wtorek, 28 kwietnia 2026

Milcząca przyjaciółka, czyli co nam umyka, co pozwoli nam się zatrzymać...

Kwiecień kończę jeszcze kolejną notką na wyciszenie, filmem którzy niektórzy recenzenci nazywają medytacją wypełniającą spokojem jaki daje kontakt z naturą. W dystrybucji chyba od końcówki maja ale już można go upolować na jakichś pokazach specjalnych, a myślę że wytrawni kinomaniacy ceniący sobie klimat, zdjęcia i scenariusz, a nie tylko akcję, będą mieli z seansu sporo frajdy. 

Węgierska reżyserka Ildikó Enyedi przygląda się kilkorgu bohaterów na przestrzeni wielu dekad, a łączy ich wszystkich pewne miejsce, może trochę sytuacja w jakiej się znaleźli, potrzeba odkrycia na nowo swojego miejsca w świecie, znalezienia sensu. 


Akcja rozgrywa się w uniwersyteckim ogrodzie botanicznym, w którego centrum rośnie okazały miłorząb japoński (gingko biloba). Na początku XX wieku o prawo do traktowania na równi z mężczyznami walczy tu młoda kobieta, która jako pierwsza w historii dostała stanowisko asystentki na wydziale botaniki. To samo drzewo przygląda się młodemu chłopakowi studiującemu literaturę w latach 70, to pod nim odpoczywa, czyta i marzy o dziewczynie która wpadła mu w oko. I wreszcie współcześnie, tuż przed wybuchem pandemii na uniwersytet przybywa profesor z Japonii, by prowadzić wykłady na temat swoich badań nad biochemią mózgu. 

poniedziałek, 27 kwietnia 2026

All Your Fears, All Your Hopes - Maciej Tubis, czyli ukoić smutek, odzyskać harmonię...

Po informacji o śmierci Łukasza Litewki szukałem czegoś muzycznego co by mnie trochę wyciszyło i oto efekt tych poszukiwań: odkrycie polskiego artysty, który czaruje na fortepianie jak mało kto. Zerkam więc cały weekend na stream Łatwoganga i moje serce się raduje. Już nie smuci, bo mam wrażenie, że jak w niewielu sytuacjach zjednoczyliśmy się mocno. Wokół dobra. A mi dodatkowo trochę ten smutek łagodziła też muzyka... Bo świadomość istnienia czegoś pięknego co po nas zostaje, jakoś pozwala pogodzić się ze stratą. 


Maciej Tubis nagrywał już kompozycje Komedy, eksperymentował trochę z elektroniką, generalnie jednak to wciąż muzyka gdzieś z pogranicza muzyki którą uważamy za klasyczną, a nastrojowymi, refleksyjnymi, bardziej nowoczesnymi melodiami. Fortepian, syntezator, wystarczą by stworzyć całą muzyczną opowieść, w której można zanurzyć się na długie kwadranse. 

sobota, 25 kwietnia 2026

Hungerstone - Kat Dunn, czyli czego tak naprawdę pragniesz?

Do końca miesiąca na Notatniku już tylko 3 notki, warto więc wykorzystać weekend i znowu zrobić sobie przegląd o czym chcę pisać w pierwszej kolejności. Spacer zaliczony, co prawda oglądanie streemu Łatwoganga kusi, bo to jakieś wariactwo pozytywne, no ale jak odłożę pisanie to potem w tygodniu jeszcze mniej czasu.

A dziś powieść gotycka. Z ciekawym klimatem, pełna dość mrocznych, chwilami dość obrzydliwych opisów, kobieca, ale to nie znaczy że nie brakuje w niej siły. Czy nazwałbym ją powieścią grozy, czy horrorem? Chyba nie w takim dzisiejszym rozumieniu, to raczej niepokój, tajemnica są tu kluczem niż sam strach i jakieś zagrożenie. 

Poznajemy Lenorę, która mogłoby wydawać się ma w życiu prawie wszystko. Bogaty mąż, pieniądze, stabilizacja, a do tego już wcześniej posiadany tytuł, status. Jak to jednak często w przeszłości bywało, małżeństwo było bardziej efektem kontraktu niż porywu uczuć. Mąż to jeden z tych, którzy na rewolucji przemysłowej i produktach z metalu dorobił się olbrzymiego majątku, potrzebował więc kontaktów, wprowadzenia w środowisko, co mogła mu zapewnić żona z tytułem. A ona? Wychowywana przez ciotkę, bez majątku, raczej nie mogła liczyć na wielu kandydatów do jej ręki. I początkowo wszystko się jakoś układało. On zachowywał pozory że mu na niej zależy, ona starała się nie tylko realizować jego prośby, ale i je wyprzedzać, dbając o to żeby jego pieniądze robiły jeszcze większe wrażenie i przyciągały kolejne zamówienia i znajomości. 

piątek, 24 kwietnia 2026

Co po Grace? czyli koniec jednego to początek nowego

MaGa: Kolejna udana premiera w Teatrze Polonia. Tym razem w reżyserii Krzysztofa Dracza. Efektowna i jednocześnie emocjonująca sztuka Carey Crim rozpoczyna się jak komedia romantyczna. Oto budzi się obok siebie w łóżku dwoje dojrzałych osób, które spotkały się dzień wcześniej w kościele, na pogrzebie Grace.


Robert: To że dojrzałych, już jest trochę przełamaniem schematu, bo przecież w komediach romantycznych zawsze mamy bohaterów pięknych i młodych. A tu? Powiedzmy że doświadczonych życiowo. Ale czy nie wolno im się czasem zapomnieć, zatracić, iść na całość? Może tego właśnie potrzebowali. I choć cała sytuacja mogła wydawać się mało romantyczna, wszystko odczytywali jako znaki, że to właśnie miał być ten wieczór. 
A gdy już trochę trzeźwiejsi budzą się rano, może i nie żałują, ale zaczynają się zastanawiać że może warto było choć trochę o tym drugim się dowiedzieć. Nawet jeżeli więcej mają się nie spotkać. 

czwartek, 23 kwietnia 2026

Co możemy zmienić, czyli Seks dla opornych i Przepiękne!

Poza pisaniem o nowszych rzeczach, muszę znaleźć też miejsce na wrzucenie notek o rzeczach starszych, które gdzieś mi mignęły, a ponieważ staram się pisać o wszystkim, to nie mam zamiaru odkładać w nieskończoność, bo już parę rzeczy mi w ten sposób umknęło... 
 

W najbliższych tygodniach więc będzie trochę tego typu wrzutek, w tym pewnie zbiorczy jeden albo dwa posty o spektaklach Teatru Telewizji. 
A dziś filmy. 

Jeden polecam drugi odradzam, sami zobaczycie który... Do komedii w ogóle naszych krajowych podchodzę jak do jeża bo mam wrażenie że są na żenującym poziomie, a aktorzy tam mocno szarżują albo znowu grają jak kołki iż aż żal na to patrzeć. 


I w sumie w pierwszym przypadku, czyli "Seksu dla opornych" to się niestety potwierdza. Pal licho zapowiedzi że to niby takie kapitalne, przełomowe, obalające tabu itp. Jeżeli leży scenariusz i dialogi, to i aktorzy nic nie wyrzeźbią. Dla porównania mógłbym opowiedzieć o najnowszej premierze teatralnej Teatru Polonia "Co po Lucy" ale to pewnie na dniach, wypatrujcie więc notki. 

środa, 22 kwietnia 2026

Ostatni gasi światło - Richard Osman, czyli dzień dobry, czy handluje pan kokainą?

Moi ulubieńcy z Czwartkowego Klubu Zbrodni, w nie wiem czy nie najlepszej jak dotąd odsłonie. Może dlatego że trochę już ich znam, może dlatego że i oni nabrali pewności siebie, a może dlatego że niefrasobliwość z jaką potrafią zadawać pytania i wbijać na spotkania z podejrzanymi osiąga poziom prawie absurdalny i rozkłada na łopatki nawet największych gangusów? 

Tym razem sprawa dotyczy śmierci starszego pana, pracownika antykwariatu, który najwyraźniej pechowo wplątał się w przemyt narkotyków. Ponieważ nie był on dla naszych bohaterów kimś obcym, za punkt honoru uznali że sprawcę muszą odnaleźć. Tym razem będą nawet mieli wsparcie dwójki lokalnych policjantów, którzy odsunięci od śledztwa przez zespół ze stolicy, poczuli się zwolnieni z wszelkich zasad. Mając doświadczenie że staruszkowie potrafią rozwiązać sprawy szybciej od policji, postanowili zabawić się w dochodzenie mniej oficjalne razem z nimi. 

Śnieg przykryje - Michał Śmielak, czyli ponury las a w nim...

Dziś znowu podwójna dawka, tym razem jednak kryminałów. Na początek autor którego trochę "testuję", bo wiem że był laureatem nagród w konkursach, a mi długo jakoś nie wpadał w ręce. Po "Osadzie", która miała klimat, ale okazała się dość prosta, znowu mamy coś podobnego - historię rozciągniętą w czasie, z tajemnicą i w której na pierwszy rzut oka więcej jest jakiejś psychologicznej rodzinnej dramy i traum, niż śledztwa i napięcia. Najważniejsze są emocje, jakaś chwila w której już nie dało się ich powstrzymać, a potem pozostaje już tylko ukrywanie tego co się stało i życie w cieniu konsekwencji. A gdy już wydawało się, że minęło tyle lat, iż nikt się do niczego nie dogrzebie, koszmar powraca i znowu trzeba podjąć pewne decyzje. 

Wszystko zaczyna się od tego, że po 25 latach od zaginięcia odnajduje się pewien mężczyzna. Twierdzi że nie pamięta co się z nim działo, co wydarzyło się przed ćwierć wiekiem ani jak się znalazł w miejscu gdzie go spotkano. Wiemy za to, że żona ani dorosły syn jakoś wcale nie ucieszyli się na powrót ojca do żywych. 

wtorek, 21 kwietnia 2026

Zmienić coś w życiu, czyli Młode matki i Łobuz

Dziś podwójna dawka filmów dla wytrawnych kinomaniaków, może coś Was zainteresuje, to pozycje świeże które albo dopiero się pojawiają albo wkrótce będą na ekranach. 
 

Bracia Dardenne przyzwyczaili nas do historii, które niektórym mogą przypominać jakieś paradokumentalne seriale telewizyjne, w których podglądamy życie zwyczajnych ludzi, ich dramaty. Tyle że ich nie interesuje jedynie "dobra historia", wzruszenie widza, raczej chcą wzbudzić empatię, zainteresować tym, że ktoś wokół nas może przeżywać jakieś trudne sytuacje, no i czasem punktuje luki w systemie pomocy. Choć akurat mam wrażenie że nie w tym przypadku. Tu wsparcie jest potężne, ale bohaterki czasem są tak pełne lęku, wiary w siebie, że niestety nie wszystkie wychodzą na prostą i próbują zbudować coś dla siebie i dla tej małej istoty, którą noszą pod sercem.  

To co chyba najbardziej uderza nas to fakt iż wiele z tych dziewczyn, powiela losy swoich matek, które je porzucały albo fundowały dzieciństwo którego nikomu by się nie chciało polecić. Czy więc można się dziwić, że czasem wolą zrobić to samo, mając nadzieję, że w rodzinie ich dzieci znajdą więcej szczęścia niż one? 

Wolność po włosku, czyli nie mówcie mi jaka mam być

Muzycznie od wczoraj wciąż w kręgach funkowych, ale dziś plan był by napisać o dwóch albo trzech filmach, a tu 21 i nie mam ani zdania napisanego. No to hop hop hop, biegusiem...

"Wolność po włosku" od Gutek Film to rzecz raczej dla wytrawnych kinomaniaków, zresztą chyba jak każda z dzisiejszych pozycji jakie wybrałem na Notatnik. Ciekawa scenariuszowo, aktorsko, bo już wizualnie i montażowo nie ma tu fajerwerków. Goliarda Sapienza chyba nie jest u nas jakoś bardzo znana, choć jej powieść wydana pośmiertnie uznawana jest w niektórych środowiskach za rzecz kultową. Czy rzeczywiście jej życiorys zasługuje na uwagę, na opowiadanie? Przyznam że jest na tyle niebanalny że tak. To kobieta dojrzała, wyzwolona, dumna. Wyrok jaki musiała odsiedzieć w więzieniu gdy została uznana za złodziejkę nie złamał jej, a raczej otworzył oczy na ludzi, którzy mieli w życiu jeszcze mniej szczęścia, jeszcze bardziej zagubionych. 

poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Cosmic Griots - The Afronauts, czyli gdy wszystko dołuje i idzie źle...

Wczoraj już brak sił na pisanie kolejnej notki, dziś też, ale może muzyczna energia jakoś naładuje i chociaż jutro będę jakoś bardziej pozytywnie nastawiony do pisania. Odrobina funku, dziwnej mieszanki jazzu, Afryki i to tworzonej u nas, niech dziś Wam wystarczy za całą notkę.

Niewiele mądrego chyba bym więcej napisał. Jest kolorowo, energetycznie, a klimaty jakie od czasu do czasu nasi artyści przemycali na swoich krążkach (choćby współpraca Voo Voo z Mamadou Diouf z Senegalu) tu po prostu stanowią centrum tego materiału. Zdziwienie może przyjść jak nagle słyszycie w niektórych numerach polskie słowa :) Ale to pozytywne zdziwienie, nie ma w tym wygłupu, naśladownictwa, a raczej konglomerat muzyków z różnych krajów, których połączyła miłość do muzyki i fascynacja rytmami pochodzącymi z Afryki. Wokalista jest zdaje się z Maroka, ale większość muzyków pochodzi z Polski i tu właśnie funkcjonują. Warto więc może rozejrzeć się za jakimś ich koncertem? 

 
Sprawdźcie czy Wam również się spodoba. wystarczy kliknąć więcej i znajdziecie trochę muzy... Ten saksofon naprawdę robi tu fajną robotę.

niedziela, 19 kwietnia 2026

Ołowiane dzieci - Michał Jędryka, czyli epidemia, która miała wpływ przez lata

Post możecie potraktować jako dodatek do notki o filmie z Netflixa, o którym pisałem tu. Na nowo przypomniano historię, zaczęto dyskutować o tym na ile można sobie w scenariuszu pomijać czyjeś zasługi, a Ślązacy poczuli się obrażeni tym jak się ich przedstawia. I niby w reportażu Michała Jędryki, który sam był jednym z dzieci ratowanych przed ołowicą przez doktor Wadowską-Król, niby można znaleźć tam większość obrazów i jakie opowiada nam trochę podkręcając fabułę film, ale już o mentalności "prostych" ludzi, którzy nic nie rozumieją, twórcy trochę przesadzili. 

Co prawda wszyscy mi mówią że najlepiej tą historię opisano w powieści obyczajowej Magdaleny Majcher, jednak najpierw wpadł mi w ręce właśnie ten reportaż. I choć historię znałem, nie odkryłem w nim nic nowego, to jednak nie żałuję lektury. Może dlatego że Jędryka daje nam spojrzenie świadka, co prawda po wielu latach, a opowiada o tym jak odbierał wszystko jako dziecko któremu nie zawsze wszystko tłumaczą, czasem raczej domyślając się lub dopowiadając sobie różne rzeczy. Co ciekawe, jest to też spojrzenie na Śląsk który się tak mocno już zmienił, z żalem o tych którzy wtedy byli ofiarami przemysłu który dawał pracę, ale jednocześnie truł bez litości. Szczerze jednak również autor pisze o dalszych losach większości swoich kolegów i koleżanek z Szopienic, osiedla położonego najbliżej huty i miejsca gdzie dzieci narażone były nie tylko na objawy które da się wychwycić szybko lecz i te długofalowe. Pisze o uzależnieniach, braku wykształcenia, życiu w biedzie, o ludziach którymi opiekuje się pomoc społeczna. tego w serialu nie zobaczycie, a to takie postscriptum. 

piątek, 17 kwietnia 2026

Retro Queen – Danuta Rinn, czyli kto ma tyle wdzięku co ja?

MaGa: Klub Tragediowy przy Teatrze Rampa stworzył przemiłe „spotkanie po latach” z Danutą Rinn, aktorką pierwszego zespołu Teatru na Targówku, późniejszą piosenkarką estradową, której piosenki nuciła cała Polska. Nie nazwę go muzodramem, bo choć były tam i refleksyjne tematy to całość utrzymana była w tonacji „lekkiej, łatwej i przyjemnej”, a w rolę Danuty Rinn wcieliła się Agnieszka Masłowska, która z niebywałym wdziękiem unosiła nad sceną zarówno charyzmę jak i tuszę niegdysiejszej wykonawczyni „Biedroneczki są w kropeczki” i innych przebojów.


Robert: Zaskakująco sympatyczny to był wieczór, choć pewnie najlepiej będą bawić się ludzie, którzy choć troszkę pamiętają Panią Danutę, czyli tych którzy urodzili się i wychowywali choćby w latach 70 czy 80. Z jednej strony brawa za przypomnienie repertuaru i osobowości artystki, ale jest coś jeszcze mam wrażenie, co sprawia że to nie tylko samo wspomnienie. Życiorys Rinn posłużył tu bowiem do refleksji nad tym jak radzić sobie w życiu z różnymi niepowodzeniami, kompleksami, szufladkami w które cię wpychają, hejtem czy śmiechem. 

czwartek, 16 kwietnia 2026

Wczoraj byłaś zła na zielono, czyli Nie oceniaj. Słuchaj!

Odnoszę wrażenie, że ten spektakl przekazał mi większą wiedzę o autyzmie niż niejedna książka czy wykład na ten temat. Ten spektakl chłonie się przez skórę, wydobywa wiedzę z kakofonii dźwięków i ciszy, z krzyków i szeptów.


To opowieść matki autystycznej córki. Opowieść trudna, bolesna i pełna miłości. Oparta na autobiograficznej książce Elizy Kąckiej o tym samym tytule. Anna Augustynowicz – reżyserka stworzyła spektakl niepowtarzalny, inny od dotychczas oglądanych, wypełniony dźwiękami, które rozkładają nierówno emocje, raz są za a raz przeciw bohaterkom na scenie.

23 i pół godziny, czyli reszta to niepewność

M wraca do pisania więc doklejam jej wpis nt. A planety szaleją, które z małej sceny przeszły teraz na dużą w Teatrze Współczesnym i niedługo od niej jeszcze jeden, a potem jeszcze dwa dialogowane. 

***

Po drodze mi z Jarosławem Tumidajskim i jego sposobem prowadzenia narracji sztuk teatralnych. Lubię jego dbałość o wszystko co się dzieje na scenie, sposób prowadzenia aktorów, czy choćby oprawę muzyczną, której sam dokonuje. Nie dziwi więc, że i ten spektakl Teatru Współczesnego - w moim mniemaniu - jest „całkowity” i bardzo dobry. Dotyka tematu molestowania i przemocy seksualnej wobec kobiet, który w niedalekiej przeszłości przybrał formę międzynarodowej, głośnej akcji Me Too. Autorka sztuki, Carey Crim, była jedną z pierwszych, które nagłośniły ten temat, jednocześnie pokazując i analizując wszystkie aspekty powstałej akcji. Minęło od niej kilka lat i już wiemy, że pod jej szyldem działy się sprawy, których być nie powinno, choć tych prawdziwych, potwierdzonych faktami było zdecydowanie więcej. Jednakże zdarzały się oskarżenia zupełnie bezpodstawne, powodowane złością, zazdrością, zemstą, lecz również chęcią zaistnienia, zwrócenia na siebie uwagi, które powodowały natychmiastowe i bardzo dotkliwe skutki dla posądzonych a hałas wywoływany przez media biegnące za sensacją powodował, że zasada „domniemanej niewinności” przestawała funkcjonować. I co wówczas?

środa, 15 kwietnia 2026

Oszast - Grzegorz Mirosław, czyli co tu się...

Rano niby marudziłem że czasem tempo akcji nie wystarczy by mieć satysfakcję, człowiek szuka oryginalności, zagadki, a nie jedynie dynamiki i pewnie to samo co przy powieści duetu Horst i Enger, mógłbym powiedzieć o najnowszej powieści Grzegorza Mirosława. W tym przypadku jednak trzeba przyznać, że mroczna atmosfera i tajemnica dodaje trochę zarówno do oryginalności jak i satysfakcji.  

W warunkach polskich góry ostatnio stały się modnym miejscem jako tło dla kryminałów i thrillerów, z totalnie dziką przyrodą kojarzymy jednak głównie Bieszczady czy Beskid Niski. A tu proszę Beskid Żywiecki odmalowany tak że ciarki chodzą po plecach. Oszast to nie tylko szczyt, ale całe pasmo, rezerwat będący fragmentem pierwotnej Puszczy Karpackiej. Czy to możliwy by w tych ostępach kryły się miejsca, w które ludzie nie zaglądają albo jak zajrzą, to już z nich nie wracają? Brzmi mało prawdopodobnie, prawda? Autor jednak kreśli tak barwne opisy, że czujemy się jakby to były tereny w których można błądzić tygodniami i we wszystko można by uwierzyć. 

Zgrabnie wplata też wątki historyczne, w tym przypadku klęskę głodu w Galicji w XIX wieku, która podobnie jak w Irlandii spowodowana była zarazą ziemniaków, stanowiących podstawę diety i podobnie jak tam skończyła się śmiercią wielu ludzi i emigracją kolejnych tysięcy. 

Punkt zero - Jørn Lier Horst, Thomas Enger, czyli czy nie za bardzo to amerykańskie?

Postanowiłem wrócić do autora, którego śledziłem przez długi czas, od pierwszej powieści wydanej w Polsce, ale potem jakoś straciłem z oczu. Wiem że wydaje się go sporo i to nie tylko kryminałów ze świetnej serii, którą pokochałem z inspektorem Williamem Wistingiem, ale też jakaś seria dla młodzieży, pojawiły się również thrillery sensacyjno-kryminalne pisane wraz z Thomasem Engerem. I właśnie ten cykl postanowiłem wziąć na warsztat. 

Zawsze ceniłem Horsta za realizm z jakim odtwarzał pracę policjanta, te papiery, przesłuchania, żmudne śledztwo, stawianie hipotez i czasem błądzenie po omacku. W tej nowej serii też tak bywa, mam jednak wrażenie że to książki pisane trochę bardziej "po amerykańsku", czyli jednak dużo większy nacisk jest na tempo, na to żeby cały czas zaskakiwać czytelnika. Do tego że mamy dwie perspektywy: policjanta oraz dziennikarki autor już zdążył nas przyzwyczaić, teraz tylko trochę te media się zmieniają, raczej chodzi o dziennik internetowy, a nie o prasę. No i bohaterka nie jest jego córką, choć córka też się pojawia. W pierwszym tomie cyklu poznajemy oboje, czyli komisarza Blixa oraz młodą blogerkę Emme Ramm, która początkowo będzie trochę go drażnić, potem jednak wymiana informacji mocno ich zbliży. 

wtorek, 14 kwietnia 2026

Czego tak naprawdę chcę, czyli Miłość i Przepis na szczęście

Dziś we wtorkowym kąciku wytrawnych kinomaniaków dwie produkcje, które niby się różnią, znowu jednak w zagadkowy sposób się dla mnie łączą, bo dotyczą życia uczuciowego, tego jak szukamy, jak czasem czujemy się zagubieni, nie bardzo potrafiąc podjąć decyzję.


MIŁOŚĆ Daga Johana Haugeruda to część jego większego projektu, trylogii w której wciął na warsztat temat przeżywania miłości, emocji. Skandynawowie potrafią opowiadać o takich sprawach bez specjalnego skrępowania – seks bez zobowiązań wydaje im się taką samą opcją jak i przysięga małżeńska. Wszystko zależy od Ciebie: czego potrzebujesz i na co jesteś gotowy. I nie myśl o tej drugiej połowie, bo to Ty jesteś najważniejszy. Brzmi egoistycznie? Ktoś inny by powiedział że to droga do lepszego zdrowia psychicznego, tylko pytanie czy na pewno daje to szczęście, czy sprawia że mamy w sobie mniej obaw, mniej kompleksów, czy jakoś z większą odwagą staramy się zawalczyć o uwagę kogoś kto wpadł nam w oko.  

poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Hańba! Hioba Dylana w Hydrozagadce, czyli za kim idziesz ziom?

Drugie spotkanie na żywo z zespołem Hańba! tym razem jednak w zupełnie innym klimacie, bo współpraca z Hiobem Dylanem sprawiła, że ich wspólna trasa nie odbiera im energii, na pewno jednak trochę zmienia nastrój i muzykę. 

Zamiast jednego koncertu mamy więc aż 3 odsłony: najpierw Hiob Dylan ze swoim repertuarem, potem Hańba! z tym do czego nas już przyzwyczaiła, a na końcu grają razem numery ze wspólnej płyty. Folkowa melodia i punkowska energia w połączeniu z country i folkowymi, prostymi numerami opartymi na banjo? Okazuje się że to wcale nie tak niemożliwe jak by się mogło wydawać. Co prawda wspólny repertuar to głównie zasługa gościa, który jest znany z tego że występuje w głowie wilka, mam wrażenie że chłopaki jednak fajnie poczuli się w tej trochę innej odsłonie muzycznej i dołożyli do tego trochę swojej wściekłości. 

I wiecie co? Aż trudno mi powiedzieć która z tych 3 części koncertu była najlepsza. 

niedziela, 12 kwietnia 2026

Null - Szczepan Twardoch, czyli brutalność i szaleństwo wojny

O tej powieści trudno pewnie będzie mi coś napisać. Bardziej mam wrażenie się ją odczuwa i przeżywa niż analizuje i ocenia. Szczepan Twardoch nie raz już w swoich powieściach dotykał spraw tożsamościowych, wrzucał swoich bohaterów w sytuacje, gdzie byli zmuszani do rewizji różnych swoich systemów wartości i zasad, burzył ich światy. I tak jest i teraz. Można powiedzieć że to książka o wojnie na Ukrainie, ale przecież nie jest to reportaż, nie jest to analiza geopolityczna, nawet trudno powiedzieć, by jednoznacznie biła z niej pewność co do przekonania walki o sprawę. To raczej powieść o człowieku, którego wojna zmienia. Zobojętnia, wypełnia jakimś przedziwnym stanem zawieszenia. Lękiem który obezwładnia, ale i złością na cały świat. Na tych po drugiej stronie, na siebie, na kolegów z oddziału, a przede wszystkim na tych, którzy w garniturach przesuwają pionki ich armii po mapie, kompletnie nie wiedząc co na froncie się dzieje.  
 
Ta wojna pokazuje też jak bardzo zmieniają się zasady jej prowadzenia i jej realia. Śmierć może przyjść zupełnie z zaskoczenia z powietrza, choć jest wymierzana bardzo celnie, nie na ślepo jak kiedyś. To już nie są bomby i rakiety, ale drony, kamery, satelity. Armie zamiast się przesuwać raczej tkwią w miejscu, tygodniami siedząc w okopach i schronach, po jednej i po drugiej stronie linii frontu. Sukces pójścia do przodu jest pozorny, bo w każdej chwili możesz zostać odcięty od jakichkolwiek dostaw, zdany na siebie, sam już nie wiedząc czy lepsza będzie śmierć na miejscu czy tortury, które czekają jeńców. 

sobota, 11 kwietnia 2026

Samotni bohaterowie, czyli Projekt Hail Mary i Niebo o północy

Szybka notka, bo już trochę padam na nos, a tu aż dwa filmy, które jakoś mi się połączyły w jeden wpis. Czemu? Przecież wiele je różni... Mam wrażenie że jednak są elementy łączące – choćby samotność obu bohaterów oraz ich poświęcenie, nawet jeżeli nie zawsze wynikało ono z ich jakiejś świadomej początkowej decyzji. Po prostu tak się zadziało i w danej sytuacji nie widzieli innego wyjścia. 

O filmie z Ryanem Goslingiem jest głośno i trzba przyznać, że wizualnie robi on wrażenie. Po Marsjaninie kolejna ekranizacja powieści Andy’ego Weira może okazać się sporym przebojem, mimo tego, że fabularnie jest to dość miałkie. No nie obrażajcie się, ci którym się to podobało, którzy się wzruszali na filmie, ale naprawdę historia jest dość prosta, nie ma w niej jakichś większych zaskoczeń, a to balansowanie między komedią a tragedią wiszącą nad ziemią, wcale nic dobrego nie wnosi. Ten humor może i wnosi trochę luzu, skutecznie jednak likwiduje jakiekolwiek napięcie, którego w sumie po filmie z wątkiem katastroficznym raczej bym oczekiwał. 
Fizykiem nie jestem więc nie wypowiem się na temat naukowego prawdopodobieństwa, podejrzenia mam jednak spore, że to wszystko mocno wyssane z palca. 

piątek, 10 kwietnia 2026

Podlasie, czyli to tak jak z disco polo

Podlasie dość powszechnie jest krytykowane i to nie tylko za kulturowe przekłamania, ale i za miałkość scenariuszowo i niski poziom żartów, a Polacy i tak masowo to oglądają, co niestety wróży kolejną część być w może wyprodukowaną w przyszłości. To tak jak z disco polo - możesz się nabijać, ale skoro się ludzie bawią i im się to podoba, to nic nie zrobisz. 

A przecież już poprzednia część tej historii, czyli Nic na siłę (pisałem o niej tak), raczej nie powalała, była słabiutką komedią "romantyczną" z dość drętwą parą aktorską. Przełożono może więc trochę akcenty, większą przestrzeń oddano aktorom, których Polacy kochają, czyli Arturowi Barcisiowi i Annie Seniuk, ale reszta postaci i tło zostało podobne, czyli to taka wizja Podlasia jako zadupia, gdzie niby niewiele jest, za to ludzie żyją trochę wolniej i bardziej szczęśliwie. Ale cała reszta identyczna, czyli cerkwi nie zobaczysz choćbyś wypatrywał, gwara jakaś taka bliska temu co i na Mazowszu usłyszysz, a jak dodasz do tego boćki i ducha puszczy to każdy westchnie do tej sielskiej krainy. Albo i nie westchnie bo szlag go trafi że nawet nie chciało się twórcom zadbać o zdjęcia w plenerze i musieli zwierzęta w komputerze robić (przyjrzyjcie się tym jeleniom i bocianom). 

No z całą sympatią dla aktorów, ale część nawet nie za bardzo miała co grać i się marnują (Żak), część zachowuje się jakby to była bajka dla dzieci w której trzeba mówić i grać jakby na zwolnionych obrotach (Zborowski), a całość ani specjalnie nie bawi, ani kupy się trzyma. 

czwartek, 9 kwietnia 2026

Zabójcza przyjaźń, czyli wszyscy kłamią i coś ukrywają

Zdaje się, że czeka Was do soboty seria notek "luźniejszych", czyli nie spodziewajcie się rzeczy jakoś super wartościowych, czasem jednak do obejrzenia w wolnej chwili do zrelaksowania jak znalazł. Tak m.in. odbieram serial, który jesienią na Netflixie przez chwilę pikował w oglądalności - niezły thriller, który ogląda się z pewnym zaskoczeniem w stylu "co oni tu wymyślili". 
 
Rzecz bowiem niby nie jest szczególnie zawiła, ale wikłają je sami bohaterowie wciąż udowadniając nam że kłamią, coś ukrywają i generalni zamiast tych którzy mieliby łapać sprawcę, sami wydają się coś ukrywać. Oto dziennikarka przybywa do miasteczka z którego pochodzi, by w swoim ostrym stylu poprowadzić śledztwo w sprawie zamordowanej kobiety. Ewidentnie gra na nerwach lokalnemu komendantowi, ale moglibyśmy jeszcze to zrzucić na to, że kiedyś byli małżeństwem i mają do siebie jakieś żale. Dalej jednak jest jeszcze lepiej...

środa, 8 kwietnia 2026

A może by tak do Pieskowej Skały, czyli Potrójny blef i Podwójny wstrząs Karoliny Morawieckiej

To może by tak dla równowagi coś kryminalnego i mniej mojego marudzenia? Otóż powiem Wam, że z przyjemnością zanurzyłem się w fabułę dwóch tomów nowej serii Karoliny Morawieckiej, w których zabiera czytelników do międzywojnia i w okolice pięknego zamku w Pieskowej Skale. Pamiętam autorkę z innego cyklu, kryminałów z motywem kulinarnym, które też wspominam miło, ale zanurzenie się w tą zupełnie inną atmosferę, wyobrażanie sobie strojów, konwenansów, budynków, wystrojów, mam wrażenie daje dodatkową przyjemność z lektury. Połknąłem w trakcie przygotować przedświątecznych w kuchni (pichcenia było sporo) w wersji audio, ale oba tomy chyba również do zdobycie jak najbardziej w papierze. Napiszę o nich łączną notkę, choć warto je czytać w kolejności. 

Co je łączy a co różni? 

Szpieg Boga - Juan Gómez-Jurado, czyli traumy, grzechy i tajemnice

Po Czerwonej Królowej nazwisko Juana Gómeza-Jurado dołączyło do topki sprzedażowej kryminałów, tym bardziej jednak trzeba dość ostrożnie podchodzić do kolejnych tytułów, żeby oczekiwania i obietnice nie przyniosły potem rozczarowania. Niestety Szpiega Boga raczej nie zaliczyłbym do najbardziej udanych thrillerów kryminalnych, no chyba że nie czytaliście niż Dana Browna i generalnie dopiero zaczynacie swoją przygodę z tym gatunkiem. Wtedy może się to podobać, choć pewnych niedoskonałości fabularnych można by wskazać sporo, a każdy kto zna trochę środowisko kościelne sporządzi jeszcze dłuższą listę uproszczeń, pomówień i przerysować na tematy religijne i około religijne. Niestety o ile czasem podkreśla się konieczność dobrego researchu również w kryminałach, to często kończy się to na lokacjach, a cała reszta to poziom dziennikarskich artykułów powtarzających jako prawdę objawioną jakieś pojedyncze historie i generalizowanie obrazu całego duchowieństwa. Wiecie - pedofilia, spiski, tajne organizacje mordujące ludzi, zakłamanie, wielkie pieniądze itp. itd.    
Dodajcie do tego jako tła wyboru nowego papieża i już macie w miarę sensacyjne tło. 

wtorek, 7 kwietnia 2026

Nie ma jak rodzina, czyli Żegnaj June i Dobra siostra

Z rodziną to najlepiej tylko na zdjęciach... Ale czy musi tak być? Bywa niełatwo i tym razem w kąciku filmowym dwie produkcje, które wokół tego tematu krążą. 

Żegnaj June, debiut reżyserski Kate Winslet choć bardziej by się nadawał na seans w Boże Narodzenie a nie przy Wielkiej Nocy, polecam bo to film przy którym może zakręcić się łezka wzruszenia w oku. No i ta obsada! Ale jak się jest gwiazdą, pewnie łatwiej namówić przyjaciół na to by razem stanąć przed kamerą. 

Spotkanie rodzinne na szybko zwołane z powodu kryzysowej sytuacji rodzinnej, czyli nagłego pogorszenia się zdrowia mamy. Punkt wyjścia niby znany i ograny, jednak Kate Winslet potrafi to pokazać tak, że nie czujemy znużenia. Jest w tym i humor, jest i dramat, jest miejsce na żal, na pojednanie i na spokój. Bo pewnie w sytuacji gdy rodzic czuje, że jego dzieci nie do końca się ze sobą dogadują, porównują się, dogryzają, obgadują za plecami, jego jednym z największym marzeń jest to, żeby jednak się pojednali. Wtedy może odchodzić ze spokojem. Przecież śmierć jest czymś naturalnym, a gdy przychodzi ból, nawet czasem czymś mocno wypatrywanym. 

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Dziewczyna, która płakała perłami, czyli doceńmy ten kunszt i wrażliwość

Korzystając z okazji, że legalnie i za darmo możemy na stronach telewizji ARTE obejrzeć "Dziewczynkę, która płakała perłami" (kliknij tu) postanowiłem choć kilka zdań poświęcić filmowi, których w tegorocznych Oscarach okazał się zaskakującym polskim akcentem. 

Za tą produkcją stoi duet Chris Lavis i pochodzący z Polski Maciek Szczerbowski, facet który od lat pracuje w Kanadzie i to właśnie ten kraj zgłosił ten film do kategorii krótkometrażowa animacja. I choć trudno upierać się przy tym, by Polska była kolebką animacji lalkowych, to ci którzy pamiętają różne dawne produkcje, poczują pewnie znajome emocje. To nie dzieło komputera, ale wielu godzin pracy całej ekipy, łącznie z delikatnym manewrowaniem każdej lalki. Raptem 17 minut, więc nie mówcie więc że nie macie czasu - to lepsze niż niejeden serial na Netlfixie. Docenicie nie tylko samo wykonanie, poklatkową animację, ale i niebanalny scenariusz, który może stać się okazją do fajnej rozmowy w domu z młodszymi widzami. Widziałem już nawet w sieci scenariusze do pracy z klasą dla nauczyciela przy wykorzystaniu tego seansu (polecam bo jestem fanem takiej pracy z wykorzystaniem filmów, spektakli, książek). 

Raper w sutannie - Ks. Jakub Bartczak i Maciej Rajfur, czyli na scenie czy w kościele?

Książka jakiś czas czekała na opisanie, choć przeczytałem ją już dawno temu, może więc w poniedziałek po Wielkiej Nocy jest dobry czas żeby o niej sobie przypomnieć. W końcu dotyka ona tematów religijnych, ale również muzyki, a to właśnie w poniedziałki o niej staram się pisać na blogu. 
I trudno powstrzymać się przy czytaniu tej rozmowy, nawet jeżeli dotąd nie znaliście ks. Jakuba Bartczaka, by nie sprawdzić sobie w sieci jego nagrań i nie zrozumieć o czym mówi, gdy z jednej strony podkreśla że nie przestaje być księdzem, a z drugiej że kocha muzykę na której się wychował.  

Chłopak z blokowiska, jak pewnie wielu, czuł że właśnie rapowanie pozwala im się nie tylko jakoś identyfikować się z tymi tekstami i muzyką lecz również pozwala im się wypowiedzieć na własny sposób. Przecież wiele nagrań w latach 90 powstawało w mieszkaniach i nikt jakoś nie narzekał na ich jakość. Liczył się tekst, podkład, autentyczność. 

niedziela, 5 kwietnia 2026

Lato marnotrawnych - Barbara Kingsolver, czyli ciekawe ale raczej nie porywa

Drugie spotkanie z Barbarą Kingsolver, ciekawe, choć jednak ciut słabsze niż "Demon". Może dlatego że po lekturze powieści Powersa już trudno mnie zaskoczyć wątkami miłości do przyrody, tego jak natura może wpływać na nasz los. W Lecie marnotrawnych również wybrzmiewają te nuty które można by nazwać świadomością ekologiczną, budzącą się fascynacją z prostego życia na farmie. A jeżeli tym mnie specjalnie autorka nie zaskoczyła i Powersa nie przebiła mocnymi historiami, to zostaje z tego jedynie otoczka obyczajowa, samotność, tęsknota za kimś kogo się straciło. Jedni radzą sobie z tym lepiej, inni słabiej. I oto Kingsolver zbiera kilka takich historii, przeplata je ze sobą, tworząc dość ciekawą całość.  

Ciekawą, ale nie porywającą. Mimo nastroju, refleksyjności, pięknych opisów przyrody rejonu Apallachów, czegoś może jednak Wam w tym brakować. A przynajmniej mi brakowało. 

czwartek, 2 kwietnia 2026

Dasz radę, czyli i lektura i życzenia z okazji Wielkiej Nocy


To już notatnikowa tradycja, by na początku Triduum znikać na ten wyjątkowy czas i próbować złapać choć trochę ciszy, resetu również od sieci i od komputera. Zostawiam Wam zawsze wtedy zarówno życzenia jak i lekturę. A wrócę w niedzielę, kiedy tak naprawdę część Polaków święta zaczyna, zapominając że to co najważniejsze do świętowania to się właśnie skończyło. 


Czego Wam życzyć? Możesz zacznę od tytułu dzisiejszej notki i tytułu dzisiejszej lektury. 

Aby słowa Dasz radę albo Dam radę zawsze były w Waszych sercach, byście nie poddawali się trudnościom, lękowi, ciemnościom, zwątpieniu, cierpieniu, myśląc że nie ma już nic więcej. Bo zawsze jest.  

Abyście trzymali się nadziei i szukali choćby tej odrobiny światła w sobie i wokół siebie, która na nowo rozpali chęć do życia, do działania.  

Te dni, tak ważne dla wielu ludzi przeżywających święta Wielkiej Nocy, obserwowanie nowo rodzącego się życia wraz z wiosną, niech i Wam dają siłę, nadzieję i radość życia. Tego się mocno trzymajmy. Dobrych chwil, chwil gdy możemy coś przeżyć, gdy możemy zrobić coś dobrego, możemy poczuć sens. 

Pokój i dobro niech będą z Wami. 

środa, 1 kwietnia 2026

Hrabia, czyli jak ukraść pół miasta - Jacek Getner, czyli jakie to Swojskie jest swojskie

Czytałem tą powieść kilka lat temu, gdy autor pokazał mi ją jeszcze jako materiał z szuflady, wtedy jednak nie mogłem o niej napisać, skoro nie była wydana. Ale już mogę! I przeczytałem ją z przyjemnością po raz drugi. 

Pozornie Jacek Getner podrzuca nam kolejną komedię napisaną w swoim dość charakterystycznym stylu, tym razem może nie tyle kryminalną jak cykl o Detektywie Jacku Przypadku, a bardziej społeczno-polityczną. Jeszcze wyraźniej niż w innych jego książkach za tym co zabawne stoi jednak całkiem poważna refleksja nad tym jak świat się zmienia i czy rzeczywiście wszystkie te opisywane absurdy powinny nas bardziej bawić czy smucić. To wołanie o to by nie popadać w mody, nie wierzyć w to że wszyscy muszą tak samo, że tak a nie inaczej trzeba myśleć i się zachowywać. A czemu nie inaczej? Bo świat uzna nas za naiwnych, za niedzisiejszych, za nienowoczesnych? Mody się zmieniają i może to ci, którzy dziś piją matchę, za jakiś czas będą passe. Bo ktoś nagle rzuci w przestrzeń, że jakiś składnik jest szkodliwy, że może zbierany w warunkach urągających sprawiedliwości społecznej i wszyscy odrzucą ze wstrętem to co dziś uznawane jest za zdrowe, modne i godne tego żeby się chwalić. Ach dziwne czasy.

Akcja Hrabiego, choć nie dzieje się w wielkim mieście i nie zawiera może takich hipsterskich czy celebryckich obrazków, tu w niewielkim miasteczku Swojskie też możemy odnaleźć tą samą nostalgię za normalnością, za uczciwością, za tym by tak bezczelnie nie wciskać ludziom kłamstw, nie oczekiwać że będą jak pelikany łykać wszystko co im się powie. Przyzwyczajamy się niestety nie do tego co dobre, a do wszechobecności różnych układów, niejasnych interesów i decyzji, do tego że politykom nie wolno wierzyć i nie ma co się spodziewać z ich strony żadnych wielkich zmian w dobrą stronę. I to jest bardzo smutne.