Podobno to domknięcie trylogii i nie będzie już powrotu do bohatera, który po porzuceniu kapłaństwa poszedł wcielać ideały i wartości do prokuratury. Szkoda, ale rozumiem też autora, który nie chce zarżnąć historii, chcąc pozostawić czytelników z jak najlepszymi wrażeniami. Trzy historie z Michałem Stróżem, każda trochę inna, mają wszystko to co lubi się w kryminałach, jakieś ciekawe tło społeczne, zagadkę do rozwikłania, umiejętnie rozłożone akcenty pomiędzy akcją współczesną, a powolnym ujawnianiem tego co doprowadziło do tragedii.
Tym razem Kanios wszedł w świat używek, osób z uzależnieniem oraz tych, którzy na nich żerują. To często tragedie całych rodzin, szczególnie jeżeli w świat narkotyków wchodzą ludzie bardzo młodzi, jeszcze nieletni. Społeczeństwo bardzo często lubi szybko osądzać: skoro ktoś kradnie, prostytuuje się, stracił dom, jest zdolny do wszystkiego by zdobyć kolejną działkę, raczej nie zasługuje na zaufanie i pomoc, no chyba że sam zdecyduje się na proces leczenie i udowodni że poradził sobie z problemem. Tymczasem często potrzebna jest ta pomoc już na etapie podejmowania decyzji o leczeniu, by poradzić sobie z rzeczywistością która wydaje się bez wyjścia, by zobaczyć nadzieję, by opanować lęk.
Fabuła Negatywu zbudowana jest wokół dwóch postaci: młodziutkiej dziewczyny, która niestety weszła w świat narkotyków i nagle została wplątana w bardzo nieprzyjemną sprawę kryminalną oraz gliniarza, którego uzależnienie od hazardu pchnęło do posunięć, których po policji na pewno byśmy się nie spodziewali. Początkowo wydaje się, że to jakby odrębne wątki, ale wchodząc coraz głębiej w świat brudnych interesów, handlarzy narkotyków, tym bardziej z przerażaniem widzimy jak one się łączą.
Dwa portrety i studium ludzkiej natury, załamanie po tragedii, a jednocześnie zachowanie w sobie jakiejś iskry człowieczeństwa oraz krok po kroku zatracanie jakiejkolwiek moralności, myślenie jedynie o sobie, chciwość i bezwzględność.
Mocna historia z pytaniami o granice między dobrem a złem, o możliwość wybaczenia, naprawy i powrotu. I to chyba tym razem było nawet ważniejsze i ciekawsze niż próby odgadywania "kto i dlaczego zabił". Prokurator podążając za swoją intuicją jak zwykle udowadnia że doświadczenie policji to nie wszystko i warto zachować w sobie odrobinę sceptycyzmu nawet jeżeli dowody wydają się prawie pewne.
Dobrze napisane, wciąga, ja jestem więc jak najbardziej na tak.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz