Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iran. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iran. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 czerwca 2026

Czytając Lolitę w Teheranie, czyli jakie myśli kryją się pod hidżabem

Tak wiele dobrego słyszałem o powieści Czytając Lolitę w Teheranie, że po ekranizacji sporo sobie obiecywałem. O ile nic nie wiedzieliście o sytuacji w Iranie, o rewolucji islamskiej, o sytuacji kobiet, może i znajdziecie tu coś ciekawego dla siebie, jeżeli jednak cokolwiek już na ten temat wiecie, obawiam się że podobnie jak ja będziecie ciut rozczarowani. Oczywiście można by rozpatrywać ten film pod względem aktorstwa, zawartych w nim emocji, jeżeli jednak na etapie scenariusza nie znaleziono dobrego pomysłu na to jak pokazać pewne rzeczy, potem już niewiele można było zrobić. Po prostu poza postacią głównej bohaterki, czyli wykładowczyni literatury angielskiej, pozostałe postacie pozostają dla nas dość zagadkowe, niewiele się o nich dowiemy. I nawet jeżeli pojawi się jakiś dramatyczny wątek, to nie budzi on wielkich emocji, skoro to dla nas postacie prawie anonimowe. 

niedziela, 15 marca 2026

To był zwykły przypadek, czyli nie musimy być tacy sami

Pozwólcie że zanim napiszę o kolejnym obrazie przed wieczorem Oscarów, przypomnę Wam jeden tekst sprzed lat 8 - ZNAK wznowiło ten tytuł i powiem że przypomniałem sobie go z przyjemnością. Chodzi o biografię Zbyszka Cybulskiego, kto lubi aktora, będzie miał okazję wrócić do jego produkcji a jego samego zobaczyć w trochę innym świetle. Amant? Gwiazdor? Człowiek rozkochujący w sobie kobiety? 
***

A dziś zabieram Was do Iranu. Choć Jafar Panahi nie może kręcić u siebie, wciąż opowiada o ludziach którzy zostali w kraju, o ich emocjach i zwykle robi to bardzo celnie. 
 

Wyobraźcie sobie ludzi, którzy trafiają, niejednokrotnie bez żadnego powodu do aresztu reżimu, który oskarża ich o zdradę kraju i torturami zmusza do zeznań. Macie to? No to zapomnijcie o swoich oczekiwaniach. Bo choć ten film jest mocnym uderzeniem w autorytarny system, to jego fabuła może nieźle zaskoczyć. Chwilami miałem wrażenie że akcenty komediowe są aż przesadzone, że warto by było mocniej, bardziej poważnie. A mimo to może właśnie dlatego ostanie minuty zostają nam w głowach tak mocno, to przesłanie głęboko ludzki głos ofiar dociera do nas tak wyraźnie. 

wtorek, 3 czerwca 2025

Nasienie świętej figi, czyli fundament czy jednak fundamentalizm

Mahammad Rasoulof raczej chyba nieszybko będzie mógł wrócić do Iranu, bo władze nie darują mu tak mocnej krytyki. W "Nasieniu świętej figi" przyglądamy się pewnym mechanizmom na przykładzie jednej rodziny, ale w tle mamy ostatnie protesty, gdy wielu młodych Irańczyków, wiele kobiet odważnie zaczęło domagać się zmian w swoim kraju. Nie chodzi jedynie jak twierdzą konserwatyści o swobodę obyczajową, rozluźnienie zasad, ale przede wszystkim odejście od tak surowego karania nawet za drobne przewinienia. Protesty były tłumione siłą, wiele przypadków pobić albo nawet śmierci, tłumaczono "wypadkami", a sądy w trybie błyskawicznym były gotowe wydawać wyroki za "kłamstwa", "podżeganie" itp. Krytykujesz religijne fundamenty państwa? Możesz spodziewać się nawet wyroku śmierci.


