Obie dzisiejsze produkcje są co najwyżej średniakami, więc jeżeli macie niewiele czasu, spokojnie można sobie je darować.
W przypadku produkcji islandzkiej może lepiej mi było zacząć od serialu "W pułapce", trafiłem jednak na coś co Netflix wyświetla jako osobny serial, a jest tak naprawdę trzecim sezonem z tymi samym bohaterami. Może dwa poprzednie sezony byłyby ciekawsze?
Na pewno może się podobać klimat, bo jednak ta Islandia zawsze wywołuje trochę ciarki na plecach i sprawia że każda zbrodnia wydaje się bardziej surowa. Ci ludzie też jacyś tacy...
No właśnie. I to jest chyba rzecz, która mi nie do końca podeszła. O ile w przypadku policjantów czasem tak bywa, że mimo profesjonalizmu, zarówno w wyglądzie jak i w pierwszym kontakcie masz wrażenie że to jakieś miśki, a nie twardziele, takie ciepłe kluchy, co to nie potrafią wrzasnąć albo przycisnąć podejrzanego. Ale słuchajcie - jak popatrzycie na złoli w tym serialu, czyli gang motocyklistów to mam wrażenie że w większe poczucie zagrożenia wpędziłyby Was nastolatki z najbliższego osiedla. Wielcy mi twardziele, którzy potrafią tylko pić piwo i wić się na przesłuchaniach na posterunku. Dialogi, zachowania, jakieś to wszystko zbyt grzeczne, niczym w paradokumencie gdzie aktorzy dostali zadanie rozmawiać o przestępstwach, choć nigdy w życiu nie przeszli nawet przez pasy na czerwonym.
Cały ten klimat, zdjęcia, jakieś próby zbudowania napięcia są trochę na nic, skoro to w warstwie kryminalnej intrygi jest trochę sztuczne. Morderstwo w siedzibie sekty odwołującej się do rytuałów pogańskich, przemyt narkotyków, sprawa zaginięcia kobiety sprzed lat - oglądamy to wszystko, nie budzi jednak większych emocji. I niby bohaterowie całkiem sympatyczni, co z tego gdy to wszystko jakieś bez życia. Żeby to jeszcze można było nazwać noir...
A Dzikość?
Cóż - tu też zdjęcia i widoczki to najmocniejsza strona serialu. W końcu cała akcja dzieje się w parku narodowym Yosemite, a głównymi bohaterami są jego strażnicy. Wszystko zaczyna się od ciała dziewczyny, która spada z ogromnej skały, jak jednak wszystko wskazuje wcześniej była raniona i długo uciekała przez park. Śledztwo nie jest łatwe, bo to nie tylko ogromny teren, którego zdaje się w niewielkim stopniu ktoś pilnuje (są tacy którzy tu mieszkają nielegalnie latami), ale i ludzie niekoniecznie lubią udzielać jakichkolwiek informacji, tak jakby każdy miał coś do ukrycia. I to z głównym bohaterem włącznie.
Fajnie zbudowano parę śledczych - on samotny wilk, z problemami, ale i z ogromnym doświadczeniem i intuicją, ona młodziutka strażniczka przydzielona mu do pomocy, pełna zapału i nie dająca się zniechęcić jego dość oschłą osobowością.
Niby w tych dzikich terenach trzeba uważać na dzikie zwierzęta, ale to ludzie są tu prawdziwym niebezpieczeństwem. Intryga nie jest jakaś bardzo skomplikowana, przygotowano jednak kilka niespodzianek. I mimo braku jakiegoś szybkiego tempa ogląda się to sympatycznie, głównie jednak ze względu na te góry i lasy, do których oczy się śmieją.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz