wtorek, 22 października 2019

Na cieżkim kacu. Nowa Rosja Putina i duchy przeszłości - Shaun Walker, czyli czemu w to wierzą i za tym idą

Rosja. Temat rzeka. Z jakiej strony ugryźć te kraj, jego mieszkańców, skoro ma on wielkość kontynentu i jest tak różnorodny, pełen kontrastów. Moskwa i życie nowobogackich, jakie zazdrościłby niejeden bogacz z Europy i peryferie gdzie do dziś można spotkać ubogie chatki bez żadnych udogodnień to dwa różne światy.
Czy da się zrozumieć ten kraj, czy ogarnie go ktoś kto tu się nie wychował, jest przybyszem z zewnątrz?
Wieloletni rosyjski korespondent "Guardiana" proponuje nam spojrzenie, które może zaskakiwać, ale na tyle mocno obudowuje swoje tezy różnymi obrazami, że trudno odmówić mu trafności jego ocen. Walker pyta o to: kiedy Rosjanie byli dumni ze swego kraju, kiedy widzieli w nim siłę i jak bardzo pragną na nowo takiego zjednoczenia. Cena nie jest ważna. Temu celowi można podporządkować wszystko. Nawet własną amnezję.

poniedziałek, 21 października 2019

Rytuały wody - Eva Garcia Saenz de Urtiri, czyli rany tak łatwo się nie zabliźniają

W kategorii: kryminały i thrillery "Cisza Białego Miasta" (o której pisałem tu) w tym roku zdecydowanie na podium, nic więc dziwnego, że kontynuację złapałem szybciutko, mimo że na stosie dziesiątki innych nowych tytułów. Zdążyłem więc jeszcze kilka dni przed oficjalną premierą (30 października).

I choć pewne motywy moim zdaniem zbyt wyraźnie się powtarzają, to lektura "Rytuałów wody" daje ogromną frajdę. Czemu wspominam o powtórzeniach? To taki syndrom "Ojca Mateusza" - ile można trupów można przypisać do niewielkiego miasteczka? Ilu może pojawić się w krótkim czasie seryjnych morderców, dla których ważnym motywem w działaniu są jakieś skomplikowane rytuały i symbole zaczerpnięte z głębokiej przeszłości? Jeżeli przymknie się trochę na to oko, to historia wciągnie Was jak i za pierwszym razem.
Unai Lopeza de Ayali zwany Krakenem ledwie się wylizał z poprzedniej sprawy. Kula uszkodziła mózg i choć lekarze dokonali cudu, on pogrążył się w depresji, wcale nie mając ochoty próbować chodzić na jakąś terapię, by odzyskać mowę. Urlop się przedłuża, wszyscy pamiętając o jego bohaterstwie dają mu taryfę ulgową, przyzwyczajając się do tego, że porozumiewa się pisząc na karteczkach lub na telefonie. Gdy jednak brakuje rąk do pracy, jego koleżanka prosi go o pomoc w sprawie, która stanie się dla niego przełomem - w końcu lokalna policja niewielu ma profilerów, a on jest jednym z najlepszych.

Ciało kobiety w ciąży znalezione na pustkowiu w górach dla pozostałych policjantów jest po prostu kolejną sprawą, on jednak rozpoznał ofiarę i poczuł głęboki niepokój, postanawiając za wszelką cenę zawalczyć o to by nie odsuwano go od śledztwa. Znał ofiarę, choć przez lata jej nie widywał i starał się o niej zapomnieć. Morderstwo wyrwało go z obojętności, wciągnęło na nowo w pracę, ale po raz kolejny sprawiło, że postawił na szali życie i to nie tylko swoje, ale tym razem również kobiety, którą kocha i dziecka, którego się ona spodziewa. Być może jego dziecka.

niedziela, 20 października 2019

Joker, czyli po prostu wgniata w fotel

Intensywny weekend, ale postanowiłem napisać w najbliższych dniach dwie notki które we mnie "siedzą" od dłuższego czasu. I brak czasu i odpowiednich słów, by wyrazić wszystkie emocje. Ale spróbuję. Dziś film, jutro lektura.

Joker. W głowie natychmiast wszystkim uruchamiają się obrazki z filmów o Batmanie, komiksowe historyjki jakimi fascynują się dzieciaki i nieliczni dorośli, którzy nadal kochają być dziećmi.
No nie, ten film nie ma w sobie nic komiksowego, choć wprost nawiązuje do niektórych wydarzeń, ma być dla nich prequelem. To nie jest kino akcji, a mroczny dramat psychologiczny, pokazujący jak z odrzucenia, frustracji i samotności, może narodzić się coś destrukcyjnego. Ten film zachwycił mnie i przeraził jednocześnie.




Joaquin Phoenix stworzył postać, której współczujemy, rozumiemy, a z drugiej strony, postać od której nas odrzuca. Arthur Fleck nie ma w życiu lekko. Jego zaburzenie neurologiczne sprawiają, że nie może mieć nadziei na jakąś sensowną pracę, mieszka z matką w kiepskich warunkach, z resztą podobnie jak wielu jemu podobnych w czasach kryzysu. Pomoc państwa? Wolne żarty. Nawet darmowe wsparcie terapeutyczne właśnie jest likwidowane w ramach oszczędności. Nie zawsze radzi sobie z emocjami, czasem reaguje nieadekwatnie do sytuacji, nie wyczuwa oczekiwań innych, nie ma w nim empatii, ale to nie do końca jego wina. Jest chory, ale choć niektórzy zdają sobie z tego sprawę, nie czują wobec niego wyrozumiałości, tylko odrzucają jako dziwaka. Czy taki ktoś, pełen nerwic, kto prawie nigdy nie doświadcza wewnętrznej radości, może stać się, tak jak o tym marzy, sławnym komikiem, który daje ludziom radość? Trudno to sobie wyobrazić.
Todd długo jednak będzie próbował radzić sobie z życiem mimo odrzucania, przemocy, braku akceptacji, gdy dojdzie jednak do pewnej granicy i ją przekroczy, dozna przemiany... Skoro nie czuje nic, jest mu już wszystko jedno, nie ma w sobie też lęku, staje się kompletnie nieprzewidywalny. I tym samym groźny. 


Oczywiście - historia jest poprowadzona tak, byśmy rozumieli przyczyny złości bohatera i sporej części mieszkańców miasta, którzy mówią o niesprawiedliwości, o podziale między nielicznymi bogatymi i biedną większością. Tylko przecież to nie usprawiedliwia przemocy. A ten film pokazuje ją tak, jakby szał, który ogarnia ludzi miał uzasadnienie, był jakimś wyzwoleniem i zburzeniem starego porządku. Ciarki jakie przechodziły mnie podczas seansu podobno są nie tylko moim doświadczeniem. To właśnie budzi we mnie jakiś sprzeciw i ogromny dysonans: oglądam film, który mnie zachwyca (długo wymieniać: muzyka, zdjęcia, genialna rola Phoenixa, klimat), a jednocześnie mam odczucie, że jest w nim jakiś pierwiastek zła, że poprzez jego usprawiedliwianie twórcy igrają z ogniem pokazując nie tylko historię tego jak zrodziła się postać jednego z najsłynniejszych czarnych charakterów, ale pokazują go jako tragiczną i fascynującą postać wyrastającą na niezależnego bohatera, symbol sprzeciwu dla tych, którzy nie odnajdują dla siebie miejsca w społeczeństwie. Nie brakuje psychopatów, dla których to może być zachęta do tego, by przejść w podobny sposób do historii.
Poruszające i chyba nic od dawna nie zrobiło na mnie aż tak wielkiego wrażenia.

Najkrótsza powieść, czyli… wzruszenie pięcioma słowami


Wzruszenie pięcioma słowami...

Myślicie, że się nie da? Da! I to wielokrotnie.

Teatr Druga Strefa wypuścił w świat kolejną premierę i to bardzo udaną. Najkrótszą powieść przypisuje się Ernestowi Hemingway’owi, choć można się z tym spierać. Zawierała tylko pięć słów: „Sprzedam buciki dziecięce, nigdy nieużywane”. Jaka historia może kryć się za tymi słowami, bo same słowa niosą w sobie już jakiś ładunek emocjonalny, tragiczny, jednoznaczny… Słowa mają moc i ten spektakl jest tego dowodem.

W czarnej przestrzeni punktowe białe światło tworzy na scenie rzuty zawieszonych pustych krzeseł. Robi się tak jakoś smutno. Wchodzi aktor (Sławomir Kowalski), ubrany na czarno, początkowo hałaśliwy, bo właśnie usiłuje zrobić zdjęcie zbiorowe licznie zgromadzonej rodziny, a kiedy już usadzi wszystkich i je wykona, poprosi zebranych o chwilę uwagi, aby powiedzieć im coś co w nim wzbiera od dawna. Zaczyna swoją opowieść, którą zakończy słowami: sprzedam buciki dziecięce, nigdy nieużywane. Gaśnie światło.

czwartek, 17 października 2019

Kuba-Miami. Ucieczki i powroty - Joanna Szyndler, czyli gdzie jest moje miejsce

W serii reportażowej Wydawnictwa Poznańskiego wysyp ciekawych tematów, tytułów, debiutujących autorów. Nie wiem czy w pewnym momencie nie dojdzie do przesytu, jak choćby z Wydawnictwem Czarne, gdzie ilość nie pokrywa się już zawsze z jakością. Ale póki co, czytam z ciekawością. Nie zawsze są to teksty równie wciągające literacko, znaleźć w nich jednak można jednak sporą dawkę nowych informacji. Piszą je często ludzie, którzy jakoś rodzinnie, osobiście związani są z danym regionem, starają się przekazać swoje uczucia, pasję, ciekawość. Jak choćby dzisiejszy tytuł. Joanna Szyndler wyszła za Kubańczyka, była na wyspie niejeden raz i to nie jako turystka, ale doświadczając normalnego życia, problemów, słuchając opowieści przy rodzinnym stole, przy grillu, czy po prostu na ulicy wśród sąsiadów.
Nie napisała książki, która byłaby przewodnikiem, kompendium wiedzy, choć można znaleźć tu nie tylko teraźniejszość, ale i historię Kuby. Nie zajmuje też jakoś wprost stanowiska, starając się wysłuchać nie tylko tych, którzy uważają reżim Castro za przekleństwo, jak i tych, którzy go bronią. Musi uważać o czym i z kim rozmawia, ale to jej nie powstrzymuje od pytań i od szukania historii.

środa, 16 października 2019

Boże ciało, czyli to co z tą belką w oku

Jan Komasa po raz kolejny udowadnia, że nie boi się wyzwań i niełatwych tematów. "Boże ciało" przez niektórych odbierane jest jako film antyklerykalny, jako atak na obłudę społeczeństwa, które wartości i wiarę katolicką ma na ustach, ocenia i potępia innych, ale swoich win nie widzi. Można rzeczywiście dostrzec takie nuty w tym obrazie, ale przede wszystkim to wołanie o wiarę. To tęsknota za czymś czystym, za przebaczeniem, oczyszczeniem, za możliwością rozpoczęcia od nowa. Bohater przecież niejedno ma za uszami, wyrok w poprawczaku nie jest za niewinność. I choć koledzy może śmieją się z niego, że służenie do mszy i bliska relacja z księdzem to koniunkturalna próba walki o wcześniejsze wyjście z placówki, dla niego naprawdę wiara stała się czymś ważnym.

Uzurpator, czyli nie ornat czyni księdza

Ja po książkę sięgać nie zamierzam, ale M. napisała co niej sądzi.

Bożena Aksamit i Piotr Głuchowski stworzyli portret Henryka Jankowskiego, jak wszyscy podkreślają: „bez retuszu”. Nie oskarżają, nie bronią. Pozwalają mówić dokumentom, oddają głos świadkom. I tym znanym z pierwszych stron gazet i tym najbardziej zapuszczonych peryferii Gdańska. Chodzą po plebanii Świętej Brygidy, ale również do klubów gejowskich. I zbierają świadectwa… a z nich wyłania się zgoła inny obraz niż ten z mitu „niezłomnego kapelana „Solidarności”.

„Ksiądz Jankowski był pedofilem i agentem bezpieki, zwłaszcza w latach 1980-1981, a na te wszystkie zarzuty mamy dowody, a więc jest ponurą postacią tamtych czasów. Wiele osób nie chce przyjąć prawdy o Jankowskim, ponieważ funkcjonują one w paradygmacie, który zakazuje krytyki duchownych”. (Historyk prof. Andrzej Friszke)

„Człowiek uważany za wielkiego i dzielnego kapelana, był w istocie potworem i co więcej: wszyscy o tym wiedzieli, ale utrzymywali to przez wiele, wiele lat w tajemnicy ze względów politycznych (…)”. (Publicysta Rafał Ziemkiewicz)

wtorek, 15 października 2019

Ikar. Legenda Mietka Kosza, czyli to jest jazz

Na najbliższe dni na pewno notka teatralna i muzyczna, dwa reportaże książkowe i aż trzy nowe filmy. Dziś pierwszy z nich. Marudziłem na to co z kinach i wreszcie w parę dni wychodzę za każdym razem z bananem na twarzy (albo przynajmniej w serduchu).
Zacznijmy od tytułu najświeższego. Mieczysław Kosz - któż z mojego pokolenia kojarzy to nazwisko, słuchał nagrań? Obawiam się, że niewielu. Komeda jeszcze nie doczekał się filmowej biografii z prawdziwego zdarzenia, a tu proszę. Może dlatego, że poza muzyką, jest to również opowieść o zmaganiu się z samotnością, z niepełnosprawnością. Czy niewidomy może być genialnym pianistą, czy muzykiem? Dziś to raczej oczywistość, ale jeszcze kilka dekad temu budziło to zdziwienie, a artyści próbowali nawet ukrywać swoją inność, zamiast budować wokół niej właśnie popularność, ciekawość ludzi. Być może to charakterologiczne - jest nieśmiały, nie zna wielkiego świata, wychowywał się na wsi w biednej rodzinie, a potem w ośrodku dla niewidomych. Dawid Ogrodnik po raz kolejny dostał ciekawą rolę, którą mógł wypełnić emocjami.

Turandot - opera Pucciniego, czyli… ogień topi lód


Kiedy lata temu koleżanka ciągnęła mnie na transmisje oper do kina w ramach programu nazywowkinach.pl, patrzyłam na nią ogromnymi oczami. Jak to? Opera w kinie? Bez fizycznej bliskości zarówno śpiewaków jak i orkiestry? A potem pozazdrościłam jej tego zachwytu i poszłam. Poszłam… i chodzę dalej. Bo jestem laikiem. Zupełni mi nie przeszkadza, że się nie znam. Chodzę – to poznam. Chłonę emocjami, oczami. Zatapiam się w baśń, gdzie dobro lub miłość zwycięża, gdzie muzyka kołysze rozedrgane emocje i pozwala im odpocząć. Gdzie znajduję spokój i ukojenie, gdzie odpoczywam. Radzę spróbować 😊. 

poniedziałek, 14 października 2019

Krzesła, czyli wyspa samotności i niespełnienia

Ten spektakl wystawiony w Teatrze Polonia nie należy do łatwych. I nie jest przyjemny. Za to jest ciekawy, bo można go odczytywać na wiele sposobów, odkrywać różne płaszczyzny, w których funkcjonują bohaterowie, sprawdzać swoją spostrzegawczość, wyłapywać niuanse.
Eugene Ionesco, autor „Krzeseł” nie jest moim ulubionym autorem. Mam z nim taki problem, że po jego sztukach zawsze mam w głowie: „czy aby na pewno o to chodzi, czy dobrze to odczytałam?”. Jednocześnie coś mnie do niego ciągnie, coś mnie niepokoi w jego pokręconej narracji, coś każe dalej próbować rozgryzać jego wizje świata, życia, ludzi, sposobu życia.
Ona i On. Stara i Stary. Dwójka starych ludzi mieszkających na wyspie, na której nikt ich nie odwiedza od 10 lat. Słabych, zdanych na siebie, znających się na wskroś, wiedzących o sobie wszystko, którzy u schyłku życia rozpamiętują sprawy dawno minione, chwile razem przeżyte… ale między wypowiadanym słowami, ukryte pod miłymi zdrobnieniami: „kotku” i „żabko”, zaczyna wyzierać jakaś złość, jakiś żal.

niedziela, 13 października 2019

Polak z Ukrainy - Dima Garbowski, czyli chyba już na stałe...

Książka do połknięcia w dwie godzinki. Raz, że nie jest to wielka cegła, dwa że lekko napisana. W założeniu ma to być spojrzenie jednego z wielu imigrantów z Ukrainy na nasz kraj. A co z tego wyszło? Na pewno nie jest to reportaż, a raczej dość osobista opowieść Dimy o jego własnym przyjeździe, o tym od czego się zaczęło i wszystkich trudnościach na jakie napotkał już w Polsce. Opowieść napisana z humorem, całkiem przyjemna, choć brakuje mi tego, by jakoś odnieść się do losów innych przybyszów z Ukrainy - w końcu nie każdy ma tyle kasy na początek co jego rodzina, nie każdy ma takie ambicje zawodowe, nie każdy robi karierę jako youtuber.

piątek, 11 października 2019

Głębia, czyli bo cała rzecz w strategii

Dawno nie było nic o planszówkach? A przecież co i rusz zdarza mi się do czegoś przysiąść ze znajomymi. Nie kupuję, ale jak tylko jest towarzystwo to chętnie siadam i testuję nie tylko to co już znam, ale i nowe rzeczy. Przyznam, że po paru partiach coraz bardziej lubię Brzdęk, to co jednak sprawia mi najwięcej frajdy to rzeczy w miarę szybkie, z niskim progiem wejścia. I najlepiej z niezbyt dużą ilością elementów. A jak cena atrakcyjna, to już wiem, że mogę z ręką na sercu polecać wszystkim dookoła. W moim serduchu więc rządzą ostatnio tytuły od Foxy Games i... Naszej Księgarni. Tylko nie mówcie że to dla dzieci. Dla nich też, ale ile frajdy mogą mieć dorośli. Choćby taka Głębia. Dawno nie grałem w nic gdzie byłoby aż tyle negatywnej interakcji. Cały czas musisz być skupiony nie tylko na tym żeby samemu mieć mniej/więcej punktów, ale by przeciwnik na pewno w ostatniej chwili nie zrobił ci niespodzianki. Jedyna wada - gra jest na dwie osoby, więc w większym gronie odpada. Jako fajna rozgrzewka przed dłuższym graniem sprawdzi się świetnie. O co chodzi?

czwartek, 10 października 2019

Kryształowi. Część 3. Polowanie - Joanna Opiat-Bojarska, czyli sami siebie podgryzają...

Kryształowi. Cykl powieści o policjantach, nie tylko tych pracujących w ramach normalnej służby, ale również "policji w policji", czyli z Biura Spraw Wewnętrznych Policji, to historie trochę w stylu Pitbulla. Autorka nie próbuje nam wciskać istnienia bohaterów bez skazy, ale pisze o problemach: w życiu prywatnym, w pracy, uzależnieniach, sposobach na rozładowanie napięcia i podejrzanych układach. Pisałem już o dwóch tomach cyklu: 
tu
i
tu
Polowanie teoretycznie miało domknąć historię, ale mam wrażenie, że zostajemy z tyloma otwartymi sprawami, że aż się prosi o kontynuację. Kto wie... Warto czytać w kolejności, bo choć relacje i powiązania są jakoś wyjaśniane, a w każdym z tomów pojawiają się nowe wątki główne, to całość łatwiej ogarnąć znając wcześniejsze zdarzenia.