Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 października 2026

Winni, czyli nie mogę rozmawiać, ale potrzebuję pomocy

Zdaje się, że notek w październiku już jest więcej niż dni, które upłynęły, ale potem nie wiadomo jak będzie, więc wolę pisać póki jeszcze mam możliwość, jakaś delegacja na horyzoncie, a wtedy nie wiadomo czy będzie możliwość...

Z obiecywanych Wam rzeczy na pewno zalegam jeszcze z reportażem Rokity, książek zresztą nagrodziło się w międzyczasie sporo m.in. nowy Chmielarz, Korespondentka, Kristin Hannah i jeszcze kilka. Filmów mniej, ale też coś będę skrobał m.in. o Mniej obcy (po cholerę wydawać kasę na produkcję takich przeciętniaków to nie wiem), z muzyki już chyba 5 albumów o których chcę coś napisać... A i jeszcze spektakl z Ateneum - "Osiecka" może jutro. 
 
A dziś jeszcze przez chwilę w klimatach sensacyjno-kryminalnych, choć Winni to raczej thriller psychologiczny z pewnym twistem. Tyle że po raz kolejny wychodzi na to, że Amerykanie biorą w miarę świeżą produkcję europejską na warsztat i robią jej kopię, zwykle słabszą i tak też jest i tym razem, byle ze znanym aktorem... Oryginał widziałem więc w sumie nawet tego twistu specjalnie nie miałem. Pomysł wyjściowy był ciekawy, trudno to było spieprzyć, natomiast Netflix już dawno niczym dobrym nie zaskoczył, robi po prostu seryjnie przeciętniaki i im tego więcej, tym poziom satysfakcji spada. Jeżeli nie znacie duńskiej produkcji pewnie i tak bym polecił właśnie ją, ale jeżeli łatwiej Wam sięgnąć po pilota i mieć coś od razu to amerykańska wersja też wchodzi nieźle. Może nie tak dobrze, ale nieźle. 

wtorek, 13 października 2026

Zaproszenie, czyli ile może zmienić jeden wieczór

Jedno pomieszczenie, czwórka aktorów i raptem kilka godzin akcji. Jeeeeeju jakie to dobre! Świetny scenariusz i dialogi sprawiają, że ten film bawi, ale i wzrusza (ach ta końcówka). Schemat: jedna z par trochę już zmęczona życiem, znudzona i wypalona w relacji, a druga nakręcona tak, że aż z nich bije energia, niby nie jest nowy. Rzadko udawało się z tego wyciągnąć aż tyle. 

Rutyna, dogryzanie sobie, kłótnie, frustracja - czy tam jeszcze jest szansa na to by rozpalić ogień, by rozbudzić czułość na nowo? Przecież oboje tego gdzieś tam wewnątrz pragną, tyle że wydaje im się że już nie mogą tego oczekiwać od drugiej połówki. 

I na to nakłada się cała "afera" z nowymi sąsiadami, którzy od roku kochają się tak głośno, że na dole ich słychać. No przecież nie można przechodzić obok tego obojętnie, przecież trzeba im zwrócić uwagę. Tak myśli Joe, choć Angela wciąż go strofuje, że to niekulturalne. 

Złudzenia z Yakushimy, czyli życie się kończy, życie się zaczyna

Propozycja dla wytrawnych kinomaniaków idealna na wtorek. A może wieczorem jeszcze dorzucę Wam coś bardziej przystępnego. 

Trudno bowiem Złudzenie z Yakushimy uznać za kino, które byłoby atrakcyjne dla przeciętnego zjadacza popcornu. To raczej film w którym zmysłowość, nawet kontemplacja scen, jest bardziej istotna niż ciągłość fabuły i wyjaśnianie widzowi połączeń. 


Corry, francuska koordynatorka transplantacji, próbuje odnaleźć się w Japonii. Sama mocno przeżyła żałobę po ojcu, a teraz dodatkowo każdego dnia zmaga się nie tylko z samotnością, ale i z odchodzeniem swoich małych pacjentów (pracuje na oddziale dziecięcym). Gdy wreszcie kogoś pozna i zazna chwilowego szczęścia, potem znowu tym silniej doświadczy straty. Zniknięcie partnera, dla które wolność była jedną z najważniejszych rzeczy w życiu, otwiera jakby nową historię w tej fabule, tyle że niedokończoną. Na pierwszym planie cały czas będziemy mieć próbę spojrzenia na to jak radzić sobie ze stratą kogoś ukochanego, tym bardziej bolesną jeżeli to dziecko. 

sobota, 10 października 2026

Primetime, czyli czy reality show może realizować jakąkolwiek misję

Wczoraj premiera ale nie zdążyłem napisać, łapcie więc dziś parę zdań. Robert Pattinson ma rzeszę fanów (czy raczej fanek), pewnie więc trochę osób wybierze się zobaczyć jego nowe oblicze, zwłaszcza że sporo osób mówi że to jedna z jego ciekawszych kreacji aktorskich, może nawet z szansą na Oscary. Jak dla mnie w tej roli jest trochę mało zniuansowania, balansujemy tak naprawdę cały czas pomiędzy chłodnym profesjonalizmem i jednym tonie emocjonalnym - lęku że coś stracę. Może to być szansa, może to być rodzina, może to być dobre imię, cały czas bohater funkcjonuje w jakimś napięciu, pracy poświęca masę czasu i zrobi wszystko by osiągnąć sukces. 

Tak się potoczyły jego losy, że zamiast być "profesjonalnym" prezenterem opowiadającym o ważnych sprawach, przypadła mu rola prowadzącego program, który nazwijmy umownie "śledczym". Dodajmy że to historia autentyczna, oparta na karierze kontrowersyjnego dziennikarza Chrisa Hansena. Jego program polegający na wyłapywaniu w sieci ludzi o skłonnościach pedofilskich i zapraszanie ich na spotkanie gdzie przed ukrytymi kamerami ujawniano ich oblicze, miał sporą popularność, a prowadzącego chwalono za "czyszczenie społeczeństwa z chwastów". Metody - a właśnie im przyglądamy się trochę od kulis, były sprawą drugorzędną, czyli oni mogli użyć dowolnych metod prowokacji, byle potem móc wykorzystać jak najbardziej pikantne fragmenty rozmów z chata. Wiecie: nigdy nie wiesz kto siedzi po drugiej stronie, ale tym razem zadziałało to w drugą stronę, czyli potencjalne nieletnie ofiary odgrywali ludzie dorośli, tyle że młodo wyglądający. 

czwartek, 8 października 2026

Czy potrzebne były nam dwie Lalki, czyli o wyższości świąt Wielkiej Nocy nad Bożym Narodzeniem

Cały kraj w gorączkowej dyskusji na temat ekranizacji, więc i ja dorzucę swoje trzy grosze. Gdy ogłaszano produkcję a potem premiery tuż obok siebie, myślałem sobie "co to za absurd". Ale wiecie co? Już wcale tak nie myślę. Dobrze nawet się stało, że mamy możliwość porównywania, trochę innej wrażliwości. Nie brakuje tych, którzy oburzeni są nie tylko zmianami fabularnymi, ale i językiem serialu Netflixa. Powiem, że i ja byłem niechętny i kręciłem nosem po jego obejrzeniu, że to jakoś mi nie pasuje. Po obejrzeniu filmu kinowego, trochę jednak zmieniam nastawienie...

wtorek, 6 października 2026

Renoir, czyli niewinność i ból

Uzbierało się kilka produkcji filmowych, więc w tym tygodniu trochę ich zdaje się wrzucę... Na początek zapraszam do Japonii. I obiecuję jeszcze ciąg dalszy podróży za czas jakiś. 

W "Renoir" obraz pojawia się jedynie na chwilę, jako jeden z obiektów zainteresowania jedenastoletniej bohaterki i to w sumie nawet ciekawe czemu akurat taki tytuł twórcy wybrali jako najbardziej wymowny/reprezentatywny. Choć akurat w tym przypadku miałbym problem z tym by jakiś dobry wymyślić bo to co przychodzi do głowy jest zbyt dosłowne. Fuki Okida od początku wydaje nam się dziwna, jakby trochę zamrożona emocjonalnie, nie zainteresowana uczuciami ludzi, ale zainteresowana nimi jako obiektami, które chce poznać. Nie stawia się jednak diagnozy o neuroatypowości, nie szuka odpowiedzi. Ważne jest raczej towarzyszenie jej tu i teraz.


Jej fascynacja procesem umierania, żałoby, dziwna beztroska by mówić to co myśli, fascynacja telepatią i sztuczkami magicznymi, ma swoje mocne źródło w jej sytuacji domowej. Zapracowana i chłodna emocjonalnie matka, ojciec który ma ostatnie stadium nowotworu i nikt mu nie daje więcej niż kilka miesięcy życia - nic dziwnego że sytuacja dziewczynki porusza i chce się ją wspierać. Tyle że ona wydaje się być na to zupełnie obojętna, jakby nie działo się z nią nic dramatycznego. Pragnie uwagi, bliskości, nawet od obcych, skoro nie dostaje tego od najbliższych. Ale nie chce litości. 

niedziela, 4 października 2026

Szumowska. Kino to szkoła przetrwania. Rozmawia Agnieszka Wiśniewska, czyli czemu nie godzinna rozmowa a książka?

Dobry przykład tego jakie książki najszybciej się "starzeją" i już po kilku latach mam wrażenie nie ma większego sensu po nie sięgać. Spytacie dlaczego? Ano mam wrażenie że dziś zbyt wielki nacisk kładzie się na to, by z każdego sławnego nazwiska wycisnąć jak najwięcej, czyli skoro ktoś zrobił kilka dobrych filmów, od razu zasługuje na książkę, na wywiady rzeki. Nie twierdzę że te osoby nie mają nic ciekawego do powiedzenia, ale miejsce na to może być po prostu w ciekawym wywiadzie prasowym, podcaście, jakimś programie telewizyjnym, ale niekoniecznie w publikacji. I to chyba nie jest jedynie moje odczucie - na organizowanych od lat wymiankach książkowych, właśnie te "celebryckie" tytuły, niezależnie czy to wywiady czy biografie, w tej chwili najczęściej po kilku miesiącach gdy nikt nie chce po nie sięgnąć, musimy ściągać ze stołu i wywozić do bibliobudek. Nie chodzi jedynie o polityków, choć tam deprecjonują się te "sławy" najszybciej, ale nawet o ludzi, którzy wciąż w światku artystycznym są na szczytach popularności. Chodzi bowiem o to, że rozmowa odbywa się na jakimś etapie ich kariery, która wciąż się rozwija i ciekawi nas bardziej to co teraz, a nie to co kilka lat temu wstecz. 
 
Przydługi wstęp? Przepraszam. Nie chcę powiedzieć, iż nie znalazłem tu nic ciekawego, ale spokojnie rzeczy godne uwagi można by zgromadzić na kilku, maksymalnie kilkunastu stronach, a cała reszta była trochę stratą czasu.

czwartek, 1 października 2026

Pewnego razu na krajowej jedynce, czyli gdyby Tarantino urodził się w Polsce

Jako że jutro całodniowa delegacja i notki nie będzie, to leci jeszcze drugi wpis, tym razem serialowy. 
"Pewnego razu na krajowej jedynce" mocno wyróżnia się spośród innych rodzimych produkcji serialowych i to nie tylko spośród tych netflixowych, ale generalnie wszystkich. Niewielu twórców czuje u nas czarną komedię, pewnie też boją się reakcji publiczności i niewielu ma odwagę w takim kierunku zmierzać. A tu proszę. Coś pomiędzy Tarantino, Fargo, ale nasze krajowe, swojskie. Czyli generalnie szaro, ponuro i siermiężnie. A mimo to jakoś inaczej niż zwykle. Każde z czwórki bohaterów raczej nie będzie kojarzyć nam się z bohaterem, któremu można by kibicować, a mimo to z ciekawością ogląda się ich perypetie. 
Oto ojciec, który mimo że mocno pogrążony w swoim nałogu, nagle odkrywa że ma dorastającą córkę i powinien mocniej zainteresować się jej życiem. Co też czyni w dość dziwny sposób, bo gdy ta komunikuje mu iż zaszła w ciążę, postanowił siłą zapakować ją w samochód i wyruszyć w stronę Czech, by dokonać aborcji. By jednak trochę przyoszczędzić na trasę zabiera jeszcze dwoje współpasażerów, nie wiedząc że sam się prosi o kłopoty, bo oni tak potulni względem niego jak córka nie mają zamiaru być. Zresztą ona też za wszelką cenę chce mu zagrać na nosie. Podróżująca z nimi kobieta, której właśnie zawaliło się życie, gdy bogaty facet kazał jej się wynosić, bo teraz wybrał sobie młodszą oraz nieśmiały, zakompleksiony chłopak marzący o tym by któraś z wielu dziewczyn pokochała go w realu, a nie jego internetowy profil, zgodnie uznają że kierowca to gbur, prostak, ale raczej niezdolny do krzywdzenia. Przekonają się wkrótce czy któreś z nich będzie miało w sobie tyle determinacji by dokonać czegoś złego...

czwartek, 24 września 2026

Szeptacz, czyli lepszy glina niż ojciec

Dobry dowód na to ile z literatury z dreszczykiem lub z zagadką, zostaje w głowie po pewnym czasie. Najlepszy sposób - po kilku latach obejrzeć ekranizację, a dopiero potem skojarzyć, chyba już to znam. W sumie to dowód na schematy, które czasem nawet przyprawiają o dreszczyk napięcia, ale to nie znaczy że akurat samą powieść się zapamięta, bo podobnych wcześniej i później będzie wiele. Zaginięcie dziecka i psychopata, który czai się gdzie w pobliżu - ile raz to już było grane? 

O książce pisałem kiedyś tak

Ale wiecie co? 

O ile książka Alexa Northa jeszcze choć trochę trzymała w napięciu, to mam wrażenie że w filmie nawet to zniknęło. By jakoś wzmocnić obecność De Niro na ekranie mam wrażenie że większy nacisk położono na relację mężczyzny z ojcem, były policjantem, który wnuka nie widział chyba nawet na oczy. Gdy jednak ten zniknie, podobnie jak kiedyś chłopcy w prowadzonym przez niego w śledztwie, będzie pierwszym który pojawi się do pomocy. Przecież syn sam tego nie udźwignie...

wtorek, 22 września 2026

Miłość w czasach apokalipsy, czyli świat się kończy, ale mamy jeszcze chwilę...

Trochę mi palec nad klawiaturą zawahał gdy wbijałem etykietę komedia romantyczna, ale niech tam - przynajmniej uprzedzę, że fabuła krąży wokół wątku miłosnego. Na szczęście produkcja daleka jest od sztampy,więc pozbądźcie się wszelkich skojarzeń jakie być może z z gatunkiem komedii romantycznej macie. Co prawda zdarzały się już tam fabuły z dziwakami, chyba jednak nie aż w takim natężeniu "dziwności" w całej fabule. 

Niby jesteśmy mocno osadzeni w realizmie i współczesności (ach te powodzie, topienie się lodowców itp.), w kreacji świata bohaterów i ich otoczenia jest jednak coś mocno przerysowanego i trochę nawet surrealistycznego. Właśnie jednak ta "dziwność" sprawia że seans jest ciekawy i wywołuje uśmiech na twarzy. 

poniedziałek, 21 września 2026

Dziewczyna z Kolonii, czyli nie pytajcie co potrafię ale czy wierzę w to że jestem w stanie coś zrobić

Zostawiłem sobie ten film na poniedziałek, gdy najczęściej staram się pisać o muzyce, choć akurat w tym przypadku tej muzyki jest niewiele (a szkoda). Choć fabuła opowiada o kulisach zorganizowania koncertu Keitha Jarreta, który został nagrany i stał się wielkim wydarzeniem i najlepiej sprzedającym się albumem jazzowym w historii, to nie spodziewajcie się jakichś dużych fragmentów muzycznych. Oczywiście człowiek jest ciekaw, pozostaje jednak sięgnąć po płytę. Film bowiem jak wspomniałem opowiada nie o samym koncercie, a o tym jak go zorganizowano, czy też raczej kto go zorganizował. 

piątek, 18 września 2026

Kandydaci śmierci, czyli co Wam to daje albo inaczej notka która będzie uzupełniona

Dziś notka bardzo nietypowa, bo moją zasadą jest zawsze zakończenie czytania/oglądania/zapoznawania się, przed tym jak o tym napiszę. Żadnych zapowiedzi, recenzji w trakcie, ewentualnie można coś dopisać po czasie gdy masz okazję wrócić do danego tytułu (czasem się zdarza ale rzadko). A tu naprawdę mam chęć napisać o filmie, który jest w kinach, choć sam go jeszcze nie widziałem. Poczytałem za to trochę dobrych recenzji, zaciekawiła mnie ta historia i postanowiłem zapoznać się z tym co leżało u źródła pomysłu na ten dokument. 

Jest to bowiem opowieść o trójce przyjaciół, którzy dzieląc filmową pasję od małego, postanowili kręcić własne produkcje - amatorskie, przygotowując wszystko od początku do końca sami. Takich filmów powstało na przestrzeni kilkunastu lat już trzynaście (wszystkie możecie zobaczyć np. tu https://www.youtube.com/@candidatesofdeath/videos lub tu https://candidatesofdeath.com/pl/) i dokument opowiada właśnie o tym jak się to im udało, co im to dało... O przyjaźni, tęsknotach, marzeniach, dorastaniu, relacjach z ojcem. Przecież jak zaczynali mieli po kilkanaście lat, teraz dochodzą do 30.

czwartek, 17 września 2026

Oszukać przeznaczenie. Więzy krwi, czyli bardziej groteskowe niż straszne

Wciąż zastanawiam się czy w ogóle próbować z Lalką na Netflixie, chyba się wstrzymam jeszcze chwilę, ale póki co przeszukując szkice znalazłem jakąś głupotkę, która czeka jakiś czas na swoją kolej do opisania, więc niech leci...

Nie wiem czy kojarzycie pierwszy film "Oszukać przeznaczenie" i scenę z wypadkiem na drodze, gdy bele zsuwają się z samochodu by zapoczątkować cały karambol i dziesiątki ofiar. Potem jeszcze kilka razy próbowano powrócić z tymi samymi schematami - przeczucie, a potem scena po scenie odtworzenie tej samej wizji prowadzącej do śmierci i pytanie czy można odwrócić bieg wydarzeń. Niedawno ukazała się już szósta odsłona cyklu, a ja choć nie przepadam za takimi obrazami obejrzałem do z jakąś dziwną masochistyczną przyjemnością. Znam ludzi, którzy wybierają takie obrazy jako komedie i rechoczą im bardziej z widowiskowym rodzajem śmierci mają do czynienia. Taka to właśnie dziwna mieszanka - niby horror, ale tak przerysowany i w sumie też przewidywalny (to akurat wada), że aż staje się komiczny. 

wtorek, 15 września 2026

W tym kraju nie ma dobrych mężczyzn, czyli uważaj czy dobrze założyłaś hustę

Co tam filmowego ostatnio? Przypadkowe strzały, niewiele zaplanowanych, przemyślanych. Z seriali próbuję Dżentelmenów, napiszę na pewno o Pewnego razu na krajowej jedynce. Trafiłem przegapioną w kinach Dziewczynę z Kolonii, ale jakoś skacząc po tym co w ofercie nie widzę nic więcej ekscytującego - może Wy coś polecicie?  

Na kino nie ma czasu, ale za to jedną z nadchodzących premier mogę Wam wskazać. Trochę egzotyczną bo to historia z Afganistanu tuż przed tym jak stamtąd zwiali Amerykanie. Niełatwa, bo też nie żyje się tam przecież lekko - kraj od kilkudziesięciu lat wciąż w nieustannych konfliktach. Co jednak zaskakujące, całkiem też zabawna. 

wtorek, 8 września 2026

Obcy, czyli upał i chłód

Mam wrażenie, że twórczość Alberta Camusa po obejrzeniu ekranizacji w reżyserii François Ozon na nowo może wzbudzić ciekawość i sprawić że młodsze pokolenia też zaczną szukać tam pewnych odpowiedzi albo potwierdzenia tego co czują. Dziś nie brakuje osób, które czują pewien dystans, a może nawet chłód, obojętność wobec świata, wobec bliźnich, postawa bohatera "Obcego" wydawać się więc może komuś nie tylko zrozumiała ale i bliska. To emocjonalne odrętwienie w jakim tkwi Meursault szokowało jemu współczesnych, było jednym z argumentów by wydać na niego wyrok, a dziś pewnie znalazło by wielu obrońców i apologetów. 

 

Mimo chłodu, surowości jaka jest w tym obrazie i w bohaterze, ma jednocześnie w sobie wiele zmysłowości, dlatego mam wrażenie że zainteresowanie prozą Camus będzie rosnąć. No i jeszcze zarysowana tu relację z inną kulturą i traktowanie jej przedstawicieli jako groszy gatunek ludzki - przecież to wciąż żywy temat debaty społecznej, na ile nietolerancja może być usprawiedliwiona brakiem zgody na zmiany zachodzące wokół. W "Obcym" zresztą to bardziej postawa ogólnoludzka a nie ograniczona jedynie do Arabów, zresztą sytuacja jest inna bo akcja dzieje się w Algierii, którą Francuzi jedynie uważali za swój teren, choć byli tam kolonizatorami. 

czwartek, 3 września 2026

Aż po kres, czyli nie miałam innego wyjścia

Zanim o seansie z Netflixa, podrzucam jeszcze jeden link: kilka tygodni temu Marta napisała o najnowszej powieści Wojciecha Nerkowskiego "Włoskie śledztwo". Ona zachwycona, a ja... no cóż. 
Żeby przeczytać kliknij tu
 

A może to jakiś taki czas mam że prawie nic mi się nie podoba? Wiadomo że im więcej, tym poprzeczka rośnie, a i widać pewne klisze, niedociągnięcia. 

Przy "Aż po kres" też mam ochotę pomarudzić. Może i ciekawa historia, ale zabrakło jakiegoś pomysłu, by wprowadzić tam więcej pazura i emocji. 
Długo się rozkręca i zapowiada się bardziej jakiś melodramat - historia matki samotnie wychowującej synka, bo z facetem nigdy nie mogła się dogadać i rozstali się niekoniecznie w dobrych stosunkach. Gdy jednak chłopiec zachoruje na białaczkę, oboje staną obok siebie jak przed laty. To jednak ona gotowa jest na dużo więcej niż on...

wtorek, 1 września 2026

Młodsza siostra, czyli czemu coś odrzucać?

Filmy z etykietą queer niektórzy omijają z daleka, ale "Młodsza siostra" więcej w sobie ma z filmów o dojrzewaniu i poszukiwaniu siebie. Reżyser rzeczywiście wprowadza nas trochę w środowisko, pokazuje obrazki z parady, z klubów, jest w tym jednak bardziej ciekawość obserwatora niż zaangażowanie żeby widz koniecznie coś zaakceptował. Towarzysząc bohaterce cały czas czujemy jej poszukiwania, zmaganie się z samą sobą, nie tylko skupione na jakimś coming oucie, ale po prostu próbach połączenia różnych rzeczy które są dla niej ważne. Tu nie ma coś za coś, czyli jednoznacznego odrzucenia konserwatywnych wartości przekazanych przez rodziców, a raczej dylemat czy da się żyć łącząc jedno z drugim. Fatima czuje że lepiej czuje się z chłopakami i w męskich rozrywkach, a podobają jej się dziewczyny, jednocześnie ważna jest dla niej wiara, rodzina, algierskie korzenie. Potrafi nawet pójść do imama ze swoimi rozterkami, by jakoś poukładać się ze swoim sumieniem.  
To młodziutka dziewczyna, dopiero kończy szkołę, przed nią wybór studiów, jakieś kolejne wybory, ale wciąż mieszka z rodzicami i nie ma w niej chęci ucieczki, buntu. 

poniedziałek, 31 sierpnia 2026

Odyseja, czyli trauma wojenna czy jednak rozgrywki bogów?

Sierpień kończę filmem Christophera Nolana, który był tak oczekiwany, ale chyba ostatecznie u nas nie wzbudził aż tak wielkich zachwytów jakich być może oczekiwano. Rzeczywiście - nie jest to widowisko, w którym przeciętny widz mógłby delektować się kolorami, obrazami, akcją, tempem, napięciem. Reżyser pozornie dość wiernie stara się odtworzyć wydarzenia (ale już nie wszystkie elementy ze świata bogów i zmarłych) z epopei Homera, ale robi to po swojemu. W efekcie wychodzi się z kina z refleksją jakże zaskakującą: mimo kompletnie innych czasów udało się połączyć Iliadę i poprzedni film Nolana, czyli Oppenheimera. Przesłanie bowiem jest bardzo czytelne: podejmowane decyzje, realizowana przemoc i zniszczenie, ma swoje konsekwencje również w duszy człowieka. Bogowie starają się pokazać pewną lekcję, a my wciąż jej nie odczytujemy albo nie chcemy przyjąć, wybierając po raz kolejny dumę, chciwość, żądzę, zemstę itd. 

 

Psychologiczne interpretacje tekstów antycznych? Można i tak, tylko czy naprawdę mówi to więcej o tych dziełach czy o nas żyjących współcześnie?  

wtorek, 25 sierpnia 2026

O czy wie Marielle, czyli dlaczego ze sobą nie rozmawiamy otwarcie

Produkcja dość kameralna, ale ciekawy scenariusz sprawia że potem o tym filmie się myśli. Dobrze poprowadzone trzy role i sytuacja, która wydaje się przerastać rodziców nastoletniej Marielle. Niesamowita zdolność jaka się u niej ujawnia, wydobywa na wierzch wszystkie napięcia, konflikty w ich domu, ich niepewność. Każdy przecież, nawet przed żoną/mężem/ba, nawet przed dzieckiem chce wydawać się trochę lepszy, czasem udaje, pewnych rzeczy nie mówi na głos. A co jeśli dziecko zna każdy twój ruch, twoje wypowiedziane nawet szeptem słowo, tak jakby ci towarzyszyło non stop? Już nie można powiedzieć "to nie dla jej uszu", "porozmawiajmy wieczorem bez niej"... Ona i tak wie. A jeżeli zaprzeczysz, jeszcze bardziej będziesz się pogrążał.

sobota, 22 sierpnia 2026

Ostatni dom, czyli przeżyliśmy bo...

Chyba muszę ostrożniej podchodzić do tego co jest reklamowane jako "hit" na Netflixie, żeby potem nie odczuwać tak bardzo rozczarowania. Ostatni dom nawet jeżeli ma coś w sobie z thrillera S-F to raczej niewiele, bardziej jest opowieścią o zmaganiu się z klaustrofobią i koniecznością przeżycia z tym co masz w domu przez okres dłuższych niż tydzień czasu. Da się? Twórcy filmu dość naiwnie sugerują że się da o ile tylko bardzo chcesz. Jest to wiec opowieść o relacjach rodzinnych o tym iż poprzez wprowadzanie zasad, szukania pomysłów na racjonalizację, można nie zwariować a nawet żyć w jakim takim dobrostanie. I to mimo zagrożenia, które jest całkiem realne.  


Pal licho nielogiczności, dziury fabularne w tym co ma być tym zagrożeniem, czyli potworami, które przychodzą wraz z deszczem, jakimś dziwnym sposobem na zamykania ludzi w czterech ścianach. W sumie przez długi czas jakoś nie zwraca się bardzo na to uwagę, z ciekawością obserwując kolejne kryzysy (ale też nie wszystkie, bo prąd, woda, gaz pozostały dostępne prawie do końca) i szukanie rozwiązań bez użycia nowoczesnych technologii. Największe rozczarowanie jednak przynosi ostanie kilkadziesiąt minut, finałowe starcie z zagrożeniem, gdzie ilość absurdów już po prostu czyni ten film totalnie niepoważnym. Bez tej końcówki, może i uznałbym to za niezłą rozrywkę, bo atmosfera niedopowiedzeń, niepewności była całkiem ciekawa. 

Obcy raz atakują, raz nie. Zwierząt nie. Co to za dziwne zagrożenie?
 

Bajeczka. A przecież miał być thriller S-F. 

No i to przesłanie - wszyscy dookoła umierają, ale nasz dom jest silniejszy, bo jesteśmy wspaniałą rodziną... Ech. Nawet jak na kino familijne robi się dziwnie słodko i nierealistycznie.