Pokazywanie postów oznaczonych etykietą elektroniczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą elektroniczna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 maja 2026

Momoko Gill w podwójnej dawce, czyli Clay i Momoko

Miało być muzycznie coś ostrzejszego, ale jak to zwykle u mnie bywa, czasem zmieniam coś nawet na ostatnią chwilę. Nie mam nastroju na ostre granie, więc napiszę parę słów o odkryciu sprzed tygodnia, o głosie Momoko Gill. Chyba najpierw trafiłem na jej album solowy zatytułowany po prostu Momoko, fajną mieszankę jazzu, odrobiny jakby etnicznych elementów, soulu. I zachwycił mnie ten głos, jakiś spokój jaki w nim wyczuwam, lekkość z jaką buduje swoje melodie, tak wpadające w ucho, a zarazem w warstwie muzycznej pełne improwizacji, czasem nawet dysharmonii. Jest bardzo ciekawie! I potem dopiero zacząłem grzebać na Spotify że żadna z niej debiutantka, że nagrywała już w wielu składach, choć to rzeczywiście pierwszy jej w pełni solowy projekt. 
No i postanowiłem wspomnieć też o poprzednim krążku, tak innym a zarazem pokazującym jak wokalistka otwarta jest na różne eksperymenty. 

poniedziałek, 4 maja 2026

White room - Bokka, czyli energia i wrażliwość

Odkrywania nowej dla mnie muzy i artystów ciąg dalszy. Co prawda nazwa Bokka już przewijała mi się od kilku lat w różnych podsumowaniach, ale przyznam ze wstydem że nie sprawdzałem ich nagrań. A tu proszę! Zachwyt na miarę tego jakim kiedyś był dla Bass Astral i Igo. Wciąż powtarzam - słucham trochę intuicyjnie, czasem wchodzi coś od razu, a czasem coś zgrzyta. Wokal, czasem coś w klimacie... A tu proszę - niby nie moja bajka muzyczna, ale naprawdę pełen zachwyt! 

 
Niby elektronika, mam jednak wrażenie że więcej tu tajemnicy niż chamskiego tanecznego i powtarzalnego rytmu. Buja za to cudownie. Energia, ale i wrażliwość, ten wokal i syntezatory tworzą jakąś przestrzeń którą określiłbym jako zmysłową ale i ulotną. Nawet więc jeżeli fragmenty (np. chórki) będą Wam coś przypominać, być ukłonem w stronę muzyki sprzed lat, to przecież jest to jednocześnie coś świeżego, fajnie łączącego różne estetyki. Powiedziałbym bowiem że więcej tu odwołań i tajemniczości rodem ze stajni 4AD niż klubowego grania do tańca.

poniedziałek, 2 marca 2026

Full HD - Spięty, czyli jest gdzieś wyjście gdzie można wyjść na ludzi

Śledziłem z uwagą to co nagrywało Lao Che, doceniając różnorodność muzyczną, zaskakiwanie i choć nie mogę odżałować iż to koniec formacji, to Spięty na szczęście pokazuje że solowo może zaproponować rzeczy równie ciekawie. Zawsze ważne były jego teksty, przewrotne, kapitalne zabawy słowne, a na to na szczęście wciąż możemy liczyć!

 

Po krążku który pokochałem, czyli trochę nostalgicznym "Heatrcore", nowy materiał znowu jest powrotem do melodii i dźwięków bardziej tanecznych, skocznych, ale nie tak agresywnych jak np. na "Black Mental". I po raz kolejny mam tak, że tego materiału można słuchać raz za razem, bo tu każda linijka, jakiś fragment, który wcześniej może umknął, odkrywa się dopiero przy kolejnym przesłuchaniu. I to jest fajne. 

poniedziałek, 8 grudnia 2025

Vetrarsól - Árstíðir, czyli czasem wystarczy głos

Muzyczny poniedziałek i po raz kolejny coś zupełnie nowego. Czasem w skrzynce pocztowej można znaleźć zadziwiające rzeczy - tym razem inspiracją do poszukiwań muzycznych była informacja o trasie koncertowej islandzkiego zespołu Árstíðir. 
 

A że koncerty w Polsce są właśnie na dniach - dziś Wrocław (bilety https://bkb.pl/168572-429e3) jutro Kraków (bilety https://bkb.pl/168844-90c5b) a potem jeszcze Poznań, ale zdaje się wyprzedany, to nie mogę odkładać tej notki. 

I choć widzę że panowie zmieniają trochę swoją muzykę - bo część nagrań spokojnie można by potraktować jako indie, pop, z odrobiną folku, postanowiłem napisać o najnowszym krążku, który mnie mocno zaskoczył. Tu praktycznie nie ma instrumentów, choć zwykle chyba panowie na nich grają, a słyszymy tylko i wyłącznie głosy. 

poniedziałek, 10 listopada 2025

The World Under Unsun - Lunatic Soul, czyli w pętli życia i śmierci

O twórczości Mariusza Dudy wspominałem na blogu już kilka razy - kto słuchał jego solowych nagrań, czy też tego co robi w innych projektach (Riverside, Lunatic Soul) ten wie, że ma do czynienia z nietuzinkową osobowością muzyczną. Co z tego że tej muzy raczej nie znajdziemy w stacjach radiowych, że nie ma wielkich zasięgów w mediach społecznościowych. Ale za to jak się tego słucha!  


Kolejna płyta w ramach projektu Lunatic Soul to esencja jego różnych pomysłów muzycznych - nastrój, transowość, trochę elektroniki, długie suity, opowieści nadające się świetnie do jakiejś ścieżki filmowej albo do naszych fantastycznych snów. 
Nie tylko o przyszłości, bo to często bardziej refleksja nad tym co dziś, a nie tylko marzenia futurystyczne. 

poniedziałek, 11 sierpnia 2025

Lust for life - Lana Del Rey, czyli wyśpiewać niepokój i smutek

W poniedziałkowej porcji muzyki coś sprzed ładnych paru lat. Ktoś przyniósł do pracy na założoną półkę bookcrosingową parę płyt, a wśród nich głos, który pamiętam zrobił na mnie kiedyś duże wrażenie. 

Lana Del Rey tym razem w trochę innym niż kojarzony przeze mnie depresyjno triphopowym klimatem. Jest bardziej popowo, mogą zaskakiwać duety, wciąż jednak jest w tym coś co jest zdecydowanie oryginalne. 

Niby od niechcenia zaśpiewane, a jednak w jakiś sposób sprawia, że czuje się magię. Jest w tym jakaś nutka rozmarzenia, nostalgii. 

poniedziałek, 9 grudnia 2024

Chodźmy na ławeczkę - Zabłocki & Mozil, czyli z przyjacielem jest łatwiej

Przedziwny krążek. To trochę tak jakby poezję śpiewaną, próbować ożenić z muzyką biesiadną i zagrać bez większych przygotowań na bardzo prostych instrumentach. Czesława Mozila znamy od strony muzycznej już dość dobrze, razem z jego mocnymi i słabszymi stronami. Michał Zabłocki znany jest raczej jako tekściarz i poeta (m.in. pisał dla Turnaua), a tu proszę - obaj panowie zapraszają na ławeczkę, by posłuchać tego co mają do powiedzenia. Refleksje krążą wokół relacji, przyjaźni, tego jak wiele się zmienia gdy ma się kogoś z kim można pogadać. I to jest bardzo w punkt.

poniedziałek, 23 września 2024

Nowsza Aleksandria - Drivealone, czyli tak dużo tak, tak mocno, czyli próba spojrzenia na nowo

Muzycznie ostatnio jestem wciąż w jakichś łagodniejszych klimatach, ale trochę przekornie szukałem na dziś czegoś ostrzejszego. I oto parę zdań o krążku, który ma już trochę latek, a ostatnio gdzieś rzucił mi się w oczy. Chodzi o projekt, który powstał w 30 rocznicę wydania płyty Nowa Aleksandria Siekiery. Kultowe wydawnictwo przez lata jedynie zyskuje na popularności, wtedy nowofalowe brzmienie i teksty mocno zaskakiwały. Muszę chyba kiedyś ściągnąć z półki i napisać również o tamtej płycie (a przecież pisałem o innym projekcie Adamskiego i o płytach Armii, która była jedną z odnóg ich współpracy), ale dziś o tym co zrobili trochę młodsi ludzie po 30 latach.

Najpierw wypadałoby ich przedstawić - za projektem Drivealone kryją się m.in. poznański multiinstrumentalista Piotr Maciejewski (m.in. Muchy) i ludzie których zaprosił do współpracy - Stefan Czerwiński, Daniel Karpiński, Michał Wiraszko, Natalia Fiedorczuk-Cieślak oraz Kuba Wandachowicz. Płyta to zapis koncertu z Jarocina, gdzie wystąpili z tym specjalnym materiałem. A jak wyszło?

poniedziałek, 5 sierpnia 2024

Monument - Molchat Doma, czyli co surowe, proste, ale wpada w ucho

Poniedziałkowa porcja muzyki i znowu dość przypadkowe odkrycie w zapowiedziach nowości wydawniczych. Białoruski zespół, który osiągnął spory sukces za oceanem? No czemu by nie spróbować zanim ukaże się nowy krążek, czegoś starszego od Molchat Doma.

 
Automat perkusyjny, proste melodie grane na starych syntezatorach, mocno przypominają klimat wczesnych lat 90, gdy takich kawałków było sporo. Fascynacji taką muzyką nie ukrywają, ale jest też w tym coś dość oryginalnego - mimo tanecznych rytmów, jest tu coś mrocznego, co się wyczuwa, co sprawia że to nie jest muzyka do dyskoteki, tylko raczej to klubu dla miłośników gotyku. Charakterystyczny wokal i teksty - poważne, głębokie, nie omijające tematów egzystencjalnych, cierpienia, czy frustracji, nadają tej muzyce jakiegoś ciekawego cienia.

wtorek, 23 lipca 2024

Radiosoul - Alfie Templeman, czyli tanecznie, ale i od serca

Muzycznie miało być wczoraj, ale i tak mi się sypie cały harmonogram na Notatniku - od piątku przez dłuższy czas będę poza Siecią. Chcę przynajmniej lipiec dokończyć tak jak planowałem, a w sierpniu... Wrócę kiedy wrócę. I trochę szkiców jest, więc może jakoś to nadrobię, a Wy wybaczycie że notki będą pojawiać się po dwie dziennie :)

Dziś tanecznie i młodzieńczo. Alfie Templeman to dla mnie artysta nieznany, ale do wcale nie jest jego debiut. I buja fantastycznie! Jest jakiś letni klimat w tych nagraniach i choć może nie są super odkrywcze, ale to samo można by powiedzieć o 80% sieczki z radia. Fajny rytm, niby elektronika na pierwszym planie, ale pobrzmiewa fajnie i gitara i jakieś dęciaki, acid pop nie musi być nudny. No i ten wokal - słychać w nim fajną energię, młodzieńczość. Ale wiecie co jest jeszcze ciekawego?

poniedziałek, 3 czerwca 2024

Lucky Star - Faerybabyy, czyli niby świeże a brzmi jak to czego słuchałem ponad 30 lat temu

Wczoraj miała wpaść jeszcze książka, ale przekładam to na kilka dni, jutro kącik wytrawnego filmomaniaka, potem kryminalna środa, a potem się zobaczy, bo intensywny tydzień się zapowiada.

Poniedziałki jednak miały być muzyczne, więc proszę bardzo. Dziś zupełnie przypadkowe odkrycie. Ktoś wspomniał o tej płycie, a ja zacząłem szukać więcej informacji i odsłuchu. I postanowiłem napisać choć parę zdań. Czy wpadło w ucho? Troszkę, choć chyba w liceum słuchałem więcej takiej muzy, dziś wydaje mi się ciut zbyt monotonna. Tu jak rozumiem jeszcze dochodzi tekst, trochę sarkazmu, chwilami ostrego spojrzenia na doświadczenie młodych ludzi.

A muzycznie? Podałbym dwie nazwy z mojej młodości: The Cure i The Smiths i wszystko powinno być jasne.

poniedziałek, 22 kwietnia 2024

Heartcore - Spięty, czyli nie ma know-how jak zmusić świat by na rączki brał

Poniedziałkowa porcja muzyki. Dziś Spięty. Gość którego szanuję od lat, który wciąż eksperymentuje, zmienia nastroje, nie odcina kuponów od sukcesów, a teksty pisze takie, że szkoda gadać.

Nie zawsze mi było muzycznie idealnie po drodze, niektóre rzeczy które robił z Lao Che, czy solo mi pasowały bardzo, inne mniej, ale przyznaję, że one zawsze miały w sobie to coś. Były o czymś, wpadały w ucho, drażniły, zmuszały do pokombinowania, bo te zabawy słowem nie zawsze były oczywiste. Humor, ironia, ostre spojrzenia, ale nie ocierające się nawet odrobinę o jakąś społeczną i polityczną jednoznaczność. To uderza do głowy niczym alkohol i potem zostaje tam już na długo jako skojarzenia i spojrzenie na różne sprawy tak trafne, że uznajemy je za własne.

poniedziałek, 8 kwietnia 2024

Ptakova - Wesoła dziewczyna z sercem często smutnym, czyli i takie odkrycia uwielbiam

Poniedziałki niech będą na Notatniku muzyczne :) I choć planowałem pisać o zupełnie innej płycie artysty, którego znam i cenię, zmieniam plany. Dziś o dość przypadkowym odkryciu i lokalnym projekcie. Grupa pasjonatów z okolicy dość regularnie urządza tzw. sąsiedzkie granie, czyli zaprasza do jakiegoś domu artystę i można wbić się na koncert, kupić płytę, pogadać, a to wszystko niesamowicie domowej, intymnej atmosferze. To już nawet nie klub, nie kawiarnia ze sceną, ale niewielki kącik, a słuchacze siedzą na czym się da, przynoszą jedzonko, kaska dla artystów jest do kapelusza i wcale nikomu się nigdzie nie spieszy... 

Gospodarze mają pewnie trochę sprzątania, ale za to wspomnienia nie do przecenienia. I tak przejdźmy do artystki o której dziś. Wydarzenia w Michałowicach i okolicy obserwuję od dawna, a w ostatni weekend zobaczyłem zaproszenie a potem filmiki z dziewczyną, której kompletnie nie znałem. Z ciekawości odpaliłem Spotify i przyznam, że urzekła mnie ta płyta. Niby na co dzień nie słucham dużo popu i elektroniki, ale tu jest jakaś czułość w tym wszystkim, wrażliwość, coś oryginalnego. 

sobota, 16 marca 2024

Dwa - Mùlk, czyli zwalnia i przyspiesza, drażni i zaciekawia

Czego tu nie ma: rockowy pazur, elektronika, jazzowe solówki na saksofonie, hip-hop, chórki i wrzask. Zdaje się, że legenda gdańskiej sceny alternatywnej ciągle gdzieś tkwi ziarenkiem w ludziach. Jest industrialnie i garażowo jednocześnie. Jak pamięta się choćby Aptekę, zdziwienia nie będzie, ale dziś już mało kto pozwala sobie na takie szaleństwo muzyczne, świadomie wybierając ścieżkę radiowych kawałków lub buntowniczych numerów, głównie na salki koncertowe. 

Tu panowie ewidentnie się bawią, poszukują, eksperymentują, nie przejmując się oczywistymi oczekiwaniami. I niby czuje się pewne inspiracje, ale po chwili pewnie skojarzenia już będą pędzić w inną stronę, więc trudno mówić o kopiowaniu kogokolwiek. 
Sama nazwa Mùlk pochodzi z języka kaszubskiego (zdaje się oznacza to ukochaną osobę), a ten krążek jak sam tytuł wskazuje, jest już ich drugą płytą.

niedziela, 5 listopada 2023

Atum. A rock opera in three acts - Smushing Pumpkins, czyli epicko, kosmicznie i... nijako

Twórczość Smashing Pumpkins znam słabo, ale jednak kojarzyłem ich z rockiem alternatywnym, z mocnym, gitarowym graniem, stąd też ciekawość ale i zaskoczenie gdy napotkałem w sieci informację o tym, że nagrali album, który nazwali operą rockową w trzech aktach. Podobno koncept albumy zdarzały się im wcześniej, ostatnio mocno też eksperymentowali z elektroniką, pandemia też mocno skłaniała do tego, by w zaciszu domowym coś sobie rzeźbić... Może stąd wysyp krążków tego typu w ostatnim okresie? U nich widać że ta myśl długo im towarzyszyła, bo od ostatniej płyty tego typu minęło ponad 2 dekady. Bille Corgan - lider zespołu widać nie boi się zaskakiwać fanów.

O ile niektóre zespoły wpadając na pomysł nagrania czegoś epickiego, zwykle zapraszają do współpracy orkiestrę kameralną, panowie ze Smashing Pumpkins postanowili przestrzeń zbudować po swojemu, mamy więc i kawałki bardzo klimatyczne, pełne rozmachu, jak z pozoru błahe melodyjki, które mają ich zdaniem łączyć się w pewną opowieść. Z jednej strony mającą swoją bohaterkę, kosmiczną scenografię, ale i pełne są odniesień autobiograficznych Corgana, bo to on stoi za warstwą tekstową.

czwartek, 5 października 2023

Depesze, czyli jakby tak trochę koncertowo

Gdy idziemy na spektakl muzyczny, zwykle spodziewamy się czegoś w stylu musicalu, czyli historii, w którą wpleciona jest muzyka. Skoro można "na rockowo", to czemu nie z muzyką elektroniczną? Teatr Rampa mnie jednak zaskoczył, bo w Depeszach historii nie ma. Ani dialogów. Ani wyraźnych ról. Za to jest muzyka grana na żywo i to jej podporządkowane jest wszystko co to dzieje się na scenie. I tak zamiast klasycznego przedstawienia mamy raczej zlot fanów, koncert, pokaz, wspólną zabawę. I choć widać było, że nie dla wszystkich ta konwencja była równie atrakcyjna, ci którzy znali te kawałki, wychowali się na nich, a teksty mogą śpiewać prawie na zawołanie, mogą wykorzystać ten czas naprawdę fajnie. I pewnie wyjdą bardzo zadowoleni.
Pewnie to tylko kwestia nastawienia.
A w moim przypadku? Choć pierwsza część spektaklu raczej mnie przekonała średnio, to za to druga...

wtorek, 19 września 2023

On Pain - Llloyd Cole, czyli a może coś z innej szufladki?

Snuje mi się ta muza od rana i nie mogę się od niej uwolnić. Jak dawni punkowcy potrafią zaskakiwać? Kiedyś u nas Adamski z Siekiery pokazał że nie ma co szufladkować muzyków, a i tu może okazać się to niezłą niespodzianką. 

Lloyd Cole poszukuje sposobu wyrażania siebie i swojej wrażliwości, a w tej chwili najbliżej u chyba do elektroniki. I to o tyle ciekawe, że bardzo spokojnej, pełnej spokoju, melancholii i zadumy. Mocniej jest może ciut w tekstach, ale muzycznie stwierdzam, że to album idealny na jesień zaczynającą się za oknem.

wtorek, 12 września 2023

Music Inspirde by Slavs, czyli niby słowiańszczyzny jedynei szczypta, ale i tak ciekawie

Jakiś czas temu zachwycałem się płytą Mariusza Dudy pod szyldem Lunatic Soul i oto pojawia się projekt, w którym będziemy mogli znowu usłyszeń jego głos i trochę podobnych klimatów. Ale też trochę więcej. Tym razem bowiem ten multiinstrumentalista jest jedynie jednym z kilku gości, którzy się tu pojawiają - wśród innych są m.in. Inga Habiba (Lorien i One Million Bulgarians)czy Krzysztof Drabikowski (z Batushki). I choć być może to właśnie kawałek Swaróg z udziałem Dudy będzie przez wielu uważany za najbardziej reprezentacyjny, czy przebojowy, warto jednak wsłuchać się w całość.
Pierwsze skojarzenie - ale może to ze względu na to jak bardzo ich lubię - Dead Can Dance. Podobny mroczny klimat, inspiracja folkiem, jednocześnie jakiś mistycyzm, trochę transowy, powtarzalny rytm. 
A że lubię takie rzeczy, polecam Wam gorącą ten projekt. Jak spojrzycie na tytuły utworów, od razu rozpoznanie inspirację mitologią dawnych Słowian. W muzyce czasem też uda się to wychwycić, ale to nie jest płyta czysto folkowa.

wtorek, 25 lipca 2023

Moje serce w Warszawie - Sorry Boys, czyli nie tylko karabiny i kule

Co roku z żoną staraliśmy się być na koncercie rocznicowym w Muzeum Powstania Warszawskiego, niezależnie od tego kto przygotowywał materiał i czy to nasza muzyczna bajka. Bo tam liczy się nie tylko sama muzyka, te koncerty są wyjątkowe. W tym roku oglądam jedynie online, ale postanowiłem za to napisać choć parę zdań o płycie, która powstała przy tej okazji.
Trochę tak już się zadziało, że coraz częściej poszukiwania inspiracji daje nie ten wymiar powstania, który nam się kojarzy na pierwszą myśl, czyli strzały, strach i odwaga, zryw, rany, poświęcenie, klęska. Młodzi twórcy chcą opowiadać o mieście, które stanęło do walki, ale i o młodych (najczęściej) ludziach, o ich uczuciach. O miłości, o nadziei, przyjaźni, o pięknie które było w nich, nawet jeżeli wokół był chaos, krew i bród.
Jest więc trochę nostalgicznie, czasem wybrzmiewają nawet chwile radosne, przyjemne... Nie dlatego, że nikt nie chce myśleć o ofiarach, ale po prostu chcemy ich pamiętać trochę inaczej, właśnie takich - żywych, pełnych energii, przekonanych o sensie walki. W centrum jest więc nie tyle żołnierz, oficer, ale przede wszystkim człowiek, który mimo munduru, stał się tym żołnierzem jedynie na chwilę, nie wiedząc nawet dokąd go to zaprowadzi. 

środa, 21 września 2022

Gynoelectro - Panilas, czyli w tej głowie co masz

Chyba powinienem z góry zaznaczyć - muzycznie nie moja bajka. Trochę drażni, ale nie tylko wysłuchałem do końca z ciekawością i pewnymi ciarkami na plecach, ale i wróciłem do tego krążka w kolejnym dniu. Doceniam bowiem siłę jaka w tym materiale tkwi - to głos kobiecy i przede wszystkim dla kobiet czytelny. Dużo elektroniki i specyficzny, surowy styl sprawiają, że pewnie nie będzie szans na bardzo szeroką promocję, jednak warto się w to wsłuchać. Ciekawie jest przede wszystkim tekstowo, ale to projekt zbudowany na emocjach, dość bezkompromisowy, szczery, więc nawet ta prostota w warstwie muzycznej czemuś służy. Ma nie odciągać uwagi, ma być tłem, bo to przede wszystkim przekaz jest istotny. To kobiece doświadczenie w polskiej rzeczywistości, a muzycznie wyruszamy jakby w podróż kosmiczną.