Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka klasyczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka klasyczna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 kwietnia 2026

All Your Fears, All Your Hopes - Maciej Tubis, czyli ukoić smutek, odzyskać harmonię...

Po informacji o śmierci Łukasza Litewki szukałem czegoś muzycznego co by mnie trochę wyciszyło i oto efekt tych poszukiwań: odkrycie polskiego artysty, który czaruje na fortepianie jak mało kto. Zerkam więc cały weekend na stream Łatwoganga i moje serce się raduje. Już nie smuci, bo mam wrażenie, że jak w niewielu sytuacjach zjednoczyliśmy się mocno. Wokół dobra. A mi dodatkowo trochę ten smutek łagodziła też muzyka... Bo świadomość istnienia czegoś pięknego co po nas zostaje, jakoś pozwala pogodzić się ze stratą. 


Maciej Tubis nagrywał już kompozycje Komedy, eksperymentował trochę z elektroniką, generalnie jednak to wciąż muzyka gdzieś z pogranicza muzyki którą uważamy za klasyczną, a nastrojowymi, refleksyjnymi, bardziej nowoczesnymi melodiami. Fortepian, syntezator, wystarczą by stworzyć całą muzyczną opowieść, w której można zanurzyć się na długie kwadranse. 

piątek, 2 stycznia 2026

Kopciuszek, czyli baśniowy powrót do dzieciństwa

Multikina w cyklu nazywowkinach jak co roku przyszykowały dla miłośników sztuki baletowej (zapewne z myślą o dzieciach) spektakle oparte na znanych baśniach. Będzie więc „Dziadek do orzechów” z Londynu, stanowiący stały punkt programu wydarzeń przedświątecznych, ale także nowa propozycja – „Kopciuszek” w wykonaniu Royal Ballet z Londynu. I muszę powiedzieć, że miłe zaskoczenie, bowiem sala kinowa pełna była widzów. Wydawać by się mogło, że ta opowieść baletowa zapełni salę rodzicami z dziećmi, a tu niespodzianka. Bardzo dużo młodych osób i tych w wieku średnim. Widok budujący. Widać, że widzowie zaczynają doceniać spektakle z tego cyklu, tym bardziej, że w tym zabieganym świecie tak miło przenieść się do nieziemskiego acz powabnego świata baśni, gdzie magiczny pył z różdżki wróżki sprawia, że spełniają się marzenia.


Balet „Kopciuszek” to klasyka. Dzięki pokazom można ją zobaczyć w nowej odsłonie, w wykonaniu The Royal Ballet z Londynu w legendarnej już choreografii autorstwa Fredericka Ashtona do pięknej muzyki Siergieja Prokofiewa. W roli Kopciuszka wystąpiła tym razem eteryczna Fumi Kaneko a w roli Księcia William Bracewell. W tym przedstawieniu można odnaleźć wszystko: miłość i zazdrość, dobre i złe emocje, wróżki, które pomogą, a jednocześnie najpiękniejsze tańce. Dużo chaosu, ale także humoru wprowadzą Siostry Przyrodnie, a baśniowe wróżki wyczarują i dyniowe karoce i magię pór roku. A to wszystko w mistrzowskiej inscenizacji Garego Avisa i scenografii stworzonej przez Toma Pye i kostiumach zaprojektowanych przez Aleksandra Byrnea i Caroline McCall.

poniedziałek, 5 maja 2025

Pianorizon - Bartek Wąsik, czyli spójrz dalej, spójrz głębiej

Poniedziałkowa dawka muzyki. Ciekawe czy znacie dzisiejszego artystę. Czasem trafiamy na jakiś klip artysty zagranicznego, pianisty, wykorzystującego również jakieś instrumenty elektroniczne, który na tle pięknych widoków gra cudowne pasaże, zachwycamy się, mówimy ach gdyby tak u nas... Tak choćby znalazłem kiedyś 
Martina Kohlstedta (pisałem o nim tak).



Czy naprawdę jednak u nas nie ma kompozytorów i muzyków, którzy mieliby ochotę nagrać coś w tym stylu, odejść od klasyki, ale jednocześnie wcale nie iść w komercyjne projekty, które miałyby jedynie bawić widza...

Właśnie chyba znalazłem taki przykład. Oto Bartek Wąsik, który na fortepianie maluje przed nami wspaniałe wizje, wyczarowuje całe krainy do których możemy się wybrać. I nie ma w tym próby przymilania się, łaszenia się jakimiś przebojowymi melodiami. Albo dasz się temu porwać i wyruszysz w podróż albo może to jest ten czas, ten klimat.

piątek, 17 maja 2024

Śpiąca królewna, czyli bajka raczej dla dorosłych

W naszej świadomości bajka o Śpiącej królewnie funkcjonuje najczęściej w wersji przedstawionej w filmie Wolta Disneya. Delikatna królewna, posłuszna córka, niewinna ofiara złej, niewyrozumiałej wróżki, która po przebudzeniu poślubia zakochanego w niej królewicza. Ach, jak słodko… Spektakl jaki oglądaliśmy w Multikinie przygotowany został przez zespół baletowy Opery w Zurichu i ta wersja nieznacznie różni się od baśni braci Grimm i powiem szczerze, że po dotychczas oglądanych baletach, tych słodkich spektaklach dla dzieci, ta wersja jest jak ożywczy powiew świeżości, choć może raczej nie dla osób bez poczucia humoru, ksenofobicznych i konserwatywnych. Nie każdemu się ta wersja spodoba, ale ja na niej bawiłam się świetnie i śmiałam serdecznie patrząc na bohaterów i ich zachowanie, widząc zmianę konwencji odnośnie postaci Aurory i jej postępków. Niewiele mogę zdradzić, żeby nikomu nie psuć odbioru nowej wersji „Śpiącej królewny”, jednak uważam jest to zabieg ciekawy i zrobiony z poczuciem humoru.

środa, 3 stycznia 2024

Dziadek do orzechów, czyli jak co roku w okolicach świąt

Im więcej mi lat przybywa tym chętniej wracam do rzeczy sprawdzonych, tych które sprawiają mi radość albo z sentymentu. Nie dziwi więc, że w ferworze przygotowań świątecznych nagle zapragnęłam odpoczynku przy balecie „Dziadek do orzechów”. Widziałam już ten balet w wykonaniu Teatru Bolszoj a także Teatru Wielkiego w Warszawie. Bogata scenografia, feeria barw, piękno tańca klasycznego. Tym razem obejrzałam go w wykonaniu Royal Opera House z Londynu i miłe zaskoczenie. Ta wersja jest bardzo, bardzo czytelna więc chyba najlepsza do odbioru przez dzieci. Przecież to bajka bożonarodzeniowa, pełna magii, spełnionych marzeń i pięknej muzyki Piotra Czajkowskiego. Jeśli więc chcecie przybliżyć komuś balet, ta wersja jest do tego idealna.

niedziela, 10 grudnia 2023

Flur - Martin Kohlstedt, czyli wybierz się do lasu

 Dzień, w którym zdecydowanie nie chce się wychodzić spod koca, odpuściłem Targi Fantastyki i z lapkiem na kolanach nadrabiam zaległości (nie tylko serialowe). Napisałem wreszcie o Ciosach Jarka Czechowicza (polecam) i miał wlecieć jeszcze dziś jakiś serial lub zaległy teatr. 

Ale... No właśnie. Czasem i z reklam na FB może wyniknąć coś ciekawego, choć zwykle ich unikam. Wciąż jednak ciekaw jestem różnych rzeczy muzycznych, a tu dziś zapowiedź koncertu Martina Kohlstedta w Warszawie. Fragmentu muzyczny zaciekawia, grzebię więc dalej. 
I choć najnowsza płyta, zdecydowanie elektroniczna zaciekawia, to nie ona mi dziś towarzyszy od kilku godzin, ale dużo bardziej kameralne nagrania sprzed kilku lat. Czyste dźwięki fortepianu. I wystarczy by wyruszyć w podróż...

poniedziałek, 5 grudnia 2022

String Theory - Marek Napiórkowski feat Aukso, czyli woda i ogień, klasyczne i improwizacyjne

Robiąc porządki w notkach bo jak się okazało do spisów przez parę miesięcy nic nie wrzucałem, szukałem czegoś w nowych krążkach do posłuchania... I o dziwo, żadne tam bardziej znane, czy ostrzejsze nuty wpadły w ucho, tylko jazz. W dodatku wzbogacony o partie smyczkowe bynajmniej nie jazzowe, więc w sumie jak na mnie dość zaskakujący wybór. Przecież w sporej dawce improwizacja wcale nie jest dobra jako tło, wymaga skupienia, drażni jeżeli robisz coś innego w trakcie. To melodie i solówki, które mogą zachwycić, ale bywają też fragmenty dość nużące, rozbudowane aż do przesady wokół jednego motywu. A mimo to ciężko było się oderwać. Marek Napiórkowski już niejednokrotnie udowadniał, że na gitarze potrafi wyczyniać cudowne rzeczy. Tu pokazuje trochę inne oblicze, bo jednak aranżacje z orkiestrą mam wrażenie, że skłoniły go do troszkę innego myślenia o kompozycji.

czwartek, 14 lipca 2022

Pieśni współczesne live at Cavatina Hall - Miuosh, Zespół Śląsk, czyli takie projekty zapamiętuje się na długo

Gdy w ubiegłym roku ukazała się płyta z projektem Miuosha i Zespołu Pieśni i Tańca Śląsk, słuchałem pojedynczych numerów, ale całość jakoś nie powaliła mnie na kolana. Gdy teraz jednak sięgnąłem po album z trasy koncertowej, realizowanej już po wybuchu wojny na Ukrainie, to ciary chodziły mi po plecach przy słuchaniu. Ważne że kasa ze sprzedaży krążka szła na Polską Akcję Humanitarną, co dodatkowo sprawia, że jest on wyjątkowy.
Choć nie ma głosy Kory, która wtedy tak mocno wybrzmiała, to goście pojawiający się na żywo są równie ciekawi, to m.in. Smolik, Organek, Natalia Grosiak, Kwiat Jabłoni, Król, Julia Pietrcuha, Igor Herbut, Ralph Kamiński... Siłą jednak tego projektu jest sam pomysł - połączenie tradycji i nowoczesności, siły wyrazu rodem z muzyki rockowej i potęgi chóru i orkiestry kameralnej. Wokaliście są jedynie nośnikiem tego pomysły, jego wykonawcą. Fakt, że świetnym, ale bez chóru i orkiestry tej siły by nie było. To był zresztą początek tego projektu, soliści pojawili się dopiero na kolejnym etapie. Sprawili może że popularność niektórych numerów była większa, warto jednak wsłuchać się w całość.

wtorek, 7 czerwca 2022

Juno to Jupiter - Vangelis, czyli zamknij oczy i wznieś się ku gwiazdom

Krótka notka, którą sobie obiecałem, by choć raz na blogu pojawił się Vangelis. Kiedyś mam wrażenie dużo częściej sięgałem po muzykę filmową, jego twórczość z Jonem Andersonem też niejeden raz gościła w odtwarzaczu. Co się takiego stało, że trochę o tym kompozytorze zapomniałem? Może fakt, iż w większym natężeniu robi się trochę mało strawny - albo pompatyczny albo znowu rozwlekły... A może to ja mam za mało cierpliwości, wciąż zagoniony, rzadko kiedy mając okazję do tego, by na całą godzinę zasiąść sobie w słuchawkach i o niczym innym nie myśleć. Niezaprzeczalnie jednak Vangelis zostawił nam tyle dobrej muzyki, że żal nie poświęcić mu choć jednej notki. I choć kusiło by napisać o czymś bardziej przekrojowym (znalazłem np. oficjalną kompilację zatytułowaną Delectus, która zawiera aż 13 krążków), wybrałem potem jeden z nowszych albumów, czyli inspirowany misją NASA "Juno to Jupiter". 

środa, 18 grudnia 2019

Eight Hands Quartet, czyli co za pozytywne zaskoczenie

Wychodząc z założenia, że jak jest piątek 13-go grudnia, to może się coś nie udać, brniemy wraz z mężem przez zatłoczoną, stojącą w korkach Warszawę na koncert czwórki młodych pianistów. Mąż nie przepada za instrumentami klawiszowymi, a ja się nie znam na muzyce, ale lubimy wchodzić w nowe, dotąd niezbadane przez nas „smaczki” kultury. A na koncercie fortepianowym jeszcze nie byliśmy. Docieramy do Teatru Druga Strefa, siadamy w pierwszym rzędzie…

wtorek, 2 kwietnia 2019

Walkiria, czyli ciekawość popłaca



Muzyczny motyw przewodni opery Wagnera „Walkiria” jest zapewne znany każdemu, choć nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Mocna muzyka, narastająca brzmieniem, kojarząca mi się z czymś groźnym, mrocznym. Ten motyw nęci, niepokoi, jednak oczywiście włączają się stereotypy: co może zaoferować muzyk niemiecki przy takim Vedim czy Bizecie? Opera w niemieckim języku? Jak można coś w nim stworzyć, co nie zaboli naszych uszu. I jeszcze Brunhilda! W naszym języku brzmi jak grzmot w czasie burzy. Och, to myślenie stereotypami i schematami. Od dzisiaj: precz! Niech żyje intuicja!
„Walkiria” wystawiona przez  The Metropolitan Opera HD Live, którą obejrzałam w kinie Praha dzięki nazywowkinach.pl rozłożyła mnie na łopatki. Nie znam się na muzyce, Wagner do tej pory był mi obojętny, niespecjalnie podoba mi się język niemiecki i gdyby nie ta nieustanna ciekawość, co też może kryć się za tym muzycznym motywem, w jaki sposób został przez twórcę wykorzystany, za nic w świecie nie poszłabym na tę operę i w ten sposób  straciłabym możliwość obcowania z czymś tak pięknym. Bo ta opera jest arcydziełem, a jej wystawienie przez Met. Opera jest niebywałe i olśniewające.

wtorek, 13 czerwca 2017

Mozart na placu, czyli zaproszenie

Od razu się przyznam: nie jestem melomanem, cała afera wokół Warszawskiej Opery Kameralnej jest dla mnie niejasna, a ponieważ nie jestem tam ani częstym widzem, ani znawcą, nie wypowiadam się na ten temat. Muszę jednak przyznać, że raduje się moje serducho przy wieściach o Festiwalu Mozartowskim, że nie zapomniano o wydarzeniach otwartych, bezpłatnych. Dziś więc nie tyle recenzja, a raczej zaproszenie. Co prawda wczoraj byłem na inauguracji cyklu koncertów Mozart na placu, ale nie potrafię napisać z tego jakiejś większej recenzji. Po prostu pięknie było. Choć nie pod chmurką, na leżaczkach, a z powodu pogody tym razem we wnętrzu baru studio, ale i tak zebrało się bardzo dużo ludzi by wysłuchać dwóch koncertów Mozarta napisanych na kwartet smyczkowy i fantastycznie wykonanych przez Royal String Quartet. 
Czeka nas jeszcze kilka tygodni takiej uczty. Zaglądajcie do repertuaru festiwalowego lub też na stronę zbierającą wszystkie wydarzenia jakie dzieją się w przestrzeni Placu Defilad (a jest ich sporo). W razie niepogody zawsze można schować się do Baru Studio lub do Cafe Kulturalna gdzie tez cała masa różnych wydarzeń.

sobota, 26 marca 2016

Michael W. Smith - Freedom, czyli odrobina pięknej muzyki

I po świętach. To co najważniejsze już się dokonało, a teraz pozostaje tylko radowanie się wolnymi dniami i czasem, który spędzamy z bliskimi. Oby nie tylko przy stole. I oby nie przy telewizji :)
Postanowiłem dzisiejszą notkę zrobić trochę wyjątkową - bo i płyta wcale nie nowa i artysta u nas chyba mało znany. No i nie będzie standardowego Alleluja (bo wtedy pewnie bym dał TGD), Stwierdziłem po prostu kilka dni temu, że warto czasem sięgnąć po coś instrumentalnego, by nie tylko się wyciszyć, ale i zachwycić się czymś co tworzy zupełnie inną przestrzeń.
Ten album własnie taki jest. I z ogromną przyjemnością uruchamiam go wciąż od nowa.

czwartek, 19 września 2013

Lacrimosa - Revolution, czyli nawet najlepszy pomysł kiedyś się kończy

Gdy myślę o różnych kapelach, o których jeszcze wcale na blogu nie pisałem to robi mi się dłuuuga lista wykonawców, a każdy na swój sposób ciekawy. Nie zawsze jednak mam możliwość powrotu do tego czego słuchałem kiedyś - część nagrań było jeszcze na kasetach, albo płytki gdzieś sobie powędrowały (Ty co czytasz, a pożyczyłeś niech Ci wyrzuty sumienia spać nie pozwolą). Do takich kapel należy i Laibach, Lacrimosa, po części też Rammstein (choć jakieś nowsze rzeczy chyba mam). Muza surowa, ciężka i mająca w sobie jakiś niesamowity klimat. Tu nawet język niemiecki, który zawsze mnie denerwuje, pasuje jak ulał. 
Szwajcarzy z Lacrimosy od lat tworzyli płyty, które swoim brzmieniem zachwycały i rzucały na kolana wszystkich miłośników mrocznej, gotyckiej muzy. Organy i gitary elektryczne. Delikatny fortepian i burza, ściana dźwięków, które przywalają cię niczym wysadzany wieżowiec. Piekło i niebo. Sakralność i uniesienie, piękne melodie, ale i cholernie twarde, dołujące, dramatyczne, przeszywające na wskroś dźwięki gitar, perkusji i orkiestry, przy której nawet niektóre metalowe kapele brzmią jak przedszkolaki. Stworzyli kilka świetnych płyt. Ale jeżeli wciąż gra się podobnie, to niestety prędzej czy później pomysłów i oryginalności musi zabraknąć.

piątek, 30 sierpnia 2013

Kroke - Feelharmony, czyli jeszcze subtelniej, jeszcze piękniej. I rozdawajka


Wystarczyło jednokrotne przesłuchanie tej płyty w samochodzie, a "wsiąkłem" i postanowiłem zdobyć ją na własność (przy okazji poszukać innych nagrań i jak by się udało zobaczyć ich na żywo). Dotąd kojarzyłem ich z pojedynczymi utworami, muzyką klezmerską, ale jakoś nigdy nie miałem okazji posłuchać w większej dawce. A gdy się to udało, odkryłem, że to nie tylko kolejna kapela sięgająca do muzyki folkowej, dawnej, żydowskiej, bałkańskiej, ale przede wszystkim świetni muzycy, którzy inspirując się pewnymi tradycjami, potrafią wydobyć z nich życie, potencjał, coś nowego. Chyba już wiem co będzie celem najbliższych polowań muzycznych.
Feelharmony jest płytą specyficzną, bo nagraną przez zespół z towarzyszeniem orkiestry symfonicznej- zrobili taki eksperyment muzyczny by uczcić 20 lecie grupy. Sinfonietta Cracovia pod batutą kompozytora Krzysztofa Herdzina wzięła na warsztat utwory Kroke z różnych płyt, ale cudownie udało się połączyć potencjał zespołu (który gra zwykle w składzie: Jerzy Bawoł - akordeon, Tomasz Lato - kontrabas i Tomasz Kukurba - altówka) i rozmach, piękno wykonania tych melodii przez całą orkiestrę (i perkusję). Muzycy Kroke nie są w tle, oni jakby prowadzą całość, nawet jeśli na chwilę się wycofują, to nigdy nie znikają, a orkiestra pogłębia i czyni ich twórczość jeszcze ciekawszą, subtelniejszą. I jeszcze głos Anny Marii Jopek (dawno jej nie słyszałem) gościnnie w niektórych kawałkach. 
Urzekające. W tych aranżacjach udało się wydobyć i melancholię i tęsknotę i ekspresję. Życie.


 *****************************************************************

Sierpniowa rozdawajka powoli dobiega końca - zainteresowanie chyba jak dotąd największe. Wyniki może już w niedzielę, więc spieszcie się kto jeszcze nie zdecydował się co by chciał z tego pakietu. 
Ale możemy już powoli ruszać z propozycjami na wrzesień? Tym razem bez nowości, ale dwie książki w miarę świeże - o nich już pisałem i można zerknąć na moje opinie, a trzecie to już klasyka. Oddaję, bo mam dwa egzemplarze. Mam nadzieję, że tytuły znajdą swoich zwolenników. A nawet jeżeli nie, to podeślijcie proszę info o rozdawajce znajomym lub udostępnijcie u siebie, aby skorzystali inni.
Bawimy się w ten sposób już po raz czwarty, więc chyba nie muszę długo tłumaczyć zasad "Raz, dwa, trzy, wybierasz Ty". Zgłaszacie się (najlepiej od razu z e-mailem, bo to ułatwia kontakt) pod tym postem wskazując jaką lekturą jesteście zainteresowani. Nie ma ograniczeń co do ilości, ale każda jest losowania osobno, więc małe prawdopodobieństwo, że wszystko zgarnie jedna osoba.

Wysyłka raczej na terenie kraju (jeżeli to możliwe, abym nie zbankrutował). Książki są moją własnością, wszystkie były czytane, ale są w stanie dobrym. Jedna z nich (Głuchowski) jest egzemplarzem otrzymanym do recenzji (podziękowania dla wydawnictwa Agora).
Banerek do zamieszczenia i promocji dla chętnych jest obok, ale nie jest obowiązkowy. Nie ma też żadnych dodatkowych obowiązków (np. dodawania do obserwowanych, lajkowania itd.). Pełna dobrowolność :)
A teraz to co najważniejsze, czyli skład pakietu:
1. Umarli tańczą - Piotr Głuchowski notka tu
2. Ludzie Stalina-
3.Stowarzyszenie miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek - M.A. Shafferm, A. Barrows - notka tu!

Czas do 30 września do północy. Szczęśliwców wybiorą jak zwykle koty...
I jeszcze coś muzycznego :)

sobota, 12 lutego 2011

Jan Garbarek, The Hilliard Ensemble - Officium Novum, czyli dotknięcie sacrum

Ponieważ jutro czeka mnie pół dnia za kółkiem i pewnie nie będzie czasu na internet postanowiłem napisac jeszcze dziś o tym co mi teraz "w duszy gra". A to muzyka wyjątkowa - wyciszająca, ale też napełniająca niesamowitą energią. Trochę ciężko znaleźć słowa by ją opisać, ale spróbuję - choćby po to, że jeżeli ktoś jeszcze tego nie zna aby do posłuchania zachęcić. Sam pomysł jest niesamowity - połaczyć dźwięk saksofonu muzyka jazzowego z wielogłosową muzyką wokalną, którą znamy głównie z wykonań chórów cerkiewnych czy średniowiecznych. Saksofon dotąd kojarzył mi się tylko z muzyką jazzową albo z produkcjami Kenny G - na dłuższą metę było to dość monotonne i drażniące. A tu?