Niby elektronika, mam jednak wrażenie że więcej tu tajemnicy niż chamskiego tanecznego i powtarzalnego rytmu. Buja za to cudownie. Energia, ale i wrażliwość, ten wokal i syntezatory tworzą jakąś przestrzeń którą określiłbym jako zmysłową ale i ulotną. Nawet więc jeżeli fragmenty (np. chórki) będą Wam coś przypominać, być ukłonem w stronę muzyki sprzed lat, to przecież jest to jednocześnie coś świeżego, fajnie łączącego różne estetyki. Powiedziałbym bowiem że więcej tu odwołań i tajemniczości rodem ze stajni 4AD niż klubowego grania do tańca.
No i zachwyt totalny że to przecież nasze, krajowe! Chwytliwe melodie, ale i jakaś melancholia, energia i zwiewność. Czyli do tańca i do... no nie, może nie do różańca, ale na pewno do zasłuchania, do nucenia. Ta muza może dawać wyciszenie, jest w niej jednak też i złość, przekaz który wcale nie jest taki banalny.
Czy mrocznie? No może chwilami, ja gustuję w takich rzeczach, to nie jest jednak dołujące, wciąż poruszamy się w przestrzeni popu, piosenek które spokojnie polecą w radiu.
Może i minimalistyczne, czy jednak potrzeba dużo więcej, jeszcze bogatszych aranżacji, skoro to tak pięknie brzmi? Czasem wystarczy tylko delikatna gitara i już jest magicznie.
Chyba muszę poszukać wcześniejszych płyt, bo podczytuję opinie że ta nie jest najlepsza... Kurcze, może być jeszcze lepiej?
Skojarzenia: może Lana Del Rey. Ale tu moim zdaniem jest ciekawiej. Jest więcej emocji, urozmaicenia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz