Co jakiś czas pojawiają się produkcje, w których scenariusz można by sprowadzić do wędrowania z punktu A do B i zdania się na to co wydarzy się po drodze. Zwykle jednak stoi za tym jakaś poruszająca historia o zmianie jaka się w bohaterach dokonuje, o pokonywanym trudzie, walce z samym sobą itp. itd. The North, bo taki jest oryginalny tytuł produkcji, którą wprowadza na ekrany Gutek Film mam wrażenie iż z założenia miał być trochę inny. Surowe krajobrazy Szkocji mogą zachwycić, ale ten film nie próbuje do nas się jakoś umizgiwać w stylu "zobacz jak jest pięknie". Bez ścieżki dźwiękowej, kompletnie ignorując zasady typu "po deszczu zawsze pokaż piękne słońce", chwilami jakbyśmy uczestniczyli w paradokumencie. Te pogaduchy po drodze to jakoś ot tak, naturalnie, a nie żaden tam wykoncypowany scenariusz... Może przesadzam, ale naprawdę można odnieść takie wrażenie.
Notatnik kulturalny
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
wtorek, 16 czerwca 2026
poniedziałek, 15 czerwca 2026
Blue Sky Mentality - Good Neighbours, czyli lato idzie kochani
A co mi tam, muzycznie ostatnio w zupełnie innych klimatach, ale lato i wakacje mają swoje prawa i musi znaleźć się coś lżejszego, prawda? I co z tego, że może nie powala oryginalnością? Za to nóżka się kiwa i słucha się sympatycznie no i od pierwszych dźwięków od razu robi się wakacyjnie.
Jest optymistycznie, tanecznie, radośnie i tak właśnie ma być. Nawet jeżeli w tekstach jest trochę poważniej. Ma po prostu wpadać w ucho.
I nie marudź że to brzmi jak muzyka z sieci fastfoodowej gdzie chyba AI im po prostu wszystko produkuje, nie mów że nie zapamiętasz żadnego utworu na dłużej. Jakby Ci grali go po kilka razy na dobę, jak inne "przeboje" to być zapamiętał a może i pokochał. Takie to już czasy że lubi się głównie to co znane...
niedziela, 14 czerwca 2026
Złotowłosy, czyli pomarańczowe znikanie w Czarnej Dziurze
Nowe miejsce na kulturalnej mapie Warszawy, czyli „Przestrzeń 71” to tymczasowa siedziba Teatru Druga Strefa na czas remontu - Modzelewskiego 71. Jednak atmosfera ta sama – kameralne wnętrze, uśmiechnięci ludzie, dyrektor sprawdza bilety
Spektakl „Złotowłosy” to coś pomiędzy monodramem a muzodramem. Intymna opowieść dopełniana dźwiękiem. Opowieść o dziecku/mężczyźnie z włosami koloru starego złota… czyli rudym. Opowieść rozpięta między dzieciństwem w objęciach kochającej matki a wiekiem przed pięćdziesiątką, kiedy zaczynamy spoglądać na nie wstecz. Kiedy zaczynamy wspominać i rozliczać: czego w naszym życiu było najwięcej, co najlepiej pamiętamy, do czego przywykliśmy nawet wbrew sobie.
sobota, 13 czerwca 2026
Gorath. Uderz pierwszy - Janusz Stankiewicz, czyli zabijam choć tak naprawdę wcale tak bardzo tego nie lubię...
I tak oto poznajemy gościa, o którym niewiele wiemy, gdy przyciśnięty trochę do ściany podejmuje się zadania, które będzie wymagać od niego by wkraść się w szeregi pewnej bandy. Nie będzie to proste, bo najpierw musi udowodnić że jest równie bezwzględny jak oni, a potem gdy już go zaakceptują i będzie znał ich sekrety, ma doprowadzić do zlikwidowania całej grupy. Toż to misja wyglądająca niczym czystej wody samobójstwo, takie połączenie pracy pod przykrywką z glejtem "wszystko ci wolno" byle zadanie zostało wykonane.
A my w dodatku czujemy, że Gorath nie lubi być stawiany pod ścianą i od początku ma ochotę wykręcić jakiś numer, byle tylko wywinąć się z całej tej historii bez noża wbitego w pierś albo co gorsza w plecy.
piątek, 12 czerwca 2026
Złodziej czasu. Łowcy tajemnic - Michał Kuźmiński, czyli to miały być najgorsze wakacje w ich życiu
Zwykle jednak to jest ta "wielka" historia, znane wydarzenia, które ktoś próbuje przybliżyć młodemu czytelnikowi. Trudniej przecież nie opowiadać jedynie o bohaterstwie, zwycięstwach czy klęskach, ale pokazać losy zwykłych ludzi, opowiedzieć o konsekwencjach tych wydarzeń.
To właśnie może spodobać się w Złodzieju czasu, który zdaje się jest pierwszym tomem większego cyklu. To historia dwójki dzieciaków: jedenastoletniej Doroty i siedmioletniego Daniela, których rodzice postanowili po raz pierwszy wysłać na wakacje do dalszych krewnych. Bez nich? Bez atrakcji? Na wieś? Nie zagranicę? No jak to?
czwartek, 11 czerwca 2026
Harry Hole, czyli dwa oblicza policji
Niby załapałem się na parę tomów najsłynniejszego cyklu Jo Nesbø i podobało się to co w nich znalazłem, jednak jakoś nigdy nie stałem się jakimś zagorzałym fanem, czyli nie zaskoczyło mnie to tak bardzo, bym uznał te kryminały za wyjątkowe. Może dlatego do ekranizacji podchodziłem bez wielkich emocji i obaw, bo wiadomo że trudno sprostać oczekiwaniom znających książki na wylot. Podchodząc spokojnie do tego co przygotował Netflix, powiem że wyszło całkiem nieźle, choć warto by pewnie popracować nad pewnymi detalami, bo mogą wydawać się widzom mało wyjaśnione i jakby wprowadzone na siłę.
Tobias Santelmann jest bliski temu jak wyobrażałem sobie bohatera, pokazano jego dość specyficzny stosunek do otoczenia i podejście do pracy, bardziej intuicyjne niż proceduralne. A że trochę trudno uwierzyć w to, że raz pije na umów a potem spokojnie potrafi odstawić alkohol i funkcjonować niczym supermen, to już przemilczmy. W kryminałach skupiamy się przede wszystkim na fabule oraz na tym czy zakończenie będzie zaskakujące i czy nie rozczaruje.
wtorek, 9 czerwca 2026
Akord - W.P. Rdzanek, czyli żeby ratować ludzkość niektórzy akceptują konieczność ofiar
Rdzanek zdaje się pokusił się na coś podobnego co napisał Szamałek, czyli dość rozbudowaną i bogatą w różne wątki trylogię, w której poza trzymającą w napięciu akcją, stara się też ostrzegać przed różnymi zagrożeniami. Tyle że Ukryta sieć była czymś w rodzaju thrillera kryminalnego, a w trylogii Rdzanka tempo jest szybsze, przeskakujemy z jednej lokacji do kolejnej, a co do ostrzeżeń chwilami ma się wrażenie, że fantazja trochę autora poniosła. A może to tylko moje wrażenie?
Generalnie czyta się to fajnie, choć chwilami mam wrażenie że można by było dopracować sceny i dialogi, żeby nie były tak sztuczne. O pierwszym tomie pisałem tak. Dzieje się sporo, intryga jest gęsta, a nawet jeżeli coś wydaje nam się mało prawdopodobne lub naciągane, zrzućmy to prostu na pewną konwencję gatunkową. W końcu nie od dziś zagrożenia i ich źródło w literaturze sensacyjnej jest trochę wyolbrzymiane - to z jednej strony ostrzeżenie, ale i pewnego rodzaju demonizacja, by "nasi" wypadli bardziej bohatersko. Kupuję też wykorzystywanie odwołań do tego co napisali inni, zwłaszcza że jest to świadoma gra - w końcu postacie też czytają i mogą się porównywać z jakimiś postaciami (Lisbeth Salander).
Powracają postacie z tomu pierwszego, ale autor zbudował wszystko tak, że to niezależna powieść. Niby lepiej czytać po kolei, to jednak oddzielne historie. Kapitan ABW Zygmunt Fiszer zajmujący się cyberzagrożeniami, Ewa Dzik z Policji, która ma pomaga, zaprzyjaźnieni z nimi od poprzedniej historii znany adwokat, jego miłość i uzdolniona artystka, czy uzdolniony informatyk, czy jego była dziewczyna, pracująca również w kancelarii adwokackiej, powrócą w mniejszych lub większych fragmentach, by pomóc w rozwiązaniu sprawy.
poniedziałek, 8 czerwca 2026
Czytając Lolitę w Teheranie, czyli jakie myśli kryją się pod hidżabem
Tak wiele dobrego słyszałem o powieści Czytając Lolitę w Teheranie, że po ekranizacji sporo sobie obiecywałem. O ile nic nie wiedzieliście o sytuacji w Iranie, o rewolucji islamskiej, o sytuacji kobiet, może i znajdziecie tu coś ciekawego dla siebie, jeżeli jednak cokolwiek już na ten temat wiecie, obawiam się że podobnie jak ja będziecie ciut rozczarowani. Oczywiście można by rozpatrywać ten film pod względem aktorstwa, zawartych w nim emocji, jeżeli jednak na etapie scenariusza nie znaleziono dobrego pomysłu na to jak pokazać pewne rzeczy, potem już niewiele można było zrobić. Po prostu poza postacią głównej bohaterki, czyli wykładowczyni literatury angielskiej, pozostałe postacie pozostają dla nas dość zagadkowe, niewiele się o nich dowiemy. I nawet jeżeli pojawi się jakiś dramatyczny wątek, to nie budzi on wielkich emocji, skoro to dla nas postacie prawie anonimowe.
Uh oh - Patrick Watson, czyli gdy sam tracisz głos
Jak trafiam na różne rzeczy muzyczne? Czasem przychodzi na skrzynkę info o nowościach płytowych, ale dużo częściej ostatnio korzystam ze Spotify, sprawdzam, szukam, jeżeli coś się gdzieś pojawi i jak zaciekawi to słucham w większej dawce. A jak nie zaskoczy? To idę dalej, ale czasem klikając: pokaż podobne. I tak miałem przy tym odkryciu: sprawdzałem sobie gdzieś poleconą nazwę The Cinematic Orchestra, jakoś nie zażarło od razu i kliknąłem dalej na podobne... I oto przypadkiem trafiam na kanadyjskiego artystę którego krążek zachwyca mnie klimatem, intymnością, różnorodnością. Czasem to coś zbliżonego do kochanego przeze mnie Beirutu, czasem coś dużo bardziej kameralnego. I może właśnie w tej różnorodności jest siła?
Peter Watson miał przez pewien czas duże trudności z głosem, nie mógł nagrywać, a nawet mówić, nie załamał się jednak, tylko wpadł na pomysł by zaprosić do współpracy innych wokalistów. i tak właśnie powstał ten przedziwny album. Koniec kariery? Zrobię to na własnych zasadach. Na szczęście również i on mógł się pojawić po tych kilku miesiącach lęku ze swoim głosem.
niedziela, 7 czerwca 2026
Aglo. Bańką po Śląsku - Zbigniew Rokita, czyli pamięć, nostalgia, odrębność
sobota, 6 czerwca 2026
Czas pokaże - Mart Kozłowska, czyli ostatni normalny człowiek na ziemi
To dziś jeszcze jedna zaległa lektura i druga notka jakoś nawiązująca do klimatów fantastycznych. Choć nie wiem czy Marta Kozłowska by się nie obraziła za wpisanie jej w jakieś ramy gatunkowe - rzeczywiście z nich czerpie dość swobodnie, a zamiast grozy raczej spodziewajcie się satyrycznej postapokalipsy.
Cieniutka książka potrafi jednak zaskoczyć, trochę właśnie przemieszaniem scen brutalnych i aż przerysowanych, z tonem w jakim zmierza, bo ten ma raczej prawie dydaktyczny smrodek. Im bliżej finału i im więcej wiemy (czy też domyślamy się) o co w tym wszystkim chodzi, tym bardziej jej diagnozy mogą rozczarować i okazać się zbyt miałkie. Może gdyby początkowy horror i zagadkowość utrzymać było ciekawiej?
Malowany człowiek t. 2 - Peter V. Brett, czyli niech cię mrok pochłonie za dzielenie książki na pół i wydawanie jako dwóch tomów
Niezależnie od kretyńskiego pomysłu dzielenia książek na połowy i wydawania oddzielnie (koszmar), skoro na razie utknąłem w Pustynnej włóczni, czyli kontynuacji Malowanego człowieka, to przecież winien jestem i sobie i Wam choć kilka zdań na temat drugiego tomu. Przeskakiwanie od jednej postaci do drugiej na pewno trochę wybija z rytmu, domyślamy się jednak przecież że ich losy prędzej czy później się splotą. O ile w pierwszym tomie mieliśmy do czynienia z małolatami, którzy dopiero uczyli się życia, teraz widzimy ich już silniejszych, bardziej pewnych siebie, nie tylko przekonanych co do tego że z otchłańcami trzeba walczyć, ale i potrafiących zmotywować do tego samego również innych. Czujemy po prostu, że każde z nich będzie miało tu do odegrania ważną rolę, ale i różne będą ich ścieżki. Samotna walka, czy dar pociągania za sobą innych, dodawania otuchy i odwagi. A może umiejętność leczenia, tak potrzebna, gdy wszyscy uważają, że nawet najmniejsza rana oznacza skazanie na śmierć...
piątek, 5 czerwca 2026
Negatyw - Mariusz Kanios, czyli tego już nie da się naprawić?
Podobno to domknięcie trylogii i nie będzie już powrotu do bohatera, który po porzuceniu kapłaństwa poszedł wcielać ideały i wartości do prokuratury. Szkoda, ale rozumiem też autora, który nie chce zarżnąć historii, chcąc pozostawić czytelników z jak najlepszymi wrażeniami. Trzy historie z Michałem Stróżem, każda trochę inna, mają wszystko to co lubi się w kryminałach, jakieś ciekawe tło społeczne, zagadkę do rozwikłania, umiejętnie rozłożone akcenty pomiędzy akcją współczesną, a powolnym ujawnianiem tego co doprowadziło do tragedii.
Tym razem Kanios wszedł w świat używek, osób z uzależnieniem oraz tych, którzy na nich żerują. To często tragedie całych rodzin, szczególnie jeżeli w świat narkotyków wchodzą ludzie bardzo młodzi, jeszcze nieletni. Społeczeństwo bardzo często lubi szybko osądzać: skoro ktoś kradnie, prostytuuje się, stracił dom, jest zdolny do wszystkiego by zdobyć kolejną działkę, raczej nie zasługuje na zaufanie i pomoc, no chyba że sam zdecyduje się na proces leczenie i udowodni że poradził sobie z problemem. Tymczasem często potrzebna jest ta pomoc już na etapie podejmowania decyzji o leczeniu, by poradzić sobie z rzeczywistością która wydaje się bez wyjścia, by zobaczyć nadzieję, by opanować lęk.












