Disney plus jakiś czas temu wypuścił mocno reklamowany serial Breslau, chyba próbując udowodnić że może robić produkcje równie ciekawe i omawiane przez widzów jak i Netflix czy HBO, im też przecież nie zawsze się udaje, więc nie ma co rozdzierać szat, tylko szukać nowych okazji i unikać błędów. Breslau bowiem przypomina trochę produkcje TVP, czyli niezła obsada, słabszy scenariusz, niby dba się o lokacje i detale, ale nie ma to klimatu i przypomina 100 innych produkcji, które widziało się wcześniej. Te same pozy hitlerowców, te same miny, te same ujęcia aut... Ciut za mało, by to był serial wielki. Bo prawda mam jeszcze do nadrobienia Erynie według prozy Krajewskiego i mam nadzieję, że tam będzie lepiej, Breslau jednak przypomniał mi jak często te nasze "retro kryminały" filmowe nie wychodzą poza estetykę Teatru Telewizji. I mam obawy. No nic, może w najbliższych miesiącach sprawdzę i napiszę.
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
czwartek, 21 maja 2026
środa, 20 maja 2026
Spadek po mojemu - Mieczysław Gorzka, czyli a dotąd żyłem sobie tak szczęśliwie
Pozostałe postacie, nawet jeżeli bowiem coś zrobią, pomyślą lub powiedzą co może wywołać uśmiech, nie mają aż takiego potencjału komediowego. Ot, choćby dwa bracia, którzy dotąd dość swobodnie trwonili majątek swojego ojca, nie czując wielkiej potrzeby by utrzymywać ścisłe relacje, a potem wrzuceni w ciąg tak szybkich zdarzeń i takie sytuacje, które wcześniej by im do głowy nie przyszły. Jeden jest księdzem, który musi przekroczyć przykazania i własne sumienie, bo inaczej zostanie bez grosza albo a drugi zdeterminowanym utracjuszem ściganym za hazardowe długi, który musi wykazać się odpowiedzialnością. Sympatyczni, to nie są jednak postacie, które by wnosiły dużo humoru. Może czasem napięcia między nimi go dają, to też jednak niewiele...
wtorek, 19 maja 2026
Buen Camino, czyli jak szalonym trzeba być...
Ja właśnie zaczynam wędrowanie, a tu tuż przed wyjazdem otrzymałem jeszcze cynk o tym że na temat Camino pojawiła się jakaś produkcja filmowa i czy nie chcę jej obejrzeć. No to chciałem. Ale nie wiem czy to był dobry pomysł. W zalewie głupawych komedii czy filmów romantycznych motyw wędrowania do Santiago de Compostela już się pojawiał i nigdy to nie było nawet w ułamku dotknięcie atmosfery pielgrzymki. Zwykle schemat - trud, surowe warunki ale i ucztowanie przy winie każdego wieczora, to taki stereotyp, skoro Hiszpania to musi być radośnie, słonecznie i tylko nie pokazujcie żadnych krzyży, świątyń, symboli i gestów, chyba że żartobliwie je komentując jakie to są passe. Aż się dziwie ile trudu trzeba włożyć by nakręcić czasem tyle ujęć, a jednocześnie nie pokazać tego co przecież widzi się na każdym kilometrze szlaku. Ale nic to... Można mieć tylko nadzieję, że każdy kto wejdzie na drogę, z czasem doświadczy tego wymiaru duchowego, a nie tylko czegoś co próbuje się nam wmówić: to jedynie przygoda i możesz ją zacząć nawet bez żadnego przygotowania... A potem rozczarowania, że "nic nie poczułem", jakby to miały być skarpetki, a nie coś bardzo osobistego. Zabawne jest to że pokazuje się tu wędrówkę jako natychmiastowe zawieranie znajomości, jakby chodziło o zbieranie pospolitego ruszenia, w którym zaczynasz sam a potem masz setki przyjaciół i wędrujecie już razem. Tak bywa, choć nie ma aż takiego wymiaru jak nam się pokazuje...
poniedziałek, 18 maja 2026
Wolny wybieg - Dezerter, czyli zanim uwierzysz w bajkę, zobacz kto na niej zarabia
Dziś choć nie mam ostatnio nastroju na muzę bardzo ostrą, postanowiłem jednak wspomnieć o krążku, po który warto sięgnąć. Płyta króciutka - niecałe 30 minut, ale za to ile energii i jakie przesłanie. Panom trudno odmówić pewnej konsekwencji i wierności swoim zasadom - od 45 lat stanowią idealny przykład tego jak punk rock może nie tylko być wyrazem wściekłości, ale i łączyć ludzi w staraniach o jakieś zmiany. Dezerter to nie są ludzie, którzy by krzyczeli No future i nic więcej. Ich teksty to od lat krytyka wielkich korporacji, bezwzględności kapitalizmu, bezdusznego systemu i skorumpowanej władzy, ale też tego co sami robimy ze sobą, dla siebie, dla swojego otoczenia.
niedziela, 17 maja 2026
Sweetland - Michael Crummey, czyli piękne choć depresyjne
Jak pisałem jakiś czas temu o powieści "Dziki, mroczny brzeg", która była tak bardzo chwalona, pisałem że mnie jakoś rozczarowała i dokonałem na swój użytek wtedy porównania ze Sweetlandem Crummeya, który czytaliśmy na DKK. Mija długi czas a ja sobie uświadamiam że jeszcze o niej nie napisałem. No to nadrabiam choć kilka zdań.
Czym mnie urzekł Crummey? Klimatem. Cholera naprawdę człowiek czuje ten wiatr, te fale, to zimno. Czuje głód, samotność, a jednocześnie poczucie szczęścia, że nie ma piękniejszego miejsca. Na wyspie gdzie wszyscy się znają po prostu niewiele może się zdarzyć niespodziewanego, nie zostaniesz zdradzony, oszukany przez kogoś obcego. Nawet jak nosisz za coś urazy, to nie znaczy że będziesz tego kogoś unikał, bo tu wszyscy muszą jakoś być dla siebie wsparciem w razie trudności. Tak surowa idylla z wyboru, bo każdy z nich może kiedyś marzył o innym życiu, ci którzy tego próbowali wcale jednak nie byli szczęśliwi i myśleli jedynie o powrocie.
Gdy jednak społeczność robi się coraz starsza, pojawia się taka myśl, że może jednak warto wyjechać. Dla młodych by mieli szansę i edukację, dla chorych by mieli opiekę, a może i dla siebie by iść za innymi, by nie zostać samemu.
sobota, 16 maja 2026
Zapętlona, czyli ból jest zawsze, ale cierpienie jest opcjonalne
Najnowsza premiera w Teatrze Polonia to kolejna świetna rola Krystyny Jandy, więc zapowiada się że to będzie spektakl na który bilety będą znikać jak świeże bułeczki (tak jak na Żar).
Jak się dostanie dobry scenariusz, mięsiste dialogi, to i aż przyjemność w tym grać! A "Zapętlona" autorstwa Matthew Lombardo i w świetnym tłumaczeniu Andrzeja Kłosińskiego to wszystko ma. Janda może nie zaskakuje czymś zupełnie nowym, ale wkłada tyle emocji i życia w tę rolę, że ma się ochotę bić brawa na stojąco. Postać Tallulah Bankhead, onegdaj sławnej amerykańskiej aktorki filmowej i teatralnej, dziś pewnie u nas raczej nie budzi żadnych skojarzeń, może jednak właśnie dzięki temu nie oglądamy jedynie portretu konkretnej osoby, a pewien model (niestety powtarzalny), w którym odbija się wiele karier, które skończyły się za szybko. Alkohol, leki, imprezowy styl życia, nieustanny wyścig z czasem, bo to przecież urodzie i młodości zawdzięczało się początek kariery... A potem? Potem najczęściej już jedynie plotki, współczucie albo obgadywanie za plecami. I pustka, której nie zawsze potrafi się zapełnić.
czwartek, 14 maja 2026
Strzępy - Izabela Grabda, czyli ech rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady
I oto pojawia się jakby kontynuacja, ale w sumie wcale nią nie jest. Co prawda znowu pojawiają się Bieszczady, pojawia się również Irmina, którą poznaliśmy w poprzedniej książce, stanowi tu jednak postać raczej poboczną, pojawiającą się dość późno i nie aż tak ważną. "Strzępy" to historia osobna, mająca może w pierwszej połowie podobną narrację, czyli wyczuwalna tajemnica, ale to po prostu opowieść zakochanego mężczyzny. Owszem wyczuwamy, że jego partnerka coś knuje, to wciąż jednak mógł być po prostu jakiś melodramat.
Made in Poland, czyli ile można czuć się wkurwionym
| Jutro coś nowszego, w sobotę może kolejny spektakl, jednak cykl notek teatralnych zaczynam od czegoś starszego. Jak patrzyliśmy na naszą rzeczywistość na przełomie lat 90 i 2000, jak to się zmieniło dziś. Spektakl pełen emocji, języka ulicy, buntu, a jednocześnie mający w sobie prostotę bajki, która stawia bohatera przed wyborami dobra i zła. Tyle że gdy jest totalnie zagubiony, wcale niełatwo mu wybrać. Szuka autorytetów i wciąż się zawodzi, szuka kogoś kto go pokocha, ale czy potrafi to docenić, uszanować... Made in Poland w reżyserii Przemysława Wojcieszka ma w sobie surowość, choć dziś pewnie ona nie zaskakuje tak bardzo. Film chyba nas oswoił z brutalnością, ponad 20 lat temu taki spektakl mógł jednak nieźle szokować. Zachęcam więc do tego żeby go odnaleźć - jest w całości nagranie profesjonalne dokonane chyba dla telewizji i dostępne na platformie na Y. Kapitalna obsada i możliwość zobaczenia ludzi, których znamy potem z zupełnie innych ról, to ogromna frajda. |
środa, 13 maja 2026
Martwa jesteś piękna - Belinda Bauer, czyli to wcale nie morderca musi być najciekawszą postacią
Wreszcie może trochę opróżnię listę thrillerów i kryminałów, które wciąż czekały na opisanie, bo jak się czyta jeden za drugim (teraz Mieczysław Gorzka) to i się zbiera trochę tego.
"Martwa jesteś piękna" może wydawać się dość schematyczne - seryjny morderca i dziennikarka, którą sobie upodobał i tylko jej podrzuca jakieś wskazówki, z jednej strony pomagając w karierze, z drugiej zaś coraz bardziej ją przerażając. Przecież nikt chyba o zdrowych zmysłach nie chce mieć takiego nieobliczalnego "przyjaciela"... Gdy jednak cisną cię przełożeni, a sprawa staje się tematem numer jeden w mieście, trudno też nie wykorzystać tej szansy, nawet jeżeli ktoś widzi w tym żerowanie na czyjejś śmierci.
Zabójca ewidentnie gra sobie z policją i społeczeństwem, podrzuca wskazówki, tyle że mało kto potrafi je odczytać. Dopiero bohaterka potrafi rozpoznać to co chce on powiedzieć.
Zuza Lewandowska. Początek - Jacek Ostrowski, a tak to się zaczęło
poniedziałek, 11 maja 2026
Momoko Gill w podwójnej dawce, czyli Clay i Momoko
Miało być muzycznie coś ostrzejszego, ale jak to zwykle u mnie bywa, czasem zmieniam coś nawet na ostatnią chwilę. Nie mam nastroju na ostre granie, więc napiszę parę słów o odkryciu sprzed tygodnia, o głosie Momoko Gill. Chyba najpierw trafiłem na jej album solowy zatytułowany po prostu Momoko, fajną mieszankę jazzu, odrobiny jakby etnicznych elementów, soulu. I zachwycił mnie ten głos, jakiś spokój jaki w nim wyczuwam, lekkość z jaką buduje swoje melodie, tak wpadające w ucho, a zarazem w warstwie muzycznej pełne improwizacji, czasem nawet dysharmonii. Jest bardzo ciekawie! I potem dopiero zacząłem grzebać na Spotify że żadna z niej debiutantka, że nagrywała już w wielu składach, choć to rzeczywiście pierwszy jej w pełni solowy projekt. No i postanowiłem wspomnieć też o poprzednim krążku, tak innym a zarazem pokazującym jak wokalistka otwarta jest na różne eksperymenty.
niedziela, 10 maja 2026
Ta kurewska miłość - Petr Šabach, czyli któż nie tęksni za bliskością
Zastanawiałem się czy zaraz po wywiadzie z Szejnert nie dać też inne książki, w której owa bohaterka się znalazła, ale może zostawię sobie to na kolejny tydzień. Dziś zaś jeszcze Šabach. Czytałem chyba wszystkie tomiki wydane przez Wydawnictwo Afera Šabacha, odkrywając jego twarze, zarówno tą bardziej kpiarską, jak i tą bardziej refleksyjną. Taka to już trochę uroda czeskiego humoru, że on jest przesiąknięty takim trochę filozoficznym podejście do życia - obśmiać nawet to co boli, zalać robaka, zagadać, bo może zrobi się ciut lżej, nie być samotnym w tym co wydaje się trudne. Poprzednie książki znajdziecie w notkach na blogu lub w spisie przeczytanych, a ja dziś zapraszam do lektury najnowszego zbiorku opowiadań, już niestety zbiorku pośmiertnego. Tym razem pochylił się nad tematem miłości i jak zwykle zrobił to trochę po swojemu, z empatią przyglądając się naszym zranieniom, z ironią zaś patrząc na nasze oczekiwania, złudzenia i nadzieje.
Jak przeżyć ten przedziwny stan, który odbiera nam czasem zdrowy rozsądek i popycha do najdziwniejszych decyzji?
Chłodnia czyli grzejnia - Małgorzata Szejnert w rozmowie z Dorotą Karaś i Markiem Sterlingowem, czyli czy byłam zbyt surowa?
ZNAK wydał w ładnej oprawie zbiór reportaży Małgorzaty Szejnert z PRL i chwała za to, a jako pewnego rodzaju bonus równolegle został wydany wywiad rzeka z legendarną reporterką i współtwórczynią polskiej szkoły reportażu. W rozmowie z Dorotą Karaś i Markiem Sterlingowem może znajdziecie jakichś rewolucji i sensacji, będziecie mogli za to trochę lepiej poznać p. Małgorzatę. I w sumie tyle wystarczyłoby za całą notkę o tym tytule. Spora garść wspomnień, zarysowana droga do Gazety Wyborczej, trochę zdjęć, refleksji bohaterki na temat tego co jest ważne w budowaniu ciekawej historii, w rozmawianiu z ludźmi. I tyle. Dla niektórych pewnie będzie to "tylko tyle" a dla innych "aż tyle".
Wiadomo że dla ludzi interesujących się literaturą faktu to postać dość wyjątkowa, ucząca się od najlepszych, ale i ucząca kolejne pokolenia reportażystów, znajdziecie tu więc masę nazwisk, które być może macie na półkach. Raczej nie jako ploteczki, a raczej jakieś wspomnienia, przebłyski z nimi związane.
O cenzurze, o szukaniu tematów, o błędach i sukcesach...
sobota, 9 maja 2026
Mrokowisko - Julia Halladin, czyli nigdy nie zapomnę, nigdy nie wybaczę...
Matka z córką wchodzą w tą sytuację z jakąś dziwną determinacją, każda widzi w tym jakąś swoją szansę. Starsza chce wyremontować dom i na tym zarobić, choć wymaga to sporo pracy, młodsza początkowo sceptyczna, z czasem dostrzega też dla siebie szansę. Tyle że ją interesują tajemnice domu, a nie remont. Prowadząc podcast o tajemniczych sprawach ma nadzieję, że przyciągnie dużo więcej ludzi, bo tu ma historię na wyłączność. Zaczyna od zaginięcia młodej dziewczyny, zdarzenia które zmieniło los rodziny dawnych właścicieli i przyczyny tego iż dom stał przez tyle lat pusty.
piątek, 8 maja 2026
Doktórka od familoków - Magdalena Majcher, czyli huta dba o ludzi, ale będzie starać się jeszcze bardziej
No i obiecywany jakiś czas temu ciąg dalszy tematu "Ołowianych dzieci". Znajdziecie więc na blogu w tym roku już serial, reportaż napisany przez człowieka, który był jednym z "ratowanych" dzieci, no i teraz powieść. Reklamowana mi jako najlepsza w tym temacie, ale wiecie co?
czwartek, 7 maja 2026
Kobieta z kabiny dziesiątej, czyli nie wmawiajcie mi paranoi
Wyciągam różne notki starsze i w pierwszej kolejności będzie trochę tego typu tytułów. Będzie też teatru sporo, głównie rzeczy z Teatru Telewizji o których zawsze pisanie odkładałem, fakt iż znikam na pół miesiąca pomoże mi więc wreszcie sięgnąć po archiwalia i nie pozwolić mi zupełnie o nich zapomnieć.
Czy będą rzeczy nowe? Będę się starał. Czas na pisanie mam do 17 maja, więc co się uda zaplanować to będzie się pojawiało, potem powrót dopiero w czerwcu. W zanadrzu jeszcze dwie rzeczy teatralne, trzecia na horyzoncie ale nie wiem czy zdążę napisać, w tv prawie nic nie oglądam, jedynie Nesbo zaczęty, no i rzucam okiem po raz pierwszy na Love is blind, bo wszyscy gadają a ja nigdy nie widziałem. Nie moja bajka, ale wciąga, no i nie jest tak puste jak wszystkie te wyspy...
Nie rozgadujmy się jednak, idźmy do konkretów, a dziś konkretem jest film, ekranizacja thrillera autorstwa Ruth Ware, która kiedyś z tego co pamiętam całkiem mi przypasowała. Niestety mam wrażenie że w takich trochę bardziej klasycznych intrygach kryminalnych i w dość zamkniętej przestrzeni trzeba mieć naprawdę dobrze dobraną obsadę i tak zbudowany scenariusz, by jakoś przyciągnąć uwagę widza i jej nie stracić do końca.
środa, 6 maja 2026
Rok zmian - Mieczysław Gorzka, czyli uważaj czego sobie życzysz
Co prawda tu jest to tylko jeden z wątków, bo jest kilka równoległych, które się przeplatają i dwa pozostałe już dotyczą "normalnych" osób, przeżywających różne trudności i wrzuconych w sytuację zmuszającą ich do wybierania między dobrem a złem, mimo wszystko jednak to faceta mordującego kobiety zapamiętuje się szczególnie mocno.
Góra Synaj - Krzysztof Koziołek, czyli myśl, mów i rób to czego chcemy
Kolejny autor "sprawdzany", bo też nie da się nadążyć nawet czytając sporo kryminałów, by nadążyć za wszystkim co się wydaje. Czasem jednak coś zapadnie w pamięć i sięga się mimo upływu kilku lat od premiery. Na półce jeszcze kontynuacja Góry Synaj, w podobnym klimacie i pewnie jeszcze w tym roku zostanie połknięta. Retro kryminały bowiem lubię bardzo, a jeżeli dzieje się to w ciekawym miejscu, w ciekawych czasach, to i smakuje to podwójnie dobrze. Może i nie zrobiło takiego efektu wow jak kiedyś powieści Bochusa, ale czyta się naprawdę fajnie, a i intryga jakoś bardzo nie rozczarowuje. Może i chciałoby się trochę poznać lepiej bohaterów, bo tu akurat nie udaje się za bardzo z nikim polubić, nie można jednak oczekiwać wszystkiego. A może można? Góra Synaj dostałaby pewnie w dawnej skali ocen 2-5, powiedzmy 4 z minusem, zdarzały się powieści lepsze, zdarzały się jednak też dużo słabsze.
Glogau, Neusalz - mówi Wam to coś? Ano to dzisiejszy Głogów, Nowa Sól, dawniej część regionu Dolnego Śląska, dziś podzielone granicą na dwa województwa. To właśnie tu w końcówce lat 30 dzieje się akcja powieści zbudowana wokół tajemniczych śmierci dzieci.
poniedziałek, 4 maja 2026
White room - Bokka, czyli energia i wrażliwość
Niby elektronika, mam jednak wrażenie że więcej tu tajemnicy niż chamskiego tanecznego i powtarzalnego rytmu. Buja za to cudownie. Energia, ale i wrażliwość, ten wokal i syntezatory tworzą jakąś przestrzeń którą określiłbym jako zmysłową ale i ulotną. Nawet więc jeżeli fragmenty (np. chórki) będą Wam coś przypominać, być ukłonem w stronę muzyki sprzed lat, to przecież jest to jednocześnie coś świeżego, fajnie łączącego różne estetyki. Powiedziałbym bowiem że więcej tu odwołań i tajemniczości rodem ze stajni 4AD niż klubowego grania do tańca.
niedziela, 3 maja 2026
Raczej bohater - Anna Burns, czyli jak tu uniknąć własnego powołania i zmienić los zdarzeń
Zaskoczyła mnie ta powieść, zarówno objętością, jak i zawartością. Po Mleczarzu chyba spodziewałem się czegoś bardziej serio, w podobnym klimacie, niby z ironią, ale nie aż tak pokręconego.
Tymczasem Raczej bohater to groteskowa opowieść o tym jak to jest być superbohaterem. Czujesz w sobie jakąś presję, obowiązki, czyhają na twoje życie wrogowie, a ty nie wiesz za bardzo komu zaufać. Da się tak żyć na dłuższą metę? Jeżeli wszędzie dopatrujesz się podejrzanych interesów i ukrytych zamiarów, starasz się zabezpieczyć na wszystkie strony, a potem i tak przychodzi chwila, gdy atak przychodzi z zupełnie innej strony. Przecież nawet superbohater może się mylić, popełniać błędy, dać się zaskoczyć...
No i w życiu uczuciowym też nie jest tak, że może sobie skakać z kwiatka na kwiatek bez konsekwencji, nie pragnąć samemu jednak czegoś więcej. Anna Burns pisze nie tyle pastisz opowieści o superbohaterach, a raczej własną wersję takiej historii - pełną szalonych zupełnie motywów, działań, postaci, a centrum stawiając femme fatale, zakochaną w superbohaterze.
Ostatni ludzie Czarnobyla - Krystian Machnik, czyli zona i ci którzy postanowili tam żyć
A ja? Cóż. Może nie jestem tak wielkim pasjonatem, raczej nie marzę o tym, by pojechać do strefy, nie fascynują mnie aż tak bardzo foty tego jak zmieniają się zarówno opuszczone miasta, jak i tereny zajmowane coraz bardziej przez przyrodę. Nie jest to jednak dla mnie zupełnie nowy temat, zresztą pewnie jak dla każdego z pokolenia co musiało połykać jod w przychodni. Opowiadając więc o historii, o tym jak doszło do wybuchu, mam wrażenie że Machnik nie odkrywa nic nowego, pisze dość pobieżnie, czasem nawet o ciekawych sprawach, ale ich nie rozwija.
Co innego jest jednak siłą tej książki.
sobota, 2 maja 2026
Dzień zero, czyli wskażcie wroga a naród się zjednoczy
Robert de Niro, którego bardzo lubię za różne role, na stare lata niestety rozmienia się coraz bardziej w jakieś żenujące produkcje, z tym większą przyjemnością zerknąłem na jego rolę w Dniu Zero, bo wreszcie pokazał trochę więcej klasy. Może nie rzuca na kolana, ale rola byłego prezydenta, który podejmuje zadanie by stanąć na czele komisji wyjaśniającej jeden z największych zamachów na USA, ma w sobie coś interesującego. Grany przez niego bohater posiada sporo charyzmy, uporu a jednocześnie pokory, że już nie młodzieniaszkiem i być może ma jakieś problemy demencyjne... Tylko jak się do tego przyznać, skoro już się podjęło zadania. Jako jeden z nielicznych został zapamiętany jako prezydent który odchodził z klasą, na własne życzenie, z powodu problemów rodzinnych, dlatego to do niego zwrócono się gdy ktoś nagle w całym kraju wyłączył prąd na kilka minut. Co prawda ofiar nie było aż tak wiele, ale przecież wszyscy sobie zdają sprawę że to mógł być jedynie pokaz siły - skoro ktoś jest w stanie zrobić to raz, kto powstrzyma go by zrobić to ponownie na dłużej? Padną banki, internet, media, komunikacja... Przecież to będzie paraliż kraju.
piątek, 1 maja 2026
Lapis Lazuli - Krzysztof Bochus, czyli zaginione dzieło czy genialny falsyfikat?
Pamiętam jak kiedyś marudziłem gdy Krzysztof Bochus, autor którego czytałem od pierwszej książki, porzucił nagle kryminały retro i zabrał się za pisanie książek dużo bardziej w klimacie sensacyjnym, niż kryminalnym. Po prostu mam wrażenie że w tych współczesnych historiach dużo trudniej o oryginalność, popada się dużo łatwiej w jakieś schematy. I trochę pozostaję przy swoim zdaniu, choć widzę że w tej chwili pomysł na Adama Berga pojawił się taki, by mocniej pokazać jego dziadka, czyli Christiana Abella, policjanta służącego na Pomorzu w latach 30. Dzięki temu iż ominąłem kilka tomów serii mogłem jakby na nowo poznawać bohatera, dziennikarza który zdobył międzynarodową sławę jako ten który do dzieł sztuki ma wyjątkowego nosa. W tej chwili może już działać jako wolny strzelec, bardziej detektyw niż ktoś rozliczany z pracy nad konkretnym tekstem i tematem. Adam Berg ładuje się w kolejne kłopoty, wciąż na pierwszym miejscu stawiając prawdę a nie pieniądze. I nie wszystkim się to podoba.
A wspomniany Abell? Ano jest tu postacią równie ważną. To wątek historyczny i listy pisane przez policjanta, który zdecydował się odejść ze służby za rządów Hitlera do zaprzyjaźnionego malarza, będą stanowić tu klucz do rozwiązania zagadki.
Dwa miliony za Grunwald - Joanna Jodełka, czyli ratować przed zniszczeniem
O ile bowiem tytuł powieści Joanny Jodełki trochę obiecuje jakąś powieść kryminalno-sensacyjną, zawartość może trochę rozczarować. Nie ma tu bowiem specjalnie miejsca na zagadkę, a i trudno zbudować napięcie jeżeli zna się dalsze losy obrazu. Chodzi bowiem o obraz dla Polaków tak ważny, a przez Niemców znienawidzony i który jako jeden z pierwszych obiektów znalazł się na ich liście do zdobycia i zniszczenia. Jak wszyscy wiemy wisi w naszym Muzeum Narodowym w Warszawie, skoro więc udało się go uratować, choćby nie wiem jak podkręcać fabułę trudno zaskoczyć czytelnika. Choć pewnie Amerykanie film nakręciliby taki, że byśmy szczęki zbierali z podłogi, choć niekoniecznie zgodny z faktami. Autorka jako że studiowała na Wydziale Historii Sztuki, to i stara się dość wiernie odtworzyć tą historię, choć na pewno jest to fabularyzowana wersja, chwilami może i łapiąca trochę kolorów.























