No właśnie, jest intryga, jej Zuza, ale brakuje humoru. To wszystko jest takie grzeczne i wyważone w porównaniu z kolejnymi tomami. Mariański nawet nie robi aż tylu głupot co zwykle, Lewandowska jest młoda, raczej spokojna, nie aż tak bezczelna jak potem. Zresztą, wciąż w tym tomie żyje jej ojciec, właściciel kancelarii którą potem będzie ona prowadzić. Ba, ona nie ma przecież nawet uprawnień prawniczych, potrzebuje jeszcze praktyki by je zdobyć, a to właśnie tata ma w tym pomóc. O dziwo pomysł Zuzy przyjmuje nie tylko bez jakiegoś skrzywienia, a nawet z radością. Do niedawna ich relacje były dość oschłe, a teraz nagle stał się dużo bardziej życzliwy, ciepły i pomocny. Przygotowując się do przekazania w jej ręce wszystkiego, wydaje się porządkować też inne swoje sprawy...
A Zuza wydaje się nie tylko przynieść mu satysfakcję ukończonymi studiami, ale i dawać poczucie że jej charakter, upór, zaprowadzą ją być może w rejony o których on jedynie marzył, a bał się je realizować. W PRL przecież nie można było pomyśleć o zawodzie prywatnego detektywa, a córka najwyraźniej ma upodobanie właśnie w rozwiązywaniu kryminalnych zagadek. Tym razem wzięła na warsztat tajemnicze morderstwo lokalnego sędziego. Im dalej w tym grzebie tym bardziej podejrzewa, że i ojciec mógł być zamieszany jakoś częściowo w przeszłości w wydarzenia, które mogą stanowić źródło rozwiązania sprawy.
Nie mogło zabraknąć zwierzaków (jest pies, na końcu pojawia się Zgaga), przepychanek z lokatorami w jej kamienicy i smaczków życia w Płocku w latach 70. Książka tym razem jednak dużo spokojniejsza od tych, które pokochaliśmy jako czytelnicy. Dla fanów cyklu lektura obowiązkowa, dla tych którzy jej nie znają, nie wiem czy jednak nie warto zacząć od napisanych wcześniej... Niewiele się straci, a można wiele zyskać.
Panu Jackowi dużo zdrowia! I czekamy na kolejne tomy!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz