Pokazywanie postów oznaczonych etykietą S-F. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą S-F. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 kwietnia 2026

Samotni bohaterowie, czyli Projekt Hail Mary i Niebo o północy

Szybka notka, bo już trochę padam na nos, a tu aż dwa filmy, które jakoś mi się połączyły w jeden wpis. Czemu? Przecież wiele je różni... Mam wrażenie że jednak są elementy łączące – choćby samotność obu bohaterów oraz ich poświęcenie, nawet jeżeli nie zawsze wynikało ono z ich jakiejś świadomej początkowej decyzji. Po prostu tak się zadziało i w danej sytuacji nie widzieli innego wyjścia. 

O filmie z Ryanem Goslingiem jest głośno i trzba przyznać, że wizualnie robi on wrażenie. Po Marsjaninie kolejna ekranizacja powieści Andy’ego Weira może okazać się sporym przebojem, mimo tego, że fabularnie jest to dość miałkie. No nie obrażajcie się, ci którym się to podobało, którzy się wzruszali na filmie, ale naprawdę historia jest dość prosta, nie ma w niej jakichś większych zaskoczeń, a to balansowanie między komedią a tragedią wiszącą nad ziemią, wcale nic dobrego nie wnosi. Ten humor może i wnosi trochę luzu, skutecznie jednak likwiduje jakiekolwiek napięcie, którego w sumie po filmie z wątkiem katastroficznym raczej bym oczekiwał. 
Fizykiem nie jestem więc nie wypowiem się na temat naukowego prawdopodobieństwa, podejrzenia mam jednak spore, że to wszystko mocno wyssane z palca. 

wtorek, 24 marca 2026

Bugonia, czyli czy czujesz nadciągającą apokalipsę?

Powiedzieć że filmy Yorgosa Lanthimosa są wyjątkowo pokręcone to w sumie nawet mało. Reżyser pozostaje wciąż jednym z większych oryginałów, za każdym razem zaskakując nawet swoich fanów. Mogą jedynie zgadywać czy tym razem poziom dziwnych pomysłów będzie większy czy mniejszy niż ostatnio. 

Bugonia mówi całkiem sporo o kondycji współczesnych umysłów i o ich zawartości, pewnie równie dużo jak i Jedna bitwa po drugiej. I choć to historie o Stanach, ta przedziwna mieszanka teorii spiskowych, niechęci do władzy i do bogaczy, nieufności, jakiegoś sentymentu do tego że "dawniej było lepiej", jest przecież dość wyraźna prawie na całej kuli ziemskiej.


Ci którzy uważają iż "wiedzą więcej", czyli rozpoznają zagrożenia i identyfikują ich źródła, często wskazują palcem na te same problemy jak i ci których krytykują, czyli np. radykalne ekologowie. Ten głos: obudźmy się, bo zbliża się zagłada świata jaki znamy, robi się coraz potężniejszy, a mimo to z powodu niektórych form protestu, czy radykalizmu niektórych haseł, pozostaje częściej ignorowany i wyśmiewany niż aprobowany. Oczywiście można by w dwóch bohaterach, którzy postanawiają dokonać śmiałego czynu, można by widzieć jedynie dwóch świrów, pogubionych ludzi, którzy uwierzyli w jakieś bzdury, ale może doprowadzeni do desperacji rzeczywiście niektórzy sięgają po najbardziej dziwne metody, bo chcą wykorzystać jakąkolwiek szansę na zmiany?

sobota, 14 marca 2026

Miasteczko Nonstead - Marcin Mortka, czyli inspirując się najlepszymi

Marcin Mortka w niesłuchanie płodny sposób buduje i podrzuca fanom kolejne powieści, a co ważne wciąż szuka nowych pomysłów. Choć pewnie dobre pomysły warto by rozbudowywać i kontynuować, on ciągle znajduje nowe przestrzenie. Po klimatach pirackich, fantasy, legendach skandynawskich i jakichś opowieściach o wikingach, oto w ubiegłym roku pojawiła się pozycja, która może być zaskoczeniem. Tym razem bowiem nie ma w niej humoru, za to jest mrok i groza. Miasteczko Nonstead już doczekało się kontynuacji i pewnie sobie ją za jakiś czas zafunduję, bo ta opowieść, trochę w stylu Kinga czy Koontza, mimo że prosta i pełna schematów, klimat ma po prostu bombowy.   


Niewielkie miasteczko w Stanach, niczym właśnie z książek obydwu wymienionych panów, mieścina w której dzieją się dziwne rzeczy, mieszkańcy zdaje się jednak już trochę się do tego przyzwyczaili. Taki urok, że czasem wychodzą na jaw jakieś mroczne sprawy, ale ponieważ każdy coś takiego posiada, lepiej nie komentować ani nie rozmawiać na ten temat. 

Komuś z zewnątrz wydawałoby się że będzie trudno zdobyć zaufanie ludzi, a jednak główny bohater Nathaniel McCornishe - pisarz uciekający trochę przed sukcesem który go przerósł, dość szybko nawiązuje kilka kontaktów, a potem przez wplątany jest w dość naturalny sposób we wszystko co się tu dzieje. 

sobota, 7 marca 2026

Anihilacja - Jeff VanderMeer, czyli hipnotyczny sen i misja której nikt nie rozumie

Trochę dziwna sytuacja gdy wydawca polski decyduje się na wznowienie cyklu którego już wypuścił kilka tomów, ale z innymi tytułami - tak się stało z serią Southern Reach.

Gdy pisałem o pierwszym tomie (kliknij tu) obecnie noszącym tytuł "Anomalia" wspominałem o tym iż był to tytuł który wzbudził trochę konsternacji. Tam klimat tajemnicy, atmosfera była istotniejsza niż fabuła, niewiele zyskaliśmy odpowiedzi, a żeby było śmieszniej drugi tom też ich zbyt wiele nie udziela. 

Skończyła się wyprawa, której byliśmy świadkami do Strefy X, poza biolożką możemy podejrzewać że nikt inny nie przeżył, chyba że powrócą w trochę innej formie cielesnej i duchowej. Każdy kto powraca się zmienia, wielu wcale nie wraca, a mimo to wciąż organizowane są kolejne ekipy, by dowiedzieć się może ciut więcej niż dotąd. 

Tom drugi związany jest z tym pierwszym, ale jedynie pośrednio, bo chodzi o to, że towarzyszymy kontrolerowi, który m.in. ma prowadzić przesłuchania biolożki. 

sobota, 7 lutego 2026

Avatar. Ogień i popiół, czyli jest widowisko ale duszy już brakuje

Trochę dla formalności notka o trzeciej odsłonie Avatara. Czemu dla formalności? Bo to zaczyna przypominać serial i to kiepski, gdzie w każdym odcinku powtarza się nie tylko ten sam schemat, ale nawet poszczególne rozwiązania i sceny. No jak to ma trzymać w napięciu?

A mimo to, podobnie jak pewnie wielu ludzi, których zauroczył pierwszy film z cyklu Camerona, jego widowiskowość, usiadłem na sali kinowej. I nie żałuję, choć już na notkę trochę miejsca mi było żal, gdy tyle innych tytułów czeka na swoją kolej, a na przyszły tydzień szykują się aż 4 spektakle. Noż kurde kiedy ja mam to pisać?  

Podkreślam więc: jedynie dla formalności i bardzo skrótowo, głównie o tym co na plus, bo tego co na minus, czyli powtórzeń, powtórzeń, powtórzeń, po prostu byłoby za dużo. Fakt - coraz większą rolę odgrywa już kolejne pokolenie, ono staje się nie tylko zakładnikiem, by wreszcie ludzie mogli dorwać "zdrajcę" Jake'a Sully'ego, ale też mają ważną rolę w procesie uratowania wszystkich Na’vi i całej Pandory. Ponownie różne plemiona będą musiały poświęcić wiele ofiar, by stanąć do nierównej walki z ludźmi, którzy myślą tylko o zysku i zemście. 

sobota, 31 stycznia 2026

Podniebna krucjata - Paul Anderson, czyli w imię króla, naszej wiary no i na pohybel wrogom

W ramach serii Wehikuł Czasu od Wydawnictwa Rebis coraz częściej trafiam na tytuły, które znam jeszcze z lat 80 czy początku 90, gdy mieliśmy wysyp różnych powieści z zagranicy, wydawanych dzięki pasjonatom. Przypominam więc sobie te emocje jakie towarzyszyły mi przy lekturze gdy miałem lat naście i gdy dzięki starszemu bratu, który kupował fantastykę, mieliśmy nawet ładnie oprawione książki zszywane z kartek zamieszczanych w tym piśmie. 


Okładka Podniebnej krucjaty już trochę zwiastuje Wam treść - konfrontacja średniowiecznych rycerzy z przybyszami z kosmosu. O ile jednak przewaga technologiczna z góry jak zakładamy daje przewagę obcym w takim starciu, Anderson trochę kpiarsko prowadzi historię w zupełnie innym kierunku. Determinacja ludzi pragnących zniszczyć "bezeceństwo", które może chce spalić ich domy, doprowadza do wymordowania przybyszy i zajęcia statku. Ba, od pojmanego jeńca żądają by przetransportował on ich do Francji, już licząc na to jak zadrży z przerażania odwieczny wróg Anglików. 

sobota, 24 stycznia 2026

Księżycowy pył - Arthur C. Clarke, czyli Ziemio, mamy problem

Arthur C. Clarke kojarzony jest głównie z Odyseją Kosmiczną, z ciekawością więc wypatrzyłem w serii Wehikuł czasu do Wydawnictwa Rebis jakąś inną jego książkę. Mam jednak wrażenie że to co mogło być dobrą rozrywką w latach 60, jeżeli nie ma trochę więcej "mięsa", jakiegoś ciekawego klimatu, dziś już nie będzie sprawiać takiej frajdy. Sposób prowadzenia akcji, dość pobieżnie naszkicowane postacie i czasem kompletnie nieadekwatne do realiów zachowania, mocno wpływa w tym przypadku na ocenę tej powieści. 
 
Potraktowałbym ją po prostu jako kolejną lekturę S-F, w której akcja jest na pierwszym miejscu, bo autor niewiele więcej ma do przekazania, brakuje mu nawet jakichś pomysłów na podkręcenie napięcia, wytworzenie jakiegoś klimatu. Ojej, grozi nam śmierć. O, jednak może jeszcze nie teraz. A jednak mamy tylko dwie godziny a nie dobę by nas uratowano... 

No nie wyszło to za specjalnie autorowi. Może i pomysł miał dobry - jakaś katastrofa i akcja ratunkowa, a sceneria księżyca wprowadza dodatkową magię i sprawia trudność, ale brakuje w tym czegoś co by budziło prawdziwe emocje. Już w Ramie udało się to dużo lepiej, ale tam więcej miejsca było na tło, na tajemnicę. 

sobota, 17 stycznia 2026

Jules, czyli siadaj, pooglądamy telewizję

Jeżeli Netflix w opisie zaznacza że film jest nietypowy, to już wiele znaczy. Ale wiecie co? Seans z Julesem jest bardzo sympatyczny. Oczywiście zapomnijcie o tym że to film o przybyszu z obcej planety. Tak naprawdę jego przybycie jest jedynie pretekstem by opowiedzieć o samotności starszych ludzi, o tym jak bardzo potrzebują zainteresowania i uwagi. A jednocześnie ile w nich obaw o to, że stracą swoje dotychczasowe życie. To kurczowe trzymanie się miejsc, przedmiotów, przyzwyczajeń, lęk przed tym co nowe, niepewność, zagubienie – to wszystko przecież tak dobrze znamy. 

Młodzi mają swoje życie, często by chcieli ułożyć też życie rodziców czy dziadków by im było lepiej, tyle że to jest ich punkt widzenia, raczej nie uwzględniający uczuć i tego co siedzi w głowie osób starszych. 

I oto Netlflix wjeżdża z tak kameralną, sentymentalną produkcją, w której główne skrzypce gra trójka staruszków. No i Obcy. 
Rany, to naprawdę jest nietypowe. Ale ma w sobie wiele uroku i ciepła. 

sobota, 10 stycznia 2026

Kroniki jednorożca. Polowanie - Robert J. Szmidt, czyli a maluczcy nawet nie wiedzą

Roberta J. Szmidta znam już w wersji S-F, znam w wersji horroru, to teraz może pora na mieszankę fantastyki i sensacji? Wiecie: służby specjalne, gra wywiadów, polityka, manipulowanie mediami, ale zamiast osiłków w garniturach czy też agentów w stylu Bonda, są ludzie obdarzeni umiejętnościami paranormalnymi (a może raczej parapsychicznymi). Nierealne? A może po prostu przed nami skrywane, żeby nie budzić sensacji? W końcu jakieś wyjątkowe umiejętności umysłu to wciąż sfera badań i raczej chyba problem w ich kontrolowaniu, czy też wzmacnianiu a nie w tym że one nie istnieją. Temat który jest kopalnią inspiracji - przecież fenomen Stranger Things też na tym bazuje. 

Szmidt tym razem zabawił się takim pomysłem, pokazując próbę zbudowania w polskich służbach specjalnych takiego wydziału. Jego początkiem jest człowiek, który jest telepatą i potrafi świetnie czytać w myślach, ale marzeniem człowieka, który to wszystko wymyślił jest znalezienie kogoś potrafiącego przewidywać przyszłość albo osoby zdolnej do spowodowania samozapłonu. 

Tylko pytanie czy służby innych państw nie wyczują tego, że u nas coś nie powstaje co może im zagrozić. 

Polowanie to tom pierwszy, ale stanowi on niezłą, w pewien sposób domkniętą historię, w której nie brakuje napięcia i dobrych pomysłów. 

Lato ostatnich dni - Marcin Okoniewski, czyli pewnie oceniłbym wyżej gdyby to nie był dopiero początek historii

Podobno każdy nosi w sobie materiał na przynajmniej jedną książkę. I oto na rynku coraz więcej pozycji pisanych przez ludzi, których kojarzymy z zupełnie innych ról - aktorek, prawników, biznesmenów, lektorów, a teraz proszę, nawet młody chłopak, który zbudował popularność na recenzowaniu książek, rozmowach z pisarzami, pokusił się o napisanie powieści. W końcu jak ktoś już jest popularny, to i wydawca łatwiej to wypromuje, prawda? No czemu nie... 

A bloger czy youtuber mocno siedzący w książkach w niczym nie gorszy od innych znanych nazwisk. Podobno jak ktoś dużo czyta, to i łatwiej może mu przyjść też pisanie. Oczywiście istnieje ryzyko, że wiele pomysłów będzie podpatrzonych, że wchodzi się w rozwiązania, które wydają się nam świeże, ale znamy je już skądś indziej, ale gdyby tak trochę pozmieniać...


Na szczęście Lato ostatnich dni nie jest kryminałem, bo tu już o schematy byłoby najłatwiej. Generalnie nawet trudno tą książkę wcisnąć jakoś w ramy gatunkowe - thriller, powieść katastroficzna, fantastyka? 

No dobra, a jak wrażenia?

sobota, 6 grudnia 2025

Czytelniku, nienawidzę Cię! Henry Kuttner, czyli im więcej promili tym lepsze pomysły

Sobota i czas na fantastykę. Tym razem bardzo lubiana przeze mnie seria Wehikuł Czasu, czyli klasyka S-F od Rebisu. Co prawda ten konkretny tytuł jakoś wyjątkowo długo mi się czytał, ale czasem to tak bywa z opowiadaniami - jedne porwą bardziej inne mniej. 

Co do Henry'ego Kuttnera, na pewno nie można odmówić mu pomysłów, wyobraźni i poczucia humoru, szczególnie przy kilku pierwszych opowiadaniach, które były najmocniejszym punktem tego tomu. Oto Galloway Gallagher, genialny wynalazca, który jest w stanie wymyślać praktycznie coś z niczego. Ma jednak pewną słabość, której pewnie domyślicie się po tytule dzisiejszej notki. Otóż szczególnie dobrze i twórczo pracuje mu się po alkoholu, stąd też stara się utrzymać non stop sporą dawkę promili we krwi.

sobota, 20 września 2025

Kolonia - Max Kidruk, czyli Ziemia nie jest naszym domem

W zalewie fantasy i romantasy, o prawdziwą świeżą fantastykę wcale nie jest łatwo, a tu proszę: nie dość że na dobrym poziomie, to jeszcze można by rzec: zza płota. Autor jest Ukraińcem i kreśląc swoją trylogię zawarł tam sporo traum i żali swojej nacji po doświadczeniach ostatnich lat. To nie jest jednak historia jednego narodu, a raczej dość uniwersalna i gorzka wizja tego jak może wyglądać przyszłość ludzkości w kolejnym wieku. Mamy sporo polityki, różne zagrożenia, badania naukowe, epidemie, ale to co się rzuca w oczy przede wszystkim to fakt iż ludzie się niestety niewiele zmieniają. Wciąż wiele szans marnujemy, niszczymy to co się udało, nie potrafimy wznieść się ponad jakieś emocje, żale, urazy albo własne ambicje. 


I choć to dopiero pierwszy tom trylogii, to lektura ma bagatela 1100 stron! Zanurzenie się w tą wielowątkową opowieść początkowo może sprawiać trochę trudność, potem jednak wciąga i sprawia dużą frajdę. 

wtorek, 26 sierpnia 2025

Jesteś wszechświatem, czyli powiedz mi coś o sobie

Czemu nikt nie próbuje nakręcić czegoś takiego u nas? Czemu uważa się, że S-F musi wiązać się z wielkim budżetem i fajerwerkami? Pavlo Ostrikov udowadnia że tak nie jest i co bardziej zaskakujące robi to już w kraju napadniętym przez agresora. Ziemia gdzie tam w tle, ogarnięta chaosem, nienawiścią i zmierzająca do zagłady, a tu w kosmosie pytania egzystencjalne o to co w życiu ma sens...

Skromne, ale niegłupie. Ładne i dobrze zagrane.

Czy trzeba więcej pisać? Pewnie i tak dla większości widzów przyzwyczajonych do akcji, film może okazać się rozczarowaniem, tak mało się w nim dzieje. Dla tych co jednak lubią trochę rozkminy, klimat, to będzie duża frajda.

sobota, 16 sierpnia 2025

Najazd z przeszłości - James P. Hogan, czyli porządek feudalny i siła, czy swoboda i wspólnota

I jeszcze jeden tytuł z serii Wehikuł Czasu od Wydawnictwa Rebis. Fajna powieść z nutką socjologii, tyle że autor chyba trochę przekombinował nie mogąc zdecydować się czy raczej iść w stronę akcji, czy jednak pokazywania mechanizmów rządzących społeczeństwami. 

Czemu tak uważam? Ano ewidentnie Najazd z przeszłości ma sporo momentów spowolnienia w fabule, a potem znowu przyspiesza, sporo miejsca poświęca się pokazaniu motywacji różnych postaci, nie zawsze wydaje się to tak niezbędne. Po co bowiem cała historia wojskowa sierżanta Colmana? Przyda nam się dopiero w finale, choć pewnie byłoby to mnie drażniące, gdyby akurat on nie znikał na tak długie fragmenty powieści. Główny bohater, który pojawia się i znika - niby ważny, trzeba go przybliżyć, pokazać jego nieprzystosowanie, dylematy, lekceważenie przez przełożonych, ale porzucasz go na długie rozdziały, by bardziej zajmować się innymi, jakby sugerując że są równie ważni. 
Pewnie gdyby nie te dziwne skoki, filozofowanie, znowu sceny akcji, znowu spowolnienia, czytałoby się to lepiej. 

Filmowy wehikuł czasu - Harry Harrison, czyli trzy, dwa, jeden, akcja!

Byłem chyba jeszcze w podstawówce, gdy po raz pierwszy w Fantastyce mogłem przeczytać tą powieść i pamiętam jaką sprawiła frajdę. Gdy więc pojawiła się obok innych powieści Harrisona w serii Wehikuł czasu, długo nie czekałem z powtórną lekturę. 

I cóż, nadal pomysł bawi, choć wykonanie już nie wydaje się aż finezyjne. 

Ot trochę szoku wynikającego ze zderzenia wikingów z roku 1000 z ekipą filmową z przeszłości, ale jak to autor sobie wymyślił dość łatwo różne bariery rozwiązać alkoholem i tłumaczem, który uczył się na starych nordyckich sagach, więc powinien coś skumać. Wszelkie problem Harrison szybko omija, wszystko rozwiązując kolejnymi podróżami w czasie. Jeżeli bowiem od momentu wyruszenia do chwili powrotu niezależnie ile miesięcy minie w przeszłości, w teraźniejszości minie kilka minut, to wszystko da się zrobić. 

niedziela, 10 sierpnia 2025

Księga dziwnych nowych rzeczy - Michel Faber, czyli moja misja, moje życie

Czasem trafiasz na taką powieść, z którą nie bardzo wiesz co zrobić. Wciąga i wkurza jednocześnie. Trudno ją ocenić jako słabą, ale i trudno jako dobrą. Klimat i potencjał naprawdę bardzo dobry, jednak to wykonanie... 


Cholera, ja rozumiem niedopowiedzenia, zostawienie pola do interpretacji, tylko nie powinno to oznaczać, że w końcu nie wyjaśnisz nic, że czytelnik ma dziwne odczucie: po co to było?

Niby fantastyka, ale bliżej jej do powieści psychologicznej czy obyczaju. Niby ma jakieś zagadki, nic jednak nie wyjaśnia. 


Jako lektura na DKK chyba od dawna nic tak bardzo nie wzbudziło emocji i dyskusji, mimo że tak wiele osób stwierdziło, że jest raczej na nie. O co więc chodzi, że to jednocześnie drażni, nuży, ale i fascynuje.

sobota, 12 lipca 2025

Pamiętniki Mordbota, czyli czy AI ma świadomość

Sobota i czas na fantastykę, ale tym razem film, a nie książka. Miniaturowe (och uwielbiam te 20 minutowe odcinki) dziełko, które wielu zaskoczyło swoim klimatem. Jak to - fantastyka i czarny humor, kpina z konwencji, atmosfera jak z seriali lat 80 i wcześniejszych? Dziś? Przecież nikt tego nie będzie chciał oglądać. Teraz liczy się akcja, a nie sceny jak z telenoweli. No dobra, akcja też będzie, ale sam pomysł przyciąga uwagę właśnie swoją innością.


Mordbot (czyli inaczej morderczy robot) to maszyna służąca jako ochroniarz - niby jedna z wielu, ale ten ewidentnie udowadnia, że się wyróżnia. Jego bogate wnętrze jest efektem tego, że udało mu się złamać zabezpieczenia systemu i sam sobie buduje bazę informacji i wiedzy o świecie. A że buduje ją głównie ze starych seriali, telenowel o kosmosie, przy których nawet Star Trek to wyrafinowane dzieło psychologiczne, to już detal. Bohatera męczą wspomnienia, które gdzieś tam odnalazł w pamięci, mimo ich wymazywania - otóż w poprzednim epizodzie służby uczestniczył w mordowania górników na jednej z planet. I tak oto wyrzuty sumienia, obawa przed aktywacją dawnych instynktów (czy też ukrytych mechanizmów), przeplata się z koniecznością ochrony tych, którym służy. 

sobota, 5 lipca 2025

Illuminae Folder 01 - Amie Kaufman, Jay Kristoff, czyli zaskoczyć bardziej formą niż treścią

No to kolejna notka trochę będąca pokłosiem konwentu Bazyliszka. Śpieszyłem się z przeczytaniem tej pozycji, by ją oddać na wymiance dla innych - może te fakt wpłynął na to, że nie doceniam jej tak jak wielu przede mną? Forma może i interesująca, ale po pierwsze nie mówmy że to takie nowatorskie, bo przecież to wznowienie i to w identycznej formie, a po drugie... Mam wrażenie że gdyby odważniej twórcy wkroczyli w świat ilustracji, nie zatrzymując się jedynie na eksponowaniu w określony sposób liter, mogłoby być jeszcze ciekawiej.

Jesteśmy gdzieś pomiędzy powieścią graficzną, komiksem, a tradycyjną powieścią. Czasem tekst potrafi być podany w zaskakujący sposób, właśnie bliski komiksowi, innym razem brniemy przez kolejne maile i protokoły z przesłuchań. Kilka zdań na całą stronę? Albo jedno słowo? Nie dziwcie się, że przeczytałem szybko, mimo że cegła wydaje się dość potężna. 

sobota, 21 czerwca 2025

Mickey 7 - Edward Ashton, czyli to jeszcze ciągle ja

Po ekranizacji znowu zrobiło się wokół tego tytułu głośno, z ciekawością więc po niego sięgnąłem. Pomysł zaiste oryginalny, choć potem trochę grzęźniemy na mieliźnie, by w finale który mam wrażenie był przewidywalny, pozamykać wszystkie wątki. 

Zainteresowanie bohatera historią pozwala na podanie trochę informacji o tym co działo się wcześniej, chyba jednak wszyscy przyznają, że pozostawia to wszystko spory niedosyt. Oto ludzkość lata w kosmosie szukając kolejnych planet do kolonizacji, poświęcając spore zasoby i mocno ryzykując, że jeżeli się nie uda... Cóż. Ale jakiś kontakt pomiędzy statkami? Jakieś plany? Konsultacje? No nie, autor wymyślił, że statek ma naukowców, więc jest niezależny - to trochę jakby sugerować nam że odbywa się to niczym podbijanie Dzikiego Zachodu. Tylko skąd kasa? Statek na kilkaset osób to trochę większy wydatek niż wóz i konie. Wyruszyli przecież nie z Ziemi, tylko z jeszcze innej planety, gdzie specjalnie jakoś nie żyło się idealnie. Podbój niczym prywatna działalność? Korporacyjna? To czemu mimo wszystko dowódcy zachowują się tak jakby mieli jakieś wytyczne i schematy postępowania? 

Zabrakło trochę tła, detali, uzasadnienie tej historii. Został jednak pomysł, który warto docenić. 

sobota, 31 maja 2025

Snow Globe, czyli show musi trwać

Na okładce dwie istotne informacje: powieść zdobyła nagrodę w konkursie na najlepszą powieść YA a spodobać się może fanom Squid Game i Igrzysk śmierci. No to macie już szufladki gdzie Snow Globe ewentualnie włożyć. Chyba warto też wspomnieć, że szykowana jest zdaje się kontynuacja, więc zakończenie raczej nie przyniesie wszystkich odpowiedzi (choć mi takie otwarte się podobało).

Wyobraźcie sobie świat, w którym panuje wieczna zima. Ludzie ciężko harują by się ogrzać, mieć prąd i jedzenie. Prąd choćby po to by móc dotknąć choć przez chwilę innego świata. Jest bowiem miejsce zwane Śnieżną Kopułą, gdzie nikt specjalnie się nie martwi o temperaturę czy jedzenie. Wszystkiego jest w bród, ludzie opływają w bogactwo, bo cały kraj na nich pracuje. Oni za to wciąż są gotowi by pokazywać swoje twarze - to jedno wielkie studio produkujące rozrywkę. Nie tradycyjne filmy i seriale, ale coś w rodzaju dokumentów z elementami fabuły - niby reżyserowanych, ale polegających na śledzenie bohaterów przez prawie 24 godziny na dobę. Ludzie tam mieszkający - prezenterzy, aktorzy, reżyserzy, to elita i każdy marzy by kiedyś dostać szansę znaleźć się wśród nich. Dostają ją jednak jedynie nieliczni.