poniedziałek, 12 kwietnia 2021

Trzypak komediowy, czyli Wszystko o Stevenie, Swingers, Borat

A jakoś tak uzbierało się trochę starszych produkcji, które leciały w TV, więc notka zbiorcza. A jutro pewnie wreszcie filmowo-książkowo o Krainie Lovecrafta.

Na początek Sandra Bullock i film, za który otrzymało złotą malinę, czyli nagrodę za najgorszą rolę kobiecą roku. Czy słusznie? Ano jak się gra przerysowane role, to się właśnie tym ryzykuje. Trudno zaprzeczyć, że bohaterka "Wszystko o Stevenie" jest bardzo zakręcona. Inteligentna,ekscentryczna, o wielkim sercu i równie wielkim darze do nieustannego gadania. Dla facetów chyba jeden z większych koszmarów, nic więc dziwnego że Steve'a (Bradley Cooper) wydaje się wariatką i próbuje się trzymać od niej z daleka. Ona już jednak zagięła na niego parol i nie popuści, choćby miała jechać przez cały kraj.

niedziela, 11 kwietnia 2021

Serca twego chłód - Przemek Corso, czyli patrzę ci w oczy i widzę zło

Przemka Corso znałem dotąd jedynie z powieści młodzieżowych, takiej całkiem fajnej mieszanki przygodowo-kryminalnej. A tu proszę - rasowy, mocny thriller z ciekawym rozegraniem zakończenia, no i te portrety. Postacie w "Serca twego chłód" są nie tylko dobrze wymyślone, ale każda z nich ma przestrzeń na to, by opowiedzieć nam swój punkt widzenia, wyrzucić z siebie frustracje, złość, lęki. Dzięki temu wydaje nam się, że mniej więcej wszystkich znamy, że wiemy do czego są zdolni, niektórych lubimy bardziej, innych mnie. Przemek Corso nie owija bowiem w bawełnę, nie wygładza fałdek, żeby wszystko wyglądało ładnie - wręcz odwrotnie, to co wygląda na idealne życie, bardzo często wcale takim nie jest. Wciągani jesteśmy w analizę związków, relacji, tego na ile ktoś czuje się wspierany, czy kochany... Zbrodnia jest ważna dla fabuły, ale naprawdę nie ona jest tu najciekawsza. To postacie stanowią siłę tej książki - to że nas zainteresowali, to że rozumiemy ich lęk, czy załamanie, że wszystko spieprzyli. I owszem - gdy mrok ogarnie nie tylko ludzi im nie znanych, ale ich samych i bliskich, poczujemy ten dreszcz emocji, jak może być spotkanie z psychopatą. Czy sobie poradzą?

sobota, 10 kwietnia 2021

Zabij to i wyjedź z tego miasta, czyli przemijamy... ale czy to źle?

Jutro kolejny thriller kryminalny, przerabiam tego naprawdę sporo, natomiast inne tytuły idą mi dużo wolniej, taki to już etap i mówi się trudno. Z filmami też przestój. Jak nie praca, to szukam okazji do wyjścia z domu, choćby na rower, by dać sobie trochę w kość, by oczyścić głowę. Ale na blog próbuję znaleźć chwilę. Choćby po to by napisać parę zdań.
O "Zabij to i wyjedź z tego miasta" napisano już bardzo wiele, więc ja nie będę się rozpisywał. Rzeczywiście mamy do czynienia z produkcją dość wyjątkową i nie tylko dlatego, że powstawała przez 14 lat, ale dlatego że przez ten długi proces na pewno inaczej ten film się odbiera. To już nie tylko bardzo osobista impresja Wilczyńskiego na temat pętli życia, od dorastania aż do śmierci, bo tu nie tylko sam scenariusz i rysunki opowiadają pewną historię. Przez 14 lat na prośbę twórcy, pomocy udzielali jego znajomi, przyjaciele i tak w cudowny sposób na taśmie słyszymy też głosy ludzi, których już z nami nie ma. No i muzyka Nalepy. W cudowny sposób prowadząca nas przez całą historię...

piątek, 9 kwietnia 2021

Klątwa Lucyfera - Krzysztof Bochus, czyli to miejsce już nie jest świete

Trzecia powieść "współczesna" napisana przez autora, którego polubiłem za kryminały retro. I zdania nie zmieniam - wciąż bardziej urzeka mnie klimat powieści z serii o radcy Abellu i wachmistrzu Kukułce i przedkładam je ponad te współczesne. Choć może jest w nich szybsza akcja, nie są pozbawione tego co lubię, czyli ciekawostek historycznych, mam wrażenie, że chyba trudniej uzyskać efekt zaskoczenia, oryginalności, a i niestety o błędy dużo łatwiej.
Kto jest ciekawy co pisałem o dwóch poprzednich powieściach z cyklu o dziennikarzu Adamie Bergu, który zasłynął ze spraw odkrywania dzieł sztuki i zaginionych skarbów kultury, niech klika tu:
Lista Lucyfera
Boski znak

"Klątwa Lucyfera" nie ma aż tak bardzo rozdmuchanej akcji, jest bardziej kameralnie, mniej jest elementów przygodowych, czy sensacyjnych, atmosfera jest bardziej duszna. Może ma na to wpływ umieszczenie centrum fabuły w niewielkim klasztorze sióstr szarytek na Kujawach? A może starając się uchwycić atmosferę zagrożenia, jaką przyniosła pandemia, przeniósł to też na karty powieści, rozbudowując mocno przemyślenia głównego bohatera, jego różne stany emocjonalne i dylematy. Trochę tego tu jest, bo i kryzys w związku, misja o jaką prosi go przeorysza klasztoru i wątpliwości z nią związane, do tego jeszcze sprawa ojca Adama Berga, który z niewiadomych mu powodów, jakoś był mocno związany z tym miejscem...

czwartek, 8 kwietnia 2021

Szczygieł, czyli zmarnowany potencjał

Powieść, choć tak bardzo kusiła gdy wszyscy o niej dyskutowali, wciąż u mnie czeka na stosie i prawdę mówiąc po obejrzeniu filmu (wiem że to mało wymierne), jakoś jeszcze mniej mam ochoty, by zanurzać się w to tomiszcze.
Pulitzer niby o czymś świadczy, a film mógł zostać spłycony, ale trochę się boję, że tak czy inaczej jest to historia, która jest zbyt rozdęta jak na treść jaką przekazuje. Czasem tak pisarze mają, że próbują dodać "głębi", a w efekcie jedynie przynudzają... Ocenię może jeszcze w tym roku. Wersja filmowa byłaby spokojnie do odchudzenia. I gdyby oceniać "Szczygła" tylko na jej podstawie, powiedziałbym, że to co najciekawsze to gdzieś zostaje w tle.

Theodor Decker, mając trzynaście lat, przeżywa nieoczekiwany zamach terrorystyczny na Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. Chociaż sam wychodzi z incydentu bez szwanku, w wypadku ginie jego matka. Pod wpływem impulsu, tuż przed wyjściem z miejsca wybuchu, chłopak zgarnia cenny obraz, który oglądał wraz z matką, tytułowego Szczygła. To jego pamiątka po matce, ale zarazem też jakaś cząstka lepszego świata, tego sprzed wybuchu. Potem już jego życie staje się inne, a on nie potrafi się z tym pogodzić.

Lonely is an eyesore, czyli po prostu 4AD

Kolejny czarny krążek, który odgrzebałem ze stosu na strychu? Ucieszyłem się nim jak małe dziecko, bo o ile swoich ulubieńców czyli Dead Can Dance i projekt This Mortal Coil zgormadziłem na CD, tak tej składanki w kolekcji nie mam i powracam do niej po latach. A przecież można by rzec, że to od niej się wszystko zaczynało. I od audycji Tomka Beksińskiego. To on wyszukiwał taką muzykę, opowiadał o niej, tłumaczył teksty i to dzięki jego wieczornym audycjom wytwórnia 4AD zagościła w moim sercu praktycznie na całe dotychczasowe życie.
Lonely is an eyesore jest składanką, ale nietypową, bo każdy wykonawca nagrał coś nowego, specjalnego, co najwyżej później ten utwór wykorzystywał też u siebie. To taka flaga wytwórni - zobaczcie naszych artystów, zobaczcie jaki klimat tworzymy. I to słowo jest tu ważne. Mimo całej różnorodności stylów, tworzą oni tu bardzo harmonijną całość. Rockowe brzmienie, elektronika, aż po monumentalne kompozycje pełne chórów i niepowtarzalnej wokalizy - Ivo Wats Russel miał niesamowitego nosa do odkrywania oryginalnych artystów. Niektórych legenda trochę już przebrzmiała, niektóre zgasły jeszcze w latach 80, ale inne na stałe zagościły na półkach z najbardziej genialną, ponadczasową muzyką.

Podarować niebo - Romuald Pawlak, czyli podglądając niczym mrówki

Pawlaka kojarzyłem z kilku rzeczy czytanych przed wielu laty w klimatach fantasy, a tu proszę - twarde S-F. Całkiem przyjemne, choć jako audiobook szło mi nie za szybko. Drażnili mnie bohaterowie i relacje między nimi, fabuła nie wciągnęła tak jak bym tego oczekiwał... Tyle, że to przecież nie kryminał i wcale nie fabuła musi być najbardziej istotna. Co więc takiego mnie zainteresowało w "Podarować niebo"?
Jeżeli pamiętacie historie Danikena, który sugerował, że ludzkość była wspierana przez obce cywilizacje, to teraz odwróćcie role. Czy ludzkość może czegoś nauczyć, przekazać coś istotnego, co może pomóc w rozwoju jakiejś formie życia na innej planecie?

środa, 7 kwietnia 2021

Under the flag - Fad Gadget, czyli zanim pojawiło się Depeche Mode

Od kilku dni cieszę się nowym zakupem - stylizowanym na starą skrzynkę radiową zestawem do odtwarzania muzyki i wreszcie mogłem ściągnąć po wielu latach płyty ze strychu. O rany! Ileż tam skarbów. A ile dziwnych rzeczy, o których zapomniałem... Polska muzyka alternatywna i rzeczy nie wznawiane, jakieś klasyki wydawane jeszcze przez sowiecką Melodię, pierwsze rzeczy zagraniczne, które zdobywało się albo na giełdach albo zdaje się w sklepie Tonpressu. Nawet na CD potem już nigdy nie upolowałem pewnych tytułów. Wśród nich np. tego dziwactwa. Po blisko 40 latach brzmi chwilami może i zabawnie, ale wciąż zaskakuje połączeniami i odwagą z jaką funduje się tą mieszankę słuchaczom. Muzyka elektroniczna, taneczna, chwilami bardzo przypominająca wczesne Depeche Mode - i owszem. Ale do tego dodajcie całkiem poważne teksty i masę odjechanych pomysłów, które raczej nie dodawały tej muzyce popularności w dyskotekach. Zgrzyty, dziecinne chórki, przeszkadzajki, sprzężenia... Punkowa energia. Do tego ten bardzo dziwny wokal... Pierwszy raz usłyszałem o Franku Toveyu (bo Fad Gadget to pseudo) chyba u Kaczkowskiego i potem trafiłem ten czarny krążek. Tyle lat go nie słuchałem (pewnie około 30), a gdy tylko płytę odpaliłem od razu wróciły te melodie i zaczęło się nucenie.  

wtorek, 6 kwietnia 2021

Anglik, który ocalił japońskie wiśnie - Naoko Abe, czyli "Cherry" Ingram i jego historia

Urokliwa historia i cudownie, że ktoś poświęca swój czas, by przybliżyć/przypomnieć światu takich ludzi. Nie znajdzie on pewnie miejsca w podręcznikach, encyklopediach, jego dokonania pamiętają pewnie głównie znawcy, kolekcjonerzy i pasjonaci. Kiedykolwiek jednak w Japonii lub może w innym miejscu na świecie zachwycicie się pięknie kwitnącymi wiśniami, po lekturze tej książki, z pewnością z uśmiechem i wdzięcznością wspomnicie tego pana. Collingwood Ingram pokochał Japonię, pokochał drzewka, które tam kwitły w tylu miejscach, w tylu odmianach i ponad połowę życia poświęcił, by różne odmiany rozpowszechniać po świecie, by te najbardziej cenne nie zaginęły, by pojawiały się wciąż nowe.
Kaprys arystokraty, który nie musiał specjalnie przejmować się pracą, wydatkami? Ktoś mógłby tak pomyśleć, ale to akurat nie był typ człowieka wykorzystującego innych, oczekującego od życia jedynie piękna, przyjemności. Owszem - kochał podróże, kochał spotkania z ludźmi, kochał piękno przyrody, fascynowały go ptaki. Szukał swojego miejsca, jakiejś pasji, w której jego kolekcja, jego głos, doświadczenie, mogłoby zostać docenione. Nie bał się też ubrudzić rąk, sam doglądał drzewek, szczepił je i pakował, gdy wysyłał w drugi koniec świata. Pisał, rysował, pragnąć przybliżać świat natury ludziom. Po co?

poniedziałek, 5 kwietnia 2021

Pokonani, czyli życie w podzielonym mieście

Zrujnowany Berlin, bieda, wszechobecna przemoc, władze próbujące robić porządek w swoich strefach, a jednocześnie rozgrywające jakieś własne interesy - takie tło wydawało się na tyle obiecujące i ciekawe, że liczyłem chyba na więcej niż to co mi w "Pokonanych" zafundowano.
I nie chodzi mi wcale o ewentualne kontrowersje, że ktokolwiek śmie przedstawiać Niemców jako ofiary wojny, bo przecież ludność cywilna po części jednak była ofiarą tego wszystkiego co im zafundowano i na co nie mieli wpływu. Moje rozczarowanie związane jest raczej z marnie zarysowaną fabuła, pourywanymi wątkami i robieniem z widza ewidentnego idioty poprzez sugerowanie, że to prawdziwy obraz powojennego Berlina. Z tego wszystkiego to może ruiny są bliskie prawdy, ale twórcy goniąc za widowiskowością nagle w tych ruinach rozstawiają oświetlenie jak ze studia filmowego (pewnie agregat w walizce, nie?) i rozgrywają schematami (czyli Amerykanie balują, a Rosjanie tworzą więzienia i twierdze wojskowe). Z historii znajdziemy tu więc niewiele, po prostu nałożono na tło, jakiś pomysł na kryminalną intrygę, czyli sztampowy pościg za kimś kto zasługuje na karę za swoje czyny.

Dwadzieścia lat ciszy - Przemysław Wilczyński, czyli uważaj na czarne auto

Powoli trzeba wracać do pisania na blogu, bo się rozleniwię i potem już Notatnik nie będzie taki sam. Wracam więc do rytmu jedna notka dziennie, a teraz nawet więcej, żeby nadrobić zaległości.
Na początek coś szybkiego i raczej do zapomnienia. Przemysław Wilczyński próbuje skonstruować kryminał z elementami horroru, kto wie - może inspirując się wczesnym Kingiem. Brakuje mu niestety zarówno umiejętności, jak i konsekwencji.
Ja rozumiem, że element niesamowitości czasem może zostać pozostawiony bez logicznego wyjaśnienia, nie można jednak prowadzić rozgrywkę z przeciwnikiem, który jest nie tylko inteligentny, ale i nie do złapania, bo posiada paranormalne zdolności, a potem robić ludzi w balona, że dało się go ograć jak małe dziecko. Takich rozwiązań zdecydowanie nie lubimy.

czwartek, 1 kwietnia 2021

Szusta rano - Adam Szustak OP, czyli rusz się z miejsca i życzenia na Wielkonoc

Przed nami Triduum Paschalne. Trzy dni, które niestety zwykle jeszcze umykają nam w bieganinie, a potem świętujemy przez kolejne dwa dni, nie rozumiejąc co tak naprawdę świętujemy, co się wydarzyło w trakcie tej bieganiny. Notka więc jak co roku w Wielki Czwartek i znikam z bloga i raczej z Sieci na trzy dni. Choć w tym roku będą kusiły jak mało kiedy, bo jutro dość szalony plan (kliknij tu jak chcesz pomóc) i aż by się chciało dzielić relacją. Zobaczymy.
W każdym razie dziś krótko o książce i życzenia. I od nich zacznę.

Trudny to był rok dla nas wszystkich. Czy czegoś się nauczyliśmy? Czy coś zmieniliśmy? Co robimy z naszymi pragnieniami, z poczuciem pustki, ze słabościami?
Życzę więc i sobie i Wam.
Żebyście jak najrzadziej czuli się samotni, opuszczeni i nieszczęśliwi. Abyście nawet w takich chwilach potrafili odnaleźć Światło. I Nadzieję. Bo one są, nawet gdy wydaje nam się, że ciemności są nieprzeniknione. Wystarczy poszukać. Czasem w sobie, czasem wokół siebie. Uświadomić sobie, że niepokój i to co nas dręczy, jest tu i teraz, a nie na całe życie, że jest coś więcej, dalej, wyżej. Jednymi z najważniejszych dla mnie słów z Pisma od lat pozostaje 1 list św. Jana. Bóg zna nasze serca. Zna kryzysy, zwątpienia, małość. Nawet zwątpienie w sens bycia blisko Kościoła, który zamiast leczyć to zadaje rany. Szukać pokoju, szukać prawdy, szukać dobra, a nie tego co frustruje, tego co niszczy, tego co osłabia. Gdy nie widzę sensu, żyć tą odrobiną dobra, której doświadczyłem albo którą może samemu udało się zasiać. A może szansą, że mogę jeszcze coś zrobić dla kogoś. I w tym jest sens. 

„Nie bójcie się! Szukacie Jezusa z Nazaretu, ukrzyżowanego. Powstał, nie ma Go tu. Oto miejsce, gdzie Go złożyli. Lecz idźcie, powiedzcie Jego uczniom i Piotrowi: Idzie przed wami do Galilei, tam Go ujrzycie, jak wam powiedział” (Mk 16, 6-7).

Nie bójmy się więc. Nie poddawajmy zwątpieniu, ale bądźmy ludźmi w drodze. Do Galilei. W poszukiwaniu Zmartwychwstałego. W poszukiwaniu wiary, nadziei i miłości. W poszukiwaniu pokoju, prawdy, piękna i dobra.

Rozgadałem się jak zwykle. Ale może będziecie mieli jeszcze siłę i chęć przeczytać kilka zdań na temat lektury. Nigdy tego nie robiłem  w ten sposób: czytałem do końca, ale tym razem notka powstaje zanim dotarłem do końca książki. Dlaczego?

środa, 31 marca 2021

Dunkel - Jakub Bielawski, ta ciemność, która jest w tobie

Długo mi zeszło z tą książką i to z dwóch powodów. Zanurzanie się w świat stworzony przez Bielawskiego to wchodzenie w mrok, przypominały mi się refleksje znajomej po seansie filmu "Dom zły", gdy stwierdziła, że była chora, czuła się po nim po prostu brudna. To nie jest też, jak w kryminałach obserwowanie zła, z nadzieją na to, że zostanie ukarane. W Dunkelu raczej nadziei nie ma, jest raczej apatia, poddanie się losowi, a jeżeli jakaś reakcja na zadane cierpienie, to co najwyżej poprzez zadanie bólu komuś innemu.
Jest jeszcze druga trudność - forma literacka jaką przyjął Bielawski. Zero dialogów, przeskakiwanie w chronologii, urywanie wątków, spora ilość postaci pojawiających się na chwilkę... Jesteśmy obserwatorami, a jednocześnie siedzimy w głowach bohaterów, czujemy ich ciała, patrzymy ich oczami.
To jedna z takich powieści gdzie język i klimat zachwycają, ale zastanawiasz się czy przypadkiem przy dbałości o formę, nie zagubiła się fabułą i to co autor chciał nam opowiedzieć.