Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyczny. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 kwietnia 2026

Retro Queen – Danuta Rinn, czyli kto ma tyle wdzięku co ja?

MaGa: Klub Tragediowy przy Teatrze Rampa stworzył przemiłe „spotkanie po latach” z Danutą Rinn, aktorką pierwszego zespołu Teatru na Targówku, późniejszą piosenkarką estradową, której piosenki nuciła cała Polska. Nie nazwę go muzodramem, bo choć były tam i refleksyjne tematy to całość utrzymana była w tonacji „lekkiej, łatwej i przyjemnej”, a w rolę Danuty Rinn wcieliła się Agnieszka Masłowska, która z niebywałym wdziękiem unosiła nad sceną zarówno charyzmę jak i tuszę niegdysiejszej wykonawczyni „Biedroneczki są w kropeczki” i innych przebojów.


Robert: Zaskakująco sympatyczny to był wieczór, choć pewnie najlepiej będą bawić się ludzie, którzy choć troszkę pamiętają Panią Danutę, czyli tych którzy urodzili się i wychowywali choćby w latach 70 czy 80. Z jednej strony brawa za przypomnienie repertuaru i osobowości artystki, ale jest coś jeszcze mam wrażenie, co sprawia że to nie tylko samo wspomnienie. Życiorys Rinn posłużył tu bowiem do refleksji nad tym jak radzić sobie w życiu z różnymi niepowodzeniami, kompleksami, szufladkami w które cię wpychają, hejtem czy śmiechem. 

wtorek, 11 listopada 2025

Wysokie i niskie tony, czyli może wcale tak bardzo się nie różnimy

Co ma na nas większy wpływ - geny czy środowisko? To pytanie może pojawić się w trakcie seansu Wysokich i niskich tonów. Thibaut - ceniony dyrygent staje na głowie gdy dowiaduje się, że jest chory na białaczkę i pilnie potrzebuje dawcy szpiku. Gdy lekarze nie stwierdzają zgodności biologicznej z jego siostrą, po raz pierwszy dowiaduje się, że jest dzieckiem adoptowanym i gdzieś żyje jego rodzony brat. 

I tak właśnie trafia do Jimmy'ego, pracownika stołówki w robotniczym mieście w północnej Francji. Ze zdumieniem obserwuje jak bardzo różni się to jego życie od tego w czym żyje jego brat. Zakłady właśnie są zamykane, cała lokalna społeczność żyje w strachu przed bezrobociem, a ich jedną radością jest przyzakładowa orkiestra, która też lada chwila może zostać rozwiązana. 

poniedziałek, 13 października 2025

Back to Black. Historia Amy Winehouse, czyli chyba jedynie dla muzyki

W ramach poniedziałkowej dawki muzyki tym razem film. W sumie muzyka jest chyba jego najmocniejszą częścią i jedynie ona wynagradza spore mielizny scenariusza. Marisa Abela poradziła sobie całkiem nieźle z wcieleniem w przedwcześnie zmarłą gwiazdę, trudno jednak powiedzieć żeby scenariusz pomógł jej wydobyć głębię z tej postaci. Ślizgamy się po powierzchni, a nie schodzimy w głąb.   


Jest więc zwyczajna (choć rozbita) rodzina z przedmieść Londynu, miłość do muzyki, dość swobodny sposób prowadzenia się, potem powolna droga do kariery, toksyczny związek, pogłębiające się uzależnienie... 

Czy gdyby trafiła bardziej szczęśliwie, nie miałaby takich epizodów związanych z używkami? Tego się nie dowiemy, bo niektóre rzeczy jedynie dotknięto (choćby presję ze strony dziennikarzy), a poza relacją Amy z "miłością jej życia", niewiele tu innych postaci, one wydają się nie mieć znaczenia, choć przecież wiemy że znaczenie miały. 

czwartek, 2 października 2025

Sirât, czyli rave, kwas i szukanie przeznaczenia.

Chyba jedno z bardziej oryginalnych przeżyć kinowych ostatnich miesięcy. Film idący trochę wbrew oczekiwaniom, odważnie opowiadający własną historię. Bezczelny. Intrygujący. W transowy sposób wciągający nas i w obraz i w muzykę. Ta ma tutaj ogromne znaczenie. Chwilami ma się wręcz wrażenie, że uczestniczymy w pokazie teledysku, jakiejś autorskiej wizji reżysera, który jest fanem techno. Aż do granic wytrzymałości naszych bębenków, mózgu, rytm nas otacza, wciąga, przeszywa… To dudnienie zostaje z nami nawet po seansie.  

 

A obraz zaskakująco dobrze współbrzmi z tą muzyką. Pustynia i garstka ludzi ogarnięta tym rytmem, tańcem, aż do zatracenia. Imprezy rave na pustkowiu, na które zjeżdżają się ludzi nawet z zagranicy – bez biletów, jakichś oficjalnych zaproszeń, organizowane po prostu dzięki informacjom podawanym z ust do ust.

poniedziałek, 7 kwietnia 2025

40-latek, czyli publiczność się bawi, a my marudzimy

MaGa: Tak dawno nie byłam w Teatrze Rampa i tak się cieszyłam na to wyjście a tu taki niewypał… Niemal wbrew sobie, ale muszę w tym wypadku być przysłowiowym „złym policjantem”, bo spektakl mi się nie podobał. Przede wszystkim dlatego, że orkiestra zagłuszała każdy tekst. Siedziałam w trzecim rzędzie i z tekstu słyszałam pojedyncze słowa. Czy nie można było jej wyciszyć? Te same piosenki (nawet z prób) obejrzane dopiero w internecie oddają skalę szkody tego niedopatrzenia. Ogromna strata dla całości widowiska.


Robert: Ja będę bronił trochę tego spektaklu, choć faktycznie z nagłośnieniem jest kiepsko i nie wszystkie fragmenty przedstawienia są równie dobre. Na pewno jest tu jakiś pomysł i nie jest to tylko próba budowania popularności na wspomnieniach tych, którzy oglądali serial - w różnych postaciach i wątkach można rozpoznawać niby podobieństwa, ale to też zabawa formułą, mruganie okiem do widza, śmiech z PRL, z premedytacją budowanie pewnych rzeczy nie do końca idealnie.

poniedziałek, 10 marca 2025

Para nasycona, czyli nie będziemy wiecznie młodzi

Marian Opania mimo wieku nie traci energii i do repertuaru Teatru Ateneum, to kilku monodramów, w tym również śpiewanych, do kilku wybornych swoich rol (Cesarz!) dokłada kolejną rzecz, w której macza palce. Można by rzec, że to taki jego wieczór autorski, tyle że zaprosił do udziału w projekcie również gości. Pomiędzy piosenki wplata jakieś krótkie wprowadzenie, jakąś anegdotę, każdy spektakl może więc być trochę inny.

Znajdzie się tu miejsce i na uśmiech i na refleksję. Na bardzo ciekawym plakacie (obraz p. Grażyny Lubaszki) mamy człowieka ciągnącego na wózku anioła i diabła - oto ciekawy obraz ludzkiego żywota, w którym pokusy i chwile słabości przeplatają się z tym co wzniosłe i wspaniałe. I tak też miłości i ludzkim wyborom przyglądamy się poprzez teksty utworów dobranych na ten wieczór. Wszystkie piosenki są autorstwa Jana Wołka, a za kompozycje większości odpowiada Jerzy Satanowski (ale są również autorstwa np. Zbigniewa Wodeckiego). Co ciekawe, choć Pan Jan miał na koncie sporo znanych tekstów, Marian Opania zdecydował się na wybór mniej oczywisty. Chyba tylko "Szparka sekretarka" to jeden z tych utworów tego wieczoru, które znają wszyscy. Reszta, może być miłą niespodzianką. A jest tego materiału sporo, bo to łącznie aż 22 utwory (choć jeden deklamowany, a nie śpiewany)!

poniedziałek, 10 lutego 2025

Idź pod prąd, ale film to sobie odpuść

Poniedziałek to dzień na muzykę, ale dziś o filmie. Dlaczego? Bo odgrywa ona tu ważną rolę no i szczerze mówiąc jest chyba najlepszą częścią filmu. Porwanie się na próbę opowiedzenia o kultowym punkrockowym zespole KSU, prostych chłopakach z Bieszczad, najwyraźniej przerosło reżysera ale przede wszystkim scenarzystę. Już pal licho sztuczność, jednowymiarowość postaci o których on opowiada, ale zbudowanie całej fabuły wokół pewnego esbeka, który pracował nad ich sprawą, w dodatku czyniąc go w sumie niegroźnym facetem, dzięki któremu rozwinęła się kariera "Siczki" to jakieś kuriozum. Prawdę mówiąc nie rozumiem jak ów mógł w ogóle dać swoją twarz dla takiego gówna - sceny gdy bohater bo przymusowej służbie wojskowej i zgnojeniu go, dziękuje esbekowi, że niby tyle dobrych tekstów nigdy nie napisał, jest obrazą dla wszystkich tych, których władza wcielała w mundur na siłę. Niejeden chłopak popełnił samobójstwo po takim "prezencie", a był to sposób na radzenie sobie z buntowniczymi jednostkami - dostawali nie tylko od dowódców, ale i od kolegów z sali, prostych chłopaków, którzy nie przepadali za "innymi". Pacyfista, punk, kleryk, wegetarianin, student wyrzucony za brak pokory mieli przechlapane. A tu? Wzrusza się nad tym ramionami i funduje hasło "Wolność jest w nas".

poniedziałek, 27 stycznia 2025

Kompletnie nieznany, czyli co w tej głowie siedzi

James Mangold kiedyś opowiadał już na ekranie biografię muzyka i żeby było zabawniej, powraca on tutaj na drugim planie (chodzi o Casha). Tym razem wziął się za Dylana i wyszło ciekawie, choć chyba nie do końca tego by chcieli ci, którzy pieśniarza, poety, muzyka nie znają. Bo o samym Dylanie niewiele się z filmu dowiecie, nie poznacie go jako człowieka albo będziecie mieli dość mylne wyobrażenie. To raczej próba uchwycenia pewnego fenomenu jakim stał się mało znany chłopak z gitarą, opowieść o tym jak inni reagowali na jego twórczość. Dylan zawsze fascynował przede wszystkim tekstami, one niosły jego muzykę, bo przecież ani wokalistą nie był/nie jest jakimś fenomenalnym ani nie miał w sobie takiej charyzmy i parcia na popularność. Potrafił jednak jak mało kto zawrzeć w słowach ważne przesłanie i to właśnie próbują nam pokazać na ekranie twórcy "Kompletnie nieznanego". 

Oto artysta, który cały czas szuka jakiegoś sposoby wyrażenia siebie, w nosie ma prozę życia, obowiązki, innych ludzi... To nawet nie egoizm, ale po prostu jakby chodzenie głową w chmurach, na ekranie jednak wychodzi po prostu na buca, który rani innych, nie liczy się z ich uczuciami. Trudno go lubić. Ale...

poniedziałek, 23 grudnia 2024

Kneecap, czyli każde słowo jak kula

Poniedziałek to dzień na muzykę, ale dziś film. Z dużą ilością muzyki.

 

Rany, jakie to jest odjechane. Tak bezczelnego filmu już dawno nie widziałem i porównania do Trainspotting nie są wcale od czapy.

Jest w tym jakaś anarchistyczna energia, ale i jak na wątki biograficzne (panowie grają samych siebie), dużo autoironii i kpiny. Zespół Kneecap powstał w roku 2017, wydał dotąd dwie płyty i choć ma jakąś grupę fanów, to może dziwić skąd pomysł na to, żeby zrobić o nich film. Na pewno budzą kontrowersję, bo śpiewając o narkotykach, imprezowaniu, pełne wulgarności, raczej mało nadają się na wzorce młodzieżowe :) Stali się jednak pewnym symbolem dla wielu Irlandczyków, bo śpiewają właśnie po irlandzku. W Irlandii Północnej, gdzie pewnie mówi nim raptem kilka tysięcy osób, a walka polityczna o uznanie go jako języka urzędowego była raczej działką wąskiej grupy działaczy, byli niczym podłożenie bomby z bronią biologiczną, szerząc tą ideę na masową skalę. 


Młodzi śpiewają o tym czym żyją i o czym myślą - możemy kręcić nosem na dragi, alkohol, bluzgi i wyzywanie policji i władz, ale to ich rzeczywistość, tak to postrzegają. Ale to że przyszło im do głowy by śpiewać w języku, który znają chyba głównie dzięki uporowi rodziców, którzy im go wpajali w domu, to spore zaskoczenie. A skoro języka się używa, to na pewno nie zginie!

środa, 11 grudnia 2024

Thrill me. Historia Leopolda i Loeba, czyli czy na pewno to urodzeni mordercy?

Miała być druga kryminalna notka z dreszczykiem i oto jest. Ale nietypowo, bo to musical. 

A takich nietypowych emocji jest tu więcej. Musicale z poważną treścią już u nas można upolować, zwykle jednak jest to bardziej rozbudowany zespół, jakaś dramaturgia, choreografia. Tu jedynie dwóch facetów. I fortepian. Ale powiem Wam, że to robi wrażenie większe niż niejeden musical jaki możecie oglądać na scenach warszawskich teatrów. 

poniedziałek, 2 grudnia 2024

Alicji nie bedzie, czyli musisz dojrzeć do roli i poczuć co przez nią chcesz opowiedzieć

MaGa: Kolejny, bardzo udany spektakl muzyczny w TCN. Bardzo sobie cenię pomysłowość i tematykę sztuki Bartosza Porczyka i Michała Pabiana „Alicji nie będzie”, bowiem w sposób jednocześnie głęboki jak i żartobliwy pokazuje proces tworzenia roli przez aktorów, dobre i złe strony tego zawodu. Dotyka również tematyki dzieła, które raz tworzy nieśmiertelne kreacje, ale częściej zachwyca przez chwilę, a potem przemija i ginie w niepamięci. A to wszystko zagrane dojrzale i z pazurem przez studentów aktorstwa i wokalistyki.


Robert: Tak, tu warto docenić i pomysł i wykonanie. Jednocześnie jesteśmy w jakiejś historii, ale też wciąż widzimy jej inny wymiar, jakby analityczny, próbę odnalezienia swojego pomysłu na jej opowiedzenie. Postać nie jest tylko rolą, a problemy z życia młodych aktorów nagle okazują się mieć całkiem niezłe odbicie w tym o czym opowiadamy. Bajka? Już nie tylko. 
Gonienie króliczka i kolejne przygody, mają czegoś nauczyć, zmusić do wyciągania wniosków. Jakich? Na tym polega zabawa by je odkrywać.

poniedziałek, 15 lipca 2024

Kombinat, czyli świetny spektakl z moimi dwoma "ale"

Uświadomiłem sobie niedawno, że zalega mi gdzieś w szkicach nie jeden ale dwa spektakle, a ponieważ poniedziałek to dzień na muzykę, Kombinat, który ma w sobie jej mnóstwo, pasuje tu idealnie.

Wyprawa do Poznania do Teatru Muzycznego była prezentem dla żony i okazała się strzałem w dziesiątkę, choć oboje bylibyśmy pewnie jeszcze bardziej szczęśliwi gdyby...
...ale o tym na koniec.

Muzyka Grzegorza Ciechowskiego i jego kolegów z Republiki na scenie teatralnej? Dość odważny, zaskakujący pomysł, ale Wojciech Kościelniak udowadnia że można i robi z tego nie tylko spektakl dobry od strony choreograficznej i muzycznej, ale spójny i interesujący od strony opowiadanej historii. Sami przyznajcie, że w musicalach to nie zawsze idzie w parze.


To wizja świata przyszłości, w której jednostka mocno została wprzęgnięta w system nakazów i zakazów. Jeżeli nie pasujesz, zostajesz wysyłany na coś w rodzaju "resocjalizacji". Musisz zrozumieć swoje błędy, dostosować się, być kolejnym trybikiem wielkiej maszyny. Do tego motywu pasuje jak ulał kilka numerów wczesnej Republiki, co jednak ciekawe udało się całkiem zgrabnie wpleść tu zupełnie inne klimaty, piosenki o potencjale nie mniej dramatycznym, ale i bardziej nostalgiczne. Muzycznie - ciary na plecach.

czwartek, 13 czerwca 2024

Instrukcje, czyli powiedzcie nam jak żyć albo lepiej tego nie róbcie

MaGa: Lubię spektakle w TCN, bo potrafią zaskakiwać, rozbawić, pokazać że można inaczej patrzeć na to co nas otacza. A niekiedy uświadomić to co nieuświadomione, a często przypomnieć to o czym zapominamy. Tak jak w tym przypadku. Instrukcje. Wokół nas same instrukcje: jak składać, jak używać, jak postępować, jak uczyć, jak czytać. Co myśleć też?


Robert: Mam wrażenie że to nie tylko przytyk do naszych czasów, gdy poradniki, tutoriale, filmiki, zapytania w wyszukiwarce mogą dotyczyć prawie wszystkiego, od wbicia gwoździa aż po "czy mam rzucić faceta"? W schematy, ramki, instrukcje, porządek, wpycha się nas od dziecka przez edukację, religię, wychowanie, rozumiane często jako system nakazów i zakazów.


MaGa: Zaskoczenie totalne już od wyśpiewanego dekalogu. A potem zaskoczeń coraz więcej. Niby się bawimy śpiewanymi ze sceny instrukcjami obsługi prodiża czy przepisem pieczenia tortu, ale już wyłania się z tego głębszy sens, już widzimy, że to nie jest prosta zabawa z przekazami postępowania.

czwartek, 16 maja 2024

w.a.s.o.w.s.k.i. FOTOPLASTYKON, czyli koncert na sześć głosów, ciał i dusz

Maga: Zaskakujący spektakl. Niby muzyczny a początkowo, przez całkiem długą chwilę trwa w zupełnej ciszy. Widzowie czekają na pierwszy akord, dźwięk, głos… a cisza trwa dalej. Napięcie rośnie, a żaden głos, dźwięk się nie pojawia. Jest tylko ruch wykonawców na scenie.


Robert: Kto oglądał przedstawienia reżyserowane przez Anne Srokę-Hryń ze studentami, pewnie nie będzie zaskoczony, bo tam było podobnie, ale tu jeszcze więcej jest elementów choreografii, pokazania umiejętności grania ciałem, no i brak muzyki na żywo, co trochę zmienia klimat. Chociaż nie, muzyka jest ale robiona a capella, czasem w bardzo zaskakujący sposób (ach te buty).


MaGa: A potem było coraz lepiej. Każda piosenka to nowa aranżacja, taki mini-teatrzyk, stop-klatka, teatralny fotoplastykon. Nie tworzyły jednej historii, były odrębnymi bytami, każda była opowieścią o czymś innym, a każda miała coś do powiedzenia.

piątek, 1 marca 2024

Barbie, czyli różowo, plastikowo i w sumie nic nowego

W głośnikach Mùlk więc trochę psychodelicznie, ale zaciekawił mnie ten krążek, więc pewnie będzie pisane. A ja siadam do obiecanej notki o Barbie. Notki odkładanej i w sumie najchętniej to bym napisał jak najkrócej. Nie bardzo rozumiem zamieszanie wokół tego filmu, dla mnie jego kiczowatość mogłaby być nawet i zabawna, gdyby jeszcze stała za tym jakaś historia, jakaś treść. Tu moim zdaniem nie ma nic ciekawego.
Oto Barbie, która w swoim plastikowym raju, zaczyna mieć jakieś rozterki, jej ciało przestaje być doskonałe i kończy się czas beztroski i zabawy, tylko dlatego, że jakieś dziecko w świecie realnym ją odrzuciło. Próbując to wyjaśnić musi przedostać się do naszego świata i ze zdziwieniem stwierdza, że choć ona ma symbolizować (podobno) możliwość realizacji marzeń wszystkich dziewcząt i przyszłych kobiet, to jakoś nie przekłada się to na rzeczywistość. Tu marzenia kobiet często są rozbijane o mury ustawione przez lata przez mężczyzn, którzy nadal najchętniej widzieliby je w roli pięknych ozdób swoich domów, ale niekoniecznie przywódczyń czy szefowych. Może gdyby rozwinąć wątki tego co symbolizuje Barbie, jak jest postrzegana, ile kompleksów przez nią przeżywają młode dziewczyny - byłoby ciekawiej. Zamiast tego dostajemy jakieś idiotyczne scenki z firmy, w której siedzą sami mężczyźni i zachowują się bardziej idiotycznie niż gdyby to była kolejna odsłona Głupi i głupszy.

środa, 14 lutego 2024

Apetyt na czereśnie, czyli kobieta z przeszłością, mężczyzna po przejściach

R: Wciąż w klimatach Walentynkowych. Co prawda M twierdzi, że zabrakło ducha Agnieszki Osieckiej, mimo że to jej teksty, ale może komuś podpasuje taki pomysł na wieczór we dwoje... Chyba raczej starsi, którzy pamiętają urok i nostalgię tej poetki, bo mam wrażenie że młodzi już żyją dziś trochę inną estetyką, nie zawsze doceniając dowcip, ironię i piękno słowa.
Jak Tobie się podobało?

MaGa: Trudno uznać ten spektakl za dobry. A szkoda. Nie zawsze dobry tekst sam się obroni. Szczególnie kiedy jest śpiewany. Potrzeba do tego kilku elementów dodatkowych, żeby wybrzmiał w całej swojej urodzie. Tu mi tego zabrakło. Mikroporty zabiły emocje a głośny fortepian przyćmił głosy wykonawców.

Robert: Jesteś surowa, ale mi też czegoś zabrakło w tej adaptacji. Może problem polega na tym, że postawiono tym razem na dwójkę ludzi, którzy są dość młodzi, a jednak teksty Osieckiej mają w sobie zwykle już jakąś historię, trudne doświadczenia, jakiś bagaż życiowy. Niklińska wystylizowana na młodziutką dziewczynę raczej nie wygląda na swoje lata i chwilami mogło to zgrzytać. Podobnie i z Rafałem Olbrychskim, który już przekroczył 50, ale na scenie wyglądał dużo młodziej.
Bardziej czuło się lekkość i humor, niż nostalgię i refleksję, choć przecież teksty niosą ze sobą i to i to.
Paradoksalnie to jednak wcale nie doświadczenie muzyczne tym razem wygrywało wokalnie.

niedziela, 26 listopada 2023

Sprzedawcy marzeń, czyli kim jesteśmy, co czujemy albo po prostu długość dźwięku samotności

Zachwycony tym co widziałem w dwóch spektaklach wyreżyserowanych przez Annę Srokę-Hryń we Współczesnym, z ciekawością szedłem do Romy. To miał być prezent w ramach urodzin i sam go sobie zrobiłem, zabierając żonę. Oczekiwania były duże, a wrażenia?
Na pewno inne. Choć aranżacja muzyczna była podobna jak w poprzednich spektaklach, to jednak mocno tu chyba jednak na odbiór wpływa trochę depresyjno-melancholijny nastrój kawałków komponowanych i pisanych przez Artura Rojka i Myslovitz. To opowieść dużo bardziej spójna, przynajmniej w warstwie wizualnej, nie tyle szereg utworów w luźny sposób połączonych, ale jakaś próba stworzenia z tego manifestu pokolenia. Trochę zagubieni w społeczeństwie i współczesnym świecie wrażliwcy, raz bardziej ironiczni, innym razem pełni wściekłości, czy żalu - tak właśnie postrzegamy młodych aktorów, którzy stają przed nami na scenie. 

sobota, 14 października 2023

We will rock you, czyli współczesna pieśń wolności

Muzyka Zespołu Queen łączy różnych ludzi na całym świecie. Nie dziwi więc, że musical oparty na ich twórczości święci triumf na każdej scenie. Spektakl, do którego libretto napisał Ben Elton staranniy przetłumaczone przez Michała Wojnarowskiego na język polski, w autorskiej inscenizacji non-replika reżyserowanej przez Wojciecha Kępczyńskiego, zagościł wreszcie w Teatrze Roma. Na widowni co najmniej trzy pokolenia widzów, od siwowłosych dziadków do małoletnich wnuków i wszyscy zgodnie śpiewają „chcemy, chcemy rocka!” bowiem ROCK w tym przypadku staje się synonimem wolności i prawem do miłości.

piątek, 21 lipca 2023

Cafe Luna, czyli świat widziany z obu stron

MaGa: Cafe Luna - tu wszystko może się zdarzyć. Jest jak sama Barcelona, trochę niegrzeczna, trochę zwariowana, pełna dziwek i ludzi innych niż ci „normalni”. Tu można się upić i zabawić, tu można zapłakać i powzruszać się. W Cafe Luna jest też jej swoista gwiazda, były on, obecnie ona.

Robert: Zdecydowanie klimat jak z filmów Almodovara, chwilami rzewnie, nostalgicznie, bo przecież życie potrafi dać w kość, a chwilami jest żywiołowo, energetycznie, bo przecież tylko wtedy gdy żyje się kolorowo, czerpiąc pełnymi garściami z tego co przynosi los, możemy powiedzieć, że naprawdę żyliśmy.

MaGa: Gwiazda Cafe Luna kochała i była kochana, zdradzała i była zdradzana, jej życie to pasmo wzlotów i upadków, ale mimo tego stara się patrzeć w przód, choć niekiedy przeszłość ją dopada. W ten nostalgiczny wieczór opowie nam i wyśpiewa to co jej w duszy zalega. Może i prawdą jest, że jej przeżycia dają jej ogromną wiedzę o ludziach, bo miała tę możliwość, że oglądała ją od strony kobiety, jak i mężczyzny.

niedziela, 9 lipca 2023

Cwaniary, chuligańska ballada z kobietami na pierwszym planie

Zastanawiałem się jak uda się przerobić dość specyficzną powieść Chutnik na język sceny - wszak tam rozwiązania prawie komiksowe, przerysowane, to trochę tak jakby udawać, że filmy Tarantino to gotowy dramat do wystawienia. A jednak. Agnieszce Glińskiej udało się zrobić scenariusz, który zachowuje ducha oryginału, a może nawet bardziej dosadnie akcentuje pewne rzeczy. Choć prosta scenografia nie daje możliwości poszalenia, to ekran z projekcją, który jest w tle daje na finał dość wstrząsający efekt. Słabo wykorzystana za to jest rola "narratora", choć jego obecność na pewno daje fajny punkt rozpoczęcia, a potem mniej lub bardziej wyraźnie pojawia się on w różnych rolach męskich. Na pierwszym planie jednak są one.

O czym są Cwaniary? O sile kobieciej przyjaźni i o tym jak czasem pojedynczo są bezradne wobec przemocy, bólu, problemów. A razem? Razem mogą zmienić to miasto, bo Warszawa jest w takim samym stopniu ich jak łysych karków, egoistycznych typków w garniakach i wszystkich, którzy uważają, że ma być tak jak oni chcą. Stając w obronie słabszych, nagle nabierają pewności siebie, zadziorności, a wszystkie ich frustracje zamieniają na siłę.