sobota, 14 grudnia 2019

Nie piję, nie palę, chętnie zrobię z pani mamę, czyli oby dalej mieli dobrych nauczycieli


MaGa: Scena Debiutów (Teatr WARSawy) może dorzucić do swojej puli kolejny udany spektakl, czyli „Nie piję, nie palę, chętnie zrobię z pani mamę”.

R.: Zgoda, widzieliśmy już ich całkiem sporo w tym roku i w sumie chyba tylko raz przeżyliśmy rozczarowanie. Pracy z debiutantami nie trzeba się bać, jak widać liczy się pomysł, praca i pasja, a reszta z czasem może się wypracować. A i widzowie powinni odważniej wybierać się na takie spektakle - może czasem i trema zżera aktorów, ale na pewno nie zobaczy się tu gwiazdorzenia, odwalania fuszerki od niechcenia, każdy daje z siebie maksimum.

MaGa: No właśnie. Debiutanci tak mocno się starają. A tym razem tytuł sugerował, że będzie można się pośmiać… a tu niespodzianka; bo jeśli się śmiejemy, to jest to śmiech przez łzy.

R.: Sporo z tych scenek przypominało mi reportaż, który kiedyś czytałem: „Polak sprzeda zmysły” Konrada Oprzędkai potem sprawdziłem, że faktycznie to jego teksty wykorzystano. To takie przyglądanie się pragnieniom, tęsknotom i żądzom młodych ludzi - ktoś pragnie dziecka, ale nie stałego związku, ktoś inny zarabia na sprzedaży swojej używanej bielizny, jeszcze inny frustruje się tym, że wymarzona stabilizacja jest nierealna w sytuacji gdy wciąż zasuwa na umowy zlecenia, bez etatu i jakiejkolwiek pewności na przyszłość...

piątek, 13 grudnia 2019

Bękarty z Pizzofalcone - Maurizio de Giovanni, czyli policjant też człowiek


Miło jest czasem zrobić wycieczkę w rejony trochę inne niż te odwiedzane po wielokroć. Dlatego gdy wśród kryminałów wypatrzę coś spoza Skandynawii i krajów anglojęzycznych sięgam po to z dużą ciekawością. I niejednokrotnie są to bardzo smakowite kąski. Tyle że nie zawsze muszą to być piękne winnice, czy jakieś urokliwe zakątki, jak się okazuje klimaty bardziej mroczne, miejskie i to z tych "gorszych" dzielnic, w kryminalnych fabułach też się sprawdzają. Po Manzinim mam kolejnego autora z Włoch, którego zamierzam obserwować. Zwłaszcza, że wchodzę w cykl o komisarzu Giuseppe Lojacono od drugiej części - trzeba będzie nadrobić szybko pierwszą.
Tam rozwiązał głośną sprawę, ale ponieważ to było jego samotne dochodzenie wcale nie spodobało się to jego kolegom i przełożonym. Gdy ktoś rzucił plotkę o jego współpracy z mafią, znalazł się więc on na czarnej liście i gdy tylko znalazła się okazja do tego by go usunąć z oczu, szybko z tego skorzystano.

czwartek, 12 grudnia 2019

Dobrze się kłamie, tyle lat się znamy, a tu coś takiego

Był oryginalny film włoski, ileś wersji filmowych krajowych (w tym niezła polska), można więc było się spodziewać, że prędzej czy później ktoś wpadnie na pomysł by przerobić to na sztukę. W końcu rzecz jest dość kameralna i w sumie opiera się na dialogach, na interakcji między postaciami, dużo więc nawet nie trzeba.
Marcin Hycnar i Bartosz Wierzbięta (tak to ten od Shreka i Pingwinów) zostawili główne wątki, trochę zmienili dialogi i podkręcili tempo. Zapowiada się przebój (na razie grany gościnnie w Studio Buffo, ale pewnie ruszy w Polskę), bo publika bawi się naprawdę nieźle. Choć wnioski jakie można wysnuć z obserwacji bohaterów nie są zbyt wesołe, mimo wszystko bawi nas pogrążanie się przez nich w próbach wyjaśnienia różnych kłamstw i robienie z siebie kretynów. Gdyby nie kłamali, nie musieliby potem wstydzić się coraz bardziej żenujących rzeczy jakie wychodzą na jaw. Tylko czy rzeczywiście to takie proste?

środa, 11 grudnia 2019

Na noże, czyli podjąłem decyzję


Zanim kolejne notki teatralne (do podsumowań coraz mniej czasu), jeszcze jedna świeżynka kinowa. Dla samej obsady warto się wybrać, bo jest bardzo smakowita, ale jeszcze lepsze jest to, że mamy do czynienia z kryminałem gdzie udało się utrzymać zainteresowanie widza do samego końca. A to przecież rzadkość. Gdy już, już masz motyw i sprawcę, nagle wolta i zmiana punktu widzenia. Dawno nie było czegoś co w tym gatunku by dawało tyle frajdy. 

wtorek, 10 grudnia 2019

Serialowo i kryminalnie, czyli Zasada przyjemności i Nieświadomi

Niby jestem w rzeczach, które już znam, czyli z lubością przy Lutherze (skończyłem po raz kolejny 3 sezony), przy Dorwać Małego (drugi sezon), Pod powierzchnią (drugi), Chyłka (drugi), Mr. Mercedes (trzeci) ale wypatruję też nowych rzeczy i oglądam je nie raz z przyjemnością. O Żmijowisku innym razem, a dziś dwa inne seriale ze zbrodnią w tle.
I jak kiedyś, gdy pisałem o Belfrze i Pustkowiu, znowu mamy do czynienia z pojedynkiem Canal+ i HBO. Zgadujcie kto wygrał.
Zasada przyjemności ma u mnie plus za próbę zrobienia czegoś międzynarodowego - Ukraina, Czechy, Polska, są tu nie tylko miejscem prowadzenia śledztwa, ale i mają swoich reprezentantów w dochodzeniu. Bez tej współpracy nie doszliby do niczego.

poniedziałek, 9 grudnia 2019

Chrobot - Tomasz Michniewicz, czyli szanse, możliwości, codzienność

Z tegorocznej kampanii Czytaj.pl wybrałem dla siebie nie wersje e-, tylko audio, wracam powoli do słuchawek (zima idzie). A ponieważ kilka tytułów znałem wcześniej wybrałem coś dla siebie nowego, czyli "Chrobot" Tomasza Michniewicza. Przyzwyczaił czytelników do pisania o podróżach, a tu coś nie do końca reportażowego. Wydawca nazwał to siedmioma podróżami w czasie. Życie najzwyklejszych ludzi świata to historie, które mają w sobie oczywiście prawdę jak rasowy reportaż, lecz w tym ujęciu, gdy historia obejmuje kilkadziesiąt lat życia każdego z bohaterów, zamienia się to jednak nieuchronnie w fikcję, którą autor ubarwia, rozwija i tworzy na bieżąco. Po co?
Gdyby to było pokazanie jedynie losów dzieci, wychowujących się w różnych punktach świata: w USA, Kolumbii, Ugandzie, Indiach, Finlandii, Zimbabwe, Japonii, samo w sobie dałoby nam poruszający tekst o tym jak odmienne są warunki i szanse jakie dostają one od losu. Michniewicz idzie jednak dalej i próbuje przy tej okazji pokazać problemy z jakimi się oni zmagają również w okresie dorastania i w życiu dorosłym. Tym samym wszystko się trochę rozmywa.

Jaronizmy, czyli nietypowo, ale za to z konkursem

Notka trochę nietypowa, bo niby o komiksach już pisywałem, ale Paweł Jaroński wyłamuje się z jakichkolwiek definicji. To takie prace, które można traktować raczej jako plakat, kartkę, choć przecież za każdym razem opowiadają jakąś historię :) I to o tę historie tu chodzi. Jego zabawy językowo-graficzne są tak przewrotne, dowcipne, zaskakujące, inteligentne, że odkąd miałem kontakt z pierwszymi pracami (słynne już "Jestem podły" czy "To nie miłość"), gdzie tylko mogę reklamuje jego rysunki. Zdarzają się mu również kilku obrazkowe komiksy, ale to te pojedyncze plansze najbardziej mnie rajcują.

Z Targów w Krakowie przywieźliśmy pierwszy album do kolekcji i to z wyjątkową, bo niepowtarzalną rysunkową dedykacją - któż by inny spełnił tak groteskową prośbę córki, że nie chce swojej podobizny tylko pierniczka na kocie.
Lekcja polszczyzny i inteligentnej zabawy słowem, wyobraźni i czasem czarnego humoru. Pewnie z kolejnych targów wrócimy z kolejnym zakupem.
Poniżej znajdziecie przykłady jego prac - te gorszej jakości to z mojego albumu focone wczoraj w nocy komórką, gdy wpadłem na pomysł tej notki - wybaczcie, ale za to na końcu znajdziecie mały konkurs.

niedziela, 8 grudnia 2019

Taksówka, czyli czy w Wigilię można być samotnym?


Gdy udostępnia się na swoim blogu miejsce innym potem wychodzą różne kwiatki. Okazuje się że M. pisała już o tym spektaklu, więc jej tekst przeklejam tu. Tam pewnie pojawi się jakiś wpis filmowy - poinformuję o tym na pewno!

I jeżeli jesteście ciekawi co na temat Truciciela z Teatru Och sądzi M. to znowu musicie zajrzeć do mojego wpisu.

Chyba już wygaszam swoją aktywność teatralną do końca roku, niedługo będę robił jakieś podsumowania, ale zanim to nastąpi to jeszcze kilka rzeczy do opisania.
Na początek Teatr Soho i kultowy już spektakl "Taksówka". Pasujący klimatem do zbliżających się świąt, bo jego akcja dzieje się w Wigilię. Prosty pomysł dzięki świetnemu tempu, grze aktorów oraz dowcipowi w scenariuszu, dają fantastyczny efekt. Oto taksówkarz, który wyrusza w kolejną nocną trasę, nie wiedząc kogo spotka, z czym przyjdzie mu się zmierzyć. Oczekiwania na klientów umila mu słuchanie radia - niestety jakiś ciul urwał mu antenę i teraz łapie jedynie jedną stację, w której didżej strasznie smęci. Zdaje się, że ma doła z powodu dyżuru który przypadł mu w udziale. A może i tak nie miałby za bardzo z kim spędzić tego wieczoru? Puszcza muzę i opowiada o najbardziej żenujących życzeniach świątecznych, coraz bardziej markotny i samotny...

czwartek, 5 grudnia 2019

Niewidzialni. Białe morze - Roy Jacobsen, czyli serce wciąż bije


Skoro było przez kilka dni o kobietach nieprzeciętnych, to dorzucam do kompletu jeszcze jedną. Tym razem jedynie bohaterkę literacką, ale czy to jej coś umniejsza? "Białe morze" jest kontynuacją "Niewidzialnych", ale o ile tam obserwowaliśmy losy całej rodziny, to tu w centrum pozostała tylko ona. Ingrid została sama na wyspie Barrøy. Tu się wychowała i dobrze jej z tym rytmem życia, z surowymi, ale znanymi warunkami, z tym że jest niezależna od nikogo. Samotność jej nie doskwiera, choć gdy nagle odkryje, że nie jest na wyspie sama, poza przerażeniem odczuje też odrobinę radości. Ma w sobie ogromną potrzebę opiekowania się innymi, nawet kosztem zapominania o sobie. I nie chce nic w zamian. Może poza tym, żeby od czasu do czasu móc się do kogoś przytulić. Gdy za oknem zimno to najlepszy sposób na to by odczuć w sercu spokój i szczęście.

Burza w Narodowym, czyli... ech, szkoda


Spektakl w Teatrze Narodowym, którego nie umiem opisać. Zwabiona tytułem i autorem… poszłam, zobaczyłam i oniemiałam. Jednak nie z zachwytu. Nie umiem powiedzieć co mnie w tym spektaklu zniechęca, bo przecież nie gra aktorska, ta była wyborna – na scenie śmietanka, elita wykonawców, każda kwestia przez nich wypowiedziana trafia do widza, nienaganna dykcja, kreacje aktorskie na najwyższym poziomie. Jerzy Radziwiłowicz jako Prospero, Mariusz Benoit jako Ariel/Kaliban, Jan Frycz jako Antonio i Mariusz Bonaszewski jako Trinkulo to przecież aktorzy nietuzinkowi, oni stoją na scenie i mówią swoje kwestie po mistrzowsku, a my w zasłuchaniu, skupieniu je chłoniemy, analizujemy, wchodzimy w świat ich kreacji. 

środa, 4 grudnia 2019

Hedda Gabler, czyli... klasyka w mistrzowskim wykonaniu

Dwa lata temu oglądałam to przedstawienie w ramach transmisji National Theatre Live z Londynu, gdzie rolę główną kreowała Ruth Wilson i sądziłam, że jej kreacja będzie nie do pobicia. Zaczynam jednak się wahać…

Od zawsze lubiłam Ibsena, lubię jego bohaterów niejednoznacznych w postawach i działaniach, wyrywających się ze schematów myślowych, narzuconych norm społecznych, często postaci irracjonalnych. Ibsen według mnie jest ponadczasowy. „Hedda Gabler”, ta sztuka może się dziać tu i teraz, a także w przeszłości i przyszłości, może dziać się w każdym zakątku świata albo nigdzie. Mam słabość do Ibsena i jego postrzegania świata. Dlatego wybrałam się na „Heddę Gabler” w Teatrze Narodowym w reżyserii Kuby Kowalskiego dla porównania ze spektaklem z Londynu i to był strzał w dziesiątkę.

wtorek, 3 grudnia 2019

Boznańska. Non finito - Angelika Kuźniak, czyli kobiety nietypowe cz. 2


Kolejna kobieta nieprzeciętna. Ekscentryczna. A może po prostu trudna do uchwycenia i zrozumienia?
Angelika Kuźniak nie pisze biografii typowych, bywa mniej lub bardziej poetycko, szuka jakiegoś pomysłu na swoją bohaterkę, czasem to wyjdzie, a czasem nie. Tym razem moim zdaniem wyszło co najwyżej średnio. Czy dowiemy się czegoś nowego o Oldze Boznańskiej? Nie. Czy autorka zainteresuje nas jakimiś ciekawymi pytaniami? Tak. Czy uzyskamy na nie odpowiedzi? Nie. I tak można by jeszcze ciągnąć.
Sięgając po różne dokumenty, wspomnienia, porządkując źródła, nadaje całości kształt, który intryguje na równi z samą bohaterką. Mimo potwierdzonych faktów, dociekliwości autorki, która stara się w wielu miejscach cytować konkretne osoby obok ich opinii lub opisów wydarzeń, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że sama bohaterka trochę wymyka się próbom uporządkowania, opisania, z wszystkimi odpowiedziami na nasze pytania.

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Kobiety nieprzeciętne cz.1, czyli Nico 1988, Runaways i Westwood

Spektakl na podstawie książki Rogozińskiego musi jeszcze chwilę poczekać na swoją notkę, a ja z masy różnych szkiców wyborem dziś coś filmowego. A jutro ciąg dalszy kobiet nieprzeciętnych.

Na początek "Westwood: punkówa, ikona, aktywistka”. Ta kobieta na pewno wymyka się schematom. Znana najbardziej ze swoich projektów ubrań, kojarzona ze światem mody, od początku chciała być sobą, łamać stereotypy. Punk na salonach? Możemy się śmiać z niektórych jej pomysłów, ale trudno nie bić jej brawa za odwagę, za pewną bezczelność. Ma w sobie pasję i choć dziś jej ubrania są raczej marką na masową skalę (a chciała przecież tego uniknąć), to mimo wieku wciąż potrafi głośno wyrażać swoje zdanie i czasem wyrzucić cały projekt do kosza. Pieniądze to nie wszystko. Ona zaznała i klepania biedy i kapitalistycznego zachłyśnięcia sukcesem. A dziś zmaga się z prawami rynku, który czasem stawia ją przed wyborami, których nie akceptuje.