Idealna propozycja na wtorkowy kącik wytrawnego kinomaniaka, bo Quentin Dupieux to twórca na tyle specyficzny, że niby wszystkich może bawić, ale w większej dawce jednak sporo ludzi będzie się drapać po głowie i narzekać że to jednak zbyt dziwne.
W przypadku Wypadku fortepianowego w sumie nawet tego śmiechu nie będzie aż tak dużo, to rzecz w której nawet jeżeli się on pojawia, schodzi potem on z twarzy. Obserwujemy kobietę, która przyjeżdża do willi na odludziu, czujemy że ma kasę i może realizować wszystkie zachcianki, ma w sobie jednak nie tylko jakieś odpychające prostactwo ale i przewrażliwienie na swoim punkcie. Ona - wielka artystka jest kimś ponad przeciętność, zdaje sobie sprawę ze swojej popularności, ale nie ma zamiaru zniżać się do poziomu zwykłych ludzi. Mają podziwiać z daleka. I choćby jej asystent, sekretarz, stawał na głowie i spełniał wszystkie zachcianki, to i tak jest marudna i strzela fochy.
Przed państwem dwudziesty piąty album w dorobku Rolling Stones. Dinozaury wciąż dają radę i potrafią bawić się materiałem, choć ci którzy znają ich twórczość wskażą pewnie jak wiele tu motywów które po prostu wracają. Panowie nie muszą zaskakiwać niczym nowym, ale energii jaka jest w tych kawałkach mogą pozazdrościć nawet świeżaki, pełni buntu i zapału.
Chyba poprzedni krążek najbardziej zaskoczył i wzbudził sensację, ten jest jakby pewnego rodzaju kontynuacją. Weszliśmy do studia i po prostu dobrze się nam grało. Zaprosiliśmy paru znajomych (kurde Stonsom się nie odmawia, więc był i Robert Smith, Paul McCartney, Steve Winwood, czy Chad Smith z Red Hot Chili Peppers. Ba, Bruno Mars wpadł jedynie żeby zagrać na krowim dzwonku.












