Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja śpiewana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja śpiewana. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 grudnia 2025

Szósta godzina - Grzegorz Turnau, czyli liryka, tkliwa dynamika, angelologia i dal

Zamiast kolęd, coś nastrojowego, zimowego i poetyckiego. Teksty Zagajewskiego, Czechowicza, Moczulskiego, Maja, Frosta, czy samego Turnaua, który stoi też za muzyką, wprowadzą Was trochę w sentymentalne, refleksyjne klimaty. I może właśnie w te dni czegoś takiego warto poszukać?

Nie wiem czy znajdą się tu takie hity jakie kiedyś Panu Grzegorzowi się przytrafiały, ale to pewnie tylko kwestia częstego grania - większość z nich bowiem to naprawdę ładne melodie, wpadające w ucho i takie, które można pokochać. 

A gdy pojawi się dodatkowo głos żeński Doroty Miśkiewicz to już robi się bajkowo. 

poniedziałek, 9 grudnia 2024

Chodźmy na ławeczkę - Zabłocki & Mozil, czyli z przyjacielem jest łatwiej

Przedziwny krążek. To trochę tak jakby poezję śpiewaną, próbować ożenić z muzyką biesiadną i zagrać bez większych przygotowań na bardzo prostych instrumentach. Czesława Mozila znamy od strony muzycznej już dość dobrze, razem z jego mocnymi i słabszymi stronami. Michał Zabłocki znany jest raczej jako tekściarz i poeta (m.in. pisał dla Turnaua), a tu proszę - obaj panowie zapraszają na ławeczkę, by posłuchać tego co mają do powiedzenia. Refleksje krążą wokół relacji, przyjaźni, tego jak wiele się zmienia gdy ma się kogoś z kim można pogadać. I to jest bardzo w punkt.

niedziela, 13 sierpnia 2023

Spokojnie do przodu - Aldaron, czyli w Bieszczadach tego słucha się inaczej

Drugi wpis dziś trochę wyjątkowy, bo przecież artysta dotąd był mi nieznany, ale od czego przypadek. W Kremenarosie (schronisko w Ustrzykach Górnych) plakaty z koncertem Aldarona wisiały z zapowiedzią na 15 sierpnia, może więc ktoś jeszcze się wybierze? A ja z ciekawości włączyłem sobie jego najnowszą płytę i wsiąkłem. Może dlatego, że te Bieszczady wciąż mam w głowie i sercu, wróciłem niecałe kilkanaście godzin temu. I tak sobie myślę - tam słuchało by się tego jeszcze inaczej. Niezależnie czy na malutkiej scenie schroniska, czy przy ognisku, to jest po prostu magia. Znikają wtedy wszystkie niedoskonałości głosowe, jakieś przeciągnięcia nuty, skromne aranżacje, a zostaje zaduma, coś co nas wszystkich łączy... Wrażliwość, jakaś tęsknota, zjednoczenia wokół wspólnych doświadczeń, zachwytów, trosk... 
Aldarona można by nazwać bardem, poetą śpiewającym, czy jak to się teraz modnie mówi song writerem. I wszystko byłoby prawdą i jednocześnie pewnie nie do końca pasuje w te ramki. Znajdziemy tu bowiem rzeczy bliskie temu co kojarzymy z piosenkami turystycznymi, jak i rap, zabawy elektroniką, teksty nie tylko na naturze, wędrowaniu, ale i o otaczającej nas rzeczywistości (covid, lockdown, wojna, relacje międzyludzkie)...

piątek, 14 kwietnia 2023

Z ręką na gardle, czyli wieczór z czarnymi aniołami

MaGa: Bałam się, że z tego spektaklu wyjdę niezadowolona. Wychowałam się na piosenkach Ewy Demarczyk, dla mnie to diament nie do podrobienia. Jej głos (porównywany do Juliette Greco czy Edith Piaf), jej wizerunek (zawsze na czarno – Czarny Anioł) i interpretacje utworów, które wykonywała - to wszystko składało się na osobowość sceniczną tak inną, tak niepowtarzalną. A tu ludzie młodzi, aktorzy…

Robert: Na szczęście nie chodzi tu o próbę zmierzenia się solowo z jej niepowtarzalnymi interpretacjami. To raczej opowieść osnuta na podstawie jej twórczości, pewnej wrażliwości (bo jednak dokonywała świadomego wyboru tekstów) i co ważne, zbudowana na pracy zespołu, zarówno na głosach, jak i przemyślanej choreografii. I tu duże ukłony należą się dla reżyserki i autorki scenariusza - Anna Sroka-Hryń zrobiła fenomenalną pracę. Jest w tym pomysł, jest serce, są emocje.

środa, 30 marca 2022

Lubomski - Sęk You, czyli nadal kieszenie jak ocean, wrażliwość też

Plan na ostatnią notkę w tym miesiącu jest, ale na razie jeszcze coś muzycznego. I specyficznego. Raczej chyba dla tych, którzy nie boją się trochę improwizacji jazzowych, złamania melodyjności. Niektóre numery Mariusza Lubomskiego zyskały status przebojów (kto pamięta Spacerologię?), można je nucić, ale to przede wszystkich kawałki do wsłuchania się, do spotkania z wrażliwością i głosem dość wyjątkowym. Kto raz usłyszy jego charakterystyczną manierę, rozpozna go potem już raczej bez trudu. Chyba tylko jeden jedyny raz miałem okazję widzieć go na scenie i to na koncercie pośród rockowych kapel, ale charyzmę się zapamiętuje.

czwartek, 15 kwietnia 2021

Mi - Tęskno, czyli trzy propozycje nie tylko dla wrażliwców



Notka dedykowana wszystkim wrażliwcom. Miało być o muzyce, ale mam też dwie inne polecajki, więc o nich najpierw. A muzyka niech Wam towarzyszy w tle.

Po pierwsze - rusza kolejna edycja Wierszy w mieście - w tym roku ze względu na sytuację pandemiczną w dużej mierze to od nas wszystkich zależy to jak szeroki zasięg przez Sieć będzie miała akcja. Wbijajcie więc na www.wierszewmiescie.eu, zobaczcie czy znajdziecie tam coś co Was poruszy. I udostępniajcie! Niech Słowo budzi zachwyt, niech budzi zaskoczenie, niech budzi refleksję, niech budzi radość.
Poniżej znajdziecie coś co ja wybrałem dla siebie :)

 

Druga polecajka jest niestety bardziej stacjonarna, choć nie do końca. Owszem - wystawa jest stacjonarna, ale prace można znaleźć też na stronie miluna.pl/. Co  jest w nich wyjątkowego? A to już sami zobaczcie albo na wystawie (Dom Kultury Portiernia w Warszawie (dawne zakłady Ursus - brama główna) jeszcze przez ponad miesiąc. Albo w sieci. Zachwyca nie tylko sama oryginalność techniki cyjanotypii, ale i wyobraźnia artystki. Cudowne połączenie fotografii i malarstwa, bo efekt łączy obie dziedziny.  

No i wreszcie muzyka.
Płyta pod nazwą Mi, zespół Tęskno. I już sam tytuł sugeruje z czym będziemy mieli do czynienia. Wrażliwość, piękno, ulotność... Tęsknota.

środa, 10 lutego 2021

Mogło być nic - Kwiat Jabłoni, czyli nie przegapiaj dnia

Po wczorajszej Gali Empiku nie przestałem lubić Igo i jego pomysłów muzycznych, ale jednak stwierdzam, że niektóre rzeczy powinny pozostać takie jak zostały pomyślane. Bo właśnie wtedy są najbardziej urokliwe. Tak - właśnie Kwiat Jabłoni mam na myśli. Jest coś fantastycznego jak te łagodne nuty zestrajają się z głosami rodzeństwa. I to niezależnie czy są to dźwięki produkowane tylko przez nich, czy też przez większy zespół muzyków, tak jak na ich drugim (a licząc koncertową to nawet trzecim) krążku.
Ich kompozycje właśnie w takim "ich" wykonaniu mają przestrzeń, teksty mogą wybrzmieć najpełniej. To co pokazali z Igo wczoraj było interesujące, ale wydawali się trochę zagubieni, a i sam tekst trochę ginął niestety gdy nad wokalami zaczynała dominować elektronika.
Niech Kasia i Jacek dalej kreują swoją własną bajkę, nie dają się wcisnąć w inne buty. Ten krążek już zawiera trochę bardziej mocne, energetyczne, czy też nawet rockowe aranżacje, ale wciąż to jest "ich". I chyba właśnie za to ich kochamy.

środa, 28 października 2020

ANAWA 2020, czyli bez Marka Grechuty te utwory już tak nie brzmią

I jeszcze jedna świeża płyta. Projekt, w którym palce macza Narodowe Centrum Kultury, ostatnimi czasy mające niezbyt szczęśliwą rękę do różnych rzeczy, ale uczczenie 50 rocznicy premiery pierwszej płyty jaką nagrał z zespołem Marek Grechuta, to akurat pomysł ciekawy i chyba nawet skuszę się na polowanie w sieci na koncert z tym materiałem. Bo choć kręcę nosem, że oryginał lepszy, to szanuję też odwagę, by starać się tchnąć w te znane numery jakiegoś swojego ducha, dodać coś do nich. To zawsze jest problem - jeżeli mamy w głowie oryginalny wokal, to wszystko co inne, będzie nam się wydawać dziwne. I tak właśnie miałem przy słuchaniu tego krążka. Nie przeszkadza mi to, że fortepian i sekcję smyczków zastępują gitary, saksofon i specyficzna aura jaką można wyczuć z daleka, bo Voo Voo jest niepowtarzalne. To raczej właśnie wokal najbardziej mi zgrzyta.

wtorek, 17 grudnia 2019

Jakoś leci - Kofta, czyli... Piotr Machalica wspomina Artystę


Scena na dole im. Wojciecha Młynarskiego w Teatrze ATENEUM tym razem ugościła widzów koncertem Piotra Machalicy „Jakoś leci – Kofta”. Lubię twórczość Jonasza Kofty (choć do tej pory wielbicielką nie byłam), natomiast jestem miłośniczką poezji śpiewanej w wykonaniu Piotra Machalicy. Bo Piotr Machalica zawsze, ale to zawsze, doskonale oddaje emocje w swoich interpretacjach. A przecież znał osobiście Jonasza Koftę i wiedział jakie struny pociągnąć, aby powstał prawdziwy portret Poety opisany jego własną twórczością. A jaki był Kofta? Inny. Był wzruszeniem i zabawą, melancholią i szyderstwem w jednym ciele o nienachalnej urodzie (jakby powiedziała Maria Czubaszek). Był kpiarzem, który nie ranił kpiną, bystrym obserwatorem, który „nie ciął po oczach”. W jego tekstach są zwroty mądre, wzruszające, zabawne, melancholijne, prześmiewcze i wzniosłe. Ale dopiero w interpretacjach Piotra Machalicy, zarówno w deklamacjach, melorecytacjach czy śpiewie - to wszystko nabiera barw, pięknego sznytu i mocno zapada w duszę.

wtorek, 4 czerwca 2019

4 czerwca 30 lat temu, czyli uczcić trzeba

Nie mam własnych fotek z tamtych dni, biegaliśmy z plakatami i klejem, raczej oglądając się za siebie, żeby potem nie mieć kłopotów w liceum, nikt chyba nie myślał o robieniu fotek.
Ale pamiętam dobrze tamte emocje, nadzieję, potem triumf. I choć sama nazwa związku już dawno została rozmieniona na drobne, nie wszyscy ludzie okazali się tak sprawni, mądrzy i uczciwi jak myśleliśmy, środowiska się podzieliły, to tą datę uważam że warto uczcić niezależnie od wszystkiego. Bo ona nie jest tylko ich - polityków. Ale nas wszystkich.
Choć więc zmęczenie i ryzyko zaspania na jutrzejszy pociąg raniutko do Krakowa, biegnę na koncert. Niestety tylko jeden, ale parę słów potem napiszę. A może się spotkamy?
Wrzucam też info o drugim (na ten wybiera się żona).

poniedziałek, 13 maja 2019

OSIECKA PO MĘSKU, czyli… nie chodziło o męską wrażliwość

Kocham Osiecką. Bardzo lubię piosenkę aktorską, bo jest w stanie mnie zaskoczyć, potrafi zmienić moją perspektywę patrzenia na świat, nieraz bawi, nieraz wzrusza, często zaskakuje. Oglądam Przeglądy Piosenki Aktorskiej, cieszę się gdy młodzi aktorzy odnoszą sukcesy. Jestem otwarta na nowe, inne, lubię „smakować” nowinki, ale… nie wszystko, jak to mówią, kupuję. A spektaklu w Akademii Teatralnej p.t.: „Osiecka po męsku” nie kupuję.

To nie jest tak, że Marcin Januszkiewicz nie umie śpiewać, interpretować, nie ma słuchu muzycznego. On to wszystko ma i umie śpiewać, jednak to, co obejrzałam na scenie zupełnie mnie nie przekonało do zakupu jego płyty. 


niedziela, 13 stycznia 2019

Zacieralia, czyli wyjmij kołek z dupy

Dzięki mojej szalonej żonie mimo zmęczenia i pracowitej niedzieli zaliczyłem pierwszy koncert w tym roku.
Co prawda jedynie jeden dzień z festiwalu Zacieralia i to niepełny, ale to i tak blisko 6 godzin zabawy i 7 kapel.
Pisałem już o Festiwalu chyba dwa lata temu, jak wbijecie w zakładkę muzyka, tam są również koncerty. I nie zmieniam zdania o imprezie - czegoś tak kopniętego to długo by szukać w Polsce i Europie. Wyobraźcie sobie Festiwal, w którym wykonawcy witani są okrzykiem: wypierdalać!, w którym okrzyk pokaż dupę, wywołuje natychmiastową reakcję na scenie, w którym cały czas prowadzi się urocze pogawędki z publiką i z każdej strony padają spore ilości chujów, kurw i równie miłych komplementów, w którym im dziwniej się ubierzesz tym lepiej (dotyczy to i publiki i wykonawców), a furorę robią najprzedziwniejsze nakrycia głowy (durszlak i nocnik już nikogo nie dziwią), grać nawet nie trzeba specjalnie umieć, choć na pewno warto mieć sporo tupetu, by o tym głośno ze sceny mówić (że się nie potrafi)... Długo by tak można ciągnąć... Festiwal doczekał się swoich wiernych fanów i nawet żenującego hymnu, który wyśpiewywany jest gdy kapele się zmieniają.
A to wszystko podlane sporą ilością alko (bez krępacji również na scenie), robi niepowtarzalny klimat. Sami twórcy festiwalu nazywają to najbardziej żenującą imprezą muzyczną, czy też paramuzyczną. W tych oparach groteski czasem można się pogubić, dlatego na pewno to nie jest festiwal dla wszystkich. Ale jak lubisz takie poczucie humoru, potrafisz pozbyć się sztywności (choćby i po alko)... Na pewno można też to potraktować jako badania - socjolog znajdzie tam bardzo ciekawy materiał do obserwacji. No bo jak to: publika najczęściej dość młoda, uwielbiająca rocka, metal, punka, przyjmuje z ogromnym aplauzem kogoś takiego jak Teściowa Śpiewa, czyli chłopaka z gitarką klasyczną i proste melodie wyśpiewane lepiej lub gorzej przez jego teściową. Skoro jednak zaakceptowała zaproszenie i nawet potrafiła odnaleźć się w tej atmosferze, została gorąco przyjęta - tu wszyscy uwielbiają poczucie humoru, a jej teksty mają w sobie tego na pewno szczyptę. Dla tej publiki wszystko może być zabawą i wygłupem. Im dziwniej tym lepiej. To trochę jak na Woodstocku gdy punki i metale bawiły się na Arce Noego. No i czemu by nie?

niedziela, 2 grudnia 2018

100 minut dla urody, czyli mądrze i poetycko

W chłodny wieczór jakim nas przywitał grudzień, wybraliśmy się kilkuosobową grupą do Promu Kultury (Saska Kępa) na spektakl „100 minut dla urody”, w reżyserii Magdy Smalary, inspirowany i oparty na twórczości Wisławy Szymborskiej. Mieliśmy więc możliwość przeglądu różnorodności literackich jakimi „parała się” nasza noblistka. Były wiersze, była proza, limeryki i moskaliki, a wszystko to przyprawione gracją i urodą czterech aktorek, które z wdziękiem i subtelnym humorem prezentowały je na scenie w towarzystwie tria muzycznego. Na scenie cztery aktorki: Magda Smalara, Joanna Trzepiecińska, Katarzyna Dąbrowska oraz Izabela Bukowska-Chądzyńska, w strefie muzycznej: Urszula Borkowska (piano), Wojciech Gumiński (kontrabas) oraz Marcin Świderski (flet, saksofon). Tych kilka osób wyczarowało wieczór pełen poezji przyprawiony ciepłym i życzliwym stosunkiem do bliźnich i samego życia charakterystycznym dla zawsze uśmiechniętej Pani Wisławy, z muzyką „na żywo”.

piątek, 30 marca 2018

Dylan.pl, czyli płyta, koncert i... życzenia

Jak wiele czasu potrzeba, by człek
zobaczył znów słońca blask?
I jak wiele czasu potrzeba, by człek
usłyszał znów ludzki płacz?
I jak wielu z nas musi zginąć, by człek
zrozumiał, że skończyć z tym czas?
Odpowiedź, mój bracie, unosi wiatr
odpowiedź unosi wiatr


Tym fragmentem nowego tłumaczenia tekstów Dylana przez Filipa Łobodzińskiego (chyba pora zapolować na tę książkę), rozpoczynam ostatnią marcową notkę i jednocześnie zostawiam Was z życzeniami na czas Wielkiej Nocy. Czasu dla bliskich, dla siebie na zatrzymanie się na zadumę, na docenienie tego co mamy, rozpoznawanie znaków, by nie przegapić w zabieganiu tego co najważniejsze.

A dziś notka podwójna, bo nie tylko o płycie, ale i o koncercie.

czwartek, 22 czerwca 2017

Poświatowska/Radek, czyli Kim Ty jesteś dla mnie

Słucham i słucham przez cały dzień. I choć wolę wcześniejsze interpretacje Janusza Radka, bardziej kameralne brzmienie, bez elektroniki, to i tak jestem pod dużym wrażeniem.

Kontynuujmy więc kącik muzyczny dla wrażliwców.
A dla odmiany coś mocnego i męskiego na najbliższe dwa wieczory. Będzie filmowo. Ach i jeszcze kryminał czeski w kolejce :)

Janusza Radka lubię od dawna, ale pierwsze zauroczenie nastąpiło chyba właśnie przy piosenkach z tekstami Haliny Poświatowskiej. I oto teraz, w rocznicę jej urodzin i przy obchodzonej w tym roku 50 rocznicy śmierci, ukazuje się kolejna płyta, w całości wypełniona kompozycjami do jej poezji. W klimacie trochę inna, mniej kameralna, bardziej nowoczesna, ale może to i dobrze, bo jest jakimś świeżym spojrzeniem na te teksty. Czy ta wrażliwość będzie odpowiadać młodemu pokoleniu, czy w zestawieniu z tymi elektronicznymi klimatami nie będzie zgrzytać?

środa, 7 grudnia 2016

Cohen Nohavica Opania, czyli ze sceny na płytę

Co łączy trzy nazwiska? Cohen, Nohavica, Opania? Pan Marian przygotowując się do swojego jubileuszu na scenie, przygotował spektakl muzyczny, w którym wykorzystał utwory dwóch artystów, którzy swoją wrażliwością podbili serca wielu ludzi. Dla wszystkich, którym warszawski teatr Buffo jest ciut za daleko, dobra wiadomość: materiał ten można przesłuchać teraz na dwupłytowym, niedawno wydanym albumie
Ja niestety również nie miałem okazji zobaczyć jeszcze wydania scenicznego, ale z tym większą ciekawością sięgnąłem po ten materiał. Obu artystów uwielbiam i cieszę, się z prób przybliżenia ich twórczości również w języku polskim (Zembaty, inne wykonania Cohena, czy inny album, o którym pewnie wkrótce z piosenkami Jaromira Nohavicy). Ich twórczość to przecież nie tylko piękna muzyka, charakterystyczny wokal, ale i piękne teksty. Możemy wtedy cieszyć się nie tylko oryginalnymi wykonaniami, lecz posłuchać także jak różnie można interpretować te utwory. Od razu przyznam, że nie wszystkie utwory mi pasowały, ale kilkoma innymi się zachwyciłem. 

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Fismoll - Box of feathers, czyli jest boska symetria w delikatności i sile

fissmoll
Jakiś czas temu pisałem o pierwszej płycie tego chłopaka. Debiut był po prostu cudny. I to on dostaje na wyłączność ostatnią notkę muzyczną tego roku. Ostatnia w tym roku, pewnie jeszcze tylko jakieś małe podsumowanie zrobię, ale już widzę, że w przyszłym roku notek muzycznych będzie dużo więcej - jakoś chyba znowu nabrałem chęci do słuchania płyt w całości, przeglądam zestawienia roku 2015, spisuję sobie tytuły, których będę szukał...
A dziś Fismoll.
Może jestem w takim nastroju, że akurat taka muza mnie wycisza, uspokaja, koi duszę w całym tym cholernym zabieganiu. Płytka jest już z nami od prawie pół roku, ale jakoś dopiero teraz, w tym dziwnym grudniu, który przypomina wczesną wiosnę, zakochałem się w niej na maksa. W pracy gdy tylko mogę odciąć się od telefonów i pogaduch koleżeństwa, w drodze na przystanek, na rowerze gdy jadę do domu... Deezer. Słuchawki. I już. I zatapiam się w dźwiękach, które są tak delikatne, tak ulotne i tak cudownie otulają ciepłem...

niedziela, 23 sierpnia 2015

Koncert Marka Dyjaka, czyli na początek Festiwalu Singera

Tyle czasy wybierałem się na koncert tego artysty i jakoś się nie udawało, a to termin, a to nie było z kim... I wreszcie mam przedsmak tej atmosfery jaką tworzy na swoich występach Marek Dyjak.
Facet, który choć nagrał już chyba 9 płyt nadal nie uważa się za artystę muzyka. Ja też nie wiem jak go sklasyfikować, bo pojęcia "piosenka aktorska" bardzo nie lubię. Porównywany do Toma Waitsa (ten głos), nazywany bardem, barowym grajkiem, występujący dotąd przed niewielką publicznością, oto teraz, prawie na rozpoczęcie Festiwalu Singera, daje plenerowy koncert dla ogromnej publiki. Magia.

środa, 15 kwietnia 2015

Pablopavo - Tylko, czyli skromnie, ale jakże smakowicie

Dotychczas Pablopavo był dla mnie głównie twarzą Vavamuffin, czyli radosnej i energetycznej mieszanki reggae i ska, mniej znam jego eksperymenty z Ludzikami, ale widzę wyraźnie, że będę musiał odkopać gdzieś te płyty i dobrze się w nie wsłuchać. 
Dlaczego? Bo pożyczone od koleżanki minimalistyczne (tylko 8 utworów) "Tylko" jest dla mnie płytą fantastyczną. Trzeba mieć dużo odwagi by "ogołocić" swoje pomysły muzyczne prawie całkowicie z ozdobników, zdecydować się na prostotę i zaproponować płytę, która najbliżej jest chyba poezji śpiewanej. To dowód na to, że ma się do zaproponowania coś więcej niż rozbujanie publiczności.

poniedziałek, 24 listopada 2014

Janek Samołyk - Na prezent, czyli tym razem łagodniej

Okładka płyty "Na prezent"Hmmm... To jeszcze poezja śpiewana, czy już rockowe, gitarowe granie? Głos i styl wokalisty mówią jedno, a muzyka chwilami wskazuje na to drugie. Zwłaszcza, że w nagrywaniu albumu maczali palce m.in. ludzie z Myslovitz.
Pytanie jednak czy takie szufladkowanie jest potrzebne. Najważniejsze, że Janek Samołyk niespecjalnie przejmuje się modą i tym czy ma szansę pojawić się na antenie radia. Robi swoje, ma własną wrażliwość. I nawet jeżeli to nie jest do końca moja bajka, jak dla mnie jest zbyt balladowo, łagodnie, to słucham tego materiału z przyjemnością.