wtorek, 22 października 2019

Na cieżkim kacu. Nowa Rosja Putina i duchy przeszłości - Shaun Walker, czyli czemu w to wierzą i za tym idą

Rosja. Temat rzeka. Z jakiej strony ugryźć te kraj, jego mieszkańców, skoro ma on wielkość kontynentu i jest tak różnorodny, pełen kontrastów. Moskwa i życie nowobogackich, jakie zazdrościłby niejeden bogacz z Europy i peryferie gdzie do dziś można spotkać ubogie chatki bez żadnych udogodnień to dwa różne światy.
Czy da się zrozumieć ten kraj, czy ogarnie go ktoś kto tu się nie wychował, jest przybyszem z zewnątrz?
Wieloletni rosyjski korespondent "Guardiana" proponuje nam spojrzenie, które może zaskakiwać, ale na tyle mocno obudowuje swoje tezy różnymi obrazami, że trudno odmówić mu trafności jego ocen. Walker pyta o to: kiedy Rosjanie byli dumni ze swego kraju, kiedy widzieli w nim siłę i jak bardzo pragną na nowo takiego zjednoczenia. Cena nie jest ważna. Temu celowi można podporządkować wszystko. Nawet własną amnezję.

poniedziałek, 21 października 2019

Rytuały wody - Eva Garcia Saenz de Urtiri, czyli rany tak łatwo się nie zabliźniają

W kategorii: kryminały i thrillery "Cisza Białego Miasta" (o której pisałem tu) w tym roku zdecydowanie na podium, nic więc dziwnego, że kontynuację złapałem szybciutko, mimo że na stosie dziesiątki innych nowych tytułów. Zdążyłem więc jeszcze kilka dni przed oficjalną premierą (30 października).

I choć pewne motywy moim zdaniem zbyt wyraźnie się powtarzają, to lektura "Rytuałów wody" daje ogromną frajdę. Czemu wspominam o powtórzeniach? To taki syndrom "Ojca Mateusza" - ile można trupów można przypisać do niewielkiego miasteczka? Ilu może pojawić się w krótkim czasie seryjnych morderców, dla których ważnym motywem w działaniu są jakieś skomplikowane rytuały i symbole zaczerpnięte z głębokiej przeszłości? Jeżeli przymknie się trochę na to oko, to historia wciągnie Was jak i za pierwszym razem.
Unai Lopeza de Ayali zwany Krakenem ledwie się wylizał z poprzedniej sprawy. Kula uszkodziła mózg i choć lekarze dokonali cudu, on pogrążył się w depresji, wcale nie mając ochoty próbować chodzić na jakąś terapię, by odzyskać mowę. Urlop się przedłuża, wszyscy pamiętając o jego bohaterstwie dają mu taryfę ulgową, przyzwyczajając się do tego, że porozumiewa się pisząc na karteczkach lub na telefonie. Gdy jednak brakuje rąk do pracy, jego koleżanka prosi go o pomoc w sprawie, która stanie się dla niego przełomem - w końcu lokalna policja niewielu ma profilerów, a on jest jednym z najlepszych.

Ciało kobiety w ciąży znalezione na pustkowiu w górach dla pozostałych policjantów jest po prostu kolejną sprawą, on jednak rozpoznał ofiarę i poczuł głęboki niepokój, postanawiając za wszelką cenę zawalczyć o to by nie odsuwano go od śledztwa. Znał ofiarę, choć przez lata jej nie widywał i starał się o niej zapomnieć. Morderstwo wyrwało go z obojętności, wciągnęło na nowo w pracę, ale po raz kolejny sprawiło, że postawił na szali życie i to nie tylko swoje, ale tym razem również kobiety, którą kocha i dziecka, którego się ona spodziewa. Być może jego dziecka.

niedziela, 20 października 2019

Joker, czyli po prostu wgniata w fotel

Intensywny weekend, ale postanowiłem napisać w najbliższych dniach dwie notki które we mnie "siedzą" od dłuższego czasu. I brak czasu i odpowiednich słów, by wyrazić wszystkie emocje. Ale spróbuję. Dziś film, jutro lektura.

Joker. W głowie natychmiast wszystkim uruchamiają się obrazki z filmów o Batmanie, komiksowe historyjki jakimi fascynują się dzieciaki i nieliczni dorośli, którzy nadal kochają być dziećmi.
No nie, ten film nie ma w sobie nic komiksowego, choć wprost nawiązuje do niektórych wydarzeń, ma być dla nich prequelem. To nie jest kino akcji, a mroczny dramat psychologiczny, pokazujący jak z odrzucenia, frustracji i samotności, może narodzić się coś destrukcyjnego. Ten film zachwycił mnie i przeraził jednocześnie.




Joaquin Phoenix stworzył postać, której współczujemy, rozumiemy, a z drugiej strony, postać od której nas odrzuca. Arthur Fleck nie ma w życiu lekko. Jego zaburzenie neurologiczne sprawiają, że nie może mieć nadziei na jakąś sensowną pracę, mieszka z matką w kiepskich warunkach, z resztą podobnie jak wielu jemu podobnych w czasach kryzysu. Pomoc państwa? Wolne żarty. Nawet darmowe wsparcie terapeutyczne właśnie jest likwidowane w ramach oszczędności. Nie zawsze radzi sobie z emocjami, czasem reaguje nieadekwatnie do sytuacji, nie wyczuwa oczekiwań innych, nie ma w nim empatii, ale to nie do końca jego wina. Jest chory, ale choć niektórzy zdają sobie z tego sprawę, nie czują wobec niego wyrozumiałości, tylko odrzucają jako dziwaka. Czy taki ktoś, pełen nerwic, kto prawie nigdy nie doświadcza wewnętrznej radości, może stać się, tak jak o tym marzy, sławnym komikiem, który daje ludziom radość? Trudno to sobie wyobrazić.
Todd długo jednak będzie próbował radzić sobie z życiem mimo odrzucania, przemocy, braku akceptacji, gdy dojdzie jednak do pewnej granicy i ją przekroczy, dozna przemiany... Skoro nie czuje nic, jest mu już wszystko jedno, nie ma w sobie też lęku, staje się kompletnie nieprzewidywalny. I tym samym groźny. 


Oczywiście - historia jest poprowadzona tak, byśmy rozumieli przyczyny złości bohatera i sporej części mieszkańców miasta, którzy mówią o niesprawiedliwości, o podziale między nielicznymi bogatymi i biedną większością. Tylko przecież to nie usprawiedliwia przemocy. A ten film pokazuje ją tak, jakby szał, który ogarnia ludzi miał uzasadnienie, był jakimś wyzwoleniem i zburzeniem starego porządku. Ciarki jakie przechodziły mnie podczas seansu podobno są nie tylko moim doświadczeniem. To właśnie budzi we mnie jakiś sprzeciw i ogromny dysonans: oglądam film, który mnie zachwyca (długo wymieniać: muzyka, zdjęcia, genialna rola Phoenixa, klimat), a jednocześnie mam odczucie, że jest w nim jakiś pierwiastek zła, że poprzez jego usprawiedliwianie twórcy igrają z ogniem pokazując nie tylko historię tego jak zrodziła się postać jednego z najsłynniejszych czarnych charakterów, ale pokazują go jako tragiczną i fascynującą postać wyrastającą na niezależnego bohatera, symbol sprzeciwu dla tych, którzy nie odnajdują dla siebie miejsca w społeczeństwie. Nie brakuje psychopatów, dla których to może być zachęta do tego, by przejść w podobny sposób do historii.
Poruszające i chyba nic od dawna nie zrobiło na mnie aż tak wielkiego wrażenia.

Najkrótsza powieść, czyli… wzruszenie pięcioma słowami


Wzruszenie pięcioma słowami...

Myślicie, że się nie da? Da! I to wielokrotnie.

Teatr Druga Strefa wypuścił w świat kolejną premierę i to bardzo udaną. Najkrótszą powieść przypisuje się Ernestowi Hemingway’owi, choć można się z tym spierać. Zawierała tylko pięć słów: „Sprzedam buciki dziecięce, nigdy nieużywane”. Jaka historia może kryć się za tymi słowami, bo same słowa niosą w sobie już jakiś ładunek emocjonalny, tragiczny, jednoznaczny… Słowa mają moc i ten spektakl jest tego dowodem.

W czarnej przestrzeni punktowe białe światło tworzy na scenie rzuty zawieszonych pustych krzeseł. Robi się tak jakoś smutno. Wchodzi aktor (Sławomir Kowalski), ubrany na czarno, początkowo hałaśliwy, bo właśnie usiłuje zrobić zdjęcie zbiorowe licznie zgromadzonej rodziny, a kiedy już usadzi wszystkich i je wykona, poprosi zebranych o chwilę uwagi, aby powiedzieć im coś co w nim wzbiera od dawna. Zaczyna swoją opowieść, którą zakończy słowami: sprzedam buciki dziecięce, nigdy nieużywane. Gaśnie światło.

czwartek, 17 października 2019

Kuba-Miami. Ucieczki i powroty - Joanna Szyndler, czyli gdzie jest moje miejsce

W serii reportażowej Wydawnictwa Poznańskiego wysyp ciekawych tematów, tytułów, debiutujących autorów. Nie wiem czy w pewnym momencie nie dojdzie do przesytu, jak choćby z Wydawnictwem Czarne, gdzie ilość nie pokrywa się już zawsze z jakością. Ale póki co, czytam z ciekawością. Nie zawsze są to teksty równie wciągające literacko, znaleźć w nich jednak można jednak sporą dawkę nowych informacji. Piszą je często ludzie, którzy jakoś rodzinnie, osobiście związani są z danym regionem, starają się przekazać swoje uczucia, pasję, ciekawość. Jak choćby dzisiejszy tytuł. Joanna Szyndler wyszła za Kubańczyka, była na wyspie niejeden raz i to nie jako turystka, ale doświadczając normalnego życia, problemów, słuchając opowieści przy rodzinnym stole, przy grillu, czy po prostu na ulicy wśród sąsiadów.
Nie napisała książki, która byłaby przewodnikiem, kompendium wiedzy, choć można znaleźć tu nie tylko teraźniejszość, ale i historię Kuby. Nie zajmuje też jakoś wprost stanowiska, starając się wysłuchać nie tylko tych, którzy uważają reżim Castro za przekleństwo, jak i tych, którzy go bronią. Musi uważać o czym i z kim rozmawia, ale to jej nie powstrzymuje od pytań i od szukania historii.

środa, 16 października 2019

Boże ciało, czyli to co z tą belką w oku

Jan Komasa po raz kolejny udowadnia, że nie boi się wyzwań i niełatwych tematów. "Boże ciało" przez niektórych odbierane jest jako film antyklerykalny, jako atak na obłudę społeczeństwa, które wartości i wiarę katolicką ma na ustach, ocenia i potępia innych, ale swoich win nie widzi. Można rzeczywiście dostrzec takie nuty w tym obrazie, ale przede wszystkim to wołanie o wiarę. To tęsknota za czymś czystym, za przebaczeniem, oczyszczeniem, za możliwością rozpoczęcia od nowa. Bohater przecież niejedno ma za uszami, wyrok w poprawczaku nie jest za niewinność. I choć koledzy może śmieją się z niego, że służenie do mszy i bliska relacja z księdzem to koniunkturalna próba walki o wcześniejsze wyjście z placówki, dla niego naprawdę wiara stała się czymś ważnym.

Uzurpator, czyli nie ornat czyni księdza

Ja po książkę sięgać nie zamierzam, ale M. napisała co niej sądzi.

Bożena Aksamit i Piotr Głuchowski stworzyli portret Henryka Jankowskiego, jak wszyscy podkreślają: „bez retuszu”. Nie oskarżają, nie bronią. Pozwalają mówić dokumentom, oddają głos świadkom. I tym znanym z pierwszych stron gazet i tym najbardziej zapuszczonych peryferii Gdańska. Chodzą po plebanii Świętej Brygidy, ale również do klubów gejowskich. I zbierają świadectwa… a z nich wyłania się zgoła inny obraz niż ten z mitu „niezłomnego kapelana „Solidarności”.

„Ksiądz Jankowski był pedofilem i agentem bezpieki, zwłaszcza w latach 1980-1981, a na te wszystkie zarzuty mamy dowody, a więc jest ponurą postacią tamtych czasów. Wiele osób nie chce przyjąć prawdy o Jankowskim, ponieważ funkcjonują one w paradygmacie, który zakazuje krytyki duchownych”. (Historyk prof. Andrzej Friszke)

„Człowiek uważany za wielkiego i dzielnego kapelana, był w istocie potworem i co więcej: wszyscy o tym wiedzieli, ale utrzymywali to przez wiele, wiele lat w tajemnicy ze względów politycznych (…)”. (Publicysta Rafał Ziemkiewicz)

wtorek, 15 października 2019

Ikar. Legenda Mietka Kosza, czyli to jest jazz

Na najbliższe dni na pewno notka teatralna i muzyczna, dwa reportaże książkowe i aż trzy nowe filmy. Dziś pierwszy z nich. Marudziłem na to co z kinach i wreszcie w parę dni wychodzę za każdym razem z bananem na twarzy (albo przynajmniej w serduchu).
Zacznijmy od tytułu najświeższego. Mieczysław Kosz - któż z mojego pokolenia kojarzy to nazwisko, słuchał nagrań? Obawiam się, że niewielu. Komeda jeszcze nie doczekał się filmowej biografii z prawdziwego zdarzenia, a tu proszę. Może dlatego, że poza muzyką, jest to również opowieść o zmaganiu się z samotnością, z niepełnosprawnością. Czy niewidomy może być genialnym pianistą, czy muzykiem? Dziś to raczej oczywistość, ale jeszcze kilka dekad temu budziło to zdziwienie, a artyści próbowali nawet ukrywać swoją inność, zamiast budować wokół niej właśnie popularność, ciekawość ludzi. Być może to charakterologiczne - jest nieśmiały, nie zna wielkiego świata, wychowywał się na wsi w biednej rodzinie, a potem w ośrodku dla niewidomych. Dawid Ogrodnik po raz kolejny dostał ciekawą rolę, którą mógł wypełnić emocjami.

Turandot - opera Pucciniego, czyli… ogień topi lód


Kiedy lata temu koleżanka ciągnęła mnie na transmisje oper do kina w ramach programu nazywowkinach.pl, patrzyłam na nią ogromnymi oczami. Jak to? Opera w kinie? Bez fizycznej bliskości zarówno śpiewaków jak i orkiestry? A potem pozazdrościłam jej tego zachwytu i poszłam. Poszłam… i chodzę dalej. Bo jestem laikiem. Zupełni mi nie przeszkadza, że się nie znam. Chodzę – to poznam. Chłonę emocjami, oczami. Zatapiam się w baśń, gdzie dobro lub miłość zwycięża, gdzie muzyka kołysze rozedrgane emocje i pozwala im odpocząć. Gdzie znajduję spokój i ukojenie, gdzie odpoczywam. Radzę spróbować 😊. 

poniedziałek, 14 października 2019

Krzesła, czyli wyspa samotności i niespełnienia

Ten spektakl wystawiony w Teatrze Polonia nie należy do łatwych. I nie jest przyjemny. Za to jest ciekawy, bo można go odczytywać na wiele sposobów, odkrywać różne płaszczyzny, w których funkcjonują bohaterowie, sprawdzać swoją spostrzegawczość, wyłapywać niuanse.
Eugene Ionesco, autor „Krzeseł” nie jest moim ulubionym autorem. Mam z nim taki problem, że po jego sztukach zawsze mam w głowie: „czy aby na pewno o to chodzi, czy dobrze to odczytałam?”. Jednocześnie coś mnie do niego ciągnie, coś mnie niepokoi w jego pokręconej narracji, coś każe dalej próbować rozgryzać jego wizje świata, życia, ludzi, sposobu życia.
Ona i On. Stara i Stary. Dwójka starych ludzi mieszkających na wyspie, na której nikt ich nie odwiedza od 10 lat. Słabych, zdanych na siebie, znających się na wskroś, wiedzących o sobie wszystko, którzy u schyłku życia rozpamiętują sprawy dawno minione, chwile razem przeżyte… ale między wypowiadanym słowami, ukryte pod miłymi zdrobnieniami: „kotku” i „żabko”, zaczyna wyzierać jakaś złość, jakiś żal.

niedziela, 13 października 2019

Polak z Ukrainy - Dima Garbowski, czyli chyba już na stałe...

Książka do połknięcia w dwie godzinki. Raz, że nie jest to wielka cegła, dwa że lekko napisana. W założeniu ma to być spojrzenie jednego z wielu imigrantów z Ukrainy na nasz kraj. A co z tego wyszło? Na pewno nie jest to reportaż, a raczej dość osobista opowieść Dimy o jego własnym przyjeździe, o tym od czego się zaczęło i wszystkich trudnościach na jakie napotkał już w Polsce. Opowieść napisana z humorem, całkiem przyjemna, choć brakuje mi tego, by jakoś odnieść się do losów innych przybyszów z Ukrainy - w końcu nie każdy ma tyle kasy na początek co jego rodzina, nie każdy ma takie ambicje zawodowe, nie każdy robi karierę jako youtuber.

piątek, 11 października 2019

Głębia, czyli bo cała rzecz w strategii

Dawno nie było nic o planszówkach? A przecież co i rusz zdarza mi się do czegoś przysiąść ze znajomymi. Nie kupuję, ale jak tylko jest towarzystwo to chętnie siadam i testuję nie tylko to co już znam, ale i nowe rzeczy. Przyznam, że po paru partiach coraz bardziej lubię Brzdęk, to co jednak sprawia mi najwięcej frajdy to rzeczy w miarę szybkie, z niskim progiem wejścia. I najlepiej z niezbyt dużą ilością elementów. A jak cena atrakcyjna, to już wiem, że mogę z ręką na sercu polecać wszystkim dookoła. W moim serduchu więc rządzą ostatnio tytuły od Foxy Games i... Naszej Księgarni. Tylko nie mówcie że to dla dzieci. Dla nich też, ale ile frajdy mogą mieć dorośli. Choćby taka Głębia. Dawno nie grałem w nic gdzie byłoby aż tyle negatywnej interakcji. Cały czas musisz być skupiony nie tylko na tym żeby samemu mieć mniej/więcej punktów, ale by przeciwnik na pewno w ostatniej chwili nie zrobił ci niespodzianki. Jedyna wada - gra jest na dwie osoby, więc w większym gronie odpada. Jako fajna rozgrzewka przed dłuższym graniem sprawdzi się świetnie. O co chodzi?

czwartek, 10 października 2019

Kryształowi. Część 3. Polowanie - Joanna Opiat-Bojarska, czyli sami siebie podgryzają...

Kryształowi. Cykl powieści o policjantach, nie tylko tych pracujących w ramach normalnej służby, ale również "policji w policji", czyli z Biura Spraw Wewnętrznych Policji, to historie trochę w stylu Pitbulla. Autorka nie próbuje nam wciskać istnienia bohaterów bez skazy, ale pisze o problemach: w życiu prywatnym, w pracy, uzależnieniach, sposobach na rozładowanie napięcia i podejrzanych układach. Pisałem już o dwóch tomach cyklu: 
tu
i
tu
Polowanie teoretycznie miało domknąć historię, ale mam wrażenie, że zostajemy z tyloma otwartymi sprawami, że aż się prosi o kontynuację. Kto wie... Warto czytać w kolejności, bo choć relacje i powiązania są jakoś wyjaśniane, a w każdym z tomów pojawiają się nowe wątki główne, to całość łatwiej ogarnąć znając wcześniejsze zdarzenia.

Bass Astral X Igo - It's Dark Tour, czyli ależ to są kosmici

Dzisiejszą notkę powinienem zacząć od kilku zdań wprowadzenia. Najpierw było Męskie Granie. Zobaczyłem teledysk, usłyszałem ten głos i mówię wow! Kto to jest? Jaki genialny głos. Znalazłem Mówią mi i zachwyciłem się jeszcze bardziej. Potem trafiłem na Bass Astral i choć to nie do końca moja bajka (za dużo elektroniki) stwierdziłem, że chętnie wybiorę się na ich koncert. I trafiła się okazja!
Początek trasy It's Dark Tour wypełnił Torwar dwa razy. I choć nie znaliśmy z córą tekstów, żadnego numeru w całości, bawiliśmy się kapitalnie. Trzeba docenić nie tylko oprawę wizualną, ale to ile energii wkładają obaj panowie w to co robią, w kontakt z publiką. Wcale nie idąc na łatwiznę. Pewnie mogliby zapełnić dwie godziny jedynie tanecznymi kawałkami i zaproponować imprezę w stylu techno, pewnie zadowalając wielu. A tu od początku zapraszają nas do przestrzeni, która jest ich własna, w której jest miejsce na mocne, szybkie, zapętlone bity, ale i coś dużo bardziej do słuchania, do przeżywania. Zaczęli właśnie od jednego z takich wolnych, przeszywających wokalem i wibracjami numerów pokazując, że nie chcą być postrzegani jedynie jako ci od szybkich rytmów.

wtorek, 8 października 2019

Małe Licho i anioł z kamienia - Marta Kisiel, czyli dopieścić wewnętrzne dziecko w nas.


Alleluja! Marta Kisiel po raz kolejny zabiera nas w świat wykreowany w Dożywociu. Przy lekturze "Małego Licha i tajemnicy Niebożątka" nie mogłem się nadziwić jak zgrabnie udało się tych samych bohaterów wrzucić do historii dla młodszego czytelnika, pogodzić różne wrażliwości. To nie jest jakaś uboższa wersja, ale nierozerwalnie połączona gałąź tej samej opowieści. Tyle, że w centrum są nie perypetie, a dziecko. Okiem dorastającego chłopaka wszystkie dziwactwa, do których dorośli musieli się przyzwyczajać, wydawały się zupełnie naturalne - dopóki nie poszło do szkoły. U nikogo innego przecież zamiast karpia w wannie nie siedzą utopce, kolęd nie śpiewają widma żołnierzy Wermachtu, a najlepszym partnerem do psot nie jest anioł. Bożek jednak dostaje tyle wsparcia i miłości, że i z tą swoją odmiennością sobie poradził. I zdobył prawdziwych kolegów. W ich domu nawet oni przestają się dziwić, co najwyżej zaczynają zazdrościć. Czy to bowiem ważne, że naleśniki albo inne smakołyki przyrządził potwór, którego macki potrafią zrobić wszystko dużo sprawniej niż jakikolwiek człowiek - ważne, że to smakuje niebiańsko. I choć sztywny i zasadniczy Tsadkiel potrafi czasem wszystkich wyprowadzić z równowagi, nawet do niego i jego braku poczucia empatii każdy zdążył się przyzwyczaić. Można zawsze go było zignorować - nieprawdaż? Skoro było obok tyle innych osób... Gdy jednak z powodu epidemii ospy, chłopiec musi jechać na ferie do ciotki, w samo serce przedziwnego lasu i w dodatku w towarzystwie anioła, który bardzo mocno zranił go w jego dziecięce serce, nie zapowiada się to wcale tak fajnie i radośnie.

poniedziałek, 7 października 2019

To ja mam Janis, czyli mieć taką idolkę...

Ostatni rok to nie tylko sporo ciekawych doświadczeń teatralnych, ale i również teatralno-muzycznych. Wciąż mając w głowie "Kobietę, która wpadała na drzwi" z piosenkami Sinead, nie wahałem się długo przed kolejnym monodramem wypełnionym muzyką na żywo i piosenkami przetłumaczonymi w świetny sposób na polski. Tym razem pora na Janis Joplin.

Od wczoraj porównuję sobie te dwa spektakle i z ręką na sercu polecam Wam oba. Nie tylko dlatego, że to trochę inna muza, inna energia. Po prostu każdy z nich zasługuje na obejrzenie. W obu świetny zespół muzyczny, ale już sam pomysł aktorski na zbudowanie historii, bohaterki, zupełnie inny.
Janis Joplin pojawia się tu bardzo wprost, namacalnie, jako ta, dzięki której można wyrazić swoje prawdziwe uczucia, emocje, wszystkie tęsknoty, bóle i smutki. A opowiada to kobieta, która całe życie marzyła o śpiewaniu, a życie jakoś nigdy nie pozwalało jej w pełni na realizację siebie. Rozdarta pomiędzy przeciętność codzienności, obowiązki pani domu, matki, żony, a pragnienie wyrażania siebie, wolności, staje przed nami i szczerze opowiada nam o swoim życiu. Jolanta Litwin-Sarzyńska ma ogromną charyzmę i wprost kipi energią na scenie, dlatego ta historia ma w sobie nie tylko jakiś element goryczy, ale i autentyczną wściekłość, bunt. A to trzeba przyznać, że dobrze pasuje też do tej muzyki, w którą Janis wkładała przecież całą siebie.

Mikromusic z Dolnej Półki, czyli kochając wolność


W środę koncert Bass Astral i mojego tegorocznego odkrycia wokalnego, czyli Igo, cieszę się na maksa, bo to spadło mi trochę niespodziewanie. Z tej okazji postanowiłem mocno, że wrócę do pisania o muzyce, bo ostatnio mocno to zaniedbałem. Może i nie będę pisał tak dużo jak o książce czy filmie, ale chciałbym czasem podzielić się czymś co wpadło w ucho (to co wpada w ucho i oko wrzucam czasem na YT co widzicie obok na blogu).
O właśnie. Tak jak choćby Mikromusic. Płytka podobno zupełnie inna od ich wcześniejszych krążków, bo nagrana w całości akustycznie, na nietypowych dla nich instrumentach. Zachwyciła jednak fajnym połączeniem rockowej energii i folkowej tęsknoty, a to wszystko w lekko jazzowym sosie.

niedziela, 6 października 2019

Marvel kontra DC Comics, czyli Kapitan Ameryka i Legion samobójców

Niby nie mam nic super pilnego na horyzoncie, ale i tak dzieje się sporo, więc na notki poważne jakoś nie mam sił ani czasu. Zaraz biegnę do teatru, w tym tygodniu spodziewajcie się więc aż dwóch wpisów z Teatru Syrena. A dziś filmowo i mało poważnie.

Kilka razy pisałem już że nie jestem wielkim fanem komiksowych epopei, ale ponieważ młodsza córa je uwielbia, czasem zdarza mi się na coś zerknąć. Z większą lub mniejszą przyjemnością. Bo każdy seans przypomina mi wady takich produkcji. I jak dla w starciu między dwoma gigantami zwykle wygrywa CD Comics. Mam wrażenie, że filmy większość filmów Marvela to produkcje, które z założenia mają trafiać do kina jako produkcje familijne. Seksu być nie może, przekleństw raczej też nie, przemoc raczej bez pokazywania brutalności i cierpienia, no i bohater ma być prawie bez skazy.
Początek "kariery" Kapitana Ameryki bawi jedynie w momencie, gdy uświadamia nam się skąd się wziął jego strój i obserwujemy trasę po kraju gdy gania po scenie z tancerkami, zbierając kasę ze sprzedaży obligacji i namawiając do zgłaszania się do armii.



piątek, 4 października 2019

Powiększenie - Andrew Mayne, czyli warto zarwać nockę

Theo Cray, czyli ekscentryczny naukowiec, który w "Naturaliście" udowodnił, że jeden człowiek potrafi osiągnąć dużo więcej niż policja kilku stanów, łącząc wiele niewyjaśnionych spraw i łapiąc seryjnego mordercę, powraca!
Jak się okazuje agencje rządowe nie zbagatelizowały jego umiejętności, natomiast on wciąż ma wątpliwości, by zaangażować się w pracę na ich zlecenie całym sercem. W końcu, walka z dość wyimaginowanym zagrożeniem ze strony terrorystów, pociąga za sobą liczne ofiary po drugiej stronie. Co z tego, że nie w USA. To często ludzie niewinni, których ona nie potrafi jakoś zbagatelizować. Po kolejnej kłótni z przełożonym, postanawia dać sobie chwilę na odpoczynek. powiedzmy że jednak dość specyficznie wykorzystuje ten urlop. Postanawia bowiem spróbować odnaleźć porywacza  mordercę małego chłopca, który zginął przed kilkunastu laty. Ojciec, który przyszedł do niego z prośbą nie ma nadziei na odnalezienie synka, ale chce przynajmniej ukarać sprawcę. Cray pod wpływem impulsu postanawia zająć się sprawą i przepuścić wszystkie zebrane dane przez swoje oprogramowanie, które pomaga mu tworzyć wzorce i wyszukiwać anomalie wśród milionów danych.

czwartek, 3 października 2019

Rozkłady jazdy, czyli wyjdzie lub nie wyjdzie

Petra Zelenkę znają dobrze kinomani, ale trzeba z radością docenić to, że i na deskach teatralnych można zobaczyć jego sztuki. I dobrze, bo przecież ile można oglądać farsy brytyjskie, czy amerykańskie komedie (no, może jeszcze francuskie).
A tu jest i dowcip, i pomysł, i coś jeszcze co zostaje w głowie.
Zdaje się, że wcześniej spektakl był grany w Teatrze Kamienica, ale nam udało się go upolować w jednym z domów kultury (a wtedy cena biletów jest naprawdę atrakcyjna).
Z początku konsternacja... Co się tam dzieje, jakieś przepychanki przed wyjściem na scenę, chaos, potem krok po kroku wchodzimy w pewną historię. I nadal jest w nas zdziwienie: że tylko dwójka, choć przecież ról jest więcej, że ewidentnie wydają się zagubieni, wchodzą i wychodzą za parawan (istotny element dekoracji)... Rozkręcają się, robi się coraz bardziej zabawnie i energetycznie, a potem...

środa, 2 października 2019

Dziewczyna o czterech palcach - Marek Krajewski, czyli a może by tak do wywiadu


Na horyzoncie tej jesieni nowy Mock, a ja dopiero połknąłem premierę z wiosny, czyli "Dziewczynę o czterech palcach". Książkę reklamowano jako pierwszą powieść szpiegowsko-sensacyjną Krajewskiego, nowe otwarcie, nie będzie jednak wielkich zaskoczeń. W sumie chyba to nawet nie zmartwi fanów autora, bo Popielskiego kochają oni prawie równie mocno jak i Mocka. A to właśnie Popielski jest bohaterem "Dziewczyny...".
Skoro poznawaliśmy wczesne sprawy z Wrocławia, autor chyba postanowił cofnąć czas również dla komisarza ze Lwowa.
Fakt, iż sprawa ma charakter międzynarodowy, że angażują się w nią wywiady kilku państw, trochę zmienia charakter książki, ale nie aż tak bardzo jak moglibyśmy sądzić. Krajewski wciągał nas w intrygi kryminalne już w tak różnych okolicznościach, że po prostu tym razem trochę zmienia tło i tempo, wiele detali, tak charakterystycznych dla siebie, pozostawia bez zmian. I nie chodzi jedynie o samego bohatera, jego upodobania, sposób prowadzenia śledztwa, ale i o samą konstrukcję, w której np. zarysowuje jakiś dramatyczny fragmencik rzeczywistości, a potem pokazuje jak do niego doszło. Nie jest łatwo w jego książkach odpowiedzieć: kto, co i dlaczego, jest za to masa frajdy z obserwowania kolejnych kroków policjanta, biegu jego myśli, błędów i sukcesów, uporu i moralnych wyborów, które nie zawsze idą w parze z tym czego by oczekiwali od niego przełożeni.

wtorek, 1 października 2019

Owieczki boże, czyli obmyjcie się i czyści bądźcie

Ależ pokochałem ten pokręcony serial. I żal, że to tylko 4 odcinki. Australijska produkcja ma świetny klimat, jest zaskakująca, chwilami bawi, zachwyca zdjęciami. Nie wiem czy kogoś oburzy, czy zgorszy, bo pokazuje ludzi Kościoła w dość negatywnym świetle, warto jednak otworzyć się na tą historię i zobaczyć w niej drugie dno. To baśń, w której można dostrzec tęsknotę za wiarą czystą, nieskalaną. Fakt, że traktowaną jako ucieczka przed światem, zmieniającą się pod wpływem surowych warunków i otoczenia, mimo wszystko budzącą szacunek lub podziw.
Wyobraźcie sobie trzy kobiety w starym klasztorze, na wyspie, w miejscu odciętym od świata, samowystarczalne i... szczęśliwe. W ich świat wkracza nagle ktoś obcy, przychodzi zło. W osobie księdza.

poniedziałek, 30 września 2019

W 100-lecie niepodległości, czyli Legiony i Piłsudski

Kasą sypnęło państwo i zamiast jednego mamy aż dwa filmy w rocznicę 100 lecia niepodległości, szkoda jedynie że poza korzyścią dla szkół, które będą mogły zabrać uczniów do kina, korzyść z nich niewielka.
Na pewno trzeba przyznać: potrafimy już robić zwiastuny. Ta muzyka, ten montaż, to tempo... A potem w  kinie siedzisz i nie możesz się nadziwić, że po raz kolejny dałeś się nabrać. I na tym właściwie mógłbym notkę skończyć, ale niech tam, napiszę choć parę zdań.

niedziela, 29 września 2019

Deprawator, czyli artyści piją i dyskutują


R.: Jakie wrażenia po „Deprawatorze”?

MaGa : Sama się sobie dziwię, bo Gombrowicz do tej pory mnie w żaden sposób nie pociągał, a po spektaklu go polubiłam. Przeczytałam nawet „Gombrowicz.Ja geniusz” K. Suchanow - jego biografię, żeby go bardziej zrozumieć, ale dalej nie było mi z nim po drodze. Dopiero teraz…


R.:Może dlatego, że w tym spektaklu dostajesz taki dość uproszczony wizerunek, takie the best of, czyli najbardziej znane cechy i teksty pisarza, w dodatku zagrane po mistrzowsku przez Andrzeja Seeweryna. Ale to przedstawienie nie tylko o nim, bo przecież mamy też żonę Gombrowicza i goszczących w jego domu Czesława Miłosza i Zbigniewa Herberta.


MaGa: Ten spektakl w moim odczuciu to taka swoista debata o Polsce, polskości, patriotyzmie, historii i wizji przyszłości Polski, katolicyzmie, ateizmie. Debata w pigułce prowadzona przez trzech wielkich literatów: Witolda Gombrowicza (Andrzej Seweryn), Czesława Miłosza (Wojciech Malajkat) i Zbigniewa Herberta (Paweł Krucz). I, o dziwo, nie było to wcale nudne. Raczej intrygujące, momentami śmieszne. A przecież to ich własne słowa, ich stanowiska.

(nie)znajomi, czyli jak kłamać w towarzystwie

Pamiętacie "Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie"? Włoska komedia podbiła serca na całym świecie i stąd też pomysł na wciąż nowe (już chyba 11 a powstają kolejne), krajowe kopie z obsadą, która może przyciągnąć ludzi do kina. Zrobić remake, często odtwarzając nie tylko pomysł, ale również charakterystykę postaci i poszczególne dialogi to nie sztuka, nadać jednak tej historii nową barwę to już wyczyn nie lada. A coraz więcej głosów, że polska wersja ogląda się równie dobrze, a może nawet i lepiej.
Ogromna w tym zasługa scenariusza (Tadeusz Śliwa i Katarzyna Sarnowska) oraz reżyserii (Tadeusz Śliwa, znany dotąd jedynie z tworzenia Ucha Prezesa). Gdy do tego dodamy dobrze dobraną i świetnie czującą klimat ekipę aktorską, mamy prawdziwy sukces. I (nie)znajomi moim zdaniem właśnie nim są. Przesuwają minimalnie akcenty w kierunku dramatu, a nie tylko komedii, jest dużo bardziej gorzko, ale to może nawet lepiej. W końcu to o nas samych. Nie tylko w sensie relacji, sekretów, kombinowania lecz również pragnień (nawet skrywanych), kompleksów, niechęci, aspiracji, masek. Jacy jesteśmy - przedstawiciele klasy średniej, obciążeni kredytami, otaczającymi się rzeczami, popisującymi się przed otoczeniem, zaganiani, narzekający na przepracowanie i brak czasu. Gdzie tu miejsce na prawdziwe życie. Choćby spotkanie z przyjaciółmi przy kolacji.

sobota, 28 września 2019

I sprawisz, że wrócę do prochu - Ambrose Parry, czyli medycyna, ambicje, zbrodnie i grzech

Ta powieść to przemiłe zaskoczenie. Spodziewałem się kryminału retro, bez większych niespodzianek, a tu mogłem się przenieść w klimaty jak z serialu The Nick, który  uwielbiam.
Edynburg, koniec XIX wieku, rozwój medycyny, eksperymenty, bo przecież nauka wciąż się rozwija, ogromna przepaść między bogatymi i nędzarzami, przestępczość, wobec której prawo często jest kompletnie bezradne. To jakby dostać trzy w jednym: coś w rodzaju Stulecia chirurgów, kryminał i jeszcze powieść historyczną. I nie dość, że wszystko zgrabnie połączone, to jeszcze każda z tych warstw bardzo smakowita.
Najmniej tu paradoksalnie miasta i ludzi, bo choć zaglądamy o do domów bogatych i w ciemne zaułki, klitki gdzie przyjmują kobiety, które upadły na samo dno, to bohater niewiele się włóczy po ulicach. Niby wiemy dlaczego - pożyczył pieniądze od ludzi, którzy są dość bezwzględni w ich odzyskiwaniu, a on nie jest w stanie ich zwrócić. Nie poznamy jednak przez to zbyt wielu zakamarków miasta. Chciałoby się po prostu więcej. Tej historii nie jest wcale aż tak mało - widzimy jak bardzo mężczyźni ograniczają świat kobiet, szanse ich rozwoju, widzimy rozwarstwienie społeczne i możliwości jakie są przekazywane niestety z pokolenia na pokolenie, jedni dziedziczą choroby i biedę, inni majątek i przywileje. Niewielu potrafi przełamać te bariery, a nawet jeśli się tak dzieje, są to mężczyźni. Czy da się dzięki wsparciu jakiegoś wujka skończyć studia? I potem jeszcze tylko marzenie: dostać się na praktyki do kogoś szanowanego, by dzięki niemu zdobyć nie tylko wiedzę, ale i kontakty...

czwartek, 26 września 2019

Czasy Secondhand. Koniec czerwonego człowieka - Swietłana Aleksijewicz, czyli… podróż po ludzkich duszach

Moja pierwsza książka Swietłany Aleksijewicz. Również pierwszy audiobook czytany przez Krystynę Czubównę. I jak dla mnie ten zestaw jest jedyny w swoim rodzaju i zasługuje na najwyższe podium. Jako Polacy zgodnie twierdzimy, że jeśli ktoś ma nam przekazać wieści o końcu świata… to lżej na duszy będzie jeśli zrobi to głos Krystyny Czubówny. Nie wiemy co mówimy…

„Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka” to książka relacja, stricte opowieść snuta przez człowieka radzieckiego (jak wielokrotnie można usłyszeć z ust narratorów), o ich życiu przed, w czasie i po pieriestrojce. To opowieść o ich młodości, marzeniach i zderzeniu z kapitalizmem, który spadł na nich niespodziewanie. O tym dlaczego ciepło wspominają Stalina, przeklinają Gorbaczowa, plują na Jelcyna. Również o tym dlaczego ich kochają.

środa, 25 września 2019

Ad Astra, czyli czy jesteśmy tu sami

Coraz częściej obok produkcji S-F gdzie akcja i efekty są na pierwszym miejscu, pojawiają się filmy, w których reżyser zdaje się mieć ambicje przekazać coś więcej. No bo w końcu Odyseja kosmiczna, ta samotność pośród gwiazd, pytania o obce cywilizacje. No i powstają filmy typu "Interstellar", gdzie filozoficzne dywagacje są tym co zapamiętujemy nawet bardziej niż obrazy. Mam wrażenie, że jednak tam pewna intymność sprawiała, że to miało ręce i nogi. Przy Ad Astra coś jednak się pomieszało w scenariuszu - może ktoś na siłę coś dopisywał? Mamy więc próby spektakularnej akcji (piraci na Marsie), z której nic nie wynika, sceny od czapy, sporo niejasności, samotność i początki szaleństwa. I finał z morałem jak z przedszkola. Ech... Jak można tak zmarnować budżet, z którego byłoby fajne widowisko, jak można ludzi zniechęcać do fantastyki.

wtorek, 24 września 2019

Downton Abbey czyli urocza bajka

Powolutku zaczynają mi się jakieś wypady teatralne po przerwie wakacyjnej, ale gdy się wraca o północy do domu czasem już nie ma sił do pisania notek. Dziś więc krótko. Ci którzy znają serial wiedzą mniej więcej czego się spodziewać, dla tych którym tytuł nic nie mówi spróbuję przybliżyć choć kilka kwestii. Czego się możecie spodziewać? Urokliwych zdjęć (najlepiej z drona) posiadłości o pałaców oraz dość uproszczonej historii jak to kiedyś pięknie bywało. Szlachta i ziemiaństwo żyło z tego co im przekazali przodkowie, a cała reszta społeczeństwa miała to zaakceptować i się nie wychylać... A i cieszyć się, że może pracować podcierając im tyłki, gotując dla nich lub służyć na sto innych sposobów.To było naturalne, to było dobre, każdy znał swoje miejsce, na szczycie był król i królowa i po co było to zmieniać. W serialu jakoś mam wrażenie, że poważniej widać że ten świat pęka w posadach, że nie da się go utrzymać, ale i w relacjach międzyludzkich jest on z gruntu niesprawiedliwy. W filmie dwugodzinnym mam wrażenie, że niestety mocniej wybrzmiewa służalczość (i nawet satysfakcja że się komuś służy) i nostalgia za tymi obrazami. Nie ważne uczucia, poglądy, pomysł na życie, trzeba przyjąć prezent od dawnych pokoleń i żyć dalej w wygodzie i luksusach. Ach jaki to ciężar, gdy masz wszystko na swojej głowie, a tak naprawdę po prostu rozkazujesz kilku osobom, które rozkazują kolejnym dziesiątkom osób.

poniedziałek, 23 września 2019

Like a diva, czyli… ruda wymiata





Jeśli coś jest frustrujące można usiąść i płakać albo można zrobić spektakl rozrywkowy. Teatr Druga Strefa postawił na śmiech i zrobił to tak, że było: łatwo, lekko i przyjemnie. Oglądało się to cudnie, zachwycało wykonanie i brawurowa gra rudej diwy.

Oto Ona (diwa) – młoda śpiewaczka operowa, Małgorzata Pawłowska; skończyła Szkołę Muzyczną w Kutnie, następnie Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina w Warszawie, Wydział Wokalno-Aktorski. W marzeniach absolwentki miała być La Scala a jest… to co jest.

niedziela, 22 września 2019

Na cały głos, czyli jaki ten świat prosty

Sporo słyszałem o tym serialu dobrego, że niby odważny, demaskatorski... Cóż, subtelnością nie grzeszy, ale co do prawdy jaką ma opowiadać, pozwolicie że pozostanę ciut sceptyczny. Nie, to nie jest tak, że podejrzewam jakiś spisek lewicy, by przyłożyć konserwatystom, ale naprawdę ogląda się to dziwnie. Zwłaszcza gdy przypominasz sobie inne obrazy dotyczące stacji telewizyjnych i roboty dziennikarskiej - zestaw sobie "Na cały głos" np. z "Newsroom" i masz obraz świata, w którym lewicowi i liberalni dziennikarze to ideowcy, sympatyczni, walczący o prawdę, a prawicowcy to bez wyjątku kłamliwe świnie, szowiniści i najgorsze skór....ny.

Morderstwo w Hotelu Kattowitz - Marta Matyszczak, czyli może i przerysowane, ale wciąż zabawne

Gucio powraca! Piąty kryminał z psem, który ma nosa nie tylko do żarełka, ale i do spraw kryminalnych to powrót do macierzy, czyli na Śląsk. Autorka jest stąd i to się czuje w tym tomie, który jest pełen mniej lub bardziej złośliwych komentarzy na temat uroków życia w aglomeracji, miejsc, wspomnień, gwary, tekstów pewnego śląskiego rapera i różnych smaczków. Jednym to się może podobać, innym pewnie ciut mniej, bo jednak można mieć takie wrażenie, że to dzieje się kosztem fabuły, która schodzi na drugi plan. Ważniejsze są dla autorki porozrzucane w tekście jej osobiste przycinki lub też pochwały (np. dla konkretnych blogerów książkowych), niż pilnowanie tego, żeby akcja trzymała się ładu i składu.
Przyznajmy jednak, że w tych kryminałach zawsze zbrodnia i śledztwo były traktowane nie jako coś najważniejszego - więcej uwagi skupiali na sobie bohaterowie i nasze pytanie: zejdą się czy jednak się nie zejdą...

sobota, 21 września 2019

Utoya, 22 lipca, czyli dlaczego?

Dziś tylko krótki wpis. Bo i film nie wymaga długich analiz. I pewnie spodoba się nielicznym. Próba odtworzenia minuta po minucie tego się zadziało na wyspie Utoyi, a wcześniej w Oslo pod budynkami rządowymi, wygląda trochę jak dokument. Świetne uzupełnienie wstrząsającej książki o Breiviku (notka tu).

czwartek, 19 września 2019

Efekt Susan - Peter Høeg, czyli wcale nie modelowa rodzina

Napisać niezły thriller to wydawałoby się nie taka trudna sztuka, przecież nie są one tak wielką rzadkością. Peter Høeg dokonał jednak czegoś więcej: stworzył coś oryginalnego, zaskakującego, nadał niby sensacyjnej fabule pewnego rysu, który się zapamiętuje. Przede wszystkim udało się to dzięki niepospolitym bohaterom, a szczególnie dzięki Susan - jej dar, czy też aura, która skłania wszystkich przebywających przy niej do szczerości i wyznań, ale jeszcze bardziej jej osobowość, podejście do ludzi są fascynujące. Jej życiem jest nauka, a konkretnie fizyka i według jej zasad próbuje sobie interpretować świat. Tam gdzie ktoś widzi piękny zachód słońca, ona jedynie załamywanie się promieni w powietrzu. Nie czujemy w niej empatii, normalnych wydawałoby się emocji. To nie znaczy że ich nie ma, ale jest wyjątkowo racjonalna, zimna, nie przejmująca się konwenansami. Jej mąż to prawie przeciwieństwo - artysta, który wszędzie dostrzega muzykę i piękno świata. Również każde z dzieci ma swój niepowtarzalny dar, ale i i skazę, która sprawia że nie jest jak jego rówieśnicy. A teraz cała rodzina stanie w obliczu ogromnego niebezpieczeństwa.

środa, 18 września 2019

Queen Symfonicznie, czyli… nie warto było

Kochać Queen to nie znaczy łykać wszystko jak pelikan rybkę tylko dlatego, że ktoś gra ich utwory i na wabika w tytule spektaklu umieszcza jego nazwę. No cóż, dałam się na to złapać i ja. I mocno żałuję.
Wydarzenie Queen Symfonicznie grany jest już od kilku lat w kraju i za granicą. Podobno wypowiadają się o nim dobrze. Podobno…

wtorek, 17 września 2019

Modlitwa, czyli nie oczekuj cudu

Skromny film, ale wart moim zdaniem obejrzenia. Mimo pewnej przewidywalności nie jest słodką bajką o tym, że wszystko pięknie i wspaniale, nie obiecuje łatwej drogi. Jest surowy, ale w tym jego urok i jakaś szczerość. Oto młody chłopak trafia do ośrodka dla narkomanów u podnóża francuskich Alp. Chyba nawet nie wie co go czeka, może podjął zbyt pochopną decyzję, może musiał uciekać i nie miał innego wyjścia. Od początku jednak nastawiony jest negatywnie: do pracy, do innych, do zasad, do modlitw. Ośrodek jest bowiem oparty nie tylko na programie zbliżonym do Monaru, ale i na wierze. A dla chłopaka to jakaś czarna magia.

poniedziałek, 16 września 2019

Parasite, czyli nawet pachną inaczej

W kinach w Polsce zdaje się, że już Piłsudski, zaraz pewnie Legiony i generalnie zaganianie wycieczek szkolnych na seanse. A ja namawiam Was póki co do polowania na coś innego. Bong Joon-ho zachwycił w Cannes i to jedna z produkcji, która może zachwycić zarówno krytyków jak i przeciętnego zjadacza chleba. Bo poza analizami i rozbieraniem filmu na części pierwsze, zachwyt jak pomieszane są tu zgrabnie gatunki, można się tym filmem po prostu bawić. Dać się poprowadzić tej dość szalonej historii i zobaczyć jaki będzie jej koniec... A będzie się działo. To mogę Wam zagwarantować.

sobota, 14 września 2019

Poetka i książę - Manuela Gretkowska, czyli szukała szczęścia


Wśród tylu notek nie zawsze udaje się zachować porządek. I tak wyszła potrzeba, by usunąć jeden z wpisów, bo tytuł się dublował. O wywiadzie Remigiusza Grzeli z Barbarą Krafftówną na Notatniku jest więc już trzygłos! To rekord. Sami zobaczcie.  
A zamiast jednej z notek na temat tej książki pojawiło się coś filmowego. Wyspa jest średniakiem, więc nie musi mieć notki, która ukazuje się na świeżo. Tyle innych rzeczy czeka na opisanie. Ze szkicami zszedłem na razie poniżej liczby 100, więc pewnie jeszcze nie raz będę fundował Wam notki łączące kilka tytułów, żeby o czymś nie zapomnieć.
Książka Gretkowskiej też długo czekała na swoją kolej. Przeczytana dość szybko, ale napisać o niej coś wychodzącego poza kilka ogólników wcale nie jest łatwo. Nie jest to na pewno biografia, choć przecież pisze o postaciach autentycznych. Choć znalazła jakieś przesłanki do zbudowania takiej, a nie innej narracji, całość jest przecież jej własną fantazją, domysłem jak mogły wyglądać rozmowy, spotkania, myśli i uczucia między tą dwójką. Poetka i książę...

piątek, 13 września 2019

Hotel Varsovie. Bunt Chimery - Sylwia Zientek, czyli skandale, romanse i sekrety

Wykorzystuję ostatnie godziny przed wyjazdem, by zrobić sobie trochę gotowych notek i potem je tylko udostępniać. Nie wiedząc jak będzie z siecią, wolę się zabezpieczyć. A pisać jest o czym. W kilka dni udało się przeczytać parę tytułów, które od dawna zalegały na stosie. Z powieścią Sylwii Zientek to podwójny wyrzut sumienia, bo po pierwsze tom pierwszy cyklu mi się podobał (znajdziecie go w spisie przeczytanych), a po drugie ukazał się już tom trzeci, co dopiero zmusiło mnie do szybszego sięgnięcia po "Bunt Chimery". Ale trzeci nie będzie długo czekał na stosie!
Rzadko sięgam po literaturę obyczajową, ten cykl nie jest jednak typowym romansidłem, opowiada o konkretnych ludziach w takim samym stopniu jak i o mieście. Historia Warszawy, zmiany jakie w niej zachodzą, sprawy jakimi żyją jej mieszkańcy - to przede wszystkim stanowi o uroku książek z cyklu "Hotel Varsovie". Przeskakujemy między epokami, tytułowy hotel przechodzi z rąk do rąk, a my równą uwagę relacjom między postaciami poświęcamy wzlotom i upadkom stolicy.

Jett, czyli potrafi działać, potrafi wyglądać

Co tam w serialach. Czekam na październikowe nowości, zaczynam drugi sezon Pułapki, ale bez większych nadziei, powracam do Luthera, a z rzeczy, które ostatnio mi się spodobały polecam Wam Jett.
Niby może się wydawać, że to raczej klasa B, z mordobiciem i nie zawsze idealnym scenariuszem, ale nawet wśród takich produkcji znajdzie się czasem perełka. Podobało mi się kiedyś Banshee, a Jett jest równie interesująca - nawet nie wiem czy nie bardziej. Carla Gugino tworzy magnetyczną kreację, zimną, ale jednocześnie cholernie ciekawą. Wykorzystuje swój seksapil równie często jak i inne umiejętności, gra na różne strony i robi wszystko by nigdy nie trafić ponownie do pudła. Córeczka jest dla niej wszystkim i dla niej gotowa jest bardzo wiele. Zadania dają bowiem kasę, ale ona nie musi brać wszystkich, wybiera te które nie stanowią zbyt wielkiego ryzyka. Jest złodziejką, nie morderczynią. No chyba że ją ktoś do tego zmusi.

czwartek, 12 września 2019

To! Rozdział 2, czyli frajerzy wracają do Derry

King powraca! Nie tylko książkowo, ale i filmowo. Niedługo Doktor Sen, a na ekranach już druga odsłona zabawy z klaunem. Albo zabawa Klauna z ludźmi. To. Notkę o jedynce znajdziecie w spisie obejrzanych (tak tym zabałaganionym). I nie oglądajcie dwójki zanim nie zobaczycie tego co wydarzyło się przed 27 laty. Co prawda niejednokrotnie w rozdziale drugim powracamy do tamtych scen, ale uwierzcie: to nie to samo.
Tamten film miał świetny klimat lat 80, ten nie ma takiego uroku, twórcy chcąc nie chcąc postawili więc na pokazanie ich wspomnień i lęków, w których jest klucz do pokonania potwora.

środa, 11 września 2019

Perfekcyjne kłamstwo - Minka Kent, czyli podejrzany jest każdy

Schemat, który niby pojawiał się w ciągu ostatnich lat sporo razy, rozsławiła go "Zaginiona dziewczyna", ale jak widać wciąż może być sprzedawany w różnych wariantach. Znika młoda piękna i młoda dziewczyna, nie ma ciała, nie ma śladu, pozostał otwarty samochód na parkingu. Uruchamiana jest cała machina poszukiwań, śledztwo i media... Kto mógł maczać w tym palce? Jaki był motyw?
Rozdziały przeplatają teraźniejszość i determinację siostry zaginionej oraz przeszłość, dzięki której poznajemy ostatnie miesiące przed zniknięciem. Meredith zaskoczyła swoich bliskich, wychodząc za mąż za faceta prawie dwa razy starszego od siebie. Jej siostra Greer od początku uważała, że to kiepski pomysł - pal licho pieniądze, ale w tym związku nie ma prawdziwej miłości.

wtorek, 10 września 2019

Pozwól mi wejść, czyli będziesz ze mną chodzić?

Zaczynam niestety usuwać ze szkiców notek rzeczy, które zbyt długo czekają na swoją kolej - najczęściej chodzi o filmy, gdzie niby coś kojarzę, przypominam sobie fabułę, rozpoznaję sceny, wiem że widziałem... Ale żeby coś napisać, dużo trudniej. 
Dziś znowu filmowo, ale od jutra może kilka notek o książkach. I chyba pewna przerwa potem, no chyba że coś turystycznego się pojawi. 
Pozwól mi wejść. Kurcze, ja zwykle wściekam się na robienie remake'ów przez Amerykanów, to teraz chyba wyjątkowo jestem wdzięczny. Po pierwsze dlatego, że zwrócili mi uwagę na oryginał i dopisuję go do listy do obejrzenia. A po drugie, ta produkcja naprawdę ma fajny klimat i nie ma się wrażenia odtwórczości. Domyślam się, że scenariusz na warsztat wziął ktoś, kto jednak nie robi kopii jeden do jednego, ale próbuje coś własnego wyciągnąć z historii.

poniedziałek, 9 września 2019

Polityka, czyli co na języku, co w głowie, a co w sercu

Patryk Vega na pewno umie w marketing :) Bo co do jego filmów, to już bym o tych umiejętnościach tak głośno chyba nie wspominał. Ma swoją publikę, która polubiła jego styl - pełen gagów, mięsa i uproszczeń. I kręci film za filmem. Ale gdy się oczekuje od niego ciut więcej niż kolejnej wersji Kobiet Mafii, to mocno bije w oczy to, że to jest robione na kolanie, upchnięte byle jak w fabułę, bez inwestycji w muzykę, w detale.
A najśmieszniejsze w tym filmie, który przecież w zwiastunie zapowiada się jako komedia, nie ma nic śmiesznego. Nie tylko dla mnie - w kinie, gdzie było 3/4 zajętych miejsc na próżno było nasłuchiwać rechotu. Czyli zdaje się, że to zawód nawet dla jego wiernej widowni. Bo oni nie mają ochoty oglądać polityków w scenach, które i tak świetnie znają, które nas już wku...iały i bawiły przez długie tygodnie, a tu podane na ekranie wybrzmiewają jakoś szczególnie ponuro. To nie bawi, przerysowane wręcz jest żenujące i przerażające, mówimy sobie: dość i nigdy więcej. Po to by jednak nami wstrząsnąć jako widzem i wywołać jakąś zmianę, trzeba by coś więcej - może w stylu ostatniego z sześciu rozdziałów tego filmu, pokazującego mechanizmy polityki niezależnie od partii.