Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polski. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 października 2026

Czy potrzebne były nam dwie Lalki, czyli o wyższości świąt Wielkiej Nocy nad Bożym Narodzeniem

Cały kraj w gorączkowej dyskusji na temat ekranizacji, więc i ja dorzucę swoje trzy grosze. Gdy ogłaszano produkcję a potem premiery tuż obok siebie, myślałem sobie "co to za absurd". Ale wiecie co? Już wcale tak nie myślę. Dobrze nawet się stało, że mamy możliwość porównywania, trochę innej wrażliwości. Nie brakuje tych, którzy oburzeni są nie tylko zmianami fabularnymi, ale i językiem serialu Netflixa. Powiem, że i ja byłem niechętny i kręciłem nosem po jego obejrzeniu, że to jakoś mi nie pasuje. Po obejrzeniu filmu kinowego, trochę jednak zmieniam nastawienie...

poniedziałek, 5 października 2026

Tylko się nie denerwuj - Sosnowski, czyli żal że więcej nie będzie

Nie będę udawał że jestem jakoś bardzo na bieżąco z tym co się dzieje na rynku muzycznym, coraz częściej wieści o kimś popularnym zaskakują mnie bo kompletnie nie wiem o kim mowa :) Ale może taka kolej rzeczy? Podobno z wiekiem najbardziej podoba nam się to co już znamy. Stąd też często na Notatniku wracam do starszych tytułów. Gdy jednak trafię na coś ciekawego, zawsze staram się napisać choć kilka zdań, z nadzieją że może to nie tylko dla mnie będzie miłe odkrycie. 

Tak właśnie mam z Sosnowskim, muzykiem który współpracował z wieloma naszymi artystami, ale nagrał też dwa autorskie krążki niestety odszedł zbyt młodo z tego świata. 

Sięgam po drugi z tych krążków, czyli "Tylko się nie denerwuj", płytę wypełnioną fajnymi kawałkami nagranymi po polsku, jego kompozycjami, zaśpiewanymi charakterystycznym zachrypniętym głosem. 

czwartek, 1 października 2026

Pewnego razu na krajowej jedynce, czyli gdyby Tarantino urodził się w Polsce

Jako że jutro całodniowa delegacja i notki nie będzie, to leci jeszcze drugi wpis, tym razem serialowy. 
"Pewnego razu na krajowej jedynce" mocno wyróżnia się spośród innych rodzimych produkcji serialowych i to nie tylko spośród tych netflixowych, ale generalnie wszystkich. Niewielu twórców czuje u nas czarną komedię, pewnie też boją się reakcji publiczności i niewielu ma odwagę w takim kierunku zmierzać. A tu proszę. Coś pomiędzy Tarantino, Fargo, ale nasze krajowe, swojskie. Czyli generalnie szaro, ponuro i siermiężnie. A mimo to jakoś inaczej niż zwykle. Każde z czwórki bohaterów raczej nie będzie kojarzyć nam się z bohaterem, któremu można by kibicować, a mimo to z ciekawością ogląda się ich perypetie. 
Oto ojciec, który mimo że mocno pogrążony w swoim nałogu, nagle odkrywa że ma dorastającą córkę i powinien mocniej zainteresować się jej życiem. Co też czyni w dość dziwny sposób, bo gdy ta komunikuje mu iż zaszła w ciążę, postanowił siłą zapakować ją w samochód i wyruszyć w stronę Czech, by dokonać aborcji. By jednak trochę przyoszczędzić na trasę zabiera jeszcze dwoje współpasażerów, nie wiedząc że sam się prosi o kłopoty, bo oni tak potulni względem niego jak córka nie mają zamiaru być. Zresztą ona też za wszelką cenę chce mu zagrać na nosie. Podróżująca z nimi kobieta, której właśnie zawaliło się życie, gdy bogaty facet kazał jej się wynosić, bo teraz wybrał sobie młodszą oraz nieśmiały, zakompleksiony chłopak marzący o tym by któraś z wielu dziewczyn pokochała go w realu, a nie jego internetowy profil, zgodnie uznają że kierowca to gbur, prostak, ale raczej niezdolny do krzywdzenia. Przekonają się wkrótce czy któreś z nich będzie miało w sobie tyle determinacji by dokonać czegoś złego...

środa, 8 lipca 2026

Kolory zła: czerń, czyli jedyny sprawiedliwy tym razem na prowincji

Wieczorem może książka, ale na początek niech będzie w ramach środowego krymi jeszcze i film. Wypada pochwalić iż modę na kryminały wykorzystuje się również na ekranie i sięga się nie tylko po Cobena i innych zagranicznych autorów, ale i naszych. Przecież cykl Małgorzaty Oliwii Sobczak aż się prosił o to, żeby ktoś przerobił go na scenariusz. Netflix zobaczył, że część pierwsza została przyjęta dość ciepło, to i długo nie musieliśmy czekać na kontynuację. 

Kto zna powieść, pewnie nie będzie zaskoczony, choć mam wrażenie że na ekranie wszystko wydaje się prostsze i pewne wątki mogą wyglądać słabiej niż w oryginale, jakby dopisane na siłę. Cóż - ekran, zwłaszcza jeżeli format to nie serial, tylko krótki film, rządzi się swoimi prawami. Ma być szybko, w miarę łopatologicznie, no i przyda się odrobina napięcia. W efekcie jednak dość szybko pewnych faktów można się domyślić i tych emocji w trakcie seansu może zabraknąć. 

Zarysujmy jednak najpierw choć trochę fabułę.

czwartek, 18 czerwca 2026

Włoskie śledztwo - Wojciech Nerkowski, czyli polski James Bond na emigracji

Kolejna gościnna notka - a na koniec dopiszę się i ja.

***
Jak często myślisz o Cesarstwie Rzymskim? Ja od kilku dni dość często, a to za sprawą najnowszej powieści Wojciecha Nerkowskiego „Włoskie śledztwo”.

Borys Nowak, młody agent ABW, którego znamy już z kart powieści „Przerwana gra” w wyniku serii niefortunnych zdarzeń zostaje zawieszony w pełnieniu obowiązków. Początkowo jest mocno przytłoczony nadmiarem wolnego czasu, ale wszystko zmienia się, kiedy przez przypadek dowiaduje się o zaginięciu Alicji – polskiej archeolog, która pracowała u stóp Wezuwiusza. Po rozmowie z rodzicami dziewczyny postanawia ramię w ramię z jej mężem rozwiązać zagadkę jej zniknięcia. Czy Alicja zaginęła bez śladu przez przedmiot, który znalazła? Czy miała jakieś tajemnice? Tego wszystkiego dowiecie się sięgając po „Włoskie śledztwo”.

poniedziałek, 18 maja 2026

Wolny wybieg - Dezerter, czyli zanim uwierzysz w bajkę, zobacz kto na niej zarabia

Ja dziś oddalam się na dwa tygodnie od komputera, ale notek trochę przygotowałem i zobaczymy czy starczy ich na cały ten czas. Może będą krótsze, może będą to rzeczy starsze, ale w czerwcu pewnie powrócę z nową energią... 
 
Dziś choć nie mam ostatnio nastroju na muzę bardzo ostrą, postanowiłem jednak wspomnieć o krążku, po który warto sięgnąć. Płyta króciutka - niecałe 30 minut, ale za to ile energii i jakie przesłanie. Panom trudno odmówić pewnej konsekwencji i wierności swoim zasadom - od 45 lat stanowią idealny przykład tego jak punk rock może nie tylko być wyrazem wściekłości, ale i łączyć ludzi w staraniach o jakieś zmiany. Dezerter to nie są ludzie, którzy by krzyczeli No future i nic więcej. Ich teksty to od lat krytyka wielkich korporacji, bezwzględności kapitalizmu, bezdusznego systemu i skorumpowanej władzy, ale też tego co sami robimy ze sobą, dla siebie, dla swojego otoczenia. 

czwartek, 14 maja 2026

Made in Poland, czyli ile można czuć się wkurwionym

Jutro coś nowszego, w sobotę może kolejny spektakl, jednak cykl notek teatralnych zaczynam od czegoś starszego. Jak patrzyliśmy na naszą rzeczywistość na przełomie lat 90 i 2000, jak to się zmieniło dziś. Spektakl pełen emocji, języka ulicy, buntu, a jednocześnie mający w sobie prostotę bajki, która stawia bohatera przed wyborami dobra i zła. Tyle że gdy jest totalnie zagubiony, wcale niełatwo mu wybrać. Szuka autorytetów i wciąż się zawodzi, szuka kogoś kto go pokocha, ale czy potrafi to docenić, uszanować...  

Made in Poland w reżyserii Przemysława Wojcieszka ma w sobie surowość, choć dziś pewnie ona nie zaskakuje tak bardzo. Film chyba nas oswoił z brutalnością, ponad 20 lat temu taki spektakl mógł jednak nieźle szokować. 

Zachęcam więc do tego żeby go odnaleźć - jest w całości nagranie profesjonalne dokonane chyba dla telewizji i dostępne na platformie na Y. 
Kapitalna obsada i możliwość zobaczenia ludzi, których znamy potem z zupełnie innych ról, to ogromna frajda. 

sobota, 9 maja 2026

Mrokowisko - Julia Halladin, czyli nigdy nie zapomnę, nigdy nie wybaczę...

Pomysł na "Mrokowisko" naprawdę może się podobać. Oto dom z mroczną przeszłością, który omijają miejscowi z daleka, piękny ale i noszący w sobie jakąś tajemnicę. Piętnaście lat stał pusty, a oto ktoś próbuje dać mu nowe życie, nie zważając na to, że najwyraźniej obudził jakieś ciemne moce.
 
Matka z córką wchodzą w tą sytuację z jakąś dziwną determinacją, każda widzi w tym jakąś swoją szansę. Starsza chce wyremontować dom i na tym zarobić, choć wymaga to sporo pracy, młodsza początkowo sceptyczna, z czasem dostrzega też dla siebie szansę. Tyle że ją interesują tajemnice domu, a nie remont. Prowadząc podcast o tajemniczych sprawach ma nadzieję, że przyciągnie dużo więcej ludzi, bo tu ma historię na wyłączność. Zaczyna od zaginięcia młodej dziewczyny, zdarzenia które zmieniło los rodziny dawnych właścicieli i przyczyny tego iż dom stał przez tyle lat pusty. 

poniedziałek, 4 maja 2026

White room - Bokka, czyli energia i wrażliwość

Odkrywania nowej dla mnie muzy i artystów ciąg dalszy. Co prawda nazwa Bokka już przewijała mi się od kilku lat w różnych podsumowaniach, ale przyznam ze wstydem że nie sprawdzałem ich nagrań. A tu proszę! Zachwyt na miarę tego jakim kiedyś był dla Bass Astral i Igo. Wciąż powtarzam - słucham trochę intuicyjnie, czasem wchodzi coś od razu, a czasem coś zgrzyta. Wokal, czasem coś w klimacie... A tu proszę - niby nie moja bajka muzyczna, ale naprawdę pełen zachwyt! 

 
Niby elektronika, mam jednak wrażenie że więcej tu tajemnicy niż chamskiego tanecznego i powtarzalnego rytmu. Buja za to cudownie. Energia, ale i wrażliwość, ten wokal i syntezatory tworzą jakąś przestrzeń którą określiłbym jako zmysłową ale i ulotną. Nawet więc jeżeli fragmenty (np. chórki) będą Wam coś przypominać, być ukłonem w stronę muzyki sprzed lat, to przecież jest to jednocześnie coś świeżego, fajnie łączącego różne estetyki. Powiedziałbym bowiem że więcej tu odwołań i tajemniczości rodem ze stajni 4AD niż klubowego grania do tańca.

środa, 15 kwietnia 2026

Oszast - Grzegorz Mirosław, czyli co tu się...

Rano niby marudziłem że czasem tempo akcji nie wystarczy by mieć satysfakcję, człowiek szuka oryginalności, zagadki, a nie jedynie dynamiki i pewnie to samo co przy powieści duetu Horst i Enger, mógłbym powiedzieć o najnowszej powieści Grzegorza Mirosława. W tym przypadku jednak trzeba przyznać, że mroczna atmosfera i tajemnica dodaje trochę zarówno do oryginalności jak i satysfakcji.  

W warunkach polskich góry ostatnio stały się modnym miejscem jako tło dla kryminałów i thrillerów, z totalnie dziką przyrodą kojarzymy jednak głównie Bieszczady czy Beskid Niski. A tu proszę Beskid Żywiecki odmalowany tak że ciarki chodzą po plecach. Oszast to nie tylko szczyt, ale całe pasmo, rezerwat będący fragmentem pierwotnej Puszczy Karpackiej. Czy to możliwy by w tych ostępach kryły się miejsca, w które ludzie nie zaglądają albo jak zajrzą, to już z nich nie wracają? Brzmi mało prawdopodobnie, prawda? Autor jednak kreśli tak barwne opisy, że czujemy się jakby to były tereny w których można błądzić tygodniami i we wszystko można by uwierzyć. 

Zgrabnie wplata też wątki historyczne, w tym przypadku klęskę głodu w Galicji w XIX wieku, która podobnie jak w Irlandii spowodowana była zarazą ziemniaków, stanowiących podstawę diety i podobnie jak tam skończyła się śmiercią wielu ludzi i emigracją kolejnych tysięcy. 

niedziela, 22 marca 2026

Monolok - Paweł Sołtys, czyli tylu historii wysłuchałem, a dziś tylko wspominam

Resztkami sił jeszcze szybko na koniec niedzieli i notka na temat jednej z ostatnio czytanych powieści.  

Będzie chyba krótko, bo mam wrażenie że trudno o niej opowiadać, to jest coś trochę nieuchwytnego, co jednych zachwyci, a innych pozostawi obojętnymi. Przypominało trochę Zytę Rudzką i opowieści jej bohaterek, tyle że u Pawła Sołtysa nie ma jednego bohatera, a przynajmniej nie stoi on w centrum. Czeka na swoich klientów w salonie fryzjerskim, a tam już toczą się różne opowieści, czasem wspomnienia, refleksje na temat tego jak wszystko się zmienia. Ludzie odchodzą, ale kiedyś przynajmniej zostawała po nich jakaś historia, ktoś ich pamiętał, nawet jeżeli potem opowieść obrastała w różne dopowiedzenia, zmiany i stawała się np. ostrzeżeniem przed wyborami jakich nie należy dokonywać. 


Czego tu nie ma: tęsknota, zazdrość, miłość ta szczęśliwa i ta trochę mniej, pieniądze i ich brak, uzależnienia, destrukcje, a przede wszystkim jest świat w którym oni wszyscy żyją, znają się i stąd każdy może opowiedzieć o tym drugim choć trochę. Bo dobra historia jest w cenie. A słyszeliście o... A znacie... A wiecie że...

czwartek, 5 marca 2026

Dziki, czyli a weźcie sobie cały ten rozmach i szeroki format jeżeli fabuły brak

Ten tytuł czekał na swoją kolej już chyba dwa miesiące, a ja ciągle to odkładam, uznając że mam ciekawsze rzeczy do opisania. Z Dzikim niestety mam więc problem. I chyba nie tylko ja. To jest projekt przygotowany w sposób postawiony na głowie - większość budżetu dajemy na technologię, a scenariusz, aktorstwo, fabuła i reżyseria to już wszystko zrobione na kolanie, bo przecież film i tak się sprzeda, bo będzie miał ładne zdjęcia, widoczki i zadbamy o trochę akcji. No nie, drodzy filmowcy to tak nie działa. 


Gdyby jeszcze chodziło o brak spójności, absurdy, zawsze można by to jeszcze podkręcić i zrobić niczym kampową zabawę motywami kina gatunkowego. Wiecie - krew się leje, topory latają w powietrzu, głowy spadają... A i jeszcze wykrzywione gęby. Koniecznie na zbliżeniach. Jak najwięcej. Przerażenie. Wściekłość. Wytrzeszczone oczy. Takie dzikie grymasy. A czarny charakter będzie tak komiksowy, że raczej będzie bawił a nie straszył, z minami niczym Nicolas Cage w najgorszych ze swoich produkcji. 

Problem jest jednak jeszcze głębszy. Bo dodajcie jeszcze drętwe dialogi, dziwny montaż i już nic się w tym nie będzie trzymało kupy. Jakby po pijaku ktoś to sklejał i mówił, a tu dziurę zakleimy jakimś widoczkiem, a potem przeskok o ileś lat i znowu widoczki, przecież one tu najważniejsze. 

poniedziałek, 2 marca 2026

Full HD - Spięty, czyli jest gdzieś wyjście gdzie można wyjść na ludzi

Śledziłem z uwagą to co nagrywało Lao Che, doceniając różnorodność muzyczną, zaskakiwanie i choć nie mogę odżałować iż to koniec formacji, to Spięty na szczęście pokazuje że solowo może zaproponować rzeczy równie ciekawie. Zawsze ważne były jego teksty, przewrotne, kapitalne zabawy słowne, a na to na szczęście wciąż możemy liczyć!

 

Po krążku który pokochałem, czyli trochę nostalgicznym "Heatrcore", nowy materiał znowu jest powrotem do melodii i dźwięków bardziej tanecznych, skocznych, ale nie tak agresywnych jak np. na "Black Mental". I po raz kolejny mam tak, że tego materiału można słuchać raz za razem, bo tu każda linijka, jakiś fragment, który wcześniej może umknął, odkrywa się dopiero przy kolejnym przesłuchaniu. I to jest fajne. 

czwartek, 4 grudnia 2025

Hipnoza - Krzysztof Bochus, czyli gdy Napoleon był bogiem...

I jeszcze jeden kryminał, a wieczorem może dorzucę jeszcze notkę teatralną. 
 
Tym razem coś retro. W takich klimatach Krzysztof Bochus, którego obserwuję w miarę regularnie od pierwszej powieści, radzi sobie fenomenalnie. Choć dotąd zabierał nas raczej do początku lat 20 ubiegłego wieku, do czasów gdy fala nazizmu powoli się wznosiła w Niemczech, tym razem sprawił pewną niespodziankę. O Gdańsku za czasów wojen napoleońskich chyba dotąd w literaturze popularnej pisało się bowiem niewiele. 

Można jednak dostrzec pewne podobieństwa - choćby w tych skomplikowanych motywach głównego bohatera i jego ambiwalencji do tych, którzy nakazali mu prowadzenie śledztwa. 
Dotąd w jego powieściach retro bohaterem był niemiecki policjant, który z niepokojem i niechęcią obserwował zachodzące w kraju zmiany, człowiek świetnie odnajdujący się w różnych środowiskach, po prostu dobry glina, niosący sprawiedliwość, nawet jeżeli ma ona obrócić się przeciwko jego przełożonym. 
Teraz zaś mamy do czynienia z młodym mężczyzną, którego ojciec służył jako lekarz w armii francuskiej, trochę lekkoduchem i buntownikiem, ambitnym, poszukującym w nowych dziedzinach nauki (jego eksperymenty z hipnozą będą bardzo przydatne), poddanym Napoleona, ale przede wszystkim identyfikującym się jako obywatel miasta. Wypędzono stąd Niemców, wciąż jednak wydają się oni aktywni na tych terenach, a Hamilkar Sterling przecież żył wśród nich tyle lat, można by rzec jest jednym z nich. Francuzi wpadają jednak na diabelski pomysł jak zapewnić sobie jego posłuszeństwo - zamykają w więzieniu jego schorowanego ojca, obiecując że gdy wywiąże się z misji, natychmiast go wypuszczą. 

poniedziałek, 17 listopada 2025

Jazz report from the hood - Omasta, czyli uczę się słuchać jazzu

Uczę się słuchać jazzu :) jakoś taki klimat że nie wchodzi za bardzo ostra muza, że docenia się trochę bardziej jakąś harmonię, pomysły, budowanie brzmienia przez dialog instrumentów.
Oczywiście nie zawsze jest to muza, która niesie uspokojenie, pewnie pracować przy nie bym nie mógł, dużo tu jednak zależy też od tego na co trafisz. Jazz bowiem jest całą kopalnią klimatów, od tych bardziej tradycyjnych, przez mocne eksperymenty i improwizację, aż po flirt z elektroniką, z innymi gatunkami.  

Krakowski kwintet Omasta choć materiałem na tym albumie oficjalnie debiutuje, ma sporo doświadczeń z grania z innymi, zarówno w kraju jak i za granicą. W ich graniu słyszy się dużo inspiracji nie tylko tym co starsze - soulem, funkiem, ale i sporo zabawy kulturą hip-hopu. 

sobota, 8 listopada 2025

Czarodziejka z ulicy Brackiej - Magdalena Kubasiewicz, czyli początek własnego biznesu, a tu taka wtopa

Chyba nie pisałem nigdy o tym co w kolejce czeka na swoje notki, więc dziś może przynajmniej kilka tytułów, a jutro może wspomnę o tym co w tej chwili w czytaniu.

Filmowo będzie jeszcze m.in. o Heweliuszu bo oglądam, Furiosa 2 - o tym już wspominałem, Breslau, To nie mój film, może coś jeszcze z kin studyjnych, jutro może zacznę ten nowy polski o epidemii czarnej ospy. 

Książkowo m.in. Homo Digatalis Kardysia, Gołoborze Siembiedy, Czarna księga Durrella, Małecki, Miłoszewski, Bochus.

Muzycznie zawsze idę na żywioł, teatralnie chyba mam dwie zaległości ale obejrzane w tvp więc się nie spieszę.  

A dziś - skoro sobota to pora na fantastykę. 
Co prawda "Czarodziejka z ulicy Brackiej" to już zdaje się trzeci tom cyklu, no ale tak się trafiło, więc przynajmniej będę miał już jakieś pojęcie o tym czego się spodziewać. I szczerze? Na razie chyba nie będę się bardzo spieszył. 

środa, 5 listopada 2025

Drelich, czyli czego się dotknie TVP...

Druga środowa notka kryminalna i film. O kolejnych obejrzanych sezonach Zbrodni po sąsiedzku, czy właśnie zaczynanych Kulawych koniach, nie będę pisał, bo zwyczajowo jeden tytuł-jedna notka, ale wciąż oglądam z przyjemnością. Natomiast przy Drelichu mam problem. Jakoś nie czuję żeby TVP rozumiało tą konwencję, w której tempo i klimat naprawdę mają znaczenie. Tu nie powinno być miejsca na snucie się bez sensu, na robienie min, czy pogaduchy o niczym. Musi być konkret. A w Drelichu go chwilami brakuje. Akcja przyspiesza i zwalnia. W dodatku siedem odcinków które wypełniają sezon pierwszy nie stanowią zamkniętej historii, tylko urywają ją jakby w trakcie. No jak się nie wściekać?  

O materiale książkowym, który jest pierwowzorem pisałem kilkukrotnie, bo też było już kilka odsłon Drelicha. Zajrzyjcie na pierwszy wpis tu. 

Pewnie zrozumiecie wtedy, że taki materiał powinien kręcić ktoś kto go czuje i kocha tego typu historie. No dobra - nie musi to być od razu Guy Ritchie, ale kurde to nie jest telenowela ani teatr telewizji, tu trzeba mieć jaja, a nie jakieś dyrdymały opowiadać. O - Furiosa jest dobrym przykładem na plus. A, właśnie nie pisałem jeszcze o dwójce, to wkrótce napiszę wrażenia. 

poniedziałek, 3 listopada 2025

Mystic.30, czyli świetna wytwórnia, świetne numery a płyta do dupy

Poniedziałkowa dawka muzyki i płytka, która może i fajnie się słucha, raczej jednak nie chciałbym jej mieć na swojej półce. Albumy the best of jakoś mnie nigdy nie kusiły i nie rajcowały. A już tym bardziej gdy chodzi o zbiór bardzo różnych wykonawców. 

Niby znane kawałki, niby całkiem ciekawe wersje live - bo w tym roku wybrzmiały one mocno w trakcie trasy Męskiego grania, coś jednak totalnie mi nie pasi w takiej składance. Zamiast wejść w jakiś klimat bardziej, spotkać się z wykonawcą na dłuższą chwilę - masz jeden utwór i tyle. To już poprzednie płyty Męskiego były ciekawsze, bo każdy dostawał choć 3-4 kawałki. 

Może więc ktoś doceni chociaż nowe aranżacje (Organek za tym zdaje się stoi)? Bo z tego live to zostały okrzyki "Kraków łapki w górę" i zwykle jakaś końcówka z oklaskami. 

środa, 8 października 2025

Zamach na papieża, czyli ten to się nie pie...li ani w pracy ani w tańcu

Władysław Pasikowski i Bogusław Linda już zapowiedzieli, że to ich ostatni wspólny film. I nie wiem czy to nie jest najlepsza decyzja - zostawić to co dobre i przestać już powtarzać tych samych schematów co lata temu, bo już podobne emocje nie wrócą. A skoro widać że nie bardzo potrafią nakręcić nic innego, to może lepiej już sobie odpuścić. 

Zabawa w odniesienia do dawnych historii, do Psów, do Krolla i innych innych ich wspólnych filmów może i chwilami bawi, ale to materiał raczej na jakiś benefis, a od pełnowymiarowej produkcji człowiek oczekiwałby ciut więcej. A tu - te same miny, te same wulgarne teksty, ten sam klimat, te same sceny mordowania na chłodno. Mocni ale i nostalgiczni faceci, ponętne kobiety, które trudno zrozumieć, więc lepiej nie próbować i dać im to czego chcą, by na chwilę zostały, prymitywy którym trzeba przypierdolić przy pierwszej okazji no i postawa totalnego cynika, dla którego jedyną wartością może być ktoś bliski. Tak, dla niego zrobi wszystko. Nawet dokona zamachu na papieża.   

wtorek, 7 października 2025

Teściowie 3, czyli a pamiętasz jak się kochaliśmy?

No i kilka zdań o wielkim przeboju jesieni w polskich kinach - frekwencyjnie na pewno znowu będzie sukces. I w sumie nie ma co się o to wkurzać - format wciąż ma w sobie trochę świeżości, aktorsko jest naprawdę dobrze. Co z tego, że mnie nie bawi tak bardzo? 

Podlane wysokoprocentowym paliwem nasze różne kompleksy, pretensje, różnice światopoglądowe, wybuchają na ekranie po raz kolejny. Były już dwa podejścia do ślubu, teraz mamy za to chrzest. To znaczy nie wszyscy o tym wiedzą, bo tym niewierzącym trzeba było powiedzieć, że to spóźnione urodziny wnuka, ale w końcu tradycja jest najważniejsza. A może nie tylko o nią chodzi?