Oto ojciec dwóch dorastających córek, głowa rodziny, mąż dbający o ciepło w domu, doceniający wspierającą go żonę. To jednocześnie jednak człowiek, który gdy dostaje propozycję awansu, godzi się na to, że w imię reżimu będzie wydawać wyroki nawet ze świadomością, że nie miał czasu wnikliwie ocenić tych spraw - skoro przełożeni oczekują surowości, on będzie surowy, zagłuszy wyrzuty sumienia. Bo tak trzeba. I jego żona to rozumie, wydaje się że nie ma innego wyjścia - skoro chcą wygodnego życia, świetnych warunków dla córek, trzeba zrobić wszystko, by piąć się w górę.

wtorek, 1 października 2024

Moje ulubione ciasto, czyli pyszny filmowy kawałek życia

Każda moja notka od 13 lat i 9 miesięcy, w tytule ma jakieś dopowiedzenie ode mnie. Czasem jednak, o to "czyli..." zadba sam dystrybutor (Aurora Films w tym przypadku), więc ja nie muszę nic kombinować. Po prostu w punkt!


Kameralne, intymne, zabawne i wzruszające kino. A w dodatku, choć nie mówi się tu nic o władzy, więzieniach, wyborach itp. twórcy bardzo konkretnie pokazują co myślą o restrykcyjnych, konserwatywnych rządach w Iranie. Nie tylko dlatego, że dla bohaterów, ludzi na emeryturze punktem odniesienia są czasy sprzed rewolucji islamskiej, gdy byli młodzi, gdy żyło się radośniej. To również komentarz do współczesności, gdy tak wielu ludzi musi się obawiać policji obyczajowej, donosów, aresztowań i tłumaczeń. Młodzi wyjeżdżają jeżeli tylko mogą, a starzy zostają bo uważają że tu jest ich miejsce. Starych drzew się podobno nie przesadza.

Jak wygląda życie emeryta? O ile nie musi dorabiać, by jakoś przeżyć, zwykle to szara codzienność - jakieś zakupy, prostu posiłek w domu albo obiad w restauracji honorującej bony od opieki społecznej, od święta spotkanie z przyjaciółmi którzy jeszcze żyją.

poniedziałek, 13 marca 2023

Holy Spider, czyli w obronie kobiet, przeciwko hipokrytom

Z różnych recenzji pisanych o "Holu Spider" możecie dowiedzieć się m.in. o tym, że to taki nowy "Zodiak" Finchera, tylko z akcją osadzoną w Iranie. Oczywiście, pierwszą połowę filmu można potratkować jako klasyczny thriller, opowieść o polowaniu na mordercę, który zdaje się robić coraz bardziej bezczelny. Film irańskiego reżysera Aliego Abbasiego (choć nagrywany dzięki funduszom innych krajów i przez Iran oprotestowany), to jednak przede wszystkim głośny sprzeciw wobec obojętności władz i części społeczeństwa w sprawach dotyczących przemocy wobec kobiet. Skoro chodziła po nocy, sama sobie winna, nie miała opieki mężczyzny, czyli na pewno wyszła by się prostytuować, a jeżeli odrzuca nachalne zaloty facetów, to na pewno źle się prowadzi i oczekuje pieniędzy lub prezentów. Zamiast zajmować się ofiarami, ludzie na sto różnych sposobów próbują znaleźć usprawiedliwienie dla sprawcy - był kuszony, a to na pewno pomówienie, przecież to mąż i ojciec albo też jak w tym przypadku: mordował, bo chciał ukarać grzesznice. Z jednej strony mamy więc strach, który pada na społeczność miasta, bo żadna kobieta nie czuje się bezpieczna, ale potem nagle pojawia się paradoksalnie duża grupa obrońców, która sprawcę chce ogłosić obrońcą moralności. On w ich ocenie robi dobry uczynek, bo naprawia bezradność państwa - usuwa grzech, którego oni nie chcą widzieć na ulicach. Hipokryzja czystej wody, ale nawet nie to jest najbardziej przerażające.

środa, 19 października 2022

Bohater, czyli a co ci mówi sumienie

Premiera najnowszego filmu Asghara Farhadiego dopiero za dwa tygodnie, ale ponieważ miałem okazję zobaczyć go na pokazie prasowym, więc notkę zostawiam Wam na zachętę. Kto zna i lubi filmy tego reżysera, dwukrotnego zdobywcy Oscara, ten wie czego się spodziewać - skomplikowane relacje międzyludzkie i w wydawałoby się prostej historii, masa emocji i dylematów. Powracając do Iranu z planem zdjęciowym najnowsza produkcja zyskuje jeszcze trochę czegoś dodatkowego, czyli lokalnego kontekstu, obrazu dla nas trochę mniej znanych rozwiązań kulturowych i społecznych. System w którym dłużnik zostaje wsadzony do więzienia, gdzie tym bardziej nie jest w stanie pracować i oddać długu, wydaje się absurdalny, ale już pokazana tu sieć wsparcia rodzinnego i środowiskowego, jaką można uruchomić, by poprzez zobowiązania dać drugą szansę, choć jakby rodem sprzed wieków, ma w sobie coś intrygującego.

piątek, 11 grudnia 2020

30 gramów, czyli wciąż łowimy płotki

 Szukałem czegoś, ca na dziś mogę wrzucić w miarę szybko, bez zagłębiania się w detale i chyba mam. Może i taki obraz by przeszedł u mnie bez specjalnych emocji, gdyby nie to, że został wyprodukowany w Iranie. Bo że narkotyki, handlarze i bezradność policji w ściganiu takich przestępstw w Stanach to się przyzwyczailiśmy, ale tam? A tu proszę.
Mocny obraz tego jak wiele osób stacza się na dno przez używki, ale i niezłe kino akcji pokazujące jak zdeterminowany glina walczy żeby przynajmniej raz dopaść jakąś grubą rybę, wyeliminować całe laboratorium, a nie jedynie handlarzy. Żeby to zrobić Samad będzie działał na granicy prawa, choć tak często podkreśla konieczność przestrzegania go przez wszystkich. Jeżeli jednak można groźbami, manipulacją uzyskać jakieś informacje, może trzeba przymknąć oko na zasady?

sobota, 25 sierpnia 2018

Shertel - Grupa Teatralna Chakad, czyli przełamując bariery

W sieci nie mogę znaleźć plakatu ze sztuki, musicie więc zadowolić się opisem i tym skromnym zdjęciem. Piszę szybko, bo zaraz pakuję książki do bagażnika i jadę na organizowaną przez nas wymiankę książek, jednak choć parę zdań chcę napisać. Może ktoś skorzysta? Dziś wieczorem ostatnia okazja. Przylecieli do Polski z Iranu jedynie na dwa spektakle. Zważywszy na różne zamieszania dyplomatyczne, nie wiadomo kiedy znowu będą mogli z kraju wyjechać... My chyba zapomnieliśmy jak to jest kisić się we własnym sosie, nie mieć kontaktu z innymi kulturami. Oni choć zamknięci trochę w swoich granicach, nie zamierzają przestać poszukiwać. Tak jak mogą chłoną to co robią inni, przerabiają to jednak na swój sposób. Dzięki temu, to co oglądamy ma w sobie świeżość, szczerość, choćby nawet ktoś zarzucał, że nie jest to nowatorskie. Liczy się pomysł. Początkowo wydający się dość karkołomnym, ale... I o tym poniżej. A jego wykonanie też powala naturalnością, energią. Gdybyście chcieli poczytać więcej niż u mnie zapraszam do Chochlika Kulturalnego.

piątek, 24 listopada 2017

Couchsurfing w Iranie. (Nie)codzienne życie Persów - Stephan Orth, czyli wolni jedynie w czterech ścianach?

Iran nie wydaje się zbyt przyjaznym miejscem do podróżowania i nie chodzi tu nawet o zamknięte granice, czy wojnę, ale raczej skojarzenia jakie mamy w głowach: państwo policyjne, surowe zasady religijne, ogromna podejrzliwość wobec cudzoziemców. Większość tych stereotypów możemy sobie schować w kieszeń już po pierwszych  stronach tej lektury. Już sam pomysł na sposób podróżowania  po tym kraju przez niemieckiego dziennikarza, był dość szalony i udowadniał, że w gruncie rzeczy może te wszystkie opowieści są trochę na wyrost. No bo jak potraktować wyprawę, w której wszystko jest ustalane z dnia na dzień, noclegi umawiane u osób, które zgadzają się przez internet gościć go u siebie za darmo (a Iran przecież oficjalnie zakazuje couchsurfingu, czyli takiego dzielenia się własnym domem), trasa zmieniana, a wiza przedłużana (i to dwa razy). W każdej przecież chwili jako cudzoziemiec zwracał na siebie uwagę, robił zdjęcia, notował, polegał na ludziach, których kompletnie wcześniej nie znał, uczestniczył w rzeczach, które są tam zakazane (nie będę wymieniał wszystkiego, ale pozwala sobie na sporo) i nie wygląda na to, żeby strach go paraliżował i by wisiało nad nim wielkie ryzyko.

Wszechobecny wzrok wielkich przywódców Iranu, którzy mają obserwować (nie tylko z portretów) każdy jego (i nie tylko jego) ruch, okazuje się mniej groźny niż by się to mogło wydawać. I doświadcza tego nie tylko on sam, ale wskazuje na to również zachowanie różnych ludzi jakich poznaje. W swoich czterech ścianach czują się wolni. Przyjmując go do domu robią coś zakazanego, ale mimo to, wcale nie zamierzają z tego rezygnować. Życie zwykłych ludzi przypomina trochę to czego doświadczaliśmy w PRL - różne rzeczy groziły za bycie niepokornym, zdarzało się, że ludzie trafiali do więzień, ginęli, a mimo to, wciąż znajdywali się tacy, którzy próbowali  poszerzyć przestrzeń swojej wolności. I o tym też przede wszystkim opowiada Stephan Orth.

piątek, 31 marca 2017

Klient, czyli nie potrafię zapomnieć


Z filmami Ashgara Farhadiego jest pewien kłopot. To nie jest kino, które by wyróżniało się jakoś pięknem zdjęć, oryginalnością fabuły. Ale to nieprawda, że ich cały urok tkwi w tym, że opowiadają o ludziach żyjących w innej kulturze, a dzięki tym filmom, odkrywamy, że są do nas bardzo podobni. Jest coś jeszcze. W tych niby zwyczajnych historiach o ludziach, jest taki ładunek emocjonalnej prawdy, który po prostu sprawia, że oglądamy jego opowieści niczym najlepszy thriller. Chyba trochę u nas zatracono tą wrażliwość, tą umiejętność, by to nie akcja była na pierwszym miejscu, a jakaś prawda psychologiczna o bohaterach, ich przemianie, ich wątpliwościach. Dlatego rozumiem dobrze nagrodę Oscara dla Klienta (tylko ten tytuł dziwny - nie lepiej jednak sprzedawca, czy nawiązując do sztuki: komiwojażer?) i sam biję brawa dla dla tego filmu. Niedługo wchodzi na ekrany - można go zobaczyć przedpremierowo w Warszawie m.in, w kinie Muranów, Atlantic i Praha (na festiwalu Wiosna Filmów) i gorąco do tego zachęcam.

wtorek, 17 maja 2016

Dzieci niebios, czyli jak mało potrzeba do szczęścia

Szybka notka, bo po powrocie z Poznania padam na nos. Wybieram film starszy, większości z Was pewnie już znany, ale z przyjemnością do niego wracam. Jest w tej prostej historii tyle piękna, wrażliwości, zatrzymania się na chwilę, by pochylić się nad jakimś drobiazgiem.
Mały chłopak przez przypadek gubi buty siostry, które odbierał od szewca. Wie, że w domu się nie przelewa i nie stać ich na nowe, boi się więc przyznać, ale to nawet nie lęk przed karą, a raczej próba uniknięcia dokładania rodzicom kłopotów, których i tak mają niemało. Namawia więc siostrę, by przez jakiś czas (dopóki czegoś nie wymyśli), wymieniali się jego butami - gdy ona wraca ze szkoły, spotkają się gdzie w połowie drogi i na lekcję pobiegnie on.

czwartek, 13 sierpnia 2015

O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu, czyli w takim stylu o wampirach jeszcze nie było

Iran i wampiry? Iran i klimaty jak z Lyncha? Gdybym tego nie zobaczył to bym nie uwierzył. 
A jednak to możliwe i jak najbardziej realne - hipnotyczna opowieść o miłości śmiertelnika i wampirzycy nakręcona została przez Any Lily Amirpour i stanowi dowód na to, że kino nie zna barier i granic kulturowych. Jeżeli ktoś na ogląda się innych mistrzów, to trudno mu nakazać by opowiadał historie zapominając o zepsutym świecie zachodu. Oczywiście nie jest to zdecydowanie żadna kopia, ma to swój własny charakter, jest oryginalne, ale skojarzenia jednak narzucają się dość szybko.

wtorek, 2 grudnia 2014

Przeszłość, czyli nie potrafimy ze sobą rozmawiać

Po raz kolejny oglądając kino irańskie, mam wrażenie jakbym sięgał po tematy i sposób opowiadania z naszego kina moralnego niepokoju. Asghar Farhadi sprawia wrażenie jakby snuł wciąż tę samą opowieść, pokazywał zmieniających się ludzi w ich małych i wielkich dramatach codzienności. Ale nie tylko on - za chwilę będę pisał o kolejnej premierze z Iranu i znów pewnie wróci część refleksji. 
Człowiek i jego wybory, odpowiedzialność za każdy gest, słowo, konsekwencje, których nie jest w stanie przewidzieć, życie ze sobą i obok siebie. Niektórzy porównują to do Kieślowskiego i pewnie coś w tym jest. Cechą wspólną ich filmów jest to, że pozostawiają z pytaniami. Ważnymi.
To nie jest kino do popcornu i coli. To obrazy, które się smakuje, bo emocje, słowa, twarze (to spore wyzwanie dla aktorów) i gesty tworzą całą fabułę. Czasem nawet milczenie może wiele znaczyć, więc nasza uwaga musi być skoncentrowana.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rękopisy nie płoną, czyli witajcie w państwie policyjnym

Czerwiec kończę filmem dość wyjątkowym. "Rękopisy nie płoną" pewnie nie przyciągnie tłumów, nie stanie się jakimś wielkim przebojem, ale mimo tego, że nie jest to łatwe kino, jest warte zobaczenia. Mówi o wolności sumienia, wolności tworzenia, więcej niż niejeden dramat "zaangażowany". Już samo jego nakręcenie było wyrazem odwagi. Nie zobaczycie wiec tu żadnych nazwisk aktorów, nikogo z ekipy, w napisach pojawia się tylko jeden człowiek - to on firmuje film i na nim też skupiły się represje za to dzieło. Mimo, że na różnych festiwalach "Rękopisy..." były nagradzane, reżyser Mohammad Rasoulof nie mógł tam się pojawić. Władze zabrały mu paszport, dostał zakaz wykonywania zawodu i skazały go na pobyt w więzieniu. To o czym chciał opowiedzieć w swoim obrazie, sprawdza się w rzeczywistości. Iran zaprzecza jakimkolwiek prześladowaniom, ograniczeniom wolności dla twórców, temu o czym opowiada również ten film, ale swoim działaniem pokazuje, że reżyser wcale nie jest odległy od prawdy.  
Na całym świecie prowadzone akcje protestu (choćby takie: http://niedlacenzury.pl.) może wydają się naiwne, ale podobno kropla drąży skałę...

sobota, 29 czerwca 2013

Kurczak ze śliwkami, czyli danie dla smakoszy

Jak to czasem kilka ostatnich minut filmu może zmienić jego ocenę i nasze spojrzenie. Cieszę się, że
wytrwałem do końca. A nie ukrywam, że początek mnie jakoś męczył. Nie wiedziałem czy traktować to poważnie, czy jako żart, groteskę. 
Historia wirtuoza, który po stracie swoich skrzypiec postanawia umrzeć, bo odechciało mu się żyć snuje się powolnie i trudno połapać się co jest wspomnieniem, co realnością, a co snem. Do tego dochodzą jeszcze gorzkie i skrzywione historie przyszłości jego dzieci, które stają przy jego łóżku zaciekawione tym co się stało ojcu. Dziwaczne to wszystko, chwilami melancholijne, ale częściej po prostu ni to śmieszne, ni to żałosne...

czwartek, 30 maja 2013

Rozstanie, czyli nie myśląc o konsekwencjach

O tym filmie wszędzie gdzie się nie obejrzysz same peany, po innym obrazie Asghara Farhadiego "Co ty wiesz o Ally" sam też byłem nastawiony bardzo pozytywnie. Ale pojawia się we mnie sporo wątpliwości czy gdyby nie było to kino z Iranu, z innego obszaru kulturowego, wzbudziłoby tyle zachwytów? Obawiam się, że nie. Tego typu moralitetów, filmów pokazujących wydawałoby się normalne życie, które nagle stawia przed człowiekiem sytuacje przekraczające jego możliwości i stawiające go przed etycznymi wyborami - przecież to nie żadna nowość. W warstwie wizualnej surowy, nie ma w nim nic wyjątkowego (oprócz odrobiny tej egzotyki). Co więc w tym filmie tak urzeka?

czwartek, 9 czerwca 2011

Deszcz, czyli miłość na budowie

Nawet nudne wydawało by się historie i malo oryginalne filmy ogląda się zupełnie inaczej gdy dotyczą one innej kultury, rejonu świata który mniej znamy. Natychmiast wtedy wszystko ma troszkę inny smak i oglądamy do końca nawet jeżeli są ewidentne dłużyzny. Tak troszkę było z filmem "Deszcz".
Historia mogłaby nawet być ciekawa - oto Iran do którego po roku 89' przed biedą i talibami uciekła duża liczba Afgańczyków. Jednym z nich był Najaf, pracujący podobnie jak wielu rodaków nielegalnie na budowie. Gdy przydarzył mu się wypadek, aby utrzymać rodzinę wysyła do pracy swoje jedyne dziecko. Zastępujący go Rahmat jest raczej słabowity i nie jest w stanie dźwigać ciężarów, kierownik budowy zleca mu dostarczanie zakupów i parzenie herbaty dla robotników. Dotąd tym lekkim zajęciem zajmował się młodziutki Latif, który teraz musi pracować jak inni - z zazdrości więc zaczyna prześladować Rahmata.
Robotnicy zarabaiający grosze, ludzie gorszej kategorii, uzależnieni od Irańczyków i zmuszeni do ciągłego ukrywania się przed pojawiającymi się na budowie kontrolami - oto środowisko w jakim się dzieje akcja filmu.

środa, 25 maja 2011

W Teheranie nie rosną już granaty, czyli film muzyczny, historyczny, dokumentalny, eksperymentalny, komediowy itd.

Film, który trudno traktować serio, jest jednym wielkim wygłupem i eksperymentem. Pomysł pierwotny był taki aby zestawić archiwalne filmy pokazujące Teheran i jego historię z obrazami aktulanymi z życia miasta i jego mieszkańców. Miasta, które z małej wioski w XIX wieku stało się jedną z największych metropolii Bliskiego Wschodu. Sama Historia opowiedziana jest dość subiektywnie i raczej z humorem - najważniejszymi punktami przełomowymi są kolejne fale ludności napływające z prowincji do miasta i bieda (i brak reform), która zmusza ich do rewolucji. I tak władze się zmieniają, a miasto wciąż rośnie. Zdjęcia archiwalne pokazywane są troszkę w oderwaniu od żartobliwego komentarza, powtarzane wielokrotnie, puszczane do tyłu. A to wszystko obudowane jest jeszzcze dodatkowo fragmentami filmu dotyczącymi współczesności.

czwartek, 7 kwietnia 2011

Co wiesz o Elly?, czyli życie irańskich 30-latków

Recenzja podwójna :)

Film ten warto obejrzeć nie tylko dlatego, że zdobył Srebrnego Niedźwiedzia i główne nagrody w cenionym przeze mnie festiwalu Fajr. Z jednej strony jest to opowieść o dylematach moralnych ludzi żyjących w nieco innej kulturze, z drugiej strony opowieść jest uniwersalna i ciekawa dla odbiorcy z Polski. Nie ma tu poetyki irańskich dłużyzn, co dla osób nienawykłych do statycznych obrazów znanych z filmów Kiarostamiego czy Payamiego będzie zaletą. Film opiera się na słowach i dzięki temu jest bardzo… francuski. Na szczęście, w odróżnieniu od twórców Nowej Fali, reżyser nie narzuca nam egzystencjalnego rozmemłania bohaterów.
Bohaterzy są młodzi, nie tak dawno ukończyli prawo i dopiero wspinają się po szczeblach kariery. Wyjechali razem nad morze, żeby spędzić razem kilka dni w towarzystwie rodzin, w dodatku z Niemiec przyjechał niedawno rozwiedziony Achmed i jedna z bohaterek ma pomysł, żeby zapoznać go ze swoją koleżanką Elly.