Ten tytuł czekał na swoją kolej już chyba dwa miesiące, a ja ciągle to odkładam, uznając że mam ciekawsze rzeczy do opisania. Z Dzikim niestety mam więc problem. I chyba nie tylko ja. To jest projekt przygotowany w sposób postawiony na głowie - większość budżetu dajemy na technologię, a scenariusz, aktorstwo, fabuła i reżyseria to już wszystko zrobione na kolanie, bo przecież film i tak się sprzeda, bo będzie miał ładne zdjęcia, widoczki i zadbamy o trochę akcji. No nie, drodzy filmowcy to tak nie działa.
Gdyby jeszcze chodziło o brak spójności, absurdy, zawsze można by to jeszcze podkręcić i zrobić niczym kampową zabawę motywami kina gatunkowego. Wiecie - krew się leje, topory latają w powietrzu, głowy spadają... A i jeszcze wykrzywione gęby. Koniecznie na zbliżeniach. Jak najwięcej. Przerażenie. Wściekłość. Wytrzeszczone oczy. Takie dzikie grymasy. A czarny charakter będzie tak komiksowy, że raczej będzie bawił a nie straszył, z minami niczym Nicolas Cage w najgorszych ze swoich produkcji.
Problem jest jednak jeszcze głębszy. Bo dodajcie jeszcze drętwe dialogi, dziwny montaż i już nic się w tym nie będzie trzymało kupy. Jakby po pijaku ktoś to sklejał i mówił, a tu dziurę zakleimy jakimś widoczkiem, a potem przeskok o ileś lat i znowu widoczki, przecież one tu najważniejsze.



















