środa, 25 marca 2026

Surowa północ, czy park narodowy, czyli W pułapce zbrodni oraz Dzikość

Na kryminalną środę tym razem naszykowałem nie książkę, choć właśnie skończyłem jeden dobry kryminał, a drugi pewnie do nocy też skończę. Tym razem seriale, bo nagromadziło mi się kilka i lada chwila wyparują z głowy. Trzeba więc zrobić trochę miejsca. Nie pytajcie o klucz doboru, czasem przyciągnie mnie twarz aktora jak w przypadku produkcji islandzkiej, czasem zwiastun...

Obie dzisiejsze produkcje są co najwyżej średniakami, więc jeżeli macie niewiele czasu, spokojnie można sobie je darować. 

W przypadku produkcji islandzkiej może lepiej mi było zacząć od serialu "W pułapce", trafiłem jednak na coś co Netflix wyświetla jako osobny serial, a jest tak naprawdę trzecim sezonem z tymi samym bohaterami. Może dwa poprzednie sezony byłyby ciekawsze?


Na pewno może się podobać klimat, bo jednak ta Islandia zawsze wywołuje trochę ciarki na plecach i sprawia że każda zbrodnia wydaje się bardziej surowa. Ci ludzie też jacyś tacy... 

wtorek, 24 marca 2026

Bugonia, czyli czy czujesz nadciągającą apokalipsę?

Powiedzieć że filmy Yorgosa Lanthimosa są wyjątkowo pokręcone to w sumie nawet mało. Reżyser pozostaje wciąż jednym z większych oryginałów, za każdym razem zaskakując nawet swoich fanów. Mogą jedynie zgadywać czy tym razem poziom dziwnych pomysłów będzie większy czy mniejszy niż ostatnio. 

Bugonia mówi całkiem sporo o kondycji współczesnych umysłów i o ich zawartości, pewnie równie dużo jak i Jedna bitwa po drugiej. I choć to historie o Stanach, ta przedziwna mieszanka teorii spiskowych, niechęci do władzy i do bogaczy, nieufności, jakiegoś sentymentu do tego że "dawniej było lepiej", jest przecież dość wyraźna prawie na całej kuli ziemskiej.


Ci którzy uważają iż "wiedzą więcej", czyli rozpoznają zagrożenia i identyfikują ich źródła, często wskazują palcem na te same problemy jak i ci których krytykują, czyli np. radykalne ekologowie. Ten głos: obudźmy się, bo zbliża się zagłada świata jaki znamy, robi się coraz potężniejszy, a mimo to z powodu niektórych form protestu, czy radykalizmu niektórych haseł, pozostaje częściej ignorowany i wyśmiewany niż aprobowany. Oczywiście można by w dwóch bohaterach, którzy postanawiają dokonać śmiałego czynu, można by widzieć jedynie dwóch świrów, pogubionych ludzi, którzy uwierzyli w jakieś bzdury, ale może doprowadzeni do desperacji rzeczywiście niektórzy sięgają po najbardziej dziwne metody, bo chcą wykorzystać jakąkolwiek szansę na zmiany?

poniedziałek, 23 marca 2026

Na niebie czarnej tarczy - Henry no hurry, czyli zwolnić tempo

Na kilka dni muszę zwolnić tempo, zregenerować siły, a więc muzycznie też będzie zwolnienie tempa. O tym artyście u siebie już pisałem, choć mam wrażenie że wciąż nie przebił się ona jakoś do powszechnej świadomości, piszę więc o kolejnym krążku z dużą przyjemnością. Może ktoś go dzięki temu odkryje jak ja kiedyś? 

Wawrzyniec Dąbrowski bo to on kryje się za nazwą Henry No Hurry, już od dłuższego czasu wędruje po naszym kraju ze swoją muzyką, robi to jednak w swoim własnym stylu i ze swoją wrażliwością. To często kameralne spotkania w niewielkich klubach, czasem nawet w mieszkaniach prywatnych. Wzruszające teksty, delikatny podkład muzyczny i ten głos, w którym jest tyle subtelności, delikatności. A mimo skromnej warstwy muzycznej, te kawałki naprawdę potrafią oczarować. 

niedziela, 22 marca 2026

Monolok - Paweł Sołtys, czyli tylu historii wysłuchałem, a dziś tylko wspominam

Resztkami sił jeszcze szybko na koniec niedzieli i notka na temat jednej z ostatnio czytanych powieści.  

Będzie chyba krótko, bo mam wrażenie że trudno o niej opowiadać, to jest coś trochę nieuchwytnego, co jednych zachwyci, a innych pozostawi obojętnymi. Przypominało trochę Zytę Rudzką i opowieści jej bohaterek, tyle że u Pawła Sołtysa nie ma jednego bohatera, a przynajmniej nie stoi on w centrum. Czeka na swoich klientów w salonie fryzjerskim, a tam już toczą się różne opowieści, czasem wspomnienia, refleksje na temat tego jak wszystko się zmienia. Ludzie odchodzą, ale kiedyś przynajmniej zostawała po nich jakaś historia, ktoś ich pamiętał, nawet jeżeli potem opowieść obrastała w różne dopowiedzenia, zmiany i stawała się np. ostrzeżeniem przed wyborami jakich nie należy dokonywać. 


Czego tu nie ma: tęsknota, zazdrość, miłość ta szczęśliwa i ta trochę mniej, pieniądze i ich brak, uzależnienia, destrukcje, a przede wszystkim jest świat w którym oni wszyscy żyją, znają się i stąd każdy może opowiedzieć o tym drugim choć trochę. Bo dobra historia jest w cenie. A słyszeliście o... A znacie... A wiecie że...

piątek, 20 marca 2026

Dom numer pięć - Justyna Bednarek, czyli liczy się nie tylko ciało ale i charakter!

W piątku staram się podrzucać coś familijnego, to łapcie wznowienie powieści Justyny Bednarek, autorki dość popularnej serii o skarpetkach. 


Choć w dużej mierze akcja dzieje się w świecie wyobraźni, czy też snu, jakimś świecie równoległym, ważne jest to jaki jest początek tej historii oraz jak zmieniają się bohaterowie. Można trochę upraszczając sprawę powiedzieć, że to lekcja dotycząca hejtu, oceniania, i nietolerancji, może nawet prześladowania kogoś słabszego, odróżniającego się od reszty dzieciaków. Równie dobrze można jednak stwierdzić, że to lekcja nabierania pewności siebie, odwagi, poczucia wartości, przełamywania lęków. Bo zmiana następuje zarówno w tym kto był prześladowcą, jak i w tym kto tego doświadczał. 

Piotrek, który w wyniki postępującej choroby powoli traci wzrok i musi nosić coraz silniejsze okulary, trochę pogodzić się z tym, że nie może być tak aktywny jak jego rówieśnicy i osiągać podobnych wyników. A może mu się tylko tak wydaje? Gdy nauczyciel wychowania fizycznego daje mu szansę, pokazuje że bynajmniej nie odstaje od nich i to dzięki niemy jego drużyna wygrywa. Niestety nie bardzo podoba się do klasowego osiłkowi, który znalazł się wśród przegranych i poczuł się upokorzony. 

czwartek, 19 marca 2026

Reminders of him. Cząstka ciebie którą znam, czyli lepsza książka Colleen Hoover czy film

Tak się zastanawiam czy zacząć od wrażeń z książki czy filmu. Nie ukrywam, że mimo iż zwykle dużo lepiej wypada lektura niż jej ekranizacja, to w tym przypadku...

No właśnie. Chyba pewne rzeczy lepiej wypadają na ekranie. I mimo całego schematyzmu, niekoniecznie porywającego aktorstwa w tej produkcji, ogląda się to jakoś bez poczucia straty czasu. No oczywiście jeżeli ktoś nie ma alergii na rzewne historie.  

Taka ona właśnie ma być. Z jednej strony próba rozpoczęcia od nowa, poukładania się z przeszłością, która doprowadziła młodą dziewczynę do pięcioletniego pobytu w więzieniu, pełna wspomnień, kopniaków od życia i niechęci tych, którzy nie mogą jej wybaczyć. Z drugiej... tak, oczywiście domyślacie się prawidłowo, to historia o tym iż ktoś jej daje drugą szansę, na zakochuje się w niej na zabój i ofiarowuje dużo więcej niż oczekiwała. No i już może ktoś się wzruszył bo lubi takie historie. 

środa, 18 marca 2026

Algorytm - W. P. Rdzanek, czyli zdradził czy też stał się ofiarą?

Całkiem niezły debiut. Może kojarzyć się z trylogią Szamałka "Ukryta sieć" bo i tu od razu jest informacja że to będą przynajmniej trzy części (ale długo na szczęście nie trzeba będzie czekać) no i te technologie cyfrowe i zagrożenia z nimi związane na pierwszym planie. Bliżej jednak tej powieści powiedziałbym chyba nawet do Severskiego - do prowadzenia sprawy przez policję, ale we współpracy ze służbami wywiadu zarówno po polskie jak i amerykańskiej stronie. W końcu jeżeli jest podejrzenie wycieku cennych danych i dochodzi do zaginięcia informatyka pracującego nad tajnym projektem, rzuca się wszystkie ręce na pokład, prawda?

Genialny programista Karol Koppel już dawno zwrócił uwagę służb amerykańskich, a od niedawna pracował dla nich nad bardzo interesującym programem, który miał pomóc w błyskawiczny sposób w wyszukiwaniu osób, łącząc informacje z różnych baz danych, ich wygląd oraz wszelkie podejrzane aktywności lub poglądy. ZEUS miał być już prawie gotowy, gdy informatyk znika. W poszukiwania i wyjaśnienie sprawy poza służbami angażują się też wuj chłopaka, były wojskowy, a obecnie znany prawnik, pracowniczka jego kancelarii i od niedawna dziewczyna Karola oraz kobieta, która ma na zlecenie CIA przyjrzeć się im z bliska czy przypadkiem sami nie byli zaangażowani w tą alarmującą sytuację. 

wtorek, 17 marca 2026

Twoją historię i tak opowiedzą po swojemu, czyli Czarna śmierć i Ołowiane dzieci

We wtorkowym kąciku dla kinomaniaków pisałem o różnych filmach, rzadko jednak o serialach. Ponieważ trochę jednak mi się tego uzbierało, poświęćmy im trochę czasu. Zwłaszcza że powodów do tego by poświęcić na nie kilka godzin swojego czasu nie brakuje – również w Polsce seriale robimy coraz lepsze. Wiele z nich oparte jest na jakichś wydarzeniach historycznych i tu na szczęście odchodzimy od martyrologii, dęcia w trąby, szukamy bohaterów którzy noszą w sobie pęknięcia. Liczy się atmosfera i opowieść, a nie jedynie wierność faktom. Może to oburzać, bo przecież drugi serial nie powstanie, ale po prostu uznajmy, że jeżeli kogoś zainteresuje jakaś historia, sięgnie po dokumenty, pogrzebie głębiej. Jeżeli uzna fabułę za prawdę, cóż... najwyraźniej wiele jeszcze musi się nauczyć. 

Dziś więc o dwóch tego typu serialach. Czarna śmierć przyciągnęła przed ekrany sporo ludzi, bo to w końcu TVP, co dziwne bo choć temat ciekawy, sama konstrukcja tego obrazu wcale nie była typowa i oczywista, jak lubi widz masowy. Mnie co prawda wkurzały tu pewne rzeczy – od tytułu począwszy (kto wprowadza widza w błąd skoro historia jest o czarnej ospie a oni używają nazwy czarna śmierć używanej przy dżumie) i takiego sobie aktorstwa, wcale ta produkcja nie rozczarowała. 

poniedziałek, 16 marca 2026

The Finest Hour - Oudeziel, czyli to jakaś kapela ze Stanów, prawda?

Kolejne wypatrzone polskie wydawnictwo muzyczne, które nie ukrywam że trochę mnie zaskoczyło. Jak przeczytacie notkę nie będziecie mieli takiej zaskoczki jak ja, ale po kolei. Oudeziel to w miarę nowy zespół z Gdańska grający muzykę artrockową, ale muzycy występowali już wcześniej w innych projektach i mają nawet doświadczenia międzynarodowe. I powiem że to słychać. Często bowiem polskie kapele idą trochę na żywioł, szukają pomysłu jak by tu przebić się do radia, na siłę znaleźć przebój. Tworzenie projektów, w których muzycy, producent pracują nad jakąś wspólną wizją można by ze świecą szukać. 

I choć The Finest Hour to nie do końca moja muzyczna bajka - albo za dużo elektroniki, albo wokal trochę bez pazura, to jednak muszę przyznać: czuć że to jest muzyka, która bez wstydu mogłaby powstać i być grana za granicą. I przy pierwszym odsłuchu od razu bym stawiał, że to jakaś kapela ze Stanów. 

niedziela, 15 marca 2026

To był zwykły przypadek, czyli nie musimy być tacy sami

Pozwólcie że zanim napiszę o kolejnym obrazie przed wieczorem Oscarów, przypomnę Wam jeden tekst sprzed lat 8 - ZNAK wznowiło ten tytuł i powiem że przypomniałem sobie go z przyjemnością. Chodzi o biografię Zbyszka Cybulskiego, kto lubi aktora, będzie miał okazję wrócić do jego produkcji a jego samego zobaczyć w trochę innym świetle. Amant? Gwiazdor? Człowiek rozkochujący w sobie kobiety? 
***

A dziś zabieram Was do Iranu. Choć Jafar Panahi nie może kręcić u siebie, wciąż opowiada o ludziach którzy zostali w kraju, o ich emocjach i zwykle robi to bardzo celnie. 
 

Wyobraźcie sobie ludzi, którzy trafiają, niejednokrotnie bez żadnego powodu do aresztu reżimu, który oskarża ich o zdradę kraju i torturami zmusza do zeznań. Macie to? No to zapomnijcie o swoich oczekiwaniach. Bo choć ten film jest mocnym uderzeniem w autorytarny system, to jego fabuła może nieźle zaskoczyć. Chwilami miałem wrażenie że akcenty komediowe są aż przesadzone, że warto by było mocniej, bardziej poważnie. A mimo to może właśnie dlatego ostanie minuty zostają nam w głowach tak mocno, to przesłanie głęboko ludzki głos ofiar dociera do nas tak wyraźnie. 

sobota, 14 marca 2026

Miasteczko Nonstead - Marcin Mortka, czyli inspirując się najlepszymi

Marcin Mortka w niesłuchanie płodny sposób buduje i podrzuca fanom kolejne powieści, a co ważne wciąż szuka nowych pomysłów. Choć pewnie dobre pomysły warto by rozbudowywać i kontynuować, on ciągle znajduje nowe przestrzenie. Po klimatach pirackich, fantasy, legendach skandynawskich i jakichś opowieściach o wikingach, oto w ubiegłym roku pojawiła się pozycja, która może być zaskoczeniem. Tym razem bowiem nie ma w niej humoru, za to jest mrok i groza. Miasteczko Nonstead już doczekało się kontynuacji i pewnie sobie ją za jakiś czas zafunduję, bo ta opowieść, trochę w stylu Kinga czy Koontza, mimo że prosta i pełna schematów, klimat ma po prostu bombowy.   


Niewielkie miasteczko w Stanach, niczym właśnie z książek obydwu wymienionych panów, mieścina w której dzieją się dziwne rzeczy, mieszkańcy zdaje się jednak już trochę się do tego przyzwyczaili. Taki urok, że czasem wychodzą na jaw jakieś mroczne sprawy, ale ponieważ każdy coś takiego posiada, lepiej nie komentować ani nie rozmawiać na ten temat. 

Komuś z zewnątrz wydawałoby się że będzie trudno zdobyć zaufanie ludzi, a jednak główny bohater Nathaniel McCornishe - pisarz uciekający trochę przed sukcesem który go przerósł, dość szybko nawiązuje kilka kontaktów, a potem przez wplątany jest w dość naturalny sposób we wszystko co się tu dzieje. 

piątek, 13 marca 2026

Cuda za rogiem - Keigo Higashino, czyli czasem wystarczą małe gesty

Keigo Higashino poznałem niedawno i pokochałem za Podejrzanego X, z zaskoczeniem przyjmując do wiadomości, że słynie nie tylko z powieści kryminalnych. A może nie powinienem się dziwić? Wszak tamta powieść też zauroczyła mnie właśnie tym iż była oryginalna, miała mocną warstwę obyczajową, czy też kulturową. Cuda za rogiem jednak tam mocno się różnią, że mogą okazać się zaskoczeniem. Łączy je może fakt, iż prawie niewidocznymi nitkami udało się połączyć różne postacie i wątki. Tak chodziło o pragnienie pomocy kobiecie potrzebującej pomocy, a potem pewną rozgrywkę pomiędzy śledczym a sąsiadem kobiety. 
 
Cuda za rogiem wpisują się za to w pełne ciepła historie typu comfort books, gdzie nawet trudne życiowe sprawy udaje się załatwić za pomocą odrobiny życzliwości, empatii, czasem wybaczenia. Odrobina magii, otwarte serca i to wystarczy by działy się cuda. 


Tą odrobinę magii tym razem zapewni nam niewielki sklepik, którego właściciel postanowił kiedyś poza handlowaniem, udzielać też porad potrzebującym. Początkowo to miał być żart, coś raczej przyciągającego uwagę, nic na serio, jak się okazało jednak w ludziach jest głęboka potrzeba czasem poszukania anonimowo pomocy. A szczerość, życzliwość może okazać się wystarczająca by komuś pomóc.

czwartek, 12 marca 2026

A jak tam u was z prochami, czyli seriale Grupa zadaniowa i Krwawe wybrzeże

Poszukując rzeczy do oglądania nie zawsze kieruję się ocenami na Filmwebie, bo mogą wprowadzać w błąd, ale jest jeszcze inny sposób - obserwowanie rekomendacji ludzi, którzy wiesz że mają podobny gust, nie rekomendują tytułów słabych. I tak oto u Marcina Mellera wypatrzyłem na dwa starsze seriale, które w ostatnich tygodniach z przyjemnością pochłonąłem. Oba dotyczą wydziałów antynarkotykowych labo grup powołanych do spraw związanych z prochami, więc łączę je w jednej notce, może ktoś podobnie jak ja, dotąd je przegapił. 


Najpierw Grupa zadaniowa od HBO. Naprawdę miodzio! Dobrze poprowadzone historie nie tylko śledztwa prowadzonego przez funkcjonariuszy, ale i tych będących po drugiej stronie. Coś co miało być sposobem na utarcie nosa motocyklowym i narkotykowym gangom, prywatną zemstą i pomysłem na zdobycie gotówki, przerodziło się w totalną rozpierduchę i spowodowało, że ściga cię zarówno policja jak i bandziory. 

środa, 11 marca 2026

Uważaj na psychopatów, czyli dwupak kryminalny

Dziś trochę starsze tytuły ściągnięte gdzieś z półek, z drugiego rzędu, gdzie dawno nie zaglądałem. Żeby nie było że czytam same nowości. 

Lissy i nowy dla mnie autor Luca D'Andrea. Facet rozkochany w północnych Włoszech i to właśnie w górskich terenach umieszcza akcję swoich powieści. Na chłodniejsze wieczory takie rozgrzewające thrillery wielu czytelników przyjmie z radością. I pewnie Lissy może znaleźć swoich zwolenników. Choć może nie porwie szybką akcją, autor przygotował kilka niespodzianek, tajemnic, a przede wszystkim zadbał o klimat.  

Oto od bogatego mężczyzny, ucieka dużo młodsza żona. By zabezpieczyć swoją przyszłość, postanawia ukraść mu coś, co tak naprawdę nie należy do niego. Facet od lat budował swoją pozycję niekoniecznie uczciwymi metodami, a kolekcję diamentów otrzymał od ludzi tworzących tzw. konsorcjum, którzy trzęsą całą północną częścią kraju. Miał je spieniężyć, by zdobyć ich zaufanie i wejść na kolejny poziom interesów, tymczasem żona pokrzyżowała mu wszystkie plany. Należy więc ją ukarać, najlepiej razem z kochankiem, który na pewno stał za jej decyzją. 

wtorek, 10 marca 2026

Wartość sentymentalna, czyli te ściany tyle już widziały

Kolejny oscarowy gigant, bo zebrał sporo już nagród i nominacji, choć kompletnie różni się od tego co przeciętnie uznaje się za wzór hitu kinowego. Joachim Trier zafundował film trochę w stylu bergmanowskim, kameralne, surowe, pełen kotłujących się podskórnie emocji dramat psychologiczny o relacjach rodzinnych. Miłość, strata, przebaczenie - poruszając się wokół takiej triady krążymy też wokół kilkorga postaci - dwóch sióstr, które próbują poradzić sobie po śmierci matki, ojca który nagle postanowił po latach pojawić się ponownie w ich życiu. Co ważne - jego powrót to nie tylko obecność na uroczystości rodzinnej, czy porządkowanie spraw testamentowych, ale i próba uporządkowania ich relacja, choć nie mówi tego wprost.  

Starszy facet, uznany reżyser, który swój ostatni film zrobił lata temu, postanawia zrobić jeszcze jeden obraz, niejako domykający jego karierę. Całość chce nakręcić w starym domu, gdzie obie siostry się wychowały, budynku w którym pokolenia zmagały się z różnymi dramatami. Można by się domyślać, że powraca w nim do własnego dzieciństwa, do relacji z matką, jak się okazuje w tej historii jest jeszcze coś bardzo istotnego. 

Tajny agent, czyli trupy i karnawał

Za kilka dni już nic oscarowa, więc pora jeszcze na szybko napisać o kilku tytułach jakie mi zostały do opisania. Wśród nich: Tajny Agent - obraz który można zobaczyć u nas na razie jedynie przedpremierowo, bo oficjalnie na nasze ekrany trafi dopiero pod koniec miesiąca. Okrzyknięty czarnym koniem wyścigu po nagrody, pewnie bardziej zachwyci koneserów, zdjęciami, klimatem, bo mam wrażenie że fabularnie ta historia może trochę rozczarować. I może nawet bardziej niż o opowiedzenie jakiejś zamkniętej historii twórcom zależało bardziej na tym by pokazać tło - końcówkę lat 70 w Brazylii, gdy wojskowa dyktatura powoli chyli się ku upadkowi, wciąż jednak ludzie czują lęk. To jest esencja Tajnego agenta - ta niepewność, czy przypadkiem my albo ktoś obok nas nie zniknie z ulicy na zawsze. I lepiej niech nikt nie pyta o los takiej osoby, żeby i samemu nie narazić się na kłopoty. 

Co ciekawe, to nie jest kino w którym by jakoś starano się pokazać kulisy tego reżimu - są jakieś migawki, ale nie poznajemy szczegółów, nawet przy historii głównego bohatera przez prawie dwie godziny nie wiemy nic. Jedzie przez pół kraju, ukrywa się, ktoś wysyła za nim płatnych morderców, ale dlaczego...

poniedziałek, 9 marca 2026

Starzyński, czyli odważna decyzja repertuarowa i za to szacunek

Najnowszy musical w Teatrze Syrena może zaskoczyć, bo u nas wciąż kojarzy się ten gatunek z rozrywką, a nie ze spektaklami, które na poważnie opowiadają o jakimś tragicznym życiorysie. To dość odważny ruch, choć pamiętając o wsparciu, które można uzyskać sięgając po takie tematy oraz o tym, że szkoły mogą być zainteresowane taką formą obcowania ze sztuką, a jednocześnie lekcją historii, ten ruch może im zaprocentować. 

Nie znam niestety jeszcze powieści Grzegorza Piątka, która stała się podstawą scenariusza - ostatnich dni rządzenia miastem przez legendarnego prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego. Może wtedy łatwiej byłoby mi zrozumieć pewne rozwiązania i je oceniać w takim zestawieniu z materiałem oryginalnym. Nie znam, odnosić się będę więc jedynie do emocji jakie wzbudził we mnie ten spektakl. 

niedziela, 8 marca 2026

Dziki, mroczny brzeg - Charlotte McConaghy, czyli naciągane to wszystko i tyle

Chyba z dotąd przeczytanych powieści od Filii Literackiej, ta okazała się najsłabsza i jakoś nie bardzo rozumiem zachwyty rozlegające się wokół niej. Ani nie zachwycają opisy surowej scenerii, w której umieszczona jest akcja - niewielka wyspa u wybrzeży Antarktydy, gdy tuż wcześniej przeczytało się choćby Sweetland. Ani nie sprawdza się to jako thriller, bo autorka gubi wątki, wytraca co i rusz temperaturę akcji, próbując pokazywać zagrożenie choć wcale się go nie czuje. Dodam więcej - od strony psychologicznej też jakoś tego nie kupuję - drażnią mnie trochę infantylne przemyślenia nie tylko dzieciaków ale i dorosłych, kompletnie irracjonalne decyzje i zachowania, jakby cały czas powtarzane nam uparcię "nie chcę" jednoznacznie mało prowadzić do "a co mi tam i tak to zrobię". 
 
I w sumie na tym mógłbym skończyć notkę. Kilka zdań jednak czuję, że powinienem dopisać. 

Wierzymy Ci, czyli czy to naprawdę musi tyle trwać

Nie chcę odkładać tego filmu, bo mimo wszystkich wad jakie ma, poruszył mnie bardzo. Z kamerą śledzimy tak naprawdę coś w rodzaju postępowania sądowego i etap wstępny, przesłuchania. Każda ze stron przedstawia swoje zdanie, trzeba cierpliwie znosić to, że słyszysz na swój temat jakieś przykre, krzywdzące rzeczy - przed sądem rodzinnym, gdy toczy się walka o o dzieci, to niestety wcale nie rzadkie. 

Czemu więc ten surowy, kameralny obraz, choć tak niewiele się w nim dzieje, a całą historię znamy jedynie ze słów wypowiadanych przez adwokatów albo przez rodziców, tak bardzo mnie poruszył. 

sobota, 7 marca 2026

Anihilacja - Jeff VanderMeer, czyli hipnotyczny sen i misja której nikt nie rozumie

Trochę dziwna sytuacja gdy wydawca polski decyduje się na wznowienie cyklu którego już wypuścił kilka tomów, ale z innymi tytułami - tak się stało z serią Southern Reach.

Gdy pisałem o pierwszym tomie (kliknij tu) obecnie noszącym tytuł "Anomalia" wspominałem o tym iż był to tytuł który wzbudził trochę konsternacji. Tam klimat tajemnicy, atmosfera była istotniejsza niż fabuła, niewiele zyskaliśmy odpowiedzi, a żeby było śmieszniej drugi tom też ich zbyt wiele nie udziela. 

Skończyła się wyprawa, której byliśmy świadkami do Strefy X, poza biolożką możemy podejrzewać że nikt inny nie przeżył, chyba że powrócą w trochę innej formie cielesnej i duchowej. Każdy kto powraca się zmienia, wielu wcale nie wraca, a mimo to wciąż organizowane są kolejne ekipy, by dowiedzieć się może ciut więcej niż dotąd. 

Tom drugi związany jest z tym pierwszym, ale jedynie pośrednio, bo chodzi o to, że towarzyszymy kontrolerowi, który m.in. ma prowadzić przesłuchania biolożki. 

piątek, 6 marca 2026

Chibineko, niezwykła restauracja wspomnień - Yuta Takahashi, czyli była kawa, teraz cały posiłek

Wszyscy którzy pokochali historie z cyklu "Zanim wystygnie kawa", czyli comfort books (czy też healing books jak niektórzy je określają choć tam raczej widziałbym poradniki jakich też coraz więcej) pewnie z radością sięgną po coś w podobnym stylu, ale innego autora, więc z dużą gwarancją że to nie będą odgrzewane kotlety. Pisząc w podtytule "była kawa, teraz cały posiłek" nie przesadziłem, bo w tej historii potrawy mają podobne znaczenie jak kawa w serii, którą Polacy tak pokochali. To pewnego rodzaju symbol, specjalny posiłek przygotowywany jako wspomnienie kogoś kto odszedł, potrawy jakie lubił, ale w tym konkretnym miejscu, w dość wyjątkowych okolicznościach, dopóki nad daniem unosi się para, pojawia się okazja by zobaczyć tą osobę raz jeszcze. Coś powiedzieć, coś usłyszeć, ten jeden ostatni raz. 

Pewnie każdy tak ma że czasem czuje tęsknotę, może chciałby jeszcze coś powiedzieć, za coś podziękować lub przeprosić, bo nie było okazji, śmierć przyszła zbyt szybko. Takie spotkanie, choć krótkie może dać nam ulgę, spokój, a może odpowiedzi na jakieś nasze pytania. 

czwartek, 5 marca 2026

LARP. Miłość, trolle i inne questy, czyli humor i brak spiny

Na tle różnych polskich produkcji, szczególnie tych, które aspirują do miana komedii, produkcja w reżyserii Kordiana Kądzieli, mocno się wyróżnia jakąś świeżością. I nie chodzi bynajmniej jedynie o odwagę, by dotknąć troszkę innych grup młodzieży, nie tylko tej bananowej, czy hiphopowej, ale również tych uznawanych za dziwaków czy nerdów. Chodzi też o luz, z jakim to jest zrobione, podobnie jak w przypadku serialu 1670, w którym gościu też maczał palce. Tu nie czuć spiny i może dlatego też nie ma takiego poczucia zażenowania jak przy większości polskich komediopodobnych koszmarków.   

Czy muszę wyjaśniać pojęcie LARPA? Live action role-playing to gra na żywo, odgrywanie jakiejś historii, ale co ważne w rolach, próbując jak najbardziej wejść w jakiś świat. Fantasy, historia, S-F i co tam tylko wyobraźnia podpowie. Oczywiście o ile nie natrafisz na radykałów, którzy powiedzą że wampiry nie mogą na jednym planie stanąć z elfami, bo w rzeczywistości (sic!) nie współistniały. 

No więc tak: Sergiusz i jego przyjaciele uwielbiają LARPy, książki fantasy i wszystkie fantastyczne historie. Cóż im się dziwić - dorastając w niewielkim miasteczku, gdzie jedną z większych atrakcji jest pewnie budka z hot-dogami, czy boisko o ile ktoś grywa w gałę, nie ma się wiele do roboty. Rodzice powinni nawet się cieszyć, że dziecko nie przesiaduje z piwem na ławce w parku i nie rozrabia po pijaku :) W każdym razie Sergiusza tata raczej się nie cieszy. W końcu jest komendantem, wychowuje synów sam, bo matka zginęła w tragiczny sposób, więc chciałby widzieć w nich twardzieli i szybciutko przygotować jakieś ciepłe posadki u siebie. Taka to rzeczywistość. 

Dziki, czyli a weźcie sobie cały ten rozmach i szeroki format jeżeli fabuły brak

Ten tytuł czekał na swoją kolej już chyba dwa miesiące, a ja ciągle to odkładam, uznając że mam ciekawsze rzeczy do opisania. Z Dzikim niestety mam więc problem. I chyba nie tylko ja. To jest projekt przygotowany w sposób postawiony na głowie - większość budżetu dajemy na technologię, a scenariusz, aktorstwo, fabuła i reżyseria to już wszystko zrobione na kolanie, bo przecież film i tak się sprzeda, bo będzie miał ładne zdjęcia, widoczki i zadbamy o trochę akcji. No nie, drodzy filmowcy to tak nie działa. 


Gdyby jeszcze chodziło o brak spójności, absurdy, zawsze można by to jeszcze podkręcić i zrobić niczym kampową zabawę motywami kina gatunkowego. Wiecie - krew się leje, topory latają w powietrzu, głowy spadają... A i jeszcze wykrzywione gęby. Koniecznie na zbliżeniach. Jak najwięcej. Przerażenie. Wściekłość. Wytrzeszczone oczy. Takie dzikie grymasy. A czarny charakter będzie tak komiksowy, że raczej będzie bawił a nie straszył, z minami niczym Nicolas Cage w najgorszych ze swoich produkcji. 

Problem jest jednak jeszcze głębszy. Bo dodajcie jeszcze drętwe dialogi, dziwny montaż i już nic się w tym nie będzie trzymało kupy. Jakby po pijaku ktoś to sklejał i mówił, a tu dziurę zakleimy jakimś widoczkiem, a potem przeskok o ileś lat i znowu widoczki, przecież one tu najważniejsze. 

środa, 4 marca 2026

Morderstwa w Marble Hall - Anthony Horowitz, czyli czemu chcesz do tego wracać?

Jeżeli zerkniecie na spis przeczytanych książek (na górze bloga) łatwo znajdziecie kilka innych książek Anthony'ego Horowitza oraz moje zachwyty nad ich oryginalnością. Szczególnie dotyczyło to właśnie serii Morderstwa w... którego trzeci tom jest tematem dzisiejszej notki. 


Co od początku zwróciło moją uwagę? Ano fakt, iż mamy do czynienia z książką w książce, czyli zamiast jednej zagadki kryminalnej mamy aż dwie, w pewien sposób połączone. Bohaterka cyklu Susan Ryeland jest bowiem redaktorką, która kocha swoją pracę nad kryminałami, ale wciąż wplątywana jest w jakieś dziwne historie, które zmuszają ją nie tylko do zabawy w detektywa, ale i walki o życie. Skoro opinia publiczna już wie, że to za jej przyczyną trafił do więzienia wydawca, z którym pracowała, a autor wplątał się w paskudną aferę, najwyraźniej są osoby, które specjalnie mogą sobie zażyczyć współpracy właśnie z nią nad ich książkami. Tym razem niby nie po to, by ją zabić, gdy zbliży się za bardzo do prawdy, ale nawet jeżeli nie autorowi przyjdzie to do głowy, to może komuś innemu, komu zależy na tym by książka się nie ukazała...

wtorek, 3 marca 2026

Bez wyjścia, czyli muszę sobie poradzić...

Park Chan-Wook zaskoczył nas kiedyś "Parasite" i choć przecież ma na swoim koncie fabuły w zupełnie innym stylu chyba właśnie z tamtym połączeniem czarnego humoru, zbrodni i pewnych obserwacji społeczno-psychologicznych jest kojarzony. I w sumie "Bez wyjścia" trochę w ten schemat się wpisuje, choć tu akurat problem jest trochę inny: chodzi o zmianę statusu i sytuacji materialnej po utracie pracy. Co zrobisz by to przywrócić, by te chwile upokorzenia jak najszybciej zapomnieć? Ano zrobisz prawie wszystko. A może nawet wszystko. 

A przecież w dobie komputeryzacji, AI, nacisku na oszczędności, na nowe technologie, nawet ludzie z doświadczeniem już nie są tak cenieni jak dawniej. Ten tradycyjny model, do którego byliśmy przyzwyczajeni, gdy młodsi uczyli się od starszych, od mistrzów, odchodzi do lamusa, a oczekuje się, że to ci bardziej doświadczeni, po kilku dekadach mają zasiadać w ławkach i przed ekranami by uczyć się przystosowania do "nowej rzeczywistości". 

poniedziałek, 2 marca 2026

Full HD - Spięty, czyli jest gdzieś wyjście gdzie można wyjść na ludzi

Śledziłem z uwagą to co nagrywało Lao Che, doceniając różnorodność muzyczną, zaskakiwanie i choć nie mogę odżałować iż to koniec formacji, to Spięty na szczęście pokazuje że solowo może zaproponować rzeczy równie ciekawie. Zawsze ważne były jego teksty, przewrotne, kapitalne zabawy słowne, a na to na szczęście wciąż możemy liczyć!

 

Po krążku który pokochałem, czyli trochę nostalgicznym "Heatrcore", nowy materiał znowu jest powrotem do melodii i dźwięków bardziej tanecznych, skocznych, ale nie tak agresywnych jak np. na "Black Mental". I po raz kolejny mam tak, że tego materiału można słuchać raz za razem, bo tu każda linijka, jakiś fragment, który wcześniej może umknął, odkrywa się dopiero przy kolejnym przesłuchaniu. I to jest fajne. 

niedziela, 1 marca 2026

Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos - Tom Wolfe, czyli zapisać się w historii

Klasyk, który nawet po latach czyta się wyśmienicie. Mimo pewnych wad, bo przecież książka była pisana jeszcze w końcówce lat 70 i odnosi się mocno do wyścigu jakie we wszelkich dziedzinach można było dostrzec pomiędzy ZSRR a USA. Dziś już sporo ludzi nie pamięta tamtych czasów, tego napięcia, które może i kosztowało masę kasy wydawanej na zbrojenia, ale jednocześnie mobilizowało do jakiegoś postępu. Choćby w podbijaniu przestrzeni kosmicznej. 

Temu tematowi właśnie poświęcił Tom Wolfe swoją opowieść - beletryzowany reportaż, w którym skupił się na pierwszym etapie tego wyścigu o to kto pierwszy znajdzie się w przestrzeni kosmicznej. To już chyba trzecie wydanie tej pozycji w Polsce (pierwsze było jeszcze w latach 90 pod tytułem S-Kadra), a możecie też kojarzyć film, który powstał na jej podstawie.  


Niby może wydawać się, że to już dość odległa przeszłość, emocje już zupełnie ostygły, a loty na orbitę stały się dostępne nawet dla ludzi, którzy nie są jakimiś bilionerami. A jednak. Tom Wolfe nie tylko dobrze uchwycił tamten entuzjazm, jaki w jednym i drugim kraju ogarnął ludzi na wieść o kolejnych sukcesach, ale i wciągnął nas w ciekawą opowieść, choć większość tej historii dzieje się raczej za kulisami lotów kosmicznych.