
Wciąż w planach mam lekturę Kajś, obiecuję sobie, a potem wciąż odkładam, a tu proszę - przypadkiem trafia w moje ręce nowsza książka tego autora. Również reportaż o Śląsku, z ciekawym pomysłem i masą ciekawostek. I powiem Wam że jeszcze bardziej narobiło mi to smaka do innych jego tytułów. Zbigniew Rokita bowiem czujemy że kocha ten region, ludzi, a jednocześnie wcale nie jest to miłość ślepa, potrafi pokazać wątpliwości i różne strony spraw dyskutowanych i tych gdzie opinie są mocno podzielone. Zabiera nas w podróż tramwajem, najdłuższą linią aglomeracji i jednocześnie funduje podróż w przestrzeni i w czasie. Będzie tu bowiem trochę historii, trochę współczesności. Czyta się to trochę jak felietony, bo też nie zawsze są one jakoś wyraźnie połączone a sprawy są "od sasa do lasa" - tu piłka nożna, tu strzelanie go górników w Wujku, tu jakieś refleksje na temat polityki i walki o uznanie wyjątkowego statusu Śląska, a tu znowu sentymentalne spojrzenie na rozwój przemysłu. Dużo w tym samego autora, jego odczuć, tego co nosi w sercu, wspomnień, a dopiero to rozbudowuje o dalsze informacje. Oglądany jego oczami Śląsk na pewno nie jest idealny, ale też pewnie i tak piękniejszy niż może wydawać się na co dzień tym, którzy tam żyją. Generalnie gdy pisze o historii, o tradycjach, czuje się dużo więcej ciepła, co do współczesności więcej jest sceptycyzmu.
Nie odmawiam jednak autorowi prawa do tego, by pisał korzystając z własnych odczuć. Reporter rzadko kiedy bywa "obiektywny", to zawsze jest jakieś jego spojrzenie subiektywne, oparte na tym co poczuł.
Oczywiście są tu fragmenty lepsze i słabsze, to nie jest tak że całość porywa i chce się uznać ją za genialną. Jest to jednak fajna lektura pomagająca zrozumieć co siedzi w głowach i sercach mieszkańców Śląska, tożsamości która jest mieszanką zupełnie inne historii regionu, różnych trudnych doświadczeń, eksploatacji, ale i dumy, tradycji, oparcia na rodzinie.
Lokalsi pewnie mogliby coś dodać, powiedzieć że np. za dużo jest o Katowicach, a za mało o Bytomiu albo że czegoś ważnego brakuje, że za mało pogłębione... No cóż. Pewnie prawda. Ja jednak i tak polecam lekturę Aglo. Nie jako prawdy objawionej, ale jako punktu wyjścia do dalszych poszukiwań, otwierania się na temat tego co sami Ślązacy mówią o sobie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz