niedziela, 1 marca 2026

Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos - Tom Wolfe, czyli zapisać się w historii

Klasyk, który nawet po latach czyta się wyśmienicie. Mimo pewnych wad, bo przecież książka była pisana jeszcze w końcówce lat 70 i odnosi się mocno do wyścigu jakie we wszelkich dziedzinach można było dostrzec pomiędzy ZSRR a USA. Dziś już sporo ludzi nie pamięta tamtych czasów, tego napięcia, które może i kosztowało masę kasy wydawanej na zbrojenia, ale jednocześnie mobilizowało do jakiegoś postępu. Choćby w podbijaniu przestrzeni kosmicznej. 

Temu tematowi właśnie poświęcił Tom Wolfe swoją opowieść - beletryzowany reportaż, w którym skupił się na pierwszym etapie tego wyścigu o to kto pierwszy znajdzie się w przestrzeni kosmicznej. To już chyba trzecie wydanie tej pozycji w Polsce (pierwsze było jeszcze w latach 90 pod tytułem S-Kadra), a możecie też kojarzyć film, który powstał na jej podstawie.  


Niby może wydawać się, że to już dość odległa przeszłość, emocje już zupełnie ostygły, a loty na orbitę stały się dostępne nawet dla ludzi, którzy nie są jakimiś bilionerami. A jednak. Tom Wolfe nie tylko dobrze uchwycił tamten entuzjazm, jaki w jednym i drugim kraju ogarnął ludzi na wieść o kolejnych sukcesach, ale i wciągnął nas w ciekawą opowieść, choć większość tej historii dzieje się raczej za kulisami lotów kosmicznych.  

Przyjrzyjmy się bohaterom "Najlepszych". To ludzie, którzy rzeczywiście mieli wyjątkowe umiejętności, choć wielu pewnie powiedziałoby że oprócz tego również jakieś szaleństwo i masę szczęścia. Prawie wszyscy bowiem byli pilotami, którzy za punkt honoru stawiali sobie udowadnianie że nie ma dla nich żadnych ograniczeń - szybciej, wyżej, jeszcze bardziej ryzykownie i skutecznie (bo często umiejętności udowadniali w walce z wrogiem w powietrzu). Latali, za punkt honoru mając tą odrobinę ryzyka, przełamywania kolejnych barier, czasem nawet nawet na potężnym kacu. Bo przecież posiadówy przy butelce i opowieści o wyczynach to ważna tradycja pilotów. Skąd my to znamy. Przecież i o naszych lotnikach mawiało się, że potrafią polecieć choćby na drzwiach od stodoły.

Jak to się stało, że lotnicy zostali wsadzeni do kabin, gdzie mieli robić za króliki doświadczalne, nie mając wpływu na to jak przebiega lot i czy im to pasowało? O tym właśnie możemy przeczytać w tej książce - to historia amerykańskiego programu Mercury. Pełnej ciekawostek, humoru i niby również technikaliów, a jednak wciąż czyta się to płynnie, bez poczucia że mamy do czynienia z lekturą jedynie dla pasjonatów kosmonautyki. 

Wolfe pisze nie tylko o siódemce wybranej na pierwszy ogień, ale również o ich żonach, o tym szaleństwie narodowym i medialnym, które wokół nich się rozpętało. Dla władzy żadne pieniądze nie okazywały się zbyt wielkie, byle tylko osiągnąć sukces, bo Amerykanie wciąż wydawali się w tym wyścigu na przegranej pozycji, a narracja wokół ZSRR przeradzała ich obecność na orbicie w zagrożenie dla całego wolnego świata. 


To powieść o pionierach, o marzycielach, którymi byli nie tylko sami kosmonauci, ale i ci, którzy pracowali na ich sukces. I tu jest trochę słabości tego reportażu, bo bohaterami są tylko ci z pierwszego planu, reszta jest prawie anonimowa, a nawet pokazana trochę jako przeciwnik, który blokuje postęp poprzez zbytnie kontrolowanie i zabezpieczenia. Dla pilota, choć tylu ich kolegów ginęło w trakcie lotów eksperymentalnych, sukces musiał być związany z ryzykiem. A oni chcieli być tymi, którzy będą wymieniani jako ci, którym się udało. Jako najlepsi. 

Nie traktujcie tego jako encyklopedii wiedzy, bo ona będzie niepełna (np. mimo że dziś już znamy nazwisko naukowca który stał za sukcesem lotów kosmicznych ZSRR, wydawca nie pokusił się nawet o przypis, tylko powtarza za autorem, że to tajemnica, brak też jakiejkolwiek bibliografii). Wolfe pisze emocjonalnie, pewnie nawet ubarwia, dzięki temu to jest tak żywe, barwne, w końcu to m.in. jego reportaże przełamały pewne schematy i sprawiły że literatura non-fiction stała się tak popularna. A że chwilami więcej tu autora niż suchych faktów... Cóż. Bierzmy lekką poprawkę. 

Ale przeczytać warto!

Dziś ci bohaterowie są trochę zapomniani, więc może warto jeszcze raz przypomnieć ich nazwiska: Chuck Yeager, który w 1947 roku jako pierwszy człowiek przekroczył barierę dźwięku oraz ci, którzy pragnęli ruszyć jego śladem i zapisać się w historii, czyli pierwsza siódemka astronautów: Scott Carpenter, Gordon Cooper, John Glenn, Gus Grissom, Wally Schirra, Al Shepard i Deke Slayton. Za nimi już ustawiali się kolejni, wśród których byli również ci którzy z częścią z tej siódemki stanęli na Księżycu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz