W niedzielę pisałem o Kandydacie Żulczyka, gdzie mamy obraz prezydenta Polski, a oto powracamy na najwyższy urząd tyle że we Włoszech. Paulo Sorrentino kreśli jednak zupełnie inny obraz - oto człowiek powszechnie szanowany, uznawany za wyrocznię w dziedzinie prawa, choć z wiekiem wydaje mu się że coraz bardziej nie nadąża za rzeczywistością, która tak szybko się zmienia. Oczekiwania by podejmował odważne decyzje, najwyraźniej są dla niego ciężarem, wolałby końcówkę swojego urzędowania potraktować jako spokojne żegnanie się z władzą, bez żadnych gwałtownych ruchów, żeby nikogo nie drażnić.
Czy więc to film o odwadze i jej braku? A może o rozsądku i spokoju, towarzyszącemu dojrzałości? Wbrew pozorom w bohaterze filmu kotłuje się całkiem sporo emocji, jednak dotyczą one głównie przeszłości - wciąż na przykład przeżywa to że 40 lat temu został zdradzony przez żonę, po której śmierci mocno tęskni. Tą jego samotność wyczuwamy dość mocno, choć wybuchy zazdrości są sporadyczne, częściej to jakaś nostalgia w jaką wpada, może również lęk przed jakimiś radykalnymi zmianami.
Notatnik kulturalny
wtorek, 3 lutego 2026
La Grazia, czyli do kogo należą nasze dni
poniedziałek, 2 lutego 2026
Za kim idziesz - Hańba, Hiob Dylan, czyli orkiestra uliczna tym razem bardziej po amerykańsku
Najnowszy krążek Hańby to efekt współpracy z Hiobem Dylanem, songwriterem który od kilku lat zdobywa popularność na polskich scenach ze swoim banjo. Sporo tu jego numerów (jak choćby Polska B), ale w zupełnie innych aranżacjach, z szalonym rytmem, energią i naturalnością jaka z tego materiału bije.
Chłopaki z Hańby, dotąd znani z radykalnych tekstów, punkowo-folkowej muzyki, tym razem trochę skręcają ku amerykańskim brzmieniom, to wciąż jest jednak muzyka ulicy. Rytm, melodia, instrumenty nie wymagające żadnego prądu, nagłośnienia, po prostu czysta zabawa. Tyle że więcej country i bluegrass z punkową energią. No może klarnet i akordeon sprawiają że to wciąż jest takie nasze, swojskie.
niedziela, 1 lutego 2026
Kandydat - Jakub Żulczyk, czyli teatr pozorów i patologiczny koszmar
Niech się nie ekscytują więc ci, którzy mieli nadzieję: ach, wreszcie ktoś odważnie dołoży tym ..., pokaże ich zakłamanie, układy i brudne interesy. To nie jest panflet na prezydenta, na popierające go ugrupowanie. To raczej dramat, w którym widzimy ile bólu, samotności, pychy i kompleksów jest we wszystkich uczestnikach tej gry zwanej władzą.
Bohater Żulczyka jest niczym schodzący przez kolejne poziomy piekła, nigdzie nie znajdując nadziei, wsparcia czy iskry jakiejś siły będącej alternatywą. Polityka, media, służby, niezależnie czy jest to jedna czy druga opcja, prawicowi fanatycy, czy ci którzy sami siebie uznali za elitę intelektualną przemian po roku 1989, moralną wyrocznię, jedynych którzy mają rację, w Kandydacie jawi się jako bagno, w którym każdy myśli tylko o sobie, o władzy, o pieniądzach, o jakichś korzyściach. Gdzie tu państwo, społeczeństwo, gdzie ludzie? No przecież ci maluczcy są tak głupi i nieistotni że nie ma co się nimi przejmować. Liczą się tylko masy, którymi można manipulować. Kłamać, zaprzeczać, preparować fakty, prowokować, ogłaszać wyroki. A gdy ktoś zasługuje na uwagę, szuka się sposobu by go kupić lub zastraszyć.
sobota, 31 stycznia 2026
Podniebna krucjata - Paul Anderson, czyli w imię króla, naszej wiary no i na pohybel wrogom
W ramach serii Wehikuł Czasu od Wydawnictwa Rebis coraz częściej trafiam na tytuły, które znam jeszcze z lat 80 czy początku 90, gdy mieliśmy wysyp różnych powieści z zagranicy, wydawanych dzięki pasjonatom. Przypominam więc sobie te emocje jakie towarzyszyły mi przy lekturze gdy miałem lat naście i gdy dzięki starszemu bratu, który kupował fantastykę, mieliśmy nawet ładnie oprawione książki zszywane z kartek zamieszczanych w tym piśmie.
Okładka Podniebnej krucjaty już trochę zwiastuje Wam treść - konfrontacja średniowiecznych rycerzy z przybyszami z kosmosu. O ile jednak przewaga technologiczna z góry jak zakładamy daje przewagę obcym w takim starciu, Anderson trochę kpiarsko prowadzi historię w zupełnie innym kierunku. Determinacja ludzi pragnących zniszczyć "bezeceństwo", które może chce spalić ich domy, doprowadza do wymordowania przybyszy i zajęcia statku. Ba, od pojmanego jeńca żądają by przetransportował on ich do Francji, już licząc na to jak zadrży z przerażania odwieczny wróg Anglików.
czwartek, 29 stycznia 2026
Żyj teraz! czyli afirmacja życia
MaGa: Samo wejście do sali im. Emiliana Kamińskiego w Teatrze Kamienica nie pozostawia nas obojętnymi. Każdy schodek okraszony krótką sentencją daje nam nadzieję, wiarę i miłość. Nadzieję, że podołamy, wiarę, że wszystko nam się uda i zapewnienie, że miłość jest na wyciągnięcie ręki. Trzeba jedynie poczynić pierwszy krok. Świadomy i zdecydowany.
Robert: To przesłanie - Żyj teraz, może gdzieś indziej pobrzmiewać sztucznie, jak recepta od coacha, który weźmie za to grube pieniądze. Odbieramy to jednak inaczej gdy stoją za tym konkretne przykłady, historie które mogą motywować, pokazują nam że warto podjąć jakąś walkę, choćby wygrany był tylko jakiś określony odcinek czasu. To od nas zależy jak go przeżyjemy, wykorzystamy, jak zapamiętamy go my i jak zapamiętają go inni.
Szukać tego co ważne, tego co naprawdę wartościowe - miłości, więzi, nadziei, przyjaźni, bliskości, szczerości, wsparcia, bycia razem. W czasach gdy w teatrach dominują sztuki lekkie, rozrywka, zafundować coś innego, coś z przesłaniem, wymaga sporo odwagi. Tym bardziej jednak trzeba to docenić.
wtorek, 27 stycznia 2026
Rodzina do wynajęcia, czyli ważne jest nie tylko zlecenie, ale powód jego powstania
Brendan Fraser po zdobyciu Oscara chyba potrzebował jakiejś odmiany, ale powiem Wam że nie zależnie od krytyków krzywiących się na Rodzinę do wynajęcia, jego wrażliwość wciąż robi robotę i sprawia że ten film porusza. Jego bohater to człowiek, który jest samotny, w obcym kraju, niespełniony aktor pragnący sukcesu. Przybył tu dla roli w ekranie, nauczył się języka, jego życie jednak trudno uznać za spełnione. Obserwuje ludzi, uśmiecha się, może zazdrości, wciąż jednak pozostaje kimś trochę z zewnątrz, kto raczej ani ich nie rozumie, ani nie stanie się jednym z nich.
Punktem przełomowym będzie zatrudnienie w firmie, gdzie będzie jako aktor wynajmowany do odgrywania różnych ról w życiu zwyczajnych ludzi. Dla nas może to być kompletnie niezrozumiałe i trudne do zaakceptowania, w Japonii jednak postrzeganie społeczne, to co myślą inni, jest na tyle ważne, że czasem uważa się iż warto pokusić się o pewnego rodzaju odegranie przedstawienia, by mieć święty spokój. A może to też element poprawienia własnego samopoczucia, w kraju gdzie problemy psychiczne, szukanie pomocy, jest uznawane za powód do wstydu. Zderzenie mentalności Japończyków, z Amerykaninem, raczej dość twardo stojącym na ziemi, nie bawiącym się w jakieś emocjonalne gierki, tylko walącym prosto z mostu, jest tu okazją do ciekawych konfrontacji, czasem powodem do uśmiechu.
niedziela, 25 stycznia 2026
Tym. Wolałbym być psem - Ryszard Abraham, czyli nie tylko Ryszard Ochódzki
Urodził się w lipcu. Dokładnie 17 lipca. W Małkini... I choć nie przyjęto go do szkoły aktorskiej, właśnie z tą dziedziną był kojarzony bardziej niż z pisania, którym przecież zajmował się częściej.
Dla wielu kojarzony głównie z rolą z Rejsu, czy Misia, moje pokolenie jednak odnajdzie w jego biografii dużo więcej elementów, przy których powie, "no tak!" "to też on". Może czasem ze zdziwieniem sobie o tym przypomnimy.
Ryszard Abraham stara się zebrać różne aktywności Stanisława Tyma, przybliżyć nam go jako człowieka, który miał talent do ironizowania, do pokazywania różnych absurdów, ale przede wszystkim próbuje pokazać jego ogromną wrażliwość. Czasem bowiem bywają satyrycy, komicy, którzy z tego co robią starają się zbić jakąś swoją popularność, zyskać przede wszystkim sławę. Tym był inny - raczej starał się pokazywać jakieś idiotyzmy po to by można było je zmienić, byśmy zaczęli się przeciw nim buntować, choćby obśmiewając. Nie miał w sobie jadu, pretensji do kogokolwiek, nie wyszydzał, dopominał się jednak o szacunek, godność człowieka, którego czasem machiny urzędnicze, systemowe traktowały niczym odpad. Wtedy potrafił kłuć piórem i słowem bardzo celnie.
sobota, 24 stycznia 2026
Księżycowy pył - Arthur C. Clarke, czyli Ziemio, mamy problem
Potraktowałbym ją po prostu jako kolejną lekturę S-F, w której akcja jest na pierwszym miejscu, bo autor niewiele więcej ma do przekazania, brakuje mu nawet jakichś pomysłów na podkręcenie napięcia, wytworzenie jakiegoś klimatu. Ojej, grozi nam śmierć. O, jednak może jeszcze nie teraz. A jednak mamy tylko dwie godziny a nie dobę by nas uratowano...
No nie wyszło to za specjalnie autorowi. Może i pomysł miał dobry - jakaś katastrofa i akcja ratunkowa, a sceneria księżyca wprowadza dodatkową magię i sprawia trudność, ale brakuje w tym czegoś co by budziło prawdziwe emocje. Już w Ramie udało się to dużo lepiej, ale tam więcej miejsca było na tło, na tajemnicę.
piątek, 23 stycznia 2026
Hamnet, czyli miłość w cieniu rozpaczy
Wczoraj nominacje do Oscarów i bez zaskoczeń - Hamnet zarówno w kategorii film, reżyseria jak i za role główne ma mocne szanse na wygraną. Jessie Buckley zagrała naprawdę wybornie, a ja muszę przyznać iż historia może i mało skomplikowana, to jednak porusza serducho. Nie mówcie: to kolejny "Zakochany Szekspir" zanim obejrzycie. To nie tyle opowieść o słynnym dramatopisarzu, o jego losach, tworzeniu, czy nawet o romansie, a raczej próba uchwycenia tego jakim mógł być człowiekiem, co go ukształtowało. Przez chwilę będziecie widzieć jak próbuje tworzyć, w finale ogromną rolę gra jedna z jego sztuk, ale to co tworzy prawie w całości ten obraz to życie codzienne - rozmowy, zmaganie się z problemami, posiłki, zabawy z dziećmi, radości i przeżywane tragedie. Jego i jego ukochanej.
Dwoje wrażliwych ludzi, gdzie każde ma dobre wyczucie tego co siedzi w tym drugim, nie próbuje go zmieniać na siłę. Agnes od zawsze silnie była związana z naturą, nawet postrzegano ją jako lekką zwariowaną córkę wiedźmy, nie można jednak zarzucić jej tego że była złą gospodynią czy matką. A William? Trochę lekkoduch, marzyciel, męczący się pod okiem surowego ojca w jego biznesie, a dzięki temu że żona go wspierała i w niego wierzyła, uciekł do miasta, by tam spróbować czegoś innego. W tym się odnalazł, nigdy o nich jednak nie zapomniał, wszelkie środki wysyłając do domu, dbając żeby miały wszystko co im potrzebne. Taki mąż i ojciec, który trochę z przymusu, a może i trochę pragnąc wolności, jest z nimi szczęśliwy o ile nie musi być na stałe, bo zaraz by wszystko go drażniło. On jest ponad wieś, obowiązki gospodarza, martwienie się o spiżarnię.
Żyją jakby obok siebie, różni, a jednak uzupełniając się, kochając tak mocno że czas tego nie zmienia.
Nie znam jeszcze powieści Maggie O’Farrell, która była podstawą do scenariusza, ale mam wrażenie że to może być przypadek podobny do Snów o pociągach, o których pisałem kilka dni temu, gdzie udało się wydobyć z materiały literackiego dużo więcej nawet niż by wynikało z samej treści książki.
czwartek, 22 stycznia 2026
Żywy czy martwy, czyli na noże tym razem na polu wiary
Kiedyś przyjąłem sobie taką zasadę, że każda notka musi być recenzją i poza nielicznymi wyjątkami krajoznawczymi (a więc polecajką ale turystyczną) starałem się tego trzymać. Czasem więc muszę gdzieś coś wkleić, dopisać, przenieść, w celach porządkowych więc informuję iż świeży wpis o dramacie psychologicznym Pamięć pojawił się nie jako nowy wpis, tylko gdzieś w archiwalia. Znajdziecie go tu.
U mnie trochę intensywniejszy czas filmowo, wzruszam się przed dużym ekranem (napiszę o jednym z takich wzruszeń jutro), czasem się nudzę przed małym ekranem (Coben nie zawsze da się przełożyć na dobry serial, ale o tym za tydzień). Ja już myślami przy niedzieli i finale WOŚP (tu macie nasze aukcje), ale zapas tematów mam nie tylko do końca stycznia, ale i na pół kolejnego miesiąca. I kolejne rzeczy w czytaniu... Może i teatr się trafi.
A dziś trzecie odsłona hitu Netflixa czyli Na noże. Każda stanowi odrębną historię, ale łączy je detektyw, grany przez Daniela Craiga. Poprzednie części raz zachwycały bardziej, raz mniej (znajdziecie linki w obejrzanych na górze), a jak wyszło teraz?
środa, 21 stycznia 2026
Przerwana gra - Wojciech Nerkowski, czyli zamach podczas Konkursu Chopinowskiego
Książka trafiła na licytacje które wraz z przyjaciółmi co roku przygotowuję na finał WOŚP - w tym roku to aż 130 tytułów i wszystkie z autografami - udało się jednak, podobnie jak kilka innych tytułów jeszcze ją szybko połknąć.
I powiem tak: doceniam pomysł, bo poza Severskim u nas mało kto sięga po budowanie akcji wokół służb specjalnych, a tu jeszcze dość zaskakujące połączenie takiej sensacyjnej fabuły z muzyką Chopina, która będzie nam towarzyszyć jako tło. Sporo jednak psuje fakt iż bohatera autor tak łatwo wikła w romans z "obiektem", który ma ochraniać. Niezależnie czy jest to tak jak w tym przypadku związek homoseksualny czy byłby to związek heteroseksualny, jest to kompletnie nieprofesjonalne i za coś takiego raczej wylatuje się z pracy. A tu? Proszę - wszyscy przymykają oko, żartują i poklepują po ramieniu. Bohater nawet się specjalnie nie kryje z uczuciami w przestrzeni publicznej.
wtorek, 20 stycznia 2026
Jay Kelly, czyli staję teraz przed wami...
Miałem co prawda pisać o zupełnie innym tytule, ale ponieważ wtorkowy kącik dla wytrawnych kinomaniaków jest dość pojemny to pomieści również rzecz trochę bardziej komercyjną, którą zwróciła moją uwagę.
Nazbierało się zresztą sporo produkcji bardziej rozrywkowych, więc notek filmowych może będzie więcej w najbliższym czasie.
Czemu napisałem że Jay Kelly zwrócił moją uwagę? Bo mimo pewnych klisz i chwytów, które zastosowano, doceniam pomysł i klasę Clooneya by się z nim zmierzyć. Każdy aktor chętnie pewnie by sobie zafundował u szczytu kariery coś takiego gdzie może pokazać się trochę autoironicznie i sentymentalnie. Choć przecież nie gra siebie samego, to zarazem gra, bo tytułowy Jay Kelly żongluje jego wizerunkiem z przeszłości i jego dorobkiem. Amant, aktor kina akcji, przystojniak, który starzeje się z wyjątkową klasą, pokazuje kulisy tego swojego świata.
poniedziałek, 19 stycznia 2026
Antidepressants - Suede, czyli bynajmniej nie dołuje
Dziesiąty już album tej kapeli, to już bardziej emeryci niż młoda kapela po której byśmy spodziewali się takiej dawki energii, a tu proszę.
W duchu takich gigantów jak Cure czy The Smiths Suede też w tekstach dotyka różnych lęków i emocji jakie kotłują się czasem w głowach ich liderów, muzycznie też nawet pewnie można by znaleźć podobieństwa, choć chyba więcej w tym zarówno kopa jak i mroku, może bliżej im do punk rocka?












