Robert de Niro, którego bardzo lubię za różne role, na stare lata niestety rozmienia się coraz bardziej w jakieś żenujące produkcje, z tym większą przyjemnością zerknąłem na jego rolę w Dniu Zero, bo wreszcie pokazał trochę więcej klasy. Może nie rzuca na kolana, ale rola byłego prezydenta, który podejmuje zadanie by stanąć na czele komisji wyjaśniającej jeden z największych zamachów na USA, ma w sobie coś interesującego. Grany przez niego bohater posiada sporo charyzmy, uporu a jednocześnie pokory, że już nie młodzieniaszkiem i być może ma jakieś problemy demencyjne... Tylko jak się do tego przyznać, skoro już się podjęło zadania. Jako jeden z nielicznych został zapamiętany jako prezydent który odchodził z klasą, na własne życzenie, z powodu problemów rodzinnych, dlatego to do niego zwrócono się gdy ktoś nagle w całym kraju wyłączył prąd na kilka minut. Co prawda ofiar nie było aż tak wiele, ale przecież wszyscy sobie zdają sprawę że to mógł być jedynie pokaz siły - skoro ktoś jest w stanie zrobić to raz, kto powstrzyma go by zrobić to ponownie na dłużej? Padną banki, internet, media, komunikacja... Przecież to będzie paraliż kraju.
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
sobota, 2 maja 2026
niedziela, 21 grudnia 2025
James - Percival Everett, czyli spisz naszą prawidziwą historię
Powieść Everetta Percivala w zaskakujący sposób łączy ducha powieści przygodowej, z postkolonialnym spojrzeniem zarówno na oryginalną opowieść Marka Twaina, jak i na to w jaki sposób ją interpretowano, odczytywano. Wyobraźmy sobie gdyby u nas historię Jasia i Nell opowiedziano z punktu widzenie Kalego i Mei.
Cała awantura o wierszyk Tuwima i bagatelizowanie "problemu" pokazywania Afroamerykanów jako ludzi mniej inteligentnych, takich których możemy wiele nauczyć i traktować trochę jak nierozgarnięte dzieci, nagle staje nam przed oczami wyraźnie i robi się nam głupio. Przecież w młodości bawiły nas te przygody Hucka Finna i Jima, wzruszało to że się przyjaźnili, wciąż jednak nie dało się w tamtych czasach powiedzieć wprost: to nie jest twoja wielkoduszność że uznasz nas za równych. Wielu białych wciąż tak to właśnie postrzegało, choć odwoływali się do równości, w głębi czuli się jednak tymi, którzy są lepsi i to oni łaskawie obdarzają wolnością.
W Jamesie ta zmiana perspektywy - by to były niewolnik był narratorem, opiekunem, nauczycielem, może zaskakiwać, wydobywa jednak to co być może w tej historii jest najważniejsze. Uprzedzenia to nie tylko fizyczna przemoc, jawne okazywanie wyższości, ale mentalne schematy, które przekazuje się z pokolenia na pokolenie.
niedziela, 23 listopada 2025
Oślizgłe macki, wiadome siły - Piotr Tarczyński, czyli historia Ameryki w teoriach spiskowych
Tarczyński świetnie pokazuje rodzenie się takich teorii spiskowych i różnych dziwnych wyjaśnień wydarzeń, które mogą być oceniane jako "tajemnicze". Mamy więc podrzucanie ich mniej lub bardziej świadomie przez władzę, przez polityków, by wskazać jakiegoś wroga, odsunąć uwagę od innych spraw, by coś dla siebie ugrać. Mamy też - coraz częściej współcześnie - cały nart powstawania teorii spiskowych oparty na braku zaufania do oficjalnych instytucji, wielkich firm, władzy, mediów. Im coś bardziej niszowe i czasem bardziej absurdalne, paradoksalnie ma szansę przebić się do mas - w końcu algorytmy będą podbijać zainteresowanie nawet jeżeli reakcją jest śmiech i oburzenie. Ale gdy coś obejrzało kilka milionów ludzi, natychmiast staje się godne uwagi, przynosi pieniądze i utwierdza jeszcze bardzie twórców w ich teoriach. Kula śnieżna toczy się dalej rosnąc i rosnąć, aż - jak w przypadku obecnej władzy w Stanach, to co głupie, staje się oficjalną narracją nowej władzy. I tylko pytanie czy to objaw cwaniactwa (tyle głosów poparcia ludzi, którzy szukają kogoś nowego by na niego zagłosować), czy też naprawdę ktoś mimo studiów, wykształcenia, doświadczenia i obycia, może wierzyć w takie rzeczy i uparcie odrzucać naukę i ewidentne dowody na to że nie ma racji.
niedziela, 4 maja 2025
Zbieracze borówek - Amanda Peters, czyli czemu czuję się inna
Na początek łapcie kilka zdań o "Kulcie" Orbitowskiego - dopisałem do recenzji M.
I jeszcze jedna powieść na niedzielę. Trzeba trochę robić porządków na blogu, bo ja będę pisał tylko o świeżo przeczytanych daleko nie zajadę.
"Zbieracze borówek" już jakiś czas (chyba miesiąc) czekają na swoją notkę. Czy to dlatego że się nie podobało? Wręcz odwrotnie. Po prostu wciąż pojawiało się coś co bardziej kusiło albo dłużej czekało na swoją kolej. Może i tematyka nie jest bardzo odkrywcza, jednak spojrzenie na krzywdę jaka spotykała rdzennych Amerykanów poprzez wymiar bardziej indywidualny, bez rozdzierania szat i rzucania wielkich oskarżeń, na pewno można uznać za interesujące.
Trochę łączy się zresztą ta książka z tematyką wcześniejszego wpisu teatralnego - tu też chodzi o dwie rodziny - tą naturalną, z której jest się wyrwanym i tą która potem wychowuje, starając się tą pierwszą wymazać. W obu przypadkach chodzi o małe dzieci, choć o ile w pierwszym przypadku można pewnie mówić jednak o jakiejś świadomości, w przypadku Zbieraczy, w pamięci dziewczynki zostały jedynie jakieś mgliste obrazy, dlatego takim szokiem było odkrywanie prawdy o sobie.
poniedziałek, 11 listopada 2024
Sekretne życie pobożnych kobiet - Deesha Philyaw, czyli nie chcę czuć wstydu
Młode pokolenie, wychowywane często przez dość konserwatywnych rodziców, w domach gdzie wiara była czymś normalnym, nagle zaczyna przeżywać wątpliwości, dostrzegać pytania na które religia nie daje im satysfakcjonujących odpowiedzi, może dostrzegają hipokryzję starszych, chcą innego życia, mniej skrępowanego podejrzeniami, zakazami i wyrzutami sumienia.
O to przede wszystkim tu chodzi. Konfrontacja tego co się próbowało im wpajać oraz własnego doświadczenia. Skoro serce rwie się do osoby tej samej płci, a sumienie mówi że to nie może być nic złego, to człowiek idzie za tym co czuje, a nie za tym co mówią inni, nawet jeżeli to najbliżsi.
niedziela, 10 lutego 2019
Gdzie jest prezydent, czyli flaga na maszt
Ciekawość jednak wzięła górę. Może dlatego, że Pattersona czytałem do tej pory chyba jedynie raz i to dawno temu. A tu jeszcze na spółę z byłym prezydentem? Ciekawy byłoby poznać detale takiej współpracy, czyli kto za co odpowiadał. Mogę się jedynie domyślać, że wszystkie idealizujące głównego bohatera (prezydenta USA) kawałki i program wyborczy na koniec, to dzieło Clintona. Może jeszcze struktura różnych ciał doradczych i funkcjonowania w sytuacji zagrożenia? Bo za fabułę odpowiada już na pewno rzemieślnik, który się na tym zna. Nie zabraknie więc strzelaniny, terrorystów, bohaterskich agentów ochrony, mądrego przywódcy, który potrafi stanąć oko w oko z zagrożeniem, napięcia, ofiar i ratowania kraju na ostatnią chwilę przed wielkim zagrożeniem. Nawet dla Wielkiego Brata znajdzie się miejsce. Powiedziałbym, że nic nowego. Kto czytywał w młodości mistrzów sensacji i politycznych thrillerów pewnie powie, że to przeciętniak. No może jedynie zagrożenie wiszące na Stanami jest trochę innego rodzaju. Ale ten pomysł też nie jest nowy - chyba nawet w ubiegłym roku mieliśmy podobne rozwiązanie u któregoś z Europejczyków.
sobota, 6 stycznia 2018
To jest napad! Czyli kawałek nieznanej historii Ameryki - Marek Wałkuski
Napady na banki chyba nieodłącznie kojarzą nam się z kulturą amerykańską, rozpropagowaną jeszcze przez filmy, najpierw westerny, a potem różnego rodzaju kryminały. Setki, a może nawet tysiące prób napadów dokonywanych co roku, też stawiają ten kraj na podium jeżeli chodzi o to zagadnienie.
Marek Wałkuski, dziennikarz, który od lat swoje radiowe pogawędki ubarwiał anegdotami dotyczącymi najbardziej kuriozalnych napadów, postanowił opowiedzieć trochę szerzej o tym jak to z tymi napadami rzeczywiście było i jest. Dodajmy, czyni to w sposób bardzo przekrojowy, rozpoczynając od historii (to znamy np. z westernów), przez zmieniający się stosunek społeczeństwa do zjawiska, analizując przyczyny, opisując różne pomysły organizacyjne i dochodząc do współczesności gdzie pokazuje też jaka być może będzie przyszłość tego "zawodu". Skoro gdzieś gromadzone są pieniądze, natychmiast pojawia się pokusa, żeby trochę z nich uszczknąć. Motywacje mogą być bardzo różne - od politycznych, przez ekonomiczne (bieda, długi), czy zwykłą chciwość, ale przez długi czas w Stanach wcale nie traktowano tego jakoś bardzo krytycznie - nawet jeżeli w banku były nasze pieniądze, to przecież bank jest ubezpieczony i to "oni" są okradani, a nie my. Ten aspekt socjologiczny, stosunek ludzi do sprawców napadów uważam za nawet bardziej interesujący niż sama kradzież pieniędzy.
Konflikt: bogaci i pazerni kapitaliści kontra zwykły, często biedny człowiek, zaostrzał się w czasach kryzysów gospodarczych, rośnie wtedy determinacja i nadzieja, że może akurat mnie nie złapią. Tyle filmów, tyle popełnianych błędów, niby wszystko już było, ale wciąż pojawiają się nowe pomysły na to jak przechytrzyć system lub po prostu zaskoczyć bezczelnością.






