czwartek, 5 marca 2026

Dziki, czyli a weźcie sobie cały ten rozmach i szeroki format jeżeli fabuły brak

Ten tytuł czekał na swoją kolej już chyba dwa miesiące, a ja ciągle to odkładam, uznając że mam ciekawsze rzeczy do opisania. Z Dzikim niestety mam więc problem. I chyba nie tylko ja. To jest projekt przygotowany w sposób postawiony na głowie - większość budżetu dajemy na technologię, a scenariusz, aktorstwo, fabuła i reżyseria to już wszystko zrobione na kolanie, bo przecież film i tak się sprzeda, bo będzie miał ładne zdjęcia, widoczki i zadbamy o trochę akcji. No nie, drodzy filmowcy to tak nie działa. 


Gdyby jeszcze chodziło o brak spójności, absurdy, zawsze można by to jeszcze podkręcić i zrobić niczym kampową zabawę motywami kina gatunkowego. Wiecie - krew się leje, topory latają w powietrzu, głowy spadają... A i jeszcze wykrzywione gęby. Koniecznie na zbliżeniach. Jak najwięcej. Przerażenie. Wściekłość. Wytrzeszczone oczy. Takie dzikie grymasy. A czarny charakter będzie tak komiksowy, że raczej będzie bawił a nie straszył, z minami niczym Nicolas Cage w najgorszych ze swoich produkcji. 

Problem jest jednak jeszcze głębszy. Bo dodajcie jeszcze drętwe dialogi, dziwny montaż i już nic się w tym nie będzie trzymało kupy. Jakby po pijaku ktoś to sklejał i mówił, a tu dziurę zakleimy jakimś widoczkiem, a potem przeskok o ileś lat i znowu widoczki, przecież one tu najważniejsze. 

 

I tak oto nasze Karpaty nagle raz będą przypominać łagodne wzgórza po których biega Braveheart, raz skalne turnie gdzie postacie będą wbijać paznokcie by się podciągać na szlaku o trudności V albo i VI, szlachta w żupanach będzie bratać się z chłopami i rozbójnikami, a całą intrygę osnuto wokół zaginionych papieskich insygniów, których szukać będzie inkwizytor (sic!), łamiący kołem, mordujący z upodobaniem psychopaty. Jedynym który będzie w stanie mu się przeciwstawić będzie legendarny "dziki" i jego banda rozrabiaków, łupiąca bogatych, ale wspierająca biednych. Oczywiście udało się wepchnąć nawet wątek miłosny, ale tym razem z małym zonkiem. 

Ech, opowieść o zagubionym chłopcu, którego wychowały wilki i niedźwiedzie, a wyrósł na człowieka który niczego się nie boi a góry zna jak własną kieszeń, może i miałaby szansę na to żeby zostać zapamiętaną, gdyby nad nią przysiąść na etapie pisania scenariusza. Potem klejenie z tego co się wymyśliło spójnej historii nigdy nie będzie się kupy trzymać i tylko żal wydanych pieniędzy. Widoki ładne, zobaczyłem znajomego na drugim planie i to z kwestią mówioną, może jeszcze coś z muzyki można by dorzucić na plus, tylko jest za intensywna i efekciarska, jakby nie można było bez niej obyć się w żadnej scenie. Cała reszta to szkoda gadać. A dla Fabijańskiego złote maliny, dzikie węże i co jeszcze tam jest z takich nagród WTF - wyróżnia się bardzo, szkoda jedynie że to rola kompletnie jakby z innego filmu. Gdyby cały Dziki był w trochę takim szalonym stylu, być może byłoby to coś ciekawszego, ale ten film udaje że jest całkiem serio, więc tym bardziej rażą różne idiotyzmy w nim zawarte. 

Rozmach i efekciarstwo to za mało, bo to wygląda jak rozciągnięty na ponad dwie godziny zwiastun obiecujący coś wspaniałego. Tylko ile można oglądać zwiastun?  

A że nad trumną nie ma co debatować, to tyle ode mnie. Oby panu Kawulskiemu już nie powierzano takich projektów bez czuwania kogoś kto lepiej rozumie kino (nie tylko forma się liczy). Szkoda pracy tych wszystkich ludzi.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz