poniedziałek, 16 marca 2026

Thie Finest Hour - Oudeziel, czyli to jakaś kapela ze Stanów, prawda?

Kolejne wypatrzone polskie wydawnictwo muzyczne, które nie ukrywam że trochę mnie zaskoczyło. Jak przeczytacie notkę nie będziecie mieli takiej zaskoczki jak ja, ale po kolei. Oudeziel to w miarę nowy zespół z Gdańska grający muzykę artrockową, ale muzycy występowali już wcześniej w innych projektach i mają nawet doświadczenia międzynarodowe. I powiem że to słychać. Często bowiem polskie kapele idą trochę na żywioł, szukają pomysłu jak by tu przebić się do radia, na siłę znaleźć przebój. Tworzenie projektów, w których muzycy, producent pracują nad jakąś wspólną wizją można by ze świecą szukać. 

I choć The Finest Hour to nie do końca moja muzyczna bajka - albo za dużo elektroniki, albo wokal trochę bez pazura, to jednak muszę przyznać: czuć że to jest muzyka, która bez wstydu mogłaby powstać i być grana za granicą. I przy pierwszym odsłuchu od razu bym stawiał, że to jakaś kapela ze Stanów. 

 

Za projektem kryją się m.in. Artur Wolski odpowiadający za muzykę, partie gitarowe i Justin Turk odpowiadający za słowa, reszta składu to Jarek Bielawski (perkusja), Mateusz Bańkowski (bas). Wcześniej panowie tworzyli  OBRASQi, ale po śmierci wokalistki postanowili stworzyć zupełnie nowy zespół a do współpracy zaprosili również innych muzyków ze Stanów, czy Brazylii (np. byłego klawiszowca Dream Theater Derka Sheriniana).   

Długie, jakby rodem z rocka progresywnego suity, stawianie na opowieść, na klimat, a nie na fajerwerki, to rzecz dość charakterystyczna dla całego albumu. Chwilami jest pazur hardrockowy, miło brzmią gitary, choć jeżeli miałbym wyrazić swoje zdanie - lepiej mi się słucha warstwy muzycznej, niż wokalnej. Może i dla kogoś to trochę monotonne, ja jednak doceniam tą przestrzeń tworzoną przez dźwięki. 

Posłuchajcie sami


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz