piątek, 1 maja 2026

Lapis Lazuli - Krzysztof Bochus, czyli zaginione dzieło czy genialny falsyfikat?

Pamiętam jak kiedyś marudziłem gdy Krzysztof Bochus, autor którego czytałem od pierwszej książki, porzucił nagle kryminały retro i zabrał się za pisanie książek dużo bardziej w klimacie sensacyjnym, niż kryminalnym. Po prostu mam wrażenie że w tych współczesnych historiach dużo trudniej o oryginalność, popada się dużo łatwiej w jakieś schematy. I trochę pozostaję przy swoim zdaniu, choć widzę że w tej chwili pomysł na Adama Berga pojawił się taki, by mocniej pokazać jego dziadka, czyli Christiana Abella, policjanta służącego na Pomorzu w latach 30. Dzięki temu iż ominąłem kilka tomów serii mogłem jakby na nowo poznawać bohatera, dziennikarza który zdobył międzynarodową sławę jako ten który do dzieł sztuki ma wyjątkowego nosa. W tej chwili może już działać jako wolny strzelec, bardziej detektyw niż ktoś rozliczany z pracy nad konkretnym tekstem i tematem. Adam Berg ładuje się w kolejne kłopoty, wciąż na pierwszym miejscu stawiając prawdę a nie pieniądze. I nie wszystkim się to podoba. 

A wspomniany Abell? Ano jest tu postacią równie ważną. To wątek historyczny i listy pisane przez policjanta, który zdecydował się odejść ze służby za rządów Hitlera do zaprzyjaźnionego malarza, będą stanowić tu klucz do rozwiązania zagadki. 



Sprawa dotyczy odkrytego obrazu genialnego Vermeera van Delft, niestety pojawili się również tacy którzy powątpiewają w autentyczność dzieła, muzeum w Amsterdamie ściąga więc Adama, by przeprowadził niezależne śledztwo w tej sprawie i pomógł im obiektywnie prześledzić wszystkie argumenty sceptyków. Dość szybko okazuje się, że dochodzenie naraziło przynajmniej kilka osób na spore zagrożenie, trzeba będzie poruszać się wyjątkowo ostrożnie. Z góry co prawda możemy domyślać się odpowiedzi na pytanie o oryginalność obrazu, skoro tak ważna w wątku historycznym jest postać znanego fałszerza, autor chyba jednak uznał że poza samym rozwiązaniem ważne będzie dla czytelnika też tło, czyli okoliczności powstania obrazu, jego dalsze losy. Oczywiście również to czy Bergowi uda się znaleźć niezbite dowody, czy wcześniej jednak zostanie uciszony przez tych, którzy depczą mu po piętach. 


Przypominało mi to trochę książki Siembiedy, zresztą Berg przypomina nawet Kanię i podobnie działają, podobnie przeplatane są też wątki i znajome wydaje się budowanie fabuły wokół jakichś wydarzeń z przeszłości. Akurat dla mnie tej historii nawet było za mało, aż bym chciał ją rozbudować, poznać szerzej to tło związane z ruchem oporu w Holandii oraz tymi, którzy służyli sprawie nazizmu. Więcej powodów do rozczarowań, jakichś uproszczeń fabuły, mało prawdopodobnych sytuacji znajdowałem w wątku współczesnym, to jednak pewnie kwestia gustu, tam było za to więcej akcji i napięcia. 
 

Za nawiązanie do Abella plusik, książka okazała się całkiem niezła, z ciekawością więc cofnę się ciutkę i sięgnę po poprzedni tom. Efektu wow jednak nie obiecuję. Sprawnie napisane, ale trudno mówić o wielkiej oryginalności i zaskoczeniu.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz