piątek, 23 lutego 2024

Live in Carthage - Myrath, czyli egzotycznie i jakże ciekawie

Nie jestem znawcą muzyki metalowej, najczęściej sięgam po łagodniejsze klimaty, ale jeden z postów w skrzynce pocztowej mnie zainteresował na tyle, że zacząłem sprawdzać i nie ukrywam, że wpadła mi ta muza w ucho. Tunezja, elementy folkowe ze świata arabskiego i ostre gitary? Przecież to brzmi zaskakująco, prawda?
W oczekiwaniu na ich najnowszą płytę, która zdaje się ma pojawić się 8 marca, sięgam po album poniekąd przekrojowy, oddający ich umiejętności i pomysły, czyli album koncertowy.

Rzymski amfiteatr, siedem tysięcy publiki, która zna zespół, bo przecież grają u siebie, więc atmosfera kapitalna. Możemy jedynie domyślać się, że metalowcom w Tunezji raczej łatwo nie jest, więc fajnie, że ktoś ich zauważył, dał szansę i w tej chwili mogą promować swoją muzykę na całym świecie. 

czwartek, 22 lutego 2024

Listy z zaświatów, czyli grunt to zadać duchowi dobre pytanie

Dylemat: muzyka, teatr, film czy książka, rozstrzygam tym razem przewrotnie - na Notatniku kolejna gra. I nawet zastanawiam się czy nie stworzyć osobnej zakładki na górze, ale póki co wszystkie możecie znaleźć klikając po prostu na etykietę na dole.

Listy z zaświatów.
Tytuł intrygujący, prawda?
Mimo otoczki spirytystycznej, nie ma tu jednak żadnego okultyzmu i nic co by jakoś mogło czynić ten tytuł nieodpowiednim np. dla młodszych graczy. To zabawa w stylu odgadywania słów, naprowadzania podpowiedziami na rozwiązanie, czyli gra lokująca się gdzieś między Dixitem, Muzą, a Decrypto. W odróżnieniu od wielu gier kalamburowych nie ma jednak żadnych obrazków, a wszystko kręci się wokół słów. 

środa, 21 lutego 2024

Czy w pociągu, czy w Puszczy, czyli Bilet dla zabójcy i Otulina

Niby bardziej pasowałby czwartek na kryminały, ale zróbmy nową tradycję że na Notatniku będzie to środa. Dziś dwa polskie tytuły.
Wojciecha Wójcika polubiłem już jakiś czas temu, choć z góry uprzedzam, że jego powieści niejednokrotnie mocno są rozrośnięte w objętości, co nie przekłada się tak w 100% na budowanie napięcia. Nie korzysta ze schematów jak inni autorzy - miejsca, czasu, czy bohaterów, by odcinać kupony od jakiegoś wcześniejszego swojego sukcesu, każdą historię budując jakby od nowa. To nie znaczy, że nie można dostrzec jakichś cech wspólnych w jego twórczości - mam wrażenie, że dużo tu obrazków rodzinnych, relacji, skrywanych tajemnic. Wydawałoby się w takim razie, że może zagadka będzie zbyt prosta, ale nic bardziej złudnego, czasem do ostatnich stron potrafi on wodzić nas za nos, wcześniej podrzucając co i rusz jakieś mylne tropy.

Tak też jest i tu. Zaczyna się niczym thriller, w którym będziemy ganiać seryjnego mordercę, jakiegoś psychopatę, rozwalającego ludziom głowy, ale im dłużej przyglądamy się żmudnemu śledztwu, tym bardziej widzimy, że te zabójstwa chyba nie były przypadkowe, że ktoś do nich dobrze się przygotował. Zabić w miejscu publicznym, a jednocześnie pozostać nieuchwytnym to przecież niełatwa sztuka.

wtorek, 20 lutego 2024

Kino dla koneserów, czyli Wielki wóz i Opadające liście

Zobaczymy czy uda mi się utrzymać w ryzach wciąż pojawiające się tematy notek, ale póki co umówmy się, że raz na jakiś czas we wtorki będę wrzucał notki filmowe o produkcjach mniej komercyjnych, raczej z kin studyjnych. Dziś dwie tego typu propozycje.

Na początek Wielki wóz. Dość kameralna historia rodzinna, ale na jej tle mamy ciekawie zarysowany kryzys wartości, odchodzący do przeszłości świat dawnych idei i pomysłów, zagubienie młodego pokolenia. No i miłość w różnych jej obliczach. Pewnie inny reżyser rozpisał by to na rozbudowane sceny, dialogi, dorobiłby jakieś bardziej dramatyczne akcenty i mielibyśmy sagę rodzinną, serial, który być może wywołałby u niektórych sporą dawkę wzruszeń. Phillip Garrel ma zupełnie inne podejście - wydaje się być obserwatorem zwyczajnych codziennych scen, nie łączy ich w jakąś całość, podgląda, ale to widz ma sobie wyciągać wnioski, jakoś próbować pozszywać różne wątki. 
Jest ciekawie, intymnie, ale pewnie dla niektórych będzie to seans mało interesujący, zbyt mało się w nim dzieje. Czy tak faktycznie jest?

Przypadki warszawskiego amanta, czyli wyginam śmiało ciało

Maga: Kolejny spektakl, który mi nie przypadł do gustu. Chyba się starzeję albo staję się bardziej wymagająca, ale ten monodram w niczym mnie nie zaskakuje. Ot, sceniczna, współczesna „Ukryta prawda” czy „Sekrety życia” z TV. Ani to zabawne ani odkrywcze.

Robert: To jest problem tego tekstu, że tu treści jest naprawdę niewiele. Choć twórcy na plakatach wskazują, że inspirowali się prozą Bukowskiego, to jest to bardzo na wyrost. No chyba, że ktoś wyszedł z założenia, że skoro bohater sztuki lubi kobiety, to już ma coś wspólnego ze słynnym bitnikiem. O ile jest zarys historii, czyli opowieść mężczyzny, który szuka swojego miejsca i szczęścia na różne sposoby, to treść raczej rozczarowuje - to zbiór powielających jakieś stereotypy scenek, jakaś piosenka, żarty nie najwyższych lotów i refleksje na temat życia, które zgodzę się z Tobą, że odkrywcze nie są.


MaGa: Jakie czasy – taki amant. Pogubiony w rzeczywistości, żyjący chwilą, skazany na ciągłe oceny i ulegający presji, modzie… a tak naprawdę chcący jedynie kochać i być kochany.

niedziela, 18 lutego 2024

Galaktyka - Wojtek Miłoszewski, czyli gdzie pojawi się ludzkość, tam niesie zniszczenie

Ponieważ w czytanych aż dwie książki S-F, to nie ma co odkładać pisania o innym tytule z tego gatunku, który trochę już czeka na swoją notkę. Powoli wracam do fantastyki i nie ukrywam, że to całkiem przyjemne doświadczenie, choć chyba też i moje oczekiwania przez wiele lat wzrosły i już nie łykam wszystkiego bez krytycznego spojrzenia.
Wojtka Miłoszewskiego znam ze świetnego kryminału oraz serii political-fiction, która była ciut słabsza. A jak sprawdza się w pisaniu o realiach bardziej futurystycznych?

Koncept całkiem ciekawy. Ludzie zniszczyli i zatruli ziemię, ruszyli więc do gwiazd, w poszukiwaniu innych planet nadających się do zamieszkania. Jednym z takich miejsc jest Tercja, która dość szybko została podbita, bo jej mieszkańcy byli całkowicie pozbawieni agresji. Stali się siłą roboczą, która ma pracować na rzecz dobra wspólnego, planetą rządzi Areopag, czyli grupa ludzi, którzy próbują rekultywować ziemię, czyniąc z niej raj dla wybranych. Raz na jakiś czas przeprowadza się na Tercji losowanie, w trakcie którego wybiera się szczęśliwca, który do tego raju może się przenieść. Zwykle wygranymi okazywali się potomkowie ziemian, ale w tym roku, po raz pierwszy będzie to Tercjanin.
Tyle że to wszystko pierwsza warstwa, jak się okazuje raczej bliższa propagandzie niż rzeczywistości. A jak wyglądają kolejne warstwy?

Argylle - Elly Conway, czyli służby na tropie skarbu i film w bonusie

Przedziwne combo - powieść, która nie do końca wiadomo czyjego jest autorstwa i równolegle z jej premierą pojawiający się film w kinach, który ma ten sam tytuł, ale opowiada zupełnie inną historię. Tego jeszcze nie grali, prawda? Elly Conway jest pseudonimem pod którym ukrywa się dwójka ludzi, pisarzy którzy już mają coś na koncie, ale nie są znani na całym świecie, ale to co jest istotne, postać autorki łączy książkę z filmem. Jak? O tym za chwilę, bo najpierw o samej książce.

Mamy do czynienia z niezłym szpiegowskim thrillerem, trochę w stylu Forsytha czy Folletta, może Ludluma. Czemu wspominam o tych klasykach, którzy pisali jeszcze wykorzystując zimnowojenne motywy? Ano wiemy dobrze, że w tego typu książkach czarny charakter, musi mieć ciekawe oblicze, a przecież konflikt służb amerykańskich i radzieckich (a teraz rosyjskich), jest dość prostym i chwytliwym pomysłem. Jak widać mimo zmieniającego się świata, rozgrywki między służbami specjalnymi w wyobraźni pisarzy, wciąż rozgrywają się na podobnych zasadach.

sobota, 17 lutego 2024

Napoleon, czyli najpierw Józefina, potem Francja

Rany, gdzie ten rozmach, gdzie to napięcie, jakie potrafił nam zafundować Ridley Scott? Napoleon w jego reżyserii jest rozlazły niczym kluchy, charyzma odzywa się w nim może ze trzy razy na prawie trzygodzinny seans, a choć Joaquin Phoenix pasuje do tej roli, to scenariusz nie daje mu za bardzo przestrzeni. 
To film o wzdychaniu, o zazdrości i o próbach udowodnienia całemu światu że nie jest się słabym. Bonaparte w wydaniu Scotta jest zakompleksiony, dlatego tak łatwo porywa się na coraz trudniejsze kampanie, żeby udowodnić wszystkim że nie wolno go lekceważyć. Trudno jednak powiedzieć za co kochają go żołnierze. Za to, że potrafił walczyć w pierwszym szeregu razem z nimi? Ginęli, a mimo to szli za nim, za jego ambicjami. A on mając Francję na ustach, zachowywał się tak, jakby najważniejsze to zapewnienie swojej żonie i rodzinie wszelkich wygód i zachcianek.

Sceny batalistyczne całkiem fajne, ale jest ich niewiele i nie mają takiej dramaturgii, jakiej po tym twórcy można by się spodziewać.

czwartek, 15 lutego 2024

Omerta - Mario Puzo, czyli nie da się odejść na emeryturę lub zrezygnować

Kryminały i thrillery zacznę chyba grupować po dwa lub trzy, bo trochę się tego uzbierało, ale póki co tytuł, który nie bardzo jest z czym powiązać. Mario Puzo jest niepowtarzalny. Autor Ojca Chrzestnego uznawany jest za speca powieści o włoskiej mafii, ale nie w sensacyjnym stylu, jak to czasami teraz się robi, ale on skupia się na pokazaniu mechanizmów, intryg, rozgrywek wewnętrznych i metod na uciszanie wrogów zewnętrznych. Jedni to kochają, innych to nudzi.
Omerta, czyli zmowa milczenia, której złamanie oznaczało śmierć i utratę honoru, była jednym z fundamentów potęgi tej organizacji przez lata. Przysięga zmuszała do wierności, do posłuszeństwa, do eliminowania przeciwników. Co jednak jeżeli jakieś wydarzenie było na tyle bolesne, że zemsta stawała się ważniejsza niż nawet przysięgi? Trochę o tym jest ta powieść, z rozbudowaną intrygą, w której wciąż nad bohaterami wisi jakieś niebezpieczeństwo.

środa, 14 lutego 2024

Apetyt na czereśnie, czyli kobieta z przeszłością, mężczyzna po przejściach

R: Wciąż w klimatach Walentynkowych. Co prawda M twierdzi, że zabrakło ducha Agnieszki Osieckiej, mimo że to jej teksty, ale może komuś podpasuje taki pomysł na wieczór we dwoje... Chyba raczej starsi, którzy pamiętają urok i nostalgię tej poetki, bo mam wrażenie że młodzi już żyją dziś trochę inną estetyką, nie zawsze doceniając dowcip, ironię i piękno słowa.
Jak Tobie się podobało?

MaGa: Trudno uznać ten spektakl za dobry. A szkoda. Nie zawsze dobry tekst sam się obroni. Szczególnie kiedy jest śpiewany. Potrzeba do tego kilku elementów dodatkowych, żeby wybrzmiał w całej swojej urodzie. Tu mi tego zabrakło. Mikroporty zabiły emocje a głośny fortepian przyćmił głosy wykonawców.

Robert: Jesteś surowa, ale mi też czegoś zabrakło w tej adaptacji. Może problem polega na tym, że postawiono tym razem na dwójkę ludzi, którzy są dość młodzi, a jednak teksty Osieckiej mają w sobie zwykle już jakąś historię, trudne doświadczenia, jakiś bagaż życiowy. Niklińska wystylizowana na młodziutką dziewczynę raczej nie wygląda na swoje lata i chwilami mogło to zgrzytać. Podobnie i z Rafałem Olbrychskim, który już przekroczył 50, ale na scenie wyglądał dużo młodziej.
Bardziej czuło się lekkość i humor, niż nostalgię i refleksję, choć przecież teksty niosą ze sobą i to i to.
Paradoksalnie to jednak wcale nie doświadczenie muzyczne tym razem wygrywało wokalnie.

poniedziałek, 12 lutego 2024

Gdy już masz swoje lata, czyli Miłość jak miód i Teściowie 2

Za dwa dni Walentynki (ale w tym roku również Środa Popielcowa), więc może by tak coś romantycznego? No to łapcie, a dokładam do tego jeszcze jedną komedię, która nijak nie mogła się doczekać na notkę. Polskie produkcje tego typu naprawdę rzadko kiedy są udane, schematy i sklejki aż kłują w oczy, a śmiechu tam jest tyle co kot napłakał. Najpierw może jednak romantycznie.

I trochę nietypowo co akurat się chwali, bo bohaterki to kobitki po 50, a jednak jak udowadniają twórcy, wcale nie muszą godzić się z tym, że wszystko w ich życiu już jest poukładane na wieki wieków. Menopauza, uderzenia gorąca, zmarszczki obserwowanie jak powoli wykrusza się grono kolegów i koleżanek, to jak się okazuje tematy, które mogą bawić i trochę przełamać schemat, że jak romantycznie to tylko dla młodych. Gdybyś jeszcze to wszystko nie było tak sztampowo napisane i sklejone z kalek...

niedziela, 11 lutego 2024

Wszystko za życie - Jon Krakauer, czyli czy warto budować takie legendy?

I znowu zmieniam sobie zaplanowane notki, by napisać parę zdań na szybko o czymś co dopiero skończyłem. Wybrana jako lektura na DKK nie wiem czy skłoni nas do dyskusji, ale być może na nowo ożywi emocje jakie się pojawiły wokół filmu (pisałem o nim tu: http://notatnikkulturalny.blogspot.com/2015/02/dzika-droga-i-wszystko-za-zycie-czyli.html). Czy warto dorabiać legendę i wielką mistyczną, filozoficzną otoczkę do śmierci młodego człowieka, która tak naprawdę była dość przypadkowa? Reportaż Krakauera uświadamia to mocniej niż obraz - chłopak zamierzał wracać do cywilizacji, powoli miał dość samotności, może udowodnił sobie to co miał udowodnić, niestety warunki pogodowe sprawiły, że niestety musiał zostać na kolejne tygodnie w głuszy. A kilka błędów doprowadziło go do śmierci głodowej.

Chris McCandles był chłopakiem z dobrego domu, nigdy nie mógł narzekać na brak kasy. Ukończył college i szykował się do studiów prawniczych. Ale właśnie wtedy postanowił wypisać się z klasy średniej, oddał wszystkie pieniądze i ruszył w drogę. Jeździł własnym, starym autem, potem stopem, wędrował na piechotę, wskakiwał do pociągów towarowych, pływa kajakiem. Gdy miał na to ochotę zatrzymywał się na dłużej i pracował. Był lubiany, ale nigdy nie zagrzał miejsca na dłużej. Gnało go dalej. A rodziców nie informował o tym co się z nim dzieje.
Jednym z jego marzeń była wędrówka w dzikie ostępy na Alasce, życie tym co uda się zebrać lub upolować. I tam właśnie zmarł...

sobota, 10 lutego 2024

Panów piłą. Trzy legendy o Jakubie Szeli - Ryszard Jamka, czyli gdybyż każdy potrafił tak pisać o historii

Jedziemy do Warszawy Wieziemy dobry list Tak dobry że karnawał To przy nim suchy ptyś Już widać place zabaw I w konstytucji błąd Wyłania nam się z prawa Ustawa bidibą Uśmiechasz się Nie mówisz nic A czasem warto By by by Ej Europa jak Europa Tam euro a tu pa Nie chodzi o pieniądze Ale o dobry znak

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,lech_janerka,zabawawa.html

Chyba jedna z lepszych książek historycznych jakie czytałem w ostatnich latach. Czemu mnie tak zachwyciła? Ano jest dowodem na to, jak bardzo historycy mieszają światopoglądowo, ideologicznie, pisząc o przeszłości. Poprzez dobór faktów do tezy, dokładanie swoich interpretacji, sprawiają że nie mamy już do czynienia z książkami historycznymi, ale jakąś dziwną propagandą na temat historii. A podobno
Historia testis temporum, lux veritatis, vita memoriae, magistra vitae...

W wykonaniu wielu naszych "specjalistów" bynajmniej nie uczy zbyt wiele, chyba że tego jak można naciągać fakty i je przerabiać. Nie mówię o bezczelnym pisaniu na nowo podręczników, ale generalnie o tym jak pisze się o przeszłości. Dziś modna jest np. "ludowa" historia Polski, używanie do pisania o pańszczyźnie przy użyciu pojęć, które raczej były dotąd używane do opisywania niewolnictwa, ale takich kwiatków można wskazywać wiele. Wcześniej cały ten temat ignorowano przez lata, tworzono jakąś dziwną wizję kraju opartego na szlacheckich dworkach, dziedzictwie które bezpowrotnie zniszczyła komuna, ale do której chce się odwoływać większość społeczeństwa. Ale nie ma co zbyt długo o innych, skupmy się na tym dlaczego książka Ryszarda Jamki tak bardzo jest odmienna.