piątek, 6 listopada 2026

Po prostu się żyje - Tomasz Potkaj, czyli trochę o Matysiakach, dużo o codzienności w PRL-u

Sentymentalne powroty są w modzie, a nawet młodzi (przynajmniej niektórzy) z ciekawością wracają do czasów PRL-u, bo dla nich to odległa historia i to trudna do wyobrażenia. Dla mojego pokolenia - po prostu dzieciństwo, choć ja i tak załapałem się tylko na dwie dekady komuny, a przecież Matysiakowie startowali w roku 1956. Ależ kawał czasu! I wciąż zdaje się słuchowisko nadal jest nadawane! Ja jakoś nigdy nie byłem wielkim fanem, ale przecież niejeden raz widziałem i słyszałem jak moja babcia siedziała przy odbiorniku i nie wolno jej było przeszkadzać. Potem gdy już więcej w telewizji pojawiało się programów, filmów i seriali, pewnie mocno liczba słuchaczy spadła, jednak wciąż są tacy, którzy z przyjemnością wracają do swoich ulubionych bohaterów. Siłą od początku było to, że twórcy próbowali odtworzyć nie jakąś idealną bajkę, ale świat zwyczajnych ludzi, ich problemy. 

I oto mamy okazję poznać nie tylko początku słuchowiska, niektórych aktorów wcielających się w członków rodziny Matysiaków i ich sąsiadów. 


To jednak jedynie pretekst by przede wszystkim opowiedzieć o tym jak się żyło w tamtych czasach, czyli to głównie o problemach opowiada autor, a jakiś fragment słuchowiska staje się jedynie kanwą do cytowania artykułów, statystyk i wspomnień ludzi np. z listów wysyłanych do redakcji polskiego radia. To był jeden z dowodów na to, że to nie była jakaś sztucznie stworzona historia, ale słuchacze wierzyli że to prawdziwa rodzina, a dzięki temu że występują w radiu, uważali że mają jakieś specjalne względy u władzy, traktowali więc ich jako powierników, przyjaciół, obdarowywali prezentami, wysyłali prośby.

 

A u Matysiaków jak w każdej polskiej rodzinie, czasem nie starczało do pierwszego, czasem przeżywało się jakieś radości, a czasem próbowało rozwiązywać problemy. I o tym głównie jest ta książka - o kolejkach, o tym co się gotowało, jak się ubierało, o czym rozmawiało i czym żyło w naszej kochanej ojczyźnie. Bywało szaro, siermiężnie bo też czasy potrafiły upupić, ale przecież ludzie się kochali, wychowywali dzieci, jeździli na wczasy i bywali po prostu szczęśliwi. 

Spodziewałem się chyba trochę więcej wejścia w świat bohaterów słuchowiska i aktorów, którzy odgrywali te postacie, ale i tak czyta się z przyjemnością, a niektóre fragmenty były nawet dla mnie zaskoczeniem i nowością. Jak choćby ten gdy w audycji rzucono hasło o zbiórce na dom spokojnej starości i taką placówkę rzeczywiście udało się zbudować i otworzyć. 

Dotykamy pewnego fenomenu, chyba dziś porównywalnego z zasięgami niektórych celebrytów, dziś jednak mamy ich bez liku, a wtedy takich osób, które wydawały się jednocześnie bardzo popularne ale i bardzo zwyczajne, było pewnie niewiele. 

Całkiem przyjemna lektura, a spora ilość czarno-białych zdjęć jeszcze bardziej pozwala powrócić wspomnieniami do tamtych czasów. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz