wtorek, 17 marca 2026

Twoją historię i tak opowiedzą po swojemu, czyli Czarna śmierć i Ołowiane dzieci

We wtorkowym kąciku dla kinomaniaków pisałem o różnych filmach, rzadko jednak o serialach. Ponieważ trochę jednak mi się tego uzbierało, poświęćmy im trochę czasu. Zwłaszcza że powodów do tego by poświęcić na nie kilka godzin swojego czasu nie brakuje – również w Polsce seriale robimy coraz lepsze. Wiele z nich oparte jest na jakichś wydarzeniach historycznych i tu na szczęście odchodzimy od martyrologii, dęcia w trąby, szukamy bohaterów którzy noszą w sobie pęknięcia. Liczy się atmosfera i opowieść, a nie jedynie wierność faktom. Może to oburzać, bo przecież drugi serial nie powstanie, ale po prostu uznajmy, że jeżeli kogoś zainteresuje jakaś historia, sięgnie po dokumenty, pogrzebie głębiej. Jeżeli uzna fabułę za prawdę, cóż... najwyraźniej wiele jeszcze musi się nauczyć. 

Dziś więc o dwóch tego typu serialach. Czarna śmierć przyciągnęła przed ekrany sporo ludzi, bo to w końcu TVP, co dziwne bo choć temat ciekawy, sama konstrukcja tego obrazu wcale nie była typowa i oczywista, jak lubi widz masowy. Mnie co prawda wkurzały tu pewne rzeczy – od tytułu począwszy (kto wprowadza widza w błąd skoro historia jest o czarnej ospie a oni używają nazwy czarna śmierć używanej przy dżumie) i takiego sobie aktorstwa, wcale ta produkcja nie rozczarowała. 

 


Scenariusz oparto na wydarzeniach z lat 50, gdy we Wrocławiu wybuchła epidemia czarnej ospy, to jednak nie tylko dramatyczna walka o życia ludzi, desperackie próby izolowania ludzi, by choroba się nie rozprzestrzeniała, twórcy bowiem postanowili dodać do tego trochę politycznej atmosfery rodem z jakiegoś thrillera, typu tajni agenci, ukrywane fakty, cenzura, panika wśród aparatu władzy. Trzeba było oddać kontrolę choć na chwilę lekarzom i specjalistom, choć komuniści najchętniej wszystko by regulowali dekretami i wprowadzali pałkami. Jest trochę zdjęć dokumentalnych, próby odtworzenia tego na planie już nie są tak widowiskowe (to jednak TVP a nie Netflix), więcej więc próbuje się pokazać poprzez stroje, nasiadówy przy papierosach i groźne spojrzenia. Dziwna atmosfera, podkręcana jeszcze przez zaskakującą jak na taką masową produkcję jazzową muzykę, o dziwo jednak się sprawdza, nadaje trochę oryginalności tej produkcji. 

Co z tego więc, że nie do końca można zaprzyjaźnić się z tymi postaciami, że wątki się rwą, nie kleją, że aktorstwo chwilami drewniane, serial sprawdza się za to jako opowieść o walce, która wydaje się kompletnie miasto przerastać. Od pierwszej prawidłowej diagnozy, próby wyparcia, budowania miejsc izolacji, przez szukanie przypadku zero, kordon sanitarny wokół miasta i walkę o szczepionki, może nie tyle trzyma w napięciu, a jednak budzi ciekawość. Zdecydowanie tą historię warto opowiadać, choć tak niewiele zostało po niej materialnych dowodów. O wielkiej wodzie we Wrocławiu łatwiej było nakręcić film, bo jednak i świadkowie i taśmy wciąż były dostępne. Wtedy władza raczej niechętnie wypuszczała w świat dowody na coś niepokojącego co miało dziać się w kraju.  

Dość intrygujące, w niebanalnym stylu, jakby rodem z kina noir. Nie wiem czy bez wątku szpiegowskiego nie byłoby ciekawsze, wystarczyłaby panika aparatczyków i próby ukrywania informacji, a i tak byłoby dobrze. 


Ołowiane dzieci, również można powiedzieć że jedynie są inspirowane faktami, bo sporo osób już zwracało uwagę na to, że pozmieniano przebieg zdarzeń, rolę niektórych osób. Tak to trochę jest w serialach iż stawia się na jakiś konflikt, na wyrazistego bohatera, który ma trudną drogę do zwycięstwa. Taki to już urok i Netflix tu specjalnie nie robi rewolucji. Ten serial jest po prostu poprawny - ma trochę trzymać w napięciu, opowiadać dobrą historię, pokazać atmosferę czasów. I choć rozumiem ataki, że to trochę przerysowane, że ten Śląsk pokazany jakby to było totalne zacofanie, to jednak chyba to było potrzebne aby wybrzmiał najważniejszy problem. O Śląsku często chcieli decydować i decydowali ludzie spoza regionu, uważając się za mądrzejszych, a kompletnie nie rozumiejąc mentalności i problemów ludzi, którzy są tam od pokoleń. Dla nich atak na hutę, oskarżenie iż truje ona ich dzieci, natychmiast rodziło lęk, że stracą pracę, dzięki której utrzymują rodziny. Tu argumenty nawet wydające się ok na papierze, bez wysłuchania tych ludzi będą jedynie mędrkowaniem kolejnej gadającej głowy. Może i się zna na swojej robocie, ale naszych problemów nie rozumie. 

I w takim kontekście warto popatrzeć na serial w reżyserii Macieja Pieprzycy. Z niezłą rolą Joanny Kulig, fajnymi strzałami obsadowymi aktorów ze Śląska, z nie do końca wykorzystanymi niektórymi postaciami, ale to się po prostu ogląda! Nie czepiam się więc, choć może i bym znalazł niespójności. Ważne że przypomniano historię "doktorki z familoków" zaniepokojonej olbrzymią ilością przypadków anemii i różnych dolegliwości, które diagnozuje w końcu jako przypadki ołowicy, narażając się na ataki ludzi widzących jedynie konieczność wzrostu produkcji. Kto chce może sięgnąć po więcej materiałów filmowych lub książkowych (u mnie też jeden reportaż czeka na półce). 

Wizualnie aż oczy bolą od tego dymu, pyłu, robi to wrażenie, nawet nie czujemy że to częściowo komputery, bo huty już nie ma. W detalach też nieźle, ale w tym jesteśmy coraz lepsi. 

 

Idealnie nie jest, ale obejrzeć zdecydowanie warto! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz