Po lekturze Aglo, Bańką po Śląsku wiedziałem że muszę koniecznie sięgnąć wreszcie po tytuł Zbigniewa Rokity, który miałem już od dawna na swojej liście, czyli po Kajś. Nagradzane, chwalone, sam nie wiem czemu czekałem tak długo. Może dlatego, że tytułów do przeczytania mam całą masę i wciąż tą listę rozbudowuję, a pozycje przesuwam i przesuwam. Cieszę się że tym razem się udało.
Pasuje mi ta reportersko-eseistyczna formuła, choć ona sprawia, że nasza uwaga czasem wzrasta, a czasem spada. Masa rzeczy, które próbuje jednocześnie przekazać autor, od historii przez współczesność, też nie zawsze sprzyja naszej ciekawości. A może gdyby to było pogłębione nie czytałoby się tak dobrze, z taką lekkością? Rokita skacze więc z tematu na temat, chwilami traci trochę tempo, jednak próbuje przekazać nam to co jego zdaniem najważniejsze na temat Górnego Śląska, aby trochę lepiej zrozumieć region i jego mieszkańców. Obala pewne stereotypy, ale też tłumaczy to co czasem budzi kontrowersje. Przyzwyczajeni do mapy powojennej, często zapominamy o tym iż ten region ma dość skomplikowaną przeszłość i raczej to nie Polacy ją przede wszystkim budowali. Ba, mimo całej sympatii wobec Polski, nawet ci którzy walczyli w powstaniach i głosowali za granicami na jej korzyść, wielu Ślązaków i ich potomków później zastanawiało się czy to był najlepszy wybór. Co bowiem dostali w zamian za mocną eksploatację i gospodarczy wyzysk przez resztę kraju? Ano niewiele. Politycy zwykle nie mieli zaufania do ludzi z regionu i narzucali swoich, kompletnie nie rozumiejących ani tradycji, ani mentalności.
Trudno tą lekturę traktować jako kompendium wiedzy, bo może okazać się zbyt wybiórcza i subiektywna, lepiej więc potraktować to jako opowieść kogoś kto próbuje podzielić się swoimi poszukiwaniami tożsamościowymi, uczuciami, rozmowami w domu rodzinnym na różne tematy, trochę coś pomiędzy sagą rodzinną a dziennikarskim lub historycznym dochodzeniem, które czasem przynosi zupełnie inne obrazy i interpretacje niż to co myśli się w innych regionach o Śląsku.
Wielokrotnie powtarza się stwierdzenie: ani my Niemcy, ani Polacy, choć i jedni i drudzy próbowali nas wielokrotnie zmuszać do deklaracji. My są Ślązacy. My się stąd nie ruszaliśmy, to nasza ziemia, to granice się przesuwały. Rokitę interesują nie tylko granice historyczne, ich ślady które do dziś można dostrzec, ale i mentalne, czy tożsamościowe. Pojawi się więc również pytanie o język śląski, czy o walkę o uznanie narodowości śląskiej.
Napisane z czułością, z humorem i z włożonym spory wysiłkiem, zarówno by pokazać źródła, jak i różne punkty widzenia. I za to też cenię sobie tą książkę. Pewnie gdybym był młodszy i nie czytał już trochę na ten temat, było to odkrywcze i ocenione przeze mnie jeszcze wyżej. Teraz to raczej w większości przypomnienie i powtórzenie pewnych rzeczy, które nie są może dla mnie nowe, zawsze jednak warto być otwartym na to by poza lekturami aspirującymi do bycia "naukowymi", sięgać po rzeczy nasycone emocjami, własnymi wspomnieniami, czy poszukiwaniami rodzinnymi.
Do grona rozmówców o Śląsku Zbigniew Rokita zaprosił m.in. prof. Ryszard Kaczmarek, prof. Ewa Chojecka - guru śląskich historyków sztuki, dr Jerzy Gorzelik – historyk sztuki związany z Ruchem Autonomii Śląska, dr Jolanta Wadowska-Król – znana choćby z serialu Ołowiane dzieci pediatra zajmująca się problematyką występowania ołowicy u dzieci z katowickich Szopienic, Marcin Musiał czy Grzegorz Kulik – śląski tłumacz i popularyzator języka śląskiego. Ale też wielu innych!
Jak najbardziej polecam!
Najbardziej do polecenia dla tych, którzy o Górnym Śląsku wiedzą mało albo dla tych, którzy mają dużo obaw przed ewentualnymi ruchami separatystycznymi w tym regionie, podejrzewając iż są one inspirowane przez Niemców i mają jedynie jeden cel: przyłączenie go do Niemiec.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz