sobota, 6 czerwca 2026

Malowany człowiek t. 2 - Peter V. Brett, czyli niech cię mrok pochłonie za dzielenie książki na pół i wydawanie jako dwóch tomów

Niezależnie od kretyńskiego pomysłu dzielenia książek na połowy i wydawania oddzielnie (koszmar), skoro na razie utknąłem w Pustynnej włóczni, czyli kontynuacji Malowanego człowieka, to przecież winien jestem i sobie i Wam choć kilka zdań na temat drugiego tomu. Przeskakiwanie od jednej postaci do drugiej na pewno trochę wybija z rytmu, domyślamy się jednak przecież że ich losy prędzej czy później się splotą. O ile w pierwszym tomie mieliśmy do czynienia z małolatami, którzy dopiero uczyli się życia, teraz widzimy ich już silniejszych, bardziej pewnych siebie, nie tylko przekonanych co do tego że z otchłańcami trzeba walczyć, ale i potrafiących zmotywować do tego samego również innych. Czujemy po prostu, że każde z nich będzie miało tu do odegrania ważną rolę, ale i różne będą ich ścieżki. Samotna walka, czy dar pociągania za sobą innych, dodawania otuchy i odwagi. A może umiejętność leczenia, tak potrzebna, gdy wszyscy uważają, że nawet najmniejsza rana oznacza skazanie na śmierć...

 

Potwory z piekła rodem, demony różne maści atakują ludzkość tylko w nocy, a wtedy zawsze za murami i chroniącymi je runami magicznymi, zawsze można się schronić. W miastach też ludzie liczą na to że będą bezpieczni, choć to czasem nadzieja złudna. Brett powoli jednak rysuje przed nami kolejne karty z opisem tego świata: zależności handlowe między miastami, różnice kulturowe, napięcia polityczne. Nic dziwnego że ludzie są rozproszeni i nie czują się zdolni do podejmowania walki. Nawet bowiem jak ktoś wygrywa, to demonów wydaje się nie ubywać. Może jednak chodzi o to żeby lęk tak bardzo nie paraliżował, żeby pokazać że można jednak stanąć do walki i wcale nie okazać się mięsem armatnim. 

Arlen stacza pierwszą w swoim życiu poważną walkę z otchłańcem i od tej pory staje się ich pogromcą. Leesha doskonali się w fachu Zielarki, a Rojer odkrywa, że jako Minstrel też ma sporo do powiedzenia. Brett konsekwentnie rozwija swoich bohaterów i mniej więcej w połowie książki splata ze sobą ich losy.

Robi się trochę gęściej z walkami, trochę mroczniej bo postać Arlena chwilami ma się wrażenie że już przekracza granice ludzkich uczuć, połknąłem tą kontynuację dość szybko i ze sporą przyjemnością, nawet jeżeli fabularnie i psychologicznie nie zawsze się wszystko klei. Co tam... 
O Pustynnej Włóczni też pewnie napiszę, choć na razie jak wspomniałem, utknąłem gdzieś na początku :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz