Kolejne wypatrzone polskie wydawnictwo muzyczne, które nie ukrywam że trochę mnie zaskoczyło. Jak przeczytacie notkę nie będziecie mieli takiej zaskoczki jak ja, ale po kolei. Oudeziel to w miarę nowy zespół z Gdańska grający muzykę artrockową, ale muzycy występowali już wcześniej w innych projektach i mają nawet doświadczenia międzynarodowe. I powiem że to słychać. Często bowiem polskie kapele idą trochę na żywioł, szukają pomysłu jak by tu przebić się do radia, na siłę znaleźć przebój. Tworzenie projektów, w których muzycy, producent pracują nad jakąś wspólną wizją można by ze świecą szukać.
I choć The Finest Hour to nie do końca moja muzyczna bajka - albo za dużo elektroniki, albo wokal trochę bez pazura, to jednak muszę przyznać: czuć że to jest muzyka, która bez wstydu mogłaby powstać i być grana za granicą. I przy pierwszym odsłuchu od razu bym stawiał, że to jakaś kapela ze Stanów.
Za projektem kryją się m.in. Artur Wolski odpowiadający za muzykę, partie gitarowe i Justin Turk odpowiadający za słowa, reszta składu to Jarek Bielawski (perkusja), Mateusz Bańkowski (bas). Wcześniej panowie tworzyli OBRASQi, ale po śmierci wokalistki postanowili stworzyć zupełnie nowy zespół a do współpracy zaprosili również innych muzyków ze Stanów, czy Brazylii (np. byłego klawiszowca Dream Theater Derka Sheriniana).
Długie, jakby rodem z rocka progresywnego suity, stawianie na opowieść, na klimat, a nie na fajerwerki, to rzecz dość charakterystyczna dla całego albumu. Chwilami jest pazur hardrockowy, miło brzmią gitary, choć jeżeli miałbym wyrazić swoje zdanie - lepiej mi się słucha warstwy muzycznej, niż wokalnej. Może i dla kogoś to trochę monotonne, ja jednak doceniam tą przestrzeń tworzoną przez dźwięki.
Posłuchajcie sami

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz