Najpierw Grupa zadaniowa od HBO. Naprawdę miodzio! Dobrze poprowadzone historie nie tylko śledztwa prowadzonego przez funkcjonariuszy, ale i tych będących po drugiej stronie. Coś co miało być sposobem na utarcie nosa motocyklowym i narkotykowym gangom, prywatną zemstą i pomysłem na zdobycie gotówki, przerodziło się w totalną rozpierduchę i spowodowało, że ściga cię zarówno policja jak i bandziory.
Zaskakujące jest to, że mimo niezłego tempa i trzymającej w napięciu fabuły, twórcy znaleźli sporo miejsca na zwolnienie obrotów, możliwość poznania trochę lepiej postaci, ich problemów. Dla jednych może to być niepotrzebne, a moim zdaniem sprawa właśnie, że jeszcze bardziej im kibicujemy, że śledzimy ich losy z większymi emocjami. Każdy popełniony błąd, z nadzieją żeby nie skończył się większymi konsekwencjami niż na to zasługują, a każdy sukces, z ciekawością jak długo będzie trwała dobra passa.
Chwilami można nabrać wrażenia że ciekawsi są nawet ci "źli", bo grupa zadaniowa to zbieranina przypadkowych ludzi, każdy ze sporymi problemami. Choćby ich szef - były pastor, facet który w FBI miał zadanie siedzieć na spotkaniach otwartych ze studentami i opowiadać jaka to fajna służba, takie ciepłe kluchy, gość do rany przyłóż, zmagający się z uzależnieniem od alkoholu, którym zabija pamięć o żonie, którą zabił adoptowany przez niego chłopak.
Chcesz chronić przyjaciół, bliskich, rodzinę i czasem zrobisz coś głupiego, co wydaje się małą rzeczą, a potem z przerażeniem dostrzegasz jak konsekwencje rosną niczym spadająca ze szczytu lawina uruchomiona jednym krokiem. Właśnie o tym jest ten serial. I może właśnie dlatego tak bardzo wciąga.
No i do tego Mark Ruffalo kapitalny!
Zrobili to ludzie, którzy stali za serialem „Mare of Easttown” więc jakby co warto chyba obserwować nazwisko Brada Ingelsby. Bo może dobra passa będzie trwać.
Francuski dramat kryminalny "Krwawe wybrzeże" pozornie to trochę inna bajka - bardziej osadzony w klimatach przedmieść Marsylii, bardziej agresywny, szybszy, z innymi środowiskami i inną muzyką. A jednak i w nim wyczuwa się tą walkę dwóch wilków, które czasem walczą o twoją duszę, nawet gdy jesteś gliną. Chcesz walczyć o spokój w blokowiskach na których się wychowałeś, a jednocześnie masz świadomość, że nie pokonasz wszystkich, czasem rodzi się więc pokusa, by dogadać się z jednym środowiskiem, w zamian za informację, wyniki i mniej trupów na ulicach. Przełożeni jednak patrzą na to zupełnie inaczej, oczekując że uczciwy policjant nigdy nie poda ręki handlarzowi. Ba, zanim wyceluje do bandziora najpierw go ostrzeże i odda dwa strzały ostrzegawcze. Będzie narażać życie swoje i rodziny (bo przecież trudno się ukryć na strzeżonych osiedlach za tą pensję), za średnią krajową i nigdy nie skusi się żeby coś z rekwirowanych sum uszczknąć.
Grupa policjantów z wydziału narkotykowego pod dowództwem Lyès Benamar chadza własnymi ścieżkami, przez co niestety często ma na pieńku z przełożonymi. Ale oni nie są utopistami, wiedzą co się na mieście dzieje, zdają sobie też sprawę, że nawet w prokuraturze są ludzie umoczeni w interesy tak brudne, że ich grzeszki to jedynie jakieś niewinne żarty.
Dwa sezony (drugi kończę), chwilami dość brutalne, a mimo całej schematyczności (zmaganie dobrych i złych) ogląda się bardzo przyjemnie. No i ten francuski rap z naleciałościami arabskimi. Zdecydowanie Marsylia ma klimat, choć niekoniecznie dla turystów.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz