Ponieważ kocham zarówno kryminały, jak i góry, nic dziwnego że wyszukuję sobie autorów, którzy łączą jedno z drugim i staram się ich podczytywać. Nie każdemu udaje się osiągnąć sukces taki jak Gortycha, ale fakt że wydają kolejne tytuły oznacza że jakieś zapotrzebowanie na takie klimaty jest.
Jarosław Szczyżowski od dawna był już na mojej liście do sprawdzenia i oto pierwszy jego kryminał już za mną. Za klimat dostaje ocenę całkiem wysoką, choć samo rozwiązanie i finał raczej mnie rozczarował. Nie wiem na ile zdradzać detale, bo nikt tego nie lubi, powiedzmy jednak mocno: jeżeli uzasadnienie dla mordowania wydaje nam się słabe, to choćby się wcześniej budowało w nas napięcie i lęk, szybko ta bańka może pęknąć...
A zaczyna się naprawdę nieźle i długo jesteśmy w fajnej atmosferze, w której każde wyjście ze schroniska może przyciągnąć jakieś kłopoty. Niby Chatka Górzystów jest w Górach Izerskich jest miejscem tak popularnym, że może nie kojarzy się z czymś groźnym, ale jak obuduje się to lokalnymi legendami, odpowiednią pogodą, mniejszą ilością ludzi (zimą), to uwierzcie że potencjał na odrobinę tajemnicy i grozy jest.
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
czwartek, 18 czerwca 2026
Błędne łąki - Jarosław Szczyżowski, czyli niektóre miejsca lepiej omijać
środa, 1 października 2025
Schronisko które zostało zapomniane - Sławek Gortych, czyli co ciekawego można znaleźć w archiwach
Czwarte spotkanie z Karkonoszami w wydaniu kryminalnym od Sławka Gortycha. I powiem Wam że tym razem nie tylko stworzył ciekawą fabułę, wyciągnął na światło dzienne kolejne historie z przeszłości, ciekawe miejsca, ale i uderzył mocno w temat, który może nieźle rezonować w odczuciach ludzi. Mimo upływu czasu, wciąż bowiem temat rozliczeń za zbrodnie popełniane przez Niemców w trakcie II Wojny Światowej wcale nie jest dla nas obojętny. A Gortych pokazał kolejne dobrze udokumentowane przykłady tego jak często ludzie, którzy powinni odsiadywać wyroki, nie tylko chodzi sobie na wolności, ale i robili kariery. Tym razem dotyczy to środowiska o którym niewiele chyba się dotąd mówiło, czyli niemieckiej dyplomacji. Jakie mogli mieć na sumieniu zbrodnie? Ano poczytajcie cytowane tu fragmenty z różnych spotkań dla dyplomatów, gdzie ustalano kwestie narracji na temat polityki przyjmowanej przez Rzeszę, np. eliminacji narodów uznawanych za rasy niższej kategorii.
Zaczynamy od scen historycznych, potem przeskakujemy na inne płaszczyzny czasowe - powojenną i współczesną, wszystko jednak ładnie udało się połączyć. Może mniej tym razem jest gór, wędrówki po szlakach, ale miejsca których ślady lub nawet wciąż żywe budynki można zobaczyć, podobnie jak w pozostałych tomach cyklu, będą dość istotne dla rozwoju akcji.
sobota, 2 sierpnia 2025
Wojciech Nerkowski zabiera nas w góry, czyli Everest. Poruszę niebo i ziemię oraz Himalaya. Wyprawa na krawędź życia
Od jutra chyba początek maratonu z notkami teatralnymi, by wreszcie uzupełnić wszystkie zaległości, ale dziś jeszcze książka. I tym razem, choć to sobota i niby dzień na fantastykę, dwa thrillery. Dotąd znałem Wojciecha Nerkowskiego z lżejszych kryminałów, stąd też zaskoczenie - jak to książki o górach? Przychodzą jednak pewne mody, a rzeczywiście łatwo stworzyć wtedy atmosferę zagrożenia, bezradności wobec sił natury.
Nerkowski jednak nie idzie w sztampę, czyli nie buduje historii kryminalnej, w której góry są tłem, dekoracją. Tu miejsce jest nieprzypadkowe i stanowi punkt wyjścia do całej opowieści. Nie są to też kryminały, pierwszemu tytułowi bliżej raczej do dramatu, czy też obyczaju z pewną nutką dreszczyku, drugi to już bardziej rasowy thriller, powiedziałbym nawet taki trochę w amerykańskim stylu.
No to po kolei.
czwartek, 8 maja 2025
Schronisko które spowijał mrok - Sławek Gortych, czyli co wydarzyło się w Strzesze, tam ma pozostać
W zapasie kilka kryminałów dość przeciętnych, kilka bardzo dobrych, więc gdybym publikował notki gatunkowe tylko w środy, to w wakacje utworzyłaby się dłuuuga lista. Zwykle jak jeden kończę od raz zaczynam kolejny (teraz na tapecie Minier).
Ponieważ jednak niedługo mam nadzieję na spotkanie ze Sławkiem Gortychem podrzucam trzecią już recenzję jego książki.
I szczerze Wam powiem - o ile pierwsza jakoś bardzo nie zażarła, wydawała się dość schematyczna, to mam wrażenie że z każdym tomem jest coraz lepiej. Może też dlatego, że lubię wątki historyczne w kryminałach, lubię góry, a u Gortycha mam i jedno i drugie. W każdym tomie w centrum jest inne miejsce, inne schronisko i co warto pochwalić pomysł autora na akcje promocyjne (specjalne karty, zdjęcia) plus ładne okładki, robią tu robotę. Wcale mnie nie dziwi nagroda czytelników w plebiscycie Lubimy Czytać.
środa, 12 lutego 2025
Schronisko które przetrwało - Sławek Gortych, czyli te ściany widziały niejedno
Oparcie się jeszcze bardziej na przeszłości, większa ilość postaci w wątku współczesnym wcale nie pogorszyły jakości, a wręcz sprawiły że mniej w niej sztuczności, która mi wtedy przeszkadzała. Jakoś wątek romansowy wtedy mi pasował średnio, a teraz gdy jest opisany z innego punktu widzenia jakoś wypada ciekawiej.
Sławek Gortych od początku założył sobie, że buduje intrygę kryminalną wokół prawdziwych wydarzeń i realnych miejsc. Jest pasjonatem historii i samego regionu Karkonoszy, stąd więc pewnie ma sporo ciekawych opowieści jeszcze w zanadrzu. Sztuką jest jednak tak je połączyć, podkręcić fabularnie, obudować jakimś napięciem - i za to spore brawa.
środa, 25 września 2024
Sarek - Ulf Kvensler, czyli przygoda, która zamienia się w koszmar
Sarek to chyba jeden z najstarszych w Europie parków narodowych - ponad dwa tysiące kilometrów kwadratowych i raczej odludzia i bardzo prosta infrastruktura, a nie to co znamy choćby z naszych gór (schroniska, hotele itp.). Lodowce, rwące strumienie i czasem brak nawet jakichś oznaczeń szlaków - tu idziesz z mapą, a nie nastawiając się na łatwą wycieczkę. Tu idą ludzie, którzy kochają wędrówki i nie boją się niewygód.
Od początku śledzimy przesłuchanie jednej z bohaterek, która przebywa w szpitalu po jakimś wypadku i odpowiada na pytania dotyczące wyprawy. Szczegóły jednak poznajemy bardzo powoli, a równolegle otrzymujemy bardziej dokładną relację z wydarzeń, od momentu przygotowań, aż po dramatyczny finał.
wtorek, 24 października 2023
Himalaya. Wyprawa na krawędź życia - Wojciech Nerkowski, czyli nie tylko dla miłośników gór
R
***
Powieści Wojtka Nerkowskiego mają to do siebie, że wciągają. Wciągają tak konkretnie – od pierwszej strony, całego czytelnika łącznie z nogami 😊
Nie inaczej było w przypadku Jego najnowszej powieści „Himalaya. Wyprawa na krawędź życia”. Z opisu wydawcy dowiadujemy się, że jest to książka opowiadająca o dwóch śmiałkach – Wiktorze i Michale, którzy próbują zdobyć najtrudniejszy szczyt świata – K2. Ba! Są już prawie na szczycie, tak naprawdę mają sukces na wyciągnięcie ręki. Sytuację komplikuje jednak nieoczekiwany atak terrorystyczny na luksusowy hotel Himalaya, w którym przebywają ich dziewczyny – Paula i Iga.
wtorek, 4 kwietnia 2023
Buried, czyli z jednej strony niefrasobliwość, z drugiej jednak cud
To jednak nie tylko opowieść o cudzie. Przede wszystkim to historia jednej z najbardziej tragicznych lawin w USA, ale i zarazem początek akcji ratunkowych prowadzonych trochę według nowych zasad (np. sugeruje się, że wcześniej raczej rzadko korzystano z psów). Opowieść o tych, których tragedia zmobilizowała do jeszcze większej pracy, by...
piątek, 3 marca 2023
An Accidental Life, czyli to jakby umrzeć, ale nie do końca
Marzec już od początku wydaje się mocno przeładowany różnymi wydarzeniami - dużo teatru, wciąż ostrzę sobie ząbki na pare książek zalegających od dawna na stosie, a i filmowo zwykle ten okres aż prosi się o wypady do kina.
Zacznijmy może od wydarzenia, które będzie trwało jeszcze przez dwa miesiące, a którego pierwsza odsłona jest tuż za mną. Stali bywalcy festiwalu górskiego w Lądku Zdroju pewnie większość obrazów pokazywanych w ramach festiwalu filmów górskich zna już czas jakiś, ale dla mnie to zawsze trochę jak małe święto.
Nie chodzi jedynie o samo oglądanie dobrych dokumentów na dużym ekranie, ale i o to, że siedzisz na sali w gronie ludzi, którzy tak jak ty kochają góry, podobnie obierają to co oglądamy.
Jak ktoś zainteresowany niech klika poniższe linki, a ja parę zdań o pierwszym obrazie jaki obejrzeliśmy w tegorocznej edycji.
czwartek, 17 listopada 2022
Korona Gór Polski w TVP, czyli a już się ucieszyłem
Ano nie będę pisał o swoich wyprawach i odczuciach, bo o tym pisałem na swoim prywatnym FB. Powodem notki jest fakt, iż TVP dostrzegło fenomen i postanowiło zrealizować cykl filmów dokumentalnych, trochę niczym reportaż, każdy odcinek poświęcając jednemu ze szczytów Korony, a dodatkowo prowadząc rozmowy z ludźmi, którzy po górach chodzą. Pomysł zacny, a jak wyszło?
czwartek, 31 marca 2022
Kwiecień plecień, czyli parę fotek i wspomnień
Blog daje możliwość notek bardziej prywatnych, rzadko jednak z tego korzystam. W końcu powstał głównie po to by pisać o kulturze. Od czasu do czasu pojawiały się jednak wpisy podróżnicze, czy raczej krótkie relacje z wypadów, z nadzieją że kogoś zainspiruję. Najczęściej chodziło o wyjazdy z dziećmi, nastawione na zwiedzanie, a nie na siedzenie na tyłku. Dzieci porosły i choć czasem jeszcze jeździmy razem (ostatnio głównie Dolny Śląsk), to coraz częściej zdarzają się wyprawy rowerowe (coraz dłuższe) i kilkudniowe wypady samotne lub z przyjaciółmi.
Większość fotek idzie wtedy na FB i to na ten prywatny, a nie na Notatnikowy. Kto chce ten znajdzie. Ileż skarbów i urokliwych miejsc skrywa nasz kraj i ile życzliwych ludzi można czasem spotkać właśnie poza głównymi, udeptanymi szlakami.
Uznałem, że choć trochę podzielę się tym co mnie ostatnio mocno kręci, czyli wypadami w góry, by zdobywać Koronę Gór Polski (28 szczytów z różnych pasm). Zacząłem na wiosnę w ub roku, na razie nie jest jakoś tego dużo, bo i kasy brak, ale 9 szczytów już jest. I ponieważ nie miałem z kim jeździć, jeden zrealizowałem samotnie, a ostatnio zacząłem korzystać z ofert mini biur podroży, specjalizujących się w weekendowych wyprawach. Dla mnie człowieka raczej mało towarzyskiego i o średniej kondycji trochę wymaga to przełamania się, ale atmosfera jest fajna i lada dzień jadę na kolejny wypad. Trochę z obawami o pogodę, bo zapowiadają śnieg, a miał być wyjazd w poszukiwaniu krokusów, ale jak by nie było, przygoda będzie ciekawa!
środa, 9 marca 2022
Cholitas, czyli skoro mężczyźni mogą...
Wpis by pasował bardziej na wczoraj, czyli na Dzień Kobiet, ale że seans był dziś, to i potraktujmy to jako głos, który przedłuża to święto na kolejne dni, tygodnie, miesiące. Czemu to takie istotne? Bo to opowieść nie tylko o przygodzie w górach, zdobyciu szczytu, ale raczej o marzeniach, o przełamywaniu pewnych stereotypów. W Boliwii miejsce kobiet jest w domu, w kuchni, nikt raczej nie myśli o nich jako o kimś, kto może wędrować po górach, a już na pewno nie będą to przedstawicielki rdzennych plemion indiańskich, żyjące raczej biednie.
Kolejny pokaz zorganizowany w ramach cyklu JACK WOLFSKIN LĄDEK FILM TOUR jest więc nie tylko gratką dla miłośników gór, ale również mocnym głosem kobiet w walce o równe prawa, o możliwość realizowania siebie w taki sposób, jaki sobie wymarzą.
czwartek, 3 marca 2022
Alpinista, czyli podziw i lęk
W ramach przeglądu filmów górskich czeka mnie jeszcze kilka seansów, a już pierwszy z nich dostarczył emocji więcej niż niejedna fabuła. Po seansie Alpinisty można mieć koszmary w nocy i to te najbardziej niepokojące, bo z nami w roli głównej, gdy rozmarzeni spróbujemy sobie zwizualizować: a gdybym tak... Chyba jednak nie dla każdego ta przygoda. Trzeba mieć to we krwi, a może w mózgu, bo nawet najlepsi patrzyli na wyczyny bohatera tego filmu z podziwem i przerażeniem. Podobnie mają i widzowie.
niedziela, 19 września 2021
Parę dni oddechu, czyli w góry!
Po raz kolejny pojawia się ten sam region, czyli Dolny Śląsk i to nawet trochę węziej: Kotlina Kłodzka. Oj pewnie będziemy tu jeszcze wracać, bo do niektórych miejsc chcemy wrócić, a kilku jeszcze nie zaliczyliśmy. Tym razem wróciłem tam sam, nastawiony na wędrowanie, więc te wszystkie atrakcje: zamki, podziemia, trochę były z boku, ale miło było mijać te, które już znam (Walim, Kłodzko). Do tego dochodziły nowe, bo tu aż roi się od ciekawostek historycznych i po prostu krajoznawczych. Dla człowieka spoza regionu wiele dziwi - np. stacje kolejowe na żądanie, taka ciekawa mieszanka tego co sprzed lat i współczesnych inwestycji (tunele, wiadukty, budynki czy te drogi przyprawiające o zawał). Tu widok człowieka wsypującego węgiel przez okienko z ulicy nie jest rzadkością. A wszystko co się mija spowite jest niesamowitą aurą, na którą składa się odrobina tajemnicy, masa zieleni, gór w tle, no i zmieniającej się pogody - mgieł, chmur, słońca...
sobota, 26 czerwca 2021
Kamienny sufit - Anna Król, czyli opowieść o pierwszych taterniczkach
Choć już dawno nie miałem okazji być w Tatrach, nie przestałem ich kochać i z przyjemnością zanurzam się w historię z nimi związane. Nawet jeżeli bliżej mi do turysty, bo łażę tylko po szlakach, nie mam nic wspólnego ze wspinaczką, z fascynacją przyglądam się tym, którzy swej pasji nie ograniczają tylko do wyznaczonych dróg, a sami próbują je wyznaczać. Dziś o to trudniej, ale przecież ktoś zawsze zrobił to pierwszy.
I właśnie o takich ludziach jest ta książka, tym bardziej zaskakująca, bo udowadniająca, że nie brakowało wśród tych "pierwszych" kobiet, choć napotykały na swojej drodze dużo więcej przeciwności niż mężczyźni. Góralki pluły na ich widok, mężczyźni często uważali za słabsze, a społeczeństwo z każdego wypadku robiło sprawę narodową, natychmiast uderzając w tony, że to zbyt niebezpieczne, a rolą kobiety jest przecież wychowywanie dzieci i dbanie o ognisko domowe, a nie narażanie życia.
A mimo to wciąż pojawiały się kolejne dziewczyny i kobiety, dla których miłość do gór i pasja były silniejsze niż jakiekolwiek konwenanse i opinia publiczna. Wspinały się z mężczyznami, ale i wspinały się tylko w swoim gronie, udowadniając tym samym, że wcale nie są gorsze.
piątek, 7 maja 2021
Znikając. Opowieśc drogi - Marek Raganowicz, czyli dotknąć tego co trudno wyjaśnić

Bardzo specyficzna proza - to nie jest reportaż, to nie są wspomnienia, to nie jest rzecz popularyzatorska w sensie rozrywkowym. Raganowicz przeplata migawkowe wspomnienia z przygotowań do wspinaczki, z tego co przeżywa na ścianie, z różnymi spotkaniami z ludźmi, z ich opowieściami, snuje różne rozważania na temat życia swojego i tego co widzi w życiu innych ludzi. Nie jest to więc jedynie opowieść o wspinaczce, o zmaganiu się z własną słabością, z wyzwaniem jakim jest ściana, czy góra. To raczej próba uchwycenia tego co siedzi w głowie i w sercu kogoś, kto choć jest świadomy ryzyka, szuka wciąż kolejnych wyzwań. Nie dla sławy. Dla samego siebie.
wtorek, 26 lutego 2019
Czapkins. Historia Tomka Mackiewicza - Dominik Szczepański, czyli szukając swojego miejsca

To historia z tych trudnych do uwierzenia i może dlatego tak fascynujących. Wyjście z narkotyków nie jest przecież łatwe, ale gdy ktoś potem porywa się na zadania dostępne jedynie dla nielicznych i odnosi na tym polu sukcesy, to już wyczyn nie lada. Zwłaszcza, że w pogoni za marzeniami bohater nie miał wcale z górki, często był zdany jedynie na siebie, nie dysponował takimi możliwościami jak inne wyprawy na ośmiotysięczniki.
Historia Tomka Mackiewicza spisana przez Dominika Szczepańskiego to opowieść o pragnieniu wolności, braku skrępowania regułami, tęsknocie i uporze w podążaniu do celu. Wiemy, że tu nie ma happy endu, ale mimo wszystko odczuwamy jakiś szacunek dla tego człowieka, który wybrał taką, a nie inną drogę. Stanął na szczycie Nanga Parbat (8125 m n.p.m.) jak jeden z pierwszych zimą, zrealizował swoje marzenie, choć przypłacił to życiem. Lubimy zwycięzców i szczęśliwe zakończenia. Życiorys Tomka to nieustanna walka, z samym sobą, z przeciwnościami, z brakiem finansów, nie raz udowadniał, że nie istnieją dla niego rzeczy nierealne, zadziwiał swoim hartem ducha i wytrzymałością. Zwycięstw tu pewnie tyle samo co porażek, za to nieustanne wstawanie do kolejnych prób, trudno odmówić mu podziwu. Może również dlatego, że w całym tym szaleństwie, uporze, ryzykowaniu życia, wciąż nie zatracił serca, ogromnej życzliwości i otwartości na innych ludzi, szczególnie tych w potrzebie.
sobota, 15 grudnia 2018
Góry. Stan umysłu - Robert Macfarlane, czyli adrenalina, zachwyt i coś jeszcze

Góry kocham od lat i choć kondycja oraz waga ciała ostatnimi czasy coraz bardziej ciągną mnie ku dolinom, ja wciąż spoglądam z nadzieją na szczyty. W nasze Tatry pojechałem ponad 20 lat temu w podróż poślubną, teraz ciągnę tam młodszą córkę (starsza nie ma jakoś ochoty) i mam nadzieję, że jeszcze nie raz będzie mi dane gdzieś się wdrapać, a potem cieszyć serce i oczy tym co widać z góry. Gdy czytałem "Góry" poczułem, że zarówno z autorem, jak i wieloma postaciami tu opisywanymi całkiem sporo mnie łączy. To nie jest tylko fascynacja górami, ale również pewnego rodzaju tęsknota, upór, by mimo przeciwności przeć do góry. Gdy trzeba zawrócić, gdy pogoda nie pozwala na wejście, człowiek czasem idzie za głosem rozsądku, ale nie znaczy to, że jest szczęśliwy. Góry go wciąż wzywają. Wchodzi się przecież nie raz i nie dwa tym samym szlakiem, na ten sam szczyt, ale radość, satysfakcja, poczucie spełnienia wcale nie jest dużo mniejsze niż za pierwszym razem.
Nie chodzi tu więc jedynie o rekordy, sukces, najwyższe wierzchołki, ale raczej o pokonywanie własnej słabości, wysiłek, który potem jest nagrodzony. Gdy wjedziesz na górę kolejką, będziesz miał podobne widoki, ale dla mnie one będą dużo cenniejsze.
Właśnie o tych paradoksach i fenomenie miłości do gór pisze Robert Macfarlane - brytyjski pisarz, podróżnik i historyk idei. Jak to się dzieje, że one tak bardzo fascynują i przyciągają, czy działo się tak zawsze, czemu nawet śmierć tak wielu ludzi, nie odciąga kolejnych od podejmowania wyzwania i wspinaczki coraz wyżej, coraz szybciej, trudniejszymi drogami.
piątek, 29 czerwca 2018
Artur Hajzer. Droga Słonia - Bartek Dobroch, czyli w życiu trzeba mieć pasję
Nad biografią Artura Hajzera, który przecież również zaangażowany w tamtą, tragiczną wyprawę, prace trwały chyba równolegle, bo mam wrażenie, że spokojnie można wskazać pewne fragmenty, które były zawarte w obu pozycjach. Nie jest to nawet zarzut, po prostu to się wyłapuje, nie dotyczy to też samej wyprawy, a raczej fragmentów biograficznych o twórcy programu Polski Himalaizm Zimowy. Tu są one dużo bardziej rozbudowane i to naprawdę robi spore wrażenie - o kimkolwiek by się jakoś nie wspominało tu w jakimś większym fragmencie, Dobroch nie ogranicza się do samych cytatów i opisów sprzed lat, ale dociera do każdego i prosi o aktualny komentarz. Do każdego, to znaczy nie tylko do Polaków, ale również ludzi z zagranicy, którzy na różnych etapach współpracowali, bądź wspinali się z Arturem Hajzerem.











