Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 27 września 2026
Król serce - Lily King, czyli nie da się zapomnieć
Nie pokuszę się o analizę co tym razem wydawca miał na myśli pisząc na okładce "literacki fenomen", zostawiając jednak te moje zgryźliwości o których pisałem już nie raz, czyli popularność, którą interpretuje się jako jedyny wyznacznik wartości, postanowiłem jednak napisać o tej powieści choć kilka zdań.
Teoretycznie można by to zamknąć w stwierdzeniu: "historia miłosnego trójkąta", byłoby to jednak dość banalne i chyba też krzywdzące dla tego tytułu. O ile bowiem pierwsza część rzeczywiście może przypominać typową obyczajówkę, w której młoda dziewczyna w trakcie studiów poznaje dwóch chłopaków, to druga mocno już zmienia nasz punkt widzenia.
Tak to już często bywa, że uwaga kieruje się najpierw ku temu kto bardziej o ciebie zabiega, jest głośny, pomysłowy, atrakcyjny, potrafi cię oczarować. Co z tego że jednocześnie często ten wybór kończy się zranieniem, bo zwykle takie osoby są też mocno narcystyczne, bardziej skłonne do kierowania się impulsem chwili, niestałe. A może to też jakieś krzywdzące uproszczenie? Przecież związek Jordan i Yasha wydaje się sielanką, tyle że w którymś momencie ich wybory spowodowały że ich drogi się rozeszły. Młodzi ludzie dziś często decydują się na wyjazdy, idą za przygodą, czymś w czym dostrzegają dla siebie szansę, nie zawsze jest w tym przestrzeń na stały związek. Przecież dojrzałość wymaga by nie wymuszać, by zostawić wolność, ale jednocześnie i samemu nie rezygnować.
Teoretycznie można by to zamknąć w stwierdzeniu: "historia miłosnego trójkąta", byłoby to jednak dość banalne i chyba też krzywdzące dla tego tytułu. O ile bowiem pierwsza część rzeczywiście może przypominać typową obyczajówkę, w której młoda dziewczyna w trakcie studiów poznaje dwóch chłopaków, to druga mocno już zmienia nasz punkt widzenia.
Tak to już często bywa, że uwaga kieruje się najpierw ku temu kto bardziej o ciebie zabiega, jest głośny, pomysłowy, atrakcyjny, potrafi cię oczarować. Co z tego że jednocześnie często ten wybór kończy się zranieniem, bo zwykle takie osoby są też mocno narcystyczne, bardziej skłonne do kierowania się impulsem chwili, niestałe. A może to też jakieś krzywdzące uproszczenie? Przecież związek Jordan i Yasha wydaje się sielanką, tyle że w którymś momencie ich wybory spowodowały że ich drogi się rozeszły. Młodzi ludzie dziś często decydują się na wyjazdy, idą za przygodą, czymś w czym dostrzegają dla siebie szansę, nie zawsze jest w tym przestrzeń na stały związek. Przecież dojrzałość wymaga by nie wymuszać, by zostawić wolność, ale jednocześnie i samemu nie rezygnować.
sobota, 26 września 2026
Ja jestem Halderd - Elżbieta Cherezińska, czyli niczym wilczyca na czele watahy
Korzystając z piękne wydania we wznowieniu cyklu Północna droga, nadrabiam zaległości - skończyłem pierwszy tom, a drugi czyli kolejne dwie powieści w jednej cegle już na półce zakupione.
Nie obiecuję, że z tak niewielkim odstępem czasu będą kolejne, bo Sagę Sigrun wrzucałem chyba raptem dwa tygodnie temu (pisałem o niej tak), ale na pewno długo nie będę odkładał. Ładne to jest! Językowo, klimatem, osadzeniem w czasach, ale i sama historia wciąga. Kto powiedział że o Wikingach można opowiadać jedynie od strony mężczyzn.
Trochę inny nastrój panuje w "Ja jestem Halderd" bo o ile w Sadze Sigrun od początku mieliśmy do czynienia ze szczęśliwym związkiem, to w drugim tomie, w opowieści Halderd już tak wesoło nie jest. Z powodu występku jej brata rodzina musiała oddać cały swój majątek, dziewczyna została przekazana pod opiekę wuja, a ten od początku nie ukrywał, że chce ją wydać za mąż bogato i z korzyściami politycznymi dla siebie, nie licząc się z tym czy spodoba jej się wybranek.
niedziela, 13 września 2026
Trylogia - Jon Fosse, czyli kochana, na pewno sobie poradzimy
To zostańmy jeszcze na północy Europy, choć w sporo późniejszych czasach. Jon Fosse po zdobyciu literackiej nagrody Nobla stał się bardzo popularny, dzięki temu i u nas możemy sięgać do jego wcześniejszych powieści i zanurzyć się w jego opowieści. Mroczne, czasem wydawałoby się bez żadnej nadziei, ale może właśnie dzięki temu jeszcze bardziej mogą poruszać i zmuszać nas do zadawania sobie pytań. Większość Europy odwołuje się w swoim systemie wartości do chrześcijaństwa, a opowieść o Marii i Józefie, dla których nie było miejsca w gospodzie i musieli rodzić w stajni między zwierzętami, ale czy to w jakikolwiek sposób wpływa na naszą postawę wobec potrzebujących? Na co mogą liczyć ci, którzy szukają pomocy, wsparcia, szansy na nowe życie?
Pierwsza z historii wcale nie przypadkowo przypominać może tą ewangeliczną - dwójka młodych ludzi, którzy potrzebują miejsca na nocleg, by się ogrzać, ale i zbudować miejsce do życia. Ona jest młodziutka i w ciąży, a ponieważ ludzie podejrzewają że to nie jest małżeństwo, nikt nie chce im pomóc.
sobota, 12 września 2026
Saga Sigrun - Elżbieta Cherezińska, czyli świat Wikingów ale od kobiecej strony
Uwaga - choć obok widzicie okładkę pięknego nowego wydania Północnej drogi, tom zawiera dwie powieści, a notka jest na razie o części pierwszej, czyli Sadze Sigrun. Ale spokojnie, już zabieram się za drugą połowę, a przymierzam się do kupienia drugiego tomu, czyli kolejnych powieści z tego cyklu równie ładnie wydanych.
Elżbieta Cherezińska zanim zabrała się za pisania o naszych władcach, popełniła serię powieści osadzonych zarówno w historii, jak i w świecie podań o wikingach. Trochę słyszałem o nich pochwał - że barwne, że pikantne, no i wreszcie sam się za to zabrałem.
Nie wiem czy kolejne powieści będą podobne, ale przy Sadze Sigrun zgadzam się z niektórymi opiniami, że blisko jej do romansideł, w których to właśnie miłość jest najważniejszym wątkiem. Ale wiecie co? O dziwo wcale mi to nie przeszkadzało. Sceny zbliżeń rzeczywiście wcale nie tak rzadkie, opisy nie wulgarne, ale i bez owijania w bawełnę, cała opowieść jest snuta przez kobietę, która kocha, tęskni, czeka, nie spodziewajcie się więc walk i wypraw po łupy. To wszystko można podsumować w kilku zdaniach, gdy mężczyźni się chełpią, pokazują łupy i swoje blizny, ale co oni tam będą się rozwodzić przed kobietą o wyprawie skoro to sprawy nie dla kobiet... No chyba że będzie jakiś czyn bohaterski, o którym będzie się potem śpiewać pieśni, ale to zwykle niestety przypada jedynie wybrańcom i to najczęściej po śmierci.
niedziela, 6 września 2026
sobota, 5 września 2026
Przytulne miejsce - Peter S. Beagle, czyli czy potrafimy odejść w spokoju
Rany jakie to było dziwne. Pozornie proste, ale jednak pełne jakichś ładnych cytatów i filozoficznych refleksji. Klimatyczne. A to że trudno mówić by wciągało wynika raczej z tego że próżno tu szukać zwrotów akcji, jakiejś ekscytującej fabuły. Nie to żeby autor nie próbował, wychodzi mu jednak średnio.
Bohater tej powieści to Jonathan Rebeck - mężczyzna już po 50, były aptekarz,
bankrut. Od blisko 20 lat mieszka na cmentarzu. Uciekł od zgiełku
świata, bo nie potrafi tam żyć, nie potrafi już się do niego
dostosować. Swój dom i cichy azyl znalazł na cmentarzu, pośród umarłych.
Mieszka w mauzoleum, rozmawia z duchami, a stary kruk przynosi mu
jedzenie (kanapki które kradnie) i nowinki ze świata, które wyczytał w gazetach. Mężczyzna nie wychodzi poza mury cmentarza jakby sam już był duchem, podlegającym ograniczeniom które nie pozwalają mu na funkcjonowanie w świecie poza nim. Ale jemy to nawet nie przeszkadza. Dopóki nie uświadomi sobie że przecież nie musi być tak bardzo samotny, że nie musi rozmawiać jedynie ze zmarłymi czy krukiem.
niedziela, 30 sierpnia 2026
Revolterium - Bernard Gromek, czyli czy wiesz kim był Edward Dembowski?
Czytane prawie zaraz po Cham z kulą w głowie Szczerka Revolrterium pozostawiło mnie wciąż w mrocznych i pełnych przemocy klimatach. Tam miałem jednak jakąś alternatywną wizję historii, Gromek zaś stara się trzymać realiów epoki i to chyba jeszcze bardziej czyni tą lekturę pesymistyczną i dość wstrząsającą. To wizja życia w Krakowie i w Galicji w okolicach 1848 roku, gdy pamięć o powstaniu krakowskim wciąż była żywa. Zarówno ofiary, ci co poszli do więzienia, ale i ci którzy przeżyli wciąż nie mogą zapomnieć, bo też wydarzenia te mocno wstrząsnęły społeczeństwem. Oto tych, którzy rzucili hasło niepodległości i wyzwolenia chłopów spod pańszczyzny nie tylko nie czekało wsparcie ze strony tych z którymi chcieli się bratać, ale czekały ich kosy, pięści, widły i niechęć. W najlepszym razie obojętność. Naiwnie wierzyli w pospolite ruszenie, na braterstwo klas, a tymczasem zaborca rozegrał ich jak małe dzieci, przez jakiś czas przymykając oczy na rabunki, palenie dworów i mordowanie szlachty przez chłopów i rozprawiając się z tą garstką uzbrojonych idealistów.
Co zmieniło się po dwóch latach? Znowu w mieście odzywają się głosy wzywające do walki o niepodległość, budzą się jakieś nadzieje na niezależność, ale ci którzy dobrze pamiętają o tym jak skończył się niedawny zryw, raczej nie mają wiary że coś z tego będzie.
Co zmieniło się po dwóch latach? Znowu w mieście odzywają się głosy wzywające do walki o niepodległość, budzą się jakieś nadzieje na niezależność, ale ci którzy dobrze pamiętają o tym jak skończył się niedawny zryw, raczej nie mają wiary że coś z tego będzie.
niedziela, 16 sierpnia 2026
Szklany ogród - Tatiana Țîbuleac, czyli o tym co trudne można opowiadać w piekny sposób
Wśród masy kryminałów, thrillerów, które wiadomo że połyka się szybko i równie szybko zapomina pojawiają się wśród lektur takie tytuły, które może czyta się wolniej, ale smakują wybornie. I pamięta się o nich potem jeszcze długo.
Na tegoroczny finał WOŚP udało zdobyć się dwie powieści Tatiany Țîbuleac z autografem (dzięki Książkowe Klimaty), przy okazji jedną z nich udało się przeczytać, na drugą (Lato gdy mama miała zielone oczy) jeszcze będę polował, bo opinie stawiają ją jeszcze wyżej. O ile wędrówki po mapie lub w realu, czytanie reportaży, może i dadzą jakąś możliwość poznania jakiegoś kraju, regionu, to spotkanie z literaturą daje nam coś jeszcze więcej. Tu często miesza się mentalność, teraźniejszość, historia, podejście do sąsiadów, kuchnia, kultura, język, tradycje... Szczególnie w przypadku mniejszych krajów, o których niewiele wiemy, myślę że to może być cenne doświadczenie. Mołdawia, bo w tym przypadku autorka pisze właśnie o tym miejscu, pojawia się w naszych mediach trochę przy okazji wpływów Rosji, polityki, niewiele jednak chyba wiemy na temat ich historii i problemów.
Szklany ogród daje okazję do takiego przyjrzenia się trochę bliżej temu jak różne grupy etniczne mogły patrzeć na to co tam się działo.
piątek, 14 sierpnia 2026
Zaleca się kolejnego kota - Shō Ishida, czyli naprawdę to ma mi pomóc?
Najpierw dla przypomnienia notka o pierwszej części tego cyklu: kliknij tu.
Moda na tego typu ciepłe historie nie mija, a już gdy pojawiają się w tle koty, to już robi się szczególnie sympatycznie. Nic dziwnego że powstała kontynuacja. Powracamy do tajemniczej poradni Kokoro, do której trafiają ludzie, którzy mają jakiś problem. Nikt przypadkowy tu nie trafi, bo jakoś dziwnie wszystkie uliczki mu się plączą, nikt nie podpowie drogi, twierdząc że takie miejsce nie istnieje. Ale ci którzy tam trafią, nawet jeżeli będą się dziwić atmosferze tego miejsca, z czasem będą polecać je kolejnym osobom.
Dziwnie oschła recepcjonistka, szalony lekarz, który twierdzi że na wszelkie zmartwienia najlepszą receptą jest... kot. I natychmiast wręczają ci klatkę z jakimś kociakiem i torebkę z podstawowymi produktami do opieki.
niedziela, 9 sierpnia 2026
Krzywda - Paweł Rzewuski, czyli wysłuchaj Waszmości do końca
Zachęcony różnymi recenzjami, czekając też na kontynuację (bo kupuję wszystko od ArtRage), sięgnąłem po Krzywdę Pawła Rzewuskiego. I przyznaję - szkatułkowość, klimat, naprawdę mogą się podobać!
Nie porównujcie tego z Komudą i jego podobnymi powiastkami przygodowymi jakie wydaje Fabryka Słów, bo pierwsze skojarzenia jak słyszy się: Rzeczpospolita, szlachta, Sarmaci, to dziś już nawet nie Sienkiewicz a właśnie Towarzystwo spod znaku fantasy. Rzewuski niby też gęsto wplata tu różne przygody, nawet odrobinę magii, jakieś potyczki, biesiady, ale u niego to wydaje się tylko okazją do tego, by pobawić się gatunkiem, wciągnąć w jakąś opowieść, a przy okazji pokazać nam trochę odmitologizowane spojrzenia na tamte czasy.
Wychowani na trylogii w głowach mamy sporo mitów, jakie to piękne były czasy, ludzie wspaniali, tylko zdrajcy i słabi monarchowie niestety doprowadzili kraj do upadku. A tu proszę - u Rzewuskiego mamy cały wręcz maraton pijaków, awanturników, utracjuszy, zatwardziałych katolików, co to chcą wszystkich szabelką za to że są inni. Generalnie po prostu uważają, że oni są najlepsi, a inni to im mogą buty lizać.
Ale żeby też nie było tak, że to jakiś skrzywiony obraz w drugą stronę i że po prostu autor ma jakiś uraz do tamtych czasów, doszukując się w nich jedynie tego co złe. To po prostu powieść. W dodatku szkatułkowa, gdzie z jednej historii od razu prawie zaczyna się kolejna. I pozornie niewiele mają ze sobą wspólnego, choć łączy je mimo odległości czasowej jedno: każda zawiera niewielki fragment z życia niejakiego Stanisława Wróblewskiego herbu Krzywda.
sobota, 11 lipca 2026
Foliarze - G.F.Darwin, czyli powieść teoretycznie spiskowa
Gdyby nie oglądana nie tak dawno Bugonia (pisałem o niej tak) czuję że miałbym jeszcze większą frajdę z lektury Foliarzy. No niby pomysł już wcześniej się pojawiał w popkulturze i nic dziwnego, ale mając coś bardzo na świeżo i to w podobnym schemacie: dwóch przyjaciół, z których jeden trochę nakręca na teorie spiskowe drugiego, czułem lekko wejście w podobną historię. Nawet czarny humor jest zbliżony, choć panowie Jurkowski, Hucz, Osiadacz czyli Grupa Filmowa Darwin mają ciut większy rozmach, nie ograniczają się do jednej piwnicy, ale szaleją na większą skalę. Ba, tu odkrycie Reptilian, czyli naocznych dowodów na spisek w który całe życie wierzyli, prowadzi bohaterów do przejścia na drugą stronę Ziemi (która oczywiście jest płaska, a my jesteśmy okłamywani) by zadać cios w samo serce obcych, a nie jedynie walczyć z nimi po naszej stronie...
Zaraz, zaraz o co biega, zakrzykniecie. Nawet jeżeli gdzieś zetknęliście się z teoriami, że zielone jaszczury ukrywają się pośród nas, zakładając maski i zajmując znaczące pozycje w społeczeństwie, by prowadzić ludzkość ku zagładzie, uważaliście pewnie je za stek bredni jakichś pomyleńców. I wokół bohaterów ludzie myślą podobnie, uważając ich za dziwaków. Kacper i Tomek niedługo jednak będą mieli tyle dowodów na to, że oni mieli rację, że wszystkim szczęki opadną.
niedziela, 5 lipca 2026
Café Slavia - Ota Filip, czyli przejdźmy się kawałeczek i coś panu opowiem
Niby powieść napisana po niemiecku, bo z racji różnych problemów autor musiał wyjechać, akcja dzieje się w Pradze i jest tak przesiąknięta duchem czeskości, że trudno mi traktować ją inaczej niż "literatura czeska".
Bohaterem książki jest austriacki hrabia - Nikolaus Belecredos, który opowiada swoje losy z lat 1910-1968, koncentrujące się wokół tytułowej kawiarni. Od wizyty Lenina w Pradze w 1912 roku, po wkroczenie wojsk Układu Warszawskiego w 1968 roku. Bynajmniej nie jest to jednak powieść historyczna, oryginalni bohaterowie różnych wydarzeń pojawiają się tu często jedynie jako tło, w zaskakujących konfiguracjach i scenach. Kotłują się razem rewolucjoniści, anarchiści, artyści i wojskowi, bogacze i ci którzy stracili już majątki i zostały im jedynie dawne tytuły i wspomnienia. Choć czasy takie, że wszystko szybko się rozpada i trudno mówić o trwałości tego co zbudowały poprzednie pokolenia, to opowieść o ludziach którzy jakoś dziwnie potrafią się w tym odnaleźć i mimo wszystko uniknąć największych problemów. Hrabia Belecredos może wydawać się utracjuszem, któremu na niczym nie zależy, a za szczyt "odpowiedzialności" z jego strony chyba należałoby uznać to, że liczne swoje potomstwo będące owocem różnych przygód miłosnych, stara się zabezpieczyć podrzucając do opieki obcym, którzy na pewno będą lepszymi rodzicami niż on.
niedziela, 28 czerwca 2026
Bursztynowe słodycze magiczne - Hiyoko Kurisu, czyli może chcesz ciasteczko?
Ach, wszyscy kochający pełne ciepła, odrobiny magii i sporej dawki azjatyckich klimatów, pewnie są przeszczęśliwi, bo tytułów które wpisując się w ten schemat coraz więcej na naszym rynku. I choć można dostrzec pewne podobieństwa, jakoś wcale się nie nudzą. Może dlatego, że mimo wszystko są zakorzenione w historiach zwykłych ludzi, w problemach jakie może przeżywać każdy z nas. Kochamy je, bo czerpiemy z nich siłę, spokój ducha, nadzieję. Nawet nie tyle na "magiczną interwencję", ale raczej w to, że znajdziemy w sobie podobną siłę wewnętrzną, by coś zmienić w naszym życiu. Zwykle magia polega tu jedynie na jakimś drobnym impulsie, popchnięciu w pewnym kierunku, a człowiek już sam odkrywa że jednak może wcale nie jest tak tragicznie jak mu się wydawało. Na wszystko znajdzie się sposób, byle tylko w to uwierzyć i nie tkwić jedynie w rozpaczy że się nie da...
To tak jakbyś po wymuszonym uśmiechu, nagle inni do ciebie zaczęli się uśmiechać i już w naturalny sposób i ty stajesz się szczęśliwy. Ktoś podsuwa ci cukierek wmawiając że to lekarstwo i twoja wiara w efekt powoduje że problemy się rozwiązują.
To tak jakbyś po wymuszonym uśmiechu, nagle inni do ciebie zaczęli się uśmiechać i już w naturalny sposób i ty stajesz się szczęśliwy. Ktoś podsuwa ci cukierek wmawiając że to lekarstwo i twoja wiara w efekt powoduje że problemy się rozwiązują.
poniedziałek, 1 czerwca 2026
Zaleca się kota - Syō Ishida, czyli każdy potrzebuje bliskości
Na Dzień dziecka, pozycja idealna, choć raczej nie dla dzieci. Któż jednak potrafi oprzeć się prośbie dziecka? To równie trudne jak oparcie się kociemu spojrzeniu. A w tej książce to spojrzenie jest kluczem. Z początku może wydawałoby się absurdalnym - jak otrzymanie kota ma pomóc w rozwiązaniu jakichś problemów np. bezsenności... Każdy jednak kto już kota miał, ten wie jaka dzieje się magia.
Czy to działa w każdym przypadku? Ano przekonajcie się czy tak przedziwna recepta od lekarza, do którego ludzie trafiają jedynie z polecenia, przynosi jakieś efekty i czy zawsze takie jakich się spodziewamy.
Zagonieni, może popadnąwszy w rutynę, w jakieś lęki, depresje, poddając się stresowi, zapominamy często o tym ile w życiu może być radości i miłych chwil. Gdy stajemy się za kogoś odpowiedzialni, obdarzając kogoś troską, karmiąc, bawiąc i myśląc cały dzień, niby raczej sobie dokładamy trochę obowiązków. Za to...
sobota, 30 maja 2026
Za tobą - Kelly Luce, czyli być "obcym" nigdy nie było łatwo

Okładka zdawać by się mogło zapowiada jakiś kryminał albo thriller, obiecuje tajemnicę, tymczasem "Za Tobą" ma więcej wspólnego z powieścią obyczajową, może z mocnym wątkiem psychologicznym, niż z jakąś intrygą. Tajemnica niby jest, choć ona dość szybko przed nami jest odsłonięta, bo to raczej otoczenie nie wie wszystkiego o bohaterce, a my czytelnicy znamy jej przeszłość i rozumiemy też dlaczego chce ją ukrywać.
Dziś Rio wiedzie szczęśliwie życie. Ma rodzinę, spełnia się zawodowo, biega
maratony. Z Japonią, w której się urodziła i wychowała wiążą ją jedynie
rysy twarzy. Gdy pewnego dnia otrzymuje list z zawiadomieniem o śmierci
ojca, Rio, a właściwie Chizuru, bo takie jest jej oryginalne imię które potem zmieniła, będzie musiała wrócić do domu i stawić
czoła temu, o czym przez całe życie usiłowała zapomnieć.
Jej ojciec był dumą narodową - muzykiem, który wzruszał i poprzez swoją niepełnosprawność dawał przykład tego że pracą można osiągnąć wszystko. Niestety nie tylko był człowiekiem, który trochę potwierdzał stereotypy o surowych, nie okazujących uczuć Japończykach, ale perfekcjonistą oczekującym iż ze względu na miejsce zamieszkania córka będzie starała się przyjąć kulturę i zasady jego, a nie matki, wolnego ducha, artystki ze Stanów Zjednoczonych.
niedziela, 17 maja 2026
Sweetland - Michael Crummey, czyli piękne choć depresyjne
Jak pisałem jakiś czas temu o powieści "Dziki, mroczny brzeg", która była tak bardzo chwalona, pisałem że mnie jakoś rozczarowała i dokonałem na swój użytek wtedy porównania ze Sweetlandem Crummeya, który czytaliśmy na DKK. Mija długi czas a ja sobie uświadamiam że jeszcze o niej nie napisałem. No to nadrabiam choć kilka zdań.
Czym mnie urzekł Crummey? Klimatem. Cholera naprawdę człowiek czuje ten wiatr, te fale, to zimno. Czuje głód, samotność, a jednocześnie poczucie szczęścia, że nie ma piękniejszego miejsca. Na wyspie gdzie wszyscy się znają po prostu niewiele może się zdarzyć niespodziewanego, nie zostaniesz zdradzony, oszukany przez kogoś obcego. Nawet jak nosisz za coś urazy, to nie znaczy że będziesz tego kogoś unikał, bo tu wszyscy muszą jakoś być dla siebie wsparciem w razie trudności. Tak surowa idylla z wyboru, bo każdy z nich może kiedyś marzył o innym życiu, ci którzy tego próbowali wcale jednak nie byli szczęśliwi i myśleli jedynie o powrocie.
Gdy jednak społeczność robi się coraz starsza, pojawia się taka myśl, że może jednak warto wyjechać. Dla młodych by mieli szansę i edukację, dla chorych by mieli opiekę, a może i dla siebie by iść za innymi, by nie zostać samemu.
niedziela, 3 maja 2026
Raczej bohater - Anna Burns, czyli jak tu uniknąć własnego powołania i zmienić los zdarzeń
Zaskoczyła mnie ta powieść, zarówno objętością, jak i zawartością. Po Mleczarzu chyba spodziewałem się czegoś bardziej serio, w podobnym klimacie, niby z ironią, ale nie aż tak pokręconego.
Tymczasem Raczej bohater to groteskowa opowieść o tym jak to jest być superbohaterem. Czujesz w sobie jakąś presję, obowiązki, czyhają na twoje życie wrogowie, a ty nie wiesz za bardzo komu zaufać. Da się tak żyć na dłuższą metę? Jeżeli wszędzie dopatrujesz się podejrzanych interesów i ukrytych zamiarów, starasz się zabezpieczyć na wszystkie strony, a potem i tak przychodzi chwila, gdy atak przychodzi z zupełnie innej strony. Przecież nawet superbohater może się mylić, popełniać błędy, dać się zaskoczyć...
No i w życiu uczuciowym też nie jest tak, że może sobie skakać z kwiatka na kwiatek bez konsekwencji, nie pragnąć samemu jednak czegoś więcej. Anna Burns pisze nie tyle pastisz opowieści o superbohaterach, a raczej własną wersję takiej historii - pełną szalonych zupełnie motywów, działań, postaci, a centrum stawiając femme fatale, zakochaną w superbohaterze.
piątek, 1 maja 2026
Dwa miliony za Grunwald - Joanna Jodełka, czyli ratować przed zniszczeniem
Maj zaczynam wpisem starszym, którym czekał długo na swoją kolej i zaraz po nim wieczorem pojawi się coś nowszego, świeżo czytanego. Obie pozycje łączy malarstwo, dzieła sztuki i fakt iż napisali je polscy autorzy. Sporo je też jednak różni.
O ile bowiem tytuł powieści Joanny Jodełki trochę obiecuje jakąś powieść kryminalno-sensacyjną, zawartość może trochę rozczarować. Nie ma tu bowiem specjalnie miejsca na zagadkę, a i trudno zbudować napięcie jeżeli zna się dalsze losy obrazu. Chodzi bowiem o obraz dla Polaków tak ważny, a przez Niemców znienawidzony i który jako jeden z pierwszych obiektów znalazł się na ich liście do zdobycia i zniszczenia. Jak wszyscy wiemy wisi w naszym Muzeum Narodowym w Warszawie, skoro więc udało się go uratować, choćby nie wiem jak podkręcać fabułę trudno zaskoczyć czytelnika. Choć pewnie Amerykanie film nakręciliby taki, że byśmy szczęki zbierali z podłogi, choć niekoniecznie zgodny z faktami. Autorka jako że studiowała na Wydziale Historii Sztuki, to i stara się dość wiernie odtworzyć tą historię, choć na pewno jest to fabularyzowana wersja, chwilami może i łapiąca trochę kolorów.
O ile bowiem tytuł powieści Joanny Jodełki trochę obiecuje jakąś powieść kryminalno-sensacyjną, zawartość może trochę rozczarować. Nie ma tu bowiem specjalnie miejsca na zagadkę, a i trudno zbudować napięcie jeżeli zna się dalsze losy obrazu. Chodzi bowiem o obraz dla Polaków tak ważny, a przez Niemców znienawidzony i który jako jeden z pierwszych obiektów znalazł się na ich liście do zdobycia i zniszczenia. Jak wszyscy wiemy wisi w naszym Muzeum Narodowym w Warszawie, skoro więc udało się go uratować, choćby nie wiem jak podkręcać fabułę trudno zaskoczyć czytelnika. Choć pewnie Amerykanie film nakręciliby taki, że byśmy szczęki zbierali z podłogi, choć niekoniecznie zgodny z faktami. Autorka jako że studiowała na Wydziale Historii Sztuki, to i stara się dość wiernie odtworzyć tą historię, choć na pewno jest to fabularyzowana wersja, chwilami może i łapiąca trochę kolorów.
sobota, 25 kwietnia 2026
Hungerstone - Kat Dunn, czyli czego tak naprawdę pragniesz?
Do końca miesiąca na Notatniku już tylko 3 notki, warto więc wykorzystać weekend i znowu zrobić sobie przegląd o czym chcę pisać w pierwszej kolejności. Spacer zaliczony, co prawda oglądanie streemu Łatwoganga kusi, bo to jakieś wariactwo pozytywne, no ale jak odłożę pisanie to potem w tygodniu jeszcze mniej czasu.
A dziś powieść gotycka. Z ciekawym klimatem, pełna dość mrocznych, chwilami dość obrzydliwych opisów, kobieca, ale to nie znaczy że nie brakuje w niej siły. Czy nazwałbym ją powieścią grozy, czy horrorem? Chyba nie w takim dzisiejszym rozumieniu, to raczej niepokój, tajemnica są tu kluczem niż sam strach i jakieś zagrożenie.
Poznajemy Lenorę, która mogłoby wydawać się ma w życiu prawie wszystko. Bogaty mąż, pieniądze, stabilizacja, a do tego już wcześniej posiadany tytuł, status. Jak to jednak często w przeszłości bywało, małżeństwo było bardziej efektem kontraktu niż porywu uczuć. Mąż to jeden z tych, którzy na rewolucji przemysłowej i produktach z metalu dorobił się olbrzymiego majątku, potrzebował więc kontaktów, wprowadzenia w środowisko, co mogła mu zapewnić żona z tytułem. A ona? Wychowywana przez ciotkę, bez majątku, raczej nie mogła liczyć na wielu kandydatów do jej ręki. I początkowo wszystko się jakoś układało. On zachowywał pozory że mu na niej zależy, ona starała się nie tylko realizować jego prośby, ale i je wyprzedzać, dbając o to żeby jego pieniądze robiły jeszcze większe wrażenie i przyciągały kolejne zamówienia i znajomości.
A dziś powieść gotycka. Z ciekawym klimatem, pełna dość mrocznych, chwilami dość obrzydliwych opisów, kobieca, ale to nie znaczy że nie brakuje w niej siły. Czy nazwałbym ją powieścią grozy, czy horrorem? Chyba nie w takim dzisiejszym rozumieniu, to raczej niepokój, tajemnica są tu kluczem niż sam strach i jakieś zagrożenie.
Poznajemy Lenorę, która mogłoby wydawać się ma w życiu prawie wszystko. Bogaty mąż, pieniądze, stabilizacja, a do tego już wcześniej posiadany tytuł, status. Jak to jednak często w przeszłości bywało, małżeństwo było bardziej efektem kontraktu niż porywu uczuć. Mąż to jeden z tych, którzy na rewolucji przemysłowej i produktach z metalu dorobił się olbrzymiego majątku, potrzebował więc kontaktów, wprowadzenia w środowisko, co mogła mu zapewnić żona z tytułem. A ona? Wychowywana przez ciotkę, bez majątku, raczej nie mogła liczyć na wielu kandydatów do jej ręki. I początkowo wszystko się jakoś układało. On zachowywał pozory że mu na niej zależy, ona starała się nie tylko realizować jego prośby, ale i je wyprzedzać, dbając o to żeby jego pieniądze robiły jeszcze większe wrażenie i przyciągały kolejne zamówienia i znajomości.
niedziela, 5 kwietnia 2026
Lato marnotrawnych - Barbara Kingsolver, czyli ciekawe ale raczej nie porywa
Drugie spotkanie z Barbarą Kingsolver, ciekawe, choć jednak ciut słabsze niż "Demon". Może dlatego że po lekturze powieści Powersa już trudno mnie zaskoczyć wątkami miłości do przyrody, tego jak natura może wpływać na nasz los. W Lecie marnotrawnych również wybrzmiewają te nuty które można by nazwać świadomością ekologiczną, budzącą się fascynacją z prostego życia na farmie. A jeżeli tym mnie specjalnie autorka nie zaskoczyła i Powersa nie przebiła mocnymi historiami, to zostaje z tego jedynie otoczka obyczajowa, samotność, tęsknota za kimś kogo się straciło. Jedni radzą sobie z tym lepiej, inni słabiej. I oto Kingsolver zbiera kilka takich historii, przeplata je ze sobą, tworząc dość ciekawą całość.
Ciekawą, ale nie porywającą. Mimo nastroju, refleksyjności, pięknych opisów przyrody rejonu Apallachów, czegoś może jednak Wam w tym brakować. A przynajmniej mi brakowało.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















W zamierzeniach autora powieść miała być epitafium dla tragicznie zmarłych rodziców Pereca. To zniknięcie, pragnienie przywrócenia do porządku chaosu jaki się pojawił, zapełnienie braku, jest tu kluczem do odczytania całości a wszystkie detale poszczególnych wątków nie są nawet aż tak bardzo istotne.