Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyroda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyroda. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 lipca 2026

Kura, czyli nie godzę się na to co mi przyszykowaliście

Miał swój film już pies, osiołek, świnia, to czemu nie kura? Podobnie jak przy IO, to obraz który więcej mówi o ludziach, niż o samym zwierzęciu które obserwujemy. Ono kieruje się swoim instynktem, nikomu nie robi krzywdy (no chyba że niechcący jak w przypadku samochodu z uchodźcami), a to człowiek traktuje otoczenie tak egoistycznie, że niszczy, zniewala, morduje. 

Przyzwyczailiśmy się do tego, że zwierzęta rozczulają nas jako jednostki indywidualne, ale w masie, tej hodowlanej, już o nich nie myślimy jako o stworzeniach zasługujących na naszą przyjaźń i emocje. Tak jakbyśmy wypierali fakt pochodzenia tego co mamy w lodówce - lepiej nie wiedzieć. 

Od razu więc ostrzegam, że ten obraz może skłonić Was nie tylko do ograniczania spożycia mięsa, ale również jajek. Jak zobaczycie to zrozumiecie. 

wtorek, 16 czerwca 2026

Wędrówka na północ, czyli liczy się cel czy sama droga?

Co jakiś czas pojawiają się produkcje, w których scenariusz można by sprowadzić do wędrowania z punktu A do B i zdania się na to co wydarzy się po drodze. Zwykle jednak stoi za tym jakaś poruszająca historia o zmianie jaka się w bohaterach dokonuje, o pokonywanym trudzie, walce z samym sobą itp. itd. The North, bo taki jest oryginalny tytuł produkcji, którą wprowadza na ekrany Gutek Film mam wrażenie iż z założenia miał być trochę inny. Surowe krajobrazy Szkocji mogą zachwycić, ale ten film nie próbuje do nas się jakoś umizgiwać w stylu "zobacz jak jest pięknie". Bez ścieżki dźwiękowej, kompletnie ignorując zasady typu "po deszczu zawsze pokaż piękne słońce", chwilami jakbyśmy uczestniczyli w paradokumencie. Te pogaduchy po drodze to jakoś ot tak, naturalnie, a nie żaden tam wykoncypowany scenariusz... Może przesadzam, ale naprawdę można odnieść takie wrażenie.

wtorek, 2 grudnia 2025

Ścieżki życia, czyli tu wszystko smakuje inaczej

Mam słabość do takich filmów, do motywu wędrowania i do szukania jakiegoś oderwania się od problemów w drodze. Dlatego na Ścieżki życia czekałem i byłem bardzo ciekaw tej produkcji. 

I choć obiecuje się nam, że to historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, raczej bierzcie na to mocną poprawkę - nietrudno znaleźć w sieci dowody na to, że dziennikarze zarówno film jak i książkę która była dla niego pierwowzorem, mocno wypunktowali jako nie mającą za wiele wspólnego z rzeczywistością. A jeżeli to już ma się w głowie, film niestety trochę traci ze swojego uroku, jak to mówią magia życia znika, zostaje bajka. Urocza, na pewno dająca nadzieję, ale skoro mocno podkoloryzowana, to i trochę przestajemy w nią wierzyć. Czy rzeczywiście bohaterowie, nagle stanęli się bankrutami, a mężczyzna mimo poważnej choroby i bólu, uznał że przejście prawie 1000 km będzie dla nich lekarstwem na wszystkie problemy? 

Gillian Anderson i Jason Isaacs zagrali wiarygodnie, twórcy postarali się pokazać nie tylko ich determinację, ale i pojawiające się wątpliwości, czy rezygnację. Wędrówka zmienia ich zarówno psychicznie, czyni ich silniejszymi, ale i fizycznie, bo nie przygotowali się chyba na wszystkie warianty pogodowe - po prostu nie mieli na to kasy. Czasem idą nie mając jedzenia, czy nawet wypiwszy ostatnie łyki wody. Ale idą. 
Może dlatego że nie mają już wyjścia? 

piątek, 26 września 2025

Księga Poku - Edgar Valter, czyli czego potrzebujesz do szczęścia

Urokliwa książka dla dzieci i dla rodziców (do wspólnego czytania). Ilustracje stanowią spójną całość z tekstem tworząc fajny klimat. Może jest coś w tym, że ludzie z północy mają tendencję do opowiadania historii o życiu w zgodnie z naturą, mimo może czasem surowych warunków. To nie raj ciepłych krajów, gdzie wszystko kojarzy się z relaksem, uśmiechem, słońcem. Na północy często żeby odpocząć lub się zrelaksować (choćby w saunie) trzeba wcześniej nieźle się napocić na przygotowaniach. Ale czy nie daje to też więcej satysfakcji, że wytchnienie przychodzi po wysiłku, jest nagrodą za jakiś konkretny efekt?   
Na odludziu nie ma sklepów, raczej rzadziej można coś upolować, często więc je się to co daje ziemia albo las - owoce, warzywa, rośliny. I w tym też można znaleźć szczęście, spokój i jakąś satysfakcję, prawda? 

Poznajcie więc Pokoludki, trawiaste skrzaty, które uwielbiają żyć w miejscach gdzie nie ma cywilizacji, a za to jest trochę wilgoci pod stopami i dużo przyrody. I żyją właśnie zgodnie z naturą. 

A gdzie ich spotkać?

piątek, 29 listopada 2024

Szkodniki - Dorota Borodaj, czyli wszyscy zgadzają się, że piękno trzeba chronić

Listopad powoli się kończy, a ja znowu z zapasem rzeczy do opisania - pewnie ich starczy spokojnie do połowy grudnia. Jutro teatralnie i notka i aktywność, w poniedziałek spotkanie z Wojciechem Mannem, za mną inne, z Jakubem Ćwiekiem, autografy zbierane, więc na WOŚP uzbiera się znowu całkiem atrakcyjny stosik.
Co na najbliższe dni na Notatnik? Kilka seriali, przynajmniej jedna poważniejsza lektura, garść rozrywki, kilka przedstawień. A na niedzielę może coś dziecięco-młodzieżowego?

Dziś jeden z nowych reportaż od Dowodów. I ciekawa lektura, bo mam wrażenie iż stanowi dobry przykład jak słuchać różnych punktów widzenia, bez zamykania się na jedną tezę.

Zaskakujące jednak może być bardzo szerokie spojrzenie na tereny Puszczy Białowieskiej - od historii, przez przyrodę, turystykę, gospodarkę aż po problemy z uchodźcami nielegalnie przekraczającymi granicę. Na każdy z tych tematów można by napisać oddzielny reportaż i pewnie informacji i rozmówców znalazłoby się aż nadto. Ma się więc trochę wrażenie niedosytu, a jednocześnie dla tych, którzy dotąd mocno koncentrowali się jedynie na jednostronnym punkcie widzenia, ta książka może nieść trochę świeżości. 

piątek, 25 sierpnia 2023

IO, czyli człowiek człowiekowi..., człowiek zwierzęciu...

Gunda mnie rozwaliła emocjonalnie, przy filmie Skolimowskiego może nie było to aż tak intensywne, ale doceniam ten obraz i biję mu brawo. Przede wszystkim za tą perspektywę - oglądamy świat i różne wydarzenia oczami osiołka, który dziwnym zrządzeniem losu zyskał wolność, choć bardzo iluzoryczną. Wciąż bowiem to ludzie chcą decydować o tym co będzie się dalej z nim działo. Co z tego, że "uwolniony" został z cyrku, skoro dalej musi ciągnąć wózki i realizować pomysły tych, których napotka na drodze. Dla jednych będzie przyjacielem do wygadania, a dla drugich niestety workiem treningowym.
Reżyser, któremu bliskie jest opowiadanie o sprawach uniwersalnych, o przemijaniu, zaskakuje nas jednak trochę opowieścią, jakiej pewnie spodziewać by się można raczej po młodych wojujących ekologach. Wbrew pozorom to nie jest jednak historia jedynie o zwierzętach, apel o prawo do szacunku dla nich. To również opowieść o nas - o tym jak ludzkość zapętliła się wokół przekonania o własnej wyższości nad wszelkim stworzeniem. Co z tym robimy i dokąd nas to doprowadzi?

sobota, 15 kwietnia 2023

Państwo Gucwińscy - Marek Górlikowski, czyli zwierzęta i ich ludzie

Jestem z tego pokolenia, które pamięta jeszcze czarno-białe telewizory, dwa programy TVP, no i skromną ofertę którą mogli zainteresować się młodzi widzowie. Co prawda wychowałem się na Zwierzyńcu i Piątku z Pankracym, ale program Państwa Gucwińskich też nieźle pamiętam. Dla mnie nigdy nie był jakąś wielką atrakcją - za dużo gadania, ale to nie są dla mnie anonimowe postacie. Dlatego z taką ciekawością sięgnąłem po biografię autorstwa Marka Górlikowskiego. I choć nie porwała mnie ona tak jak to czasem bywa z biografiami, na pewno trzeba przyznać, że autor dołożył ogromu starań, by pokazać jak najbardziej obiektywnie prawdę o małżeństwie, które przez ponad 40 lat rządziło wrocławskim zoo, a potem odchodziło z niego w niesławie i z rozgoryczeniem. Nie wiem ile wysiłku wymagało przekonanie do tak dużej otwartości samych bohaterów oraz czy mieli oni wgląd w ostateczną wersję, ale efekt jest bardzo ciekawy. Sporo tu informacji o głosach krytyków, przeciwników, którzy zarzucają to i owo, jest jakaś odpowiedź samych oskarżonych, to wszystko jednak jest bardzo dobrze wyważone, bez gloryfikowania, jednak również bez budowania bezpodstawnej sensacji.

niedziela, 26 marca 2023

Listowieść - Richard Powers, czyli dotknąć cudu jakim jest natura

Rany, co za powieść. Zaorała emocjonalnie, a potem długo nie mogłem się zebrać do pisania o niej, odkładając to wciąż na później. Na pewno nie jest to rzecz przyjemna ani łatwa. Jednych zachwycą fantastyczne opisy życia roślin, szczególnie drzew, inni szukając tu bardziej akcji, spójnej fabuły, będą kręcić nosem na to, że natura tu stoi na pierwszym miejscu nawet przed ludźmi. Oni robią jakieś plany, podejmują decyzje, próbują być racjonalni, ale średnio im to wychodzi - szczęśliwi czują się dopiero wtedy gdy idą za tym wewnętrznym głosem, zapraszającym ich do zaangażowania się w sprawy obrony lasów, wycinanych na potęgę. Otwierają oczy, umysł, ale przede wszystkim serce na kontakt z przyrodą, odkrywają jak bardzo ślepi byli na zagrożenia jakie stoją przed ludzkością, gdy dalej w tym tempie będą niszczyć ziemię... Są szczęśliwi, pełni zapału... Tylko że...

czwartek, 17 listopada 2022

Korona Gór Polski w TVP, czyli a już się ucieszyłem

Od kilku lat w sposób błyskawiczny przyrasta ilość osób zainteresowanych różnymi wyzwaniami, możliwością poprawiania swojej kondycji fizycznej, a jednocześnie zbierania jakichś certyfikatów, medali itp. Sam się na tą falę załapałem, więc rozumiem trochę motywację ludzi, choć więc chwilami mam wrażenie, że za dużo w tym hałaśliwego zwracania na siebie uwagi, a za mało frajdy z samej aktywności, trzymam kciuki za ludzi, którzy się takich wyzwań podejmują. Jednym z bardziej w tej chwili popularnych jest Korona Gór Polski, czyli możliwość zdobycia 28 szczytów z różnych pasm górskich, które wskazane zostały jako punkty do zdobycia. W specjalnej książeczce zbierasz pieczątki, wklejasz swoje zdjęcia, a potem stajesz przed komisją i zdobywasz oficjalny certyfikat zdobywcy. Ja swój zdobędę prawdopodobnie lada chwila. Ale czemu o tym wszystkim piszę?


Ano nie będę pisał o swoich wyprawach i odczuciach, bo o tym pisałem na swoim prywatnym FB. Powodem notki jest fakt, iż TVP dostrzegło fenomen i postanowiło zrealizować cykl filmów dokumentalnych, trochę niczym reportaż, każdy odcinek poświęcając jednemu ze szczytów Korony, a dodatkowo prowadząc rozmowy z ludźmi, którzy po górach chodzą. Pomysł zacny, a jak wyszło? 

czwartek, 22 września 2022

Gunda, czyli empatia również dla braci mniejszych

Rany, to naprawdę fenomen, że przez półtorej godziny ludzie siedzą przed ekranem i przyglądają się temu jak świnki biegają, jak kura sobie skacze i jak krowa bryka po łące. Czarno białe, piękne zdjęcia, bliskość z jaką podchodzimy do zwierząt na farmie mają w sobie coś fascynującego. Zwykłe leniwe życie. Niespieszne, takie normalne. I dlatego ostatnie minuty tego filmu tak wbijają w fotel, bo uświadamiają nam, że to przecież człowiek niszczy ta sielankę. Człowiek, który raczej rzadko pochyla się nad swoimi zwierzakami z taką sympatią, jak mamy tu okazję. Godzina za godziną, dzień za dniem. On nie ma czasu, bo dla niego te zwierzaki to jedynie przyszły materiał na sprzedaż i do przeróbki na mięso.
I chyba dlatego rozumiem ludzie, którzy po obejrzeniu Gundy przestają jeść mięso. Gdy widzisz rodzinę świnek i potem przeżywasz dramat ich matki, gdy szuka swoich dzieci, to działa lepiej niż setka wykładów prowadzonych przez ekologów - zwierzęta mają swoje uczucia i nie możemy ich traktować jak przedmiotów.

czwartek, 28 lipca 2022

Patolodzy. Panie doktorze, czy to rak? Paulina Łopatniuk, czyli co tam się tworzy nowego i dziwnego

Tak sobie myślę, że gdyby biologii i wiedzy o organizmie uczył mnie kiedyś ktoś w taki sposób jak autorka, może nie miałbym takiej alergii na nazewnictwo medyczne i chemiczne, nie uciekałbym przed takimi lekturami.
Ale wiecie co? Mimo pewnych fragmentów, które dla mnie były trochę zbyt przeładowane fachową terminologią, tak że nawet próby wyjaśniania w tekście nie pomagały, bo się wyłączałem, spotkanie z Patologami uważam za udane. To już nawet nie kwestia jakiejś fachowej wiedzy, która mogłaby zostać w głowie, ale parę kwestii chyba mi się trochę rozjaśniło, a inne uznaję za na tyle ciekawe, że warto było o nich przeczytać.

sobota, 12 lutego 2022

Obudź się, czyli świat jest piękny i wcale nie ten nowoczesny

Na dziś tylko krótka notka, kilka fajnych lektur bardziej kusi niż komputer, dodatkowo też zacząłem nadrabiać zaległości oscarowe.
Gdy przeczytacie zapowiedzi filmu "Obudź się", określenia typu unikalny i aktualny, inspirujący, fascynujący to z zapałem pewnie po niego sięgniecie. I ciekaw jestem czy dacie radę obejrzeć do końca.
Kilka lat kręcenia, 30 krajów z lokalizacjami, a efekt...

poniedziałek, 6 grudnia 2021

Fornikarium - Kornel Filipowicz, czyli w moim świecie mrówek

Czasem trafia ci się taki tekst, że z zachwytem zanurzasz się w kolejne fragmenty, delektujesz się zdaniami, nawet nie przejmując się tym, iż sama treść finalnie cię rozczarowuje. Tak właśnie miałem z opowiadaniami Filipowicza. Nie zawsze wszystko mi tu do końca pasowało, czasem coś nawet zazgrzytało, ale mimo wszystko z przyjemnością zanurzałem się kolejne strony. To nawet nie tyle ludzka ciekawość mnie przyciągała, ale właśnie chęć smakowania tego klimatu, cudownych opisów przyrody i refleksji na temat związku człowieka z naturą. I nawet niepotrzebne mi długie analizy tych tekstów (wstęp i posłowie zajmują tu chyba ponad 10% całości), choć doceniam to, że ktoś dla nas te teksty zebrał z różnych tomów, trochę już zapomnianych i odkrywa na nowo. Czy potrzeba je komentować? Może i tak, bo przecież część z nich może dziwić przy dzisiejszym pojmowaniu ekologii, umiłowania przyrody. Filipowicz to człowiek z innego pokolenia, dzieciństwo i młodość spędzał na łonie natury, potem wojna też na pewno nie była czasem sprzyjającym zachwytowi nad każdym stworzeniem - trzeba było jeść, trzeba było myśleć o przeżyciu, a do tego niestety należy również zabijać. Mimo wszystko nawet w opowiadaniach o rybach, do których autor nie miał aż tak pełnego szacunku stosunku, jak do innych żywych stworzeń, czuć nie tylko sentyment do tych wspomnień, ale i to pochylenie się z zachwytem i podziwem przy zetknięciu się z życiem, które istnieje obok nas.

piątek, 30 kwietnia 2021

Czego nauczyła mnie ośmiornica, czyli odważ się, zachwyć się

Dawno nie wzruszył mnie żaden film tak bardzo jak właśnie "My octopus teacher". Niesamowite zdjęcia idą w parze z bardzo osobistą narracją i to chyba jeszcze bardziej odróżnia ten projekt od wielu innych filmów przyrodniczych, które może i zachwycały, ale były dość chłodne. Tu naprawdę udaje się stworzyć wrażenie, że jesteśmy częścią czegoś bardzo wyjątkowego i intymnego. Nie wystarczy dobra kamera, sprzęt, ale niezbędna jest szczególna wrażliwość, byśmy jako widzowie spojrzeli na życie pod wodą w taki sposób jak bohater. 

poniedziałek, 8 czerwca 2020

Jej wysokość gęś. Opowieści o ptakach - Jacek Karczewski, czyli braciszkowie skrzydlaci

Obawiam się, że o tej książce nie będę potrafił napisać nic mądrego, mimo że przecież jestem nią zachwycony. Trzeba jednak mieć dar gawędzenia i niesamowitą pasję, by o ptakach pisać tak jak pan Jacek. A ja nie mam ani jednego ani drugiego.
Czytałem z wypiekami na twarzy, czując się trochę tak jak ... lat temu, gdy jako małe dziecko oglądałem Zwierzyniec i dowiadywałem się pierwszych ciekawostek o zwierzętach. Okazuje się, że nie tylko to co egzotyczne może zainteresować. Tak mało zwracamy uwagę na naszych mniejszych braci fruwających, przyzwyczajeni do ich obecności, że zanim się obejrzymy, może się okazać, że już wcale wokół nas ich nie ma. To dopiero byłoby przerażające.
Jacek Karczewski pisze zarówno o tych mniej u nas gatunkach spotykanych, jak i tych, które może widujemy jeszcze dość często, jak choćby pospolite wróble. I pisze tak, że aż ma się ochotę wyjść na spacer, by szukać ich obecności.

piątek, 19 maja 2017

Sekretne życie drzew, czyli z dedykacją dla ministra Szyszki

Tym razem z audiobookiem nie trafiłem. Będę musiał wrócić kiedyś do tej książki, bo ewidentnie pewne fragmenty były fascynujące, ale gdy się tego słucha, a nie ma możliwości oglądać, człowiek trochę traci wątek i połowa ciekawych rzeczy ucieka drugim uchem. Gdyby się czytało, zwłaszcza tę wersję albumową (widziałem! jest śliczna!), pewnie dużo więcej by zostało w głowie. A może jednak e-book, żeby nie pozbawiać życia kolejnych drzew?

Przy słuchaniu "Sekretnego życia drzew" przypominały mi się programy przyrodnicze z mojego dzieciństwa, choćby Zwierzyniec i słuchałem tego chwilami prawie z otwartą buzią, niczym dobrego kryminału. Tyle, że jednak warto to czytać w spokoju, żeby więcej zapamiętać. Przecież w lesie dzieje się tyle zdumiewających rzeczy.
Ta gawęda nawróconego leśnika (nawróconego, bo do swoich poglądów, że las najlepiej zostawić w spokoju, a nie go na siłę uzdrawiać lub uprawiać, dochodził czas jakiś), powinna być przerobiona na podobny program, który byłby puszczany nie tylko w telewizji, ale np. w szkołach na lekcjach biologii. Czy rozumiemy bowiem czym jest las? Jak żyją drzewa? Czego potrzebują? I najważniejsze: jak wiele nam dają...

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Naturalnie Polska, czyli ruszaj w drogę

Wakacje to najlepszy czas na dłuższe i krótsze wypady, planowanie i realizację marzeń. A ja od z równie wielką przyjemnością kreślę palcem po atlasie Europy, jak i po mapie Polski. Tyle jeszcze jest pięknych miejsc, w których nie byliśmy, tyle rzeczy warto pokazać dzieciakom. Dlatego z przyjemnością od ponad tygodnia oglądam też drugi sezon programu "Naturalnie Polska" na Planete+, którego twórcy chcą pokazać to co mniej znane, do końca nie odkryte dla masowego zwiedzania. Zaległe odcinki możecie pewnie upolować w sieci, a nowe mają premierę w każdą niedzielę (łącznie będzie ich 10).
Program nie jest jedynie czymś w rodzaju przewodnika, reklamy miejsc, to za każdym razem pewna opowieść osnuta wokół pewnego regionu, opracowanej trasy, atrakcji i ciekawostek, a dodatkowo również elementów technik przetrwania (lub jak kto woli turystyki bardziej zbliżonej do natury). Omijamy więc hotele, pensjonaty i full wypas apartamenty, za to obcujemy z dziką przyrodą i niepowtarzalnym klimatem tych miejsc.

czwartek, 19 listopada 2015

Everest i Nanga Parbat, czyli filmy o górach wcale robić nie jest łatwo


Patrzę na te Tatry za oknem i żal mi, że prawdopodobnie w tym roku niestety pogoda nie pozwoli nam pójść wyżej. Tyle fajnych wspomnień i tyle wspaniałych przeżyć z tych naszych wyjazdów i z tego miejsca.
Ale co zrobić. Będąc tu postanowiłem napisać o dwóch filmach, które ewidentnie z górami się kojarzą, a które obejrzałem w ostatnim roku. Zupełnie inne, z innym budżetem, ale żaden z nich niestety nie spełnił moich oczekiwań. Nakręcić dobry film o górach nie jest łatwo. Trzeba pokazać zarówno piękno, i trud, radość, jak i ryzyko. Nie wolno popaść ani w ckliwość, upraszczać. Dramatyzm nie specjalnie dobrze komponuje się z surowością scen, z niewielką możliwością zaskoczenia widza. "Everest" pod tym względem, choć widowiskowy, moim zdaniem poległ. A "Nanga Parbat" nawet elementu widowiskowości nie ma...


wtorek, 7 kwietnia 2015

Przetrwanie, czyli ten co nie chce tańczyć z wilkami

W Święta prawie nie oglądam telewizji, może czasem wieczorami uda się na coś zerknąć, ale zasada jest taka że bez przymusu i nic poważnego - takie rzecz nagrywa się, żeby obejrzeć je na spokojnie. Ale jak już się trafi na coś takiego "bez zobowiązań" to człowiek chciałby dokończyć, mimo że czasem ciągnie się to jak flaki z olejem.
Przy takich produkcjach najlepiej pozostać na poziomie zwiastuna - i tak wiesz, że wszystko co ciekawe już zobaczyłeś. I choćby nie wiem jak producent Cię zachęcał plakatem (patrz obok) nie wierz mu. Toż to normalne chamstwo, że Liam Neeson (którego nawet lubię, ale rozmienia się na drobne w kolejnych miernych filmach), po 20 latach od otrzymania nominacji do Oscarów, wciąż sprowadzany jest jedynie do tamtego wyróżnienia, tak jakby pokazując film zupełnie innego formatu niż Lista Schindlera, nie można by było powołać się na inne lubiane tytuły z tym aktorem.

niedziela, 15 lutego 2015

Dzika droga i Wszystko za życie, czyli podróż do wnętrza siebie

Tym razem notka podwójna, bo z filmem "Dzika droga", który nominowany jest do Oscara za główną rolę kobiecą, skojarzył mi inny film, który widziałem już chyba ze dwa razy - Wszystko za życie. Łączą się nie tylko tym, że bohaterowie szukają spokoju, jakiegoś katharsis w samotności, w kontakcie z siłami przyrody, ale podobne są nawet w samym sposobie opowiadania historii. Wyprawa przeplata się ze wspomnieniami z przeszłości, tłumaczy w pewien sposób przyczyny, dla których bohaterowie wyruszyli z domu. W obu przypadkach zmaganie się ze sobą, zadawanie sobie pytań o przeszłość i przyszłość, jest równie ważna, jak i to co spotyka nasze postacie. 
Człowiek stając przed wyzwaniem, stając oko w oko z dziką przyrodą, doświadcza czegoś, co nie jest możliwe nawet u najdroższego psychoterapeuty - wciąż przesuwa swoje możliwości, pokonuje ból, zmęczenie, głód... Chwilami może nawet stajemy się jak zombie, bo już nie tylko ciało, ale i umysł nie znajduje energii i motywacji by dalej iść, a i tak okazuje się, że jednak jesteśmy zdolni do postawienia kolejnego kroku. I potem kolejnego. Nic dziwnego, że takie doświadczenie zmienia życie, pokazuje, że wszelkie bariery, kryzysy mogą zostać pokonane. Droga staje się symbolem życia, a życie zamienia się w drogę.