia się w samorządach. Nie powinniśmy jednak przekreślać i zacierać pamięci zarówno ze względu na szacunek dla ludzi idei, którzy podejmowali się pracy wychowawczej, a jeżeli są pamiętani i wspominani z wdzięcznością przez wychowanków, to również ze względu na ich wspomnienia, których nie można przekreślać. Rodzice większości z nas przecież uczyli się w szkołach w modelu, który narzucała władza ludowa, a choć dziś możemy wytykać propagandę nie znaczy to że ich wykształcenie i wychowanie było gorsze od współczesnego. Czasy są inne, inne potrzeby, na inne wartości kładzie się nacisk, z ciekawością jednak warto wysłuchać tego jak było te 60 czy 70, czy nawet 80 lat temu. 

środa, 21 października 2026

Wyższa konieczność - Wojciech Chmielarz, czyli czyżby już koniec?

Zachwycony lekkością z jaką się płynie przez strony pierwszego i drugiego tomu cyklu o Bezimiennym, miałem w planach kolejne, ale na razie plan mi się posypał. Z racji tego że zdobyłem tom piąty z autografem, żeby potem go wystawić na WOŚP, nie mogłem się powstrzymać i zacząłem już czytać w drodze do domu. Do zaległych tomów oczywiście wrócę, sam sobie jednak trochę popsułem zabawę, znając już pewne fakty, które się w nich wydarzyły. No i smutno mi troszkę, bo zdaje się Wyższą koniecznością autor zamyka serię, a przynajmniej można odnieść takie wrażenie. Wszystko się wyjaśnia, już wiadomo krok po kroku co się zadziało, czemu Bezimienny musiał zniknąć, ba odzyskał nawet imię i rodzinę. Wciąż chciałby ją chronić i raczej trzymać się od nich z daleka, tym razem jednak ludzie, którzy próbują go złapać są na tyle przewidujący, że tak łatwo nie dadzą się zwieść. Wiedzą, że by ich chronić bohater zrobi wszystko. A może i nawet więcej. 

wtorek, 20 października 2026

Mniej obcy, czyli za duzi jesteśmy na takie bajki

Nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem Lady Pank, jeżeli już to bliżej mi było do Perfectu, ale cholera można powiedzieć że świadomie śledziłem ich "karierę" prawie od samego początku, choć byłem gówniarz za młody na koncerty. I szlag mnie trafia na laurkowe czy też kombatanckie opowiadanie jakim to kapela był odważnym zespołem i jak miała pod górkę z cenzurą. Akurat listę przebojów dobrze pamiętam i jakoś Mniej niż zero raczej nikt grania nie zakazywał. A pałowanie na koncertach? Cóż pewnie nie na jednym to tak się działo, bo generalnie mundurowi nie przepadali za niegrzeczną młodzieżą i próbowali za wszelką cenę "nauczyć ich" szacunku do władzy ludowej. Lady Pank jako zespół stojący na czele protestów młodzieżowych? Wolne żarty. Raczej chłopaki, którzy dostali szansę by wypłynąć na fali poluzowań i w miarę dobrze to wykorzystali. Nawet jednak gdyby odrzucić te jakieś dziwne sugestie na temat wielkiej odwagi i wiecznego wojowania z władzą, to i tak film jest słabiutki. Co prawda po obejrzeniu wcześniej filmowej biografii lidera KSU nie spodziewałem się wiele po Netflixie, bo produkują dość sztampowo, ale cholera żeby tak słabo oddać zarówno lata 80 jak i atmosferę buntu jaka buzowała w dzieciakach, to już naprawdę żenada. 

poniedziałek, 19 października 2026

Eksperyment - Miłosz Skierski, czyli emocjonalność i ciekawy głos

W poniedziałkowym kąciku muzycznym dziś coś mało dla mnie typowego. Zaczęło się od krótkich filmików na FB gdzie Miłosz Skierski ze swoimi kumplami śpiewali różne dawne przeboje na trzy głosy w aucie, a ja postanowiłem sprawdzić kim ten chłopak jest. I oto okazuje się, że ma już na swoim koncie krążek, a ja naprawdę z przyjemnością go sobie parę razy odsłuchałem. 
Niby artystów grających pop, łączących trochę elektroniki, indie rockowe ballady i próbujących przekonać do siebie słuchaczy jest wielu. I choć to nie jest moja muzyczna bajka, najczęściej to rzeczy dość szybko wypadające drugim uchem, to w przypadku Miłosza jednak zwraca moją uwagę jego głos i wrażliwość, odwaga by trochę eksperymentować, by odejść od przeciętności papki muzycznej. 

Wierzę że to projekt autorski, że sporo w tym właśnie jego - w tekstach, w emocjach które próbuje przekazać. To się po prostu czuje.