poniedziałek, 2 listopada 2026

Korespondentka - Virginia Evans, czyli zerkając wstecz, ale i wokół siebie...

Mając do wyboru parę powieści, które mocno refleksyjnie pasowałyby mi do początku listopada, zwykle nostalgicznego i na pewno mnie rozrywkowego (ja nie z pokolenia Halloween), zastanawiałem się od której by tu zacząć i padło na Korespondentkę. Było o niej przez chwilę głośno na różnych blogach, mnie jakoś bardzo nie urzekła, trudno odmówić jej jednak pewnego uroku. Rzadko kiedy bowiem całą fabułę autorce/autorowi udaje się opowiedzieć poprzez listy. A że przez długi czas uwielbiałem korespondować z różnymi osobami (niewiele kontaktów przetrwało, ale w sercu wciąż Was mam), to jakoś bliskie mi było przyzwyczajenie a może nawet upór bohaterki powieści, by porządkować świat właśnie listami. Dziś to coraz rzadsze, a namysł i czas który poświęcamy na pisanie maila, czy innej wiadomości elektronicznej nijak ma się do tego który spędzało się nad kartką papieru.     
Sybil Van Antwerp od lat komunikuje się poprzez listy. Pisze do dzieci, przyjaciół, dawnych współpracowników, do autorów, których podziwia po przeczytaniu ich powieści. To ostatnie przyznam że jest dość urokliwe, bo chyba nigdy mi nie przyszło do głowy, a pewnie dla pisarzy też nie jest tak częste jak maile czy spotkania autorskie. Słowo napisane, które też można potem schować do szuflady, wrócić do niego po latach, ma jakąś niesamowitą siłę i magię, budzi wspomnienia, emocje. Czy listy pisane do kogoś ważnego, ale nigdy nie wysyłane też mogą być równie ważne? Może pozwalają nazwać coś i wypowiedzieć na co byśmy nie mieli odwagi w cztery oczy... 

Bohaterka wydaje się kobietą nie tylko silną, poukładaną, ale i spełnioną. Przeżyła życie intensywnie pracując, wspierając w kancelarii prawniczej a potem w sądzie swojego przyjaciela, dla którego była nie tyle asystentką co prawą ręką. Czy niczego nie żałuje? Czy jest szczęśliwa? Gdy przychodzi jesień życia, gdy ona sama powoli traci wzrok, przychodzi czas na zadanie sobie takich pytań, na zrobienie jakichś podsumowań. Może to też czas by spróbować coś naprawić, poprosić o przebaczenie lub samej wybaczyć? Trudno oprzeć się wrażeniu, że czasem więcej serca okazywała osobom do których pisała, niż tym którzy byli blisko niej, wobec których budowała jakiś dziwny dystans. 

Bez wielkich dramatów i zwrotów akcji, lektura raczej spokojna i chyba właśnie w tym tkwi jej siła - wciąga nie tylko w jakąś opowieść, ale i skłania do tego by samemu trochę zwolnić, poszukać chwili na to by zastanowić się nad relacjami z innymi, nad tym czy czegoś nie zaniedbaliśmy. Lepiej czasem zrobić krok, spróbować coś naprawić, niż potem mielibyśmy tego żałować...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz