niedziela, 8 grudnia 2019

Taksówka, czyli czy w Wigilię można być samotnym?


Gdy udostępnia się na swoim blogu miejsce innym potem wychodzą różne kwiatki. Okazuje się że M. pisała już o tym spektaklu, więc jej tekst przeklejam tu. Tam pewnie pojawi się jakiś wpis filmowy - poinformuję o tym na pewno!

I jeżeli jesteście ciekawi co na temat Truciciela z Teatru Och sądzi M. to znowu musicie zajrzeć do mojego wpisu.

Chyba już wygaszam swoją aktywność teatralną do końca roku, niedługo będę robił jakieś podsumowania, ale zanim to nastąpi to jeszcze kilka rzeczy do opisania.
Na początek Teatr Soho i kultowy już spektakl "Taksówka". Pasujący klimatem do zbliżających się świąt, bo jego akcja dzieje się w Wigilię. Prosty pomysł dzięki świetnemu tempu, grze aktorów oraz dowcipowi w scenariuszu, dają fantastyczny efekt. Oto taksówkarz, który wyrusza w kolejną nocną trasę, nie wiedząc kogo spotka, z czym przyjdzie mu się zmierzyć. Oczekiwania na klientów umila mu słuchanie radia - niestety jakiś ciul urwał mu antenę i teraz łapie jedynie jedną stację, w której didżej strasznie smęci. Zdaje się, że ma doła z powodu dyżuru który przypadł mu w udziale. A może i tak nie miałby za bardzo z kim spędzić tego wieczoru? Puszcza muzę i opowiada o najbardziej żenujących życzeniach świątecznych, coraz bardziej markotny i samotny...


Warszawa pełna jest dziwaków, każdy się dokądś spieszy, a już w Wigilię na bank można spodziewać się jakiegoś wariactwa. Nie da się opowiedzieć wszystkich scenek i może nawet nie warto psuć Wam przyjemności ich odkrywania, ale będzie i śmiesznie i chwilami dziwnie, może nawet nerwowo. W końcu niby święta to powinien być czas spokoju i radości, ale częściej tak bardzo próbujemy sprostać jakimś naszym (lub innych) wyobrażeniom, że chodzimy naładowani niczym bomba.
Najfajniejsze w tym wszystkim, że masa postaci jaka przewija się przez scenę to raptem dwójka aktorów. Punktami stałymi jest radiowy głos Bartosza Mazura i Wiktor Korzeniewski, który stara się jak może nie zwariować za kierownicą taksówki. Ale to pasażerowie sprawiają, że to śmiejemy się, to szczęki opadają nam z zaskoczenia, to znów dostajemy chwilkę ku refleksji. Anna Sroka-Hryń i Sławomir Grzymkowski są po prostu fenomenalni, a to co ona wyprawia w kilka minut pokazując zupełnie inny image to duża klasa. Młodzi, starzy, kapryśni, zwariowani, pijani, wkurzeni... ileż tu świetnych scenek. I do tego ten skrzypiący szkielet taksówki jako scenografia. Po co więcej?
Grają już kawał czasu, ale mam nadzieję, że będą to robić jeszcze czas jakiś, żeby każdy kto ma ochotę to zobaczyć, zdążył to zrobić.
***
Niczego się nie spodziewałam idąc po raz pierwszy do teatru SOHO. Ot, zwykła ciekawość i „poczta pantoflowa” donosząca o tym spektaklu. Scena schowana w zakamarkach starej Pragi, przytulona do znanej restauracji i bardzo kameralna.

Kiedy zajęliśmy miejsca na widowni pierwsze co pomyślałam to: o kurczę, świetny pomysł scenograficzny – szkielet taksówki wsparty na resorach, cztery fotele samochodowe, a na ekranie wyświetlane miejsca i trasy jakimi porusza się taksówka. Z boku niby studio radiowe ze spikerem prowadzącym audycję muzyczno-informacyjną w ten jedyny dzień w roku, kiedy to ludzie życzą każdemu dobrze, są szczęśliwi ze spotkań z bliskimi, śpieszą do nich z darami, czyli polska (a ściślej, warszawska) Wigilia Bożego Narodzenia.


Jest w ludziach coś takiego, że lubią się dzielić skrawkami swego życia z osobami, z którymi się już więcej w życiu nie spotkają, czy to smutkami czy radościami. Szczególnie osoby samotne. Albo samotne w tłumie. I takich opowieści słucha taksówkarz, pan Piotr, lekko zaniedbany, od rana już poddenerwowany, bo skradli mu antenę w samochodzie. W ciągu całego dnia przez jego taksówkę przewinie się szereg osób, które będą reprezentantami ludzkiego tygla współczesnej Warszawy. Kogo będą gościć fotele taksówki nie można zdradzić, bo to atut tej sztuki w reżyserii Igora Gorzkowskiego. W każdym razie postaci jest wiele i mocno zróżnicowane. Są opowieści wesołe i smutne, wkurzające i wzruszające, nawet tragiczne. Tego wszystkiego musi wysłuchać taksówkarz ze stoickim spokojem, choć niekiedy i jego nerwy zdają się być naderwane. Ładnie napisano w notce tej sztuki, że: „ w jego lusterku odbija się żywy obraz rozpędzonego miasta i jego zabieganych mieszkańców”, co oddaje ducha tego spektaklu (autor: Will Kern/Igor Gorzkowski).


I tyle można by było powiedzieć na zachętę. Szczególnie dla miłośników „lekkich” spektakli, bo uśmiech z ust schodzi tylko chwilami. Jednak ta sztuka to coś więcej. Pod tymi historiami kryje się głęboka samotność ludzi w wielkim mieście, w każdej warstwie społecznej: od „słoików” poprzez nuworyszy, osoby z pierwszych stron gazet i staruszków, osoby chore, zagubione, dorobkiewiczów. I tak wolniutko, wraz z kolejnymi pasażerami sztuka przechodzi w dramat psychologiczny. A jakby w tle opowieści z taxi, tak mimochodem, odkrywamy próbę „zbojkotowania” Świąt Bożego Narodzenia. Ta nasza złość na tłok w sklepach, na zmęczenie przedświąteczne, na ten obowiązek bycia w tym a nie innym miejscu tego dnia, spiętrza trudności, odkrywa animozje, podkreśla samotność i… ujawnia ogromną tęsknotę do tego przereklamowanego święta, do tej choinki, do tych prezentów, bo wtedy samotność jest jakby mniejsza.


To bardzo dobry spektakl. I bardzo wymagający dla aktorów. Szczególnie dla Anny Sroki-Hryń i Sławomira Grzymkowskiego, (pasażerów) którzy muszą stworzyć plejadę postaci, przeistaczać się co chwilę w innego bohatera. Trudne, wymagające zadanie, ale ta dwójka poradziła sobie z tym wyśmienicie. Wiktor Korzeniowski, w roli tytułowego taksówkarza, był wyborny. Jego oczy w reakcji na opowieści mówiły więcej niż słowa. Bardzo mi się podobał. I jeszcze Bartosz Mazur w roli spikera – pięknie spinał przedstawienie. Obsada – super!


Proponowałabym jedynie lekko przyciszyć muzykę i naoliwić resory taksówki, bo bywały momenty, że tekst był słabo słyszalny.


MaGa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz