wtorek, 10 marca 2026

Tajny agent, czyli trupy i karnawał

Za kilka dni już nic oscarowa, więc pora jeszcze na szybko napisać o kilku tytułach jakie mi zostały do opisania. Wśród nich: Tajny Agent - obraz który można zobaczyć u nas na razie jedynie przedpremierowo, bo oficjalnie na nasze ekrany trafi dopiero pod koniec miesiąca. Okrzyknięty czarnym koniem wyścigu po nagrody, pewnie bardziej zachwyci koneserów, zdjęciami, klimatem, bo mam wrażenie że fabularnie ta historia może trochę rozczarować. I może nawet bardziej niż o opowiedzenie jakiejś zamkniętej historii twórcom zależało bardziej na tym by pokazać tło - końcówkę lat 70 w Brazylii, gdy wojskowa dyktatura powoli chyli się ku upadkowi, wciąż jednak ludzie czują lęk. To jest esencja Tajnego agenta - ta niepewność, czy przypadkiem my albo ktoś obok nas nie zniknie z ulicy na zawsze. I lepiej niech nikt nie pyta o los takiej osoby, żeby i samemu nie narazić się na kłopoty. 

Co ciekawe, to nie jest kino w którym by jakoś starano się pokazać kulisy tego reżimu - są jakieś migawki, ale nie poznajemy szczegółów, nawet przy historii głównego bohatera przez prawie dwie godziny nie wiemy nic. Jedzie przez pół kraju, ukrywa się, ktoś wysyła za nim płatnych morderców, ale dlaczego...

 

Ludzie się wspierają, tworzą jakieś miejsca gdzie można czuć się bezpiecznie, to jak atmosfera naszego rozkwitu Solidarności. A jednak wciąż muszą uważać, bo to zagrożenie jest dość namacalne. Życie niby toczy się swoim rytmem, służby i ludzie którzy mają ich poparcie wydają się jednak być poza prawem, więc trupy na ulicy nawet specjalnie nikogo nie dziwią. 

Mamy więc kilka scen i atmosferę thrillera, ale wyjątkowość tej produkcji, może poza odtworzeniem atmosfery lat 70, polega na tym że to mimo sięgnięcia po niełatwy temat i dotykanie trudnych czasów, nie zrobiono tego tak całkiem na serio. Młode dziewczyny pracujące współcześnie przy porządkowaniu historycznych archiwów i odsłuchujące taśmy sprzed lat, czują ciężar decyzji z jakimi zmagali się ludzie, ich strach i zagrożenie. A gdy przenosimy się z powrotem do retrospekcji nagle dostajemy sceny kompletnie z innej bajki (np. mordercza noga grasująca po mieście). Humor jaki się tu pojawia, choć zawarty w wątkach nie do końca powiązanych z główną fabułą i niedokończonych, naprawdę wprowadza tu zaskakujący luz. Nawet zabójcy chwilami zachowują się jakby to była komedia w stylu Gang Olsena.  

To połączenie zaskakuje, może chwilami przeszkadzać, zwłaszcza że tempo filmu nie jest zbyt szybkie i widz może oczekiwać jakiejś większej zwartości tej historii (to ponad 2,5 godziny). 

 

Stylizacja, zdjęcia, muzyka, atmosfera - na pewno na plus. Ale mam wrażenie, że to film ważniejszy dla Brazylijczyków, a w Europie różne jego aspekty nie do końca łapiemy i doceniamy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz