Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komedia romantyczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komedia romantyczna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 kwietnia 2026

Co możemy zmienić, czyli Seks dla opornych i Przepiękne!

Poza pisaniem o nowszych rzeczach, muszę znaleźć też miejsce na wrzucenie notek o rzeczach starszych, które gdzieś mi mignęły, a ponieważ staram się pisać o wszystkim, to nie mam zamiaru odkładać w nieskończoność, bo już parę rzeczy mi w ten sposób umknęło... 
 

W najbliższych tygodniach więc będzie trochę tego typu wrzutek, w tym pewnie zbiorczy jeden albo dwa posty o spektaklach Teatru Telewizji. 
A dziś filmy. 

Jeden polecam drugi odradzam, sami zobaczycie który... Do komedii w ogóle naszych krajowych podchodzę jak do jeża bo mam wrażenie że są na żenującym poziomie, a aktorzy tam mocno szarżują albo znowu grają jak kołki iż aż żal na to patrzeć. 


I w sumie w pierwszym przypadku, czyli "Seksu dla opornych" to się niestety potwierdza. Pal licho zapowiedzi że to niby takie kapitalne, przełomowe, obalające tabu itp. Jeżeli leży scenariusz i dialogi, to i aktorzy nic nie wyrzeźbią. Dla porównania mógłbym opowiedzieć o najnowszej premierze teatralnej Teatru Polonia "Co po Lucy" ale to pewnie na dniach, wypatrujcie więc notki. 

sobota, 13 września 2025

Poskromienie złośnicy, czyli no z tego to miodu raczej nie będzie

Oj planuję te notki czasem i planuję, a potem i tak nic z tego nie wychodzi, bo czasu brak na włączenie kompa. Trochę wstecz, ale wrzucam rzeczy co do których mam na tyle mało entuzjazmu, że mogą po prostu zawisnąć gdzieś pomiędzy innymi. Nie zmartwię się jak mało kto na to zerknie, chyba że potraktuje to jako ostrzeżenie. 

W przypadku "Poskromienia złośnicy" można bowiem zadać pytanie po co tracić kasę na kręcenie takich głupot i czas na ewentualne ich oglądanie. Komedii romantycznych ci u nas dostatek, mało które jakoś wyróżnia się jakościowo pomiędzy innymi, a ta w dodatku jest zdecydowania "wczorajsza", bardziej pasuje do dekady albo dwóch dekad wstecz. Wtedy takie fabułki, że niby każda kobiet potrzebuje chłopa i on - jakikolwiek by nie był - będzie lekarstwem na jej różne fochy, prężenie muskułów i żarciki podstarzałych facetów, może i kogoś jeszcze bawiły. Ale dziś? Raczej to bardziej żenujące niż zabawne. 

czwartek, 10 kwietnia 2025

Lista marzeń, czyli czy potrzebujemy takich produkcji?

Czasem chyba człowiek potrzebuje takich seansów, żeby się wyluzować, zanurzyć w ciepełku, popatrzeć sobie na ładne twarze i cieszyć się dobrym zakończeniem.


I niby wiadomo - schematyczne, przewidywalne, ckliwe, prościutkie... Ale jak milutko się to ogląda.

Nawet miałem ochotę na powieść Lori Nelson Spielman, która była pierwowzorem dla produkcji Netflixa, na razie jednak do mnie nie dotarła, więc zadowalam się filmem :) A może dobrze? Bo przecież jak na ekranie wszyscy tacy piękni, to nawet ich smutek z góry wydaje się jakiś taki tylko na chwilę, a i my czujemy się lepiej... W końcu temu mają służyć takie historie - pocieszać, dawać nadzieję, wołać głośno: głowa do góry, daj sobie szansę.

poniedziałek, 1 kwietnia 2024

Nic na siłę, czyli uroki Podlasia

Planowałem na dziś zupełnie inną notkę, ale przekładam ją na jutro, a dziś coś na luzie, pasującego do Prima Aprilis. 

 
Netflixowe Nic na siłę pewnie dla wielu okazało się sympatycznym pomysłem na seans świąteczny, niestety mimo udziału aktorów tej klasy jak Anna Seniuk czy Artur Barciś, nie wnosi on zbyt wiele świeżości w to co dotąd produkowało się u nas w nurcie komedii romantycznych. Zmiana Warszawy czy innego dużego miasta sponsorującego film, na Podlasie nie spowodowała tego, ze wciąż więcej tu ładnych obrazków i stereotypów niż prawdy. A szkoda. Ten region naprawdę ma swój urok, ludzie żyją innym tempem, wmawianie jednak że to takie zatrzymanie w czasie i mentalności, łażenie w strojach regionalnych na co dzień, epatowanie gwarą, zacierem i zwierzakami ganiającymi po domu, to tak jakby dziś ktoś nakręcił w Europie obraz że w Polsce prąd nosi się wiadrami, a niedźwiedzie biegają po ulicach. 

Owszem, chwilami jest sympatycznie, scenariusz jednak pełen jest mielizn, uproszczeń i niczym nie zaskakuje.

sobota, 24 lutego 2024

Skołowani, czyli co to znaczy kochać życie

Codzienny rytuał pisania czegoś na Notatnik czasem jest przyjemnością, a czasem muszę jakoś do niego ciut się przymusić - wtedy ten rytm jednej notki dziennie jest bardzo pomocny. Gdy nie ma chęci, to jedna rzecz mnie ratuje - wybieranie tego co może okazać się przyjemne w pisaniu. No to dziś zatem film.

Gdy patrzysz na plakat, myślisz sobie, rany kolejna komedia romantyczna, ile razy można te same schematy. A jednak tym razem, zapewniam Was, że wcale nie jest ani tak bardzo żenująco, ani nudno jak to czasem bywa. Choć scenariusz nie jest oryginalny, to w tym przypadku może i nawet okazało się to pomocne - najwyraźniej to w pisaniu albo nasi rodzimy twórcy nie są mocni albo producenci wybierają gnioty. Jest jeszcze możliwość, że to potem, na etapie produkcji wszystko staje na głowie, bo product placement, bo muszą być obrazki Warszawy z drona itp.
Wróćmy do Skołowanych - o ile Michał Czernecki już grywał podobne role, to mam wrażenie, że dzięki partnerującej mu Agnieszce Grochowskiej, wypada dużo ciekawiej, mniej sztywno. Co prawda to jej obecność sprawia, że jest tam więcej jakiejś magii, uśmiechu i ciepła, ale to też kwestia jego roli - z założenia ma być trochę zapatrzonym w siebie bucem. 

poniedziałek, 12 grudnia 2022

Listy do M 5, czyli podobno nikt nie chce oglądać prawdziwego życia, ale sztucznego też mamy dość

TVN wciąż odcina kupony od swojego sukcesu, jednak magii w tej produkcji jest już coraz mniej. Może by warto jednak porzucić to pudrowanie trupa? Ja rozumiem - święta, romantyczna atmosfera, ale skoro miało być przy okazji lekko i zabawnie, a już przy 4 części tego nie było, a teraz jest jeszcze mniej, to niewiele pozostaje. Postacie się zmieniają, ale raczej na gorsze, kolejne wątki są coraz bardziej rzewne i coraz bardziej idiotyczne/nieprawdopodobne, a Adamczyk i Dygant nie wystarczą, by utrzymać odpowiedni poziom pozytywnego wariactwa. 

Od dawna ten film przypomina jakąś oderwaną od życia reklamę, w której Warszawa wydaje się kompletnie sztuczna, trochę kiczowata, ale w tej chwili jeszcze na dodatek i scenariusz w dialogach zaczyna się wypełniać jakimiś absurdami. Dzieci uczą tolerancji dla LGBT, biedni uczą bogatych jak się dzielić, księża to oczywiście pazerni idioci, a tło muzyczne robi zespół z Ameryki Południowej śpiewający kolędy...

sobota, 17 września 2022

Kryptonim Polska, czyli ku chwale na kwartale?

Trochę zaskakujące połączenie, bo mamy do czynienia, nie oszukujmy się z komedią romantyczną, a jednak jej tło staje się tu ważniejsze niż sama relacja między bohaterami. On jest chłopakiem, który trochę przez przypadek i frustrację swoim życiem, trafił pod wpływy swojego kuzyna o poglądach faszystowskich, ona zaś ma poglądy zdecydowanie lewicowe i grupy nacjonalistyczne uważa za zło najgorsze. Będziemy mieli więc trochę kluczenia, ukrywania i wreszcie katastrofę gdy wszystko się wyda, ale miłość ma wszystko zwyciężyć. Byłoby banalnie i dość nijako, ale fakt iż Piotr Kumik mocno rozwinął wątek grupy faszystowskiej do której trafia główny bohater, film staje się nie tylko zbiorem ciekawych obrazków z naszej rzeczywistości (urodziny Hitlera, bagatelizowanie tego przez sąd, palenie kukły Żyda i masę innych z znanych z mediów wydarzeń), ale i niezłą komedią. Zabawną, choć chwilami również dość przerażającą. Niby trudno się nie uśmiechnąć, gdy uważani za idiotów mężczyźni, planują jeszcze bardziej spektakularne akcje, które mają sprawić, że zaczną być traktowani poważnie, ale wciąż są nieporadni niczym dzieci. Czasem jednak ten śmiech trochę więźnie w gardle, gdy myślisz sobie o pobiciu przez grupę kolesi (bo "ciapaty" im się nie spodobał"), czy narracji pełnej nienawiści, która mimo całej głupoty argumentów, brzmi po prostu groźnie.

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

W deszczowy dzień w Nowym Jorku, czyli Woody Allen dawno nie był tak dobry


Mam wrażenie, że oglądając ostatnie filmy Wooody'ego Allena wciąż oglądam tę samą historię. Zmieniają się widoczki, sami aktorzy, ale dylematy bohaterów są identyczne - jak rozpoznać prawdziwą miłość, szczęście, jak przestać tkwić w sytuacji, która jakoś nas ogranicza.W porównaniu z innymi komediami romantycznymi na pewno jego produkcje wyróżniają się ogromnie na plus: inteligentne dialogi, niebanalne sytuacje, specyficzny humor, ale niestety równie szybko się o nich zapomina jak i o większości produkcji z tego gatunku. Niestety nie zawsze udaje mu się też uniknąć kiczowatych zakończeń - tym razem niestety dla mnie to było spore rozczarowanie.

środa, 7 sierpnia 2019

Yesterday, czyli wyobraź sobie, że nie ma Beatlesów

W kinach trochę posucha, ale na szczęście wypatrzyłem coś sprzed kilku tygodni co przegapiłem tuż po premierze. Kino Atlantic tuż po pracy zawsze po drodze :)
I film, który okazał się sympatyczny, idealny właśnie na wakacje, choć pewnie lepiej go oglądać we dwoje niż w pojedynkę. W końcu to komedia romantyczna. W dodatku muzyczna.
Ale to już pewnie wiecie. Sam tytuł mówi wszystko. The Beatles powracają. Przynajmniej w warstwie dźwiękowej. I w uwielbieniu dla ich twórczości. Bo ten film to hołd dla genialnego zespołu i ich ponadczasowych kompozycji.

piątek, 29 grudnia 2017

I tak cię kocham, czyli najlepsze scenariusze pisze czasem życie

Film co prawda będzie miał oficjalną premierę w styczniu, ale już można go upolować na różnych pokazach przedpremierowych, a to rzecz całkiem sympatyczna zarówno na romantyczną randkę, jak i na wypad z przyjaciółmi.
"I tak Cię kocham" jest komedią romantyczną, ale taką dość nietypową, stąd może jej duża popularność wśród krytyków i publiczności festiwalowej. Ten film nie bowiem w sobie cukierkowej sztuczności z jaką zwykle kojarzymy ten gatunek, za to ma w sobie dużo uroku, szczerości i nienachalnego humoru. To co oglądamy przypomina trochę kino niezależne, nie tak bardzo schematyczne (typu piękne ciuchy, ładne obrazki, urokliwe miejsca) i może właśnie ze względu na to tak bardzo zwraca na siebie uwagę.
Sama historia związku Kumaila i Emily jest inspirowana prawdziwą relacją - Kumail Nanjiani (w filmie gra samego siebie) oraz jego żona Emily V. Gordon (w filmie Zoe Kazan), napisali scenariusz i znaleźli chętnych do tego, by ten film nakręcić. Pewnie nie tylko po to, by dawać nadzieję na to, że prawdziwe uczucie wygra z przeciwnościami, ale być może również by pokazać jak czasem czasu, by coś dojrzało. No i by pośmiać się z samych siebie.

poniedziałek, 20 listopada 2017

Listy do M 3, czyli czekamy na spełnienie marzeń

To już jakaś tradycja w naszej kinematografii, że w okolicach Świąt Bożego Narodzenia, pojawia się film, który z założenia ma chwytać za serce, bawić i powodować odrobinę cieplejsze uczucia do bliźnich. Robią tak za granicą, to czemu nasi producenci mają tego nie wykorzystać? Do roli pewniaka w ostatnim okresie czasu wyrosły nam kolejne odsłony "Listów do M". O ile jednak pierwsze odsłona była zabawna, zakręcona i przypominała świetne produkcje tego typu (choćby "To tylko Miłość"), o tyle kolejne odsłony mam wrażenie, że idą w stronę romantyczno-wzruszającą, a coraz mniej w tym komedii. Jednak widzowie nie narzekają, wychodzą z kin i już bardziej pozytywnie nastawieni są do tego, iż już w listopadzie wciska im się marketingowo do głów szykowanie się do Świąt... Czemu nie odłożono tej premiery o kilka tygodni to nie wiem... Albo i wiem. Bo teraz trochę posucha, a w grudniu trzeb aby dzielić się zyskami z dystrybutorem Gwiezdnych Wojen.

sobota, 19 sierpnia 2017

Notting Hill, czyli niech żyje drugi plan!

Porządki. Nie wiem kiedy na blogu będę je w stanie dokończyć, ale powoli coś dłubię (w przerwach między wyjazdami - patrz wypad do Kazimierza Dolnego), rozgryzaniem zagadek w Escape Roomach i innymi przyjemnościami/obowiązkami. 
Pojawiło się kilka wpisów rozbudowanych: 
"Czarna wdowa" Daniela Silvy, której lektura po zamachu w Barcelonie jakby nabiera jeszcze bardziej realizmu
Koncert Luxtorpedy i No Longer Music
i wpis o "Pani z przedszkola" na miejsce zakończonej drugiego tygodnia rozdawajki. 


Pamiętacie o zgłoszeniach? Do poniedziałku!

A dziś klasyk, obejrzany niedawno po raz n-ty. Niby kolejna dość banalna komedia romantyczna, ale jakoś trudno mi się nie uśmiechać przy kapitalnie zarysowanych postaciach z drugiego planu, począwszy od Spike'a (
Rhys Ifans). To oni tworzą tu magię. Nawet nie Julia i Hugh. Choć są uroczy. Ale i słodcy aż do przesady. A przyjaciele i bliscy Williama Thackera (Grant) po prostu rozwalają.

piątek, 29 lipca 2016

Facet na miarę, czyli bez kompleksów

Wczoraj coś żenującego, to dziś coś dla równowagi. Może to ja mam słabość do komedii francuskich (wole je niż amerykańskie), ale naprawdę, mimo pewnej schematyczności seans "Faceta na miarę" uważam za przyjemny.
Od razu sobie powiedzmy: to komedia romantyczna, choć z pewnym dodatkowym bonusem do przemyślenia. Nie spodziewajcie się więc niesamowitej ilości skeczy - to nie ten film. Tu jest romantycznie, bez większych fajerwerków, ale za to bardzo sympatycznie, lekko i zabawnie.
A ten bonus? No sami widzicie plakat i domyślacie się nad czym zastanawiają się bohaterowie. Czy taki związek ma szansę na przetrwanie?

sobota, 23 kwietnia 2016

Niebo na ziemi, czyli śpiewać (i dyrygować) każdy może

Dziś teatr, jutro teatr, a przecież wciąż trwa Festiwal Wiosna Filmów. Szaleństwo jakieś. Na jutro chyba jednak przystopuję, planuję małą akcję w swoim miasteczku z okazji Światowego Dnia Książki.
Ale jeżeli chodzi o notki - na razie będzie filmowo.
Najpierw o komedii (ale takie słodko-gorzkiej) ze Szwecji - kontynuacji "Jak w niebie", które podobno odniosło spory sukces (czemu tego nie widziałem), a porównywane jest klimatem do "Czekolady".
Jak jest z porównaniami chyba nie muszę Wam mówić - sami wiecie.
Pomysł jest w każdym razie podobny - dość zamknięta, konserwatywna społeczność i jednostka, która swoją energią "rozwala system". Jest trochę do śmiechu, jest miłość, są dramaty... Czyli wszystkiego po trochu.

poniedziałek, 28 marca 2016

Dzień świstaka, czyli naucz się żyć młotku


Smutna wiadomość o śmierci ks. Kaczkowskiego nabiera tak naprawdę w święta Wielkiej Nocy zupełnie innego znaczenia, prawda?
"Nie jest tak, że na drugą stronę łatwiej jest przejść wierzącym, niż niewierzącym. Łatwiej jest przejść tym, którzy potrafili kochać".

Zastanawiałem się czy szukać czegoś religijnego na dzisiejszą notkę, ale postanowiłem trochę przewrotnie zaproponować film o przemianie, o odkrywaniu swojej lepszej strony. Bo przecież "Dzień świstaka" gdyby nie dobry scenariusz i gdyby nie Bill Murray, byłby jeszcze jedną komedyjką romantyczną, którą można łatwo zapomnieć. Oglądanie wciąż tych samych sytuacji i jakże zupełnie innych reakcji bohatera - oto genialny w swej prostocie pomysł, który czyni ten film naprawdę wyjątkowym.  

niedziela, 14 lutego 2016

Planeta singli, czyli ja chcę rycerza na białym koniu


Jeden z "pewniaków" na Walentynki, więc może jeszcze ktoś robi plany kinowe i wykorzysta notkę.
O ile polskie komedie (a szczególnie te nazywane romantycznymi) to w większości duże niewypały, "Planeta singli" o dziwo zbiera nie tylko dobre opinie widzów, ale i pochwały ze strony krytyków. Czary jakieś czy co? Wreszcie się udało?
I owszem - to komedia, która nie jest nudna, głupawa, ma w sobie sporo fajnych pomysłów, odrobinę romantyczności i sporą dawkę humoru.
Choć wszyscy przewidujemy jaki będzie koniec historii, to i tak po drodze będziemy mieli kilka niespodzianek. Bo na szczęście nie ma tu jedynie wykorzystywania szablonów skądinąd, a scenariusz naprawdę dopracowano naprawdę na poziomie.

piątek, 15 stycznia 2016

Wkręceni 2, czyli przepis na sukces?

Gdy oglądałem (i pisałem o tym) pierwszą część "przeboju komediowego", czyli "Wkręconych", obiecywałem sobie, że: w życiu, nie będę takich głupot oglądał. Ale czasem człowiek wpada na jakiś kanał telewizyjny zupełnie przypadkowo i ciekawość tego co jeszcze głupszego można wymyślić, skłania by na nim pozostać. Czy mogłoby być gorzej? Okazuje się, że raczej można. Jest jeszcze bardziej schematycznie, prostacko i kompletnie nie śmiesznie.
W jedynce Wereśniak nabijał się trochę z naszych kompleksów wobec Zachodu (w małym miasteczku biznesmeni brani za cudzoziemców to jak bogowie), a tym razem jest jeszcze bardziej "pod publiczkę". Warszawka ze swoim blichtrem, kasą próżnością i głupimi modami, konfrontowana jest z "normalnym" życiem ludzi, którzy mają zupełnie inne problemy, radości i... prawdziwe szczęście, które dla celebrytów i ich fanów jest nie do osiągnięcia. Po co gonić za czymś wciąż nowym, skoro można w spokoju, z piwkiem w ręku... i tak w tym stylu można by ciągnąć takie porównania. A co będzie nagrodą dla "normalsów", gdy już pokażą swoją wyższość nad stolicą? Wniebowstąpienie, czyli chwila sławy, a potem powrót z wielką kasą do siebie, gdzie można żyć wspomnieniami i cieszyć się "prawdziwym życiem". Biedak został nagrodzony i oczywiście sugeruje się, że on będzie mądrzejszy i nigdy go bogactwo tak bardzo nie zepsuje...

sobota, 9 stycznia 2016

Słaba płeć? Czyli młodzi, ambitni, z kredytami

Wczorajszy wieczór pod znakiem Sherlocka, ale napiszę o nim pewnie jutro.  O ile będę miał siłę, bo jeszcze dwa intensywne wieczory przede mną, bo małżonka zabiera mnie na Zacieralia.
A potem jeszcze w niedzielę nasza akcja wymiany książek gra razem z WOŚP. Oj dzieje się.
Co dziś? Kolejna polska produkcja, którą już zdążono zjechać i zakwalifikować do szufladki z najbardziej żenującymi komediami romantycznymi. Tymczasem "Słaba płeć", choć nie jest wolna od wad, ma też kilka plusów. Przede wszystkim podobała mi się postać wykreowana przez Olgę Bołądź - kobiety, która wciąż się mobilizuje by być silną, niezależną, przebojową, bo nigdy nie ma specjalnie okazji, by pokazać co naprawdę czuje... Tu na słabość nie ma miejsca, bo by cię zjedli.

piątek, 4 grudnia 2015

Listy do M 2, czyli jak się wybierać to teraz (ale czujcie się ostrzeżeni)

Makbeta zostawiam na jutro, bo stwierdziłem, że ten weekend oprócz szaleństwa zakupowego może być dla kogoś okazją do wypadu do kina. Może warto więc napisać czy warto wybrać się na produkcję, która reklamowana jest właśnie jako przebój świąteczny. Choćby w moim miasteczku, gdzie akurat w tym tygodniu będziemy mieli seanse w świeżo wyremontowanym kinie. A przy okazji mogę jeszcze przypomnieć Wam o dwóch innych notkach, które pojawiły się na miejsce zakończonych konkursów:
Kac Vegas w Bangkoku, czyli a miało być tak miło

Kochaj i tańcz, czyli jak każdy, to babcia też 

A teraz możemy już przejść do produkcji, która okazała się kilka lat temu wielkim hitem, a jej obecna kontynuacja ma chyba jedną z większych kampanii reklamowych jak na nasze warunki. I pewnie się zwróci. Część druga ewidentnie miała powtórzyć nie tylko sukces, ale i zapowiadano, że uda się powtórzyć tamtą atmosferę - mieszankę humoru i magicznej atmosfery przygotowań do Bożego Narodzenia.
Czy się udało?

środa, 29 lipca 2015

Listy do Julii, czyli ładna buzia to nie wszystko

Kurcze, jak my próbujemy wypromować swoje piękne miejsca w Polsce, to choćbyśmy tam wstawili najbardziej sympatycznych obcokrajowców, pies z kulawą nogą w innych krajach się tym nie zainteresuje. No nie porównuję Włoch do Polski, ale popatrzcie sami - Włosi nie muszą się silić na tego typu produkcje, bo Amerykanie sami je kręcą i jeszcze przyjeżdżając zostawiają kasę i napędzają tłumy turystów. Ech, pomarzyć.
Co drugi taki film jest tak schematyczny jak tylko można sobie wyobrazić - młoda dziewczyna, jakieś problemy, a po przyjeździe do Italii, zwiedzając zabytki i rozkoszując się na łonie przyrody, mają okazję wszystko na nowo przemyśleć, poukładać i na nowo odkryć miłość.
Listy do Julii, choć całkiem sympatyczne mocno wpisują się w ten schemat i przez tą przewidywalność trochę tracą uroku.