I choć w głowie na świeżo zupełnie inny tytuł, to o nim może napiszę pod wieczór, a notkę przeczytacie jutro rano, gdy ja będę w drodze na szkolenie ze szkolnej interwencji profilaktycznej :)
Mariusz Szczygieł do serii Stehlík wybiera zarówno klasyki literatury czeskiej, jak i rzeczy nowe. Do takich właśnie można by zaliczyć debiut Anny Cimy. Oryginalny, choć mam wrażenie, że nie wszyscy odnajdą się w tym co zaproponowała autorka.
To co moim zdaniem tu najciekawsze, dla autorki pewnie było jedynie dodatkiem, który miał trochę ubarwić jej powieść. Motyw z tłumaczeniem japońskiej książki zresztą jako żywo przypomina niedawno czytaną powieść Nicka Bradleya (możecie sprawdzić w spisie przeczytanych). Tam również opowieść zanurzona w klimat Japonii była nawet ciekawsza niż współczesne zmagania z tłumaczeniem i życiem prywatnym bohaterki.



















