wtorek, 10 marca 2026

Wartość sentymentalna, czyli te ściany tyle już widziały

Kolejny oscarowy gigant, bo zebrał sporo już nagród i nominacji, choć kompletnie różni się od tego co przeciętnie uznaje się za wzór hitu kinowego. Joachim Trier zafundował film trochę w stylu bergmanowskim, kameralne, surowe, pełen kotłujących się podskórnie emocji dramat psychologiczny o relacjach rodzinnych. Miłość, strata, przebaczenie - poruszając się wokół takiej triady krążymy też wokół kilkorga postaci - dwóch sióstr, które próbują poradzić sobie po śmierci matki, ojca który nagle postanowił po latach pojawić się ponownie w ich życiu. Co ważne - jego powrót to nie tylko obecność na uroczystości rodzinnej, czy porządkowanie spraw testamentowych, ale i próba uporządkowania ich relacja, choć nie mówi tego wprost.  

Starszy facet, uznany reżyser, który swój ostatni film zrobił lata temu, postanawia zrobić jeszcze jeden obraz, niejako domykający jego karierę. Całość chce nakręcić w starym domu, gdzie obie siostry się wychowały, budynku w którym pokolenia zmagały się z różnymi dramatami. Można by się domyślać, że powraca w nim do własnego dzieciństwa, do relacji z matką, jak się okazuje w tej historii jest jeszcze coś bardzo istotnego. 

Dorosłe kobiety - jedna wybierając drogę aktorską, druga, raczej spokojniejszą drogę kariery i życie rodzinne, każda na swój sposób radzi sobie z emocjami. Nie o to jednak chodzi nawet, która potrafi zadbać o siebie, a która zostaje z tym sama, która wydaje się silniejsza, bo to pytania nie tylko o to jak sobie radzimy ze współczesnością. Trier dotyka wspomnień, traum dziedziczonych od przodków, tematów jakich się unika, a one choć w nieuświadomiony sposób, mogą na nas działań i powracać raz słabiej, raz mocniej. I w którymś momencie po prostu coś w nas pęka. 

Nieporadność w mówieniu o emocjach, o tym co trudne, ten dziwny sposób ojca by przekazać coś ważnego poprzez historię opowiadaną przed kamerą, ściąganie znanej aktorki na plan, na siłę jednak upodabnianie jej do córki, scenariusz odwołujący się do życiorysu babki sióstr, której kilka lat okrutnego więzienia i tortur na trwałe zmieniły psychikę - to wszystko składa się na seans bardzo poruszający, niełatwy, ale i piękny w swojej niepowtarzalności. Czujemy że obcujemy z czymś ważnym. Gorzkim, a jednocześnie poszukującym nadziei. 

Przyzwyczailiśmy się do tego, że o trudnych sprawach opowiada się w sposób mocny, nawet czasem wstrząsający (Dom dobry jest tego przykładem), tymczasem tu dotykamy czegoś w zupełnie inny sposób, z jakąś czułością i pragnieniem zaopiekowania. I to też jest ważne. 

Nie wiem czy ten film dostanie Oscara (choć bardzo bym się cieszył z nagrody za muzykę dla Hani Rani), ale to nawet nie jest dla mnie ważne. A i tak będę polecał seans i powtarzał, że to obraz wyjątkowy. 

Może i długi, tym razem jednak nie nudziłem się ani przez chwilę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz