czwartek, 15 października 2026

Winni, czyli nie mogę rozmawiać, ale potrzebuję pomocy

Zdaje się, że notek w październiku już jest więcej niż dni, które upłynęły, ale potem nie wiadomo jak będzie, więc wolę pisać póki jeszcze mam możliwość, jakaś delegacja na horyzoncie, a wtedy nie wiadomo czy będzie możliwość...

Z obiecywanych Wam rzeczy na pewno zalegam jeszcze z reportażem Rokity, książek zresztą nagrodziło się w międzyczasie sporo m.in. nowy Chmielarz, Korespondentka, Kristin Hannah i jeszcze kilka. Filmów mniej, ale też coś będę skrobał m.in. o Mniej obcy (po cholerę wydawać kasę na produkcję takich przeciętniaków to nie wiem), z muzyki już chyba 5 albumów o których chcę coś napisać... A i jeszcze spektakl z Ateneum - "Osiecka" może jutro. 
 
A dziś jeszcze przez chwilę w klimatach sensacyjno-kryminalnych, choć Winni to raczej thriller psychologiczny z pewnym twistem. Tyle że po raz kolejny wychodzi na to, że Amerykanie biorą w miarę świeżą produkcję europejską na warsztat i robią jej kopię, zwykle słabszą i tak też jest i tym razem, byle ze znanym aktorem... Oryginał widziałem więc w sumie nawet tego twistu specjalnie nie miałem. Pomysł wyjściowy był ciekawy, trudno to było spieprzyć, natomiast Netflix już dawno niczym dobrym nie zaskoczył, robi po prostu seryjnie przeciętniaki i im tego więcej, tym poziom satysfakcji spada. Jeżeli nie znacie duńskiej produkcji pewnie i tak bym polecił właśnie ją, ale jeżeli łatwiej Wam sięgnąć po pilota i mieć coś od razu to amerykańska wersja też wchodzi nieźle. Może nie tak dobrze, ale nieźle. 

środa, 14 października 2026

Ostatnia rozgrywka - Jeffrey Archer, czyli aż żal że więcej nie będzie

Właśnie skończyłem 54 lata, a wieczór kończyłem sobie lekturą najnowszej powieści Jeffreya Archera. I jak się okazuje niestety również powieści ostatniej. Domknięcie cyklu nad którym pracował ostatnio to była jedna z ostatnich rzeczy, którą zdążył zrobić. 
Obdarowywał nas hojnie kolejnymi powieściami przez 50 lat, ja pierwszą jego książkę czytałem chyba w wieku lat nastu. Niestety  za diabła nie wiem czy była to Sprawa honoru, czy Co do grosza, pewnie jedna z tych dwóch. A potem wracałem do jego książek  mniej lub bardziej regularnie. Choć to lektury w porównaniu ze współczesnymi thrillerami sensacyjnymi może nie z tak zawrotnym tempem, to zawsze potrafił świetnie zaciekawić, zbudować napięcie, dać sporo frajdy. Seria z Williamem Warwickiem jest na to dobrym dowodem. Pomyślana w ten sposób, by każdy tom był jakimś szczeblem kariery młodego chłopaka, który marzy o służbie w policji. Mógłby zostać prawnikiem, miał koneksje, możliwości, studia, a on wybiera drogę mozolnej pracy, począwszy od służby na ulicy. Potem wydział narkotykowy, aż wreszcie najważniejsze zadania i szansa na awans na jedno z najważniejszych stanowisk w służbach mundurowych. Od tego czy je dostanie zależy to czy nie nawali w jednym z ostatnich postawionym przed nim zadań - ma odpowiadać za bezpieczeństwo w trakcie igrzysk olimpijskich w Londynie w roku 2012. Jeżeli coś się wydarzy, zamiast awansu odejdzie w niesławie. 

wtorek, 13 października 2026

Zaproszenie, czyli ile może zmienić jeden wieczór

Jedno pomieszczenie, czwórka aktorów i raptem kilka godzin akcji. Jeeeeeju jakie to dobre! Świetny scenariusz i dialogi sprawiają, że ten film bawi, ale i wzrusza (ach ta końcówka). Schemat: jedna z par trochę już zmęczona życiem, znudzona i wypalona w relacji, a druga nakręcona tak, że aż z nich bije energia, niby nie jest nowy. Rzadko udawało się z tego wyciągnąć aż tyle. 

Rutyna, dogryzanie sobie, kłótnie, frustracja - czy tam jeszcze jest szansa na to by rozpalić ogień, by rozbudzić czułość na nowo? Przecież oboje tego gdzieś tam wewnątrz pragną, tyle że wydaje im się że już nie mogą tego oczekiwać od drugiej połówki. 

I na to nakłada się cała "afera" z nowymi sąsiadami, którzy od roku kochają się tak głośno, że na dole ich słychać. No przecież nie można przechodzić obok tego obojętnie, przecież trzeba im zwrócić uwagę. Tak myśli Joe, choć Angela wciąż go strofuje, że to niekulturalne. 

Złudzenia z Yakushimy, czyli życie się kończy, życie się zaczyna

Propozycja dla wytrawnych kinomaniaków idealna na wtorek. A może wieczorem jeszcze dorzucę Wam coś bardziej przystępnego. 

Trudno bowiem Złudzenie z Yakushimy uznać za kino, które byłoby atrakcyjne dla przeciętnego zjadacza popcornu. To raczej film w którym zmysłowość, nawet kontemplacja scen, jest bardziej istotna niż ciągłość fabuły i wyjaśnianie widzowi połączeń. 


Corry, francuska koordynatorka transplantacji, próbuje odnaleźć się w Japonii. Sama mocno przeżyła żałobę po ojcu, a teraz dodatkowo każdego dnia zmaga się nie tylko z samotnością, ale i z odchodzeniem swoich małych pacjentów (pracuje na oddziale dziecięcym). Gdy wreszcie kogoś pozna i zazna chwilowego szczęścia, potem znowu tym silniej doświadczy straty. Zniknięcie partnera, dla które wolność była jedną z najważniejszych rzeczy w życiu, otwiera jakby nową historię w tej fabule, tyle że niedokończoną. Na pierwszym planie cały czas będziemy mieć próbę spojrzenia na to jak radzić sobie ze stratą kogoś ukochanego, tym bardziej bolesną jeżeli to dziecko. 

poniedziałek, 12 października 2026

Przyjaciele, czyli teatr iluzji

W oczekiwaniu na Teatr Telewizji i premierę komedii kryminalnej Machulskiego, szybciutko szykuję jeszcze notkę od M. i zaplanuję ją około północy do publikacji. Ostatnio nasze ścieżki teatralne się rozdzieliły, ale cieszy że nie przestała zaglądać i pisać na Notatnik. 


Sztuka autorstwa Floriana Zellera wystawiona w Teatrze Garnizon Sztuki w reżyserii Agaty Wątróbskiej p.t: „Przyjaciele” jest komedią psychologiczną, w której autor w niebanalny sposób bawi się percepcją widzów. W oryginale sztuka nosi tytuł: „Kłamstwo” dotyczy bowiem kłamstwa w związku, zarówno małżeńskim jak i przyjacielskim, a jednocześnie bada granice szczerości i możliwości ich przesuwania.


Na scenie dwie zaprzyjaźnione pary małżeńskie w czasie kolacji bawią się ze sobą i z widzami w „kotka i myszkę”, umiejętnie prowadzą nas labiryntem niedomówień, podsuwają fałszywe tropy, każą nam wierzyć w jedno, by po chwili całkowicie zmienić nasz punkt widzenia. I tak jest do samego końca sztuki. Do przedostatnie sceny wydaje się nam, że wszystko już wiemy, zaczynamy oklaskiwać spektakl, by przekonać się, że przed nami jeszcze scena końcowa, która po raz kolejny wywróci wszystko do góry nogami. Niebanalne zakończenie również nie da nam gotowych odpowiedzi na temat szczerości w związku. Z jednej strony prawdomówność wydaje się wysuwać na pierwsze miejsce, ale doświadczenie woła: hola-hola! czy na pewno byś to zrobił będąc na miejscu Alice? … czy to tylko hipokryzja z twojej strony.

Boy - U2, czyli gdy byliśmy młodzi i zbuntowani

Jeżeli krążek ma około 50 lat a zespół właśnie 50 świętuje, to chyba z tej okazji można poświęcić jedną notkę prawda? I to mimo że ostatnio jakoś sporo ciekawych kawałków wpada w ucho i generalnie mógłbym kilka muzycznych notek pod rząd puścić. Tyle że filmy, książki i teatr też czekają. 

A więc drodzy Państwo przed Wami U2. Kapela która mocno wrosła w popkulturę, która wciąż tworzy, jest aktywna i póki co nie zamierza schodzić ze sceny. A ja wciąż pamiętam te emocje przy ich pierwszych nagraniach jakby to było wczoraj. Może nie słuchałem ich od tej pierwszej płyty tak intensywnie, ale różne kawałki przecież kojarzę, a na dobre złapałem bakcyla chyba przy The Unforgettable of Fire. Choć wtedy już mocno wsiąkłem też w inną muzę, nie tylko gitarowe granie. 

niedziela, 11 października 2026

Żuan Don. Biografia Jeremiego Przybory - Maria Wilczek Krupa, czyli dziś już takich artystów nie ma

Smakowite to było i to bardzo, choć lektura się trochę dłużyła. Czasem tak jest, że ilość materiałów, nazwisk, detali, a tu jeszcze dodatkowo również cytatów, sprawia że przez biografię przebijamy się powolutku. To jednak też daje frajdę, zwłaszcza jeżeli znamy wiele osób, które pojawiają się w tle, a dodatkowo tekst jest okraszony zdjęciami. 

Niby dzieciństwo i młodość w przypadku Jeremiego Przybory miała istotny wpływ na to jego osobowość, na twórczość, pozwala lepiej go zrozumieć, jednak najciekawsza część zaczyna się gdy już dochodzimy do pracy w radiu, a potem dla telewizji. I nie chodzi jedynie o Kabaret Starszych Panów, współpracę z Wasowskim, ale nawet wcześniejsze próby poetyckie i satyryczne. Dla każdego kto lubi zabawy słowem, docenia kunszt i lekkość z jaką można wyrazić uczucia, będzie to po prostu ogromna przyjemność. 

Ciemność - Jozef Karika, czyli czy to już mój koniec?

O autorze słyszałem już parę razy, z ciekawością więc wreszcie postanowiłem spróbować, tyle że nie z najbardziej popularną chyba Szczeliną, a tytułem który wydany został ciut później. I powiem Wam, że dawno nie czytałem nic tak mocno klaustrofobicznego, ale nie w takim fizycznym sensie przestrzeni, ale raczej umysłu, czyli poczucia osaczenia i totalnej bezradności jakie odczuwa bohater. 

To on opowiada nam o tym co mu się przydarzyło, nie wiemy nic więcej poza tym co próbuje sobie wyobrazić bohater ani nie dzieje się nic więcej poza tym co sam zrobi. Tylko czy na pewno? Po tym jak szukając wytchnienia wybiera się na parę dni do górskiej chaty, położonej na totalnym odludziu, traci wzrok i nagle okazuje się zupełnie bezradny. Jak ma zimą wrócić przez zaspy nie znając dokładnej drogi, skoro nawet nie potrafi poradzić sobie z najprostszymi czynnościami, wciąż się obijając o różne przedmioty i raniąc się próbując przetrwać, choćby rozpalając ogień. 

sobota, 10 października 2026

Primetime, czyli czy reality show może realizować jakąkolwiek misję

Wczoraj premiera ale nie zdążyłem napisać, łapcie więc dziś parę zdań. Robert Pattinson ma rzeszę fanów (czy raczej fanek), pewnie więc trochę osób wybierze się zobaczyć jego nowe oblicze, zwłaszcza że sporo osób mówi że to jedna z jego ciekawszych kreacji aktorskich, może nawet z szansą na Oscary. Jak dla mnie w tej roli jest trochę mało zniuansowania, balansujemy tak naprawdę cały czas pomiędzy chłodnym profesjonalizmem i jednym tonie emocjonalnym - lęku że coś stracę. Może to być szansa, może to być rodzina, może to być dobre imię, cały czas bohater funkcjonuje w jakimś napięciu, pracy poświęca masę czasu i zrobi wszystko by osiągnąć sukces. 

Tak się potoczyły jego losy, że zamiast być "profesjonalnym" prezenterem opowiadającym o ważnych sprawach, przypadła mu rola prowadzącego program, który nazwijmy umownie "śledczym". Dodajmy że to historia autentyczna, oparta na karierze kontrowersyjnego dziennikarza Chrisa Hansena. Jego program polegający na wyłapywaniu w sieci ludzi o skłonnościach pedofilskich i zapraszanie ich na spotkanie gdzie przed ukrytymi kamerami ujawniano ich oblicze, miał sporą popularność, a prowadzącego chwalono za "czyszczenie społeczeństwa z chwastów". Metody - a właśnie im przyglądamy się trochę od kulis, były sprawą drugorzędną, czyli oni mogli użyć dowolnych metod prowokacji, byle potem móc wykorzystać jak najbardziej pikantne fragmenty rozmów z chata. Wiecie: nigdy nie wiesz kto siedzi po drugiej stronie, ale tym razem zadziałało to w drugą stronę, czyli potencjalne nieletnie ofiary odgrywali ludzie dorośli, tyle że młodo wyglądający. 

czwartek, 8 października 2026

Czy potrzebne były nam dwie Lalki, czyli o wyższości świąt Wielkiej Nocy nad Bożym Narodzeniem

Cały kraj w gorączkowej dyskusji na temat ekranizacji, więc i ja dorzucę swoje trzy grosze. Gdy ogłaszano produkcję a potem premiery tuż obok siebie, myślałem sobie "co to za absurd". Ale wiecie co? Już wcale tak nie myślę. Dobrze nawet się stało, że mamy możliwość porównywania, trochę innej wrażliwości. Nie brakuje tych, którzy oburzeni są nie tylko zmianami fabularnymi, ale i językiem serialu Netflixa. Powiem, że i ja byłem niechętny i kręciłem nosem po jego obejrzeniu, że to jakoś mi nie pasuje. Po obejrzeniu filmu kinowego, trochę jednak zmieniam nastawienie...

środa, 7 października 2026

Idealny syn - Freida McFadden, czyli muszę go chronić, muszę chronić innych przed nim...

Namówiony przez znajomych z pracy testuję kolejną "gwiazdę", która ostatnio w Polsce podbija serca czytelników thrillerami psychologicznymi. Gdy masz już za sobą ileś tego typu książek, pewnie nie będą one jakimś wielkim zaskoczeniem, ale gdy dopiero odkrywasz gatunek, myślę że to może być całkiem niezła frajda. Wiecie - to budowanie napięcia, wczuwanie się sytuację emocjonalną bohaterów, presja, bezradność, poczucie osaczenia, a potem nagle wolta, która wszystko stawia w zupełnie innym świetle. 

Czyta się szybko, nie komplikuje się fabuły, można by więc rzec: rzeczywiście potencjalny przebój. Tylko ileż razy można pokazywać tą samą sztuczkę i spodziewać się wciąż tak wielkiego entuzjazmu?

wtorek, 6 października 2026

Renoir, czyli niewinność i ból

Uzbierało się kilka produkcji filmowych, więc w tym tygodniu trochę ich zdaje się wrzucę... Na początek zapraszam do Japonii. I obiecuję jeszcze ciąg dalszy podróży za czas jakiś. 

W "Renoir" obraz pojawia się jedynie na chwilę, jako jeden z obiektów zainteresowania jedenastoletniej bohaterki i to w sumie nawet ciekawe czemu akurat taki tytuł twórcy wybrali jako najbardziej wymowny/reprezentatywny. Choć akurat w tym przypadku miałbym problem z tym by jakiś dobry wymyślić bo to co przychodzi do głowy jest zbyt dosłowne. Fuki Okida od początku wydaje nam się dziwna, jakby trochę zamrożona emocjonalnie, nie zainteresowana uczuciami ludzi, ale zainteresowana nimi jako obiektami, które chce poznać. Nie stawia się jednak diagnozy o neuroatypowości, nie szuka odpowiedzi. Ważne jest raczej towarzyszenie jej tu i teraz.


Jej fascynacja procesem umierania, żałoby, dziwna beztroska by mówić to co myśli, fascynacja telepatią i sztuczkami magicznymi, ma swoje mocne źródło w jej sytuacji domowej. Zapracowana i chłodna emocjonalnie matka, ojciec który ma ostatnie stadium nowotworu i nikt mu nie daje więcej niż kilka miesięcy życia - nic dziwnego że sytuacja dziewczynki porusza i chce się ją wspierać. Tyle że ona wydaje się być na to zupełnie obojętna, jakby nie działo się z nią nic dramatycznego. Pragnie uwagi, bliskości, nawet od obcych, skoro nie dostaje tego od najbliższych. Ale nie chce litości. 

poniedziałek, 5 października 2026

Tylko się nie denerwuj - Sosnowski, czyli żal że więcej nie będzie

Nie będę udawał że jestem jakoś bardzo na bieżąco z tym co się dzieje na rynku muzycznym, coraz częściej wieści o kimś popularnym zaskakują mnie bo kompletnie nie wiem o kim mowa :) Ale może taka kolej rzeczy? Podobno z wiekiem najbardziej podoba nam się to co już znamy. Stąd też często na Notatniku wracam do starszych tytułów. Gdy jednak trafię na coś ciekawego, zawsze staram się napisać choć kilka zdań, z nadzieją że może to nie tylko dla mnie będzie miłe odkrycie. 

Tak właśnie mam z Sosnowskim, muzykiem który współpracował z wieloma naszymi artystami, ale nagrał też dwa autorskie krążki niestety odszedł zbyt młodo z tego świata. 

Sięgam po drugi z tych krążków, czyli "Tylko się nie denerwuj", płytę wypełnioną fajnymi kawałkami nagranymi po polsku, jego kompozycjami, zaśpiewanymi charakterystycznym zachrypniętym głosem.