Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojenny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojenny. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 maja 2026

Dwa miliony za Grunwald - Joanna Jodełka, czyli ratować przed zniszczeniem

Maj zaczynam wpisem starszym, którym czekał długo na swoją kolej i zaraz po nim wieczorem pojawi się coś nowszego, świeżo czytanego. Obie pozycje łączy malarstwo, dzieła sztuki i fakt iż napisali je polscy autorzy. Sporo je też jednak różni. 
 
O ile bowiem tytuł powieści Joanny Jodełki trochę obiecuje jakąś powieść kryminalno-sensacyjną, zawartość może trochę rozczarować. Nie ma tu bowiem specjalnie miejsca na zagadkę, a i trudno zbudować napięcie jeżeli zna się dalsze losy obrazu. Chodzi bowiem o obraz dla Polaków tak ważny, a przez Niemców znienawidzony i który jako jeden z pierwszych obiektów znalazł się na ich liście do zdobycia i zniszczenia. Jak wszyscy wiemy wisi w naszym Muzeum Narodowym w Warszawie, skoro więc udało się go uratować, choćby nie wiem jak podkręcać fabułę trudno zaskoczyć czytelnika. Choć pewnie Amerykanie film nakręciliby taki, że byśmy szczęki zbierali z podłogi, choć niekoniecznie zgodny z faktami. Autorka jako że studiowała na Wydziale Historii Sztuki, to i stara się dość wiernie odtworzyć tą historię, choć na pewno jest to fabularyzowana wersja, chwilami może i łapiąca trochę kolorów. 

niedziela, 12 kwietnia 2026

Null - Szczepan Twardoch, czyli brutalność i szaleństwo wojny

O tej powieści trudno pewnie będzie mi coś napisać. Bardziej mam wrażenie się ją odczuwa i przeżywa niż analizuje i ocenia. Szczepan Twardoch nie raz już w swoich powieściach dotykał spraw tożsamościowych, wrzucał swoich bohaterów w sytuacje, gdzie byli zmuszani do rewizji różnych swoich systemów wartości i zasad, burzył ich światy. I tak jest i teraz. Można powiedzieć że to książka o wojnie na Ukrainie, ale przecież nie jest to reportaż, nie jest to analiza geopolityczna, nawet trudno powiedzieć, by jednoznacznie biła z niej pewność co do przekonania walki o sprawę. To raczej powieść o człowieku, którego wojna zmienia. Zobojętnia, wypełnia jakimś przedziwnym stanem zawieszenia. Lękiem który obezwładnia, ale i złością na cały świat. Na tych po drugiej stronie, na siebie, na kolegów z oddziału, a przede wszystkim na tych, którzy w garniturach przesuwają pionki ich armii po mapie, kompletnie nie wiedząc co na froncie się dzieje.  
 
Ta wojna pokazuje też jak bardzo zmieniają się zasady jej prowadzenia i jej realia. Śmierć może przyjść zupełnie z zaskoczenia z powietrza, choć jest wymierzana bardzo celnie, nie na ślepo jak kiedyś. To już nie są bomby i rakiety, ale drony, kamery, satelity. Armie zamiast się przesuwać raczej tkwią w miejscu, tygodniami siedząc w okopach i schronach, po jednej i po drugiej stronie linii frontu. Sukces pójścia do przodu jest pozorny, bo w każdej chwili możesz zostać odcięty od jakichkolwiek dostaw, zdany na siebie, sam już nie wiedząc czy lepsza będzie śmierć na miejscu czy tortury, które czekają jeńców. 

poniedziałek, 9 marca 2026

Starzyński, czyli odważna decyzja repertuarowa i za to szacunek

Najnowszy musical w Teatrze Syrena może zaskoczyć, bo u nas wciąż kojarzy się ten gatunek z rozrywką, a nie ze spektaklami, które na poważnie opowiadają o jakimś tragicznym życiorysie. To dość odważny ruch, choć pamiętając o wsparciu, które można uzyskać sięgając po takie tematy oraz o tym, że szkoły mogą być zainteresowane taką formą obcowania ze sztuką, a jednocześnie lekcją historii, ten ruch może im zaprocentować. 

Nie znam niestety jeszcze powieści Grzegorza Piątka, która stała się podstawą scenariusza - ostatnich dni rządzenia miastem przez legendarnego prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego. Może wtedy łatwiej byłoby mi zrozumieć pewne rozwiązania i je oceniać w takim zestawieniu z materiałem oryginalnym. Nie znam, odnosić się będę więc jedynie do emocji jakie wzbudził we mnie ten spektakl. 

wtorek, 17 lutego 2026

Gerta Schnirch, czyli zawsze wolałaś milczeć

Chyba umknął by mi ten film, może ominąłbym go spodziewając się jakiegoś rzewnego historycznego melodramatu jakich wiele. Na szczęście Wydawnictwo Afera dało sygnał, że warto zwrócić uwagę, bo to przecież ekranizacja powieści Kateřiny Tučkovej. A po Bilej Vodzie, to dla mnie potwierdzenie jakości. Wciąż co prawda Boginie z Żitkovej czekają na półce, ale w tym roku na pewno trafią bliżej pod rękę - po prostu w skali roku te 180 tytułów przeczytanych to jest pewnie ze 20 procent tego co trafia na półki w domu lub na czytnik :( No nie da się wszystkiego...
 
Oglądając Gertę Schnirch trochę myślałem o tym ile hałasu by zrobił u nas podobny serial - w pewien sposób dotykający bolesnych ran, rozliczeń historycznych, tego jak czasem wolimy zapomnieć o winach i krzywdach, tłumacząc to jeszcze większymi grzechami. Historie pokazujące inną perspektywę zaraz oskarżane są o próby zakłamywania przeszłości, dorabiania poczucia winy ofiarom, a usprawiedliwianiem oprawców. A przecież nie chodzi o odwrócenie przekazu, tylko o to, by z uwagą pochylić się nad losem ludzi, a nie cyferek, nad dramatem, tragedią, a nie pojęciami z podręczników typu "naród", "odpowiedzialność", "wyrównanie krzywd". Nawet polityczne decyzje dotyczące przesuwania granic, nie usprawiedliwiają przecież okrucieństwa i odwetu na tych, w których widzimy jakby przedłużenie obecności krzywdziciela. Bo mówią tym samym językiem, bo wyznają tą samą wiarę, bo nie postrzegamy ich jako "swoich". A teraz możemy "odegrać się" za to wszystko czego doświadczyliśmy. Co z tego że zwykle na niewinnych, na kobietach i dzieciach, ale wmawiamy sobie że były współwinne, bo przecież przez krótki okres czasu żyły lepiej niż my, mogły korzystać z przywilejów, nie broniły nas tak jak byśmy tego chcieli. 

Tak. Gerta Schrnirch to poruszająca historia dotykająca tematu wypędzeń obywateli uznanych za niepożądanych, bo postrzeganych jako ludzi pochodzenia niemieckiego - dotyczy to m.in. nie tylko terenów Czech, ale i naszych ziem zachodnich, w obu przypadkach ludzi, którzy mieszkali tam od pokoleń, współdzieląc te tereny z sąsiadami innych narodowości. 

wtorek, 6 stycznia 2026

Norymberga, czyli z tego pojedynku niestety zapamiętamy tylko jednego

Nie jest łatwo zrobić film o koszmarze wojny, który w dodatku ma opowiadać o rozliczeniach zbrodni po jej zakończeniu. Zdaje się że twórcy nie bardzo mogli się zdecydować na co położyć większy nacisk - na próby "rozpracowania" psychologicznego z Hermannem Göringiem, na pokazaniu jego winy, czy też sądowniczy thriller polegający na tym czy tą winę da się udowodnić. Wepchnięto wszystkiego po trochu i mimo świetnej roli Russella Crowe'a ten film może znużyć i nie ma w nim raczej nic ekscytującego. A może problem tkwi właśnie w słabości głównego bohatera, który nie stanowi równorzędnego partnera dla człowieka, którego ma rozpracować dla amerykańskiej armii i rządu? To była ich inicjatywa, by postawić przed międzynarodowym sądem najwyższych oficerów i polityków niemieckich odpowiedzialnych za dokonywane zło, więc nie mogą pozwolić sobie na porażkę. Nie mogą też pozwolić na to, by Niemcy popełniali samobójstwa - wszystko ma zakończyć się w świetle kamer i po wyroku. 

Stąd też pomysł, by do aresztowanego Göringa wysłać wojskowego psychiatrę Douglasa Kelleya (Rami Malek), który ma zadanie wydobyć z niego jakieś dowody przyznania się do winy, jakieś drobiazgi, których może uchwycić się oskarżyciel. 

niedziela, 2 listopada 2025

Światłoczułość - Jakub Jarno, czyli gdybyśmy tak mogli być razem

No to jeszcze jedna powieść, która poruszyła wiele serc (choć moje nieszczególnie). Dyskusja na temat tożsamości autora pewnie zrobiła książce sporą reklamę, trochę jednak na drugi plan zeszła rozmowa o jej wartości literackiej. Czy Remigiusz Mróz, znany dotąd z literatury rozrywkowej mógł pokusić się o napisanie czegoś innego? A czemu by nie? Przecież rzemieślniczo nie różni się to tak bardzo od pisania kryminałów, a historię mógł nosić od dawna w swoim sercu.


Zaskakująca może być dla niektórych forma jaką nadano tej historii - listów, wspomnień, myśli, które choć adresowane do tej jednej osoby którą nosi się w sercu, tak naprawdę poza jednym krótkim spotkaniem, gdy się poznali, potem nigdy się nie widzieli i samych listów też nie mogli sobie przesyłać. Jest to więc nawet bardziej pisanie do samego siebie, do jakiejś wyobrażonej, idealnej postaci, przy której mógłbym być szczęśliwa/wy...

Niestety los sprawił, że tuż po ich pierwszym spotkaniu, gdy mieli lat naście i byli sobą zafascynowani, wybuch wojny wszystko zmienił. Wioski są palone, ludzie muszą uciekać z miejsca na miejsce, każdego dnia wokół nich umierają ich bliscy, doświadczenie głodu, chłodu, niebezpieczeństwa jest tak znajome jak kiedyś słońce czy chmury. 

wtorek, 14 października 2025

Droga do Vermiglio, czyli gdzie zaczyna się i gdzie kończy moja wolność

Druga propozycja filmowa na wtorek jest dużo bardziej "wytrawna". Gutek film przyzwyczaił nas do tego, że preferuje doznania artystyczne nad rozrywkę, a że sporo widzów właśnie podobnych emocji szuka, miejmy nadzieję że i kina studyjne przetrwają, a multipleksy też otworzą się trochę nad inne filmy. 
 

„Droga do Vermiglio” w reżyserii Maury Delpero to opowieść w której niby niewiele się dzieje, jest sporo niedopowiedzeń, ale też urzeka klimat w jakim dzieje się cała historia. Wybranie jako miejsca akcji wioski w górach na północy Włoch, gdzie do dziś nie ma idealnej komunikacji, zatrudnienie jako aktorów głównie ludzi stamtąd, by urealnić akcent, nadaje temu filmowi dość wyjątkowego charakteru. 

Gdzieś toczy się wojna światowa, ale oni poza tym że słyszą czasem samoloty i zabrano do wojska młodych mężczyzn, w niewielki sposób jej doświadczają. Życie toczy się powoli, zgodnie z rytmem natury, tak od dekad. Ludzie się znają, może nie mają wiele, ale też wiele im nie potrzeba. 

niedziela, 15 czerwca 2025

Siostry z Auschwitz - Roxane Van Iperen, czyli nie możemy się poddać

Tematyka "obozowa" ostatnimi laty stała się popularna, ale skręciła w dość dziwnym kierunku - czasy wojny i okrucieństwo jakie fundowali Niemcy różnym narodom, stały się jedynie tłem do historii, którym bliżej do melodramatów, obyczajów, a autorzy prześcigają się w coraz bardziej dziwnych tytułach. Niedługo każdy zawód, chyba będzie miał swoją reprezentantkę na okładkach...   

Siostry z Auschwitz mogą czytelników, którzy kochają tamte tytuły trochę rozczarować. Niewiele bowiem tu fabularyzacji, dialogów, wkładania różnych myśli bohaterom do głowy. Roxane Van Iperen stara się opowiedzieć pewną historię, którą odnalazła w archiwach, a przy okazji odtwarza realia okupacji hitlerowskiej w Holandii. 

Krok po kroku, dzień po dniu obserwujemy jak wokół społeczności żydowskiej zaciska się pętla, choć początkowo nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Co może być bowiem złego w tym, że władze każdemu kazały się zarejestrować i nosić specjalnej dokumenty? Tyle że mając już wszystkie nazwiska i adresy w aktach, potem można w ciągu jednej nocy, przygotować kolejny transport do obozów koncentracyjnych w środkowej Europie. Żydzi tracą majątki, pracę, domy, ze zdumieniem obserwują obojętność sąsiadów i jadą na wschód jeszcze nie do końca wiedząc że to już jest ich koniec. Początkowo - jeszcze przed wkroczeniem armii Hitlera, ruchy nacjonalistyczne traktowane były jako pewien margines, może groźny ale i karykaturalny, bez wpływu na rzeczywistość. Potem, gdy ci ludzie zajęli najwyższe stanowiska w państwie, już nie byli tak zabawni...

sobota, 24 maja 2025

Wieczna wojna i Wieczna wolność - Joe Haldeman, czyli kazaliście mi walczyć, ale co dalej?

Z serią Wehikuł czasu od wydawnictwa Rebis mam tak, że albo czytam jeden tytuł po drugim, ciesząc się odkrywaniem kolejnych klasyków albo czasem utknę na jednym i potem muszę zrobić sobie dłuższą przerwę. Haldeman wszedł mi bardzo dobrze, ale teraz na przykład mocno utknąłem na Najeździe z przeszłości Hogana.


Przy Haldemanie może nie było jakiegoś wielkiego zachwytu, ale też na pewno ciekawość na tyle duża, że sięgnąłem szybko po kontynuację. Pokolenie wojny w Wietnamie mocno wpłynęło na sposób opowiadania o wojnie - bezsensownej, okrutnej, pozostawiającej głębokie rany. Wtedy takie powieści na pewno miały większą siłę rażenia - ich pacyfistyczne przesłanie, pokazanie jak trudno odnaleźć się weteranom w rzeczywistości, jak są traktowani jako mięso armatnie i nikt się nimi nie interesuje... No chyba że się buntują - to trzeba zgasić to w zarodku, bo żołnierz ma być posłuszny i nie zadawać pytań. 

czwartek, 24 kwietnia 2025

Dr Strangelove, czyli i przerażająco i śmiesznie albo inaczej odwet wyprzedzający

MaGa: Kolejny spektakl teatralny z cyklu NTLive pozwolił nam przypomnieć sobie czym jest humor angielski i za co go lubimy. Nic tylko podziękować należy za możliwość oglądania na dużym ekranie świetnych aktorów, odważnie podejmowanych tematów, sprawnej reżyserii i niebanalnych pomysłów na scenografię.


Robert: To prawda. Cykl na który możemy wpadać do Multikina jest gratką dla teatromanów, bo daje możliwości obcowania z inną kulturą, niekiedy z innym spojrzeniem na to co nas otacza albo – tak jak w przypadku tego spektaklu – z tak ostrą satyrą, której na deskach rodzimych teatrów raczej się nie ogląda. Choć temat zagrożenia związanego z działaniami polityków, którzy zamiast łagodzić, jedynie podkręcają konflikty jest znany, a w obecnych realiach wcale nie traci na aktualności. I co z tego że to tekst wymyślony w latach 60, mocno zanurzony w rzeczywistość zimnowojennego konfliktu między NATO i blokiem sowieckim.

Przecież to nie tylko rzecz historyczna, ale też genialna, błyskotliwa satyra, która ironizuje z polityki, wojskowego szaleństwa na temat działań wojennych i koncepcji wzajemnego odstraszania nuklearnego. Przez cały spektakl ma się wrażenie balansowania na cienkiej linie pomiędzy śmiechem a przerażeniem. A przyglądając się pomysłom niektórych aktualnych głów Państwa wcale wiele się w sposobie podejmowania różnych decyzji nie zmieniło. I choć tu akurat mamy prztyczek w nos Amerykanów, ale przecież to samo można zobaczyć i w innych krajach. Dać ludziom władzę, to tak jakby wręczyć dziecku pudełko zabawek licząc na to, że nie skusi się na to by z niego skorzystać.

środa, 2 kwietnia 2025

5 grudniów - James Kestrel, czyli doprowadzę to do końca

No to druga odsłona kryminalnej środy.
A może jednak z góry powinienem zastrzec, że mimo informacji podkreślanej przez wydawcę (REBIS) o nagrodzie Edgar Award za najlepszą powieść kryminalną roku 2022 dla tego tytułu, nominacjach do innych nagród w ramach tego gatunku, fani kryminałów mogą być trochę zaskoczeni. 

Owszem: są trupy, jest gliniarz i jest śledztwo, a nawet więcej jest wręcz obsesyjne polowanie na mordercę. Ale jest też sporo więcej. I w sumie nawet nie wiem co mi się podobało bardziej.


5 grudniów to kryminał w stylu noir, z wojną w tle, gdzie prowadzenie śledztwa mocno zostaje zaburzone przez zaatakowanie Stanów przez Japonię i ogarnięcie Azji na kilka lat w chaosie, w którym jednostka traci kompletnie znaczenie. Jakie morderstwo, skoro tu każdego dnia giną tysiące. A mimo wszystko bohater nie zapomina o sprawie, którą rozpoczął w roku 41 i podejmuje ponownie w zupełnie innych realiach po 4 latach.

sobota, 1 marca 2025

Grom. Wojna runów - Marcin Mortka, czyli przeciągnąć na swoją stronę Ukryty Lud

Marcina Mortkę kojarzymy w ostatnich latach z powieściami pełnych humoru, przygód i akcji, ale ci którzy znają jego wcześniejsze pisarskie próby, pewnie pamiętają trylogię nordycką i jego dwie pasje: zainteresowanie historią II wojny światowej oraz mitologią skandynawską. Raz na jakiś czas powraca do pewnych wątków (choćby w "Pasie Ilmarinena"), ale oto pojawia się okazja by powrócić do tamtych pierwszych historii, w trochę odświeżonym wydaniu. 

Wznowienie "Wojny runów" ze zwróceniem uwagi w tytule na Grom to świetna propozycja dla tych, którzy lubią połączenie powieści wojennej oraz odrobiny fantastyki. Raczej przewaga jest tego pierwszego w pierwszej połowie książki, wszystko jest bardzo w poważnych tonach (w odróżnieniu od "Pasa..." gdzie trochę tego humoru było), nacisk jest na oddanie realnej atmosfery konkretnych wydarzeń pierwszych miesięcy wojny. Marcin Mortka jednak nie byłby sobą gdyby nie dodał do tego trochę fantazji na temat zmagań ludzi wywiadu, którzy mają za zadanie zajmować się poszukiwaniem artefaktów i ludzi z mocami paranormalnymi. Gdyby tak zdobyć takie siły dla swojego kraju (ale i dla siebie), jakaż władza byłaby w twoich rękach... 

sobota, 18 stycznia 2025

Pas Ilmarinena - Marcin Mortka, czyli wyprawa straceńców

Wieczorem może jeszcze dorzucę film, ale póki co zgodnie z niepisaną tradycją sobota to czas na fantastykę.

Dziś może niekoniecznie będzie to czysta fantastyka, bo to bardziej powieść wojenna, przygodowa, awanturnicza, ale ma przecież wątki paranormalne, które są w niej dość istotne. Zresztą Marcin Mortka niejednokrotnie udowadniał, że ma lekkie pióro i potrafi łączyć różne konwencje. Tym razem sięgnął po mało nam znany fragment historii jakim był atak ZSRR na Finlandię i opór na jaki się natknęli Rosjanie. Na bazie tego jednak, jak to on, rozpisuje akcję ratunkowej, która nosi znamiona dość szaleńczej, brawurowej, w dodatku dodaje do tego trochę magii, tajemnicy, humoru... Niby można rozpoznać styl Mortki, lekturę połyka się błyskawicznie, natomiast może zaskakiwać tło, które jest trochę bardziej realistyczne i surowe. W kontekście agresji na Ukrainę (zdaje się że ze sprzedaży część idzie na pomoc dla ofiar), jeszcze bardziej zaciskają nam się pięści ze złości na bezmyślną żądzę władzy tyranów, którzy szafują życiem tysięcy ludzi jak by to była jakaś gra. Napaść, podporządkować, narzucić swoją dominację, a koszty nie są istotne, choćby naród przymierał głodem z powodu zbrojeń. 


Jest więc ciut poważniej, ale nie zabraknie szalonych pomysłów. Jak choćby biblioteka artefaktów, które mają magiczne moce, gromadzonych przez grupę ludzi, raczej nie pragnących ujawnienia. Córka jednego z nich właśnie wykonywała misję na zlecenie ich organizacji, badając wierzenia ludów Finlandii, ucząc się od szamanów ich metod uzdrawiania. Saamowie niby w nosie mają państwa, granice, byle ich zostawić w spokoju, jednak nie zamierzając być zupełnie bierni wobec napaści wroga, który porywa ich kobiety. To samo może grozić również Brytyjce.

wtorek, 14 stycznia 2025

Historie ku pokrzepieniu, czyli Czekam aż stanie się coś pięknego i Batalion 6888

No i mam coś dla Was muzycznego z zupełnie innego bieguna, ale musicie poczekać tydzień na kolejną notkę z dźwiękami :) Wspomnę jedynie, że to będą dźwięki które kojarzą się mocną z Drogą. 


Tak od dłuższego czasu na Notatniku już jest, że wtorki są przeznaczone na filmy. Zwykle to propozycje dla wytrawnych kinomaniaków, ale raz na jakiś czas można podrzucić coś z głównego nurtu, prawda? Takie historie dla każdego. Co to łezkę można uronić, wzruszyć się, nawet jeżeli sam film daleki od arcydzieła i szybko się o nim zapomni. Dziś aż dwie takie produkcje z Netflixa.

Obie opowiadają o mało znanych wydarzeniach historycznych, obie nawiązują do II wojny światowej, choć akcja filmu włoskiego odbywa się tuż po jej zakończeniu. Wtedy to zarówno Niemcy jak i Włochy mocno doświadczyły kryzysu, wręcz głodu, co początkowo było ignorowane raczej przez świat, bo wszyscy traktowali to jako konsekwencje ich agresji, zajmując się ofiarami, a nie nimi. "Czekam aż stanie się coś pięknego" to historia opowiadana z perspektywy dziecka, dla którego bieda, życie na ulicy, kombinowanie to całe dzieciństwo. Rodzice niewiele mogli im zaoferować, szczególnie jeżeli matka została bez mężczyzny w domu. Nawet jak by znalazła pracę, dostawałaby by dużo mniej, bo pracy kobiet nie doceniano. 

czwartek, 2 stycznia 2025

Oszpicyn - Krzysztof A. Zajas, czyli do kogo należą te skarby, do kogo należy obowiązek pamiętania

Wznowienie książki sprzed kilku lat, w innym wydawnictwie to zawsze trochę ryzykowny pomysł, no chyba że to pozycja naprawdę zasługująca na uwagę, a wtedy jakoś przemknęła bez większego echa, nie trafiając w dobry czas. Dziś gdy coraz częściej nasi pisarze sięgają po klimaty grozy, jednocześnie szukając jak najciekawszych pomysłów na tło historii, może "Oszpicyn" będzie mieć więcej szczęścia. W końcu nie tylko Kinga warto czytać jeżeli ktoś lubi ten charakterystyczny dreszczyk niepokoju na plecach. Nasi też potrafią.

 
Choć to proza gatunkowa, jednocześnie jednak historia jaką opisuje Krzysztof A. Zajas, może wzbudzić uwagę nie tylko miłośników grozy. Niby o losach społeczności żydowskiej na terenach Polski w czasie drugiej wojny światowej napisano już dość dużo, wciąż jednak jest przestrzeń nie tylko mówienie o masowej zagładzie ale i np. na przyglądanie się relacjom z polskimi sąsiadami, postawom naszych rodaków wobec zła jakiego byli świadkami. W sytuacji gdy byliśmy chyba jedynym krajem gdzie za udzielanie pomocy Żydom groziła kara śmierci, to na pewno nie były łatwe decyzje, ale o niektórych sytuacjach trudno mówić inaczej jak o zwykłym draństwie. W tej opowieści jedno z takich zdarzeń staje się źródłem klątwy, która spadnie na miasto.

niedziela, 29 grudnia 2024

Nadchodzi chłopiec - Han Kang, czyli trauma która jest wciąż żywa

Ostatnia notka książkowa w tym roku i nie ukrywam, że trochę odkładana. Nie jest łatwo pisać o takich książkach. Opisujących wstrząsające wydarzenia, ale w taki sposób, że zaczynają się one wydawać bardziej potwornym snem, albo okrutną baśnią, a nie realnością.

Podobnie jak i przy pierwszej powieści tegorocznej noblistki, jaką czytałem (o Wegetariance pisałem tak) czułem, że choć ciężko mi się to czyta, nie potrafię odnaleźć wszystkich połączeń w fabule, znaleźć odpowiedzi na swoje pytania, to jednocześnie jest to coś tak niepokojącego, że zostaje w głowie na długo.

O masakrze w Gwangju z maja 1980 roku, kiedy to rząd Korei Południowej krwawo stłumił demonstracje skierowane przeciwko zamachowi stanu i przejęciu władzy przez wojskową dyktaturę w grudniu 1979, wiemy w Polsce bardzo niewiele. Oficjalne komunikaty mówiły o dwustu ofiarach, według historyków mogło być ich kilka tysięcy. I to właśnie ofiary tamtych dni, ich bliscy opowiadają nam o tym co się wtedy wydarzyło.

czwartek, 19 grudnia 2024

Nemezis - Maciej Siembieda, czyli ależ to jest historia!

Z jednodniowym opóźnieniem, bo to zwykle środa jest na klimaty kryminalne, ale powieść Maciej Siembiedy tak naprawdę wykracza poza ramy gatunku. Możecie zerknąć na spis przeczytanych gdzie pisałem o pierwszej części tego cyklu, nie kryjąc zachwytu. A dziś o Nemezis. 


Ale zanim parę zdań o książce jeszcze kilka słów o tym co na dniach. Do końca roku już tylko 12 dni, w tym 3 dni na podsumowania roku 2024, więc muszę szybko decydować o tym, które z rzeczy jakie widziałem pojawią się jeszcze w tym roku, a o czym napiszę dopiero w przyszłym. Wszystko jednak wskazuje na to, że liczbę 366 notek, czyli jednego wpisu dziennie uda się zachować. Juppi!
Czekajcie zatem na podsumowania, a poza nimi pojawią się jeszcze dwa kryminały ze świętami w tle, powieść tegorocznej noblistki, kapitalna choć czytana przeze mnie ponad rok powieść, dwa filmy z krótkiej listy oscarowej i jedna recenzja nowego spektaklu. 

środa, 4 grudnia 2024

Katharsis - Maciej Siembieda, czyli grecko-polska saga

Maciej Siembieda przyzwyczaił mnie do dobrych kryminałów z wątkami historycznymi, ale tym cyklem muszę przyznać że mnie zaskoczył. Ta historia ma w sobie i elementy sensacyjne i obyczajowe, łotrzykowskie i dramatyczne, ale przede wszystkim jest cholernie wciągającą sagą rozciągniętą na dwa, trzy pokolenia... Sagą, w której niby mamy w centrum nasz kraj, elementy jakby znajome, oglądane jednak z trochę innego punktu widzenia. Niektórzy bohaterowie powieści Siembiedy trafili tu przypadkiem, niektórzy świadomie zdecydowali że chcą stać się Polakami, innym choć tu się urodzili wydaje się kompletnie obojętny los kraju, bo interesuje ich jedynie ich własny. Z kawałków, które mogą wydawać się znajome jak choćby ukrywana przez PRL przed światem zachodnim pomoc komunistom z Grecji, atmosfera w Wolnym Mieście Gdańsku, czy na Dolnym Śląsku po wojnie, kopalnia uranu w Kletnie, czy manipulowanie ludźmi przez służby bezpieczeństwa, autor buduje wielowątkową opowieść o ludzkich marzeniach i goryczy, o tym jak los potrafi obdarzać i jednocześnie odbierać. 

Gdy już przyzwyczaimy się do bohaterów, chcemy poznawać ich losy, nagle ich porzucamy, przeskakujemy do kogoś innego albo o ileś lat do przodu. Siembiedzie nie chodzi bowiem o jakieś obyczajowe obrazki, a raczej o snucie pewnych nici, aby potem pokazać jak one wszystkie się połączyły.

środa, 20 listopada 2024

Ocalone, czyli już nic nie jest takie samo

MaGa: Są takie spektakle, których się boję. Panicznie boję się wojny, jestem pokoleniem tuż-powojennym i w dziecięcej pamięci zapisane są jeszcze ruiny, jest strach wyczuwany od rodziców, ciężkie milczenie na niektóre tematy, łzy w ich oczach takie nieoczywiste. Odchorowałam ten spektakl, a mimo wszystko nie żałuję, bo dostałam wiedzę o warszawskim Zieleniaku na Ochocie, której nie miałam, ale jednocześnie mocne przypomnienie, że zło się odradza, wystarczy zdjąć „różowe okulary” i wczytać się w wieści ze świata.


Robert: Dla mnie to rzeczywiście kawałek historii, ale przede wszystkim mocne zwrócenie uwagi na tragedię pojedynczych ludzi. Zwykle wspominając jakieś wydarzenia mamy przed oczami liczby, jakieś obrazy, pomniki ofiar, kalendarza zdarzeń, a tu o pamięć dopominają się zapomniani. Dlaczego? Bo niewygodnie jest mówić o gwałtach, o tym że dokonało się to w konkretnym miejscu i czasie, a dziś to miejsce mija się często, nie znajdując na ten temat żadnej informacji. Tu nie będzie wielkich słów o odwadze, o rzucaniu się na Niemców w pierwszych dniach powstania, o nadziei. Będzie rozpacz. Ból. Podwójny dla tych, które przeżyły gdy otoczenie kazało im zapomnieć i żyć dalej.

czwartek, 17 października 2024

Wojna nuklearna - Annie Jacobsen, czyli możliwy i przerażający scenariusz

Dość przerażająca treść, ale forma w jaką to zapakowana w mojej ocenie średnio strawna. Autorka zebrała masę informacji, zarówno historycznych jak i dostępnych wiadomości na temat obowiązujących procedur, mam jednak kilka ale: 

- ani specjalnie nie ma w tym nic odkrywczego (moje pokolenie może i nie żyło w zagrożeniu wojną nuklearną, świadome jest jednak tego zagrożenia);
- powtarzanie na różne sposoby podobnych informacji raczej osłabia ciekawość, a ilość nazwisk, stopni i stanowisk może przyprawić o ból głowy;
- no i wreszcie zabawy w fabularyzowanie wydarzeń (losy prezydenta), czyli mieszanie faktów, które obiecała oraz swoich fantazji, wcale nie buduje napięcia.

I w sumie można by na tym zakończyć recenzję. Niczym mnie ta pozycja nie zaskoczyła, a nowe tu były jedynie jakieś drobiazgi, które nie wiem czy mają aż tak wielkie znaczenie (np. ilość rakiet jakie cały czas są w gotowości w łodziach podwodnych).
A samo odliczanie?